Miesięczne archiwum: Listopad 2012

Duchy starego kina

„Panie pozwól by moja dusza dojrzała zanim nadejdzie pora żniw”

Körkarlen/Furman śmierci (1921)

furman śmierci

„Furman śmierci” to perełka kina niemego. Perełka kina szwedzkiego. Perełka horroru. Zapoznałam się z nim z wielkim entuzjazmem:)

Fabuła filmu jest bardzo złożona, jak na owe czasy. Mamy do czynienia z bardzo ciekawą konstrukcją obrazu opartą na kilku następujących po sobie retrospekcjach o raz na czasie realnym. W opowieści świat fantastyczny przeplata się z realiami zwykłego życia członków szwedzkiego społeczeństwa.

Sposób w jaki wygenerowano na ekranie postaci duchów wydaje mi się  wręcz symboliczne: Dwa lub więcej obrazów naświetlono na jednej taśmie filmowej. W ten sposób widzimy jednocześnie świat ludzi żywych i widmowy świat duchów. Tak jakby chciano nam przez to powiedzieć: istnieją dwa światy jednocześnie. To bardzo ambitne posunięcie i powiem szczerze, że dało piorunujący efekt- moim zdaniem sto razy lepszy niż komputerowo wygenerowane duchy współczesnego kina.

furman śmierci

Aktorzy kinowi w owych czasach nie byli jeszcze oswojeni z technikami aktorskimi jakie używane są dziś. Przenosili więc na srebrny ekran teatralną manierę, pełną egzaltacji i momentami patosu. Gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłą opowieścią obyczajową pewnie ich gra trąciła by przesadą, ale wobec ogromu dramatu jaki prezentowany jest w filmie nie widziałam w zachowaniu bohaterów krzty przesady. Kto zachowuje bowiem stoicyzm wobec śmierci?

furman śmierci

Akcja horroru rozgrywa się w wigilię nowego roku. Młoda siostra Armi Zbawienia umiera na suchoty. Jej ostatnią wolą jest przyprowadzenie do niej Davida Holma. Oczywiście widz jeszcze nie wie, kim ów David jest dla dziewczyny.

Davida poznajemy, gdy popija z dwoma kumplami na cmentarzu. Opowiada im niezwykłą historię, legendę o Furmanie śmierci.

Ostania osoba, która wyzionie ducha w noc sylwestrową będzie Furmanem śmierci przez następny rok. Historię tę David znał od swojego kompana od kieliszka, który zawsze z lękiem witał nowy rok, ponieważ piekielnie bał się, że umrze o północy i stanie się niewolnikiem zmuszonym do uwalniania dusz śmiertelników przez następny rok. Jego obawy okazują się uzasadnione…

Wesołą biesiadę Davida i jego towarzyszy przerywa posłaniec od chorej siostry. David wyśmiewa go przez co naraża się na gniew kompanów. Kumple rzucają mu się do gardła i w wyniku uderzenia butelką David pada na ziemię.

Ta historia ma w sobie coś z opowieści wigilijnej. Po Davida przychodzi stary druh obecnie furman śmierci i zabiera go w podróż pełną wspomnień o osobach, które David skrzywdził. Poznajemy w ten sposób pełną goryczy historię człowieka, który przez swój nałóg unieszczęśliwił wiele osób. Nie ma tu jednak nachalnego moralizowania. Widz sam ma wyciągać wnioski z obrazów, które widzi. Dialogi są szczątkowe. Powiedziane jest tylko tyle ile konieczne. Taki już jest czar kina niemego- wyraża więcej niż tysiąc słów.

„Furman śmierci” sączy się smutkiem. Muzyka, która odgrywa tu niebagatelnie ogromną rolę jeszcze potęguje każde uczucie jakie wywołuje prezentowany obraz. A sam obraz, tu na prawdę można się rozpłynąć w zachwycie. Zdjęcia w poszarzałej sępi nadają wrażenie jakbyśmy oglądali ożywione postaci ze starych fotografii. Obraz oświetlany jest tylko punktowo, reszta kadru pozostaje w ciemności, co dobitnie przypomina nam, że mamy do czynienia z mroczna opowieścią grozy.

W „furmanie śmierci” możemy obserwować wiele rozwiązań technicznych i fabularnych który były powielane przez lata. Bardzo rzuca się w oczy podobieństwo sceny, w której David rozwala drzwi siekierą ze scena z „Lśnienia” Kubricka.

