Miesięczne archiwum: Luty 2013

Malin ucieka

Försvunnen/ Zaginiona (2011)

forsvunnen zaginiona

Malin aby ogarnąć się po rodzinnej tragedii zapragnęła zmiany w swoim życiu. Zamierza zwiać od nadopiekuńczych rodziców na północ Szwecji gdzie planuje znaleźć spokój i ukojenie. Podróżując autem napotyka kierowce, który usilnie stara się do niej zbliżyć. Zagaduje, chce być pomocny, gdy to nie skutkuje, sam zaczyna symulować sytuacje, w których to Malin ma mu udzielić pomocy. Dziewczyna zaczyna czuć się zagrożona. Przed nią jeszcze długa droga a podejrzany dziad nie daje za wygraną, ewidentnie ją śledzi co jakiś czas pojawiając się w polu widzenia. Jeden głupi błąd i Malin wpadnie w jego sidła.

forsvunnen zaginiona recenzja

Szwedzki thriller był jednym z tych filmów obejrzanych od niechcenia. Nie oczekiwałam wiele. Chciałam dostać nie nużącą historię i popatrzeć na skandynawską florę. Film wzbił się nico ponad te oczekiwania. Załamałam się nieco gdy Malin została w końcu schwytana. Pomyślałam sobie- teraz będą jakieś niewybredne torturki, może gwałcik, jakaś piwniczka…

forsvunnen zaginiona recenzja

Ku mojej uciesze film nie brnął w tym kierunku cały czas utrzymując konwencje filmu “w drodze”. Malin pomimo iż raz dała się złapać nie zamierza drug raz popełnić tego błędu. Dzięki temu napięcie w filmie i prędkość rozwoju akcji nie słabnie ani na moment. Malin walczy jak lwica. Postać pana psychopaty tez jest dość interesująca. Dość, bo mam duże wymagania w tej dziedzinie. Cała historia trąci trochę banałem ale nie przeszkadza to w dość przyjemnym seansie.

Odtwórczyni roli Malin znamy z Szwedzkiej ekranizacji trylogii “Milenium “i na tym znane twarze się kończą. Co do kreacji tej postaci najbliższe podobieństwo widziałam z główną bohaterką filmu Eden Lake. Filmu jednak nie należy porównywać. Obraz jest debiutem reżysera i scenarzysty. Raczej mi nie zapadnie w pamięć na dłużej, ale seans z nim nie był czasem bezsensownie straconym.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:6

Aktorstwo:6

Zdjęcia:8

Zabawa:7

Dialogi:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

Horrorek dla dzieci

Clownhouse/ Dom klownów (1989)

Dom klownów recenzja

Casey, ma 11 lat i sporo dziecięcych lęków. największym z nich są klowni. Chłopiec panicznie się ich boi, co staje się obiektem szyderstw ze strony najstarszego brata. Casey chcąc udowodni sobie i innym, że już nie reaguje w ten sposób na klowny, postanawia wybrać się z braćmi do cyrku. Pechowo składa się, że w tym samym czasie z pobliskiego psychiatryka dało nogę kilku czubków. Wyjątkowo niebezpieczni szaleńcy mordują biorące udział w przedstawieniu klowny, przebierają się w ich stroje i ruszają w miasto zrobić rzeź.

Dom klownów recenzja

Dom klownów recenzja

“Dom klownów” to dumny reprezentant starych horrorów klasy B. Jest też reżyserskich debiutem Victora Salwy (“Smakosz”).

Mimo iż między nakręceniem jednej i drugiej produkcji minęło wile czasu reżyser posługuje się w nich podobnymi chwytami, operuje podobna estetyką. Podobnie jak w “Smakoszu” w “Domu klownów” bohaterami jest rodzeństwo. Tam brat i siostra, tu trzech braci. Obydwie historie opierają się na lękach swoich bohaterów. Pamiętacie chyba ze “Smakosza”, że Trih i jej brat tak długo nawijali w drodze o mordercach z bocznych dróg aż w końcu jednego napotkali. Casey jest sporo młodszym bohaterem przez co obraz jego lęków wydaj się być bardziej naiwny- Mordercze klowny? Co za pomysł!- Jednak podobnie jak stało się w przypadku rodzeństwa ze “Smakosza” i tu lęki bohatera okazują się jak najbardziej uzasadnione, bo oto pod jego domem po zmroku zjawia się grupa klownów, która za cel obrała sobie rodzeństwo Collins’ów.

