Miesięczne archiwum: Luty 2013

Paradokument o seryjnym mordercy

The Poughkeepsie Tapes/ Taśmy z Poughkeepsie (2007)

taśmy z poughkeepsie recenzja

W opuszczonym domu w Poughkeepsie policja odnajduje pudełka z dziesiątkami kaset video. Zarejestrowane na nich filmy to wyczyny nieuchwytnego seryjnego zabójcy zwanym rzeźnikiem z nad rzeki (“”The Waterstreet Butcher). Jak się okazało wykolejeniec sam kręcił filmiki o sobie i o swoich ofiarach. Zawsze pojawia się w nich z dziwaczną maską na twarzy i przebraniu.Świadczy to albo o zamiłowaniu do teatru,albo o zaburzeniu osobowości, albo jedno i drugie.  Z filmów pracownicy FBI dowiadują się o okolicznościach dziesiątek niewyjaśnionych zniknięć w kilku hrabstwach. Wszyscy zgodnie twierdzą ze filmy są PRZERAŻAJĄCE.

taśmy z poughkeepsie recenzja

Amerykański reżyser tego thrillera John Erick Dowdle (“Devil”, “Kwarantanna”) wykorzystał w swoim obrazie popularną konwencję paradokumentu. Właściwie parareportażu, jak w przypadku “Lake Mungo”.

Film niczym nie przypomina klasycznych paradokumentów, dlatego tak podkreśliłam jego podobieństwo do “Lake mungo” które w niczym nie przypominało “Paranormal activity”, “Rec’a” etc.

W filmie dostajemy po za fragmentami nagrań mordercy, wypowiedzi ekspertów FBI, profilerów, psychologów, kryminologów, rodzin ofiar. Na tej podstawie wyłania się przed widzem obraz NAPRAWDĘ przerażajacych zbrodni NAPRAWDĘ chorego człowieka.

taśmy z poughkeepsie recenzja

Konwencja filmu ma rzecz jasna przekonać widza do autentyczności przedstawionych wydarzeń. Cóż mogę w tej sprawie powiedzieć? Nic nie wiem o żadnym mordercy z Poughkeepsie. Nie znaczy to, że historia jest wyssana z palca. Na pewno sporo jej elementów to wytwór wyobraźni Johna Ericka Dowdle’a, ale większość jest zaczerpnięta z historii autentyczne działających amerykańskich morderców. Najsilniej widać podobieństwo do Mordercy znad Green River: Mieszkał nad rzeką, gdzie często porzucał zwłoki, czasem udawał policjanta żeby zwabić ofiary, jego ofiary często bywały prostytutkami, nie pogardził dojrzałymi zwłokami, w rozgryzieniu sprawy pomagał Ted Bundy.

Jest to film, który z całą pewnością mogę polecić, autentycznie mnie przeraził mimo iż od początku zdawałam sobie sprawę, że oglądam fikcyjną w dużym stopniu historię.

Przerażające taśmy nie są AŻ TAK przerażające jak zapowiadano. Są bez wątpienia mocne, sugestywne, szokujące, ale to co przeraża w tym filmie najbardziej to sama historia mordercy i jego “ulubionej” ofiary.

Tak, sprawa z “ulubioną ofiarą”, historia jej ośmioletniej męki i finał jej historii jest bez wątpienia najmocniejszym fragmentem filmu. Siedziało mi to w głowi długo, nawet miałam problemy ze spaniem:)

Nie mamy tu do czynienia z jakimś “lajtowym syndromem sztokholmskim”. To coś więcej. To obraz osoby “przewarunkowanej”. Jak psy Pawłowa śliniące się na dźwięk dzwonka, tak ona zaczęła odbierać tortury jako zapowiedz czegoś dobrego, wielkiej miłości jej pana. To jest nie do pojęcia! Dawno nie widziałam tak smutnej rzeczy. Chyba ostatnio podobne odczucia miałam po lekturze “Dziewczyny z sąsiedztwa”.

taśmy z poughkeepsie recenzja

SPOILER:Charyl więziona przez 8 lat została w końcu uwolniona. Pan morderca porzucił ją w domu wraz z kasetami. Myślę, że to był ostania próba wierności “niewolnicy”. To jak wyglądała było wystarczającym szokiem dla mnie jako dla widza, jednak wywiad z nią dał pełen obraz tego, co ten człowiek z nią zrobił.KONIEC SPOILERA.

