Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

Suicideroom

Chatroom/Pokój na czacie (2010)

chatroom recenzja

Na wstępie muszę coś wyjaśnić, bo znowu mamy kwas na plakacie, Polscy dystrybutorzy najwyraźniej chcieli kogoś mile połechtać. „Światowa odpowiedz na „Salę samobójców”… Żadna tam odpowiedz na żadną salę. „Chatroom” powstał w 2010, „Sala samobójców” w 2011. Co tu jest odpowiedzią na co, nasuwa się dość szybko.

Brytyjska produkcja Hideo Nakaty, reżysera „Dark water” i „Ringu” opowiada o piątce nastolatków którzy spotykają się pewnego dnia w wirtualnym świecie czatu. Przywódcą tego stada, a także założycielem chatowego pokoju jest William. Charyzmatyczny, wygadany, bez wątpienia bystry. Od razu nasuwa się pytanie, o to czemu ktoś obdarzony tak zacnymi przymiotami musi szukać przyjaźni w sieci. Szybko zorientujemy się że coś jest z nim nie teges. Tymczasem jego czatowym przyjaciołom:ślicznej Ewie, zahukanej Emily, Jimowi i Mo zajmie to sporo czasu.

chatroom recenzja

Film jest zrobiony w fajny nowatorski sposób. Ale bez takich dziwnych akcji z grafiką komputerową jakie mogliśmy oglądać w okrzyczanej „Sali samobójców”. Świat czatu przedstawiony jest jako budynek z niezliczona ilością pokoi w których spotykają się ludzie. Mimo iż „ciałem” wszyscy siedzą na dupach przy komputerach widzimy ich jednocześnie w równie realnych odsłonach przebywających w czatowych pokojach. Rozmawiają ze sobą twarzą w twarz, dotykają się, całują. Taka forma prezentowania świata wirtualnego unaocznia nam jak silnie może on wydawać się realny. Bardziej realny niż życie „po za” czatem.

chatroom recenzja

Film przyczynił się do burzy na portalach filmowych. Ma tyle samo przeciwników co zwolenników. Niektórzy zarzucają mu nudę i jestem w stanie to zrozumieć, ale nie znaczy to, że się z tym zgodzę. (Jak dla mnie film o niebo lepszy od sali samobójców, która moim zdaniem znowu była filmem o niczym, gładkim ślizgiem po schematach: bogaty chłopak-rozwydrzony chłopak-emo chłopak- gej- emo- samobójca)

Najciekawszą postacią z pośród dzieciaków na czacie jest bez wątpienia William, jego fascynacje, jego cele trącą psychopatią, ale nie jest tak jednoznacznie zły- osobiście byłam w stanie mu współczuć (szkoda, że on nie był w stanie współczuć komukolwiek:)

SPOILER: Zastanawiając się nad jego motywacją przyszło mi do głowy, że odnajdywał spełnienie w obserwowaniu czyjejś samobójczej śmierci ponieważ sam nie miał odwagi tego zrobić, choć bardzo chciał. KONIEC SPOILERA.

Każdy z bohaterów drugoplanowych też ma swoją bardziej lub mniej ciekawa historię do opowiedzenia i mnie to wciągnęło. Film jest jakimś powalającym arcydziełem, ale spełnia swoją rolę w obydwu gatunkach do których jest przyporządkowany dramat i thriller. I na pewno nie można mu odmówić oryginalności:)

Moja ocena:

Straszność/Napięcie: 7

Fabuła:7

Klimat:6

Zabawa:8

Aktorstwo:10

Zdjęcia:9

Dialogi:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:8

To „coś”:7

75/100

Horrory z 2012

Małe podsumowanie obejrzanych przeze mnie produkcji z gatunku horror, thriller, które ukazały się w mijającym roku 2012.


Abraham Lincoln łowca wampirów

abraham lincoln łowca wampirów

Jednoznacznie i bezapelacyjnie dostaje tytuł największej pomyłki jaką udało się komukolwiek wyprodukować w 2012. Nadziana efektami absurdalna historia prezydenta Stanów Zjednoczonych, jako łowcy wampirów. Dwa metry mułu. Pełna recenzja.


