Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

Zajazd pełen duchów

Niewidzialne – Heather Graham

Niewiedzialne książka

Młoda agentka biura szeryfa pewnego dnia otrzymuje tajemniczą ofertę pracy z grupie zadaniowej z ramienia FBI. Wszystko wskazuje na to, że to jej paranormalne zdolności, które sama określa zaledwie intuicją ściągnęły na nią zainteresowanie mężczyzny o nazwisku Crow, odpowiadającego za tenże projekt. W San Antonio w Teksasie poznaje cel swojej przyszłej pracy. Wraz z doświadczonym rangerem, Loganem, również posługującym się zdolnościami parapsychicznymi, ma rozwikłać tajemnicę zniknięć młodych kobiet w okolicach legendarnego Alamo.

Początek tej historii przenosi nas w czasy walk niepodległościowych na terenach Teksasu, praktycznie przeddzień słynnej bitwy pod Alamo. Autorka snuje opowieść o młodej prostytutce Rosie, która zostaje uprowadzona przez mężczyznę chcącego zdobyć legendarny brylant nieszczęsnej księżniczki z rodu Habsburgów, który przypadkowo wpadł w ręce Rose. Ta zamierzchła historia stanowi punkt wyjścia dla współcześnie opisywanych wydarzeń, których bohaterami będą śledczy Kelsey i Logan.

Przyznam, że książka szybko mnie wciągnęła i byłam żywo zainteresowana zarówno historią z przed lat jak i bieżącymi wydarzeniami dotyczącymi zaginięć i morderstw.

Autorka postarała się o stworzenie bardzo sugestywnego obrazu San Antonio ze wszystkimi historycznymi miejscami. Po Alamo przechadza się duch żołnierza. Nad miejscami, w których policja znajduje zwłoki krążą stada kruków, które niekiedy mają znacznie więcej do powiedzenia i zrobienia niż tylko wskazanie miejsca nieszczęścia. Legendarny zajazd w San Antonio przedstawiony jest jako miejsce rozgrywającej się tam tragedii, miejsce biernych nawiedzeń, ale też nadal tętniący życiem relikt historii. Wszytko byłoby naprawdę świetnie gdyby nie… No, właśnie, co?

Styl pisarski Graham nie do końca przypadł mi do gustu, bardziej mi on pasował do  harleqina niż powieści z pogranicza thrillera i sensacji. Dużo było tu zbędnych wstawek i niepotrzebnych rozwodzeń nad mało istotnymi faktami. Co więcej zaobserwowałam duże nagromadzenie powtórzeń określonych zwrotów, niekiedy całych zdań. Zupełnie bezcelowe. Dodatkowo w połowie książki upchnięty został wątek romansowy. Dotyczył on oczywiście pary śledczych.

Sposób przedstawienia pary głównych bohaterów też trochę kulał. Z kobiecej bohaterki autorka zrobiła istotę bez skazy, pozbawionej jakichkolwiek cech charakterystycznych. Wciąż w rozważaniach Logana – a rozważań tych było nieprzytomnie dużo – pojawiały się kwestie, w których podkreślał jej niesamowitą urodę – nie tylko on z resztą – niebywały profesjonalizm i niezwykła empatię. Z miejsca straciła ona na wiarygodności, taki chodzący ideał.

Co się tyczy mężczyzny również oscylował w okolicach doskonałości. Choć zachwytów na jego temat było na szczęście znacznie mniej. Tak czy inaczej trochę trąciło mi to tanim romantyzmem z poczytanek dla osamotnionych kur domowych:)

Nie można tej książki nazwać pełnokrwistym thrillerem, nie mniej jednak porusza on tematy, które bez wątpienia zainteresują fanów literatury grozy. Trzeba tylko przymknąć oko na wymienione tu przeze mnie niedoskonałości.

