Miesięczne archiwum: Marzec 2013

U Anieli na urodzinach

Gdzie diabeł mówi dobranoc (2012)

gdzie diabeł mówi dobranoc recenzja

Film dorwałam dzięki uprzejmości Bagiennika, który napisał o nim na swoim blogu.

“Gdzie diabeł mówi dobranoc” to kolejna amatorska próba wtargnięcia na arenę grozy naszych rodaków.

Film jest bardzo krótki, trawa jakieś 50 minut i muszę przyznać, że przez ten czas nie nudziłam się oglądając go. Amatorskość produkcji widać przede wszystkim w aktorstwie, momentami bardzo drętwym i bardzo sztucznym- na szczęście tą kwestie ratują bardzo zabawne dialogi rozpisane przez reżysera i autora scenariusza Michała Wieliszewskiego.

Pod względem realizacji jest całkiem przyzwoicie. Zarówno sposób prowadzenia kamery jak i montaż jest na całkiem dobrym poziomie i nie zalatuje totalną amatorszczyzną. Co się tyczy fabuły…. No cóż….

gdzie diabeł mówi dobranoc recenzja

Czwórka młodych ludzi z solenizantką Anielą na czele rusza na jakieś zadupie gdzie ma odbyć się impreza urodzinowa szczęśliwej solenizantką. Po drodze młodzi rozmawiają sobie o grasujących w okolicy bardzo niebezpiecznych wyznawcach kultu szatana. Młodzi niezbyt rozgarnięci ludzie będą mieli okazje sprawdzić prawdziwość tej legendy na własnej skórze, bo oto szybko się okaże że rządni krwi sataniści już na nich czekają. Brzmi to jak opis podręcznikowego slashera i z takim właśnie filmem mamy tu do czynienia.

gdzie diabeł mówi dobranoc recenzja

Tak jak wspomniałam pod względem walorów technicznych kuleje tylko aktorstwo, ale można się do tego przyzwyczaić, przymknąć oko, potraktować jako element komediowy, podobnie jak dialogi.

Fabułą to głównie bieganina po lesie, szarpanina i trochę blond rozpaczy. Scenarzyści wysilili się jednak na tyle, że upchnęli tu dwa ciekawe zwroty akcji. Ciekawe ale nie szczególnie zaskakujące dla starego horrorowego wyjadacza.

Ogólnie pomysł fajny, przyjemny, nieźle zrealizowany. Warto się zapoznać, bo nasi rodacy kręcący amatorskie produkcje filmowe sporo mogą jeszcze w naszym kinie namieszać i może wreszcie rozbujać trochę polską arenę grozy.

gdzie diabeł mówi dobranoc recenzja

Ocenę dam wyższą niż obiektywnie powinnam, bo po pierwsze jest to film amatorski po drugie… polski:)

Film do obejrzenia na youtube.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Zaskoczenie:7

Oryginalność:5

Zabawa:8

Aktorstwo:4

Dialogi:9

Zdjęcia:8

To coś:7

60/100

Muzyka w horrorach

NAJLEPSZE SOUNDTRACKI Z HORRORÓW I THRILLERÓW part 1

Dziś będzie o muzyce filmowej w horrorach. Nie da się zaprzeczyć, że jest ona równie ważna jak inne elementy filmowe. Jeden dobry soundtrack może przesadzić o sukcesie filmu.

(Kolejność wymienianych ścieżek jest przypadkowa)

 

1.Jerry Goldsmith “Ave satani” z filmu “Omen” 1976


2. Krzysztof Komeda “kołysanka” z filmu “Dziecko Rosemary” z 1964 roku w wykonaniu Mii Farrow


3. Georges Auric “O Willow Wally”  z filmu “w kleszczach lęku” z 1961r w wykonaniu Isly Carmen


4. Chris Bouchard, Adam Langston, Sebastian Smith, “Jess’s song” z filmu “Dead wood” z 2007 roku


5. Christopher Young “The unvited” z filmu “Nieproszeni goście” z 2009 roku


6. Angelo Badalamenti & Dolores O’Riordan “Angels go to heaven” z filmu “Evileno” z 2004 roku


7. Krzysztof Penderecki, Bela Bartók “The shining main theme” z filmu “Lśnienie” z 1980 roku


8. Marlin Manson “Resident evil main theme” z filmu “Resident evil” z 2002 roku


9. John Carpenter “Halloween main theme” z filmu “Halloween” z 1978 roku


10. Charles Bernstein “1,2, Freddy coming for you” z filmu “Koszmar z ulicy wiązów z 1984

 