Apartament 143/Emergo

apartament 143

Film bardzo wtórny. Kolejny hiszpański horror utrzymany w konwencji paradokumentu. Znowu mamy do czynienia z wątkiem opętania. Jestem pełna podziwu jak w jednej produkcji udało im się połączyć wszystkie do tej pory spotykane w horrorach motywy związane z opętaniem. Niestety jako całość mało strawne i średnio straszne. Pełna recenzja.


ATM/Bankomat

bankomat

Slasher, w którym ofiary uwięzione przy bankomacie, muszą stawić czoła zakapturzonemu świrowi. W swoim podgatunku wypada całkiem przyzwoicie, aczkolwiek odkryciem roku na moim blogu nazwany nie zostanie:) Pełna recenzja.


Barricade

barricade

Post depresyjny horror o tatusiu i dwójce dzieci, których nieznane siły gnębią w odizolowanym domku letniskowym pośród zimowego krajobrazu. Film średniawy, duży plus za klaustrofobiczny klimat, gigantyczny minus za zakończenie. Raczej nie zaskoczy, ale obejrzeć bez obaw można. Pełna recenzja.


Czarnobyl- reaktor strachu.

czarnobyl rektor strachu

Po za Lincolnem walczącym z wampirami największa tegoroczna porażka. Kolejny paradokument maskujący kompletny brak pomysłu na fabułę „skakaniem kamery”. Zmarnowany potencjał czarnobylskiej Zony przez ignorancje amerykańskich twórców. Pełna recenzja.


Dictado.

dictado

Hiszpańska produkcja. Pomysłowa i klimatyczna.Porusza temat grzechów dzieciństwa i ich wpływu na dorosłe życie. Pełna recenzja.


Dom w głębi lasu

dom w głębi lasu

Nieudaczna próba pastiszu horror’owych klasyków. Oczekiwania wobec filmu nie przesłoniły mi  realnego poglądu na to co film oferuje. zdecydowanie nie dla mnie ta bajka. Wielu osobom się podoba wiec warto się zapoznać chociażby po to by mieć o nim jakieś zdanie. Pełna recenzja.


Excision

excision

Zdecydowanie najoryginalniejszy twór ostatnich czasów. Kierowany szczególnie do fanów gore choć sądzę, że każdy kto lubi niekonwencjonalne podejście do gatunku doceni ten film. Ciekawy powiew świeżości na arenie grozy. Pełna recenzja.


Furgonetka

creep van

Film nie przyznaje się do tego, że bliżej mu do komedii niż horroru i w dodatku takiej średnio zabawnej. Żałosny- omijać szerokim łukiem. Pełna recenzja.


House at the end of the Street

house at the end of the street recenzja

Świeżo po seansie mogę spokojnie stwierdzić, że twórcy minęli się z powołaniem, radziła bym wziąć się za kino familijne bynajmniej puki nie wyhodują jaj. Pełna recenzja.


Internat

internat

Co prawda premiera światowa była już w 2011, ale do Polski przypełznął dopiero w październiku tego roku. Mój tegoroczny faworyt – Wampiry gotyk i szkoła dla dziewcząt wszytko to zapewnia intrygujący klimat i wciągającą fabułę. Oczywiście nie dla wszystkich, na FB ie osiągnął nawet czwórki więc- co kto lubi. Pełna recenzja.


Kobieta w czerni

kobieta w czerni

Remake produkcji TV z lat osiemdziesiątych. Daleko mu do klimatu pierwowzoru jednak jak na współczesna produkcje próbującą poprawić to czego poprawiać się nie powinno wypada całkiem dobrze. Na tle innych współczesnych ghost story wypada wręcz świetnie. Pełna recenzja.


Kronika opętania

kronika opętania recenzja

Od nadmiaru filmów o opętaniu przyjdzie nam się w końcu porzygać:) Produkcja bardziej na plus niż na minus choć moje oczekiwania wobec filmu były znacznie większe. Pełna recenzja.


Na krawędzi

na krawędzi

Ciekawy duński thriller trzymający w napięciu i obfitujący w wiele zwrotów akcji. Nie prezentujący jednak niczego oryginalnego, niknie w tłumie. Pełna recenzja.


Prometeusz

prometeusz

Byłam nim pozytywnie zaskoczona. Obok efektów które w kinie Sci fi są niestety nieodłączne udało się twórcą pokazać ciekawą fabułę. Podobało mi się przesłanie „Prometeusza”. Pełna recenzja.


