Miesięczne archiwum: Sierpień 2013

She hated her own life

In her skin/ W jej skórze (2009)

w jej skórze recenzja

Pewnego wieczoru, po zajęciach z tańca 15 letnia Rachel Barber nie wraca do domu. Jej rodzice szaleją z niepokoju.  Z powodu opieszałości policji sami muszą podjąć działania, które pomogą odnaleźć ich córkę. – Sam początek filmu skupia się na staraniach rodziców. Na szczęście fabuła filmu szybko przechodzi do meritum i zamiast kolejnej ckliwej historii o poszukiwaniach zaginionej córy mamy do czynienia z pięknie, aczkolwiek nie do końca perfekcyjnie wyłożonym portretem psychologicznym sprawczyni uprowadzenia dziewczyny. Mogę Wam chyba coś  zdradzić w tym temacie, bo „W jej skórze” nie jest thrillerem obfitującym z jakieś zabójcze zwroty akcji. Po nitce do kłębka ekspresowo poznajemy tożsamość zabójczyni i przebieg całego feralnego zajścia- to jest właśnie główna oś fabuły.

„W jej skórze” to obraz oparty na autentycznej historii, która wydarzyła się w Australii, bodajże w latach ’90. Historia morderstwa Rachel została również opowiedziana w książce „Perfect Victim”, napisaną przy współpracy z matką ofiary. Niestety nie słyszałam, żeby została wydana po polsku.

w jej skórze recenzja

W filmie poznajemy Rachel jako młodą, śliczna i utalentowaną nastolatkę. Jej koleżanka z sąsiedztwa stanowi jej dokładne przeciwieństwo. Caroline, mogłaby wydawać się zwykłą zakompleksioną siksą, ale w jej głowie potrzeba społecznej aprobaty urosła do rangi psychotycznej obsesji.

w jej skórze recenzja

Za wzór i wcielenie niedoścignionej doskonałości Caroline postrzega Rachel.

Obserwujemy początki zaburzenia Caroline, jego zaawansowany obraz aż w końcu eskalację, w której poprzez brutalne morderstwo Caroline w swojej głowie staje się Rachel.

w jej skórze recenzja

Nie poznajemy tu dalszych losów zabójczyni jednak z lektury wcześniej wspomnianej książki dowiadujemy się, że Caroline poniekąd osiągnęła swój cel także w rzeczywistości: Żmudny proces sądowy i stres z nim związany sprawił, że schudła, a rozgłos jaki dało jej morderstwo nastolatki przysporzył jej wielu sympatyków, wśród więźniarek czuje się jak królowa, a więzienny system dał jej upragnioną stabilność;)

„W jej skórze” nie przypomina dokumentu mimo iż obrazuje autentyczne wydarzenia. Jest w nim jakiś mroczny, artystyczny duch, który nieco gryzie się z brutalnością tej historii.

Obsada aktorska nie powala, choć dwie główne postaci kobiece spisały się całkiem dobrze. Muzyka filmowa jest wręcz idealna. Oto próbka:

Całość jak najbardziej godna uwagi.


Moja ocena:

Straszność:5

Napięcie:6

Fabuła:8

Klimat:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Oryginalność:8

To coś:9

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:7

71/100

W skali brutalności:2/10

A dlaczego nie?

You’re next/ Następny jesteś Ty (2011)

następny jesteś ty

Rzęsiste brawa, achy i ochy wszelkiej maści na temat produkcji Adama Wingarda rozbrzmiewają już od miesiąca, mimo iż do polskich kin film ma dopiero wejść 6 września. Bardzo sugestywna i skuteczna w większości przypadków reklama głosiła, że będziemy mieć do czynienia z filmem: niesztampowym, podejmującym walkę ze schematami jakimi jesteśmy od lat karmieni, inteligentnym i strasznym. Podeszłam do tego z przymrużeniem oka, skutkiem czego wyszłam z seansu bardziej zadowolona niż się spodziewałam.

