Miesięczne archiwum: Maj 2013

Piekło też ma swoich bohaterów

Ninth gate/ Dziewiąte wrota (1999)

dziewiąte wrota recenzja

Ponad trzydzieści lat po sukcesie “Dziecka Rosemary Roman Polański po raz kolejny przywołał diabła w swoim filmie. O wielkości tego reżysera niema co si rozwodzić. Wystarczy spojrzeć na jego filmografię. Romeczek choć już stareńki i prześladowany przez obrońców rzekomej cnoty pewnej obecnie już 40 letniej nimfetki z basenu Nicholsona nadal tworzy i ma się dobrze:)

“Klub Dumas” powieść Artura Pereza wymagała od scenarzystów i samego reżysera sporo pracy. Niektóre książki adaptuje się łatwiej, inne trudniej. W przypadku Dziecka Rosemary sprawa była prosta jak konstrukcja cepa, ale “Klub Dumas” to zupełnie inna sprawa to tez twórcy scenariusza dokonali na powieści zbiorowego gwałtu i drastycznych cięć. Wyciągnęli z niej tylko ich zdaniem niezbędne elementy odpuszczając sobie głębszą analizę postaci głównego bohatera i domniemania na temat tego dlaczego diabeł się nim tak szczególnie zainteresował.

dziewiąte wrota recenzja

Corso, w tej roli świetny jak zawsze Johny Depp, to cyniczny rządny pieniędzy łowca białych kruków. Jego postać jest dość oślizgła i przypomina widzowi podstępnego węża, który wlezie każdą dziurą i dzięki sprawnej manipulacji zawsze dostane to co chce. Pewnego dnia do naszego bohatera zgłasza się kolekcjoner książek okultystycznych, który powierza mu pozornie proste zadanie. Corso ma porównać egzemplarz jego książki z dwom innymi ocalałymi kopiami. Jednak nie mamy tu do czynienia z powiedzmy XVII wiecznym wydaniem “Dom Kichota”, lecz z księgą napisaną z pomocą samego Lucyfera.

dziewiąte wrota recenzja

Corso przemierza Europę w pogoni za zwodniczą tajemnicą książki zostawiając za sobą szereg zimnych trupów. Towarzyszy mu pewna zielonooka piękność – obecna żona Polańskiego Emmanuell Seigner – która podąża zawsze o krok za nim pozornie nie wpływając na jego poczynania.

dziewiąte wrota recenzja

Intryga w tym horrorze jest jedna z lepiej skrojonych diabelskich sztuczek, chyba tylko podstęp z “Harrego Angela” podobał mi się bardziej.

Film nie tylko wciąga swoją fabułą, ale stanowi dla widza także podnietę estetyczną toteż niekonieczni musisz być fanem horrorów z motywem satanistycznym żeby ten film przypadł Ci do gustu. Mnie “Dziewiąte wrota” podobają się już od samych napisów początkowych kiedy to czołówka filmowa przemierza dziewięcioro wrót przy akompaniamencie muzyki Wojciecha Kilara, która zresztą towarzyszyć nam będzie przez cały seans. Muzyka filmowa jest z resztą na medal i z tym nie ma co dyskutować.

Czy nowy diabeł Polańskiego podoba się komuś, czy nie, pewne jest, że mamy tu solidny horror.

dziewiąte wrota recenzja

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:9

Klimat:10

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Dialogi:7

Aktorstwo:8

Zdjęcia:9

Oryginalność:7

To coś:8

81/100

Szukamy filmu!

Moi drodzy, jedna z czytelniczek bloga zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc w odszukaniu filmu, który oglądała w dzieciństwie. Film oczywiście zrobił na niej wrażenie i chciałby obejrzeć go ponownie. Niestety nie pamięta tytułu – Skąd ja to znam:). Niestety fabuła, którą przytoczyła nic mi nie mówi, więc Moi Drodzy, może ktoś z Was oglądał ten film i pamięta tytuł lub cokolwiek co pomogło by nam go namierzyć. Przytoczę tu jej wiadomość, tj. fragment ad. filmu:

“(…)Pamiętam tyle że film opowiada o dwóch siostrach jedna z nich jest ogromnie wredna i złaaa , scena która utkwiła mi w pamięci to ta gdzie obie siostry idą do komunii (o ile dobrze pamiętam) ta złaaa uderza siostrę w głowę czymś i kładzie ja do trumny? razem ze świeczka i ta dusi się i żywcem spala w kościele, druga scena jak jej przybrana matka kłoci się z ta młoda dziewczyna ( bo chyba wiedziała ze to ona spaliła siostrę) a ona ucieka po schodach do pokoju, gdy matka ja łapie ze nogę a ona odcina jej rękę nożem(lub wbija jej tylko nóż w rękę) . Tak bardzo bym chciała go obejrzeć a to jedyne co pamiętam z tego filmu miałam może z 7 lat (1992) choć tu mogę się mylić jak go oglądałam bo mogłam być starsza(…)”

Sama też chciałbym go obejrzeć, bo wygląda to interesująco:) Tak więc proszę o pomoc!!