Rec 3 geneza

rec 3

Miejmy nadzieję ostania część nielubianej przeze mnie serii. Zrezygnowano w niej z trzęsącej się kamery-chwała im za to, niestety zrezygnowano też ze straszenia na rzecz osobliwej groteski. Cienizna. Pełna recenzja.


Sinster

sinister

Najbardziej udany twór tego roku. Dobry klimatyczny horror. Na prawdę udaje mu się straszyć, a to niespotykane ostatnio w gatunku:) Pełna recenzja.


Tall man 

the tall man

Najciekawszy z pośród tegoroczny thrillerów. Nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego jednak brawurowy zwrot akcji przyczynił się do jego sukcesu w moich oczach.Pełna recenzja.


Thale

thale

Norweskiej produkcji bliżej to tworu z pogranicza fantasty i dramatu niż thrillera. Ciekawy pomysłowy, jeśli ktoś lubi baśniowe klimaty na pewno film mu się spodoba. Pełna recenzja.


Zjawa/ The Apparition

zjawa

Oparty na ogranych schematach i żywcem wyciągniętych z innych horrorów motywach film nie oferuje nic ciekawego.Pełna recenzja.


The Barrens

the barrens recenzja

Oparty na motywach z legendy horror który zwrócił moją uwagę ciekawym nastrojem, jak na produkcja nisko budżetowa wypada interesująco. Warto zerknąć. Pełna recenzja.


The Frozen 

the frozen recenzja

Średniak, survival horror próbujący uwieść niepokojącym zimowym klimatem z raczej średnim efektem. Pełna recenzja.


The Pact

the pact

Chyba najbardziej niepokojący horror tego roku. Nie osiągnął w mojej skali ocen jakiegoś oszołamiającego wyniku, ale przypadł mi do gustu dość mocno. Pełna recenzja.


The Road

the road

Mocno pogmatwany film produkcji filipińskiej.Oceniam go średnio choć nad jego straszno- smutna historią można się zadumać. Pełna recenzja.


V/H/S

vhs recenzja

Kolejna próba zrobienia czegoś oryginalnego w gatunku, która zakończyła się raczej średnim efektem. Dużo trzęsącej się kamery, kilka ciekawych elementów, ale całość- marna. Pełna recenzja.


W szczękach rekina

w szczękach rekinaw dupie żółwia

Produkcja oparta na zdjęciach w 3D, skupiając się raczej na efektownym prezentowaniu tragicznych zgonów niż na fabule czy klimacie. Raczej nie polecę. Pełna recenzja.


Demony

demony

Hiszpański paradokumnet o opętaniu. Tak słaby, że nie mogę zabrać się za jego pełna recenzję.


Resident evil 5

resident evil 5

Już przy czwartej części serii można było zaobserwować chylenie się ku upadkowi filmów z pod szyldu RE. Piata część okazał się jeszcze większą porażką. Pełna recenzja.

 

Nie ma czego się bać

House at the end of the Street (2012)

house at the end of the street recenzja

Nastoletnia Elissa wraz z matką wprowadza się do nowo wynajętego domu na obrzeżach miasta. Za najbliższego sąsiada kobiety mają samotnego Ryana, który jako jedyny z pośród członków swojej rodziny przeżył masakrę jaką zafundowała im wykolejona siostrzyczka. Nie trudno się domyślić iż zbuntowana Elissa postanowi przełamać tabu i mocno zaprzyjaźnia się z chłopakiem, a także spróbuje rozwikłać tajemnicę zniknięcia morderczej siostruli Ryana, Carrie Ann.

house at the end of the street recenzja

Film głównie reklamowany jest nazwiskiem scenarzysty „Domu snów”, które to miało zagwarantować widzowi pełen napięcia mroczny horror z niezliczonymi zwrotami akcji. Drugim „znakiem firmowym” miała być pyzata buzia Jennifer Lawrence, którą z nieznanych mi przyczyn sporo osób posądza o urodę i talent aktorski. Wyczytałam na WP, że Jen zgodziła się zagrać w tej produkcji żeby przełamać swój lęk przed horrorami. No cóż, z przykrością muszę przyznać, że twórcy filmu szczególnie zatroszczyli się, żeby odtwórczyni głównej roli nie miała czego się wystraszyć:)

Krótko mówiąc film jest błędem. Zlepkiem największych błędów jakie popełniają twórcy gatunku horror.  W filmie występują wszystkie standardowe zagrywki a fabuła to przeskoki z jednego schematu w drugi.W takim układzie nie ma szansy na klimat, pomimo niezłej muzyki, ciekawych zdjęć.