Film dobrze zrobiony, przemyślany, realistyczny, choć zdaje sobie sprawę, że ludzie będą się czepiać, że historia nie jest stu procentowo autentyczna. Ale czy musi być? Dość, że twórcy posiłkowali się fragmentami autentycznych zbrodni, choć podejrzewam, że większość widzów nie wysiliła się,żeby podobieństw się doszukiwać.

Z tak sprawnie skonstruowanym portretem seryjnego zabójcy dawno nie miałam do czynienia.Żadnego majaczenia o dzielnych detektywach, którzy sprytnie chwytają zabójce z dupsko. Tu widzimy autentyczną bezradność organów ścigania wobec takich osób. Bezradność profilerów policyjnych, którzy przy tak zmiennym modus operandi nie są w stanie określić nawet w przybliżeniu preferencji tego człowieka.

Moja ocena:

Straszność:10

Fabuła:9

Klimat:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:10

Dialogi:10

Zaskoczenie:10

Oryginalność:9

To coś:10

89/100

Matematyka to zło

Cube (1997)

cube recenzja

Grupa ludzi budzi się w tajemniczym pomieszczeniu. Z tego miejsca mogą wyruszyć dalej w sześciu równych kierunkach, bowiem na każdej ze ścian, podłodze oraz suficie znajdują się drzwi prowadzące do następnego bliźniaczo podobnego pokoju.

Każdy z nich marzy tylko o tym by się stamtąd wydostać. Wskazane by było współpracować, ale jak, skoro każda z  osób skrajnie się  różni się od reszty i ma własny, inny od pozostałych pomysł na przetrwanie.

Wśród bohaterów możemy spotkać Ren’a słynnego zbiega, który niczym Hudini potrafi pokonać każde zabezpieczenie i … zniknąć. Czarnoskórego policjanta Qentina, który szybko pragnie przejąć dowodzenie nad grupą, lekarkę Halloway, studentkę nauk ścisłych Leven, cynika Wortha i wreszcie, autystycznego chłopaka, Kazana.

cube recenzja

Wydostanie się z tego przedziwnego miejsca nie jest wcale proste, bo na każdym kroku czyhają na naszych bohaterów zasadzki. Muszą oni znaleźć sposób jak rozpoznać “bezpieczne” pokoje i poruszać się tylko po nich aż do wyjścia, które swoja drogą nie wiadomo czy istnieje:) W tym zadaniu pomogą im indywidualne umiejętności, żadne z nich nie znalazło się tam bez powodu.

cube recenzja

Trylogia “Cube” to- można rzec- początek wszelkich filmów z cyklu: grupa ludzi w zamkniętym pomieszczeniu. Na “Cube” w dużym stopniu bazuje okrzyczana “Piła” i niekończąca się ilość filmów naśladujących tą koncepcję.

Film Vincenzo Natali to jednak nie torture porn, a thriller Sci fi, choć nie zabraknie w nim scen mocno ocierających się o brutalność. Ważniejsza niż epatowanie przemocą jest warstwa psychologiczna wydarzeń. Gdyby nie nawał emocji jakie kierują postępowaniem bohaterów, nie doszło by do wielu tragedii.

cube recenzja

Najważniejsze w tym filmie jest znalezienie wyjścia  z sytuacji, z której pozornie nie ma wyjścia.

