Miesięczne archiwum: Maj 2013

Piekło też ma swoich bohaterów

Ninth gate/ Dziewiąte wrota (1999)

dziewiąte wrota recenzja

Ponad trzydzieści lat po sukcesie „Dziecka Rosemary Roman Polański po raz kolejny przywołał diabła w swoim filmie. O wielkości tego reżysera niema co si rozwodzić. Wystarczy spojrzeć na jego filmografię. Romeczek choć już stareńki i prześladowany przez obrońców rzekomej cnoty pewnej obecnie już 40 letniej nimfetki z basenu Nicholsona nadal tworzy i ma się dobrze:)

„Klub Dumas” powieść Artura Pereza wymagała od scenarzystów i samego reżysera sporo pracy. Niektóre książki adaptuje się łatwiej, inne trudniej. W przypadku Dziecka Rosemary sprawa była prosta jak konstrukcja cepa, ale „Klub Dumas” to zupełnie inna sprawa to tez twórcy scenariusza dokonali na powieści zbiorowego gwałtu i drastycznych cięć. Wyciągnęli z niej tylko ich zdaniem niezbędne elementy odpuszczając sobie głębszą analizę postaci głównego bohatera i domniemania na temat tego dlaczego diabeł się nim tak szczególnie zainteresował.

dziewiąte wrota recenzja

Corso, w tej roli świetny jak zawsze Johny Depp, to cyniczny rządny pieniędzy łowca białych kruków. Jego postać jest dość oślizgła i przypomina widzowi podstępnego węża, który wlezie każdą dziurą i dzięki sprawnej manipulacji zawsze dostane to co chce. Pewnego dnia do naszego bohatera zgłasza się kolekcjoner książek okultystycznych, który powierza mu pozornie proste zadanie. Corso ma porównać egzemplarz jego książki z dwom innymi ocalałymi kopiami. Jednak nie mamy tu do czynienia z powiedzmy XVII wiecznym wydaniem „Dom Kichota”, lecz z księgą napisaną z pomocą samego Lucyfera.

dziewiąte wrota recenzja

Corso przemierza Europę w pogoni za zwodniczą tajemnicą książki zostawiając za sobą szereg zimnych trupów. Towarzyszy mu pewna zielonooka piękność – obecna żona Polańskiego Emmanuell Seigner – która podąża zawsze o krok za nim pozornie nie wpływając na jego poczynania.

dziewiąte wrota recenzja

Intryga w tym horrorze jest jedna z lepiej skrojonych diabelskich sztuczek, chyba tylko podstęp z „Harrego Angela” podobał mi się bardziej.

Film nie tylko wciąga swoją fabułą, ale stanowi dla widza także podnietę estetyczną toteż niekonieczni musisz być fanem horrorów z motywem satanistycznym żeby ten film przypadł Ci do gustu. Mnie „Dziewiąte wrota” podobają się już od samych napisów początkowych kiedy to czołówka filmowa przemierza dziewięcioro wrót przy akompaniamencie muzyki Wojciecha Kilara, która zresztą towarzyszyć nam będzie przez cały seans. Muzyka filmowa jest z resztą na medal i z tym nie ma co dyskutować.

Czy nowy diabeł Polańskiego podoba się komuś, czy nie, pewne jest, że mamy tu solidny horror.

dziewiąte wrota recenzja

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:9

Klimat:10

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Dialogi:7

Aktorstwo:8

Zdjęcia:9

Oryginalność:7

To coś:8

81/100

Szukamy filmu! 21

Moi drodzy, jedna z czytelniczek bloga zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc w odszukaniu filmu, który oglądała w dzieciństwie. Film oczywiście zrobił na niej wrażenie i chciałby obejrzeć go ponownie. Niestety nie pamięta tytułu – Skąd ja to znam:). Niestety fabuła, którą przytoczyła nic mi nie mówi, więc Moi Drodzy, może ktoś z Was oglądał ten film i pamięta tytuł lub cokolwiek co pomogło by nam go namierzyć. Przytoczę tu jej wiadomość, tj. fragment ad. filmu:

„(…)Pamiętam tyle że film opowiada o dwóch siostrach jedna z nich jest ogromnie wredna i złaaa , scena która utkwiła mi w pamięci to ta gdzie obie siostry idą do komunii (o ile dobrze pamiętam) ta złaaa uderza siostrę w głowę czymś i kładzie ja do trumny? razem ze świeczka i ta dusi się i żywcem spala w kościele, druga scena jak jej przybrana matka kłoci się z ta młoda dziewczyna ( bo chyba wiedziała ze to ona spaliła siostrę) a ona ucieka po schodach do pokoju, gdy matka ja łapie ze nogę a ona odcina jej rękę nożem(lub wbija jej tylko nóż w rękę) . Tak bardzo bym chciała go obejrzeć a to jedyne co pamiętam z tego filmu miałam może z 7 lat (1992) choć tu mogę się mylić jak go oglądałam bo mogłam być starsza(…)”

Sama też chciałbym go obejrzeć, bo wygląda to interesująco:) Tak więc proszę o pomoc!!

Przepowiednie

Torture garden (1967)

torture garden recenzja

„Torture garden” to kolejny krewniak „Gabinetu grozy doktora Zgrozy„. Fabuła jest wręcz bliźniaczo podobna do tego co widzieliśmy w wyżej wspomnianym filmie oraz z tym z czym mieliśmy do czynienia w „Domu wampirów„.

„Ogród tortur” mieści się w wesołym miasteczku gdzie spotyka się grupa ciekawskich gości. Właściciel przybytku obiecuje im, za drobną opłatą, mrożące krew w żyłach wrażenia. Za sprawą figury mitologicznej wróżbitki goście podobnie jak miało to miejsce w przypadku „Gabinetu…” mają poznać swoją przyszłość. Dość nieciekawą z resztą.

torture garden recenzja

W tym miejscu fabuła rozdziela się na historie poszczególnych bohaterów. Pierwsza opowieść dotyczy chciwego mężczyzny, który bardzo liczy na spadek po wuju. Nie zdaj sobie jednak sprawy z tego, że za dobrobyt będzie musiał sowicie zapłacić. Pojawia się tu motyw czarów i służeniu diabłu w osobie… kota:)

torture garden recenzja

Druga historia to obraz przyszłości młodej aspirującej aktorki, której marzeniem jest zagrać w filmie u któregoś z najważniejszych hollywoodzkich producentów. I to marzenie okazuje się mieć swoją cenę. Tu zamiast czarów i diabelskiej ingerencji mamy motyw medycznych eksperymentów. Jest to też ciekawa alegoria obrazu ludzi filmu, którzy skromnym widzom mogą się jawić jako „nadludzie”.

Trzecia historia to jeśli mogę to w ten sposób ująć opowiada o tym, że miłość nie ma szansy wygrać z fanatyczną pasją. Czasami pasja ta jest w stanie zabijać.

torture garden recenzja

Ostatnia z historii w pewnym stopniu jest bliska tematyczne swojej poprzedniczce bo znowuż jako bohatera mamy człowieka pasjonata, który z fanatyzmem podchodzi do literackiego dorobku Poego. Oczywiście kończy się to dla niego bardzo nieciekawie. Domknięcie wszystkich wątków jest nieco rozczarowujące, daleko mu do zakończenia z „Gabinetu…”.

Pod względem aktorstwa jest bardzo dobrze. Ponownie mamy do czynienia z obsadą, której filmografie kipią od horrorów. W większości te same twarze widzieliśmy w starszym filmie Francisa, czyli właśnie „Gabinecie…”

Kolejny obraz dla miłośników klasyki:)

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat: 9

Aktorstwo:9

Zdjęcia:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:6

To coś:7

Dialogi:7

72/100

Chodź się pobawić

Come out and play (2012)

come out and play recenzja

Małżeństwo Beth i Francis spędzają wakacje w Meksyku. Mężczyzna postanawia wynająć łódź, a jej właściciel proponuje mu wyprawę na pobliską wyspę. Ciężarna kobieta i jej mężczyzna wyruszają w podróż.