Wszystko co w filmie mogło wywołać jakieś szczątkowe oznaki lęku zostało wyeliminowane, wygładzone i zastąpione wystandaryzowanymi do poziomu przeciętnego amerykańskiego  teen horroru zamiennikami. Morderstwa- pokazane tak żeby czasem nie urazić wrażliwszego widza, aspekt psychologiczny stłamszony przez poprawność.

W efekcie obrazowi jest bliżej do filmu obyczajowego o dramatach dorastania niż horroru. Nie wiem, czy tylko ja to w ten sposób odebrałam, ale najbardziej przerażające były chore zagrywki matki Elissy stojącej na straży cnoty córki.

house at the end of the street recenzja

Bardzo boleję nad tym, że twórcy, którzy tak boją się wypuszczenia na rynek filmu, który mógłby wzbudzić jakieś niestandardowe emocje biorą się za robienie horrorów. Pytam: po co? Jest tyle innych gatunków, w których można po prostu „siedzieć i pieprzyć o niczym”, niczego nie pokazując i nikogo nie strasząc.

Za jakąś szczątkową zaletę obrazu można uznać aktorstwo Maxa Thieriota, który jako jedyny miał jakiś potencjał i gorąco wierzę, że gdyby nie beznadziejny scenariusz i usilne „kastrowanie” wszelkiego potencjału, mógłby postacią Ryana sporo zwojować.

Podsumowując, jeżeli ktoś ma ochotę obejrzeć jakiś horror, ale się boi, to proponuję seans z „House at the end of the Street”.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:4

Aktorstwo:7

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

Dialogi:4

Zdjęcia:7

To coś:3

47/100

Zimna suka

The Frozen (2012)

the frozen recenzja

Kolejny horror na śniegu, na który miałam spory apetyt, jest produkcją o raczej skromnym budżecie. Żadnych efektów, mało krwi, troje bohaterów na krzyż- jednym słowem minimalistyczna produkcja, która miała szanse na uwiedzenie mnie klimatem.

Emma i Mike wybierają się na zimowy kemping. Emma ma bardzo mocno określony stosunek do nocowania w namiocie na śniegu. (Wcale jej się nie dziwie, co za pomysł w ogóle:P) Jednak chcąc okazać odrobinę dobrej woli godzi się na wszystko co proponuje Mike w swojej romantycznej wizji. Dobrej woli nie starcza jej już na wykrzesanie z siebie ciepłego słowa dla biednego faceta, bo praktycznie od początku wyprawy jedzie mu bezlitośnie, cały czas szuka okazji do kłótni i nawet jej milczenie wydaje się być potępiające . Nieznośne babsko może bardzo silnie działa na nerwy widzowi. Powodów do zwady nie brakuje szczególnie  od momentu, gdy młodzi ulegają wypadkowi na skuterze śnieżnym, który miał ich dowieść do zimowej alkowy. Teraz ich uwaga skupia się na próbach przetrwania w mroźniej dziczy. Co prawda pada dość rozsądny pomysł powrotu do samochodu porzuconego parę mil wcześniej jednak do zrealizowania pomysłu nigdy nie dochodzi.

the frozen recenzja

Emma dopatruje się ratunku w osobie jakiegoś zbłąkanego wędrowca, który co jakiś czas pojawia się w ich okolicy by po chwili wyparować. Nocą z namiotu, który jakoś udaje im się rozbić znika Mike i oto wredne babsko zostaje samo. Obserwujemy jej małe surwiwalowe sukcesy jak zapalenie zapałki, czy upolowanie batonika w lodówce turystycznej. Robi się coraz bardziej nieciekawie… Z letargu w jaki można popaść obserwując poczynania Emmy wyrywają nas jej dość ciekawe senne wizje, które są zdecydowanie najmocniejszym punktem filmu. Zbłąkany wędrowiec oczywiście powraca, gdy Emma jest już sama…

the frozen recenzja

Mimo surwiwalowej tematyki filmowi bliżej jest do thrillera niż horroru, bowiem bardziej przerażające ma być to czego nie widzimy niż to co jest pokazane. Zakończenie filmu można uznać za zaskakujące, choć takie rozwiązanie pojawiało się już w kilku filmach, które miałam okazję obejrzeć, więc z czymś mega odkrywczym nie będziemy mieć do czynienia ani na wstępie filmu, ani w trakcie, ani na końcu. Ot średnia produkcja. Ode mnie jak zwykle plus za zimowe tło.

