Miesięczne archiwum: Kwiecień 2013

Muzyka w horrorach part 3.

Najlepsza muzyka z horrorów i thrillerów

part 3:

muzyka w horrorach

Pod tytułami, jak poprzednio kryją się linki- zapraszam do słuchania.

 

1. Clint Mansel „Wind chill” z filmu „Mroźny wiatr” z 2007 r.


2.Akira Yamaoka „Promise” z filmu „Silent hill” z 2006 r.


3. Turbonegro „All my friends alre dead” z filmu „hotel zła” z 2006 r.


4. Terry Reid „Sends of memory” z filmu „Bękarty diabła” z 2005 r.


5. Brett Rosenberg „love theme” z filmu „Półmrok” z 2006 r.


6. Jessica Lange „the name game” z serialu „American horror story” sezon 2.


7. Bernard Herman „main theme” z filmu „Psychoza” z 1960 r.


8.Roque Banos „Fragiles” z filmu „Delikatna” z 2005 r.


9. Christopher Young „end credits” z filmu „Sinister” z 2012 r.


10. Ramstein „Engel” z filmu „Kronika opętania” z 2012 r.


No… To już trzecia odsłona mojego małego zestawienia najlepszej (MOIM ZDANIEM) muzyki z horrorów. Pociągnęła bym to jeszcze ale brak mi już pomysłów. Czekam więc na Wasze propozycje!

Poprzednie zestawienia TUTAJ i TUTAJ

Piekło Raimiego

Drag me to hell/ Wrota do piekieł (2009)

wrota do piekieł

Christine Brown to młoda i ambitna pracownic banku, która marzy o awansie na stanowisko menagera. Pewnego dnia przy jej sterylnym biureczku pojawia się stara, zaropiała cyganka, która błaga ją o odroczenie spłaty kredytu. Christine chcąc się wykazać przed szefem odmawia kobiecie, a ta w podzięce rzuca na nią klątwę. Klątwa dojrzewa trzy dni, Christine ma więc niewiele czasu na odwrócenie złej mocy.

wrota do piekieł

„Wrota do piekieł” to jeden z nowszych horrorów cudownego syna gatunku Sama Raimiego.

Jeśli pamiętacie jego „Martwe zło” z lat ’80 to dopatrzycie się w „Wrotach piekieł” wiele elementów typowych dla tego twórcy. Między innymi doskonały balans pomiędzy grozą a groteską. W tym Raimi jest niekwestionowanym mistrzem. Sporo osób zapewne poszczególne sceny uzna za przewrotnie zabawne, ale na pewno nie zabraknie tych, którym te same fragmenty podniosą ciśnienie. Ja jestem zdecydowanie po stronie grozy.

Podobnie jak w „Evil dead” nie zabraknie momentów dość.. obrzydliwych, jak rzyganie komuś do paszczy etc. Takie plastyczne obrazy to również wizytówka reżysera.

wrota do piekieł

W roli głównej Raimi obsadził młodą, zdolną Alison Lohman, którą bardzo lubię, choć nie często ją spotykam na ekranie. Polubiłam ją za rolę w „Białym Oleandrze”.

To, co zasadniczo różni debiut reżyserki Raimiego od jego współczesnego dzieła to nieograniczona możliwość korzystania z dobrodziejstwa efektów specjalnych. Jako twórca „Spidermanów” wprawił się w tej kwestii.

„Wrota do piekieł” są przez to nieco bajkowe, żeby nie rzecz przebajdurzone, ale mnie osobiście wcale to nie przeszkadzało.