Gdy ich stopy staną na suchym lądzie para szybko zorientuje się, że coś jest chyba nie tak z tym miejscem. W opustoszałym miasteczku królują dzieci. Kiedy parze udaje się spotkać wreszcie jakiegoś dorosłego zostaje on szybko eksterminowany przez bachory na ich oczach. Przerażeni bohaterzy będą musieli jakimś cudem znaleźć schronienie w królestwie małych morderców i albo spróbować stamtąd uciec.

come out and play recenzja

Film oceniany jako „mega gniot”. Nie będę już nawet rozwodzić się na temat moich podejrzeń dlaczego lwia część widowni oceniła go w taki sposób, napiszę natomiast jak ja się na to zapatruje.

Twórcą filmu jest firma jednoosobowa w osobie niejakiego Makinova. On jest reżyserem, opowiada za sprawy techniczne oraz napisał scenariusz na podstawie powieści „El juego de los niños”.

come out and play recenzja

Historia opowiedziana w horrorze nieco przypomina to, z czym mieliśmy do czynienia w „Children„.

Jednocześnie film jest remake obrazu z 1976 „Czy zabiłbyś dziecko” – nie miałam jeszcze okazji go obejrzeć, więc ciężko mi powiedzieć coś na temat jego wartości jako nowej wersji starego filmu.

Klimat tej historii i tło umieszczone jest  w bardzo egzotycznym miejscu. Wyludnione miasteczko prezentuje się bardzo osobliwie. W czasie karnawału zanim jeszcze doszło do tragedii musiało tętnić życiem, pełne mieszkańców i turystów. Teraz spotkać tam można tylko pojedyncze egzemplarze rozchichotanych dzieci.

come out and play recenzja

Pomysł na fabułę, tak jak wspomniałam oryginalny nie jest, bo powiela zamysł z „Children” przede wszystkim pod względem morału: wobec takich niewinnych istotek jesteśmy bezbronni, nikt nie jest w stanie skrzywdzić dziecka etc. Nie to żebym się z tym zgadzała, ale rozumiem, że wiele osób „tak ma”.

come out and play recenzja

Oprawcami w „Come out and play” są obce dla bohaterów dzieci, inaczej niż to było w „Children”, a mimo to nasi bohaterzy mają problem ze skutecznym bronieniem się przed małoletnimi, którzy z kolei tworzą sobie małą społeczność sodomitów jak to był np. w „Dzieciach kukurydzy”.

W ich działaniu nie ma jednak logiki, są radosne spontaniczne, zabijają dla zabawy. Kreacje dzieci są jednocześnie upiorne i bardzo naturalne. Nasze ofiary to  z kolei spięci i przerażeni turyści nie mogący racjonalnie ogarnąć co się wokół nich dzieje. Rozgrywająca się tu akcja jest bardzo dramatyczna i mocno trzyma w napięciu. Finał jest taki jakiego można by się spodziewać, ale nie trąci jakimś melodramatycznym patosem i całkiem mi się spodobało takie rozwiązanie.

Raczej arcydziełem gatunku obraz ten się nie stanie, ale mimo wszystko sądzę, że opinie o nim są daleko niesprawiedliwe zwłaszcza,  że nie mamy tu do czynienia z jakąś mega produkcją tylko filmem niskobudżetowym.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:8

Klimat:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:7

Oryginalność:6

Aktorstwo:7

Dialogi:7

To coś:7

72/100

Krwawy dom

The house that dripped blood/ Dom wampirów (1971)

Dom wampirów recenzja

Jak już napisałam o doktorze zgrozie to przyszło mi do głowy żeby wspomnieć jeszcze o tm filmie.


„Dom wampirów” jest najbardziej znaną w dorobku Peter Duffell’ produkcją. Autorem scenariusza jest pisarz Robert Bloch, znany przede wszystkim jako autor niesamowitej „Psychozy”.