Moja ocena:

Straszność: 7

Klimat:7

Fabuła:6

aktorstwo:6

Dialogi:4

Zabawa:5

Zdjęcia:6

Zaskoczenie:8

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

Horrory świąteczne

Święta dobiegają końca zatem dziś będzie horrorach, które z tej okazji udało mi się obejrzeć.

Slasher’y wiodą prym jeśli chodzi o horrory trzymające się ściśle tematyki celebracji jakiś świąt. Jak na ten podgatunek przystało nie spotkamy tu jakiejś bardziej przemyślanej fabuły.

W gruncie rzeczy chodzi o to by w takowym filmie świąteczny nastrój został zburzony przez jakiegoś świra, który zamiast dzielić się opłatkiem i ubierać choinkę woli kogoś zabić.

Zrobiłam zatem króciutkie zestawienie najlepszych i najgorszych horrorów bożonarodzeniowych:

1.Silent night deadly night/Cicha noc śmierci noc (1984)

silent night deadly night recenzja

Bohaterem filmu jest mężczyzna, który w dzieciństwie był światkiem morderstwa swoich rodziców, przez zbira w stroju świętego mikołaja. Klasyczny przykład mordercy mściciela. Teraz w dorosłym życiu zmuszony przez okoliczności do noszenia kiczowatego mikołajowego stroju rozpoczyna krwawa masakrę.Mści się na wszystkich tych którzy sprawili, że święta wywołują w nim jedynie negatywne emocje.

Sympatyczny, dobrze zrobiony slasher z klimatem typowym dla produkcji z lat 80. Być może bardziej groteskowy niż straszny, ma jednak swój urok. Spełnił w moich oczach wszystkie wymogi podgatunku. Dodatkowo punktując dokładną prezentacją profilu mordercy. Doczekał się czterech bezsensownych i bezcelowych kontynuacji oraz w tym roku remaku, którego jeszcze nie zdążyłam zobaczyć.

Moja ocena: 6/10

2.Silent night, blody night/Cicha noc krwawa noc (1974)

cicha noc krwawa noc recenzja

Wahałam się czy nie wytypować tego filmu jako najlepszego. Jednak jeśli mam być dokładna to nie mogę powiedzieć, że jest to horror typowo świąteczny. Więc mimo, iż spokojnie mogę go ocenić jako najlepszy z pośród wymienionych to nie do końca spełnia on założenia tej listy.

W wigilię 1958 roku we własnym domu spłonął mężczyzna. Po latach Jeff’owi ,który odziedziczył owe domostwo przyjdzie rozwikłać tajemniczą śmierć z przeszłości. Film ma niesamowity klimat i perfekcyjnie zbudowane napięcie. Do ostatniej chwili nie wiemy co tak na prawdę przydarzyło się w tym owianym złą sławą domu, co spotkało wuja Jeffa i dlaczego. Świętna muzyka i aktorstwo na najwyższym poziomie. Jeśli miałbym przywołać jakieś skojarzenie z innym filmem to była by to produkcja „Przestraszmy Jessike na śmierć”.

Moja ocena: 7/10

3. Black Christmas/Czarne święta (1974)

czarne święta recenzja

Produkcja mniej przypadła mi do gustu pod względem fabuły natomiast przebiła numer jeden klimatem. Akcja horroru rozgrywa się w dziewczęcym akademiku. Nastrój radosnego, świątecznego oczekiwania przerywa fala morderstw, których dokonuje zupełnie anonimowy dla widza sprawca. Zagnieżdża się na strychu budynku i niepostrzeżenie zabija kilka dziewcząt. Dokładnie- niepostrzeżenie. To w tej produkcji zirytowało mnie najbardziej. Bohaterki filmu były na tyle nierozgarnięte by nie zorientować się, że mają pod nosem kilka trupów. Akcja zbyt mocno naciągana jak na mój gust.

