Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

Opowieść o tym, jak spieprzyć dobry temat

Charnobyl diaries/Czarnobyl- Reaktor strachu (2012)

czarnobyl

Dziękuje opatrzności, że nie dałam się na TO zaciągnąć do kina. Obejrzałam w domu, z rosnącą trwoga patrząc na to, co wyprawia się na ekranie. Bynajmniej nie było to przerażenie typowe dla widza oglądającego horror…

Oglądając trailery wysnułam podejrzenie, iż będziemy mieli do czynienia z czymś poniekąd spokrewnionym z filmem „Wzgórza mają oczy”.

W tym się nie pomyliłam. Jednak spodziewałam się ,iż tak jak zapowiadał creepy lektor z trailera ODKRYJĘ TAJEMNICE CZARNOBYLA.

czarnobyl

Nic nie odkryłam, nadal nie wiem dlaczego reaktor pierdolnął, co dokładnie było na rzeczy z władzami ZSRR itp… Twórcy nie wysilili swojej wyobraźni, ani nie pobudzili mojej.

Popatrzyłam za to na grupę przygłupich amerykańskich turystów, wyznających sobie płomienne uczucia w „strasznych momentach”, wędrująca ranę na nodze jednego kolesia i co chyba było najgorsze… byłam świadkiem najbardziej żenującego zakończenia w historii horrorów typu paradokument.

Które oczywiście nic nie wyjaśniło, nie zaskoczyło, nie wzruszyło. Nic. Wszytko być miało, ale się zesrało:)

czarnobyl

Amerykanie podchwycili dobry temat, ale  nie wiedzieli co z nim zrobić. Nakręcili paradokument, bo to teraz taaakie na topie, gdzieś po drodze zgubili scenariusz i zapewne sami w ten chwytliwy temat się nie zagłębili. Bo po co?

Kocham amerykańska ignorancję, nic tylko konsumować, bez zastanowienia. Na niektórych wątkach filmowych powinno widnieć oznaczenie „NIE dla amerykańskich twórców”.

Ciekawa jestem jak nasi wschodni sąsiedzi podeszli by do takiego tematu…

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

aktorstwo:4

Zdjęcia:5

dialogi: 4

zabawa:4

„To coś”:3

Oryginalność: 4

Zaskoczenie:2

klimat:6

39/100

Prawdziwe życie manekina

Pin/Manekin (1988)

pin

 

„Pin” jest produkcją kanadyjską. Filmową adaptacją powieści Andrew Neiderman’a, której polskiego wydania niestety (albo jak zwykle) nie udało mi się znaleźć.

Opowiada o dwójce dzieci, Leonie i Ursuli. Dzieciaki są wychowywane w bardzo „sterylnych” warunkach. Posągowi rodzicie niezbyt wylewnie okazują dzieciom uczucia. Tatuś do porozumiewania się z nimi (jest brzuchomówcom) posługując się manekinem mężczyzny, który stoi w jego gabinecie lekarskim .

W roli ojca rodziny widzimy świetnego jak zawsze Terrego O’Quinna („Ojczym”).

Ursula i Leon są zafascynowani manekinem, który objaśnia im świat i odpowiada na wszystkie pytania.

pin

 

Z biegiem lat Ursula wyrasta z fascynacji Pinem, ale nie Leon. Leon już jako mężczyzna zrobi wszystko, żeby Pin nadal był ich przyjacielem. Żeby tworzyli szczęśliwą, popieprzoną rodzinkę.

pin

Nie cofa się przed eliminacją wrogów Pina.

Film Sterna doskonale pokazuje obraz osoby chorej psychicznie. Leon z wiekiem popada w coraz większą paranoję. Odtwórca jego roli David Hewlett udźwignął ciężar odpowiedzialności za swoją kreację.Podobnie jest z partnerującą mu Cynthią Preston w roli zatroskanej i przerażonej siostry.

Z wielka ochotą przeczytałabym powieść na podstawie, której powstał film, tak więc: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

Moja ocena:

Straszność:3

Zabawa:7

Fabuła:9

Oryginalność:10

Zaskoczenie:8

Aktorstwo:7

dialogi:7

Zdjęcia:7

„To coś”:8

zaskoczenie:7

72/100

Nie otwieraj drzwi

The skeleton key/Klucz do koszmaru (2005)

klucz do koszmaru

Pamiętam, że oglądałam ten film po raz pierwszy tego samego wieczoru, co „Dom 1000 trupów”. „Klucz do koszmaru” zrobił na mnie piorunujące wrażenie, a horror Rob’a Zombiego dokończył sprawę.