Na dziś tyle:) Każda z dziesięciu wymienionych piosenek jest warta wysłuchania, część z nich jest zapewne dobrze znana fanom filmów grozy. Linki do youtube kryją się w tytułach.

Więcej klimatycznej muzyki następnym razem. Oczywiście wszelkie sugestie będą mile widziane🙂

 

kobieta wiolonczela

Nie ma to jak rodzinka

Mum & Dad/ Mamusia i tatuś (2008)

mum & dad recenzja

Teraz coś dla fanów mocno porytego torture porn:)

Gdzieś w Angli w bliskim sąsiedztwie lotniska mieszka sobie rodzina. Kochająca mama, jeszcze mocniej kochający tata i dwoje dorastających dzieci Birdy i Albert. Birdy jest bardzo wygadana, nadaje dużo i najczęściej bez sensu, w przeciwieństwie do Alberta, który milczy jak zaklęty strzelając dokoła przerażonymi oczyma. Do ich domu trafia Lena. Polka pracowała na lotnisku jako sprzątaczka tam poznała Brdy a później Alberta. Rozgadana Birdy postanawia dać dziewczynie schronienie na noc gdy ta nie zdąży na autobus. Na początek…

Lena- zajebiście typowo polskie imię- tak na marginesie, wyjechała do Anglii za chlebem jak nie jeden z naszych rodaków. Skonfliktowana ze swoją rodziną chciała zacząć życie od nowa. A rodzina Birdy chętnie przygarnia nowych członków rodziny. A jakże! Dla każdego znajdzie się miejsce, zwłaszcza dla takiego aniołka jak Lenka. Lenka jednak nie jest do tego ochoczo nastawiona trzeba więc użyć przemocy…

mum & dad recenzja

“Mamusia i tatuś” produkcja angielska w reżyserii Stevena Shella to tak jak wspomniałam na początku horroru typu torture porn. Nie każdy coś takiego lubi. Ja lubię- od czasu, do czasu.

Film ten przekonał mnie do siebie przede wszystkim ciekawym obrazem popierdolonego stada. Początkowo może się wydawać, że mamy tu do czynienia z typowym Fritzlowskim modelem rodziny:) Birdy jako posłuszna córka sprowadza tatusiowi nowe dzieci żeby ten mógł je ruchać, gnębić i zabijać. Znamienna jest scena w której obrzydliwy, tłusty tatuś wali pozostałość jednej z ofiar- pozostałość to jest wycięty fragment waginy:) Scena obrzydliwa do granic możliwości. Szybko jednak okazuje się, że mamusi również niczego nie brakuje. Kobieta jest równie niewyżyta jak jej małżonek, choć inaczej okazuje swoja seksualną drapieżność. Lena szybko staje się jej obiektem seksualnym. Wycina jej na plecach skrzydełka i nazywa Angel. Robi też inne ciekawe rzeczy, ale to przemilczę. Lena szybko poznaje panujące reguły w domu i opracowuje plan, który pomoże jej się stamtąd wydostać. Bystra dziewczyna, trzeba jej przyznać, szybko skumała co robić by przeżyć i jak poprawić do momentu ucieczki swoją sytuację.

mum & dad recenzja

Relacje rodziców z dziećmi są mocno popieprzone. Birdy tak mocno wchłonęła ten chory rodzinny schemat, że zrobi wszystko by przypodobać się rodzicom, by nie być ofiarą. Biedy Albert jest jeszcze na etapie rozdarcia pomiędzy tym co mu się wydaje słuszne i tym co serwują mu rodzice.