Moja ocena:

7-/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu G+J:

gj książki

 

Dwa oblicza

The Dark Mirror/ Mroczne zwierciadło (1946)

mroczne zwierciadlo recenzja

Pewnej nocy dochodzi do zamordowania lubianego lekarza doktora Peralta. Policjanci dowiadują się iż jako ostatnia w okolicy mieszkania zamordowanego była widziana Terry Collins, młoda piękna niewiasta pracująca jako sprzedawczyni przy stoisku z gazetami w szpitalu, w którym również pracował doktor Peralta. Porucznik Stevenson i jego współpracownicy chcą oskarżyć o morderstwo urodziwą kobietę jednak wtedy wychodzi na jaw tajemnica, która uniemożliwia aresztowanie podejrzanej.

mroczne zwierciadlo recenzja

„Mroczne zwierciadło” to wspaniały reprezentant mojej ulubionej estetyki filmowej mianowicie obraz noir. Jak na takowy film przystało jego główna bohaterką jest urodziwa femme fatale. Terry to kobieta inteligentna przebiegła i pozbawiona sumienia. Porucznik Stevenson za wszelką cenę chce ją wsadzić na krzesło elektryczne, ale wtedy okazuje się, że tak naprawdę nie wiadomo kogo widzieli świadkowie pod domem zamordowanego, bowiem Terry ma swoją idealną kopię, siostrę bliźniaczkę, delikatną Ruth. Z pomocą przychodzi mu lekarz psychiatra zajmujący się badaniami nad bliźniętami.

Thriller „Mroczne zwierciadło” powinien spodobać się fanom „Co się zdarzyło Baby Jane„.

Znowuż mamy tu opowieść o siostrzanej rywalizacji, chorobliwej zaborczości i chorobie psychicznej. Co prawda brakuje tu duetu Crawford- Davis, mamy za to Olivię Havilland w podwójnej roli. Fani starego kina pamiętają ją chociażby z roli mdłej Melanie z „Przeminęło z wiatrem”. Tu w roli Terry/Ruth pokazuje zupełnie inne oblicze.

mroczne zwierciadlo recenzja

Ciekawą postacią filmową jest doktor Scott Elliott odważnie balansujący pomiędzy dwiema siostrami z czego każda może okazać się psychopatyczną zabójczynią.

mroczne zwierciadlo recenzja

Najważniejsze w tym wszystkim są jednak siostry. Pozornie identyczne bliźniaczki w rzeczywistości zupełnie inne. Tytułowe mroczne zwierciadło daje mam obraz odwrócony, to też  ‚po drugiej stronie lustra’ mamy obraz skrajnie przeciwny.Symboliczne są tu też plamy atramentowe, które choć są idealnie symetryczne to każdy może zobaczyć po obydwu ich krańcach coś zupełnie innego.

mroczne zwierciadlo recenzja

Filmy noir słyną z obrazowania takiej dwoistości natury ludzkiej. Nie lubią moralizowania za to lubią rzucać widzowi pod nos wyraźne kontrasty.

Obraz Sidomaka to film jak najbardziej zasługujący na oklaski. Dobrze zrealizowany, pomysłowy i przemyślany. Oczywiście nie spodoba się osobom stawiającym na prostą rozrywkę z dużą ilością fajniackich efektów. Raczej propozycja dla niestrudzonych fanów klasyki.

Moja ocena:

Straszność:6

Napięcie:8

Klimat:10

Fabuła:9

Zabawa:9

Aktorstwo:10

Walory techniczne:9

Zaskoczenie:7

Oryginalność:8

To coś:10

86/100


W skali brutalności:0/10

Alicja, postrach zombie

Alicja w krainie zombie – Gena Showalker

alicja w krainie zombie

„Alicja w krainie zombie” to pierwsza część dłuższej sagi p.t. „Kroniki białego królika”.

Dość długa, ładnie wydana książka opowiada historię nastoletniej Alicji. Dziewczyna wiedzie prawie całkiem zwyczajny żywot. Prawie, bo jej ojciec jest szalonym alkoholikiem, który widuje potwory i w związku z tym nie pozwala swojej rodzinie wychodzić z domu po zmroku. W dniu urodzin córki łamie swoją żelazną zasadę i wraz z rodziną udaje się na wieczorny recital w szkole. Wszyscy z wyjątkiem Alicji giną w wypadku samochodowym. Od tamtej pory Alicja również zaczyna widywać potwory znajome jej z opowieści ojca.

Gena Showalker to kolejna niemłoda już autorka, która z pełnym zaangażowaniem wchodzi w śwat nastolatek by tworzyć opowieści z gatunku paranormal romans. Tak, takich jak „Zmierzch” i sto innych powstałych na fali mody na romanse międzygatunkowe książek.

