Miesięczne archiwum: Styczeń 2013

O tym dlaczego Hitchcock wolał blondynki

The Girl/ Dziewczyna Hitchcocka (2012)

vs

Hitchcock (2013)

biografie hitchcocka

W ostatnich latach widać wzięło twórców filmowych na odtwarzanie na ekranie biografii mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka. Obydwa filmy: “Dziewczynę Hitchcocka” jak i “Hitchcocka” obejrzałam z dużym zainteresowaniem. Obydwa filmy oceniam dobrze, aczkolwiek porównań nie da się uniknąć. Nowszą produkcję macie jeszcze szansę obejrzeć w kinie. Obraz ten skupia się przede wszystkim na akcie tworzenia moim zdaniem najlepszego filmu Hitchcocka “Psychozy”. W tytułową rolę wciela się Anthony Hopkins. I to jak się wciela! Wszedł w rolę całym sobą. Szkoda tylko, że scenarzyści nader wygładzili jego postać, a obok postawili mdłą jak zwykle Scarlet śniętą rybę Johanson. 

biografie hitchcocka

Obserwujemy tu potyczki Hitchcocka z wytwórnią, która nie do końca wierzy w swojego mistrza. Hitch jest tu przestawiony jako sympatyczny staruszek mający własne “paranoje”. Lubiący dobrze zjeść, napić się wina i popatrzeć na ładną blondynkę. Nie uświadczymy tu powszechnienie znanych sadystycznych zachowań mistrza. Jego relacja z żoną przedstawiona jest jako związek partnerski.

biografie hitchcocka

Alma to żadna szara myszka. A silna i świadoma swojej inteligencji kobieta, która twa bardziej lub mniej wiernie u boku swojego męża. Najciekawszym akcentem tego filmu są psychozy mistrza objawiające się poprzez halucynacje, w których rozmawia z Edem Gainem- który zainspirował autora książki “Psychoza” do stworzenia postaci Bates’a.

biografie hitchcocka

Natomiast jego relacje z aktorkami- cóż są wygładzone. Głośno zapowiadany obraz obsesji Hitch’a a punkcie odtwórczyni głównej roli w “Psychozie” nie miała praktycznie miejsca. Jego zainteresowanie objawia się z rzadka i bardzo niewinnie. Jedyną na prawdę niepokojąca sceną był moment, w którym Hitchcock pokazywał ekipie jak ma wyglądać mord pod prysznicem. Bez wątpienia Hopkins wyniósł ten film na wyżyny. Żałuję, że nie zagrał w młodszej produkcji “Dziewczyna Hitchcocka” wyprodukowanej przez HBO. W tym zaś filmie w postać mistrza wcielił się Toby Jones. Nie kwestionuje jego umiejętności aktorskich, ale jego dobrotliwa twarz  nie pasowała do charakteru postaci jaką gra w filmie. Z powodzeniem Toby i Anthony mogli by się zamienić miejscami. Potrzeba ugrzecznienia wizerunku Hitchcocka w filmie Sacha Gervasi zostałaby zwieńczona fizycznością Toby’ego, a Jullian Jarold dostałby wyćwiczonego w postaciach psychopatów Hopkinsa.

W “Dziewczynie Hitchcocka” na warsztat brany jest głównie film “Ptaki”.

biografie hitchcocka

Nie przepadam za nim, ale śledzenie “jego losów” było bardziej interesujące niż tło powstania “Psychozy”. To była dla mnie niespodzianka. Ten obraz zdecydowanie bardziej trzyma się faktów, mogę to stwierdzić chociażby ze względu na wykorzystanie w nim autentycznych wywiadów z Tippy i innymi współpracownikami Hitchcocka. Zakładając, że wszyscy się na biednego reżysera nie uwzięli i nie zaczęli kłamać bardziej jestem skłonna uwierzyć w wersje o paranoicznym sadyście niż uśmiechniętym opoju. Toby Jones w roli Hitcchocka ginie przy boku fenomenalne Sienny Miler, która wciela się w obiekt chorej namiętności Hitchcocka Tippy.

biografie hitchcocka

Oj, biedna Tippy… Chyba każdy słyszał o biednej, niewolonej siedmioletnim kontraktem szwedzkiej modelce, nad którą fizycznie i psychicznie znęcał się Hitch. Ich wzajemna relacja jest przedstawiona w mocny i nikogo nieoszczędzający sposób. Hitch chce Tippy na własność po tym jak stracił Grace Kelly. Tippy miała być łatwym kąskiem, samotna, rozwiedziona bez znajomości, bez popularności. Mógł z nią robić co chciał i wierzcie mi, robił. A wszystko to z milczącym przyzwoleniem żony Almy. Nie zdołał jej zgwałcić choć próbował Ach, ta impotencja – ale o tym szaa w produkcji z Hopkinsem. Sza też na temat traktowania żony, która przeżywszy z nim 35 lat czuje się u jego boku jak uboga krewna nisko zatrudniona kadrowa.