Film mocno trzyma w napięciu, ale co byśmy nie pierdolnęli na zawał Raimi sprawnie rozładowuje owo napięcie humorystycznymi i ironicznymi akcentami. Całość jest spójna i to największe osiągnięcie tego reżysera.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:8

Klimat:8

Aktorstwo:9

Zdjęcia:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Oryginalność:7

To coś:7

Dialogi:7

76/100

Upadły Zombie i zabiedzona Sherii

Lords of Salem/ Wiedźmy z Salem (2012)

lords of salem recenzja

Heidi, ex ćpunka i prezenterka lokalnego radia w Salem wprowadza się do kamienicy w rzeczonym mieście. Do jej miejsca pracy ktoś przysyła winylową płytę z nagraniem niejakich „Władców”. Muzyka jest upiorna, nie tylko niepokoi Heidi, ale także wywołuje u niej dość nieprzyjemne fizyczne dolegliwości. Nagraniem zainteresuje się także stary historyk zajmujący się historią owianego złą sławą miasta Salem. Stary wierzy, że ma to związek z procesami czarownic i klątwą jaką te rzuciły lata temu na miasto.

lords of salem recenzja

Zdębiałam po seansie z „Lords of Salem”…

Nie dlatego, że film jest tak szokujący, odjechany, krwawy i szalony, lecz dlatego, że jest żałośnie słaby. Może nie użyłabym tak mocnych słów, gdyby nie chodziło o najnowszy film Roba Zombiego. Tego Pana stać na więcej. Na milion razy więcej.

lords of salem recenzja

Pamiętam, że oglądając jego dwa poprzednie filmy ,czyli remake „Halloween” i „Halloween 2” byłam lekko rozczarowana, ale obwiniłam za to nie reżysera lecz temat, czyli odgrzewany kotlet. Teraz widzę, że Zombie na prawdę podupadł. Już z mojego  opisu filmu wynika, że historia jest zupełnie nie w jego stylu. Co go podkusiło, żeby brać się za tak oklepany temat jak czarownice z Salem i przedstawić go w do bólu standardowym i przewidywalnym stylu to na prawdę nie wiem…

lords of salem recenzja

Historia jest prosta jak konstrukcja cepa. Wszytko od początku do końca jest jasne i nie ma tu mowy o jakimkolwiek elemencie zaskoczenia. Zombie z resztą chyba nawet nie starał się tu nikogo zadziwić. „Lords of Salem” przypomina taśmowo robione horrory, których fabuła przypomina sto razy powielony schemat i tylko twarze bohaterów stanowią jakąś nowość.

W roli Heidi mamy oczywiście uroczą żonkę Zombiego Sheri. Niestety niegdyś śliczna Baby Firefly wyglądała w tym filmie jak świeżo zdjęta z krzyża. Może ją ogarnęła hollywoodzka moda na odchudzanie, bo jej apetyczne ciałko zastąpiły sterczące kosteczki i nawet takiej małej przyjemności jak podziwianie jej urody został widz pozbawiony.

lords of salem recenzja

Jeśli mam się wysilić i znaleźć jakieś zalety to na pewno będzie to kilka końcowych scen kręconych w teledyskowym stylu, scenografia i muzyka. W filmie pojawiają się tez fragmenty jakiś starych horror’owych produkcji, ale już w zupełnie innym kontekście niż to było w „Domu tysiąca trupów”.

Liczyłam, że Zombie wróci właśnie do takiej estetyki, ale zamiast tego zafundował widzom śmiertelnie poważną i nudną historię bez cienia swojego przewrotnego czarnego humoru i mocnej schizy.

Cóż… przykro mi było na to patrzeć. Upadły Zombie i zabiedzona Sheri. Chyba im zapalę świeczkę na ołtarzu poległych talentów.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:5

Aktorstwo:6

Zabawa:4

Dialogi:6

Zdjęcia:8

Oryginalność:5

To coś:4

Zaskoczenie:4

54/100

Diabeł za kierownicą

The Car/ Samochód (1977)

samochód recenzja

Małe senne miasteczko Santa Ynaz pewnego dnia odwiedza, czy też nawiedza czarna limuzyna. Samochód ostro szaleje na piaszczystych drogach pochłaniając kolejne ofiary, bezradni mieszkańcy muszą wziąć się za bary z nieznanym…

„Samochód” to już klasyka gatunku. Nie sądzę ażeby był to pierwszy horror wykorzystujący motyw morderczego samochodu, ale obok „Christine” na podstawie powieści Stephena Kinaga jest jednym z najbardziej rozpoznawanych.

samochód recenzja

Obraz zdobył dużą popularność w latach ’70 teraz już raczej mało kto go pamięta. A warto o nim pamiętać jeśli przyjrzymy się współczesnym produkcjom, które dalej sukcesywnie ten temat eksploatują. Przykładem może być bardzo żałosny horror klasy B „Furgonetka”, czy całkiem udany australijski „Road Train”.