Oglądałam go później jeszcze wiele razy i mimo, że nadal go lubię, zaczęłam w nim dostrzegać co raz więcej wad. I właśnie dla odmiany od wad zacznę. To, co najgorszego może przydarzyć się tego typu filmowi to podążanie za schematami. I  z tym mamy do czynienia w „Kluczu…”

klucz do koszmaru

Główna bohaterka, bardzo ładna i sympatyczna Caroline- w tej roli Kat Hudson postanawia spełnić się zawodowo oraz odpokutować za pewne błędy młodości pracując jako opiekunka/pielęgniarka osób starszych. Zatrudnia się u Violet, starszej Pani mieszkającej w imponującym domu na obrzeżach Nowego Orleanu. (Nie wiem, czy wspomniałam o tym przy okazji „Wywiadu z wampirem”, ale uwielbiam klimat tego miejsca.)

Caroline ma opiekować się jej mężem Benem.

Od samego początku coś nie gra. Starsza Pani jest podejrzana, dom skrywa tajemnice, a sam Ben zdaje się nie być tylko zwykłym schorowanym staruszkiem…

klucz do koszmaru

I tu zaczyna się schematyczność, którą tak pięknie piętnował Wes Craven w „Krzykach” .

Carolina z wielkim zapałem pcha się w kłopoty zdając sobie sprawę, że grozi jej niebezpieczeństwo. Za scenariusz filmu odpowiada Ehren Kruger, który w  „Kręgu” zaprezentował widzowi tą samą odmianę uroczej głupoty. Mimo iż mamy Caroline za skończona idiotek i zapewne nie jeden z nas udzielił by jej reprymendy, dalej śledzimy jej maluczkie poczynania, co więcej kibicujemy jej wytrwale i martwimy się o to, że źle skończy. Czyli wady filmu są jednocześnie uniwersalnymi sprawdzonymi motywami jakimi posługują się twórcy horrorów. Zaś sprawność z jaką je wykorzystano i połączono daje na prawdę dobry efekt.

klucz do koszmaru

Warto też przyjrzeć się obsadzie aktorskiej, tu uwagę zwraca szczególnie rola Violet. Ale i sparaliżowany Ben, mogący grać jedynie twarzą jak i nasza mała ofiara, Caroline świetnie dają radę.

Cała oprawa filmu wydaje się być doskonale przemyślana. Świetna bluesowa muzyka oddająca klimat Nowego Orleanu. Doskonałe zdjęcia prezentujące niesamowity i bardzo specyficzny urok tego miejsca. Generalnie sam fakt wybrania bagnistych terenów Nowego Orleanu na miejsce akcji jest pomysłem wyśmienitym. (Przy okazji może ktoś wie jak nazywają się te- jak mi się wydaje- typowe Nowo Orleandzkie wielkie drzewa przypominające nieco płaczące wierzby?)

Moja ocena:

Straszność: 4

Zabawa:8

Fabuła:8

Zdjęcia: 9

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Klimat:9

„To coś”: 8

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

74/100

Nie jesteś sama

Gothika (2003)

gothika

Młoda i przez niektórych zapewne uznana za atrakcyjną pani doktor psychiatrii pewnego budzi się „nie po tej stronie biurka, po której zwykła się znajdować”.

Miranda, która pracuje z kryminalistami zostaje oskarżona o niezwykle brutalne morderstwo dokonane na jej własnym mężu. Ma potężne luki w pamięci. Wie, że przed domniemanym morderstwem w drodze do domu spotkała na moście półnagą roztrzęsioną dziewczynę. Teraz gdy Miranda siedzi zamknięta i próbuje ogarnąć ostanie wydarzenia dziewczyna znowu się pojawia. Ewidentnie czegoś od niej chce.

gothika

Mściwe duchy to podręcznikowy element amerykańskiego kina grozy. Zmieniają się tylko powody z jakich owe duchy pragną zemsty. Kluczową sprawą jest jak zwykle poznanie tożsamości ducha. W przypadku „Gothiki” mamy tu sprawnie wpleciony wątek kryminalny. Miranda sama będąca w raczej opłakanym położeniu musi zmierzyć się z tym co spotkało biedna zjawę. Niespodzianka spotka ją spora.

Nie jestem fanką Halle Bary, którą mamy w roli Mirandy mimo iż jest ona bez wątpienia dobrą i solidną aktorką. W tej roli chciałabym widzieć jednak kogoś innego.