W “Dziewczynie Hitchcocka” poznajemy przyczynę jego fascynacji pięknymi blondynkami. Dlaczego akurat blondynki?

“Blondynki są najlepszymi ofiarami. Są jak świeży śnieg na którym widać krwawe ślady stóp”

Czyż nie piękne uzasadnienie żądz?

biografie hitchcocka

Moja ocena:

Dziewczyna Hitchcocka: 8+/10

Hitchcock:7/10

Sokół oczami kota

Wieża sokoła – Katarzyna Rogińska

katarzyna rogińska wieża sokoła recenzja

“Wieża sokoła” to druga “pełnometrażowa” powieść Katarzyny Rogińskiej, z której twórczością miałam okazję zapoznać się w zbiorach opowiadań “Halloween” oraz “Mogliby w końcu kogoś zabić”. Mamy w niej zawarte elementy horroru, kryminały i thrillera z elementami psychologicznymi.

Książka wpadała mi w oko za sprawą… okładki. Wiem, straszny banał:) Opis książki umieszczony z tylu okładki w żaden sposób nie oddaje jej treści. Spodziewałam się banalnej historii o imigrantce, która zostaje uwiedziona przez polskiego bogacza wywieziona do naszego barbarzyńskiego kraju a następnie… “czeka ją to, czego nie zobaczyłaby nawet w najstraszniejszym filmie”. Tu spodziewałam się sprzedania do burdelu, na części w ostateczności uwięzienia w charakterze niewolnicy seksualnej. A tu taki klops…

Narracja powieści została rozdzielona pomiędzy trzech narratorów. Pierwszym jest Dymitra młoda Greczynka – poznajemy ją jako pyskatą i nawiną bananową panienkę, którą spotyka hańbiący przymus pracy fizycznej w pensjonacie znajomego jej ojca. Tam dziewczyna poznaje tajemniczego Edwarda o oczach jasnych jak u psa husky. Gorące dziewczę wpada w sidła miłości i jeszcze tego samego lata ląduje w Polsce. Edward nie zamierza jej sprzedać, wybebeszyć, ani nawet przelecieć. Po co mu więc młoda ciemnooka Dimitra? Tu Rogińska do prawdy puściła wodze fantazji.

Nie wiem, czy powinnam dokładnie zdradzić tożsamość dwóch pozostałych narratorów, więc tylko rzucę mały kąsek na pożarcie przyszłemu czytelnikowi: Drugi narrator to … psychopata. Zdiagnozowany ma co prawda zespół Aperta, ale nie przeszkadza mu to w kultywowaniu zbrodniczych działalności. Jego postać jest nakreślona w tak brawurowy sposób, że można się “zakochać”. To zakochanie to ironia of course🙂 W tych fragmentach najlepiej widać doskonały warsztat pisarski Rogińskiej, a także profesjonalne podejście do tematu zaburzeń. Warto wiedzieć, że Rogińska zawodowo zajmuje się psychologią, co bardzo służy jej umiejętności kreowania wiarygodnych i ciekawych postaci. Jako neofita w tej samej dziedzinie szybko bym zwąchała jeśli pani Rogińska zaczęłaby uprawiać pseudopsychologię. (Takich pisarzy o zgrozo nie brakuje, w wyniku czego mamy postaci sodomitów opartych na jednym i tym samym schemacie wyciągniętym żywcem z biografii Ed’a G.- “bo on tak kochał mamę…”)

Trzeci narrator to mój faworyt. Czytając recenzje innych czytelników zauważyłam lekkie kręcenie nosem na postać Kociary. Czemu? Nie lubią ludzie kotów? Postać Kociary jest najbardziej wielowymiarowa moim zdaniem. Ani dobra ani zła. Ot kobieta mająca swoje własne (interesujące) paranoje i kierująca się w życiu sobie tylko znanymi regułami.

Każdemu z bohaterów tej krótkiej powieści autorka poświeciła stosownie dużo uwagi, ale nie tyle żeby czytelnika zamęczyć. Nie trudno utożsamiać się z każdą  z postaci. Nawet racje “maszkaronka” są przedstawione w taki sposób, że czytelnik może uzyskać pewien rodzaj wglądu w jego psychikę i zrozumieć, w pewnym stopniu jego działania.

Mamy tu sporo interesujących wątków, choć lekkim przegięciem moim zdaniem było wikłanie w to wszystko wojenne zawieruchy. Postać kociary, której sprawa dotyczy zyskała by na tajemniczości gdyby autorka nie wywlekała wszystkich jej flaków czytelnikowi pod nos. Ale to nic:)

Klimat całej opowieści mocno trzyma za gardło, ale nie uświadczymy tu porażającego wysypu brutalności. Chociaż to też może zależeć od osobistych “granic” czytelnika. To, co mi podniosło ciśnienie u innego człowieka mogło spowodować roztrój żołądka. Były też momenty, że łezka mi się w oku zakręciła – ach, te zwierzęta.