„Dom wampirów” ma bardzo podobną formę co „Gabinet grozy dr. Zgrozy”.
Znowu mamy do czynienia z kilkoma „strasznymi opowieściami” połączonymi jednym głównym wątkiem. Wątkiem tym jest rozmowa detektywa ze Scotland Yardu ze sprzedawcą nieruchomości, który odsłania przed nim tajemnicę pewnego upiornego domu, w którym co jakiś czas dochodzi do krwawych zbrodni i niewyjaśnionych zdarzeń.


Tych filmowych segmentów mamy w sumie cztery.
Pierwszy z nich to historia pisarza, którego dręczy postać mordercy, Dominica, którego sam wymyślił i w jakiś dziwny sposób powołał do życia.

Dom wampirów recenzja


Druga historia dotyczy, znowuż mieszkańca owego domu, który w pobliskim miasteczku odkrywa gabinet figur woskowych. Jeden z eksponatów do złudzenia przypomina mu jego zmarłą ukochaną…

Bohaterką trzeciej opowieści jest mała dziewczynka Jane i jej ojciec, który ma wszelkie prawo podejrzewać, że mała uprawia czarną magię.

Dom wampirów recenzja

Ostatnia część to opowieść o pewnym aktorze, który nabywa na potrzeby roli stary płaszcz wampira. W zagadkowy sposób to upiorne odzienie sprawia, że facet sam staje się krwiopijcą.

Dom wampirów recenzja

Tak jak wspomniałam forma opowieści przypomina nieco „Gabinet grozy…” jednak poszczególne opowieści są chyba nieco bardziej skomplikowane i mniej klasyczne niż to było w młodszej produkcji.

Mają też większą szansę przerazić widza, choć z tym też jest raczej średnio.


Horror ogląda się bardzo przyjemnie i jeśli ktoś ma ochotę na coś „tradycyjnego” z gatunku to jak najbardziej polecam.

Moja ocena:

Straszność:6
Fabuła:8
Klimat:9
Zaskoczenie:6
Zabawa:8
Oryginalność:7
To coś:8
Dialogi:7
Aktorstwo:9
Zdjęcia:8

76/100

Zzzzgroza

Dr. Terror’s House of Horrors/ Gabinet grozy doktora Zgrozy (1965)

gabinet grozy dr zgrozy recenzja

Nieżyjący już reżyser Freddie Francis  w moich oczach zawsze zasługiwał na uznanie. To twórca pamiętnych horrorów takich jak „W kleszczach lęku”, czy też dramatów takich jak „Człowiek z księżyca”.

„Gabinet grozy dr. zgrozy” to typowy przedstawiciel nieco kiczowatych opowieści z dreszczykiem.

Film składa się z kilku segmentów, każdy z nich to inna historia, dotycząca innego bohatera. Wszystkich mężczyzn o których opowiadają historię poznajemy w pociągu. Bohaterzy spotykają się w jednym wagonie z podstarzałym wróżbitą dr. Schreckiem czyli doktorem  Zgrozą, który przy pomocy tali kart tarota przepowiada zebranym przyszłość.

gabinet grozy dr zgrozy recenzja

Tak więc uświadczymy tu kilku klasycznych historii grozy: O Wampirze, wilkołaku, morderczej roślinie, zemście zza grobu etc.

Cała obsada filmu składa się ze starych horror’owych wyjadaczy, na czele, której stoi Peter Cushing, mamy też okazję zobaczyć młodziutkiego jak szczypiorek na wiosnę Donalda Sutherlanda.

gabinet grozy dr zgrozy recenzja

Film ani nie trzyma w szczególnym napięciu ani nie przeraża. Duży plus za zaskakujące zakończenie opowieści. To przedstawiciel tego rodzaju filmów, które obecnie ogląda się bardziej z sentymentu. A że sentymentalna jestem to na takie dzieła poluje. Polecam moim pobratymcom, odradzam fanom współczesnych produkcji.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:10

Aktorstwo:10

Zdjęcia:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Oryginalność:8

To coś:8

Dialogi:7

79/100

Martwe lalki

Dead Silence/ Martwa cisza (2007)

martwa cisza recenzja

„Martwa cisza”, horror twórcy „Naznaczonego”, czy „Piły”, jest jednym z bardziej lubianych przez widzów filmów z gatunku. Na sukces tej produkcji nałożyło się wiele elementów jednak to jej uniwersalność i sprawny slalom pomiędzy podgatunkami moim zdaniem jest głównym sprawcą sukcesu obrazu.