Moja ocena: 5/10

4. Sint/Święty (2010)

Sint recenzja

Horror komediowy prezentujący alternatywna wizję działalności świętego mikołaja. Produkcja Holenderska. Film ładnie zrobiony jeśli chodzi o zdjęcia i efekty. Nie zachwyca jeśli chodzi o fabułę, ale momentami jest na prawdę dość zabawny w absurdalny sposób. Spodobał mi się pomysł ukazujący świętego biskupa jako krwawego morderce wyłudzającego pieniądze od biedaków.

Moja ocena: 4/10

5.Black Christmas/Krwawe święta (2006)

krwawe święta recenzja

Zdecydowanie nieudany remake horroru „Czarne święta” z 1974. Film prezentuje mniej więcej tę samą naciąganą fabułę co oryginał. Niestety klimat starej produkcji, który sprawił, że film był mimo wszystko przyzwoity w odbiorze tutaj nie zaistniał. Największa pomyłka- zdecydowanie odradzam.

Moja ocena: 2/10

The Nightmare Before Christmas

Halloween – Zbiór opowiadań:

M.M.Kałużyńska, Ł. Śmigiel, P.Rowicki, B.Czartoryski, R.Cichowlas,  Ł.Orbitowski,  K.Rogińska,  K.Krycz, K.Maciejewski, D. Kain, I.Szolc.

 halloween recenzja

Halloween już za nami, ale klimat towarzyszący temu świętu możemy odnaleźć na co dzień w wielu produkcjach filmowych i propozycjach literackich. Jednym z takich typowo halloweenowych dzieł jest zbiór opowiadań, który ukazał się nakładem wydawnictwa Oficynka.

Książka jest nieduża i w porównaniu z np. „Drood’em”, którego teraz czytam jest o niebo poręczniejsza. Składa się z jedenastu opowiadań autorstwa wyżej wymienionych pisarzy. Większość nazwisk jest mi nieznana. Miałam przyjemność zapoznać się jedynie z twórczością dwojga z jedenastu autorów:Łukaszem Śmigielem („Mordercy”) i Izabelą Szolc („Ciotka małych dziewczynek”). Mimo iż obstawiałam, że będą faworytami w tym zbiorze, to wypadli w moich oczach raczej kiepsko.

Kilka opowiadań ze zbioru zapadło mi w pamięć dosyć mocno, reszta przeszła bez większego echa.

Moją uwagę przykuło powiadanie „Rodzina jeży” Katarzyny Rogińskiej, które typowym opowiadaniem grozy na pewno nie jest.  Zarówno pod kątem treści jak i sposobu jej prezentowania Rogińska przypomina mi rosyjską pisarkę młodszego pokolenia Irinie Dienieżkine („Daj mi!”)- to komplement rzecz jasna:).

Innym opowiadaniem, które zasługuje na wyróżnienie są „Groby żywych”, którego autorem jest Robert Cichowlas. Smutek sączący się z kartek jego krótkiej opowiastki odczułam wyraźnie. W jego historii nie występują upiory, duchy czy inne maszkary. Autora bardziej zajmuje tematyka śmierci i życia po niej w mniej komercyjnej formie.

„Książę kłamców” Dawida Kaina najbardziej wyróżnia się na poziomie walorów językowych. Jego opowiadanie czytało mi się zdecydowanie najprzyjemniej. Sprawnemu pióru towarzyszyła ciekawa wizja, której znowuż bliżej do thrillera niż horroru. Niemniej uważam to opowiadanie za najbardziej pomysłowe i nowatorskie.

Iza Szolc zaintrygowała, ale też zmęczyła mnie nadmiarem niejasności.

Pozostałe opowiadania to typowe opowiastki w stylu „Bloody Mary” i jej podobnych, kurczowo trzymające się halloween’owych obrządków- no, może po za Śmiglem, który po raz kolejny sięga po postać Manu Ibaneza („Mordercy”). Bardziej niż wyróżnione przeze mnie opowiadania spełniają swoją „horrorową” rolę, ale nie stały się w moim odczuciu niczym innym jak czystą rozrywką.