Rodzina Davisonów spotyka się w rezydencji na odludziu, aby celebrować trzydziestą piątą rocznicę ślubu Aubrey i Paula. Przybywają ich trzej synowe z partnerkami i córka z partnerem. Z tego grona na pierwszy plan szybko wyłania się Erin narzeczona Crispiana. Po mniej więcej dziesięciu minutach wiemy, że oto przed nami stoi final girl.

W czasie rodzinnej kolacji dochodzi do kilku niesmacznych scysji. Wtedy przez okno w jadalni wpadają pierwsze strzały raniące pierwsze ofiary. Ktoś próbuje uśmiercić rodzinę Davisonów.

następny jesteś ty

„Następny jesteś Ty” to klasyczny przykład thrillera z podgatunku home invasion. Grupa bezwzględnych morderców atakuje bohaterów w ich domu, tak jak to było w „Nieznajomych”, „Funny games”, czy „Ils„.

Włamywacze są niezwykle brutalni. Machają siekierami, maczetami, strzelają do ofiar z kuszy. Takie nieco staromodne środki zagłady nasuwają skojarzenie ze starszymi przedstawicielami horrorów typu slasher.

Scenografia, czyli pokaźnych rozmiarów dom urządzony w stylu Tudoriańskim również może kojarzyć się posuniętymi już w latach produkcjami- Dla kontrastu mamy takie filmy jak „Noc oczyszczenie„, czy „Napaść„.

Nie mamy tu do czynienia z żadnymi technicznymi nowinkami. Erin, nasza final girl, łapie wszystko co ma pod ręką dla obrony. Jej zachowanie może jednak budzić w widzu wątpliwości. Z jednej strony cieszymy się, że nie mamy do czynienia z kolejną pierdołą, której tylko cudem i fartem udaje się ujść z życiem, ale z drugiej strony jej zagrywki w stylu Lary Craft czy McGywera mogą rozśmieszyć.

następny jesteś ty

A powiem szczerze, że scen mogących wzbudzić w widzu śmiech jest sporo. Dialogi, szczególnie w końcowej części obrazu kojarzą się bardziej z pastiszem niż filmem, który ma przerazić.

Reżyser filmu chciał stworzyć bardziej klasyczny obraz z motywem włamania, jednak scenarzysta zapragnął innowacji, toteż w połowie filmu zastępuje zwrot akcji, nie jest on jednak tak zaskakujący jak chcieli by tego twórcy.

następny jesteś ty

Druga część filmu, kiedy już poznajemy zamiary i przyczyny, przeradza się niejako w film z podgatunku revenge. Kilka scen silnie skojarzyło mi się z „Ostatnim domem po lewej„. Fragment z blenderem jest niewątpliwie… interesujący:)

Klimat obrazu tak jak wspominałam kojarzy się ze starszymi przedstawicielami gatunku. Nie tylko ze względu na scenografię. Rękę do takiego efektu na pewno przyłożyła filmowa muzyka stylizowana na soundtrack ze starego dobrego slashera. Grze aktorskiej nie mam nic do zarzucenia, podobnie jak zdjęciom.

Flm należy oglądać z lekkim przymrużeniem oka mimo iż napięcie budowane jest całkiem na serio, a krwi będzie sporo.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:9

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

Zaskoczenie:6

70/100

W skali brutalności:7/10

Za zaproszenie na pokaz filmu dziękuję M2 Films:

m2films

Wredna dziewczynka ze studni

The Ring 1-2/ Krąg 1-2 (2002-2005)

krąg i krąg 2 recenzja

krąg i krąg 2 recenzja

Pewnego razu razu w kraju kwitnącej wiśni ukazała się książka. Książka ta opowiadała o straszliwej klątwie rzuconej przez mściwą Sadoko. Reżyserowi Hideo Nakacie tak spodobał się twór Koji Suzuki, że postanowił na jego podstawie nakręcić film w którym połączone zostały dawne ludowe wierzenia o powracających z za grobu zmarłych i technologii osadzając akcje w metropolii.

