Miesięczne archiwum: Październik 2012

Halloween

Drogie Panie i Pawiany dziś moje ulubione święto. Z tej okazji życzę wszystkim mocnych horrorowych wrażeń. Tym, którzy wybierają się na halloweenowe party, życzę wyśmienitej zabawy i  dużo wody święconej – bez kaca następnego dnia;) zaś tym, którzy decydują się na wieczór filmowy w temacie halloween, życzę straaaasznie udanego seansu.

W TV pojawiło się kilka ciekawych propozycji. Dziś do wyboru do koloru, głównie na kanałach kodowanych: „Egzorcyzmy Emily Rose”, „Mgła”, „Wywiad z wampirem”, „Dentysta”, „Zombieland”, „Krzyk'” i kilka innych bardzo popularnych pozycji z gatunku. Dla tych, których nie zadowala ta opcja zostaje DVD, or Playtube:) Zawsze możecie wybrać coś z mojej listy, większość recenzowanych przezemnie filmów jest dostępna w necie.

Mogę od siebie zaproponować kilka wypróbowanych pakietów na halloween. Dla każdego coś miłego:

 

Dla fanów  (starego) kina klimacie ghost story:

1.Dom zagubionych dusz/they

2.Kobieta w czerni (’89)

3.Przestraszmy Jessike na śmierć

 

Dla fanów azjatyckiego kina grozy:

1. Las śmierci

2. Wizje

3. Suicide club

 

Dla fanów starych slasherów:

1.Uśpiony obóz

2.Podpalenie

3.Koszmar z ulicy wiązów

 

Dla fanów horrorów religijnych

1. Demon historia prawdziwa

2. Diabelska plansza

3. Dziecko Rosemary

 

Dla fanów seriall killers

1. Sweeny tood

2. Teksańska masakra piłą mechaniczną

3. Ujrzałem diabła

 

Dla fanów paradokumentów

1. W pogoni za złem

2.Lake Mungo

3.Taśmy z Poughkeepsie

 

Dla wielbicieli goretorture porn:

1. Eden Lake

2.Najście

3.Ostatni dom po lewej (remake)


happy halloween


Po staremu

Spalovač mrtvol/Palacz zwłok (1969)

palacz zwłok

Po seansie z rekinem musiałam się czym prędzej intelektualnie reanimować, więc ażeby mieć pewność, że trafię na coś wartościowego, poczęłam poszukiwania pośród filmów czarno-białych. Tak oto trafiłam na bardzo oryginalny twór:

„Palacz zwłok” jest obrazem, który zawdzięczamy naszym czeskim sąsiadom. Przyznam, że chyba nigdy nie oglądałam czeskiego filmu z gatunku horror, albo przynajmniej nie oglądałam takiego, który zapadłby mi w pamięć. „Palacza zwłok” z pewnością zapamiętam…

Oglądałam go w gorączce, co za pewne jeszcze bardziej przysłużyło się temu ze idealnie wkręciłam się w schizę głównego bohatera:)

palacz zwłok

Owym bohaterem jest tytułowy palacz zwłok.

„Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”, Karl czuje się wyjątkowy jako wykonawca tych boskich słów. Pracuje w krematorium, gdzie dokonuje cudu obracania w proch człowieczych szczątków w ciągu 75 minut. Nie każdy dopatrzy się w tym boskiej misji i posłannictwa z nieba. Nie każdy. Bo nie każdy jest chorym psychicznie psychopatą, jak Karl. Ale nie wyprzedzajmy wypadków.

Naszego bohatera poznamy najpierw jako oddanego rodzinie i of course pracy bogobojnego i perfekcyjnego w każdym calu mężczyznę, na którego twarzy zawsze widać pogodny uśmiech, płynący, zapewne z poczucia spełnionego obowiązku. O tak, Karl bardzo poważnie traktuje swoje obowiązki.

palacz zwłok

W tej produkcji jego postać stała się w pewnym sensie pretekstem do poruszenia kwestii wpływu ideologii na jednostkę. Karl zachęcony przez faszystowskich propagandzistów, niemal siłą woli zmienia krew w swoich żyłach na aryjską. Jak typowy paranoik, wierzy w to co wymyśli sobie poprzedniego dnia.