Dom klownów recenzja

W “Domu klownów” również mamy porządnie przedstawiony obraz relacji pomiędzy braćmi. Ich kłótnie i swary stanowią sporą część filmu- Podobnie było w “Smakoszu”.

“Dom klownów” ma raczej marne szanse na śmiertelne przerażenie pełnoletniego widza, ale jeśli obejrzy go jedenastolatek- to czemu by nie? Horrorek ogląda się przyjemnie. Cały czas akcja utrzymuje równe tępo nie umiera gdzieś po drodze tylko cały czas się rozwija. Klimat takich starych produkcji zawsze mnie ujmuje więc i tu nie jest inaczej. Co się tyczy aktorstwa to małolaty spisały się całkiem nieźle. Żaden z nich nie miał wcześniejszych doświadczeń aktorskich więc nie ma co oczekiwać jakiś brawurowych kreacji. Lubię filmy bazujące na dziecięcych lękach, jak np. “Lalki”, klimat cyrków i wesołych miasteczek jak np. w slasher’ze “Lunapark”, więc produkcja jak najbardziej na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Zabawa:8

Aktorstwo:6

Zdjęcia:6

Dialogi:6

Oryginalność:5

Zaskoczenie:4

To coś:7

61/100

Nie ma jak parodia

30 days of Paranormal Activity with the devil Inside in The Birl with dragon tattoo (2012)

30 dni paranormal activity recenzja

Nie ma to jak parodia kina grozy. Pod warunkiem, że jest dobra. A dobra oznacza zabawna. Czy “30 days of paranormal activity with the devil inside the girl with dragon tattoo” jest taką parodią? No cóż, chyba… nie bardzo.

Film zaczyna się całkiem obiecująco. Dwie stosownie głupie dziewczyny kupują opuszczony magazyn wraz z zawartością. W wyposażeniu znajdują między innymi nagranie z 30 dni paranormalnych wydarzeń jakie spotkały pewną rodzinę. Mamy tu parodię “V.H.S.” płynnie przechodzącą w prześmiewczą wersję “Demonów” – fragmenty poświęcone temu filmowi są zdecydowanie najzabawniejsze, następnie znajdujemy się na planie “Paranormal Activity“, najbliżej mu do drugiej części serii. Rodzina doświadczająca nawiedzenia zostaje wyposażona dodatkowo w wytatuowaną nastoletnią córunie- Lisę (ukłon w stronę “Dziewczyny z tatuażem”), która pala gorącym uczuciem do swojego sąsiada (“Abraham Lincoln łowca wampirów”). Tak z grubsza wygląda sytuacja.

Początkowo z uwagą śledziłam kolejne dość zabawne wydarzenia, jednak z czasem robiło się coraz smętniej dobre pomysły zaczęły się kończyć, finalnie nie pamiętam nawet zakończenia filmu. Poza wymienionymi wyżej filmami pojawiają się inne pomniejsze produkcje, czy postaci wyciągnięte z amerykańskiego show biznesu. Nad aktorstwem nie ma co się rozwodzić, bo jest po prostu słabe. Nie wiem ,czy warto męczyć się z tym filmem dla kilku zabawnych momentów. Na pewno widziałam gorsze parodie. Więc, wasza wola:)

Moja ocena:

4+/10

Obudz w sobie diabła

Apt pupil/ Uczeń szatana (1998)

uczeń szatana

Tood Bowden to wyjątkowo inteligentny nastolatek. Rodzaj wiedzy jaka oferuje mu amerykańskie szkolnictwo nie wystarcza mu jednak. Podręcznikom historii sporo brakuje aby uruchomić wyobraźnie nastolatka na tyle by w jego głowie ożyły wspomnienia zbrodni holocaustu. Tood prowadząc własne “badania” odkrywa, że jeden z bohaterów tamtych czasów mieszka tuż obok. W spokojnym staruszku Arturze rozpoznaje groźnego nazistę, Kurta, który od lat poszukiwany jest przez tych, którzy pragną sprawiedliwości za hitlerowskie zbrodnie. Od tamtej chwili Tood szantażuje Artura, że wyda go organom ścigania. Chyba, że Artur zgodzi się bawić młodziaka opowieściami z obozów. Najprawdziwszymi, podanymi z pierwszej ręki historiami mordów i innych zbrodni. Cóż począć?

uczeń szatana

Szantażowany Artur przystaje na to. Początkowo widać w nim odrazę do tego procederu jednak z czasem stary co raz bardziej się rozkręca. Wzajemna zależność zmienia kierunek. Teraz to Tood jest ofiarą perfidnego spisku starego nazisty.