Film nie jest głupi, czy naiwny jak większość torture porn gdzie na prawdę nie ma przestrzeni do namysłu, bohaterowie podzieleni są jasno na dobrych i złych. W nielicznych tylko przypadkach mamy do czynienia z czymś takim jak w “Mum & dad”, że oprawca jest także ofiarą.

Dla fanów krwawych scen i obrazów prezentujących wszelkie wynaturzenie znajdzie się tu wiele rzeczy, nad którymi można się pozachwycać. Dużym plusem jest to, że nasza pierwszoplanowa ofiara nie drażni idiotycznym zachowaniem- dumna byłam ze swej domniemanej rodaczki:)

mum & dad recenzja

Moja ocena:

straszność: 9

Fabuła:8

Klimat:5

Zaskoczenie:6

Zdjęcia:7

Aktorstwo:8

Zabawa:7

Oryginalność:6

To coś:7

Dialogi:7

70/100

Romantyzm nieśmiertelny

Strzyga i inne opowieści niesamowite –

Andrzej Sarwa

strzyga i inne opowiesci niesamowite recenzja

Jeśli lubicie klimat opowieści w stylu “Ballad i romansów” i innych romantycznych utworów czerpiących z bogactwa polskiego folkloru to jest to książka dla Was.

Na ten tytuł trafiłam zupełnie przypadkiem. Poczytałam pogrzebałam, okazało się, że Andrzej Sarwa to pisarz współczesny, autor ponad setki książek. Urodzony w Sandomierzu i to właśnie o nim najczęściej piszący. “Opowieści niesamowite” składają się z trzech średniej długości opowiadań. Pierwsze z nich to “Strzyga”. Historia młodej dziewczyny, która kilka wiosen spędza przykuta chorobą do łóżka, aż pewnego dnia tuż po wielkiej nocy budzi się… w trumnie. Najdziwniejsze jest to, że właśnie odzyskała władzę we wszystkich członkach. Była zupełnie zdrowa. Jak do tego doszło? Czyżby umarła? Ale skoro umarła to czemu czuje boleśnie swoje swoje ciało, które domaga się pokarmu, marźnie i czuje ból w krzyżu? Akcja opowieści dzieje się w XXVI wieku właśnie w Sandomierzu. Wydarzenie zostało opisane przez tamtejszego księdza, fragmenty jego sprawozdania zostały wykorzystane w opowiadaniu Sarwy.

Druga historia jest dość krótka i powiem szczerze najsłabsza ze wszystkich. Jest to opowieść pewnego mężczyzny który w latach swej młodości doświadczył czegoś czego nikt nie mógł i nawet nie chciała wyjaśniać. Tragiczne i tajemnicze wydarzenia w wyniku których zginęła jego małżonka a on został dotkliwie ranny miały miejsce tytułowej “Jesiennej nocy”. Opisane wydarzenia miały miejsce tuż po drugiej wojnie światowej i stanowią zapis relacji “pokrzywdzonego” którą spisał autor.

Ostanie opowiadanie jest najdłuższe i moim zdaniem najbardziej interesujące. Akcja osadzona jest w czasach współczesnych. Tytułowi Jakub i Małgorzata to para kochanków. Kochanków niezwykłych, bo w swej relacji nie posuwających się nigdy dalej niż zwykły pocałunek. Wszystko za sprawą Jakuba, który tak pechowo się złożyło miał żonę i dzieci, których nie chciał opuścić. Nie chciał też ranić ukochanej Małgorzaty dlatego ich związek wyglądał tak a nie inaczej. Pewnego dnia Jakub i Małgorzata postanowili się rozstać. nadal bardzo się kochali ale patrząc realnie ich miłość nie miała szans na spełnienie. Jakub dalej żył z żoną, Małgorzata znalazła męża, urodziła dzieci. Pewnego dnia po kilkunastu latach do jej drzwi niespodziewanie zapukał dawny kochanek…

Najbardziej ujmujący w tym zbiorze opowiadań jest styl pisarski Sarwy, pięknie stylizowany w zależności od okresu w jakim miały miejsce opisywane wydarzenia. Język Sarwy jest bardzo dojrzały i dopracowany. Nie nadużywa kwiecistych metafor czy patetycznych opisów. Pisze pięknie ale przystępnie.