Tak oto wciela doktrynę faszyzmu w swoje życie nie bacząc na ofiary. Tylko się nie bójcie, nie jest to film polityczny, mimo iż kwestia ta odgrywa rolę w prezentowanych wydarzeniach: Problem holocaustu przewija się zarówno na poziomie dosłownym – donoszenie, morderstwa – jak i na poziomie metafory – piece krematoryjne, wielkie projekty i plany Karla.

Jako dobrze przystosowany psychopata Karl znajduje uzasadnienie dla swoich czynów, z pomocą przychodzi ideologia faszyzmu okraszona dobrze rozwiniętą paranoją. Nawet książkę traktującą o Tybecie i reinkarnacji potrafił przełożyć sobie, tak by pasowała do poglądów, które obecnie przyjął.Że już nie wspomnę o „ostatecznym rozwiązaniu” jakie zapodał swojej rodzinie:)

palacz zwłok

W obrazie spotkamy się z taką nawałnica symboliki, że czasem trudno jest się w tym odnaleźć. Nie mówię, że to źle, po prostu momentami czułam się głupia i nierozgarnięta próbując ogarnąć, co może się kryć za postacią czarnowłosej dziewczyny, którą Karl widuje w różnych okolicznościach, albo co oznacza całująca się para zakochanych siedząca na nagrobku, czy też groteskowa para małżeńska: wiecznie rozhisteryzowana czymś kobieta i mąż wciąż pokrzykujący na nią, że jest wariatką. Postaci te przewijają się przez cały film i rękę dam sobie uciąć, że jest w tym jakiś głębsze znaczenie. Oczywiście mam jakieś swoje podejrzenia, ale nie chce uprawiać wodolejstwa. Skupię się więc na tym co wiem.

Wiem, że film jest arcydziełem pod względem formy. Ujęcia są perfekcyjnie zrobione, ostre, mocne, dokładne. Każde zbliżenie kamery, było jednocześnie zbliżeniem się do szaleństwa.

palacz zwłok

palacz zwłok

Autentycznie czułam się zagrożona w momentach, kiedy kamera nazbyt zbliżała się do twarzy Karla i zawężała bezpieczną przestrzeń.

Wszystko to, zrobione w tak przemyślany i dokładny sposób, że nie zmieniałbym ani jednego ujęcia.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat: 9

Aktorstwo:10

Zdjęcia:10

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Dialogi:8

To „coś”:10

Oryginalność:10

87/100

W dupie żółwia

Bait/ W szczękach rekina (2012)

w szczękach rekinaw dupie żółwia

Przekorny tytuł mojego wpisu doskonale obrazuje moje oczekiwania wobec tego filmu. Doskonale wiadomo dlaczego takie filmy się sprzedają. Choćby i nazwać go „w dupie żółwia” i tak część społeczeństwa poleci na niego podniecona, bo chce zobaczyć śmierć w 3D. Nie będę kryć pogardy zarówno do tych, którzy takie filmy robią jak i do tych którzy ten biznes napędzają chodząc na ten badziew do kin.

Znowu z przekory,  zacznę od plusów – nie będzie ich dużo:)

W większości filmów z rodzaju animal atack scenarzyści nie zastanawiają się długo nad tym jak wprowadzić do gry potworka. Co tam, niech sobie rekin żyje w jeziorze, albo jeszcze lepiej w bagnie. Będzie tak swojsko, spotęgujemy nastrój zagrożenia umieszczając stwora w środowisku pełnym ludzi. A po co zaprzątać sobie głowę jakimś logicznym związkiem przyczynowo skutkowym. Jest rekin i koniec. Albo lecą w taka fantastykę jak w przypadku Piranii 3D, gdzie okazuje się, że mamy do czynienia nie ze zwykła piranią, lecz pradziadkiem piranią….  Tu twórcy nie dość, że poszli dalej, bo bagno/ jezioro/rzeczkę zastąpili uwaga: centrum handlowym, to jeszcze udało im się wykombinować jak dorzucić tam rekina w sposób niebanalny, ale też nie tak kosmicznie pojechany.

w szczękach rekinaw dupie żółwia

Szkoda, że tej pomysłowości zabrakło im w dalszej części scenariusza… Bo od momentu, gdy jesteśmy – chyba mogę to zdradzić – świadkami, jak wielkie fale tsunami zmieniają centrum handlowe w basen dla rekinów – jest już tylko banalnie i smutno.

