Miesięczne archiwum: Luty 2013

“Zrobiliśmy to dla śmiechu”

Smiley (2012)

smiley recenzja

Dwie młode studentki,blond włosa i niewinna jak stokrotka Ashley i sprowadzająca ją na manowce czarnowłosa Proxy wybywają razem na imprezę organizowaną przez użytkowników czat stronki celującej w złośliwym naigrywaniu się przy całkowitej anonimowości.

Tam dziewczyny są świadkami popisu kolesia, który na video-chacie wysyła jakiejś lasce wiadomość składającą się z trzykrotnie powtórzonych słów: Zrobiłem to dla śmiechu. W chwile później za plecami owej rozmówczyni pojawia się straszliwa morda bez oczu za to z szerokim uśmiechem i wbija biedaczce- tu i tam- nóż. Laska pada martwa.

Wrażliwa Ashley nie może o tym zapomnieć, więc przez dalszą część filmu będziemy obserwować poczynania dziewczyny mające na celu rozwikłanie tajemnicy morderstw na czacie, których dokonuje tytułowy Smiley.

Dawno nie widziałam tak żałosnej rzeczy. Zapowiadał się całkiem niezły shlasher, gdzie morderca dzięki dobrodziejstwie technologi informacyjnych grasuje i bezlitośnie zabija, jak niegdyś legendarna Bloody Mary, po trzykrotnym wezwaniu.

smiley recenzja

Wysiłki twórcy Michaela J. Gallanghera by tradycyjny slasher oparty na miejskiej legendzie upchnąć w ramy współczesnego teen horroru skończyły się fiaskiem. Nie dlatego, że pomysł był zły- może niezbyt lotny, bo to w końcu slasher, ale nie był najgorszy.

Główną bohaterkę z jej dziwaczna ekspresją można by było żywcem wstawić do strasznego filmu i nawet nie trzeba było przejaskrawiać jej zachowań. Z resztą cała obsada kwalifikuje się do wymiany. Skąd on wziął takie beztalencia??

Scenariusz dziurawy jak szwajcarski ser, z masą luk i błędów. Zerowy poziom napięcia. Chyba, że za napięcie można uznać moje zniecierpliwienie w oczekiwaniu by główna bohaterka poniosła śmierć.

smiley recenzja

Przyznać jednak muszę, że w drugiej połowie filmu dzieje się trochę lepiej. Może dlatego, że zwiększono tępo akcji i nie mogłam już tak dokładnie przyglądać się tej porażce.

Zakończenie jest całkiem ciekawe- w porównaniu z poziomem całego filmu. Nie mniej jednak męczyłam się oglądając go. Nie mogłam nawet pocieszyć oka obrazami krwawych mordów, bo mimo iż trupy są, to tak jakby ich nie pokazują.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

Klimat:3

Zdjęcia:5

Zabawa:3

Dialogi:3

Zaskoczenie:7

Oryginalność:6

To coś:3

Aktorstwo:3

41/100

Robak w głowie

The Bug/ Robak (2006)

robak recenzja

Agnes, mocno nadgryziona zębem nałogu, kelnerka mieszka w zrujnowanym motelu gdzieś na pustkowiu w Stanach Zjednoczonych. Boryka się z poważnymi problemami osobistymi. Jej synek zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, mąż, agresywny alkoholik właśnie wyszedł z ciupy i liczy na ciepłe powitanie w małżeńskim łożu. Pewnego dnia kobieta poznaje intrygującego mężczyznę Petera. Facet bardzo różni się od dotychczasowych partnerów kobiety. Rozpoczynają romans. Zaraz po pierwszej wspólnej nocy w mieszkaniu Agnes pojawia się pierwszy robak.

robak recenzja

Peter twierdzi, że padł ofiarą barbarzyńskiego wojskowego eksperymentu. Robaki, coś na kształt mszycy żyją w jego krwi.

Co do tego, że robaki żyją wyłącznie w głowie Petera nie ma większych wątpliwości.