Elliot Silverstein twórca „The Car” był swego czasu reżyserem „Opowieści z Krypty”- samochód prezentuje bardzo podobną filmową estetykę. Aktorstwo i dialogi wypadają bardzo mało naturalnie, niektóre sceny wręcz śmieszą, ale cóż- taki klimat.

Momentami nie mogłam oprzeć się skojarzeniu z Ptakami” Hitchcocka-nie jestem ich wielką fanką- zachowanie bohaterów do złudzenia przypomina to prezentowane w starszej produkcji. Scena ucieczki z próby parady do złudzenia przypomina mi tę z „Ptaków”, w której dzieci i spółka uciekają przed zgrają ptaków ze szkoły.

samochód recenzja

Na pochwałę zasługuje cała „postać” tytułowego bohatera. Samochód został stworzony specjalnie na potrzeby filmu, wydano na jego konstrukcję sporą sumkę i robi wrażenie.

Seans z z „Samochodem” uważam za udany i na pewno duża w tym rola mojego sentymentu do starych filmów. Fani współczesnych produkcji raczej zachwyceni nie będą.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Aktorstwo:6

Zdjęcia:7

Zabawa:9

Oryginalność:6

To coś:8

Dialogi:5

Zaskoczenie:6

65/100

Mroki wyobraźni

Half light/ Półmrok (2006)

półmrok recenzja

Pisarka kryminałów Rachel Carlson przeprowadza się do urokliwej szkockiej miejscowości. Zamieszkuje w małym domku tuż nad brzegiem morza by szum fal ukoił jej ból po stracie syna i pomógł w dokończeniu kolejnej książki. Zamiast spokojnego kołysania Rachel doświadczy wkrótce gwałtownej nawałnicy niepokojących zdarzeń i omal sztorm ten nie zabierze ją z tego świata…

półmrok recenzja

Demi Moore, która raczej nie jest aktorką horrorową, postanowiła zaprezentować widzom swoją nowiuśką, naciągniętą twarz właśnie w filmie z tego gatunku. Wypada ładnie, zgrabnie i solidnie. Solidny –  to określenie, do którego można by było ograniczyć wszystkie przymiotniki opisujące ten film.

półmrok recenzja

Craig Rosenberg reżyser i scenarzysta zadbał o wszystkie szczegóły. Znana aktorka w roi głównej, świetna nastrojowa muzyka, zdjęcia prezentujące zapierające dech w piersi widoki i fabuła, która jest skrojona z pieczołowita dokładnością, choć może nie jest zbyt… odkrywcza. Co do tych zdjęć też mogłabym się przyczepić, bo trochę poszli na łatwiznę generując komputerowo sporo owych pięknych widoków- co widać i czuć.

Postać Rachel zrobiona jest pod typowy horrorowy standard: żałobnicza mamuśka, która właśnie odstawiła antydepresanty, obdarzona dużą wyobraźnią, która jakby się wydawało obraca się przeciwko niej generując do świata realnego duchy zmarłych osób. Tak, mamy więc nastrojowe ghost story z kilkoma twistami fabularnymi przy końcu. Twistami dość nie jasnymi, bo po seansie miałam kilka wątpliwości. SPOILER: Który Angus zabił męża Rachel? Angus duch czy Angus uzurpator? KONIEC SPOIERA.

półmrok recenzja

Seans na plus, choć nie powiedziałabym, że film zrobił na mnie jakieś ogromne wrażenie.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:7

Klimat:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

Dialogi:6

Zabawa:7

67/100

Samotny człowiek

Frankenstein (1994)

frankenstein recenzja

Zacznę od wyznania grzechu i przyznania się do winy: Nie czytałam książki Mary Shelly „Frankenstein”. Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic. Tej hańby nie da się zmyć. Amen.