Grupka bohaterów, walczących o przetrwanie przy okazji wyrzuca z siebie całe mnóstwo traum  z przeszłości- wszytko to typowe, wręcz podręcznikowe.

Jeśli chodzi o napięcie, to tu też jest problem. Za mało było logiki w działaniu bohaterów żeby widz był w stanie im kibicować. Zamiast tego wyda z siebie tylko przeciągłe:co za idiotaaaa…

w szczękach rekinaw dupie żółwia

Dużo jest błędów logicznych. Przykład: rekin bez problemu zgniata bok samochodu i narusza szybę, ale uderzając głową o koszyk na zakupy nawet go o milimetr nie przygnie.

Sceny śmierci naszych bohaterów również nie są zadowalające. Chyba każdy kto oglądał film Spielberga „Szczęki” pamięta „taniec z rekinem”, kiedy to żarłacz chwyta swoją ofiarę, nadgryza i wykonuje z nią kilka „piruetów”/ „obrotów” z wodzie.

Tu rekin od razu niemal łyka w całości, w najlepszym wypadku zostawi głowę…Już nawet nie będę się czepiać, że takie rekiny, tak działające istniały w czasach prehistorycznych, nazywały się megalodony i dawno wyginęły, tutaj klasyczny żarłacz biały mimo iż wcale nie taki ogromny łyka z powodzeniem niemal w całości kilka ofiar pod rząd i jest nadal głodny.

Jeśli już chcieli stworzyć postać rekina, który atakuje ludzi, bo lubi, nie po to by się nażreć jak to w przypadku żarłacza białego, mogli wykorzystać rekina tygrysiego, który jest dużo bardziej agresywny. Ale to już dywagacje nie stosowne do poziomu obrazu.

Cóż jeszcze dodać? Film był dokładnie tym czego się spodziewałam, choć muszę przyznać, że dodatkowo zawiodły mnie efekty specjalne. Zarówno sceny zalania miasta przez fale jak i postać rekina były wykonane w żałosnej graficznie jakości. 

w szczękach rekinaw dupie żółwia

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:4

Aktorstwo:4

Dialogi:4

Zabawa:4

Oryginalność:4

Zaskoczenie:3

To „coś”:3

Zdjęcia:4

Klimat:3

35/100

Mocne cięcie

Excision [2012]

excision

Obrzydził mi trochę wczorajszą kolację ten film. Ale to nawet dobrze:) Po co jeść, jak można nie jeść:)

Na plakacie widzimy główną bohaterkę (sprawczynie mojego zniesmaczenia) wystylizowaną chyba na hrabinę Bathory. Podobnie jak owa słynna władczyni posądzana, nie słusznie z resztą, o wampiryzm, bohaterka tego filmu niezdrowo fascynuje się krwią.

excision

Pauline to ostro porąbana osiemnastolatka. Mieszka sobie wraz z rodzicami – apodyktyczną matką i wypłoszonym ojcem – oraz chorą na mukowiscydozę siostrą, w jednym z amerykańskich miasteczek. Z początku wydaje się, że jest po prostu… oryginalna. Trochę pryszczata, trochę niedomyta, wyalienowana społecznie, ale za to bystra.

Zaskoczyło mnie, gdy w Pauline dopatrzyłam się słodkiej aktoreczki znanej z seriali o nastolatkach i komedii o licealnych miłostkach. Podważyło to trochę moją nieprzychylną takim osobom teorie, iż aktorki to żadne, ale słowo „sex” wymawiają z manierą czyniącą z nich bożyszcze nastolatków.

Tak czy inaczej, postać Pauline jest wyjątkowa.

Przez większą część filmu zastanawiałam się czemu nazwany został horrorem. Czy w roku pańskim 2012 za szczyt makabry uznaje się sex w czasie miesiączki?

Pauline z początku daje wyraz swoim fascynacjom w sposób raczej nie groźny, choć może nie aprobowany społecznie:)

Jednakże, jej postawa, jej zachowanie w codziennym życiu, a szczególnie przeplatające fabułę sceny prezentujące jej fantazje, że tak ujmę seksualno -chirurgiczne, dają widzowi znak, że zmierza to wszystko w niebezpiecznym kierunku.

excision

Jeśli przyjrzymy się działalności  poszczególnych psychopatów dostrzeżemy jakieś pozornie mało znaczące zdarzenie będące katalizatorem, bodźcem warunkującym taką, a nie inną rekcję. W przypadku Pauline wydaj mi się, iż były to słowa ojca. Ojca, który zazwyczaj się nie odzywał, lecz tym razem, w tym momencie zabrał głos, by powiedzieć córce, że jej marzenia o byciu chirurgiem, jej przekonanie o niebywałym talencie w tej dziedzinie, to urojenia.