Co się tyczy formy: Powieść językowo bardzo przystępna, błyskotliwa, momentami zabawna w nieco niestosowny sposób. Czytelnikowi mogą pod tym względem  jedynie przeszkadzać z lekka rzucane terminy diagnozy psychologicznej. Rogińska jednak nie przepisuje tu całego DSM IV, więc nie trzeba uciekać w panice.

Książkę połknęłam w dwa wieczory (gdyby nie głupi egzamin to wystarczył by jedn). Szczerze mogę polecić i polecać będę.

Mały fragment ( zawiera SPOILERY):

Co więc mamy w sprawie? Zaginioną Greczynkę, która woła o pomoc w snach malarza, pogrzebana żywce. Rozpytywanie kota Mratawoja, który stwierdza, ze w odwiedzanym miejscu poza żarciem ciekawi go “ciemność, zapach zaznaczenia i nieszczęście”. Zeznania kota Juliusza, dotyczące momentu śmierci ludzkiej samicy, która była tak słaba, że nie potrafiła obronić swoich misek. Wizję lokalną z wyżej wymienionym kotem, który pokazał miejsce zdarzenia i potwierdził zgon samicy. Białe oczy i słuszne oburzenie doktora Edwarda, który był na tyle zapobiegliwy, że nawet przyniósł ze sobą na przesłuchanie postanowienie o ubezwłasnowolnieniu żony. Nad wyraz inteligentne oczy ekshibicjonistycznego ogrodnika-maszkarona, jakoby upośledzonego. Przeczucia własne oparte na jednokrotny oglądzie bezpośrednich interakcji behawioralnych Dymiry i doktora. Dodatkowo przeciągające się, pomimo śmierci ludzkiej samicy, uporczywe znikanie kota Mratatwoja, który udaje się zazwyczaj w kierunku miejsca zdarzenia. Z takimi materiałami proszę państwa, możemy prosto z prokuratury trafić na oddział psychiatryczny.”

Moja ocena: 9/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Oficynka

http://www.oficynka.pl/

Mroźny klimat

Wind Chill/ Mroźny wiatr (2007)

mroźny wiatr recenzja

Znowu coś dla spragnionych mrozu i śniegu-  Jakby w razie komuś było za mało tego za oknem:)

Wspaniałego dnia 23 grudnia, studentka inżynierii, w tej roli Emilly Blunt (Lubię ją, zawsze gra takie zadziorne suczki) wybiera się na święta do domu. Czeka ją perspektywa długiej podróży busem, dlatego, gdy jakiś anonimowy człek obwiesza na tablicy ogłoszeń, że może kogoś podwieźć do Delaware ochoczo przystaje na tą opcję. Kierowcą okazuje się “kolega” ze studiów. Nieśmiały chłopak uknuł romantyczną intrygę by móc spędzić ze swoją sympatią kilka godzin sam na sam. Sympatia jest do tego chwytu dość sceptycznie nastawiona. Najpierw uznaje go za psychola, później wyśmiewa ,a na końcu ignoruje. Chłopak nie daje za wygraną, zjeżdża z autostrady na boczną “trasę widokową” licząc, że romantyczny krajobraz nieco skruszy lodowate serce przyszłej pani inżynier. Trasa widokowa okazuje się wyjątkowo pechowa. Jakiś samochód spycha ich z drogi i dochodzi do kraksy. Młodej, nieszczęśliwej parze przyjdzie spędzić wiele godzin w zepsutym aucie.

mroźny wiatr recenzja

Nastrój tajemniczości budowany jest od początku filmu.

Zanim jeszcze dojdzie do feralnego wydarzenia będziemy mieli okazje poobserwować wzajemna relację sukowatej dziewczyny i “świra od religii wschodu”. Zaczniemy zastanawiać się ,czy aby czasem chłopak ma takie czyste intencje jak deklaruje.

Następnie nasza uwaga zostanie przekierowana na zdarzenia typowe dla surwiwal horroru- walka na mrozie o przetrwanie, różnorodne pomysły na to jak wydostać się z opresji.

W końcu na arenę wkraczają zdarzenia paranormalne, motyw swego rodzaju klątwy, duchów etc.

mroźny wiatr recenzja

Od takiego przesytu można by zgłupieć, ale nie tym razem. Wszystkie “przejścia” ładnie się ze sobą łączą, a film ani na moment nie gubi klimatu. Zakładając, że komuś ten rodzaj filmowego nastroju przypadnie do gustu  to absolutnie nie powinien być rozczarowany.