Napięcie towarzyszące widzowi przez cały seans to elementy z gatunku thriller, Sci-fi to cała oprawa obrazu. Nikt nie odleci w kosmos, nie spotkamy tu żadnych alienów. To nowoczesna technologia decyduje o tym, że jest to film fantastyczno- naukowy. Istnienie takiego miejsca jak Cube nie jest znowuż tak nieprawdopodobne, więc film może się spodobać równie dobrze osobom omijających filmy sci-fi – jak ja.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Dialogi:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:8

72/100

Carpenter na oddziale

The Ward/ Oddział (2010)

odział recenzja

W tym tygodniu to będzie już trzeci opisywany przeze mnie horror poruszający wątek szpitala psychiatrycznego. Oj mnożą się mnożą takie filmy nie od dziś 🙂

W głównej roli mamy Amber Heard, którą mieliśmy przyjemność oglądać już w kilku horrorach, między innymi w “Wszyscy kochają Mandy Lane”. Ładne jest z niej dziewczę, aktorsko też daje radę, więc czemu nie? Wciela się  tu w postać Kristen, która zostaje odstawiona do psychiatryka po tym jak zostaje złapana przy podpalaniu domu. Nie wie dlaczego to zrobiła.

Obraz szpitala psychiatrycznego w najnowszym filmie Johna Carpentera w niczym nie przypomina dobrze nam znanych z innych filmów upiornych placówek, gdzie smród brud i ubóstwo tylko podkręca obłęd jego mieszkańców. Kristen trafia na oddział zamknięty przeznaczony podobno dla wyjątkowo niebezpiecznych czubków. Na owym oddziale spotyka cztery inne nastoletnie pacjentki. Żadna z nich nie wykazuje większych oznak szaleństwa. A już na pewno nie są wyjątkowo niebezpieczne. Personel oddziału składa się z trzech osób: Lekarza psychiatry, salowego i pielęgniarki. Z pośród nich tylko ostatniej z osób źle z oczu patrzy. Ewidentnie John Carenter pozbawił placówkę typowego uroku. Czemu to zrobił? Doprawdy nie wiem.

odział recenzja

Kristen niechętnie zadomawia się na oddziale. Po krótkim czasie zaczyna doświadczać dziwnych zjawisk. Ktoś nocą snuje się po korytarzach, słychać podejrzane dźwięki. Na domiar złego pacjentki zaczynają ginąć w podejrzanych okolicznościach. Dziewczyna postanawia jak najszybciej się  stamtąd  wydostać.

odział recenzja

Mimo iż Carpenter kompletnie skopał obraz  zakładu psychiatrycznego, włożył sporo wysiłku w budowanie napięcia. Akcja ma dość nierówne tępo, co i rusz następuje zryw. Pojawia się niebezpieczeństwo przed którym trzeba zwiewać. To sprawia, że film mimo iż mnie nie zachwycił, to przynajmniej mnie nie znudził.

Finalne rozwiązanie całej zagadki, zaskakuje, ale jest równocześnie bardzo banalne.

Cały film budowany jest na ogranych schematach,nie zobaczymy tu absolutnie nic, co by dało jakiś powiew świeżości. Wszystko to znamy, dodatkowo wykorzystane zostało w bardzo standardowej formie.

Groza jest tu mocno wymuszona.

Na prawdę trzeba być człowiekiem dobrej woli żeby przymknąć oko na liczne to  niedociągnięcia to przegięcia fabularne.

odział recenzja

Miałam trochę wrażenie, że filmowe wątki zostały tu wrzucone i zmiksowane. Kiedy poznamy już rozwiązanie zagadki okaże się bowiem, że połowa przestawionych tu wydarzeń nie miała żadnego sensu. I nawet bym się nie czepiała o to tak wytrwale, gdyby nie fakt, że jest to film Carpentera.Co prawda scenariusz jest tworem dwóch innych osób, ale ktoś taki jak Carpenter mógłby tu sporo zwojować, sporo pokazać a tego nie zrobił.