Mimo iż pod względem warsztatu literackiego radzi sobie o niebo lepiej niż Mayer to porównań z jej naiwną historyjką nie uniknie. Niestety pisarka powiela schemat: młoda naiwna, piękna acz zakomopleksiona poznaje młodego, doświadczonego, pięknego i mrocznego. Historia romansu Cole’a i Alicji to w zasadzie ksero tego co mieliśmy w pierwszej części „Zmierzchu”. Dziewczyna przyciąga do siebie chłopaka, bo ma w sobie coś czego on nie rozumie. W tle czai się zło, z którym walczy dzielny młodzieniec. Zatrzymajmy się na chwile przy młodzieńcu: Banalne piękną blond włosej Alicji jest niczym przy zjawiskowej urodzie Cole’a. Przyznam, że nie byłam wstanie wyobrazić sobie faceta o ‚pięknych fiołkowych oczach’. Nieustanie przed oczami stawała mi Liz Taylor w stroju Kleopatry, jedyna znana mi posiadaczka fiołkowych oczu. Utrudniało mi to nieco wczuwanie się w zachwyty Alicji. A może jestem już za stara na takie ekscesy?

alicja w krainie zombie

Jeśli chodzi o nawiązania do „Alicji w krainie czarów” to jest ich jak na lekarstwo. Można je znaleźć w tytułach rozdziałów i imionach poszczególnych bohaterów, czy ich charakterystykach.

Co do Zombie, to nie można powiedzieć, że zombie to zombie. Nawet wampiry w „Zmierzchu” były bardziej wampiryczne. Doceniam twórczą inwencję autorki w stworzeniu tak… oryginalnego obrazu żywych trupów, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że cała sprawa jest dość … przekombinowana. Zombie z krainy Alicji są bardziej złymi duchami, gryzą i zarażają. Walczyć z nimi można jedynie pod postacią duchową…  tu rozpoczyna się ostra schiza, której nie będę Wam szczegółowo przedstawiać.

Zdecydowanie nie jest to dzieło skierowane do fanów „Nocy żywych trupów„. Fanów „Alicji w krainie czarów” też raczej nie zadowoli. Pozostaje wielomilionowa rzesza miłośników paranormalnych romansów w świecie małolatów. Ci bez wątpienia będą zachwyceni.

Książkę czytało się dobrze, o ile większość postaci wydała mi się totalnie odrealniona to bardzo polubiłam Kat, przyjaciółkę Alicji, może dlatego, że Kot z „Alicji w krainie czarów” również był moim faworytem. 

Ciężko mi się uczciwie ustosunkować do dzieła Geny, bo jestem jak najbardziej po za grupą docelową.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Mira:

mira

Moja ocena:4+/10

Dawno nie było Hitchcocka

Wyznaję/ I confess (1953)

wyznaję recenzja

Z uwagi na to, że dawno nie było tu nic o mistrzu suspensu dziś ‚odsmażę’ kolejny z jego bardzo udanych filmów.

„Wyznaję” zostało oparte na sztuce teatralnej Paula Anthelme.

Historia rozpoczyna się od tytułowego wyznania: Niemiecki imigrant pracujący i mieszkający na parafii w Quebec pewnej nocy spowiada się młodemu księdzu Loganowi z grzechu zabójstwa. Obydwaj mężczyźni znają ofiarę. Ksiądz namawia morderce do przyznania się do winy ten jednak po namyśle postanawia udawać, że nic się nie stało.

wyznaję recenzja

Ksiądz musi milczeć zobowiązany tajemnicą spowiedzi nawet gdy w wyniku typowej hitchcock’owskiej intrygi podejrzenia padają na niego samego.

Jak większość filmów tego reżysera „Wyznaję” oparło się próbie czasu. Porusza kwestie nadal aktualne: Słuszność kary śmierci, granica zasięgu religijnych dogmatów, które jak pokazuje film często stają ponad prawem, moralność i amoralność członków kościoła.

wyznaje recenzja

Wszytko to i jeszcze więcej mamy podane na tacy w tym thrillerze.

Obdarzony jest także typowymi dla swojego twórcy przymiotami: Zagmatwana intryga, inteligentne dialogi, suspens i of course piękna blondynka garsonce w głównej roli kobiecej.

Aktorsko najbardziej wyróżnia się Otto Hasse w roli mordercy. Brawurowo wcielił się w rolę człowieka zdesperowanego, szalonego, złego.

wyznaje

Reszta obsady w mniejszym lub większym stopniu stara się dotrzymać Niemcowi kroku.