Ja osobiście chwale sobie film za oszczędne tło wydarzeń. Żadnych durnowatych wątków o doznanych w przeszłości traumach, czy dorabiana na siłę wzniosłej ideologii do obserwowanych zdarzeń paranormalnych. Zauważyłam, że coraz częściej w horrorach z takowymi wątkami kładzie się silny nacisk na dosadne uzasadnianie wszystkiego. Jeśli coś nie znajduje uzasadnienia zaraz pojawiają się komentarze w stylu”W ogóle bez sensu i o co chodzi?” Chodzi o to żeby było mroźno i tajemniczo:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Zdjęcia:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

Warto było spróbować…

Premonition/ Przeczucie (2007)

przeczucie

Do drzwi Lindy, w tej roli Sandra Bullock, pewnego dnia puka policjant i zawiadamia ją o tragicznej śmierci męża. Ni trudno zgadnąć, że matka dwóch małych córeczek jest wiadomością załamana. Otumaniona lekami uspokajającymi w końcu zasypia a następnego dnia zastaje swojego męża w kuchni. Cały i zdrowy popija sobie herbatkę.

Początkowo Linda odnotowuje zdarzenia z poprzedniego dnia jako dziwny sen, jednak kiedy następnego dnia budzi się z zakładzie pogrzebowym, zaczyna rozkminiać, że przeżywa na przemian dni z przyszłości i przeszłości. Teraz należało by zapobiec śmierci męża.

przeczucie

Film jest połączeniem dramatu, thrillera i filmu psychologicznego. Podobnie jak w szeregu innych filmów z wątkiem intensywnej wizji przyszłości główna oś fabuły stanowią starania wizjonerki w celu oszukaniu przeznaczenia. Nie zabraknie chwil pełnych napięcia i trochę na siłę wyciśniętych z widza łez w dramatycznych momentach. Nie jest to jednak horror o czym pamiętać należy. Nie spotkamy tu upiornego nastroju grozy, ale myślę że napięcie budowane wokół kolejnych wydarzeń spokojnie to rekompensuje.

przeczucie

Myślę jednak, że wiele w filmie można by poprawić. Uderzyć trochę mocniej tu i uwadze. Wiele osób po seansie jest rozczarowanych zakończeniem ja nie. SPOILER:Rozczarowani widzowie przyjęli wersję pt. “Cud” nie ma żadnej logiki w  tym co działo się przez tydzień w życiu Lindy. Ja zakombinowałam inaczej. Ostatecznie, gdyby Lina nie pojechała za mężem, ten nie gadał by z nią na poboczu przez tel tylko jechał dalej nie doszło by do wypadku. Więc Linda chcąc go ratować spowodowała jego śmierć i tak właśnie miało być:) Żaden cud. Prosta zasada determinizmu i dynamiki w świeci. KONIEC SPOILERA.

przeczucie

Podobną akcję jak w “Przeczuciu” mamy w skośnym thrillerze “Wizje” z 2004 roku . Jeśli ktoś oglądał już “Przeczucie” to proponuje zobaczyć jaki ogląd na sytuacje mają Japończycy. Choć przez widzów oceniany jest słabiej w porównaniu z nowszą produkcją amerykańską to moim zdaniem jest lepszy.

Ja film oceniam dobrze, dobrze oceniają go na FB, więc bez lęku można poświęcić te półtorej godziny i obejrzeć ten obraz.

Moja ocena:

Straszność/Napięcie:8

Fabuła: 8

Klimat: 5

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:6

Zabawa:7

Oryginalność:4

To coś:7

Dialogi:7

67/100

Może kogoś zabiją?

Mogliby w końcu kogoś zabić – zbiór opowiadań :

J. Skowroński, P. Schmandt, K. Rogińska, E. Ostrowska, A.E. Stawska, K. Gacek, Ł. Śmigiel, A. Szczepańska, A. Górski, P. Rowicki.

mogli by w końcu kogoś zabić recenzja

“Mogliby w końcu kogoś zabić”- Nie będę ukrywać, że już sam tytuł zbioru opowiadań zwrócił moją szczególną uwagę. No, bo mogliby, prawda? Książki traktujące o ciężkiej pracy jaką jest mordowanie zawsze leżą w kręgu moich zainteresowań.

Zbiór opowiadań wydany przez Oficynkę okazał się dokładnie tym czego oczekiwałam. Wśród autorów napotkałam kilkoro, którzy już swoimi wcześniejszymi publikacjami zaskarbili sobie moją sympatię, ale pojawili się także nowi, ku mojej uciesze.

Wątkiem przewodnim całego zbioru jest morderstwo- nie inaczej. Każdy z autorów przedstawia własną wizję na opowiadanie kryminalne i z tego się cieszę. Takie urozmaicanie sprawia, że czytelnik nie nudzi się jednorodnym stylem.

Są tu –  jak zazwyczaj –  czarne konie zbioru jak i opowiadania słabsze. Z pośród dziesięciu z nich wytypowałam kilku faworytów i od nich zacznę:

“Cztery ściany Agnieszki” autorstwa Piotra Schmandta oddaje w pewnym sensie hołd klasycznemu suspensowi. Treść opowiadania nawiązuje do powieści “Psychoza” Roberta Blocha. Świetnie buduje napięcie i główną jego zaletą, jest świetna kreacja głównej bohaterki której oczami patrzymy na rozgrywające się wydarzenia. Zakończenie opowiadania jest nie mniej zaskakujące, jak było w przypadku słynnej powieści.