Zastanawiałam się swego czasu skąd tytuł filmu” „Gothika”. Myślę, że jest to ukłon w stronę klasycznych gotyckich utworów. Nie wiele jednak „Gothika” ma z nimi wspólnego. Jest to na całej lin dzieło współczesne. Wykorzystano w niej masę efektów cyfrowych, dzieje się w czasach obecnych i nawet retrospekcje nie sięgają w jakąś szczególnie daleką przeszłość.

Po za scenariuszem, może i prostym, może i nieszczególnie oryginalnym podobała mi się cała oprawa filmu. Dobra muzyka i zdjęcia utrzymane w bardzo ciemnej tonacji. „Gothika” dzięki temu straszy widza sugestywnym klimatem.

gothika

gothika

I wszystko było by pięknie gdyby nie moja niewyjaśniona antypatia do głównej bohaterki, czy też może odtwórczyni jej roli… Na pocieszenie dostałam co prawda Penelope Cruz, którą dla odmiany uwielbiam.

Moja ocena:

Straszność:5

Zabawa: 8

Klimat: 9

Oryginalność: 5

„To coś”: 8

Fabuła:8

Aktorstwo:6

Zdjęcia: 8

Zaskoczenie: 7

Dialogi: 6

70/100

Oblicze wampiryzmu według Anne Rice

Interview with the vampire/ Wywiad z wampirem (1994)

wywiad z wampirem

Ekranizacja powieści Anne Rice jest już wręcz dziełem kultowym. Reżyserem obrazu jest Neil Jordan, zaś za scenariusz odpowiadała autorka powieści.

W dobie wypaczonej wizji wampiryzmu z jaką mamy do czynienia w sadze „Zmierzch” warto pamiętać jak wyglądał wampiryzm literaturze zanim zmierzch ogarnął świat.

„Wywiad z wampirem” to jeden z moich ulubionych filmów. Ale nie dlatego, że jest straszny… Bo nie jest. Jest po prostu…piękny:)

Opowiada historię „narodzin” wampira Louisa. Młodzieńca, który po śmierci ukochanej robi wszystko by zejść z tego świata. Zamiast śmierci dostaje nieśmiertelność, gdy spotyka na swojej drodze Lestata.

Relacja między tymi dwiema wampirami jest bardzo skomplikowana. Mamy tu podtekst seksualny, ale i coś więcej. Lestat jest bowiem ogarnięty pragnieniem posiadania drugiej osoby. Louis, młody wampir, którego ktoś musi wprowadzić w ten mroczny świat jest łatwą ofiarą.

Louis szuka odpowiedzi na dręczące go pytania ad. swojego pochodzenia, jednocześnie starając się za wszelka cenę być bardziej ludzki niż Lestat. Nie uważa wampiryzmu za coś wyjątkowego i wspaniałego. 

wywiad z wampirem

W większości horrorów ot tej tematyce wampiry są po prostu jednoznacznie złe. Są mordercami, piekielnikami i nie interesuje ich nic z wyjątkiem żłopania krwi. Anne Rice przedstawia nam sugestywny świat wampira, który nie tylko ma swojej zasady, ale także potrafi kochać tak jak ludzie. A nawet mocniej.

„Wywiad z wampirem” to bardzo ludzki obraz wampiryzmu. W końcu każdy wampir był kiedyś człowiekiem, więc czemu pod wpływem ukąszenia i głód krwi miałby zmienić się o 180 stopni?

wywiad z wampirem

Wywiad z wampirem to historia o wielkich namiętnościach, dokonywaniu wyborów moralnych, przeciwstawianiu się z góry ustalonym zasadom i okrutnej samotności, która jest wieczna i nieśmiertelna.

Szkoda, że profani tacy jak Susan Mayer dopuścili się i wciąż dopuszczają wypaczenia tej mistrzowskiej wizji.

Doskonałe zdjęcia i scenografia doskonale oddają nastrój epoki „młodości” Louisa. Godne uwagi są także kreacje bohaterów filmu. Melancholijny Pitt, narcystyczny Cruise,i niesforna Dunst.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Zdjęcia:9

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Dialogi:7

Oryginalność:7

To coś:8

Aktorstwo:8

70/100

Umrzesz i wiesz o tym

Lost things/ Mroczna plaża (2003)

lost things

Czuję, że mam moralny obowiązek zasunąć kopa w dupę temu, kto w tak arcy banalny sposób przetłumaczył tytuł tego filmu.