Tak więc w końcu lat ’90 do Japońskich kin weszła oryginalna wersja „Kręgu”. W 2002 roku Gore Verbinski podchwycił pomysł Azjatów i nakręcił Hollwoodzką wersję „The Ring”. Do polskich kin obydwa filmy weszły jednocześnie.

I tak oto, moi drodzy, rozpoczął się szał na amerykańskie remake azjatyckich filmów grozy. Zaraz za „The ring” i „The ring 2” do kin wszedł remake „Dark water”, rok wcześniej „Klątwa”, następnie jej kontynuacja,dalej „Shutter” i „Nieproszeni goście„. Jest ich pewnie jeszcze więcej.

Wersją oryginalną „The ring” nie byłam zbyt zachwycona toteż dziś będzie o amerykańskiej wersji.

Rachel Keller, młoda dziennikarka i matka Aidana wpada na trop tajemniczej kasety wideo, która według krążących wśród nastolatek opowieści zabija w ciągu 7 dni od jej obejrzenia. Kto by w to uwierzył? Pewnie nikt gdyby nie bardzo dobitne przesłanki, które mówią każdemu kto obejrzy kasetę że śmierć jest już blisko, ma czarne długie włosy i wypełza ze studni.

krąg i krąg 2 recenzja

Rachel wiedziona zawodową ciekawością ogląda krótki, acz treściwy film zarejestrowany na taśmie, co gorsza pokazuje go swojemu ex, ojcowi Aidana a w końcu przez przypadek także mały zostanie widzem pokazu nadawanego ze studni. Kobieta ma tylko 7 dni by wytropić tego kto odpowiada za morderczą kasetę i zapobiec masowej śmierci.

krąg i krąg 2 recenzja

Wieki temu oglądałam po raz pierwszy ten film. Byłam absolutnie przerażona. Po jakiś dziesięciu seansach można się z „The ring” oswoić. Powstało do tej pory wiele innych filmów wywołujących gęsią skórkę jednak do ‚wrednej dziewczynki ze studni’ mam sentyment.

Postać Samary spokojnie można uznać za jedną z ikon czarnych charakterów. Mała dziewczynka, której postać została skonstruowana z niedopowiedzeń i mrożących krew w żyłach zachowań. Jej historia jest równie straszna co smutna. Rachel robi sobie nadzieje, że wygra z Samarą, w końcu jest ona tylko małą nieszczęśliwą dziewczynką, pochówek zapewni spokój jej duszy. „The ring” w pewnym sensie zadał kłam wszystkim ghost story, w których skrzywdzone dusze szukają pomocy u żywych. Ich krzywdzące działania są próbą zwrócenia na siebie uwagi, wołaniem o pomoc. Samara nie chciała pomocy, chciała krzywdzić ludzi. Za życia i po śmierci. I całe szczęście, bo inaczej jej postać straciłaby całą siłę przebicia.

krąg i krąg 2 recenzja

Druga część obrazu to już dzieło Hideo Nakaty, twórcy oryginału. Gore Verbinski, który zapewnił widzom tak sowita porcję grozy został z następnego projektu wykolegowany.

„The ring 2” zaczyna się od pełnej nadziei przeprowadzki Rachel i Aidana do innego miasta. Mieli tam zaznać spokoju jednak okazało się, że kaseta krąży i zabija nadal. Co więcej Samara zmieniła tor działania i teraz nie chodzi jej tylko o mordowanie ludzi, lecz o powrót w ich szeregi.

krąg i krąg 2 recenzja

Pojawia się tu także historia pochodzenia dziwnej dziewczynki. Dość niejasna, dość pogmatwana, ale robiąca niejakie wrażenie.

Zdecydowanie palmę pierwszeństwa oddaje pierwszej części filmu.

krąg i krąg 2 recenzja

W „The ring 2” trochę zabrakło mi klimatu. Niewiele było dobrych, autentycznie przerażających scen. W pierwszej części mamy chociażby scenę z koniem na promie, która bardzo zapadła mi w pamięć, tu mamy stado jeleni atakujących dorodnymi porożami auto naszych bohaterów- słabe.