„Wyznaję” z całego repertuaru Hitchcocka jest filmem dość zapomnianym nie mniej warto go obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:9

To coś:8

Aktorstwo:8

75/100

W skali brutalności:0/10

Słowackie zło

Zło/ Zlo (2012)

zlo recenzja

Troje ambitnych przyjaciół zajmuje się kręceniem dokumentów o duchach, które następie upubliczniają w sieci. Nic by ich bardziej nie uszczęśliwiło niż zlecenie od kogoś, kto faktycznie miał do czynienia z duchami i nie szuka tylko reklamy dla swojego upadającego hoteliku. Pewnego dnia niejaki Bartosz, zaprasza ich do swojego domu. Facet jest bardzo tajemniczy, nie wiedzieć czemu liczy, że trzech młodych chłopaczków może coś zaradzić na jego paranormalne problemy.

„Zło” to kolejny reprezentant topowej konwencji paradokumentu. Twórcami filmu są Słowacy. Nie jest to film wysoko budżetowy, raczej na wpół amatorski.

Większość filmowej akcji rozgrywa się w upiornym domu Bartosza. Wystrój robi całkiem niezłe wrażenie. Dewocjonalia w każdym możliwym koncie, okna pozabijane deskami, zniszczone sprzęty, ciemność.

Aktorstwo całkiem przyzwoite, dialogi, zdjęcia także, jednak tym czego temu filmowi zabrakło jest pomysł.

Ile można kręcić tych paradokumentów o nawiedzonych domach? Apartament taki, apartament śmaki, a w każdym dokładnie to samo. Duchy, opętania przez demony, zło czające się za  drzwiami.

Słowackie „Zło” nie różni się poziomem od większości tego typu horrorów produkowanych obecnie taśmowo bez większego pomyślunku.

Jest w nim kilka niezłych scen, klimat gdzieś kiełkuje, ale nie należy spodziewać się po nim niczego nowego w temacie.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:5

Napięcie:4

Klimat:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

49/100

W skali brutalności:3/10

Dom oprawców

The seasoning house (2012)

seasoning house recenzja

W czasie wojny na Bałkanach młoda głuchoniema dziewczyna traci rodzinę. Ona i jej siostra zostają uprowadzone przez żołnierzy a matka zastrzelona na ich oczach. Nieszczęsne dziewczę wraz z grupą innych kobiet trafia do obskurnego burdelu, którego właścicielem jest Victor. Mężczyzna choć bezlitosny dla swoich ‚pracownic’ zakochuje się w głuchoniemej dziewczynie. Nazywa ją Angel i czynie z niej swoją prywatną nałożnicę. Angel ma też inne zadania. Opiekuje się zmaltretowanymi przez klientów dziewczętami, dba o ich makijaż i znieczula je heroiną. Mimo iż jest już pogodzona ze swoim losem pewnego dnia ‚pęka’ i na kolejną tragedię, której stała się niemym świadkiem reaguje w sposób, którego nikt by się po niej nie spodziewał.

seasoning house recenzja

Zakładałam, że ten Brytyjski horror będzie kolejnym reprezentantem podgatunku rape&revenge, w którym to bezbronna i skrzywdzona dziewczyna zmieni się w bezlitosną bestie i przypuści atak na swoich oprawców. Nie można za takowy uznać „Seasoning house” przynajmniej z dwóch powodów:

Pomimo iż pierwsza połowa filmu obrazuje krzywdę jakiej doświadczyła Angel, to sceny brutalne, szczególnie te ukazujące seksualną przemoc są ograniczone do minimum – są ukazane na tyle żebyśmy mogli wczuć się w brudny i ohydny klimat miejsca, w którym przyszło żyć bohaterce, ale raczej nie celują w szokowaniu jakiego nie zabraknie w typowym rape&revenge.

Drugą sprawą jest kwestia ‚revenge’. Zemsty samej w sobie tu nie mamy. Angel nie tyle chce się mścić co po prostu chce zwiać, uratować się, jest bardzo dzielna i pomysłowa, ale brakuje jej wyrachowania z jakim działały bohaterki „Bez litości„. Mimo iż film może miażdżyć klimatem i oprawą to nawet wrażliwcy powinni dać radę się przez niego przeprawić.

seasoning house recenzja

Co do klimatu obrazu to dominującym przymiotnikiem na jego określenie będzie: brudny.