Film doczekał się dwóch reamk’ów jednego z w ’38 drugiego bodajże w ’59.

Trzeba obejrzeć, po prostu trzeba!

Moja ocena:10/10

Jaki dziadek, taki …

Kaznodzieja- Camilla Lackberg

camilla lackberg

Druga z serii powieści szwedzkiej pisarki, rozwija pojawiający się w „Księżniczce z lodu” wątek lokalnego kaznodziei, seniora rodu Hultów.

Czytając szczątkowe informacje o nim pojawiające się w pierwszej powieści pisarki miałam oko na ten wątek. Bardzo mnie ucieszył fakt, że autorka chwyciła się go pazurami już w drugiej powieści, bowiem powstała z tego powieść, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że przeczytam wszystkie powieści tej autorki.

Wątek kryminalny jest bez wątpienia lepiej poprowadzony niż w poprzedniej powieści. Widać, że Lackberg nabiera rozpędu, rozwinęła swoje umiejętności mylenia tropów. Nadal niestety wątki obyczajowe pchają się nieznośnie na pierwszy plan. Główna bohaterka Erika jest już w ciąży ze swoim Patrikiem i tu zamiast „romantycznej sraki” doświadczymy rozterek kobiety ciężarnej. Sama nie wiem, co gorsze…

Skupmy się zatem na tym co dobre: We Fjallbace, w Wąwozie królewskim zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Zbrodnia ta odznacza się niezwykłą brutalnością. Kobieta ma połamane chyba wszystkie istniejące w ciele kości. Łamano je stopniowo, przez dłuższy okres czasu, jakby chciano dziewczynie zadać jak najwięcej bólu. Na ciele znajdują się również ślady spermy, więc doszło też do pewnego rodzaju nadużycia seksualnego. Ale to nie koniec niespodzianek, bo pod zwłokami policja znajduje jeszcze dwa inne ciała, a w zasadzie szkielety. Zagadka jak zwykle sięga dalej niżby mogło się wydawać.

Tajemnica zbrodni jest dużo ciekawsza niż w „Księżniczce z lodu”, a także trudniejsza do rozwiązania. Myślę, że nikogo nie rozczaruje. Niestety trzeba będzie przymknąć oko na kreacje postaci pozytywnych i całą tą rodzinną sielankę. Dla przeciwwagi mamy w końcu fascynujących bohaterów negatywnych:)

Moja ocena: 7/10

Jak Zmierzch ogarnął świat…

Twilight, New moon,Eclipse, Breking Dawn / Saga Zmierzch (2008-1012)

zmierzch recenzja

Nie szczególnie palę się do napisania tej recenzji, ale z uwagi na popularność tych filmów nie mogę ich po prostu olać. Właśnie taki stosunek mam do tych produkcji: OLEWCZY. Ani mnie nie ziębi jego istnienie ani nie grzeje. Nie jestem rozentuzjazmowaną fanką, ani zagorzałą przeciwniczką.

Historia miłości wampira Edwarda i nastolatki Belli stała się kasowym hitem. Pierwszy film z serii powstał w 2008 roku. Od tamtej pory trwa nieustający szał i wojenna zawierucha. Piszczące miłośniczki sagi wydrapują oczy krytykom. Szanujący się krytyk filmowy, który jeździ po „Zmierzchu” kojarzy mi się z alpinistą, który rezygnuje ze wspinaczki na Everest żeby wejść na Gubałówkę.

A wszytko zaczęło się od mało utalentowanej kury domowej Stephanie Mayer, która napisała kilka książek. Czytałam je niegdyś w ramach wakacyjnego odmóżdżenia i powiem, że dostałam od tej książki to czego chciałam – odmóżdżenia. Porównywanie Serii Mayer z „Kronikami Wampirów” Anne Rice, choć nagminnie występujące, wydaje się bezcelowe nie tylko ze względu na prezentowaną treść, ale również na formę.

„Zmierzch” nie posiada żadnych walorów literackich, o których można by podyskutować. Do bólu prosta forma przypomina to co można poczytać w zeszytach gimnazjalistek aspirujących do roli pisarek. Nie mówię, że to źle- to raczej kwestia oczekiwań. Jeżeli ktoś lubi  bardziej złożone zdania to oczywistym jest że „Zmierzch” nie będzie dla niego stanowił nawet najmniejszego intelektualnego wyzwania. Wszystkie części powieści stoją na tym samym poziomie.