„Lost things” to bardzo doby horror. Klimatyczny i prezentujący jakąś treść. Czego niestety nie można powiedzieć o wielu filmach, które są dużo wyżej oceniane na FB.

Nie jest to typowy teen slasher jakby mogło się wydawać.

Grupa australijskich nastolatków wybiera się na kemping na opuszczonej plaży. Bawią się tam raz lepiej raz gorzej aż wpadają na miejscowego dziwaka, Zipo. Od tej chili zaczyna się prawdziwe zamieszanie. Film trzeba oglądać z uwagą inaczej może widzowi umknąć kilka istotnych rzeczy. Nie polecę tego obrazu osobom preferujących wartką akcję z dużo ilością krwi.

lost things

Zakończenie filmu jest bez wątpienia zaskakujące, choć nie mogę powiedzieć, że czegoś takiego nie było. Było, ale w znacznie mniej ciekawej formie.

Niestety nie mogę łopatologicznie wytłumaczyć zamysłu obrazu, bo popsułabym zabawę tym, którzy go obejrzą.

Wykreowane przez niedoświadczonych aktorów postacie były bardzo wiarygodne. Między drętwym i słabym aktorstwem, a naturalnym i niewymuszonym stylem gry jest bardzo cienka granica. Fani bujnej ekspresji i silikonowych cycków nie mają w tym filmie czego szukać. (So sad… )

 

lost things

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Klimat:10

Zaskoczenie:10

Zabawa:6

Dialogi:6

Aktorstwo:7

Zdjęcia:7

Oryginalność:6

To coś:8

71/100

Narzeczona po drugiej stronie lustra

La cara oculta (2011)

la cara oculta

W  języku polskim, tytuł oznacza tyle co „ciemna strona”.

Film jest produkcją hiszpańsko kolumbijską, więc nie jest to żadnym zaskoczeniem, że mamy do czynienia z czymś naprawdę godnym uwagi:)

Nie bardzo mogę przybliżyć, fabułę nie rzucając spoilerami. Nie polecam nawet oglądania trailera – bo popsuje cały element zaskoczenia, a film na prawdę stworzony jest po to by zaskakiwać. To w zasadzie historia trzech osób uwikłanych w niewiarygodnie dziwną sytuację.

Pewna kobieta w przypływie geniuszu, postanawia sprawdzić, co zrobiłby jej partner gdyby nieoczekiwanie zniknęła. Oczywiście zanim dojdziemy do tego etapu, będącego pewnym wyjaśnieniem całego zamieszania poznamy tę historię od innej strony. Z resztą „La Cara Oculta” kilkakrotnie zmienia tor w czasie rozwoju akcji.

la cara oculta

Mamy w nim tyle błędnych tropów, że cały ogląd na rozgrywającą się na ekranie sytuacje zmieni nam się w czasie seansu z trzysta razy. Od klasycznego dreszczowca po ghost story.

W napięciu będziemy trwać do ostatniej chwili. Świetny pomysł, doskonała realizacja.

Film możemy odbierać bardzo osobiście, utożsamiać się z bohaterami, dokonywać oceny ich moralnych wyborów, dzielić ich dylematy. Tak było bynajmniej w moim przypadku.

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam! Gwarantuje, że z taką historią nie mieliście jeszcze do czynienia.

la cara oculta

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:10

Klimat:9

Zdjęcia:9

Zaskoczenie:10

Zabawa:8

Dialogi:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:10

To coś:10

88/100

Stary dom i jego historie

From time to time/ Od czasu do czasu (2009)

from time to time

Ciężko ten film nazwać horrorem, jest to natomiast, podobnie jak „Dom zagubionych dusz”  nastrojowa historia o duchach.

Z resztą jedną z głównych ról w obydwu filmach gra ta sama aktorka. 

from time to time

Trafia na moją osobistą listę, bo mimo wszystko zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Uwielbiam klimat starych domów. Portrety przodków na ścianach, tajemnicze przejścia, zabytkowe meble pamiętające czasy kilku pokoleń wstecz. Wierzcie mi, jak się mieszka w bloku jeszcze bardziej docenia się takie miejsca.