Brudny, zapuszczony dom/burdel, brudne dziewczęta w podartych ubraniach przyozdobione niestarannym makijażem, brudne, obleśne typki z nimi spółkujące, brudne zamiary, brudne uczynki.

Mimo iż reżyser nie pokazuje nam wszystkiego z taką dosadnością to są w filmie momenty, które mogą spowodować odczucia bliskie traumie. Chociażby historia jednej z dziewcząt, która zostaje brutalnej wykorzystana przez klienta. Dziewczyna krwawi, ma połamaną miednicę mimo wszytko będzie musiała znieść kolejny gwałt. Na wszytko to patrzy Angel, a my wraz z nią.

Obraz jest reżyserskim debiutem, ale widać w nim niespotykaną dbałość o szczegóły:

Charakteryzacja bohaterek- chyba nie dałoby się bardziej, lepiej, mocniej podkreślić ich położenia.

Scenografia – przytłaczający, meliniarski wystrój budynku, z którego okna są pozabijane deskami. Zdjęcia utrzymane w tonacji na tyle ciemnej i jednocześnie wyrazistej  byśmy nie mogli przegapić ani skrawka ohydy i brudu.

seasoning house recenzja

Tego wszystkiego dopełnia muzyka, momentami rzewna jak w scenie ataku na dom rodzinny Angel momentami mocna jak w scenach pościgu na za dziewczyną.

Wszystkie kreacje aktorskie są niczego sobie. Rosie Day jako Angel całkowicie wywiązała się ze swojej roli. Miała budzić współczucie i je budziła. Nie obsadzono w tej rol żadnej piękności, mała cherlawa dziewuszka, na oko piętnastoletnia, gdybym spotkała ją na ulicy nie zwróciłaby mojej uwagi.

seasoning house recenzja

Film wciągający, dobrze zrobiony, poruszający ważną kwestię społeczną w sposób godny zapamiętania. Polecam i ostrzegam jednocześnie, nie będzie lekko.

Moja ocena:

Straszność:7

Napięcie:7

Fabuła:8

Klimat:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

73/100

W skali brutalności: 7/10

Lokator

Klatka/ Isolerad (2010)

klatka recenzja

Frank to aspołeczny student medycyny. Przed nim ostanie egzaminy. Chłopak pragnie być najlepszy i łypie złym okiem na tych, którzy nie doceniają jego starań lub też są od niego lepsi.

A niech no tylko ktoś spróbuje zaburzyć jego święty spokój… Frankowi nagminnie przeszkadza życie prowadzone przez jego sąsiadów, do furii doprowadzają go hałasy za ścianą, czy porozrzucane po tytułowej klatce schodowej dziecięce zabawki. Na domiar złego do mieszkania ‚nad nim’ wprowadza się młoda, niezbyt taktowna fryzjerka Lotte, która koniecznie chce się zaprzyjaźnić z Frankiem, co ściąga na niego gniew jej psychopatycznego, rosłego przydupasa.

klatka recenzja

Thriller jest dziełem mało znanego duetu dwóch Johanów, Strom’a i Lundborg’a. Szwedzi nakręcili film, który  miał aspiracje do wywołania skojarzeń ze świetnym „Lokatorem” Polańskiego. Podobnie jak w owym dziele bohaterami są sąsiedzi zamieszkujący jedną kamienicę.

Szwedzki lokator, podobnie jak ten z dzieła Polaka jest zamkniętym w sobie mężczyzną, którego prześladuje myśl o tym, że sąsiedzi chcą go skrzywdzić. W przypadku Franka  oprawcą jest chłopak Lotte.

klatka recenzja

Motyw domniemanego morderstwa w sąsiedztwie, którego  świadkiem był Frank  nasuwa z kolei skojarzenie z „Oknem na podwórze„.

Na oszczędnej przestrzeni z surowym wystrojem wnętrza rozgrywa się historia, która ma szansę wzbudzić w widzu niepokój swoim schizoidalnym klimatem.