Co się tyczy filmów:

zmierzch recenzja

Każdy z nich miał niebagatelnie duży budżet. W rolach głównych bohaterów obsadzono mało znanych aktorów. Tu powinnam napisać beznadziejnych aktorów. Ale wcale Stewart i Pattisona nie uważam za takie dno. Niesprawiedliwe z resztą jest ocenianie ich tylko i wyłącznie poprzez pryzmat ról w „Zmierzchu”, bo jak można oczekiwać wspaniałej kreacji aktorskiej dla postaci,  która jest zupełnie płaska? Zagrali to co mieli zagrać: Edward miał być neurotykiem, a Bella zahukaną szarą myszką. Jako jednostki nie reprezentują sobą absolutnie nic interesującego jednak ich związek jest dla miłośników romansów tworem iście astralnym:)

Pattison bardzo dobrze sprawdził się w roli młodego Salvadora Dali w filmie „Popiołki”, natomiast Stewart bardzo dobrze poradziła sobie w filmie „Speek”.

Ad. fabuły: W pierwszej części filmu widzimy kiełkujący romans dwójki bohaterów zadający kłam przekonaniom, że przeciętniaczka i szaraczka nie może spotkać księcia z bajki. Na prawdę to takie dziwne, że taka historia znalazła wiele zwolenniczek?;)

Druga część do dramat porzucenia. Edward odchodzi, bo uważa, że jego ukochana zasługuje na coś lepszego. Normalnego. Muszę przyznać, że złamane serce Belli wypada całkiem wiarygodnie. Jako egzaltowana smarkula też cierpiałam katusze odtrąceń i mimo iż okoliczności nie były tak fantastyczne to w zachowaniu Belli odnajduję elementy moich nastoletnich dramatów (boze, kiedy to było:)

Część trzecia też już innego rodzaju dylematy. Mamy tu wątek miłosnego trójkąta w wersji oczywiście stosownie odrealnionej. Bella kocha swojego wampira, ale i wilczek zalotnie łypie na nią swoim ciemnym okiem. Co tu zrobić? Wbić sobie drzazgę w brzuch i uratować sytuację.

Część czwarta przynosi długo oczekiwaną szczęśliwość. Kompleks niższości, porzucenia i zdrada zostały już przerobione teraz czas na pierwszą kopulacje. Tu też pojawia się problem, bo jak silny wampir ma bez uszczerbku na zdrowiu kochanki zdeflorować błonę. Ona chce, a on nie. Cichaczem przemycane są tu mormońskie wartości (Mayer jest mormonką jakby kogoś to ciekawiło). Swoje idee ucieleśnia w postaci Edwarda, który uznaje seks tylko po ślubie z obawy przed ogniem piekielnym. Bella godzi się na ślub i w czasie miesiąca miodowego w końcu doświadcza (mocno ocenzurowanego) seksu z ukochanym. Źle to się dla niej kończy bowiem zachodzi w ciążę. Tu mamy kolejne dylematy, bo wampirzy płód jest niebezpieczny dla rodzicielki. Na panel dyskusyjny wkraczają zdrowy rozsadek i znowu mormońskie wartości. Ostatecznie aborcja nie może wejść w grę. Bella rodzi i umiera. Koniec.

Przez wszystkie części Bella próbuje przekonać Edwarda by zmienił ją w wampira. Edward tego nie chce- tak, ogień piekielny- ale wobec śmierci Belli nie ma innego wyjścia. Lepsza Bella wampir niż Bella trup. Więc Bella ostatecznie  zostaje wampirem, jak nie trudno się domyślić zwykłe dylematy i problemy nowo narodzonego wampira są jej obce. Wszyscy są szczęśliwi, dziecko pięknie rośnie i nawet ma już kandydata na męża w osobie wilczka Jackoba. Mayer jak zwykle z drażniącą prostolinijnością wybrnęła z niezręcznej sytuacji.  Tu powraca wątek konfliktu z Volturii, który pojawiał się nieodmiennie od drugiej części filmu.

Owi Volturi są dość interesującymi postaciami. Chyba z pośród wszystkich pojawiających się tu wampirów najbliżej im do ich bardziej klasycznej postaci, którą znamy z powieści Anne Rice. Liczyłam, że wreszcie wezmą się za bary z rodziną Edwarda, ale niestety, finałowa walka wszystkich części sagi okazuje się tylko intensywna wizją siostry Edwarda. Szkoda. Pamiętam, że bardzo rozbawił mnie fakt, że przywódce najstarszego rodu wampirów, przewódce Volturi, gra ten sam aktor, który wciela się we władcę Lykan w „Underwoldzie”:)

Skrót fabuły wszystkich części, który tu przedstawiałam chyba nie pozostawia wątpliwości iż Zmierzch jest niczym innym jak zwykłą romansową historią dla nastolatek, tyle, że uzupełnioną o fantastyczne wątki.

