Miesięczne archiwum: Sierpień 2012

Puk, puk..

À l’intérieur/ Najście (2007)

najście

Sarah, przyszła mama, samotnie oczekuje narodzin dziecka. Jej chłopak zginął w wypadku, w którym i ona uczestniczyła.Izoluje się od świata nie mogąc poradzić sobie ze stratą.Tylko perspektywa narodzin dziecka podtrzymuje ją na nogach.

Pewnego wieczoru, dzień przed rychłym porodem Sarę odwiedza niespodziewany gość… Szalona kobieta próbuje wedrzeć się do jej domu i ku rozpaczy Sary udaje jej się to. Przerażona dziewczyna zdołała jeszcze zamknąć się w łazience.

Oglądając film od razu pomyślało mi się, że muszę sobie sprawić takie mega wytrzymałe drzwi do kibla na okoliczność wizyty jakiegoś psychopaty.

Cel wizyty wariatki jest co najmniej dziwny, jednak wszystko powoli się wyjaśnia, a tymczasem krwawa maskara trwa…

Ach, ci Francuzi, nie przestają mnie zadziwiać. Impet z jakim w ostatnich latach wdarli się na scenę grozy jest doprawdy imponujący.

„Najście”, czy też „Wewnątrz”- jak kto woli, to nie tylko uczta gore. W przypadku tej historii, ani na minutę nie słabnie napięcie, często tak skutecznie zabijane przez spektakl krwi i mordu.

najście

najście

Film byłby memu sercu bliższy, gdybym posiadała choć cień instynktu macierzyńskiego, który pozwolił by mi się wczuć w sytuację Sary.Dlatego też polecam go wszystkim ciężarnym. Bójcie się:)

Oceniam go wysoko, bo posiada wszytko to, co powinien  mieć dobry horror.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Oryginalność:7

„To coś”:7

Aktorstwo:8

Dialog:7

Zdjęcia:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

72/100

„Jesteś szczęśliwa? Powinnaś”

Chello hongmijoo ilga salinsagan/Wiolonczela (2005)

wiolonczela

Mi ju jest nauczycielką w szkole muzycznej. Skromna i spokojna osóbka prowadząca bardzo poukładane życie w gronie rodziny skrywa w sobie głębokie cierpienie i poczucie winy. Nie jest w stanie otrząsnąć się po wypadku, w którym zginęła jej przyjaciółka.

W kulturze azjatyckiej zawiść jest chyba jednym z najbardziej tępionych uczuć. Bez wątpienia ten fakt ma wydźwięk w relacji pomiędzy przyjaciółkami.

Na obecnym etapie życia koszmar z przeszłości powraca do Mi ju i powoduje serię tragicznych wydarzeń, których kobieta nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Mamy tu rzuconych sporo tropów, które mogą prowadzić do rozwiązania tajemniczych zdarzeń.

wiolonczela

Ciekawa pozycja dla fanów azjatyckich horrorów. Wyróżnia się na tle innych skośnych filmów grozy ponieważ mniej straszy, a więcej daje do myślenia.

Podobnie jak „Opowieść o dwóch siostrach” twór ten zawdzięczamy Koreańczykom. Zasadniczo różni się od owego filmu dużo bardziej wartką i wyrazistą akcją. Punktem stycznym jest postawienie na element zaskoczenia w finale, choć zapewniam, że nie zwali on z nóg jak w przypadku „Opowieści o dwóch siostrach”

 

wiolonczela

Opowieść, jak to w azjatyckim horrorze, posiada wiele wzajemnie przenikających się wątków. Ogarnie to i doceni cierpliwy widz, lubujący się w skośnym klimacie. Występują tu stałe elementy typowe dla grozy po azjatycku. Są duchy, jest krew i piętno. Nawet dla niecierpliwego widza znajdzie się sporo dobrych scen przykuwających uwagę.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Aktorstwo:8

Zdjęcia:8

Zabawa:7

Dialogi:6

„To coś”:7

Zaskoczenie:7

Oryginalność:6

70/100

Dziecięce lęki

Dolls/Lalki (1987)

dolls

Kolejny film, do którego mam iście dziecięcy sentyment. Bardzo lubuję się w horrorach, których bohaterami są lalki, być może dlatego iż bazują one na dziecięcych lękach.