Zapewne ten film będzie miał tyle samo zwolenników co przeciwników. Bo tak jak pisałam, może obrzydzić. Jest w nim sporo bardzo intensywnych scen gore, graniczących z groteską. Fantazje Pauline przypominają trochę estetykę z teledysków Lady Gagi.

excision

Trudno w dzisiejszych czasach o zszokowanie widza. Mnie ten film z deka zszokował, ale wcale nie owymi „scenami” lecz raczej konstrukcją postaci Pauline, która patrzy w kamerę w ten sposób, że wydaj mi się równie niebezpieczna co Michael Mayers albo Hannibal Lecter. Duże brawa dla aktorki, która jest mega przekonująca w swoim szaleństwie.

Martin Scorsese powiedział w jednym z wywiadów, że dobry reżyser nie mówi aktorowi, co ma powiedzieć, albo co ma robić lecz, co ma myśleć.

To, co mogła sobie myśleć Pauline w momentach, w których robiła, czy mówiła pewne rzeczy, budzi dużo większy niepokój niż to co widzimy i słyszymy…

excision

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Klimat:7

Aktorstwo:10

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:9

Oryginalność:9

To „coś”:7

Dialogi:8

Zabawa:7

76/100

O Willow Wally…

The Innocent’s/ W kleszczach lęku [1961]

w kleszczach lęku

Kolejny film będący niewątpliwą gratką dla zwolenników staroci. Jest to bodajże pierwsza ekranizacją noweli Henrego Jamesa –  najnowszą, z 2009 roku,  recenzowałam wcześniej.

Nie będzie pewnie dla nikogo niespodzianką jeśli stwierdzę iż starsza produkcja podobała mi się bardziej:)

Film jest czarno-biały, tak jak lubię. Scenografia jest dopieczona po teatralnemu. Obraz zaczyna się świetną muzyką Georgesa Aurica. Piosenka „O Willow Wally” przewija się przez cały film, spajając fabułę i potęgując nastrój gnieżdżącej się gdzieś w wielkim domu tajemnicy, dodaje też historii tragicznego wydźwięku. Film jest kategoryzowany jako horror/dramat, więc oczywistym wydaje się, że pod płaszczyzną grozy kryć będzie się jakaś ludzka tragedia.

Postaci tragicznych w filmie jest co nie miara. Pierwszym pokrzywdzonym jest główna bohaterka- bogobojna guwernantka, córka pastora, której nadrzędnym i jedynym chyba celem w życiu jest wypełnienie swojej zawodowej misji, mianowicie troszczenie się o powierzone jej opiece dzieci. Kobieta jest pełna sprzeczności i to właśnie na tych sprzecznościach i niedomówienia zbudowana jest jej postać, a nawet cała fabuła filmu.

w kleszczach lęku

W ekranizacji z 2009 roku jej samotność i tragizm jest przedstawiony, moim zdaniem, zbyt dosłownie. W ekranizacji z 1961 roku nie jest wspomniane o jej platonicznej miłości do szefa, która w produkcji z 2009 roku jest ukazywana jako bezpośrednia przyczyna rozgrywających się tragicznych wydarzeń. Tu guwernantka jawi się bardziej jako kobieta, która gorąco wierzy w to, co jej zadaniem jest opętaniem – dzieci są opętane przez dusze zamarłych mieszkańców domu, ex guwernantki i jakiegoś parobka, czy innego lokaja- zaś w ekranizacji z 2009 roku postać guwernantki to biedna niedopchnięta dziewuszka, która nie może znaleźć ujścia dla swoich kobiecych potrzeb.