Co jest rażące- wszystkie nastoletnie dylematy z jakimi boryka się bohaterka: miłość, porzuceni, zdrada,ciąża, zostają spłaszczone i uproszczone do bólu. Nie ważne co się stanie, zawsze nastąpi banalny happy end. Wampirze dylematy również z daleka omijają dwójkę głównych bohaterów. Rządzą krwi? Ależ skąd Edward świetnie sobie radzi, Bella jest mistrzynią powściągliwości. Problem z technikami rozrodczymi u wampirów? Znowu nasi bohaterowie są lepsi niż reszta świata. Podobnie jak postaci:papierowe laleczki, zawsze jednoznacznie złe, albo jednoznacznie dobre. Nie ma tu żadnych szarości. Tryumf dobra nad złem również jest do bólu oczywisty.

zmierzch recenzja

Świat wampirów kojarzony jest nieodmiennie z mrokiem, nie ze światłością. Tu wampiry nie umierają na słońcu lecz lśnią fantastycznym, diamentowym światłem. Paradoks. Trąci to profanacja świata wampirów. Przyznam, że do mnie takie rozwiązanie w ogóle nie trafia. Wampiry w „Zmierzchu” zostały wykastrowane ze swojego wampiryzmu. Oczywistym jest, że to znacznie zmienia grupę odbiorców, do których zazwyczaj kierowane były Vampire movie.

zmierzch recenzja

Z tym słodkim, miłym i sympatycznym obrazem wampirów silnie kontrastują zdjęcia w filmie. Utrzymane raczej w posępnych barwach, wydają się lodowato zimne. Są bardzo udane- moim zdaniem. Co do muzyki filmowej, momentami nie najgorsza, są bardziej udane fragmenty.

Z oceniania filmu pragnę się wymiksować- raczej nie należę do grupy odbiorców do których był on kierowany.

Intrygi Hitchcocka part 1.

The Lady Vanishes/ Starsza pani znika (1938)

starsza pani znika

Ostatnio udało mi się znaleźć fantastycznego chomika z mnóstwem bardzo, bardzo starych horrorów.Możecie się więc domyślać, że „Starsza pani znika” to dopiero początek:)


„Starsza pani znika” uważany jest za pierwszy z wybitniejszych filmów Hitchcocka. Ja osobiście mam mieszane uczucia wobec niego. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Scenariusz do filmu, jak zazwyczaj u tego reżysera bywa, powstał na podstawie powieści. Z tym, że tym razem wzięto na warsztat bardziej znane dzieło- przynajmniej w Anglii.

starsza pani znika

Akcja obrazu rozpoczyna się w niewielkim hoteliku w fikcyjnym mieście, w fikcyjnym europejskim państwie. Poznajemy tam wszystkich najważniejszych bohaterów dreszczowca: Młodą damę Iris Henderson (jej postać silnie kojarzyła mi się ze Scarlet O’Harą), muzyka Gilberta Redmana, dwóch dżentelmenów Caldicotta i Chartersa, parę kochanków Margaret i Ericka i oczywiście tytułową starszą panią.

Wszyscy oczekują w hotelu następnego ranka, kiedy to zostaną usunięte skutki zejścia lawiny i będą mogli wyruszyć pociągiem w dalsza podróż. Właśnie w pociągu rozgrywa się właściwa akcja obrazu, ale wierzcie mi, sporo czasu minie zanim w owym pociągu się znajdziemy…

Pewnie przysnęła bym z nudów przy tak długim (nawet jak na Hitchcocka) wstępie, ale na szczęście ów wstęp obfitował w masę humorystycznych zdarzeń i dialogów- tak też jest z resztą przez cały film. Zanim wszyscy szczęśliwie znajdą się w pociągu będziemy światkami zamachu, którego ofiarą stanie śliczna Margaret. Z pomocą przyjdzie jej starsza pani i obie kobiety staną się wiernymi towarzyszkami podróży do momentu, gdy starsza pani zniknie…

starsza pani znika

Nikt tak po prostu nie może zniknąć z jadącego pociągu. Iris jest pewna, że coś musiało się przytrafić starszej pani mimo iż pozostali towarzysze podróży nie wierzą w ogóle w istnienie owej damy. Oni twierdzą, że Irys mocno oberwała w głowę i w wyniku urazu w jej wyobraźni zrodził się obraz staruszki, może mają rację? A może wszyscy mają swoje powody by kłamać?