Film ma trochę poetyczną, trochę baśniową i trochę po dziecięcemu naiwną fabułę.Nie spodoba się każdemu, a już na pewno nie osobom lubującym się w nowatorskich formach i tematykach.

„Lalki” to historia małej dziewczynki Judy, która wraz z ojcem i macochą wybiera się na wakacyjny wypoczynek. Na fabułę obrazu należy patrzeć właśnie oczami małej dziewczynki, wtedy zda on swój egzamin.

Bardzo współczułam tej małej. Obdarzona rozbuchaną wyobraźnią dziewczynka nie jest lubiana, czy nawet akceptowana przez swojego ojca, a już na pewno nie przez macochę.

Gdy w czasie wyprawy psuje im się samochód  trafiają do domu starego lalkarza i jego żony. Jego lalki oczywiście nie są zwyczajne, każda z nich ma swoją historię. Lalki żyją, posiadają dusze i mają swoje specyficzne właściwości. Jak w świecie wyobraźni małej dziewczynki. Jak na bohaterów horroru przystało, są niegodziwe i mają mordercze zamiary, ale nie wobec wszystkich.

dolls

dolls

dolls

dolls

Film dla tych, których pociąga świat dziecięcej wyobraźni, trochę straszny, trochę smutny, nie mniej inspirujący. Nawet efekty jak na owe czasy zdają egzamin i nie ma się bardzo do czego przyczepić w tej kwestii.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:10

Zdjęcia:7

Dialogi:6

Aktorstwo:7

„To coś”:9

Oryginalność:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

71/100

Powiesić ich wysoko

Frozen (2010)

frozen

Trójka znajomych: zakochana para i niekoniecznie pozytywnie nastawiony do tego zakochania kumpel chłopaka, wybierają się na stok trochę pośmigać na snowboardzie. Kto śmiga ten śmiga, im dane to nie jest, bo dziewczyna- Parker- nie bardzo ogarnia sporty zimowe. Sfrustrowani chłopcy postanawiają odbić sobie za dzień spędzony na „górce dla dzieci” i wieczorem, tuż przed zamknięciem stoku chcą sobie zaszaleć na prawdę. No, i zaszaleją…

„Frozen” z 2009 roku to jeden z moich faworytów. Nie ukrywam, że głównie ze względu na zimową oprawę. Jak tylko moim oczom ukazał się plakat filmu o tytule wskazującym na rychłe zagrożenie zamarznięciem wiedziałam, że zrobiono go dla mnie.

frozen

W pierwszej części filmu reżyser zadbał o to byśmy dobrze poznali naszych bohaterów. Dobry, sprawdzony chwyt. Trudno bowiem współczuć, czy kibicować bohaterom, którzy uprzednio nie wzbudzili naszej sympatii.

Gdy już trochę z nimi po obcowaliśmy obserwując ich poczynania i wzajemne relację, reżyser stawia ich w tragicznej sytuacji.

Młodzi w wyniku splotu kilku nieszczęśliwych zdarzeń utknęli na wyciągu krzesełkowym i teraz muszą walczyć o przetrwanie.

W tym określeniu nie ma krzty przesady. Bo wyobraźcie sobie, że oto stoi przed wami perspektywa spędzenia, nie nocy, a tygodnia będąc zawieszonym wysoko w górach, zimą, bez jedzenia, picia i perspektywy na pomoc z zewnątrz. W dole nic poza bezkresną bielą zimowego lasu.

frozen

Bardzo umiejętnie budowany nastrój w filmie pozwala jeszcze silniej identyfikować się bohaterami, jeszcze usilniej kibicować im, aby wyszli z opresji cało. Nawet gdy robią głupstwa w panice, osobiście, byłam w stanie im to wybaczyć, ponieważ wiem, że sama nie zachowałabym nawet po części tak zimnej krwi jak oni. 

frozen

Oszczędna przestrzeń w jakiej rozgrywają się wydarzenia przydaje nastrojowi klaustrofobicznego wymiaru.