Moja ocena:6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka


http://www.oficynka.pl/

 


Zanim stopnieją śniegi

The Last winter/ Ostatnia zima (2006)

last winter recenzja

Nie wiem jak u Was, ale u mnie śniegi stopnieją za dwa dni, więc póki jeszcze zima za oknem- horror na śniegu:

Na Alaskę dociera ekipa odpowiedzialna za rozstawienia na tamtych terenach platform wiertniczych. Odcięci od świata mają tylko i wyłącznie wypełniać wyznaczone zadanie. Problem w tym, że nie wszyscy z tam obecnych podchodzą tak bezrefleksyjnie do swojej pracy.

last winter recenzja

Hoffman, Geolog martwi się o zniszczenia jakie na dziewiczym terenie może poczynić działalność chciwego człowieka. Bacznie przygląda się także temperaturze na lodowcu, która niepokojąco wzrasta. Są to wątpliwości natury ideologicznej, szybko i konkretnie negowane przez przywódce wyprawy. Schody zaczynają się, gdy członków ekipy ogarnia coś w rodzaju zborowej halucynacji. Co poniektórzy zaczynają wierzyć, że „coś jest pod tym lodem”. Owe coś doprowadza do serii dziwnych zdarzeń które sukcesywnie eliminują kolejnych członków ekipy.

Film ma marniutką ocenę na filmweb. Nie to, że zawsze i z uporem maniaka neguje oceny na tym portalu, ale uważam „Last winter” za jeden z lepszych horrorów łączących element sci-fiatmosferic horror.

last winter recenzja

Zarówno forma w jakiej przestawiono wydarzenia jak i sama ich puenta trafiła do mnie a to chyba najważniejsze. Rozgrywające się na Alasce wydarzenia są pełne niedomówień, niejasności. Ta niewiedza wzbudza największy strach. Wolę sprawnie zbudowana metaforę od wykładanie kawy na ławę. Ktoś kto pragnie skonkretyzowanego zagrożenia czyhającego na bezbronnych przygłupich licealistów powinien omijać ten film szerokim łukiem. Nawet nie dlatego, że „przesłanie” do niego nie trafi, ten film po prostu takie osoby znudzi.

SPOILER: Motywy „ekologiczne” w horrorach to nie pierwszyzna- wystarczy przypomnieć sobie „Long Weekend”, jednak to co przedstawili twórcy tego filmu przekonało mnie dużo bardziej. Nie było w tym naiwności. KONIEC SPOILERA

Moja ocena:

Straszność: 4

Klimat:9

Fabuła:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Dialogi:6

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

Nutka szaleństwa

Crescendo (1970)

crescendo recenzja

Jasnowłosa studentka muzykologii zostaje zaproszona do posiadłości wdowy po znanym kompozytorze w celu dogłębnego przestudiowania jego twórczości oraz biografii.

Dom bardzo ładny, tylko mieszkańcy jacyś dziwni. Kaleki syn wdowy po muzyku jest w dość podejrzanej relacji z wiecznie podchmieloną pokojówką. Sam z resztą też jest ciekawym przypadkiem. Na dokładkę mamy jeszcze budzącego grozę swą wrogą postawą, lokaja. Całym tym oryginalnym stadem zarządza owa wdowa, Danniele.

Studentka, Stefani nieświadomie stanie się najważniejszym ogniwem intrygi, z której nie wiadomo czy dane będzie jej wyjść cało.

Tylko rzadkie ujęcia prezentujące odrobinę golizny wskazują, że jest to działo z lat 70. Całym sobą film tkwi jeszcze głęboko w latach 60. Tempo rozwoju akcji jest typowo brytyjskie. Rozwija się bardzo wolno, dopiero pod koniec akcja przyspiesza, punkt kulminacyjny historii umieszczony jest niemal na jej końcu. Aktorstwo nie zwraca szczególnej uwagi. Może jedynie kreacja Margeretty Scott w roli Danielle prezentuje nieco wyższy poziom od pozostałych aktorów.

Ciężko jest mi zgodzić się z osobą, która film skategoryzowała jako horror. Zdecydowanie bliżej mu do thrillera, ale niech tam.

Sceny nielicznych zamachów na życia bohaterów nie są prezentowane z naciskiem na makabreskę. Zwłoki w basenie były zdecydowanie mniej zajmujące niż próby rozkminienia, kto z pośród bohaterów jest najbardziej szalony.

Kandydatów na świra roku nie brakuje- jak wymieniłam na wstępie.

Rozwiązanie zagadki okazuje się łatwiejsze niż przypuszczałam- moje podejrzenia wybiegły wysoko ponad pozom tego, co zaproponowali twórcy filmu. Tak więc reasumując film średni.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Zdjęcia:7

To coś:6

Oryginalność:6

Aktorstwo:6

Dialogi:6

57/100