Jeśli chodzi o zdjęcia, aktorstwo i muzykę to w przypadku obydwu produkcji nie ma się do czego przyczepić, choć przyznam, że pierwsza część wydała mi się bardziej ‚staranna’. Za muzykę odpowiadał jeden z moich najbardziej uwielbianych kompozytorów Hans Zimmer.

Moja ocena:

The Ring/ Krąg:9/10

The Ring/ Krąg 2: 7/10

Wrócisz przed północą

23:59 (2011)

23:59

Jakiś czas temu pisałam tu o „Ghost child„. Tym razem mam dla Was inny, starszy obraz tego reżysera.

Singapurski horror rozgrywa się w wojskowym obozie. Składa się z retrospekcji z lat 80 i historii rozgrywającej się obecnie. Retrospekcja jest tu jednak dominująca. Grupa rekrutów nocą opowiada sobie historię, która wydarzyła się około 30 lat wstecz i skończyła się tragiczną śmiercią dwóch żołnierzy: Ekipa rekrutów wyruszyła na nocny marsz rzez dżungle. Jeden z nich, Tan, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Winą za to zostaje obarczony dowódca jednak w obozie zaczynają się dziać coraz bardziej podejrzane rzeczy. Rekrutów nawiedza duch żołnierza, który przed laty popełnił tam samobójstwo. W sprawę zdaje się być także zamieszana mieszkająca nieopodal kobieta.

23:59

 „23:59” jest obrazem mocno średnim. Nie do końca spełnia swoja rolę jako horror. Rozgrywa się na potencjalnie wymarzonej dla grozy przestrzeni: wyspa, dżungla, surowy budynek wojskowego obozu.

Bohaterami są młodzi mężczyźni, którym powinna doskwierać izolacja. Nastrój singapurskiego obozu wojskowego przypomina raczej obozik harcerski. Rekruci biegają na swobodzie, co i rusz ktoś znika w dżungli. Dowódca nic nie ogarnia.

23:59

Wygląda to dość słabo i znowu mamy skojarzenie z naiwnym  teen horrorem.

Mamy kilka ciekawszych wątków, niezłe zdjęcia, dość przyjemną muzykę, ale to co najbardziej psuło mi klimat to język jakim posługują się aktorzy. Skośny film powinien być zagrany w skośnym języku, zamiast tego mamy angielszczyznę z tragiczno -komicznym akcentem. Czasami miałam wrażenie, że aktorzy recytują swoje kwestie z kartek.

Całość – może być i nic ponad to.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Aktorstwo:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

Godzina duchów

3 A.M. (2012)

3 AM recenzja

Nowy tajlandzki straszak przygotowany został pod formułę 3D. W polskich kinach pewnie go nie zobaczymy, ale czy w związku z tym wiele tracimy?

„3 A.M” czyli trzecia nad ranem składa się z trzech krótkich noweli filmowych bazujących na tym, co Azjaci lubią najbardziej: Czyli bladolice zjawy i upiorna elektronika. Wszystkie filmy łączy rzeczona ‚godzina duchów’.

Pierwszy obraz opowiada o młodej dziewczynie, która pracuje w zakładzie perukarskim swoich rodziców. Dziewczę poświęca się robieniu peruk z naturalnych włosów a tym czasem jej siostrula radośnie swawoli ze znajomymi na tarasie domu. Tejże właśnie nocy do akcji wkracza duch. Of course bladolicy i czarnowłosy. Komuś przydarzy się krzywda.

3 AM recenzja

Drugi obraz opowiada o młodym pielęgniarzu, który porzuca pracę w szpitalu by zając się przygotowywaniem zwłok do pochówku. Pierwsze zlecenie dotyczy niedoszłej pary młodej której tuż przed ślubem przydarzył się wypadek.