Katarzyna Rogińska, autorka “Blondynek”, która moją uwagę w przypadku poprzedniego zbioru opowiadań (“Halloween”)  zwróciła tekstem “Rodzina jeży” znowu pokazała klasę. Znowuż mamy do czynienia z dość nieskrępowanym stylem i ciekawym pomysłem na fabułę opowiadania. Rogińska znowu kierowała uwagę czytelnika na wątki poboczne, aby na koniec rzutem na taśmę zaskoczyć czytelnika poniekąd niebanalnym rozwiązaniem. SPOILER: Przeczulona jednakże jestem w temacie “popieprzonych złych dzieci” więc wyczułam pismo nosem, ale wątpię żeby ktoś o przeciętnej wrażliwości w tym temacie zwąchał kto dopuścił się morderstwa. KONIEC SPOILERA

“Kraina czarów Alicji Nowak” to opowiadanie, które trochę odbiega od tematyki zbioru jednak rozumiem czemu się tu znalazło. I cieszę się,  że tak się stało. Obraz maltretowanego dziecka jaki zaprezentowała Ewa Ostrowska bardzo silnie na mnie podział.

Na dużą pochwałę zasługuje także autor opowiadania , które posłużyło za tytuł całego zbioru “Mogliby kogoś zabić”, Piotr Rowicki, na niego również miałam oko  po lekturze poprzedniego opowiadania. Znowu dostałam historię napisaną w dobrym stylu, z ciekawymi psychologicznym portretami bohaterów.

“Łańcuch” Agnieszki Szczepańskiej zwrócił moją uwagę ze względu na niebanalną formę, trochę gorzej jest już z treścią. Powiało trochę klimatem TVN’owskiego W 11. Podobne odczucia miała w przypadku “Martwej kawki” Adrianny Ewy Stawskiej i “Zbrodni w bibliotece”. Choć przyznam, że to ostanie opowiadanie bliskie było mojemu sercu z powodu własnych, lekko psychopatycznych pobudek:) Martwa matematyczka to taki wdzięczny obrazek;)

“Kosztowny błąd” Jacka Skowrońskiego choć początkowo bardzo mnie wciągnął ostatecznie okazał się być zbyt przekombinowany. Łukasz Śmigiel swoją “Nocą wszystkich trupów” nie wskoczył na wyżyny swoich możliwości, które zaprezentował w “Mordercach“- był bardzo średni. “fotografia z wystawy” Artura górskiego było opowiadaniem nieco przykrótkim, mało mówiącym, zbyt oszczędnym, zbyt ocenzurowanym (?)

Cały zbiór oceniam jak najbardziej na plus, bo nawet słabsze opowiadania czytało się bardzo przyjemnie.

Moja ocena: 8-/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka

http://www.oficynka.pl/

zlękniona blondynka w londyńskim metrze

The Creep/ Lęk (2004)

lęk recenzja

“Lęk” jest koprodukcją Niemiec i Wielkiej Brytanii w reżyserii Christophera Smith’a, który parę lat później napisał scenariusz do nastrojowego horroru “Triangle”. “Lęk” na pewno nie jest szczytem jego możliwości. Ani to oryginalne, ani straszne. Może jedynie trochę zabawne:)

Kate, w tej roli Franka Potente, wraca nocą z imprezy w pracy. W metrze napotyka naćpanego kolegę, który nachalnie ją “adoruje”, typ niespodzianie zostaje zneutralizowany przez… coś. Coś czego Kate nie zdążyła nawet ujrzeć. Teraz owe coś będzie na nią polować.

lęk recenzja

Przeprawa przez mroczne podziemne tunele przez pierwsza połowę filmu buduje fajny klimat. Później jest już słabo. Dokładnie w momencie ujawnienia tożsamości podziemnego stwora. SPOILER: Pomysł z mutakiem, którego jakiś szalony naukowiec zmajstrował w podziemiach Londynu jest cokolwiek kiepski i nieprzekonujący KONIEC SPOILERA.

Ogólnie sam pomysł z osadzeniem akcji w podziemiach metra jest dość oklepany. Ile już było takich filmów? Na poczekaniu mogę podać przynajmniej trzy: “Raw meat”, “Nocny pociąg z mięsem” i “End of the line”.

lęk recenzja

Mutak ścigający Kate okazuje się przezabawnym gościem, mimo to zalękniona blondynka nie może sobie z nim przez dłuższy czas poradzić. Zakończenie filmu, zabawne w przewrotny sposób, sprawiło że zapamiętałam go bardziej jako komedie niż film grozy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:6

Oryginalność:3

aktorstwo: 7

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Zdjęcia:8

Dialogi:7

To coś:5

54/100

Zapraszam do Briarcliff

Americam horror story-  season 2/ American horror story-  sezon 2 (2012/2013)

american horror story recenzja

Nieodżałowaną stratą dla mnie jest zakończenie drugiego sezonu mojego ulubionego serialu grozy:( Nie wiadomo ile przyjdzie nam czekać na następną odsłonę, ale jest pewne, że będzie trzeci sezon. Pisałam tu już o pierwszym sezonie “American horror story”, który traktuje o rodzinie, której przyszło zamieszkać w nawiedzonym  domu.