Przepowiednie

Torture garden (1967)

torture garden recenzja

“Torture garden” to kolejny krewniak “Gabinetu grozy doktora Zgrozy“. Fabuła jest wręcz bliźniaczo podobna do tego co widzieliśmy w wyżej wspomnianym filmie oraz z tym z czym mieliśmy do czynienia w “Domu wampirów“.

“Ogród tortur” mieści się w wesołym miasteczku gdzie spotyka się grupa ciekawskich gości. Właściciel przybytku obiecuje im, za drobną opłatą, mrożące krew w żyłach wrażenia. Za sprawą figury mitologicznej wróżbitki goście podobnie jak miało to miejsce w przypadku “Gabinetu…” mają poznać swoją przyszłość. Dość nieciekawą z resztą.

torture garden recenzja

W tym miejscu fabuła rozdziela się na historie poszczególnych bohaterów. Pierwsza opowieść dotyczy chciwego mężczyzny, który bardzo liczy na spadek po wuju. Nie zdaj sobie jednak sprawy z tego, że za dobrobyt będzie musiał sowicie zapłacić. Pojawia się tu motyw czarów i służeniu diabłu w osobie… kota:)

torture garden recenzja

Druga historia to obraz przyszłości młodej aspirującej aktorki, której marzeniem jest zagrać w filmie u któregoś z najważniejszych hollywoodzkich producentów. I to marzenie okazuje się mieć swoją cenę. Tu zamiast czarów i diabelskiej ingerencji mamy motyw medycznych eksperymentów. Jest to też ciekawa alegoria obrazu ludzi filmu, którzy skromnym widzom mogą się jawić jako “nadludzie”.

Trzecia historia to jeśli mogę to w ten sposób ująć opowiada o tym, że miłość nie ma szansy wygrać z fanatyczną pasją. Czasami pasja ta jest w stanie zabijać.

torture garden recenzja

Ostatnia z historii w pewnym stopniu jest bliska tematyczne swojej poprzedniczce bo znowuż jako bohatera mamy człowieka pasjonata, który z fanatyzmem podchodzi do literackiego dorobku Poego. Oczywiście kończy się to dla niego bardzo nieciekawie. Domknięcie wszystkich wątków jest nieco rozczarowujące, daleko mu do zakończenia z “Gabinetu…”.

Pod względem aktorstwa jest bardzo dobrze. Ponownie mamy do czynienia z obsadą, której filmografie kipią od horrorów. W większości te same twarze widzieliśmy w starszym filmie Francisa, czyli właśnie “Gabinecie…”

Kolejny obraz dla miłośników klasyki:)

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat: 9

Aktorstwo:9

Zdjęcia:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:6

To coś:7

Dialogi:7

72/100

Chodź się pobawić

Come out and play (2012)

come out and play recenzja

Małżeństwo Beth i Francis spędzają wakacje w Meksyku. Mężczyzna postanawia wynająć łódź, a jej właściciel proponuje mu wyprawę na pobliską wyspę. Ciężarna kobieta i jej mężczyzna wyruszają w podróż.

Gdy ich stopy staną na suchym lądzie para szybko zorientuje się, że coś jest chyba nie tak z tym miejscem. W opustoszałym miasteczku królują dzieci. Kiedy parze udaje się spotkać wreszcie jakiegoś dorosłego zostaje on szybko eksterminowany przez bachory na ich oczach. Przerażeni bohaterzy będą musieli jakimś cudem znaleźć schronienie w królestwie małych morderców i albo spróbować stamtąd uciec.

come out and play recenzja

Film oceniany jako “mega gniot”. Nie będę już nawet rozwodzić się na temat moich podejrzeń dlaczego lwia część widowni oceniła go w taki sposób, napiszę natomiast jak ja się na to zapatruje.

Twórcą filmu jest firma jednoosobowa w osobie niejakiego Makinova. On jest reżyserem, opowiada za sprawy techniczne oraz napisał scenariusz na podstawie powieści “El juego de los niños”.

come out and play recenzja

Historia opowiedziana w horrorze nieco przypomina to, z czym mieliśmy do czynienia w “Children“.

Jednocześnie film jest remake obrazu z 1976 “Czy zabiłbyś dziecko” – nie miałam jeszcze okazji go obejrzeć, więc ciężko mi powiedzieć coś na temat jego wartości jako nowej wersji starego filmu.