Oczywiście i w tej produkcji pojawiają się sceny, które mogą nasuwać teorię, iż kobieta nadmiernie erotyzuje rozgrywające się wydarzenia i postawy dzieci, ale więcej jest w tym obłędu niż zwykłych „błędnie wyciągniętych wniosków”. Cel, czyli wprowadzenie widza w dezorientacje- co jest urojeniem a co faktem- został w pełni osiągnięty właśnie w starszej produkcji.

w kleszczach lęku

Dużo w tym zasługi aktorki, Deborah Kerr, ale przede wszystkim scenariusza, który jest po prostu „bogatszy” Bogatszy zarówno w sceny grozy, jak pojawianie się duchów, jak i w elementy świadczące o chorobie nieszczęsnej kobiety.

w kleszczach lęku

Tragicznymi postaciami są również Flora i Miles. Tu również ukłon w stronę starszej produkcji, która lepiej i głębiej wniknęła w samotność sierot w wielkim domu. Kreacje aktorskie dzieci Flory i Milesa są równie dobre w obydwu produkcjach, choć i tu większe brawa należą się starszej produkcji, która dała młodym aktorom większe pole do popisu.

Kolejną tragedią jest to co spotkało parę kochanków, których dusze nie mogą zaznać spokoju. Nie zagłębiamy się w ich historię, tak jak to zrobiono w produkcji z 2009 roku, co przysłużyło się tajemniczości owych zjaw, które podobnie jak w typowo gotyckich horrorach unoszą się milcząco nad ziemią.

Wszytko to jednoznacznie świadczy o tym iż palma pierwszeństwa należy się „Innocents” z 1961 roku. Jak widać polscy dystrybutorzy zostali przy tytule noweli „w kleszczach lęku” zaś anglojęzyczni twórcy przechrzcili historię szczęśliwie na „Niewiniątka” co bardzo mi się podoba.

Dobry horror z dużą dawką dramatu. Ostatecznie o tym co jest w filmie  prawdą a co fikcją, widz musi zdecydować sam.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:10

Aktorstwo:10

Dialogi:9

Zdjęcia:9

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

To „coś”:10

Oryginalność:9

86/100

Przygody pewnej striptizerki

The Victim/ Ofiara (2011)

victim ofiara

„Ofiara”, to na szybko (12 dni zdjęć) skręcony film debiutującego w roli reżysera aktora. Skutki tego mogły być różne, jednak stało się coś nie dobrego i niestety mamy film, który raczej radziłabym omijać. Chyba, że ktoś jest bardzo zdesperowany. Of course – są gorsze produkcje – ale ta niestety ma w sobie wszytko to, czego w thrillerach nie lubię: Banalny scenariusz, który być może w założeniu, w pierwotnym pomyśle, miał potencjał, jednak gdzieś się po drodze wykoleił, na prawdę beznadziejne aktorstwo i prawie zero napięcie.

Reżyser wciela się w głównego bohatera, Kyla, żyjącego gdzieś w lesie na pustkowiu. Pewnego wieczoru, niespodziewanie do jego drzwi puka rozhisteryzowana dziewczyna. Laska szuka kryjówki przed dwójką zwyrodnialców, którzy zabili jej kumpelę.

victim ofiara

Nie wiem czemu, przez większość seansu miałam wrażenie, że oglądam porno – znawcą tego gatunku nie jestem – ale zarówno sposób w jaki desperacko upychano sceny seksu w fabułę, jak i wygląd głównej bohaterki jednoznacznie nasuwały mi taki wniosek.

Bohaterka okazuje się w dalszym rozrachunku striptizerką, i to raczej taką gorszego sortu, podobnie jak jej zabita kumpela – więc wiele się nie pomyliłam biorąc je na początku filmu za przydrożne dziwki.

victim ofiara

victim ofiara

Twórca próbował wprowadzić trochę zamętu w fabułę, wmówić widzowi, że podąża błędnym tropem, ale nie do końca mu się to udało. W zasadzie wcale. Zakończenie jest jeszcze jedną, na szczęście ostatnią próbą wprowadzenia w widza w stan… dezorientacji – może to odpowiednie słowo. Mnie to nie zbiło z tropu. Od początku do końca trwam w przekonaniu, że film jest po porostu słaby. Nawet jak na niski budżet i pół amatorska produkcję.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:3

Aktorstwo:3

Zaskoczenie:4

Zabawa:4

Oryginalność:2

To „coś”:1

Zdjęcia:6

Dialogi:3

34/100

Czym jest zjawa?

El espinazo del diablo/ Kręgosłup diabła (2001)

kręgosłup diabła

Podobno Guillermo del Toro był w dzieciństwie nawiedzany przez ducha swego wuja. W tym zdarzeniu fani horroru doszukują się początku fascynacji reżysera mrocznym światem, który prezentuje w swoich filmach.