Przed naszymi oczami rozgrywa się prawdziwy dramat, a widz czuje się jak jego uczestnik. W moim przypadku nawet mankamenty w postaci kilku oczywistych błędów, czy pewnych przejaskrawień nie przeszkadzały w odbiorze tej historii.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:9

Aktorstwo:7

Dialogi:8

Zdjęcia:8

Zabawa:9

„To coś”:9

Oryginalność:7

Zaskoczenie:5

74/100

Czym zachwycił się Tarantino

Wolf Creek (2005)

wolf creek

Swego czasu wyczytałam gdzieś, że film dostał błogosławieństwo od samego Tarantino. Pamiętam, że oglądając go po raz pierwszy – dawno temu – byłam nim zachwycona. Teraz, po sporym odstępie czasowym, gdy odświeżyłam sobie obraz, zaczęłam się zastanawiać, czy czasem aby nie pomyliłam tytułów? Może to jakiś inny australijski slasher mnie tak zachwycił.

Jestem wobec tego rozdarta i nie wiem co mam napisać. Jeśli liczy się pierwsze wrażenie, to powinnam rozpłynąć się w zachwycie. Tylko, że już nie mam pojęcia, co mnie zachwyciło. Widzę w tym filmie natomiast mnóstwo mankamentów.

Po pierwsze: typowość. Typowi młodzi ludzie szukający przygód na australijskiej pustyni. Widać iż reżyser chciał nadać obrazowi dokumentalną wiarygodność. Stąd taki, a nie inny styl prowadzenia kamery i dobór aktorów – zupełnie obce twarze. Nic bym nie miała do takiego pomysłu, gdyby nie fakt, że spisali się mniej niż przeciętnie.

wolf creek

wolf creek

Po drugi postać mordercy, którego spotykają w tajemniczym miejscu, gdzie od czasu rozbicia się meteorytu wszelkie sprzęty techniczne zaczynają szwankować.

Pan morderca zupełnie nie dał mi się poznać.Głupkowato się śmieje i lubi torturować młode dziewczyny. Był po prostu mało charakterystyczny i zginął w tłumie takich samych jak on –  sodomitów gnieżdżących się po środku niczego.

wolf creek

Nadal podobały mi się natomiast sceny tortur i pościgów za ofiarami, to jednak na tę chwilę trochę za mało żeby zbudować dobrą fabułę.

Ot wszytko wydało mi się bezpłciowe. Brakowało mi klimatu zaszczucia, zastraszenia, beznadziei i zagrożenia życia. Na te chwilę – nie przekonało mnie to wszytko. Bardzo przeciętny slasher.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Aktorstwo:5

Zabawa:6

Oryginalność:5

„To coś”:6

Zaskoczenie:5

Zdjęcia:8

Dialogi:5

56/100

Teen slasher – historia prawdziwa

Tucker & Dale vs Evil/ Porąbani (2010)

porąbani

Oglądając rozliczne horrory z kategorii teen slasher wielokrotnie miałam wrażenie, że ofiary same nadziewają się mordercom na noże. Jak się okazuje nie tylko ja, bo zielony w temacie produkcji filmów, reżyser postanowił bliżej przyjrzeć się tej koncepcji i wynikiem tego jest produkcja, która totalnie rozwala na łopatki i konkurencję i widza.

Wszystko jest kwestią podejścia.

„Porąbani” to absolutna perełka w gronie czarnych komedii. Nie uśmiałam się tak od czasów „Piotrka 13ego”, gdzie mamy humor na bardzo podobnym poziomie. Natomiast jeśli chodzi o realizację, „Porąbani” zdecydowanie wybijają się na prowadzenie. Zero amatorszczyzny jeśli chodzi o efekty specjalne, charakteryzację etc. Nawet aktorstwo jest przyzwoite mimo iż mamy do czynienia z obsadą znaną głównie z komedii i ról dziesiątoplanowych.

Tucker i Dale widziani oczyma grupki studentów, to idealni kandydaci na wiejskich sodomitów, gotowych kroić, siekać, wypruwać flaki i co tam jeszcze dusza zapragnie. Dwaj przyjaciele, nie grzeszący obyciem, ani urodą sieją popłoch w szeregach gości.

tucker i dale vs evil

Gdy tylko pojawiają się na horyzoncie od razu podejrzewani są o zbrodnicze zamiary. Gdy ratują jedną ze studentek od utonięcia, zostają oskarżeni o porwanie. Próby ratowania koleżanki z rąk wieśniaków to istna komedia pomyłek, okraszona scenami gwałtownych śmierci. Bo przecież ofiary muszą zginąć, a tu żadnego mordercy, żadnej śmiertelnej gorączki. Cóż począć? Studenciaki sami nadziewają się na pale, wpadają do kanałów, podpalają się…

porąbani

porąbani

„Ja wiem! to samobójcy. Oni przyjechali się tutaj pozabijać! Swoją koleżankę też chcieli zabić, a my ją uratowaliśmy.”