Brak mi tu konkretnej wizji i stylu. Zabrakło też klimatu,a chyba właśnie do horroru nastrojowego aspirował ten obraz.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:6

Klimat:6

Aktorstwo:6

Zdjęcia:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Dialogi:4

Oryginalność:3

To coś:4

57/100

Od Hill House do Hell House

The Legend of Hell House/ Legenda piekielnego domu (1973)

legenda piekielnego doku recenzja

Biorąc się za oglądanie tego filmu mylnie sądziłam, że mam tu do czynienia z kolejną filmowa adaptacją powieści Shirley Jackson “The Haunting of the Hill House”. Okazało się, że jest to owszem ekranizacja książki, owszem o nawiedzonym domu, ale nie Hill house, lecz Hell House. Autorem powieści i filmowego scenariusza jest Richard Matherson, autor między innymi wielokrotnie ekranizowanej powieści “Jestem legendą”.

Obraz nawiedzonego domu do złudzenia przypomina to, co do tej pory widzieliśmy w innych tego typu tworach.

Stara, dostojna posiadłość w wiktoriańskim stylu stała się przestrzenią legend o nawiedzeniu. Właścicielem Hell House był niejaki Emerick Belasco zwany ryczącym olbrzymem. Człowiek wyjątkowo podły, wykolejony i perwersyjny. Jego posiadłość przeszła w ręce pewnego ekscentrycznego starca, który pragnie dowiedzieć się czy istniej życie po śmierci. Brak życia po śmierci najlepiej widać na cmentarzu, zaś dowodów na teorie odwrotną należy szukać w “żyjących domach”.

legenda piekielnego doku recenzja

Hell House po śmierci Belasco sieje grozę jeszcze większą niż za życia jego upiornego właściciela. W roku 1953 ekipa badaczy zjawisk nadprzyrodzonych doświadczyła na własnej skórze jak okrutny wobec wszelkich prób działań z zewnątrz może być stary nawiedzony budynek. Z owego “eksperymentu” wyszedł cało tylko jeden człowiek, Ben Fisher medium fizyczne.

legenda piekielnego doku recenzja

Nowy zleceniodawca zatrudnia jego i jeszcze troje innych osób do zbadania sprawy Hell House. Ekipie przewodzi wybitny parapsycholog Lionel Barret, który do współpracy zaprasza wcześniej wspomnianego Fishera, swoją uroczą małżonkę, Ann, oraz medium psychiczne młodą śliczną Florence. Co będzie dalej, nie trudno się domyślić:) Upiorna chałupa będzie silnie opierać się naszym badaczom wodząc ich za nos i podsuwając błędne tropy by ci nigdy ostatecznie nie odkryli jakie tajemnice skrywa.

legenda piekielnego doku recenzja

Opowieść o piekielnym domu jest niezwykle nastrojowa. Pod warunkiem, że komuś podoba się klimat filmów z lat 70 nie powinien czuć się zawiedziony.

Podobnie jak w “Nawiedzonym domu” z 1963 roku i odwrotnie do remak’a tejże produkcji z roku 1999, nie doświadczymy tu praktycznie żadnych efektów specjalnych. Twórcą atmosfery grozy jest głównie scenografia, sam wygląd domu, oraz jego odgłosy; huki, świsty użyte w odpowiednich momentach.

legenda piekielnego doku recenzja

Nie wikłamy się za nadto w psychologię postaci. Relacje pomiędzy bohaterami nie mają tak dużego znaczenia dla kształtu filmu. Skupiamy się tu na samej legendzie o nawiedzeniu. Dialogi nie są przesiąknięte nadętym patosem, wypadają bardzo naturalnie i konkretnie.

Nie będę oszukiwać- historia jest dość banalna, zabrakło tu trochę polotu i przestrzeni do zastanowienia.

Pamiętam, że oglądając sławetny “Straszny film 2” wierzyłam, że jego fabuła opiera się głównie na parodii “Rose Red”. Teraz po seansie z “Legendą piekielnego domu” widzę, że to on był główną inspiracją twórców. Spotkamy tu słynną scenę walki z czarnym kotem, czy seks z duchem.