Klimat tej historii i tło umieszczone jest  w bardzo egzotycznym miejscu. Wyludnione miasteczko prezentuje się bardzo osobliwie. W czasie karnawału zanim jeszcze doszło do tragedii musiało tętnić życiem, pełne mieszkańców i turystów. Teraz spotkać tam można tylko pojedyncze egzemplarze rozchichotanych dzieci.

come out and play recenzja

Pomysł na fabułę, tak jak wspomniałam oryginalny nie jest, bo powiela zamysł z “Children” przede wszystkim pod względem morału: wobec takich niewinnych istotek jesteśmy bezbronni, nikt nie jest w stanie skrzywdzić dziecka etc. Nie to żebym się z tym zgadzała, ale rozumiem, że wiele osób “tak ma”.

come out and play recenzja

Oprawcami w “Come out and play” są obce dla bohaterów dzieci, inaczej niż to było w “Children”, a mimo to nasi bohaterzy mają problem ze skutecznym bronieniem się przed małoletnimi, którzy z kolei tworzą sobie małą społeczność sodomitów jak to był np. w “Dzieciach kukurydzy”.

W ich działaniu nie ma jednak logiki, są radosne spontaniczne, zabijają dla zabawy. Kreacje dzieci są jednocześnie upiorne i bardzo naturalne. Nasze ofiary to  z kolei spięci i przerażeni turyści nie mogący racjonalnie ogarnąć co się wokół nich dzieje. Rozgrywająca się tu akcja jest bardzo dramatyczna i mocno trzyma w napięciu. Finał jest taki jakiego można by się spodziewać, ale nie trąci jakimś melodramatycznym patosem i całkiem mi się spodobało takie rozwiązanie.

Raczej arcydziełem gatunku obraz ten się nie stanie, ale mimo wszystko sądzę, że opinie o nim są daleko niesprawiedliwe zwłaszcza,  że nie mamy tu do czynienia z jakąś mega produkcją tylko filmem niskobudżetowym.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:8

Klimat:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:7

Oryginalność:6

Aktorstwo:7

Dialogi:7

To coś:7

72/100

Krwawy dom

The house that dripped blood/ Dom wampirów (1971)

Dom wampirów recenzja

Jak już napisałam o doktorze zgrozie to przyszło mi do głowy żeby wspomnieć jeszcze o tm filmie.


“Dom wampirów” jest najbardziej znaną w dorobku Peter Duffell’ produkcją. Autorem scenariusza jest pisarz Robert Bloch, znany przede wszystkim jako autor niesamowitej “Psychozy”.

“Dom wampirów” ma bardzo podobną formę co “Gabinet grozy dr. Zgrozy”.
Znowu mamy do czynienia z kilkoma “strasznymi opowieściami” połączonymi jednym głównym wątkiem. Wątkiem tym jest rozmowa detektywa ze Scotland Yardu ze sprzedawcą nieruchomości, który odsłania przed nim tajemnicę pewnego upiornego domu, w którym co jakiś czas dochodzi do krwawych zbrodni i niewyjaśnionych zdarzeń.


Tych filmowych segmentów mamy w sumie cztery.
Pierwszy z nich to historia pisarza, którego dręczy postać mordercy, Dominica, którego sam wymyślił i w jakiś dziwny sposób powołał do życia.

Dom wampirów recenzja


Druga historia dotyczy, znowuż mieszkańca owego domu, który w pobliskim miasteczku odkrywa gabinet figur woskowych. Jeden z eksponatów do złudzenia przypomina mu jego zmarłą ukochaną…

Bohaterką trzeciej opowieści jest mała dziewczynka Jane i jej ojciec, który ma wszelkie prawo podejrzewać, że mała uprawia czarną magię.

Dom wampirów recenzja

Ostatnia część to opowieść o pewnym aktorze, który nabywa na potrzeby roli stary płaszcz wampira. W zagadkowy sposób to upiorne odzienie sprawia, że facet sam staje się krwiopijcą.

Dom wampirów recenzja

Tak jak wspomniałam forma opowieści przypomina nieco “Gabinet grozy…” jednak poszczególne opowieści są chyba nieco bardziej skomplikowane i mniej klasyczne niż to było w młodszej produkcji.

Mają też większą szansę przerazić widza, choć z tym też jest raczej średnio.


Horror ogląda się bardzo przyjemnie i jeśli ktoś ma ochotę na coś “tradycyjnego” z gatunku to jak najbardziej polecam.

Moja ocena:

Straszność:6
Fabuła:8
Klimat:9
Zaskoczenie:6
Zabawa:8
Oryginalność:7
To coś:8
Dialogi:7
Aktorstwo:9
Zdjęcia:8

76/100