To co miało być wypadkiem okazuje się krwawym mordem, a pod wpływem niezwykłej urody panny młodej chłopakowi trochę ‚odbija’. Pojawia się tu wątek nie tylko mściwych duchów, ale i nekrofilii.

3 AM recenzja

Ostatni obraz jest zdecydowanie najsłabszy i szczere, to trochę mi się na nim przysnęło. Akcja rozgrywa się w biurowcu gdzie zło postanawia zaatakować pracowników przy użyciu technologii komputerowej.

3 AM recenzja

W ostatnich latach widać tendencję do tworzenia filmów składających się z kilku krótszych obrazów. Mamy dwie części „VHS„, mamy „Alfabet śmierci„.

Nic w tym jednak nowatorskiego. Bo tego rodzaju pomysł na horror jest stary jak świat, wystarczy przypomnieć sobie „Gabinet grozy dr. Zgrozy” czy Torture garden„.

Tamte obrazy nie zaskakiwały pomysłową treścią. Odwoływały się raczej do tego co już znane i sprawdzone. Tak też jest w przypadku „3 A.M.”- nie ma tu miejsca na niespodzianki.

Moja ocena:

„Peruka”:5/10

„Zwłoki panny młodej”:6/10

„OR+….”: 4/10

5/10

 

W Skali brutalności:3/10

UWAGA: Przez tydzień nie pojawi się  żaden wpis, bo wypuszczam się na wakacje.

Wielmożna dziura w ziemi

Jug face (2013)

jug face recenzja

Nastoletnia Ada mieszka w małej osadzie w lesie. Jej mieszkańcy wyznają kult dziury w ziemi, której składają ofiary z ludzi typowane przez ‚garncarza’. Garncarz do którego przemawia dziura ma za zadanie ulepić dzban z wizerunkiem osadnika, którego życzy sobie uśmiercić dziura. Wszytko po to, żeby łaskawa dziura dawała mieszkańcom łaskę zdrowia. Pewnego dnia garncarz lepi dzban z twarzą Ady.

jug face recenzja

Dziwny jest ten film, delikatnie ujmując. Nie chodzi mi tu o jakąś szczególnie pomysłową formę przekazu lecz o sam pomysł na fabułę. Mamy tu prawie cały wachlarz zachowań małych sodomicznych społeczności. Przede wszystkim dziwne wierzenia, które wydaje się nie są jakąś ułudą bo gdy tylko ktoś spróbuje oszukać dziurę trup ścieli się gęsto.

jug face recenzja

Początkowo sądziłam że będzie tu motyw podobny temu z „Osady” gdzie finalnie okaże się, że wszytko jest wyssane z palca i służy jakimś ludzkim celom.

Nic z tych rzeczy. Fabuła od początku do końca zmierza w jednoznacznym kierunku. Wątek paranormalny jest tu dominujący, ale nie zabraknie miejsca na małe i duże ludzkie dramaty, przymusowe małżeństwa, kazirodztwo etc.

Ogólnie mówiąc cały pomysł jest zacny, ale coś tu nie styka do końca, przez co film wlecze się niemiłosiernie i nie daje pełnej radości z seansu.

Jak na film produkcji amerykańskiej jest dość stonowany i nie celuje w przerażaniu czy szokowaniu. Groza jakaś tam jest, ale bardziej czai się za drzewami niż wyskakuje na drogę.

jug face recenzja

Aktorstwo całkiem dobre, ale bez szału.


Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Napięcie:3

Zaskoczenie:3

Zabawa:4

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:6

Aktorstwo:6

klimat:6

52/100

Sceny brutalne:4/10

Czy jesteś godzien mojego piekła

Dla ciebie i ognia (2008)

dla ciebie i ognia recenzja

Adam to młody dziennikarz zatrudniony w gdańskiej gazecie codziennej. Chcąc przyspieszyć rozwój swojej kariery postanawia napisać kontrowersyjny artykuł, w którym oskarża miejscowego proboszcza o zachowania pedofilske. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka Janusza, który ratuje go od śmierci pod kołami pojazdu. Janusz jest grubą rybą na pomorzu toteż Adam postanawia się z nim zakumplować i pracować dla niego. Wszystko zaczyna się komplikować w dniu, w którym młody dziennikarz zaczyna otrzymywać tajemnicze przesyłki zawierające zdjęcia i filmy, na których jest jego narzeczona, wcielenie niewinności (i brzydoty- taka moja osobista opina) Ania.