W roku 1794 załoga pewnego ambitnego obieżyświata u wybrzeży Arktyki natrafia na dziwnego wędrowca. Kapitan zaprasza go na swój statek by po chwili wysłuchać najdziwniejsze, najbardziej niewiarygodnej opowieści w jego życiu. Tajemniczy wędrowiec okazuje się lekarzem wizjonerem, który lata temu powołał do życia „straszną istotę”. Historia ta okazuje się przestrogą dla ambitnego żeglarza- pewnych granic nie warto przekraczać…

frankenstein recenzja

Historia dr. Frankensteina i istoty, którą stworzył to już klasyka horroru. Książki- jak pokornie przyznałam – nie czytałam, jednak jeśli chodzi o adaptacje filmowe nie jestem aż tak do tyłu. Ciekawym kąskiem w tej kwestii jest pierwsza ekranizacja powieści z roku 1910- twa jakieś 15 minut, jest oczywiście niema i szalenie, szalenie piękna- polecam. Filmowych adaptacji było znacznie więcej, Frankenstein sławą dorównuje Draculi.

Reżyserem „Frankensteina” z 1994 jest Kenneth Branagh, człowiek, który wsławił się dzięki ekranizacjom Szekspirowskich dramatów. W roli stwora obsadził jednego z moich ulubionych aktorów Roberta De Niro. Aktor ten ma to do siebie, że zawsze gdy gra czarny charakter rozczula mnie niesamowicie i zamiast kibicować tak zwanym bohaterom pozytywnym ja rozczulam się nad jego złym losem i łkam jak dziecko.

frankenstein recenzja

Nie wiem jakie odczucia miałabym po przeczytaniu książki, ale biedny Stwór stworzony ze szczątek powieszonych zbrodniarzy i innych trupów wydał mi się najsamotniejszym człowiekiem- tak CZŁOWIEKIEM – na ziemi, po seansie z tym filmem. W oczach Roberta De Niro odbijał się strach, smutek, żal  jakaś niewypowiedziana zgroza. Śledzenie jego trudnej tułaczki- najpierw w poszukiwaniu schronienia i jedzenia, później w poszukiwaniu zemsty na swoim stwórcy było dla mnie głęboko smutnym przeżyciem.

Cała reszta bohaterów, chociażby Elżbieta, narzeczona Frankensteina i jej sercowe rozterki jakoś zupełnie mnie nie obeszły: interesował mnie tylko Stwór i jego samotność. Nie wiem jak w książkę przedstawia się kwestia dialogów, ale w filmie wszystkie wypowiedzi Stwora są celne, mocne i chwytające za gardło. Ponoć (?) film Branagh’a to najwierniejsza ekranizacja książki, więc być może wycisnęła by ze mnie łęskę.

Reżyser filmu jest jednocześnie aktorem i samolubnie obsadził się w tytułowej roli dr. Frankensteina. Z własnej woli został więc zarozumiałym dupkiem z kompleksem boga, którego – nie wiem, czy tu nie przesadzę- słomiany zapał doprowadził do tragedii nie jednej osoby. Strasznie znielubiłam doktorka- choć to on jest tu bohaterem pozytywnym. Za co? Za to, że nic nie potrafił doprowadzić do końca. Niestabilny emocjonalnie dureń, który nie potrafił docenić swojego dzieła- ba, nawet nie wysilił się by go poznać.

frankenstein recenzja

Ostatnie takty rozmowy Kapitana i Frankensteina jednoznacznie mówią widzowi, że Stwór jest czymś złym. Że jest błędem. Ale czy jakiekolwiek życie można nazwać błędem? Z drugiej strony, czy egzystencje Stwora można nazwać życiem? To już sprawa do indywidualnego rozważenia przez każdego widza. Zastanawiam się jaki ogląd na sytuację miał sam twórca filmu, bo z jednej strony podsuwa nam postać stwora, której żadną siłą nie mogłam  ocenić jako jednoznacznie złej, a z drugiej funduje nam taki, a nie inny morał tej historii.

O niuansach takich jak zdjęcia czy muzyka nie będę się rozwodzić, bo po prostu wszytko mi się w tym filmie podobało- no wszystko!