„Kręgosłup diabła” jest moim ulubionym filmem del Toro. Trafiłam na niego gdzieś, kiedyś, zupełnie przypadkiem- jak to zazwyczaj bywa, gdy odkrywamy coś wartościowego. Doświadczenie mnie nauczyło, że  film na który czekam długo i niecierpliwie zazwyczaj okazuje się porażką w mniejszym, lub większym stopniu.

„Kręgosłup diabła” jest też ulubionym filmem jego autora. Czytając o inspiracjach i odniesieniach jakie znajdziemy w obrazie doszłam do wniosku, że del Toro włożył w niego najwięcej „od siebie”. Każdy twórca literacki, czy filmowy w pewnym stopniu okrada swoje życie osobiste. Cieszę się, że Guillermo też to robi, bo mu to wychodzi:)

Producentem filmu jest z kolei Pedro Almadóvar, którego również jestem fanką, choć zazwyczaj w swoich filmach omija motywy grozy.

Hiszpańskiego ducha tego filmu czuć w każdym jego elemencie. Gdyby rozłożyć go na czynniki pierwsze nie dostrzeżemy żadnej hollywoodzkiej naleciałości (co niestety pojawia się w jego późniejszych tworach).

kręgosłup diabła

Głównym bohaterem  filmu podobnie jak w przypadku „Labiryntu Fauna”, czy „Nie bój się ciemności” jest dziecko. A w zasadzie dzieci. Skupmy się jednak na Carlosie.

Chłopiec w wyniku wojny domowej w Hiszpanii  (lata ’30 XX wieku) zostaje sierotą. Jego guwerner podrzuca go wiec do sierocińca Sana Lucia. Dookoła nic tylko pustynia.

„Ziemia jest tu podobno tak gorąca, że dusze zmarłych nie mogą przedostać się do nieba”

kręgosłup diabła

Na środku placu niczym zły omen tkwi ogromny pocisk, który jednak nigdy nie wybuchł. W noc, w którą spadł na ziemię z sierocińca zniknął jeden z chłopców.

W tej odizolowanej przestrzeni budowany jest wyjątkowy klimat. Chłopcy z sierocińca wierzą iż budynek jest nawiedzony, przez „Tego Który Szepcze”. Duch małego chłopca fizycznie objawia się tylko przed Carlosem. „Wielu z was zginie” mówi do chłopca. I ma rację, realia wojny są bezlitosne zwłaszcza dla dzieci.

Film kategoryzowany jest jako dramat/ horror. Jeden uzna, że więcej w nim dramatu niż horroru ktoś inny powie, że na odwrót.

Historia opisana w filmie jest bez wątpienia dramatyczna, wydarzenia się tam rozgrywające zadają kłam teorii, o tym ze zmarli są niebezpieczni dla żywych. To żywi tylko i wyłącznie stanowią zagrożenie.

kręgosłup diabła

„Czym jest zjawa? Przerażającym zdarzeniem, które wciąż się powtarza. Chwilą bólu być może. Martwą istotą, która wydaje się żywa. Uczuciem zawieszonym w czasie. Jak stara fotografia, lub insekt uwięziony w bursztynie. Zjawa – Tym właśnie jestem.”

Postać ducha nie pojawia się zbyt często, jednak jak dla mnie jest wystarczająco obecny. Od strony graficznie duch zrobiony jest bardzo ciekawie. Warto przyjrzeć się szczególnie jego czołu, czerwonej smudze rozchodzącej się ku górze, jakby chłopiec był w stanie nieważkości. Stanowi to podpowiedź ad. okoliczności jego śmierci. Bardzo mi się ta forma spodobała.

Co się tyczy scenariusza – bez zarzutów, każda z postaci jest na swój sposób intrygująca, zaś  aktorstwo jest  na najwyższym poziomie. Tylko patrzeć i się wsłuchiwać- w świetną muzykę i „język duchów” .

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:9

Klimat:10

Zdjęcia:10

Aktorstwo:8

Zabawa:8

Dialogi:9

Oryginalność:8

Zaskoczenie:7

To „coś”:10

83/100

Hitchcock po raz trzeci

The Birds/Ptaki (1963)

ptaki

Gdybym miała przeprowadzić plebiscyt na najlepszy i najgorszy film Hitchcocka wg. mojej opinii, „Ptaki” znalazły by się na szarym końcu.Nie wiem czemu, ale nie darzę tego filmu sympatią.