Film przenosi nas w czasy tuż przed zakończeniem drugiej wojny światowej, lecz historia domu którą serwują nam autorzy sięga jeszcze dalej. Poznajemy smutne tajemnice, rodzinne dramaty i tradycje. Na wycieczkę w przeszłość zaprasza nas grupka duchów, przodków młodego chłopca- głównego bohatera filmu.

from time to time

Wystraszyć, nie wystraszy, ale dla wielbicieli nastrojowych opowieści o duchach jest prawdziwym skarbem. Film nie trafił i chyba już nie trafi do polskich kin, do obejrzenia w necie:)

Moja ocena: 8/10

Wkurzą Jacka takie sprawy, ciągle praca, brak zabawy

The Shining/ Lśnienie (1980) vs The Shining/ Lśnienie [1997)

lśnienie

Jack, Torence aspirujący pisarz i  dość nieprzyjemny typ z problemem alkoholowym, wraz z żoną o paszczy chomika i dość zakręconym synkiem wprowadza się na 5 miesięcy do pięknego hotelu w górach gdzie ma sprawować fuchę zimowego stróża.

W roli głównej mamy niesamowitego Jacka Nicolson’a, który sprawił iż ten film, rzecz jasna mający wiele innych zalet, jeszcze bardziej zapada w pamięć.

 „Lśnienie” jest jednym z moich ulubionych horrorów i obok „Innych” jednym z tych, do których najczęściej wracam.

Kubrick zadbał o wszystko. Mocne, krwawe sceny grozy, klaustrofobiczny, przytłaczający klimat  wpędzają widza w ostrą paranoję. Jest to jeden z tych nielicznych horrorów, które NAPRAWDĘ przerażają.

lśnienie

Grozę budzą zarówno pojedyncze sceny jak i cała wizja twórcy.

Niepokorny mistrz Stanley Kubric dokopał Kingowi tą ekranizacją. Dokopał sowicie i z impetem darując sobie dłużyzny jakie zafundował nam pisarz w swoim dziele, zmieniając niektóre wątki i dodając co nieco od siebie. Cieszę się, że to zrobił bo dzięki temu mamy do czynienia z jednym z najlepszych horrorów wszech czasów. Takie jest moje zdanie z którym z całą pewnością nie zgodzi się żaden ortodoksyjny fan prozy Kinga.

Wszytko w tym filmie jest na swoim miejscu. 

Fabuła jest spójna i trzyma w napięciu, rozwija się powoli ale sukcesywnie, aż następuje wspaniały finał.

Możemy obserwować powolny rozpad psychiki głównego bohatera, który z pijaczka frustrata zmienia się w oszalałą bestię. Nie następuje to z dnia na dzień. Proces ten jest powolny. Bardzo dużym atutem scenariusza jest relacja między Wendy a jej mężem.  Nicolson jest świetnym aktorem, a do tej roli wydawał się być wręcz stworzony:) Kreacja żony- chomika, jest jakby przeciwwagą do jego postaci. Razem tworzą wspaniały duet choć ci którzy dali biednemu chomikowi złota malinę, najwyraźniej nie podłapali koncepcji Kubricka. To obok horroru historia o rodzinnej patologii, współuzależnieniu małżonków, czego skutkiem jest po pierwsze ‚odjazd’ najmłodszego członka rodziny i w reszcie kompletny upadek jego ojca.

Dodatkowym atutem, dla mojej osobistej uciechy jest fakt iż akcja rozgrywa się w czasie zimy, Nicolson w swoim morderczym szale gania ofiary po śniegu. Perspektywa tego ze mogłabym zmarznąć przeraża mnie bardziej niż wizja ognia piekielnego, więc wszystkie horrory „na śniegu” są stworzone dla mnie:)

lśnienie

lśnienie

Fani niemego kina z pewnością rozpoznaję jedną z najsłynniejszych filmowych scen, czyli wywalanie drzwi, żywcem wyciągnięte z „Furmana śmierci”. Scen zapadających w pamięć jest tu zresztą mrowie. Praktycznie każde ujecie jest tu maksymalnie dopieszczone, nawet przejazd małego Danny’ego na rowerku.

lśnienie

Tak czy inaczej mamy tu do czynienia z produkcja perfekcyjną w każdym calu. Jakby komuś było mało, dodam jeszcze iż muzykę robił nasz rodzimy mistrz Penderecki i odwalił kawał dobrej roboty.