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:10

Klimat:10

Aktorstwo:9

Zdjęcia:10

Dialogi:10

Zabawa:10

Oryginalność:8

To coś:10

Zaskoczenie:7

90/100

Świąteczne przygody

Xmas tale/ Świąteczna opowieść (2005)

Xmas tale recenzja

Pięcioro dzieci w czasie przerwy świątecznej znajduje w lesie kobietę przebraną w strój świętego mikołaja. Kobieta nieźle się potłukła wpadając do głębokiego dołu. Nie ma szans żeby wydostała się stamtąd sama. Gdy dzieci dowiedzą się kim jest owa Pani Mikołaj, postanawiają wykorzystać jej położenie do swoich niecnych celi.

Xmas tale recenzja

Fracisco Plaza to przede wszystkim współtwórca serii „Rec”. Tak jak inni bardziej znani reżyserzy Hiszpańscy został zaproszony do współpracy przy „Filmach, które nie dadzą Ci zasnąć”.

„Xmas tale” to już piąty, czyli przedostatni film w tej serii. I chyba najsłabszy. Oglądając go nie skojarzyłam nazwiska Plaza, więc moje uprzedzenie do „Rec’a” nie ma tu nic do rzeczy. Obraz jest po prostu przeciętny.

Horrory z dziecięcymi bohaterami zazwyczaj są bardzo interesujące. Mogą z młodych bohaterów zrobić małe potworki, albo niewinne ofiary. Grupa przyjaciół z „Opowieści świątecznej” należy jednocześnie do obydwu kategorii. Dzieci zamiast pomóc Rebece, wyciągnąć ją z dziury, postanawiają ją szantażować. Ale Rebeka także nie jest święta. Zbiegła przestępczyni powinna zostać oddana w ręce sprawiedliwości. Ale tego dzieci też nie zrobią. W końcu sam muszą rozprawić się z Mikołajką.

Xmas tale recenzja

Nasi mali bohaterzy to żadni wykolejeńcy z marginesu społecznego. Ot dzieciaki lubiące jeździć na rowerach i oglądać filmy. Tak filmy… To właśnie fascynacja tworami pop kultury w największym stopniu determinuje zachowania bohaterów. Jeden z chłopców fascynuje się „Karate kid’em”  i nie odpuści okazji do rozegrania w realu ulubionej sceny z filmu. Lata ’80 w których osadzona jest fabuła opowieści to też dobry czas dla horrorów, dlatego też w filmie zostały wykorzystane fragmenty „Zombieinvasion”, który to film również zainspirował bohaterów do realizacji niecodziennych pomysłów.

Ciekawą sprawą jest, że w filmie możemy zobaczyć mała bohaterkę „Labiryntu fauna”, która wciela się w postać Moni.

Xmas tale recenzja

Konstrukcja fabuły jest poprawna, ale jakoś temat mnie nie urzekł.

Moja ocena:

Straszność:5

Klimat:5

Fabuła:7

Zabawa:5

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

Zaskoczenie:6

Dialogi:5

59/100

Ludzie, których nie ma

Nieobecni/ Ausentes (2005)

nieobecni recenzja

„Nieobecni” to hiszpański thriller psychologiczny. Po raz pierwszy oglądałam go dość dawno, ciężko mi było ponownie na niego trafić- utonął gdzieś pomiędzy „Sierocińcem” i „Rec’em”- bardziej popularnym reprezentantami kina hiszpańskiego.

Julia i jej mąż Samuel wraz z dwoma synami przeprowadzają się na przedmieścia. Okolica przypomina Stepford albo Fireview tyle że w słonecznej Hiszpanii. To sielankowe miejsce jednak od początku niepokoi Julię. Wydaje się opustoszałe i nieco upiorne. Nikt po za nią zdaje się nie dostrzegać osobliwości tej sytuacji. Mąż zaczyna się na nią porządnie wkurwiać a starszy syn złośliwie się z niej naigrywa. Julia zaczyna podejrzewać, że wszyscy uczestniczą w jakimś spisku.

Ileż to możliwych interpretacji zaistniałej sytuacji przewinęło się przez moja głowę gdy oglądałam ten film po raz pierwszy… ho,ho. Jest to jeden z tych obrazów, na który wiele widzów zareagowało w sposób: Ale o co chodzi?