Rozstrzygnięcie nie jest takie proste. Obie strony konfliktu są przekonujące. Intryga nabiera rozpędu, aż do finału, który… no cóż, mnie mocno na prawdę mocno zawiódł…

Cały obraz zachowywał równowagę pomiędzy komedią a thrillerem, jednak nadszedł moment wyjaśnienia całej zagadki i wydał mi się on zdecydowanie śmieszny, a to bardzo źle, bo nie sądzę ażeby z założenia miał budzić humorystyczne skojarzenia. Obawiam się że Hitchcock traktował to bardzo serio.

SPOILER: Przez cały film zadawałam sobie pytanie: kim jest starsza pani? No i w finałowej konfrontacji się dowiedziałam, że jest tajną agentką, angielskim szpiegiem… Ze zdziwieniem uniosłam brwi i już miałam film wyłączyć, ale tego nie zrobiłam, może szkoda bo świetnego wrażenia po dobrze skonstruowanej intrydze nie zatarł by niesmak przesłodzonego happy end’u, który już dobił mnie totalnie.KONIEC SPOILERA

Oceniając ten film staram się jednak skupić na kiełkującym geniuszu artystycznym. Bowiem w filmie mamy już zalążki świetnie trzymających w napięciu tajemnic, inteligentnego humoru i specyficznego tylko na Hitchcocka klimatu.Więc jest ok:)

Moja ocena:

Napięcie (zamiast „Straszności”:):9

Klimat:7

Fabuła:7

Aktorstwo:7

Zdjęcia:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Dialogi:9

To „coś”:6

Oryginalność:6

62/100

Desperate housewive :)

Serial mom/ W czym mamy problem (1994)

serial mom recenzja

Na wstępie wielkie dzięki, dla Buffy1977, która poleciła ten film na swoim blogu:)

„Serial mom” czyli historia Beverly Suthpin to dzieło wielce niebanalne. John Waters znany jako aktor, reżyser i scenarzysta tworząc groteskowy obraz wyczynów pewnej kury domowej wymierzył naprawdę ostry policzek w amerykańskie społeczeństwo.

Historia rozpoczyna się pewnego słonecznego poranka na przedmieściach Boltimoore, gdzie w małym domku z uroczym ogródkiem mieszka rodzina Suthpnów. Pani domu Beverly od razu skojarzyła mi się z bohaterkami serialu „Gotowe na wszystko”. Schludna, zawsze uprzejma i uśmiechnięta dama poza wychowywaniem dwójki dorastających dzieci i prowadzeniem domu lubi sobie od czasu do czasu ponękać nielubianą sąsiadkę wulgarnymi telefonami.

Właśnie w związku z tą sprawą po raz pierwszy zjawia się w jej domu policja. To nie będzie ostatnia wizyta, bo złośliwe nękanie to dopiero początek działalności kobiety, Beverly dopiero się rozkręca…

serial mom recenzja

„Serial mom” jest filmem epatującym czarnym humorem, jednak kryją się w nim bolesne prawdy o społeczeństwie. Banda hipokrytów i idiotów.

Beverly jako jedyna ma odwagę robić to na co ma ochotę. Ktoś jej nie pasuje? Rozjedzie go samochodem, ktoś ją wkurwia zatłucze go golonką. Żadnych granic. Pomyślałam, że właśnie za tą odwagę tak podziwiani są seryjni zabójcy. Robią po prostu to co my byśmy chcieli, ale nie mamy jaj. Kto nie chciał w swoim życiu kogoś uśmiercić? Ale czy to robimy? No „raczej” nie:)

serial mom recenzja

Skrajne przerysowanie tej historii mam nam unaocznić banalność zła. Seryjni zabójcy nie są nikim nadzwyczajnym. Każdy kto che może zostać idolem:) Zwykła kura domowa może stać się wzorem do naśladowania dla innych sfrustrowanych kobiet więzionych w sztywnych ramach pozornych cnót i sztucznych uśmiechów.