Odświeżyłam sobie ostatnio tą produkcje, niestety natrafiłam na wersję „pokolorowaną”. Zgroza. Kolory wyglądają tak sztucznie, że aż oczy bolą. Ogólnie, sztuczność całej tej produkcji jest jeszcze bardziej uwydatniona w kolorze.

W pięknej Ameryce tyle czarownych krajobrazów, ale po co z nich korzystać skoro można postawić jakieś szkaradne makiety, które w przypadku „Ptaków” wypadły wyjątkowo nie naturalnie. Żaden widz się na to nie nabierze.

ptaki

ptaki

Aż mi głupio krytykować mistrza suspensu, ale na prawdę się nie popisał tą produkcją.

Młoda, piękna i rozwydrzona Melanie Daniels ( w tej roli Tippi Heden) spotyka w sklepie zoologicznym interesujący typ męski (Rod Taylor), zaintrygowana owym facetem wyrusza za nim do nadmorskiej miejscowości, wyposażona w papużki nierozłączki – prezent dla jego małe siostry.

Tak sobie płynie słodka Melanie motorówką do celu, gdy niespodzianie zostaje zaatakowana przez mewę. Złośliwy ptakol wbija szpony w śliczna blond główkę. Poleje się krew, ale na szczęście fryzura zostanie nietknięta.

ptaki

Postać Melanie bardzo drażniła mnie w tym filmie. Trudno o większą idiotkę nawet we współczesnych produkcjach. Dla kontrastu panem jej serca jest błyskotliwy pan prawnik, który ratuje ją z każdej opresji.

W kłopoty Melanie pcha się z dużym entuzjazmem. Kilka dziobnięć, jej sugestywna panika, trzy zadrapania na twarzy stanowiące realne zagrożenie życia…

ptaki

Hitchcock jest mistrzem budowana napięcia. I to się w „Ptakach” udało. Wydarzenia rozgrywają się powoli, nastrój zagrożenia wzrasta z każdą kolejną sceną. Całkowity brak muzyki w filmie okazał się strzałem w dziesiątkę. „Cisza przed burzą”.

Niestety wszystko to położyło marne aktorstwo, szczególnie Tippy i beznadziejna scenografia. Nie będę się czepiać sztuczności efektów, bo tu nie ma co cudów oczekiwać.

Jeżeli ktoś zamierza mierzyć się z „Ptakami” polecam zdecydowanie wersję czarno- białą.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Aktorstwo:5

Dialogi:5

Zdjęcia:5

Oryginalność:7

Zaskoczenie:4

To „coś”:5

Zabawa:6

52/100

Hiszpańskie sierotki

El Orfanato/ Sierociniec (2007)

sierociniec

Hiszpanie mają nosa do horror’owych tematów. Dzieci pozbawione rodzicielskiego ciepła, surowi wychowawcy, wielkie zabytkowe budynki- wystarczająco przygnębiające. Jeśli dodamy do tego jeszcze jakieś niewyjaśnione zgody czy zaginięcia- przepis na klimatyczny, mroczny film grozy gotowy.

Nie od dziś wiadomo że symfonie grozy buduje się z taktów wypróbowanych melodii. Tak też się dzieje w przypadku „Sierocińca. Filmu bardzo udanego. Krytyka piała nad nim z zachwytu. Na plakacie bezczelnie napisano że „lepszy” od „Innych”… no, co kto lubi…

sierociniec

Laura wychowanka sierocińca powraca do krainy dzieciństwa po latach by tam, w mrocznych murach przytułku dla sierot otworzyć coś w rodzaju rodzinnego domu dziecka, dla maluchów wymagających specjalnej opieki.

Ma względnie udane małżeństwo, spełnia się też jako matka adoptowanego Simona. Wszystko zdaje się zmierzać do szczęśliwego finału gdy niespodziewanie w dniu wielkiego otwarcia „nowego sierocińca” synek Laury znika.