Jamie i Lisa, młode małżeństwo, pewnego wieczoru otrzymuje tajemniczą przesyłkę od anonimowego nadawcy. Paczka zawiera lalkę, taką jakich używają w swoich show brzuchomówcy. Młodzi z rozbawieniem zapatrują się na ta sytuację nie wyczuwając czyhającej już grozy. Tej samej nocy Lisa zostaje brutalnie zamordowana. Jamie zaczyna powoli podejrzewać, że lalka a raczej ten, który ją do nich przesłał może mieć z tym coś wspólnego. Tym sposobem trafia na ślad legendy o Mary Shaw która zamiast dzieci miała lalek sto.

martwa cisza recenzja

„Martwej ciszy” najbliżej chyba do ghost story, jednak nie zabraknie tu motywu zagadki kryminalnej i kilku mocnych krwawych scen toteż ciężko jednoznacznie określić podgatunek filmu.

Motyw lalek w których w jakiś sposób zostaje uwięzione zło jest znany fanom horrorów nie od dziś. Najbardziej znanym przedstawicielem tej tematyki jest „Laleczka Chucky”, z która szczerze przyznam nie przepadam. Inne tytuły to np. Lalki, „Władca lalek”, czy „Ukochana laleczka”.

Mimo iż jest to film współczesny dominuje w nim raczej klimat podobny starszym produkcjom. Może i niektórzy się na to nabiorą:) Ja osobiście zachwycona nie byłam. Nie wiem w zasadzie w czym tkwił mój problem z tym filmem, ale jakoś oparłam się jego urokowi i uważam go za co najwyżej przeciętny. Zdaję sobie sprawę, że film posiada wszystkie te cechy, które powinien mieć horror by się podobać, więc możecie na niego zerknąć jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

martwa cisza recenzja

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:6

Klimat:7

Aktorstwo:6

Dialogi:6

Zabawa:5

Zdjęcia:8

Oryginalność:7

To coś:5

Zaskoczenie:6

58/100

Trująca Ivy

Poison Ivy/ Trujący bluszcz ( 1992)

Poison ivy recenzja

Cooper to zakompleksiona nastolatka opływająca w luksusy w domu rodzinnym, jednocześnie gardząca swoimi rodzicami. Dziwnym zrządzeniem losu nieśmiała dziewczyna zaprzyjaźnia się z przebojową, żeby nie powiedzieć wulgarną Ivy – swoją drogą to nawet nie jest jej imię. Ivy zagarnia dla siebie całą przestrzeń życiową Cooper powoli niszcząc to co posiada dziewczyna.

Poison ivy recenzja

Poison ivy recenzja

„Trujący bluszcz” to jeden z filmów mojego dzieciństwa. Jeden z niezaprzeczalnie ulubionych, który do tej pory oglądam z dużą przyjemnością.

Opowiada historię dość patologiczną, nie unika trudnych tematów. Nie zabraknie tu scen erotycznych rozgrywających się między wyzwoloną nastolatką i dużo starszym facetem. Nie zabraknie też morderstwa i intryg snutych przez zmysłową i bezlitosną femme fatale.

Poison ivy recenzja

W roli Ivy mamy Drew Barrymore, którą swego czasu wręcz uwielbiałam – między innymi za rolę Ivy. Cała obsada filmu jest z resztą z wysokiej półki choć nie są to twarze bardzo opatrzone.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne to uwagę bardzo przykuwa muzyka filmowa jednocześnie zmysłowo i mająca w sobie nieznaną groźbę.

Najmocniejszym punktem produkcji jest oczywiście fabuła. Historia toksycznej relacji między Ivy, a Cooper i jej rodziną, których dziewczyna oplata niczym bluszcz i zatruwa swoim jadem.