Obie strony wyraźnie ponosi wyobraźnia i właśnie z tych dwóch skrajnie mylnych podejść i  stereotypów zaczerpniętych z teen slasher’ów, utkany jest scenariusz, który gwarantuje, rozbawi każdego.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:7

Zabawa:10

Aktorstwo:8

Zdjęcia:8

Dialogi:9

Oryginalność:9

Zaskoczenie:5

„To coś”:10

73/100

Na dalekiej północy odkupisz grzechy swoje

Sauna (2008)

sauna

Tytułowa sauna została wybudowana na bagnie, gdzieś na dalekiej północy.

Fińscy wieśniacy uciekający przed represjami i wojną 30 letnią, znaleźli opuszczoną wioskę niegdyś zamieszkałą przez mnichów.Sauna już tam była. Legenda głosi iż zamieszkują ją duchy. Sauna jest czymś w rodzaju czyśćca, miejsca gdzie można oczyścić się z grzechów.

sauna

Bracia Erik i Knut są członkami komisji, która ma wytyczyć po wojnie nowe granice pomiędzy Rosją i Finlandią.W czasie wędrówki w głąb północy natrafiają na bagna i wioskę, o której wcześniej nikt nie widział.

sauna

Obaj są już zmęczeni wojenną zawieruchą. Szczególnie wrażliwy Knut, którego dręczą wyrzuty sumienia w związku ze zbrodnią, której dopuścili się wcześniej na fińskim wieśniaku, a także z porzuceniem w piwnicy na pewną śmierć jego córki. Knut ma halucynację, myśli tylko o tym żeby zawrócić i uratować dziewczynę, może nie jest jeszcze z późno? Erik skutecznie go od tego odwidzi.

W filmie bardzo istotną warstwę stanowią legendy, wierzenia, cały skandynawski folklor, który zaznajomionemu z tematem widzowi pomoże rozwikłać tajemnicę sauny. Jeśli jest się historycznym ignorantem, nie mającym bladego pojęcia o fińskiej kulturze- like me – pozostaje zanurzyć się w dusznym, poetyckim i onirycznym klimacie filmu i cieszyć oko świetnymi, nie mniej niż cała historia, nastrojowymi zdjęciami.

Film ma w sobie bardzo czytelne drugie dno. Z obrazu o wyjątkowo chłodnej tonacji wyłania się obraz ognia piekielnego, który trawi ludzi już tu na ziemi. Ten ogień to wyrzuty sumienia, pragnienie otrzymania przebaczenia.Wyzwolenie, oczyszczenie, tak ważne dla ludzi żyjących w czasach wojennej beznadziei…

sauna

Największą zaleta „Sauny” jest jej oryginalność. Niezwykle ambitna produkcja z doskonałym i niepowtarzalnym klimatem, który pozwoli zachwycić się filmem widzowi, któremu obce są nastroje dalekiej północy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:10

Aktorstwo:8

Zdjęcia:10

Zabawa:7

„To coś”:9

Oryginalność:9

Zaskoczenie:5

Dialogi:7

77/100

Fenomen Dario Argento

Phenomena  (1985)

phenomena

„Phenomena” to historia Jennifer, córki znanego aktora, która zostaje wysłana do szwajcarskiej szkoły z internatem. Pech chce, że w okolicy akurat grasuje seryjny morderca, który lubi uprowadzać młode, ładne panienki.

  Tytułowy fenomen głównej bohaterki polega na niezwykłej zdolności władzy nad owadami. Co w połączeniu z przypadłością lunatyzmu budzi niepokój dyrektorki internatu i drwiny ze strony szkolnych koleżanek.

Jennifer odnajduje przyjaciela w osobie kalekiego profesora etymologii, który w przeciwieństwie do reszty osób z jej otoczenia nie widzi w niej Belzebuba, ćpunki, ani schizofreniczki.

phenomena

Kiedy uprowadzona zostaje współlokatorka Jennifer z internatu, dziewczyna wraz z profesorem obmyśla patent na namierzenie psychopaty. Oczywiście pomaga jej w tym nadprzyrodzone zdolności.