Film w reżyserii Bryana Singera powstał na podstawie opowiadania Stephena Kinga “Zdolny uczeń”. Wycięto z niego kilka wydarzeń z życia Tooda, kilkoro pobocznych bohaterów, ale zasadniczo film dość wiernie trzyma się fabuły opowiadania.

Lubię większość ekranizacji powieści Kinga, w przypadku “Ucznia szatana” nie jest inaczej. Za cały pomysł pochwala należy się raczej pisarzowi niż autorom filmu, ale muszę przyznać,  że sprawnie przełożono słowo pisane na język filmu. Niektóre ujęcia mogą przerosnąć to co wyprodukuje wyobraźnia w momencie czytania. Np. Scena przymiarki niemieckiego munduru. Moment w filmie nieco symboliczny bo ukazuje jak w Arturze budzi się diabeł i jak w jednej chwili sytuacja pomiędzy nim a Toodem odwraca się o 180 stopni.

uczeń szatana

Jest to film skierowany raczej do fanów “Kinga psychologa” niż “Kinga władcy potworów”. Fabuła skupia się na obrazie chorej fascynacji, jej konsekwencji dla psychiki. Jest też w dużym stopniu studium zła jakie tkwi w człowieku –  wystarczy uruchomić jeden trybik – mówię tu nie tylko o Atrturze, ale też o Toodzie.

Film stoi bardzo wysoko pod względem aktorstwa. W rolę Artura wciela się “Gandalf biały” Ian McKellan, a w rolę Todda młody zdolny niestety już zaćpany, już nie żyjący Brad Renfro. Szczególnie młodszy aktor zrobił na mnie duże wrażenie. Narodziny jego obłędu wykreowane zostały bardzo wiarygodnie. A Gandalf ,to Gandalf  – zawsze sprowadzi cię na złą drogę:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:5

Zabawa:7

Dialogi:7

Aktorstwo:8

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

To coś:7

Zaskoczenie:6

65/100

Demony wojny

Shadow/ Cień (2009)

shadow cien recenzja

“Cień”- włoska produkcja, która długo czekała bym ją w końcu obejrzała. Jakiś debil napisał kiedyś gdzieś, że klimat jak z piły albo “Hostelu”, co miało najpewniej widzów zachęcić, w moim przypadku odniosło skutek odwrotny. Oczywiście opinie owego człeka należy zignorować, bo z “Piłą” i “Hostelem” ów film łączy tylko kilka drastycznych scen. Horroru jednak nie zakwalifikowałam bym na tej podstawie do podgatunku Torture porn czy gore. “Cień” to mystery horror z kilkoma porządnie krwawymi wstawkami   Jakby się uprzeć to można go nazwać survival horrorem. Główny zamysł filmu NIE MA NIC WSPÓLNEGO  z bezsensowym epatowaniem przemocą. Więc proszę się nie dać zmylić.

David to eks żołnierz, który aby zapomnieć o demonach wojny udaje się na lekko survivalowy wypadzik w góry. Tam napotyka śliczną Angeline, której pomaga odeprzeć atak dwóch wykolejonych typów, którzy przybyli w góry na polowanie. Typy ciągną się za parą jak smród po gaciach. W końcu wszyscy i myśliwi i “zwierzyna” uzyskują status ofiar wobec nieznanej siły grasującej w pięknych górach.

Ujmująca jest kolorystyka zdjęć w filmie. Piękne kadry prezentujące okazałe dzikie tereny. Dziwna mgła pojawiająca się znikąd. Nieco brudny i przede wszystkim duszny klimat. To największe plusy filmu. Minusami są właśnie wcześniej wspomniane tortury. Miałam wrażenie, że te fragmenty pojawiły się zupełnie bez sensu i bez celu. Film zmienia kierunek nie bardzo wiadomo po co. Sprawa staje się jasna, gdy poznamy zaskakujące zakończenie filmu.

Moja ocena:

Straszność:4

Klimat:9

Fabuła:6

Aktorstwo:7

Zdjęcia:9

Dialogi:6

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

To coś:6

65/100