„Dla ciebie i ognia” to polski thriller nakręcony przez parę młodych reżyserów Mateusza Jemioła i Tomasza Zasadę. Scenariusz to również wynik ich współpracy. Patrząc na ten film surowym okiem można by się z całą pewnością do kilku spraw przyczepić, przede wszystkim aktorstwo. Michał Chołka, który wciela się postać Adama jest uroczy, ale jego aktorstwo momentami wypada bardzo nienaturalnie. Reszta obsady też pozostawia wiele do życzenia, jednak jestem w stanie to wybaczyć, bo na pozostałych polach film bije na głowę większość współczesnych produkcji polskich, a i na tle kina ‚zagramanicznego’ wypada bardzo elegancko.

dla ciebie i ognia recenzja

„Dla ciebie i ognia” operuje formułą paranoid thriller, gdzie nasz bohater znajduje się w kręgu niedorzecznych sytuacji i zmuszony jest na własną rękę rozwikłać tajemnicę- przede wszystkim przesyłek oznaczonych po łacinie „Dla ciebie i dla ognia”. Materiały jakie znajduje w kopercie są co najmniej dziwne. Na zdjęciach jego ukochana Ania wygląda jak zahipnotyzowana, znajduje się w miejscach i spotyka z ludźmi, których nie rozpoznaje.

Wokół Adama coraz silniej zaciskają się kleszcze paranoi. Co i rusz coś idzie nie tak aż w końcu Adam traci wszystko. Tylko Janusz jest w stanie mu pomóc…

dla ciebie i ognia recenzja

 „Dla ciebie i ognia” jest  porównywany z kilkoma innymi produkcjami, ale żeby nie czynić spolilera nie zdradzę o jakie chodzi.

Bardzo spodobał mi się klimat tego filmu. Realizacja nie do końca oszlifowana, ale wypada całkiem przekonująco. Jest trochę sennie, trochę hipnotycznie, ale dużo się dzieje, napięcie trzyma nas za gardło więc nudą nie wieje.

Czymś mnie ten film uwiódł:)

Muzyka filmowa, szczególnie piosenka „Pozwolę ci teraz odejść” dopełnia całości i poniekąd zapowiada nam jaki będzie finał tej historii. Zakończenie dość zaskakujące, ale nie mogę powiedzieć, że czegoś takiego już nie było.

Moja ocena:

Straszność:5

Napięcie:10

Fabuła:10

Klimat:8

Zaskoczenie:8

Zabawa:9

Oryginalność:6

To coś:10

Aktorstwo:5

Walory techniczne:7

78/100


W skali brutalności:4/10 (kilka małych morderstw)

Niekochane dzieci tulą kotki

Go-hyang-i: Jook-eum-eul Bo-neun Doo Gae-eui Noon/ Kot (2011)

kot recenzja

Nie mam bladego pojęcia co oznacza obszerny oryginalny tytuł 🙂 Może coś w stylu nie krzywdź kota, bo kot skrzywdzi Ciebie?

Młoda pracownica sklepu/ salonu piękności dla zwierząt cierpi na poważną klaustrofobię. Jej problemy pogłębiają się gdy przygarnia ‚osieroconego kota’, którego właścicielka zginęła w dość podejrzanych okolicznościach.