Przez większą część filmu śledzimy zatem rozwój psychozy Petera, która co i rusz rozbudowuje system swoich urojeń, w końcu Agnes staje się ich integralną częścią. Kobieta, tak jak wspomniałam ma poważne problemy osobiste, po za tym wciąga i pali w niewyobrażalnych ilościach, do tego jej skłonność do wchodzenia w bliskie i bardzo toksyczne relacje z wykolejonymi mężczyznami sprawia że pada ofiarą tak zwanego obłędu udzielonego. To oczywiście moja teoria.

robak recenzja

Obserwowanie rozwoju sytuacji może zadziwiać czy  nawet szokować widza. Raczej nie powieje grozą, ale to tez kwestia tego co kogo przeraża. Obydwoje aktorów Ashley Judd i Michael Shannon wypadają bardzo przekonująco w swoich rolach. Dawno nie widziałam tam wiarygodnie zagranego szaleństwa. Film kierowany jest przede wszystkim do fanów schizolskich historii.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Zabawa:7

Dialogi:7

Aktorstwo:8

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

To coś:6

Zaskoczenie:5

65/100

Hitchcock po raz czwarty

Rebecca/ Rebeka (1940)

rebeka recenzja

Jeszcze jedno świetne dzieło Hitchcocka. Podobnie jak “Ptaki” będące filmową adaptacją powieści Daphne du Maurier. Tych dwóch obrazów nie należy jednak ze sobą porównywać. Jak wspominałam kiedyś wielką fanką “Ptaków” nie jestem. Sprawa zupełnie inaczej ma się w przypadku “Rebeki” historii niezwykle mrocznej, tajemniczej i wciągającej.

Młoda, skromna i naiwna dziewczyna pracująca jako dama do towarzystwa pewnej bogatej starszej pani W czasie wspólnej podróży  poznaje zamożnego wdowca Maxima de Winter. Zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna zdaje się odwzajemniać jej zainteresowanie, oświadcza się jej i czyni ją nową Panią de Winter. Zabiera swojego “kopciuszka” do pałacu, czyli posiadłości Manderley.

rebeka recenzja

Tam młodej żonie przyjdzie zmierzyć się z nieskończoną ilością tajemnic. Siatka intryg i sekretów rozciąga się nad całym Manberley.

Duch tragiczniej zmarłej pierwszej żony Maxima nie pozwala zaznać jej szczęścia.Nie mamy tu jednak do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi i tego typu rzeczami. Manderlay wydaje się być opętane przez wspomnienie o pięknej Rebece. Maxim jest wobec nowej żony daleki i oschły, nadal żyje przeszłością nie mogąc wymazać z pamięci obrazu pierwszej żony. Podobnie jest ze wszystkimi ludźmi, których znała Rebeka.

Naiwne dziewczę chcąc nie chcąc odkryje kim była Rebeka, co się z nią stało i jakie piętno odcisnęła na całym Manderlay.

Aktorka wcielająca się w postać nowej pani de Winter, Joan Fontain, w niczym nie przypomina ślicznotek Hitcchocka. Jej uroda jest mocno przeciętna. To mnie  zaskoczyło. Aktorsko stoi jednak na bardzo wysokim poziomie. Świetnie wcieliła się w postać “kopciuszka”. Wypłoszona, przygarbiona, strzelająca przerażonymi oczyma po kątach wielkiego domu de Winterów. Stanowiła idealny kontrast dla widma Rebeki, której z resztą ani razu nie ujrzymy w filmie – Co jeszcze bardziej podkręca wyobraźnię widza i sprawia, że kobieta-cud jest jeszcze bardziej niedostępna dla zwykłych śmiertelników.

Film Hitchcocka jest nie tylko thrillerem ze świetnie zbudowanym suspensem, ale i melodramatem historią mającą coś z opowieści Poego, np. “Ligei”. Spodobał mi się już ob pierwszych scen.