Poison ivy recenzja

Thriller doczekał się dwóch kontynuacji. Oglądałam pierwszą z nich, ale nie zrobiła na mnie wrażenia, trzecią sobie odpuściłam, ale być może kiedyś na nią zerknę.

Moja ocena:

Straszność/ Napięcie: 8

Fabuła:9

Klimat:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Aktorstwo:9

Zdjęcia:9

Oryginalność:8

To coś:10

Dialogi:9

87/100

Dzieci – Zombie

Wicked little things/ Zombie (2006)

wicked little things recenzja

Czułam w kościach, że nie będzie to udany seans, jednak mimo wszytko się skusiłam…

Reżyserem horroru jest znany jako scenarzysta nowego „Ojczyma” i nowego „Balu maturalnego” J. S. Cardone –  to chyba mówi wystarczająco dużo o jego preferencjach:)

Samotna matka dwójki córek, nastoletniej Sary i małej Emmy wyrusza do odziedziczonego po zmarłym mężu domu w górach. Tam przyjdzie im stoczyć walkę z mini zombiaczkami, które bardziej niż klasycznych pożeraczy mięsa przypominają mściwe duchy. Już na wstępie filmu dowiadujemy się z kim będziemy mieć do czynienia. Przecież wszystko musi być jasne, po co widz miałby myśleć? No, więc dowiadujemy się o tragedii jaka rozegrała się w kopalni w wyniku ,której zginęła grupa dzieci. Teraz dzieci te nękają okolicznych mieszkańców.

wicked little things recenzja

Jak na film o zombie „Wicked little things” jest wyjątkowo mało krwawy. Sposób w jaki ucharakteryzowano dzieci nie ma większej szansy na przerażenie widza, nawet w momencie, gdy zajadają się organami jakiejś ofiary. Muzyka jest kiepska a zdjęcia na wpół amatorskie – takie odniosłam wrażenie.

Aktorstwo leży i nawet mała Emma dla mnie always Chelsa (Chloe Moretz), która praktycznie zawsze gra w dobrych produkcjach nie była w stanie podnieść poziomu tego horroru.

wicked little things recenzja

W roli Sary mamy chyba najbardziej przeze mnie znielubianą horrorową aktorkę Scout Taylor – Campton, która wcielała się miedzy innym w rolę siostry Mayersa w „Halloween”. Nie trawie jej pyska:) .

wicked little things recenzja

Scenariusz jest pełen absurdów i luk. Najbardziej rozwaliła mnie scena, w której dzieci zaatakowały Sarę i jej „przyjaciół”- jak określała ludzi których znała od 3 dni:). Może pozwolę sobie na mały spoiler z opisem tej sceny żebyście dobrze zrozumieli o jakiego rodzaju absurd mi chodzi: Koleś wychodzi z samochodu żeby go wypchnąć z błota, Sara wciska gaz do dechy i w tym momencie od tyłu zakradają się dzieci. Sara i jej „przyjaciółka” zaczynają piszczeć żeby ostrzec chłopaka, jednak żadna nie wpadła na to że dźwięk warczącego silnika skutecznie je zagłusza…

Całość marna i durna. Nie polecam.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:5

Zaskoczenie:1

Zabawa:2

Zdjęcia:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:2

Dialogi:3

37/100

Ciemniej, niżej, głębiej, straszniej

Descent/ Zejście (2005)

zejście recenzja

Sara w tragicznym wypadku traci rodzinę. Po roku od feralnego zdarzenia jej przyjaciółki wyciągają ją na tradycyjne dla nich manowce. Tym razem przewodniczka grupy Juno wybiera dla nich wyzwanie w postaci Jaskini w Apallachach. Sześć wysportowanych kobiet schodzi pod ziemię by zbadać to, co niezbadane. Nie wiedzą jednak, że poza zwykłymi urokami takiej wyprawy czeka jej jeszcze walka z człekokształtnymi mieszkańcami okazałej nory.

zejście recenzja

Jeżeli po wyłączeniu świateł uważasz że jest ciemno to tak jest zupełnie czarno. Może cię dopaść odwodnienie, dezorientacja, klaustrofobia, ataki paniki, paranoja, halucynacje, pogorszenie wzroku i słuchu..”