Dario Argento w moich oczach jest fenomenem w świeci grozy. W przeciwieństwie do rodaka Fulci, o którym pisałam wcześniej nie lubuje się aż tak w klimacie gore. Wysyp trupów i flaków na metr kwadratowy jest u niego mniejszy. Jego groza jest bardziej subtelna, choć nie brakuje tu elementów gore, to jednak nie one określają ten film.

„Phenomena” była pierwszym filmem tego reżysera jaki miałam okazję obejrzeć. Nie jest tak popularny jak „Głęboka czerwień”, czy „Suspiria”, ale to właśnie on przekonałam mnie do bliższego zapoznania się z resztą filmografii Włocha. Przy okazji miałam okazję zapoznać się z aktorskimi początkami Jennifer Connely, która wygląda tu niebywale świeżo i pięknie, a już przywykłam widywać ją w ‚słabszej formie’.

phenomena

Jeśli chodzi o wady tego filmu to wymieniłabym tylko jedną, muzyka. Iron Maiden to nie Goblin. Przykro mi z całym szacunkiem dla Bruce’a i spółki, ale ich styl pasował tu jak pięć do oka.

phenomena

Nie jest to film, który spodoba się każdemu. Argento ma specyficzny sposób kręcenia i niektóre ujęcia mogą drażnić widza nie przywykłego do gwałtowniejszych zagrań. Druga rzecz sceny morderstw, w tym scena otwierająca film, mogą trącić kiczem, groteską, szczególnie w przypadku osób nie obcujących ze starszymi produkcjami zbyt ochoczo.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:9

Klimat:9

Aktorstwo:8

Dialogi: 7

Zdjęcia:6

Zaskoczenie:5

„To coś”:7

Oryginalność:7

Zabawa:7

73/100

Uwaga, gnoje!

Eden Lake (2008)

eden lake

 

Eden Lake to brytyjski thriller utrzymany w konwencji survivalu. Wzbudził sporo kontrowersji nie tylko ze względu na tematykę. Widzowie podzielili się na tych, którzy wychwalają realizm prezentowany w obrazie i tych wytykających najmniejsze uchybienia w celu zdyskredytowania wiarygodności tego, co dzieje się w filmie.

Ja, osobiście stoję po pierwszej ze stron. Nie dlatego żem ślepa na to, co krytycy określają jako totalne wodolejstwo i naciągactwo, lecz dlatego, że pomimo tego widzę w tym obrazie niespotykany ostatnio w gatunku potencjał.

Film podejmuje dość trudną tematykę, choć sama w sobie nie jest ona niczym nowym.”Popieprzone złe dzieci” to moja ulubiona kategoria. Podłość,brutalność i brak sumienia najmłodszych nieodmiennie wprawia mnie w osłupienie. Może dlatego, że sama byłam wyjątkowo ułożonym dzieckiem.

Brytyjski reżyser stworzył obraz wymęczający emocjonalnie co wrażliwszego widza. Mamy przed sobą koszmar osadzony we wiarygodnych moim zdaniem realiach.Coś takiego może się zdarzyć. I to jest największym atutem filmu.

eden lake

Młodzi, zakochani- Steve i Jenny udają się na krótki wypoczynek za miasto. Ich sielankę psuje pojawienie się grupy wyrostków. Napotkane dzieciaki nie czynią młodym niczego szkodliwego, ot głośno puszczają muzykę i spuszczają ze smyczy groźnie wyglądającego psa. Steve chcąc najprawdopodobniej odegrać role samca alfa na obcym terenie prowokuje małolatów. Ci nie pozostają miastowym dłużni. Gdy kradną im dla zabawy samochód i porzucają go nie opodal, Steve dostaje piany. Tu powinna już mu się zapalić czerwona lampa: ONI SIĘ CIEBIE NIE BOJĄ.Steve jednak dalej rusza z natarciem, dochodzi do bójki, w wyniku której zostaje raniony pies jednego z chłopaczków. Nie dziwie się, że gnojek  się wkurwił. Sama jestem nadwrażliwa w temacie zwierząt i podejrzewam, że zgotowałabym Steve’owi niezłe piekiełko w odwecie, gdyby dotyczyło to mojego kota;)

Wyrostki użyją teraz zemsty za psa jako pretekstu do krwawej zabawy.Tu mamy cały wachlarz zachowań psychologicznych w grupie. Jest szef, jego straż przyboczna, dziewczyna, która chce za wszelką cenę pokazać, że jest równie twarda jak chłopcy, i czarnoskóry młodzian spytany na margines sfory.