“Ostatniej nocy śniłam, że znów jestem w Manberlay. Stałam przed żelazną bramą, której nie mogłam otworzyć. Nagle jak to we śnie, dzięki nad naturalnej mocy przeniknęłam przez przeszkodę jakbym była duchem (…)Kręta ścieżka doprowadziła mnie do tajemniczego i cichego domostwa (…) księżyc potrafi płatać figle i nagle wydawało mi się, że w oknach pojawiło się światło (…)”

rebeka recenzja

Od tych słów, którym towarzysza powolne, długie ujęcia kamery prowadzące nas aż do murów posiadłości rozpoczyna się film. Hitchcock od początku buduje niesamowity klimat tej opowieści. Jest mroczno i mglisto, bo jak wiadomo w mroku i we mgle najlepiej ukryć wszelkie tajemnice.

rebeka recenzja

A tajemnic jak wspomniałam nie brakuje. Hitchcock pomimo dość wolnego tępa filmu nie zapomniał o wstawieniu kilku niezaprzeczalnie mocnych zwrotów akcji. Nie można tu mówić o dużym zaskoczeniu, al fabuła znacznie zmienia tor. Nie zabraknie też inteligentnych i dowcipnych dialogów.

Jeśli chodzi o filmowych bohaterów to obok zabiedzonego kopciuszka i mrocznego wdowca mamy jeszcze upiorną służącą, wielką przyjaciółkę byłej pani domu, w tej roli Judith Anderson- niesamowita aktorka. Wprowadza ona swoją osobą sporo zamieszania i nieco psychodeliczną grozę.

rebeka recenzja

Scenografia niestety bije po oczach sztucznością, zwłaszcza w scenach plenerowych, jednak w wersji czarno-białej filmu dodaje mu teatralnego uroku.

Film jak zazwyczaj polecam fanom starego kina.

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:10

Fabuła:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Dialogi:9

Zaskoczenie:6

Oryginalność:6

To coś:8

74/100

Przejażdżka z mordercą, czyli Masters of horror, part 2

Pick me up/ Autostopowiczka (2006) – Masters of horror, sezon 1 odc 9

autostopowiczka recenzja

“Autostopowiczka” to kolejny z filmów wydanych w ramach serii mistrzowie horroru.

Reżyserem tego 60 minutowego horroru jest Larry Cohen, który dał się poznać jako scenarzysta wielu ciekawych obrazów, między innymi “Maniakalny glina”, “Telefon”, “Sadysta”, “A jednak żyje” Mniej już zabłysnął jako reżyser, jednak w świecie horroru na pewno zajmuje ważne miejsce.

autostopowiczka recenzja

Na autostradzie, gdzieś po środku niczego psuje się autobus. Część pasażerów decyduje się na dalszą podróż stopem, inni warują dzielnie przy zepsutym autobusie nie chcąc ryzykować spotkania z jakimś przejezdnym psycholem. Pech chce, że na tejże trasie zagęszczenie seryjnych morderców jest nieprzeciętnie duże i oto podróżnym przyjdzie zmierzyć się nie z jednym sodomitom a z dwoma. dwóch niezależnie działających morderców spotyka się na tej samej trasie i teraz przyjdzie im walczyć o dostępne  “zasoby ludzkie”.

autostopowiczka recenzja

autostopowiczka recenzja

Film ma żartobliwy wydźwięk. Blisko mu do czarnej komedii. Sam pomysł z jednej strony wydaje się absurdalny, ale z drugiej strony, dlaczego nie? W końcu w tej chwili w samych Stanach działa 35 aktywnych seryjnych zabójców, dlaczego nie mieli by się “zwąchać”? Same charakterystyki dwóch zbrodniarzy mają komediowe zabarwienie. Bez wątpienia są szaleni i źli, ale nie przeszkadza im to w byciu zabawnymi. Ich wzajemne potyczki mogą wywołać u wiza uśmiech. Nie zabraknie w filmie kilku krwawych scena jednak wszystko to bardziej skłania się do groteski niż grozy. Z ciekawości można obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Zdjęcia:6