Sezon łączył w sobie różne bardziej i mniej znane makabryczne historie jakimi może pochwalić się Ameryka. Łączył je w sposób zadziwiająco składny, logiczny i płynny. Dlatego nie jestem zdziwiona,  że w sezonie drugim twórcy Ryan Murphy i Brad Falchuk starszą widza jeszcze większym przesytem makabrycznych opowieści i obrazów.

american horror story recenzja

Początkowo oglądając nowy sezon pomyślałam, że umieszczanie akcji w szpitalu psychiatrycznym to pójście na łatwiznę. Łatwiej można przeplatać najróżniejsze wątki obsadzając w rolach pacjentów różnych świrów jakich wydała na świat żyzna amerykańska ziemia. Okazało się- nic bardziej mylnego. O ile w pierwszym sezonie mieliśmy do czynienia tylko i wyłącznie z duchami i mordercami tu mamy wątków bez liku.

american horror story recenzja

Szpital psychiatryczny Briarcliff w stanie Masechuset to placówka owiana złą sławą(Jak wszystkie instytucje pod jurysdykcją kościoła:P- mała dygresja) Twardą ręką włada tam siostra Jude, w tej roli świetna jak zawsze Jessika Lange. To wokół niej w tym serialu będzie najwięcej zamieszania. W tym sezonie serialu nie spotkamy duchów, ale również będzie wesoło. Co więc mamy w tym wielkim artystyczno kiczowatym miszmaszu? Wątek uprowadzeń przez ufo- w bardzo ciekawej formie, wątek nazistowskich eksperymentów, opętanie przez diabła i oczywiście psychopatę Bloody Face, który znowuż w sporej mierze wzorowany jest na Edzie G, i inne mniej znaczące dla fabuły wątki poboczne- wszystko podobnie jak w sezonie 1 czerpie z bogatej kroniki kryminalno paranormalnej USA.

american horror story recenzja

Obraz placówki szpitalnej jest bardzo konkretny. Niestety jeśli o mnie chodzi szpitale psychiatryczne już przestały mnie przerażać. Ale dla kogoś kto na co dzień nie spotyka się z  traumatycznym obrazem takich instytucji na pewno będzie to robić wrażenie.

Scenariusz jest zmyślny i wszystkie wątki są elegancko skonsolidowane. Dużo można by powiedzieć o formie tego serialu. A  forma to nic innego jak zabawa horror’owymi konwencjami:

Mamy horrory łączone z komediami, mamy horrory łączone z dramatami, gdzie relacje i wątki społeczne odgrywają dużą role w budowaniu nastroju grozy. Mamy horrory krwawe z torturami i brutalnym seksem, który nie ma w sobie nic z namiętnością i  jest tylko wyrazem frustracji jakiegoś psychola. “American horror story” ma to wszystko.To istne szaleństwo łączyć i mieszać to w taki sposób.  Banalne- często-  rozwiązania stają obok czegoś absolutnie zaskakującego. W tym szaleństwie jest metoda, bo “American horror story” ma wielu fanów. Jest to serial grozy pełna gębą- ze tak to ujmę,a twórcy siedząc w tym wszystkim, bawiąc się wydaja się być nieustraszeni.

american horror story recenzja

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:9

Fabuła:9

Zabawa:9

Zdjęcia:10

Dialogi: 8

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

80/100

Jestem Dina, zabijam tych, których kocham.

I am Dina/ Księga Diny (2002)

księga Diny recenzja

“Księga Diny to mój ulubiony film. Znowuż jest to dramat, który spokojnie można by podciągnąć pod thriller, a nawet  pod ghost story.

Film powstał na podstawie książki, której niestety nie czytałam, ale szaleje z pożądania, aby to zrobić, niestety powieść Herbjørg’a Wassmo jest trudno dostępna w Polsce a na aukcjach internetowych osiąga zatrważające dla mnie ceny. Reżyserem filmu jest Ole Borgendal, który w ubiegłym roku zmajstrował horror “Kronika opętania”, który wierzyłam będzie rewelacją – niestety przyniósł rozczarowanie. 

Akcja filmu rozgrywa się w północnej Norwegii w latach 60 XIX wieku. Dina od najmłodszych lat dorasta z piętnem śmierci. Śmierć jest obecna w jej życiu od momentu, gdy przyczynia się do śmierci ukochanej matki, towarzyszy jej pod postacią duchów, tych, których kochała.