Konwencja paranoid thriller mocno potrafi namieszać w głowie- to fakt. Film przedstawia nam dość prostą historię w bardzo pogmatwany i wieloznaczny sposób. Przerazić nie przerazi, ale na pewno wzbudzi niepokój. Gdy już w mojej głowie pojawiła się gotowa interpretacja tego co tu się wyprawia jakieś drobne wydarzenie znowu mąciło mi w głowie.Nie powiem, żeby rozwiązanie całej zagadki było jakieś kosmiczne- takie rozwiązanie pojawiło się w mojej głowie, ale zamieszanie było spore.

nieobecni recenzja

Osaczenie głównej bohaterki może mocno oddziaływać na widza. Sama pośrodku paranoi, do koła nikogo kto mógłby jej pomóc. Puste ulice, puste sklepy, wkurwiony mąż, wredne dziecko, dziwne dźwięki i szepty do tego dziwna kobieta w czerni pojawiająca się przed domem a w końcu i w jego wnętrzu.

SPOILER: Moje rozwiązanie tej zagadki jest takie: Julia najzwyczajniej w świecie była chora psychicznie. Może jakiś rodzaj schizofrenii, który sprawił, że przestałą dostrzegać ludzi dokoła siebie. Widziała tylko rodzinę, od czasu do czasu kobietę w czerni- nianię, tylko dlatego, że ta często bywała w domu. W końcowych scenach widzimy, że jej zaburzenie pogorszyło się- znikający obraz syna- teraz Julia jest już sama na świecie. KONIEC SPOILERA

nieobecni recenzja

Wcześniej nie miałam do czynienia z żadnym filmem Daniela Calparsoro- jeśli będę mieć okazję to na pewno po jakiś sięgnę.

Nie ręczę, że film spodoba się każdemu- trzeba lubić taki klimat. Sama poprawiła bym w nim co nieco. Trochę wzbogaciłabym akcje, która jest nieco nazbyt senna, wstawiła jeszcze kilka scen z dziwnymi szeptami i kobietą w czerni, tak żeby podkręcić jeszcze schiz.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Dialogi:7

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

Dom śmiechu

Haunted House (2013)

haunted house

Długo oczekiwany nowy obraz twórców dwóch pierwszych części „Strasznego Filmu” część pierwsza i druga.

Marlon Wayans (niegdyś Shorty) reżyser, scenarzysta i aktor w jednej osobie w „Nawiedzonym domu” wciela się w postać Malcolma, który właśnie rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Do jego domu na przedmieściach Los Angeles wprowadza się Kisha, jego panienka. Jego wizja idealnego życia u boku ukochanej jednak jest jak najdalsza od prawdy. Kisha pokazuje swoje prawdziwe ja:) A do domu Malcolma wprowadza się w towarzystwie ducha.  Młodzi postanawiają zamontować w domu kamery, które zarejestrują szereg niewytłumaczalnych zdarzeń.

haunted house

„Haunted House” to głównie nabijka z osławionego horroru „Paranormal Activity„. Wayans bardziej starannie dobierał parodiowane produkcje, niż to było w przypadku „Strasznych filmów”, gdzie mamy totalny miszmasz. Tu po za głównym wątkiem opartym na serii „Paranormal Activity” (jedynka, dwójka i trójka) zobaczyć możemy nawiązania do „Demonów”,”Grave Encounters”, Emergo. Niektóży dopatrzyli się tam jeszcze „Sinistera” i „Kroniki Opętania”, ale nie ja nie bardzo – chyba, że z plakatu.

haunted house

Przyznam, że bardzo czekałam na tą produkcję. Teraz przede mną już tylko „Straszny film 5”- wyprodukowany przez twórców „Scary movie 3 i 4”. Co wypadnie lepiej? Okaże się:)

Poziom tej parodii odbiega od poziomu wcześniejszych „Strasznych filmów”. jest trochę gorzej, ale nie zabraknie tu scen podczas których płakałam ze śmiechu. Sytuacje, z którym mieliśmy do czynienia w „Paranormal Activity”  i wcześniej wspomnianych horrorach zostały okraszone solidną porcją absurdalnego nieco obleśnego humoru. Np. Scena z maskotkami, palenie zielska z duchem.

haunted house

Każdy z bohaterów rozbawia na swój sposób. Moim faworytem był medium gej:) Początkowo bardzo słabo wypada Kisha, ale z czasem jej postać nabiera rozpędu i rozbawi widza nie raz.