Oryginalność:6

To coś:5

Aktorstwo:5

Dialogi:5

55/100

Śmierć łowców duchów

Death of the ghost hunter/ W pogoni za złem (2007)

w pogoni za złem recenzja

Carter Simms, łowczyni duchów, zostaje poproszona o zbadanie sprawy nawiedzonego domu. Seath Mastrson właściciel domu utrzymuje iż w posiadłości, którą odziedziczył po wuju (?) straszy. Carter w raz ze swoim kamerzystą i dziennikarką, która pragnie zrobić o Carter reportaż ruszają do domu Mastersona by spędzić tam trzy dni i trzy noce. Carter niechętnie przyjmuje do ekipy jeszcze jedną osobę, Mary Young, młodą członkinie kościoła fundamentalistów, która ma czuwać nad pracą łowców duchów by ci nie “zbeszcześcili pamięci” zmarłych członków rodziny Mastersonów.

w pogoni za złem recenzja

Obraz fanatyzmu religijnego to wymarzony filmowy motyw. Właśnie z głównie z tym mamy do czynienia w “W pogoni za złem”.

W domu Mastersonów w roku 1982 doszło do tragedii. Wszyscy: Ojciec  rodziny i pastor Peter, jego żona Mary Beth i ich dzieci zostają znalezieni martwi. Wszystko wskazuje na to, że szanowna małżonka wymordowała bliskich i palnęła sobie w łeb. Lokalna społeczność kręci na taką wersję wydarzeń noskiem, bo przecież to grzech śmiertelny i taka bogobojna osoba jak Mary Beth nie dopuściła by się takiego czynu. Jak było na prawdę- dowiemy się w swoim czasie.

w pogoni za złem recenzja

“W pogoni za złem” to film niskobudżetowy kręcony w konwencji paradokumentu. Aktorstwo jest drętwe, wali amatorszczyzną na kilometr, ale można się do tego z czasem przyzwyczaić. Jakość nakręconego obrazu również pozostawia wiele do życzenia, ale to akurat dodaje dokumentowi wiarygodności.

Coś takiego było w stylu prowadzenia kamery, że momentalnie budziło moje zaciekawienie.

Największym sprzymierzeńcem grozy w filmie była muzyka. Pojedyncze, przeciągnięte uderzenia w klawisze, dawały naprawdę piorunujący efekt. Minimalizm znowu okazał się recepta na sukces. Jeżeli dodamy do tego jeszcze złowieszcze, niezrozumiałe szepty, które równie często jak muzyka pojawiały się w filmie, to mamy wzór do naśladowania dla innych filmowców.

Tyle, chyba jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne.

Teraz o fabule. Jak wspomniałam, pojawia się  tu mój ulubiony motyw fanatyków religijnych. Moim skromnym zdaniem takie osoby są bardziej niebezpieczne niż czciciele szatana. Nie chce się tu niepotrzebne rozwodzić nad tematem, ale sprawa wygląda tak, że religijnym rygoryzmem można uzasadnić każdą zbrodnie, każde zboczenie i poprzeć za pomocą religii najbardziej durną teorię. W filmie nie zabraknie bohaterów czerpiących z tego dobrodziejstwa pełnymi garściami.

w pogoni za złem recenzja

Dzięki takiemu wątkowi przewodniemu film odróżnia się od typowych ghost story. W filmie pojawia się kilka elementów, od których autentycznie włos jeży się na głowie. Chociażby dziwne znalezisko z szafy pastora i odkrycie jego zastosowania. Zachowania Mery Young również mogą zbudzić sporą dozę niepokoju. A same duchy- cóż tu również mamy do czynienia z prostotą formy, co nie znaczy, że się to nie sprawdza.

w pogoni za złem recenzja

Wg. mnie naprawdę kawał dobrego filmu.

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:8

Klimat:9

Zaskoczenie:8

Aktorstwo:4

Zdjęcia:7

Dialogi:5

Oryginalność:7

To coś:7

Zabawa:7

71/100