Po tragicznej śmierci matki – uwaga, sceny są naprawdę mocne- Dina zostaje porzucona przez ojca, który obwinia ją o śmierć żony. Mała Dina dorasta samotnie, niczym dzikie zwierzątko. Szlaja się po klifach nie bojąc się już niczego, bo to co najgorsze już ją spotkało.

księga Diny recenzja

Pewnego dnia ojciec jednak powraca. Nadal nienawidzi córki jednak za radą przyjaciela postanawia zresocjalizować małą dzikuskę. Sprowadza jej nauczyciela, z którym Dina nawiązuje jedną z najsilniejszych więzi w swoim życiu. Z Lorkiem łączy ją wspólna miłość do muzyki. To on miał największy wpływ na to, że dziewczyna zaczyna postrzegać śmierć w innym wymiarze. Nie jako coś strasznego, lecz jako formę wyzwolenia.

księga Diny recenzja

księga Diny recenzja

Dina wyrasta na piękna kobietę wkrótce zostaje zmuszona do poślubienia przyjaciela ojca.

Fascynacja śmiercią nie opuszcza ją ani na moment. Przez całe życie Dina uwalnia tych, których kocha od życia. Zaczyna nam się jawić jako seryjny zabójca, ale twórcy scenariusza nie idą dalej w tym kierunku skupiając się raczej na metaforyce kolejnych zdarzeń w życiu Diny, niż racjonalnym przyglądaniu się jej postawie. Nic tu nie jest racjonalne i nikt na siłę nie próbuje nas przekonać abyśmy tak uważali.

Film jest smutny, piękny i mroczny. Doskonałe zdjęcia autorstwa Dana Laustsen’a (“Kronika opętania”, “Silent Hill”,”Mroźny wiatr”, “Zbaw mnie ode złego”, prezentujące krajobrazy północnej Skandynawii podkreślają ekspresje uczuć jakich doświadczają bohaterzy. Doskonałe aktorstwo szczególnie tytułowej Diny- mówię tu zarówno o małej Amandzie jak i o Marii Boneevie –  i muzyka Marco Beltrami (“Kobieta w czerni”,”Krzk 4″, “Coś”, “Nie bój się ciemności”…) sprawiają, że dla mnie ten obraz nie ma sobie równych. Trzeba obejrzeć i koniec:)

księga Diny recenzja

Nie zrozumiesz ich geniuszu

Heavenly Creatures/ Niebiańskie stworzenia (1994)

niebianskie stworzenia recenzja

“Niebiańskie stworzenia to trzeci film w karierze australijskiego reżysera Petera Jacksona. Te twórca kojarzony jest głównie z ekranizacjami tolkienowskich powieści, ale warto wiedzieć, że jego filmowe fascynacje nie ograniczają się do elfów i hobbitów. W 1992 nakręcił znany i lubiany przez fanów gore horror “Martwica mózgu”, a roku 2009 zmajstrował film z pogranicza gatunku “Nostalgia anioła”. W między czasie stworzył kilka innych interesujących produkcji. Z pośród nich najbardziej cenię “Niebiańskie stworzenia”. Nie jest to horror ani nawet thriller, ale dziś postanowiłam trochę odbiec od gatunku, bo czasem warto. “Niebiańskie stworzenia” to film oparty na autentycznych wydarzeniach rozgrywających się w Nowej Zelandii w okolicach 1953 roku. I jest “relacją” ze zdarzeń poprzedzających morderstwo jakiego dokonały dwie nieletnie uczennice katolickiej szkoły.

niebianskie stworzenia recenzja

Juliet- w tej roli debiutująca na ekranie Kate Winslet- proszę się nie uprzedzać jeśli jej nie lubicie, bo zagrała świetnie-  to córka zamożnych, ale raczej zdystansowanych wobec własnego dziecka rodziców. Cwana i cyniczna dziewczyna bardzo chciała by mieć wreszcie kogoś bliskiego, kogoś na wyłączność kto będzie dzielił z nią jej fascynacje i nie porzuci jej w jakimś zapyziałym sanatorium w obcym kraju. Odpowiedzią na jej pragnienia wydaje się być Pauline, do której klasy dołącza Juliet. Pauline, albo Ivonne jak nazywają ją rodzice, to skryta, wycofa i pasywno agresywna chmurna dziewczyna. Jest zafascynowana nową koleżanką. Obie dziewczęta pragną ucieczki od świata realnego. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniają i w końcu tworzą sobie alternatywną rzeczywistość. Wymyślają historię o królestwie, którą przenoszą na papier, rzeźbią też występujące w niej postacie. Odgrywają nawzajem role. Juliet najczęściej wciela się w postać królowej Debory zaś Pauline jest królem Charlesem. Są jednak dość elastyczne i bywa ze Pauline jest piękną cyganka Esmeraldą, a Juliet jej ukochanym.

niebianskie stworzenia recenzja

Peter Jackson to wizjoner i świetnie wszedł w role kreatora prezentującego nam świat wyobraźni dziewcząt, kiedy w czasie zabaw przeobrażają się w odgrywane postacie, a rzeźbione posążki ożywają i porywają je do tańca. Dziewczyny uważają się za genialne, jednak nikt ze świta zewnętrznego nie docenia ich geniuszu, może  Hollywood, może tam?