So-Hee otacza należytą opieką futrzaka jednak z czasem kot zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie, a ona zaczyna mieć halucynacje, w których widzi małą dziewczynkę. Kluczem do rozwiązania tajemnicy jest nie kto inny jak tytułowy kot – a raczej koty.

kot recenzja

Jest to jeden z tych filmów, na których zalewam się łzami. Straszak z niego przeciętny, ale historia jest na tyle smutna, że dramatyzmem nadrabia grozę. Chyba, że ktoś nie lubi kotów i babć z alzheimerem i małych dziewczynek:)

Aż mnie korci tu żeby wytoczyć potężny spoiler, w którym wyplułabym cały jad na ludzi znęcających się nad zwierzętami.

Mimo iż film wydaje się być schematyczny, bo znowu mamy ducha małej czarnowłosej dziewczynki, to nie powinien rozczarować nikogo kto lubi kino azjatyckie z pod znaku J-horroru.

kot recenzja 

Klimat filmu jest ciekawy, stada kotów nie tylko cieszą oko ich fanów, ale też wprowadzają nastrój tajemnicy. Nie ma chyba zwierzęcia, do którego równie chętnie dorabiana jest mistyczna otoczka.

Efekty specjalne takie sobie, ale na szczęście nie ma ich zbyt wiele.

Film bardzo mądry w swoim przesłaniu.

Polecam przede wszystkim kociarzom:)

kot recenzja

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:10

Napięcie:8

Klimat:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:9

Walory techniczne:6

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:10

80/100

W skali brutalności:2/10 (jest dramatycznie i smutno, ale nikogo ze skóry nie obdzierają)

Pora na polski horrror

Pora mroku (2008)

pora mroku recenzja

Akcja polskiego horroru będącego debiutanckim projektem reżyserskim Grzegorza Kuczeriszki rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to typowo slasherowa historyjka o młodych -rozluźnionych, którzy przybywają na Dolny Śląsk w celach rekreacyjnych. Drugi tor fabuły przebiega w okolicy szpitala psychiatrycznego, gdzie młoda dziewczyna, Karolina, ma odbębnić rok odsiadki. W szpitalu, jak to w szpitalu, dzieje się źle. Świry jak to zazwyczaj, okazują się bardziej normalne niż personel szpitalny. W brudnych podziemiach poniemieckich budynków krzyżują się drogi wesołych – swawolnych i Karoliny, której towarzyszy jeden z pacjentów, Zolo.

Film spotkał się z tragicznym odbiorem ze strony polskiej publiczności. Zastanawiam się, czy nie jest to już kwestia takiej utartej maniery, żeby obrzucać gównem swoich, a chwalić to co obce. Trawa w końcu jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie:)

pora mroku recenzja

Grzegorz Kuczeriszka, reżyserem nigdy nie był za to wprawił się w robieniu zdjęć. Zaszczycił wiele polskich produkcji z nie najgorszym efektem. Zaczynam od tego, bo od strony operatorskiej film wypada jak najbardziej ok. Reżyser bowiem zajął się również tą stroną techniczną filmu. Nie mogę powiedzieć żebym padła z zachwytu, ale ostre, migawkowe ujęcia utrzymane w ciemnej tonacji bardzo służą klimatowi. Dobór scenerii również zasługuje na uwagę. Cóż, że dolnośląszczanie wychodzą tu na klasycznych wiejskich sodomitów, twórcom udało się stworzyć w tym  właśnie miejscu dobrą przestrzeń dla scenariusza filmu grozy.

pora mroku recenzja

Oto mamy grupę polsko-niemieckich pseudo naukowców, którzy przy pomocy nikomu niepotrzebnym wyrzutkom planują dać nowe życie zasłużonym i bogatym faszystom. Ewidentnie pomysł jest zerżnięty z produkcji zachodnich.

Nie wiem czemu, ale osobiście nie szaleję z pogardy dla tego filmu. Po za irytującymi postaciami wcześniej wspomnianych młodych -swawolnych, którzy na szczęście w większości szybko znikają i słabo dobraną muzyką nie znalazłabym tu uchybień, których wcześniej nie spotkałam w fantastycznym kinie zagranicznym na porównywalnym poziomie. Mogę rzec, że przynajmniej się nie wynudziłam.