Mimo iż czegoś brakowało, to jednak uważam produkcję za udaną i spokojnie mogę ją polecić fanom filmowych parodii.

Moja ocena:7/10

Chronić dziecko

Babycall/ Elektroniczna niania (2011)

babycall recenzja

Anna wraz z ośmioletnim synem Andresem wprowadza się do mieszkania na przedmieściach Oslo. Szuka tam schronienia przed sadystycznym mężem, który znęcał się nad nią i usiłował zabić ich syna. Kobieta pod czujną opieką szwedzkiej opieki społecznej nie może jednak powrócić do normalności. Cały czas żyje pod presją, że władze odbiorą jej dziecko i o zgrozo oddadzą je tatusiowi, bo cóż – świadków znęcania nie ma, a Anna wykazuje niepokojące objawy psychicznego załamania. Nie potrafi żyć jak normalny członek społeczeństwa, w ciągłym lęku o siebie i przede wszystkim o syna. Jak zaszczute zwierze nie potrafi jeść ani spać, ciągle czuwa, a syna najchętniej przywiązała by sobie do nogi. W końcu w sklepie z elektroniką kupuje tytułowy „Babycall” elektroniczną nianie, która ma umożliwić jej stały nasłuch z pokoju synka. Elektroniczna niania zdaje egzamin, ale to wcale i uspokaja Anny bowiem zaczyna słyszeć dochodzące z elektronicznej niani odgłosy wskazujące, że komuś gdzieś dzieje się krzywda. Tylko właśnie: komu i gdzie? A może tylko jej się coś wydaje?

babycall recenzja

„Babycall” to film dość problematyczny jeśli przymierzyć się do jego klasyfikacji gatunkowej. Bo toto mamy w nim elementy nastrojowego horroru z ukłonem w stronę ghost story, silne naleciałości konwencji paranoid thriller i dużo elementów fabularnych wskazujących ze mamy tu do czynienia z dramatem. Nie ujmuje to niczego tworowi norweskiego reżysera, moim zdaniem dzięki temu jest jeszcze ciekawiej. W fabule nastąpi wiele zwrotów zmieniających pogląd o rozgrywających się wydarzeniach.

babycall recenzja

Noomi Rapace, którą mieliśmy okazje oglądać w kasowej produkcji Scotta „Prometeusz” pokazuje w tym filmie najwyższą aktorską klasę. Sposób w jaki wykreowała i odegrała postać Anny bije na głowę te wszystkie ztraumatyzowane mamuśki, które tabunami przewalają się w filmach grozy. Połączenie chłodu nagłych wybuchów jakieś chorej nad ekspresyjności jest godne podziwu i świetnie integruje się z klimatem opowieści. Historia osadzona w chłodnych i pustych ścianach mieszkania na blokowisku przygnębia z całą mocą.

babycall recenzja

Wątków typowych dla thrillera czy horroru nie zabraknie, jednak nie spodziewajcie się jakiś mrożących krew w żyłach scen. „Babycall” to film bardzo stonowany i minimalistyczny. Starający się nie podlegać żadnej konkretnej konwencji i wymykający się ścisłym standardom gatunkowym. Lubię coś takiego, aczkolwiek film nastręcza wielu widzom problemów. Czytałam, że wiele rzeczy wydaje się niezrozumiałych – nie wiem w zasadzie dlaczego, bo finalnie wszytko się wyjaśnia. Może trzeba filmowi poświęcić więcej uwagi?

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Aktorstwo:9

Zdjęcia:8

Zabawa:7

Dialogi:7

Oryginalność:7

To coś:8

79/100

Przypominam o KONKURSIE. Piłka nadal w grze!