Wszystkie wyliczone tu rzeczy przydarzą się bohaterkom horroru Neil’a Marshalla „Zejście”. Brytyjski reżyser dał się poznać jako człowiek potrafiący zrobić coś z niczego, czego dowodem był jego niskobudżetowy horror „Dog Soliders”.

„Zejście” jest tworem zupełnie innym. Debit reżysera w dużym stopniu przypominał czarną komedię, niewielki budżet nie pozwolił na pełne rozwinięcie skrzydeł grozy. W przypadku „Zejścia”  twórca mógł sobie pozwolić na znacznie więcej.

Sam pomysł na film nie jest szczególnie odkrywczy. Bo ile to już było filmów o jakiś dziwnych gatunkach żyjących w ukryciu przed ludzkim wzrokiem? Co więc wyróżnia „Zejście”? Przede wszystkim porządna realizacja. Film jest zmontowany po mistrzowsku, zdjęcia są piękne i bardzo klimatyczne, mrok jaskini nie uniemożliwia widzowi śledzenia akcji, do tego mamy muzykę Davida Julyna, która swoją drogą bardzo przypomina fragmenty ścieżki dźwiękowej z „Innych”.

„Zejście” jest podręcznikowym survival horrorem to też głównym obiektem walki człowieka jest natura. Nasze bohaterki muszą zmierzyć się ciasnymi korytarzami, nieludzko głębokimi otchłaniami, krwiożerczymi lokatorami lochów oraz wreszcie, z własnymi słabościami.

zejście recenzja

Z tymi słabościami nie jet jednak tak, jak to bywa w przypadku typowych bohaterek horrorów. Mamy oczywiście najsłabsze ogniwo grupy, czyli Sarę i najmocniejsze ogniwo czyli Juno, jednak w filmie Marshalla nawet najmniej odporna bohaterka przerasta zaradnością i inteligencją większość filmowych postaci, jakie mieliśmy okazje spotkać w survival horrorach. Toteż nie patrzymy na ich poczynania z pełnym niezrozumienia politowaniem lecz kibicujemy tym dzielnym bohaterkom z zapartym tchem. Kiedy jedna z nich łamie nogę, kiedy druga nieomal zostaje zgnieciona przez skały ja  prawie odczuwałam to na własnej skórze. Po za dobrą konstrukcją postaci na pewno przyczynił się do tego bardzo sugestywny klimat filmu – sposób prowadzenia kamery, oświetleni, dźwięk etc.

zejście recenzja

Walka o przetrwanie jest zażarta, poszczególne bohaterki radzą sobie jak mogą, wspierają się nawzajem jednak da się wyczuć między nimi napięcie. Główną ofiarą przytyków i krzywych spojrzeń jest Juno. Kobieta stara się jak może żeby wynagrodzić Sarze utratę rodziny, chce żeby w tym zjednoczonym babskim gronie pogrążona w depresji Sara doszła do siebie. A może chodzi o coś jeszcze? 😉 Sprawa wyjdzie na jaw dopiero pod koniec filmu i znajdzie się tu mocne „ostateczne rozwiązanie”. SPOILER: Byłam cholernie dumna z Sary za to jak załatwiła Juno, aż miałam ochotę przybić jej piątkę:) KONIEC SPOILERA.

zejście recenzja

Zakończenie filmu było zwieńczeniem sukcesywnie narastającego tragizmu sytuacji. SPOILER: Sara uwięziona na skalnej półce, z której nie ma wyjścia, wpatrzona we własne urojenie, skazana na śmierć…  KONIEC SPOILERA.

Nie wiem tylko po kiego grzyba zrobiono drugą część. Zniweczyli tak wspaniałe zakończenie. Chyba jeden z najlepszych finałów w horrorze i po co?

Moja ocena: 10/10