Beverly pomimo nieudolności organów ścigania zostaje w końcu postawiona przed sądem. Jej proces to istny cyrk. Sama jest swoim adwokatem. Pamiętam podobna sprawę seryjnego zabójcy, który zgwałcił i zabił kilkanaście kobiet, a w  jak swój własny obrońca przesłuchiwał rodziny swoich ofiar, zarzucał im nieprawdę, deprecjonował zamordowane kobiety…

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że śmiejemy się oglądając ten film, ale naprawdę nie ma w tym nic śmiesznego… To czysta prawda wyłaniająca się z oparów absurdu.

Tak sobie myślę, że w naszym kraju nie jest wcale inaczej. Nie jesteśmy wcale mniej wykolejeni niż amerykanie. Też z morderców robimy celebrytów. Chyba nie muszę nikomu podawać przykładu…

Jeśli komuś podobał się ten film myślę że przypadnie mu do gustu również „Spojrzenie mordercy” z 1996 roku i „Urodzeni mordercy” z 1994 roku.

Moja ocena: 9/10

Licealne miłostki

And baby will fall/ Będziemy mieli dziecko (2011)

będziemy mieli dziecko

Ivy i jej mąż David są ucieleśnieniem wizji o szczęśliwej amerykańskiej rodzinie. Do szczęścia potrzeba im jeszcze tylko małego skrzeczącego dziecka.

Młode małżeństwo robi co w ich mocy aby ten plan ziścić. Dwie poprzednie próby powiększenia rodziny zakończyły się klęską, więc gdy Ivy ponownie zachodzi w ciążę ją i jej męża ogarnia lekka paranoja na punkcie nienarodzonego dziecka. „Wszystko będzie dobrze”- powtarzają sobie i faktycznie- wszystko na to wskazuje.

Po przeprowadzce do nowego domu młodzi postanawiają urządzić wyprzedaż garażową by pozbyć się gratów po poprzednim właścicielu, wtedy zjawia się stara znajoma, Melinda, która również jest w ciąży….

będziemy mieli dziecko

Równie szybko jak się pojawia tak też znika, ale pech chce ze znika tuż po opuszczeniu domu Ivy i Davida w ten sposób czyniąc z nich głównych podejrzanych w sprawie zaginięcia. Sprawa zaginięcia szybko przechodzi w sprawę o morderstwo, a wszystkie tropy prowadzą do Ivy i jej męża.

będziemy mieli dziecko

Po przeczytaniu mniej więcej takiego opisu miałam już swoją teorię na temat tej sprawy. No, cóż myliłam się. Prawdziwe rozwiązanie zagadki przyszło jednak mi do głowy dość szybko- nie pisze tego dlatego, że uważam się za nie wiadomo za jaka bystrą i przebiegłą, myślę, że nikt nie będzie miał problemu z odgadnięciem o co chodzi.

Tak, fabuła jest dość przewidywalna. To główny zarzut dla tego filmu. Z takiej historii dało by się wyrzeźbić dużo lepszy film jednak nikt z twórców, ani scenarzyści ani aktorzy nie przyłożyli się szczególnie do tego dzieła.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:4

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Zabawa:6

Oryginalność:6

To „coś”:4

Zdjęcia:6

Dialogi:5

50/100

Trzynaste dziecko

The Barrens (2012)

the barrens recenzja

Richard wraz z żonką i dwójką pociech wybiera się na kemping do lasu w Barrens. Chce spędzić trochę czasu z rodziną, przekonać jakoś nastoletnią córeczkę do macochy i przede wszystkim rozsypać prochy swego ojca w miejscu gdzie za czasów jego dzieciństwa razem obozowali.

Już po drodze zaczynają się dziać podejrzane rzeczy. Pomijając wybebeszonego jelonka, który wpada im pod koła najdziwniejsze i najbardziej niepokojące wydaje się zachowanie ojca rodziny. Fizycznym objawom jakiegoś dziwnego delirium zaczynają towarzyszyć paranoiczne pomysły i omamy.

the barrens recenzja

Film wzbudził we mnie mieszane uczucia…

Po pierwsze dało mi mocno w kość słabe aktorstwo. O ile styl gry głównego bohatera można jeszcze zaakceptować ze względu na specyfikę tego co się z nim dzieje, to już ciężko jest strawić macochę i innych aktorów z dalszego planu. Aktorsko najlepiej spisał się pies Oskar, nie występujący w czasie realnym, ale pojawiający się w retrospekcji:) 

SPOILER: Wątek z psem, będący jednoczenie wyjaśnieniem całej historii przywołał smutne skojarzenie z „Cujo” Stephena Kinga. KONIEC SPOILERA.