Zarówno w formie jak i w treści jego opowiadań widać echa epoki romantyzmu. Z miejsca klimat skojarzył mi się z Mickiewiczowskimi Balladami. “Jakub i Małgorzata” do złudzenia przypomina historię Karusi z “Romantyczności”. Wydarzenia takie jak te opisane w “Tajemnicy jesiennej nocy” i w “Strzydze” wielokrotnie można było spotkać w tekstach romantyków.

Czemu wcześniej nie słyszałam o tym autorze? Doprawdy nie wiem…


Moja ocena:  9/10

Lot na łysą górę

Haxan/ Czarownice (1922)

czarownice recenzja

“Czarownice” niemy film Bejamina Christensena o kilkadziesiąt lat  wyprzedził swoją epokę. W swoich czasach nie spotkał się z uznaniem widzów, natrafił na protesty krwiożerczych katolików, aż w końcu wbito w niego sztylet cenzury. Spokojnie można powiedzieć, że mamy tu do czynienia chyba z pierwszym horrorem- dokumentem. Nie jest to nic w stylu “Paranormal Activity” of course. Trochę przypomina współczesne fabularyzowane dokumenty o zjawiskach paranormalnych, gdzie najpierw wprowadzamy widza w konsternacje, lekki szok, a na koniec stwierdzamy, że to wszystko bujda podając naukowe wytłumaczenie tych zjawisk. W przypadku czarownic- ich dziwnego zachowania i szeroko w filmie zobrazowanych objawów mamy do czynienia z uzasadnieniem medycznym, ściślej psychiatrycznym. Nic innego drodzy państwo a histeria trawi biedne kobiety:)- tak modna w zeszłym stuleciu.

czarownice recenzja

Film zaczyna się od wykładu wprowadzającego dzięki, któremu poznajemy dzieje wszelkiego zababobonu. Wszytko to przy użyciu “ciekawych” prezentacji. Ciekawych z tego względu, że włożono w nie dużo wysiłku, widzimy makiety świata oczami starożytnych pod kątem ich wierzeń, żadne tam komputerowe wykresiki, wszytko ręcznie odmalowane i posklejane.

Kiedy już zapoznamy się z tą przyznam odważną tezą przechodzimy do fabuły właściwej. Christensen nakręcił swój film w oparciu o książkę “Malleus Maleficarum” napisana w XXIV wieku, która jest niczym innym jak przewodnikiem dla inkwizytorów.

czarownice recenzja

Aktorzy odgrywają tu role kapłanów inkwizycji, czarownic i ich ofiar.

Poznamy kilka bardzo interesujących historii o czarownicach, ich domniemanej działalności i o tym w jaki sposób się z nimi rozprawiano- przyznam, że w tamtych czasach obraz ten musiał budzić szok.

Od strony technicznej nie budzi moich zastrzeżeń- wręcz przeciwnie- mam słabość do witrażowych zdjęć.

Kilka, a nawet kilkanaście nakładanych na siebie negatywów robi lepsze wrażenie niż współczesne efekty komputerowe. Do tego dobrze znane z “Furmana śmierci” oświetlenie punktowe dodaje obrazowi niesamowitego klimatu.

czarownice recenzja

Duże wrażenie robi również scenografia, szkoda że mało, który współczesny twórca ma tyle zapału, żeby  z taką starannie klecić miniatury gotyckich kościołów a nawet całych średniowiecznych miast. Film z resztą bardzo dużo kosztował, nie tylko jak na tamte czasy. Efekt jest wspaniały i nadal uważam, że gdyby współczesnym twórcom zabrać kopmy to wreszcie zaczęli by robić porządne filmy:)

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:9

Klimat:10

Zdjęcia:10

Zabawa:7

Dialogi:5

Oryginalność:10

To coś:10

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:5

80/100