Zło w tej niedojrzałej, niewyrośniętej jeszcze formie jest jeszcze bardziej sugestywne niż, gdy mamy do czynienia z dorosłymi oprawcami.

Dzieci są sto razy gorsze, są nie przewidywalne a wszystko jest dla nich zabawią.

Sfrustrowani, dorastający w patologicznym środowisku- jak wielka to patologia dowiemy się w finale- z chęcią dokopią bezbronnej parce z „lepszego świata”.

eden lake

Steve bardzo szybko przekona się, że nie warto było zgrywać twardziela, bo w świecie w jakim żyją małolaty nie ma taryfy ulgowej. Szkoda tylko, że reżyser nie dał swoim survival’owcom szansy.

eden lake

Wszystko wydaje się być przesądzone bardzo szybko. Brak szansy na happy end odbiera widzowi radość kibicowania dzielnej Jenny. Przydaje to jednak atmosferze zaszczucia, braku perspektywy na ratunek i napędza wyobraźnie do tworzenia coraz to nowszych pomysłów na wyjście z opresji. Wszystkie jednak zostają szybko wyeliminowane przez bezwzględny dla bohaterów scenariusz.

Na dobitkę mamy jeszcze brutalniejsze zakończenie. To co zgotowały parze czarcie nasionka jest niczym w porównani  z dorosłą formą diabelstwa, patologi i zepsucia moralnego.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Aktorstwo:7

Dialogi:8

Zabawa:7

„To coś”:8

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:8

72/100

Leży Linsay koło drogi i nie ma ręki ani nogi..

I know who killed me/ Wiem kto mnie zabił (2007)

wiem kto mnie zabił

Nastoletnia Aubrey zostaje zaatakowana przez seryjnego morderce i uprowadzona.  Znajdują ją porzuconą w rowie jak ścierę, bez ręki, bez nogi… Ląduje w szpitalu, gdzie lekarze diagnozują jej PTSD skutkujące… rozdwojeniem osobowości.

Aubrey, grzeczna córeczka, aspirująca pisarka i pianistka twierdzi, że nazywa się Dakota Moss, jest striptizerką, a jej matka była narkomanką. Całkowicie nowa osoba z nową historią.

Dziewczynie naprawdę odjechało, czy chodzi tu o coś zupełnie innego… dziwniejszego, przyznajmy- nieco naciąganego?


wiem kto mnie zabił

wiem kto mnie zabił

Mało zachęcające recenzje tego filmu sprawiły, że podeszłam do niego bardzo ostrożnie. Te jadowite uwagi: „Lindsay Lohan wie kto ją zabił i o dziwo nie były to prochy i wóda.” Eh…

Nie wiem, czemu wszyscy tak się uwzięli na Linsay, bo jako aktorka radzi sobie bardzo dobrze i nie ważne, czy gra słodką dziewuszkę, molestowaną przez ojczyma nastolatkę, czy striptizerkę.

Myślę, że ten hejt to kwestia dysonansu jaki czyni w głowach wiernych czytelników pudelka etc. na temat wizji życia młodej gwiazdy Hollywood. Przecież opływając w luksusie i blasku fleszy od maleńkości powinna być najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tym czasem Lindsay po prostu sobie prywatnie nie radzi. Szkoda.

wiem kto mnie zabił

By the way, jest ona  zdecydowanie najmocniejszym elementem tego filmu. Do wielu rzeczy można się w nim przyczepić. Przede wszystkim do mocno przekoloryzowanego scenariusza, ale na pewno nie do aktorstwa Lindsay.

Dużym atutem są też zdjęcia. Dominujący w filmie błękit jest wizytówką mordercy i elementem scalającym całość. Plus również za muzykę.

Jak się okazuje, film będący pożywką dla krytyków, nie jest tak tragiczny jak wszyscy by chcieli:)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Oryginalność:6

„To coś”:6

Dialogi:6

60/100