Jak w przypadku każdego klasyka- warto się zapoznać- nie zaboli.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:8

Zdjęcia:7

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:7

Dialogi:8

Zaskoczenie:5

65/100

Dokąd mam uciec od samego siebie

Shelter/ Inkarnacja (2010)

inkarnacja recenzja

Juliane Moore- już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę ją w roli matki “Carrie”, a premierę znowu przesunęli, dranie- w “Shelterze” wciela się w postać lekarza psychiatrii (Nie PSYCHOLOGA, krew mnie zalewa jak ktoś te dwie profesje myli i bohaterka “Sheltera” raz jest psychologiem, raz psychiatra w zależności od preferencji “recenzenta”).

No, więc, jeszcze raz: Julian Moore w “Shelterze” wciela się w postać lekarza psychiatrii. Ostatnimi czasy miała do czynienia z przypadkiem osobowości wielorakiej. Badany przez nią pacjent/podejrzany dostał kare śmierci, bo pani doktor nie była w stanie przekonać ławy przysięgłych, że nadużywana przez filmowców z Hollywood osobowość mnoga na prawdę występuje i  nie jest tylko usprawiedliwieniem zbrodni w afekcie. Teraz smutna Caroline pewnie zalewała by się jeszcze dość długo w ponurym barze by zdusić poczucie winy gdyby nie telefon od ojca, również lekarza psychiatry, który ma dla córki kolejny ciekawy przypadek. David- w tej, że roli Jonathan król Henryk Tudor  Mayers został przewieziony do szpitala wprost z ulicy. Chłopak jest sparaliżowany. Caroline poddaje go badaniu (udałam, że nie widzę jak ta pani posługuje się Rorschachem, to tylko film – w końcu) następnie opuszcza sympatycznego pacjenta, a gdy wraca ten przedstawia jej już swoje nowe “wcielenie”, chamskiego typka, Adama.

inkarnacja recenzja

inkarnacja recenzja

Przez godzinę i 4 minuty (mniej więcej) śledzimy rozwój wydarzeń, który wskazywał by, że oglądamy  horror psychologiczny. Poznajemy wachlarz osobowości Adama, obserwujemy moralne rozterki Caroline, dowiadujemy się czegoś o jej życiu osobistym, by nagle przeskoczyć w horror religijny. Bóg, wiara, nadzieja, zbawienie i potępienie… wyskakuje  jak filip z konopi i całkowicie zmienia kształt filmu. Twórcom wydawało się pewnie, że w ten sposób przydają filmowi oryginalności, ale – nie szukając daleko- kilka wpisów wcześniej pisałam o “The lost” gdzie też kwestia zaburzenia psychicznego przybrała ostatecznie kształt czegoś w rodzaju opętania. Więc mimo iż wprowadzili tu dużo zamieszania to oryginalność tego chwytu jest wielce wątpliwa.

Co więcej, ja osobiście już wolałabym trzymania się wątków horroru psychologicznego niż przeskoku w nachalne moralizowanie. Zło czeka za każdym rogiem i tylko ludzie mocnej wiary mogą mu stawić czoła…

inkarnacja recenzja

Bardzo cenię sobie  Juliane Moore, jej aktorstwo na pewno zrobiło dużo dobrego dla tego filmu jednak, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z dwóch szwedzkich reżyserów “Scheltera” każdy miał  różny pomysł na ten film  stąd mamy do połowy horror psychologiczny, a od połowy horror religijny w dodatku z bardzo banalnym morałem.

PS. Może ktoś się dopatrzył, bo ja nie, jakich “Twórców The Ring” mogą mieć na myśli projektanci plakatu? Bo nie dopatrzyłam się ani jednej osoby, która by maczała palce w obu tych filmach;)

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:6

Klimat:6

Aktorstwo:7

Zdjęcia:7

Dialogi:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:5

60/100