Moja ocena:10/10


lśnienie

Jak wspomniałam ortodoksyjni fani prozy Kinga z pewnością nie zapatrują się dobrze na rozliczne cięcia i zmiany w filmie Kubricka względem oryginału napisanego przez Kinga. Dla nich pisarz postanowił nakręcić własne „Lśnienie”, oparte na jego scenariuszu będącym wierny odwzorowaniem tej niemożliwie długiej literatury. Z uwagi na to, że każdy nawet najmniej istotny szczegół książki w oczach jej autora jest elementem niezbędnym ta ekranizacja łącznie trwa jakieś cztery i pół godziny…

Dla nie przebrniecie przez trzy półtoragodzinne odcinki były drogą przez mękę. Heroicznym czynem, na który porwałam się z szacunku dla Kinga. Wnioski z tego seansu są raczej przykre.

King całkowicie nie miał dystansu do swojej historii i ten brak dystansu odbił się na odbiorze. Pierwszy z odcinków to kompletny zastój. Półtorej godzinny wstęp w którym aktorzy, marni z resztą nawet jak na produkcję telewizyjną, wygłaszają wciąż te same kwestie. Dla mnie połowę dialogów można by wyciąć bez straty.

Obsada jest tu obok rozwleczonego scenariusza i bardzo słabej realizacji (zdjęcia, efekty) najsłabszym ogniwem, który konsekwentnie ciągnie tą czterogodzinną landarę ku przepaści. W przypadku filmu Kubricka mieliśmy do czynienia z aktorami mega charakterystycznymi, charyzmatycznymi tu mamy aktorów… ładniejszych. Jeśli chciałbym być złośliwa powiedziałabym, że Stephen specjalnie upiększył Jacka i Wendy gdyż jego „Lśnienie” miało być poniekąd sfabularyzowaną spowiedzią z osobistych błędów. Chyba ubodło go, że Kubrick uczynił z niego pijaka bez talentu a z jego żony pokorną mimozę w dodatku szpetną:)

lsnienie

Młody odtwórca roli Danny’ego to jeszcze gorsza historia. Mogli by tam posadzić kukłę i efekt byłby taki sam.

Nie podobała mi się ta Kingowska wersja „Lśnienia” i uważam, ze King chcąc poprawiać Kubricka strzelił sobie w stopę i ośmieszył się – nie inaczej.

Moja ocena:

3/10

Jazda

Riding the bullet/ Jazda na kuli (2004)

jazda na kuli

Allan jest studentem, który przebywając na kampusie otrzymuje smutną wiadomość. Jego ukochana mama trafiła do szpitala. Chłopak nie zamierza czekać. Czym prędzej pakuje manatki i rusza autostopem w stronę rodzinnego miasteczka. Ta podróż pełna przygód i nadprzyrodzonych zdarzeń będzie w pewnym sensie podróżą w głąb jego największych lęków.

jazda na kuli

„Jazda na kuli” w reżyserii, wprawionego w filmowych ekranizacjach, Micka Garrisa, powstała w oparciu o opowiadanie Stephena Kinga pochodzącego ze zbioru „Wszystko jest względne„.

Opowiadanie robi dużo ciekawsze wrażenie głównie dlatego, że w słowie pisanym łatwiej przemycić retrospekcje, tak aby stały się integralną częścią opowieści. W ekranizacji również są obecne, bo w końcu wspomnienia o matce i nieszczęsny wypad na diabelski młyn zwany ‚kulą’ stanowią bardzo ważny element bieżącej historii, ale jest ich znacznie mniej.

Co się tyczy tego, co w opowieści jest nadnaturalne, to będą to oczywiście ‚przewoźnicy’ Allana, szczególnie jeden, który zażąda od bohatera decyzji z której podjęciem każdy z ludzi miałby ogromny problem.

jazda na kuli

W filmie mamy do czynienia z ciekawym wątkiem wyboru pomiędzy śmiercią swoją, a śmiercią kogoś nam bliskiego.

jazda na kuli

King nie boi się trudnych pytań i decyzji.Może dlatego tak skutecznie przeraża? Rzuca nas w paszczę naszych lęków..


(Postanowiłam zmienić nieco kryterium oceniania horrorów, gdyż głupio wychodzi, gdy dwa filmy, które są od siebie zupełnie różne maja taką samą ocenę. Ta więc teraz oceniać będę w oparciu o 10 elementów: Straszność, bardzo po polsku mi się to napisało…,Fabuła/historia/scenariusz, Zdjęcia, Aktorstwo, Dialogi, Oryginalność/pomysł, Zaskoczenie, Nastrój/klimat, Zabawa i  To „coś”. W skali od 1 do 10.)

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Zdjęcia: 7

aktorstwo: 7

dialogi:7

oryginalność:8

zaskoczenie:5

nastrój: 7

zabawa: 7

„to coś”:7

63/100