Aktorstwo jest ‚takie se’. Niejako spisała się Natalia Rybicka w roli Karoliny i Karolina Gorczyzca jako Aśka, choć tę drugą wolę w rolach femme fatale  jak ta w filmie „Huśtawka”. Jednak największą uwagę zwrócił Paweł Tomaszewski w roli świra Zoli.

pora mroku recenzja

Reszta, z Kubą Wesołowskim na czele nadaje się generalnie na zsyp. Przygarnięci zostali chyba tylko po to żeby ściągnąć do kina fanów seriali.

Ogólne wrażenie średnie, ale na takie biczowanko jakie temu filmowi fundują inni samozwańczy znawcy gatunku, nie zasłużył.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Napięcie:6

Klimat:7

Oryginalność:3

To coś:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Zaskoczenie:6

47/100

 

W skali brutalności, film otrzymuje: 4/10

Lackberg w zamknięciu

Zamieć śnieżna i woń migdałów – Camilla Lackberg

zamieć śnieżna i woń migdałów recenzja

Zbliżają się święta bożego narodzenia. Młody policjant Martin po namowach swojej dziewczyny zgadza się spędzić  przedświąteczny weekend wraz z jej rodziną na wyspie Valon. Tam poznaje brudne sekreciki bogatej familii . Począwszy od seniora rodu Rubena kończywszy na najmłodszych wnuczkach wszyscy w rodzinie opętani są żądzą pieniędzy. Kiedy w czasie kolacji wspomniany Ruben pada martwy przy stole na małej przestrzeni i w kompletnej izolacji młody policjant musi stwierdzić kto z rodziny Liljecronas najbardziej chciał uśmiercić milionera.

„Zamieć śnieżna i woń migdałów” jest poniekąd powiązana z serią o detektywach z Fjällbacki i pisarce Erice. Martin jest bowiem jednym z pracowników komisariatu, którego pracownicy rozwiązywali tajemnice morderstw we wszystkich powieściach Lackberg od „Księżniczki z lodu” począwszy na „Fabrykantce aniołków” kończąc.

Króciutka i ładnie wydana książka nie bardzo jednak przypomina inne dzieła Lackberg. Nazwałabym ją raczej opowiadaniem w stylu Agathy Christy.

O ile na większej przestrzeni – chodzi mu tu zarówno o miejsca akcji jak i długość powieści – Lackberg radzi sobie doskonale, to tu w tym krótkim dziele o bohaterach uwiezionych w pensjonacie w czasie zamieci śnieżnej nie jest w stanie rozwinąć skrzydeł.

Najmocniejsza stroną jej wcześniejszych utworów były retrospekcje, które pozwalały na przeniesienie się daleko w przeszłość gdzie zawsze tkwiły wskazówki do rozwiązania bieżącego śledztwa.

W „Zamieci śnieżnej…” wszystko dzieje się w czasie teraźniejszym, jeżeli autorka wspomina o przeszłości bohaterów to tylko po to żeby lepiej nakreślić ich charakterystykę.

Trzeba się zadowolić tym co mamy…

Jak na dłoni widać tu wszystkie uchybienia jej pisarstwa. W przypadku dłuższych powieści z dobrze poprowadzonym wątkiem tajemnicy z przeszłości nie zwracałam na to uwagi. Obecna historia mimo iż wciągająca nie pochłonęła mnie na tyle bym nie zauważyła kiepskiej i bardzo prostej konstrukcji postaci. Martin jest irytująco nieporadny przez całe, krótkie śledztwo przy czym w ostatniej chwili doznaje olśnienia bezbłędnie wskazując gdzie kryje się ‚prawda’. Samo zakończenie powieści jest delikatnie mówiąc naciągane.

Doceniam jednak starania Lackberg, bo jej książka uratowała mnie przed nudą oczekiwania na opóźniający się pociąg;)

Moja ocena:5+/10