Śledzenie fabuły momentami mi się strasznie dłużyło, a ciągłe natrafianie na błędy logiczne wybijało mnie z rytmu.

the barrens recenzja

JEDNAKŻE film wywołał u mnie poczucie jakiegoś dziwnego smutku, więc puki nie dowiem się dlaczego tak na mnie zadziałał uznam to za zaletę produkcji:)

Wspomniałam o nielogiczności fabuły. Owszem, ale film jest ogólnie dość zakręcony i chodzi w nim o to żeby widz do końca nie kumał jaka jest prawda.

Przyjdzie nam zdecydować: Czy legenda o diabelskim pomiocie grasującym po lesie jest prawdziwa, czy wszystko co się dzieje jest dziełem tatusia nie do końca w pełni w władz umysłowych.

Finał pozornie kwestię to wyjaśnia, ale jak wspomniałam: POZORNIE.

the barrens recenzja

„The Barrens” miało raczej mały budżet, ale nie przeszkodziło to w wydobyciu ciekawego nastroju. Kilka od niechcenia rzuconych scen gore dodaje całości smaku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Zdjęcia:6

Dialogi:6

Aktorstwo:4

Zabawa:6

Zaskoczenie:8

Oryginalność:7

To „coś”:7

63/100

Złowieszcze nadzieje

Sinister (2012)

sinister

To będzie banalne jeśli powiem, że czekałam na ten film, prawda?

No, więc jestem banalna i ponownie na coś czekałam. Jesienna słota sprzyja wysypowi horrorów na ekranach kin. Wczoraj do tego zaszczytnego grona dołączyła produkcja Scotta Derricksona. Tak, tego Scotta od „Egzorcyzmów Emily Rose”. Żeby trochę ostudzić entuzjazm, który za pewne wbudził tytuł „najlepszego horroru minionej dekady” dodam, że Derrickson nakręcił również bardzo słabą kontynuację serii „Ulice strachu”.

sinister

Głównym bohaterem filmu jest pisarz literatury faktu Ellison Oswald. Postać żywcem wyjęta z twórczości Stephena Kinga – przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Ellison podobnie jak Jack Torrence więcej popija niż pisze:) Jest sfrustrowany i nieszczęśliwy. W rolę Ellisona wciela się mój – swego czasu – ulubieniec Ethan Hawke – mały Fin o złotym sercu, którego pokochałam właśnie za rolę w „Wielkich nadziejach” (Polecam jeśli ktoś jeszcze nie oglądał). W tym filmie jest raczej irytujący niż uroczy. Taki starzejący się hipster. Wraz z żoną – hipokrytką, która wciąż powtarza, że go wspiera, a tak naprawdę sabotuje każdy jego ruch – i dwójką dziwnych dzieci przeprowadza się do „pewnego domu”.

Ellison sprowadza tam rodzinę z pełną premedytacją. Wie, że w tym domu dokonano czterokrotnego morderstwa oraz doszło do niewyjaśnionego zaginięcia, ale to właśnie tak go kręci. Ellison zamierza napisać książkę godną Pulitzera, ujawniając w niej nieodkryte dotąd fakty dotyczące tej zbrodni. Czy tym razem Wielkie nadzieje Ethana zostaną spełnione zanim dojdzie do tragedii?

sinister

Fabuła nie wydaje się być niczym oryginalnym. To prawda, że na arenie grozy od dawna nie dzieje się już nic nowego. Jednak mój zachwyt może równie dobrze wzbudzić także nowatorskie wykorzystanie starych motywów. Mamy zatem: Neurotyczne go artystę, tajemnicę z przeszłości, słynne taśmy „super 8”, wszechwiedzącego profesora, małomiasteczkowego glinę i oczywiście- kłopoty z dziećmi.

sinister

„Sinister” oznacza złowieszczy i wierzcie mi- tą złowieszczość czuć w powietrzu, gdy ogląda się ten film. Wielkie brawa należą się operatorom za mistrzowskie prowadzenie kamery i ciekawe, pomysłowe ujęcia.

Jednak na  największe wyróżnienie zasługuje niezrównany, jak zwykle, Christopher Young odpowiedzialny za muzykę. Niepokojące dźwięki atakowały mój zmysł słuchu w sposób, który mógł odnieść tylko jeden skutek: lęk.  Obrazy morderstw zarejestrowane na taśmie super 8 robiły nie wiele mniejsze wrażenie. Całość idealnie skonsolidowana by budzić strach.