“we have decided how sad it is for others that they cannot appreciate our genius”

Świt wyobraźni  coraz silniej wypiera to co realne i zaczyna się robić niebezpiecznie. Z jednej strony zazdrościłam dziewczętom ich więzi z drugiej z rosnącą trwogą obserwowałam degradacje ich zdrowia psychicznego.Do tragedii dochodzi w konsekwencji próby rozdzielenia dziewcząt. Muszą pozbyć się tych, którzy stoją na drodze do ich szczęścia.Morderstwo zaprezentowane jest w sposób jak najbardziej realistyczny i brutalny.

niebianskie stworzenia recenzja

Zastanawiałam się czy Pauline i Juliet żałowały swojego czynu. Czy może tylko tego, że w jego konsekwencji zostały rozdzielone, bowiem sąd zakazał im dożywotnio jakichkolwiek kontaktów ze sobą.

Film wywołam we mnie niejaki szok. Trudno uwierzyć, że coś takiego zdarzyło się naprawdę, że te dwie szalone dziewczyny żyły gdzieś, kiedyś, i że zrobiły to, co zrobiły. Co do tego nie ma wątpliwości, Jackson bardzo postarał się o jak najwierniejsze przedstawienie historii, nawet wykorzystał w filmie fragmenty pamiętnika Pauline.

Film bardzo dobry ale i specyficzny. Raczej nie polecę go fanom gore, ale spokojnie może go obejrzeć ktoś kto lubi niecodziennie schizolskie opowiastki:)

Prawie jak Lśnienie…

Seven days to live/ Siedem dni życia (2000)

7 dni życia recenzja

“Siedem dni życia” to podręcznikowe ghost story, w którym małżeństwo opłakujące stratę jedynego dziecka wprowadza się do popieprzonego, złego domu… Ellen wydaje się bardziej rozpamiętywać tragedię, jej mąż, Martin przejęty jest raczej perspektywą napisania nowego bestsellera. Na tym podłożu dochodzi do pierwszych konfliktów. Atmosfera upiornego (nieco) domu na odludziu, gdzieś w Europie, w którym 23 lata temu popełniono morderstwo sprzyja “małym odlotom”.

7 dni życia recenzja

Podczas gdy Ellen odbiera niepokojące wiadomości na znakach drogowych :), czy z innych dziwnych źródeł, jej mąż pisze jak szalony i zamyka się w piwnicy. Już tu widzowi powinno dzwonić: Aha, “Amityville”– dom zresztą do złudzenia przypomina posiadłość Defeo:) To jednak nie było moje pierwsze skojarzenie. Widać iż reżyser, Sebasian Niemann, silnie inspirował się dziełem Kubricka “Lśnienie”. Chociażby akcja z nagłym przypływem weny w nawiedzonym budynku. Łudząco podobne jest także zachowanie Martina. Aktor Sean Pertwee uśilnie naśladował kreacje Nicolson’a i powiem- z całkiem dobrym skutkiem.

7 dni życia recenzja

Aktorsko film stoi z resztą na bardzo dobrym poziomie. Niestety bieda jest z efektami, które moim skromnym zdaniem można było sobie darować. Dialogi momentami są rozbrajająco zabawne – to miło z ich strony, ale raczej nie sprzyja to budowaniu nastoju grozy. Z tym nastojem jest cokolwiek słabo. Scenariusz zbyt dosłownie stawia sprawy. Można by trochę bardziej pokombinować z motywem obłędu, przyłożyć się i wymyślić bardziej oryginalną “legendę” o terenie posiadłości. Ale nie jest źle. Nie jest źle, bo pomimo schematycznego szkieletu fabuły znajdzie się tu kilka oryginalnych rozwiązań i nie wieje nudą.

7 dni życia recenzja

Z przykrością muszę przyznać, że zakończenie filmu, ba, ostanie 15 minut zostało doszczętnie skopane. LEKKI SPOILER: Oczywiście mamy happy end… Nie lubię tego, zdecydowanie wolę mroczniejsze ,albo chociaż odrobinę zagadkowe zakończenia. Tu mamy coś w stylu: prawie żeśmy się pozabijali, ale w kocu dla solidnej literatury trzeba ponosić ofiary. Do pełni szczęścia mogli by jeszcze znaleźć milion dolarów spieprzając z nawiedzonego domu:). KONIEC SPOILERA. Jak wiadomo- PRAWIE robi dużą różnicę:)

Moja ocena:

Straszność: 3

Klimat: 5

Fabuła: 6

Aktorstwo: 9

Zdjęcia: 4

Zabawa: 7

Dialogi: 8

Oryginalność: 4

To coś: 6

Zaskoczenie: 4

57/100


Muszę, się pochwalić, że udało mi się zgarnąć nagrodę od wyd. Prószyński i s-ka za recenzję książki “Morderstwo tuż za rogiem” 🙂 Wątpię czy zasłużyłam, ale widać są piszący gorzej ode mnie 😛