Kobieta bezskutecznie poszukuje go przez następne dziewięć miesięcy. W między czasie odkrywa szczelnie ukrytą pod tapetą tajemnicę. Warto by ją przybliżyć, jednak tego nie zrobię, bo jest szansa, że ktoś tego okrzyczanego filmu jeszcze nie oglądał.

sierociniec

sierociniec

Jeżeli w historii jest coś PORUSZAJĄCEGO, to poruszy, a jeśli nie to po cóż na siłę wyciskać z widza łzy? Nie mniej, jak wspomniałam na początku, „Sierociniec” to kawał dobrego horroru, mimo iż nic oryginalnego tu nie znajdziemy. Wolałam go po krytykować, bo po co komu kolejne AH i OH. 

Cenię sobie bardzo Guliermo del Toro, ale bardziej zachwycił mnie chociażby jego „Kręgosłup diabła”.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Aktorstwo:8

Dialogi:6

Zdjęcia:8

To „coś”:7

Oryginalność:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

70/100

Dorotka z krainy duchów

Dorothy Mills/ Egzorcyzmy Dorothy Mills (2008)

dorothy mills

Wyjaśnijmy coś sobie na wstępie: W tym filmie NIE MA ŻADNYCH EGZORCYZMÓW. Polscy dystrybutorzy jak zwykle popisali się zaawansowanym debilizmem i do tytułu oryginalnego dorzucili tak pożądane na arenie grozy słowo: Egzorcyzmy.

Spryciarze, za pewne chcieli naprowadzić widza na skojarzenie z „Egzorcyzmami Emilly Rose”.  W ten sposób niestety zrobili krzywdę filmowi. Widz nie lubi być w chuja robiony. Jak wybiera się na film o egzorcyzmach, to chce egzorcyzmów i nawet jeśli w efekcie otrzyma całkiem udany psychologiczny dramat z pogranicza horroru to i tak będzie czuł się oszukany.

Mało, że w filmie nie ma żadnego rytuału przeganiania demona z ciała niewinnej dziewczynki, w filmie nie ma nawet demona:) Co zatem jest?

Tytułowa Dorothy mieszka na irlandzkiej wyspie wraz z ciotką. Ciężko określić jej wiek, zaryzykuje określeniem: nastolatka. Pewnego wieczoru jeden z mieszkańców wyspy nakrywa ją, gdy ta usiłuje zamordować jego dziecko, nad którym miała sprawować opiekę.

Wszyscy członkowie małej społeczności są zszokowani. Przywódcom tej zaściankowej trzódki jest oczywiście klecha. Dorothy grozi więzienie, ale sprawa jest na tyle niejasna iż konieczna jest interwencja biegłego lekarza psychiatry.

dorothy mills

Jane, straumatyzowana śmiercią dziecka, dziarsko rusza na to odludzie, aby zdiagnozować przypadek Dotothy. Czeka ją tam co niemiara rozrywki. Na dzień dobry ktoś spycha jej samochód z mostu,  gdy kobieta wychodzi cało z wypadku staje się z kolei ofiarą żarcików mieszkańców. Jakie to typowe. Kojarzyć się może z milionem innych horrorów, gdzie bogu ducha winny miastowy  wkracza na niebezpieczny grunt lokalnych legend, głęboko skrywanych tajemnic, wypaczonej moralności i dziwnego poczucia wspólnoty.  Nie zrażonej tym wszystkim Jane w końcu udaje się odkryć o co w tym wszystkim chodzi.

dorothy mills

dorothy mills

Film jest czymś w rodzaju ghost story, jednak bardziej przypomina przygnębiający dramat, niż horror. Mnie osobiście takie rozwiązanie przypadło do gustu. I nawet nie byłam zniesmaczona cwaniackim chwytem z tłumaczeniem tytułu:)

W filmie należy docenić klimat. Wyspy mają to do siebie, że przez swoje wyizolowane położenie bardzo łatwo mogą stać się przestrzenią grozy i tajemnic. Twórcy z powodzeniem to wykorzystali.

Zakazane mordy mieszkańców dodatkowo podkręcają nastrój zagrożenia, a psikusy, które serwowane są Jane mogą kojarzyć się z halloween’owymi trikami.

dorothy mills

Największe brawa należą się jednak za wygrzebanie skądś aktorki wcielającej się w rolę Dorothy. Dziewczyna straszy samym wyglądem,  a cała konstrukcja jej postaci z powodzeniem może zrekompensować fakt iż nie została poddana egzorcyzmom;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:9

Aktorstwo:9

Zabawa:8

Dialogi:7

To „coś”:8

Zdjęcia:8

Oryginalność:7

Zaskoczenie:8

76/100