Nie mogę nie wspomnieć o finale. Wiemy już co spotkamy po drodze, a jaki jest koniec?

LEKKI SPOILER: Koniec nie jest happy end’em. I dobrze nie znoszę horrorów z happy end’ami. KONIEC SPOILERA.

Na mocny finał przyjdzie nam długo czekać. Scenariusz jest dobrze przemyślany (ale niestety niepozbawiony pewnych… uchybień) Rozwiązanie zagadki jest zaskakujące i myślę, że owe rozwiązanie zadowoli fanów horrorów.

Jest w tym filmie kilka elementów, które można by poprawić, kilka rzeczy do których można by się przyczepić, ale chcę wykazać odrobinę dobrej woli i nie chcę się czepia, bo film zasługuje jak najbardziej na pozytywną ocenę. Boję się, że film na siłę będzie porównywany z „Egzorcyzmami Emilly Rose” i straci na tym, bo od tego filmu należy oczekiwać czegoś zupełnie innego. Z resztą – porównania to nic dobrego.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:8

Klimat:10

Zdjęcia:10

Aktorstwo:6

Dialogi:5

Oryginalność:7

Zaskoczenie:9

To „coś”:8

Zabawa:8

76/100

Nalezy obawiać się żywych, a nie umarłych

The Awakening/ Szepty (2011)

szepty recenzja

Zawsze gdy babcia nabiła mi mała dziecięcą główkę opowieściami o duchach, moja matka kwitowała moje lęki stwierdzeniem: należy bać się żywych, a nie umarłych. Te słowa padają również w tym filmie. I spokojnie można powiedzieć, że stanowią coś w rodzaju puenty całego obrazu.

Anglia, lata 20 XX wieku. Florence jest młodą wykształconą kobietą, która zawodowo zajmuje się demaskowaniem fałszywych spirytystów. Nie wierzy w życie poza grobowe, nie wierzy w duchy. Nie wierzy w nic, choć widać, że bardzo by chciała w końcu w coś uwierzyć.

szepty recenzja 

Film zaczyna się od popisu jej iście detektywistycznych umiejętności. Florence uczestniczy w seansie spirytystycznym bezlitośnie demaskując oszustów chcących wyciągnąć pieniądze od grupki ludzi cierpiących żałobę po bliskich . Pamiętam, że oglądając ten fragment pomyślałam, że jeżeli film – horror zaczyna się od założenia, że coś nie istnieje to finalnie zawsze ta hipoteza zostaje obalona…

Pewnego dnia Florence dostaje propozycje „pracy” w internacie dla chłopców. Nie chętnie przyjmie zlecenie. Jej zadaniem jest zdemaskowanie osoby, która wprowadza zamęt w życie szkoły udając ducha.

szepty recenzja

„Szepty” to nastrojowy horror o duchach. Mimo iż nawiedzenie jest dominującym elementem fabuły to ostatecznie okazuje się że duch jest jedynie objawem togo, co wymknęło się pewnego dnia pewne dziewczynce…

Kiełkujący niemal od progu szkoły klimat tajemnicy trafił na żyzny grunt. Anglicy bowiem świetnie radzą sobie z estetyką gotyku. Doskonale czują się w filmach kostiumowych.

Jeżeli miałabym porównać „Szepty” z jakąś produkcją to postawiłabym na połączenie „Kobiety w czerni” i „Innych”. Fanom zaskakujących rozwiązań fabularnych już zapewne odpaliła się w głowie lampeczka na samo skojarzenie z filmem „Inni”.

Tak, zdecydowanie zakończenie „Szeptów” jest zaskakujące. Wątpię żeby takie rozwiązanie przyszło do głowy nawet największym bystrzakom:)

szepty

Obraz internatu, surowość tego miejsca przywołało skojarzenie z filmem „Kręgosłup diabła”. Ale tylko na poziomie obrazu samotności dzieci będących zsyłanymi do takich miejsc. Klimat jest zupełnie inny. Nie wiem czy to źle, czy dobrze:)

Słyszałam też porównania z „Sierocińcem”. Mimo tych rozlicznych skojarzeń, całość tworzy dość oryginalny obraz.

Zdecydowanie polecam osobom ceniącym niebanalne gotycki klimat,fani wartkiej akcji powinni raczej film ominąć.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Zaskoczenie:9

Oryginalność:6

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Zabawa:7

To „coś”:7

Zdjęcia:8

71/100