Postać Franka postrzegamy jako ofiarę. Biedny chłopak wkopał się nieźle chcąc pomóc sąsiadce. Wielkie łapska chłopaka Lotte coraz bardziej zaciskają się wokół szyi studenta. Chłopak nie może spać jeść, uczyć się, boi się wyjść z własnego domu, boi się do niego wracać. Policja nie wierzy w jego historię, wszyscy mają go za wariata. A może mają rację? Może chłopakowi odbiło?

klatka recenzja

Frank jest bardzo ciekawym bohaterem i trudno jest go do końca rozgryźć. Interpretacje całej sytuacji, jej finału także mogą być różne.

Obraz trzyma w napięciu, i ze względu na dość nieprzewidywalne reakcje naszego bohatera ciężko jest przewidzieć  jak to wszytko się skończy.

Pod względem aktorstwa, czy spraw technicznych nie ma się do czego przyczepić, choć jest to obraz nakręcony raczej za niewielkie pieniądze.

Moja ocena:

Straszność:6

Napięcie:8

Klimat:8

Fabuła:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

W stronę nieba, w stronę piekła

Drabina Jakubowa/ Jacob’s ladder (1990)

drabina jakubowa recenzja

Jacob Singer to weteran wojny w Wietnamie. Człowiek inteligentny i wrażliwy nękany przez koszmary, w których na powrót znajduje się na froncie. Mieszka z gorącą kochanką, Jezabel, lecz często wspomina byłą żonę Sarę i nieżyjącego synka.

drabina jakubowa recenzja

Demony przeszłości stopniowo wdzierają się do jego życia aż Jacob nabiera przekonania, że albo to diabeł się nim interesuje, albo w wojsku poddano go jakiemuś eksperymentowi, którego skutki odczuwa właśnie teraz. Gdy okazuje się, że jego problemy dzielą również koledzy z jednostki, mężczyzna jest już pewny, że aby przetrwać musi poznać prawdę o tym, co stało się na froncie.

Adrien Lyne, reżyser z małym aczkolwiek treściwym dorobkiem, nakręcił tylko jeden horror, właśnie „Drabinę Jakubowa”. Zamiast krwawej rozrywki zapewnił fanom kina grozy niebezpieczną przejażdżkę w głąb czyśćca, czy też piekła, zależy jak ktoś interpretuje fabułę. Używając do tego biblijnych symboli i tajemnic rządu USA, który do dziś posądzany jest o eksperymenty na swoich wojakach.

Czym jest tytułowa Drabina Jakubowa? Wg. starego testamentu drabina, po której wędrowały do nieba dusze przyśniła się  królowi Jakubowi. Drabina miała znajdować się w mieście Betel zniszczonym później przez rozwiązłą czczącą diabła królową Jezabel.

drabina jakubowa recenzja

Przez cały film widź, a bynajmniej tak było w moim przypadku, zastanawia się co w tym wszystkim jest prawdą. Czy wizje Jacoba, w których demony bez oczu próbują go zabić, albo spółkują z jego ukochaną, Jezabel są rzeczywiste, czy to tylko efekt uboczny działania jakiegoś amerykańskiego draga?

drabina jakubowa recenzja

Mimo iż obiektywnie i realnie patrząc wersja z demonami jest na starcie przegrana, to Lyneowi udało się stworzyć tak schizoidalny, paranoiczny klimat, że nawet działalność sił piekielnych jest tu jak najbardziej na miejscu. Sceny typowe dla horroru, w których Jackob śni na jawie, prawie umiera w gorączce, czy też trafia na zapuszczone piętro szpitala psychiatrycznego są zrobione tak rewelacyjnie, że trudno uwierzyć, że są dziełem człowieka, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z filmami grozy.

Jednym z producentów filmu jest Mario Kassar, który wspólnie z Lynem zmajstrował moją ukochaną „Lolitę”, a także kilka lat przed nakręceniem „Drabiny…” przyłożył rękę do rewelacyjnego „Harrego Angela„.

Za scenariusz do filmu odpowiadał Bruce Rubin doceniony Oscarem dopiero przy następnym filmowym scenariuszu – a szkoda, bo moim zdaniem jakaś chociaż malutka nagroda należała by się twórcom tego obrazu.

drabina jakubowa recenzja

Patrząc na wątki jakie możemy zobaczyć w „Drabinie…” można rzec, że wyprzedził on swoje czasy. Intryga wokół postaci Jacoba i finalne rozwiązanie zagadki jest współcześnie chwytem bardzo popularnym i wałkowanym już do znudzenia, jednak w roku ’90 był chyba pierwszym tego rodzaju fabularnym rozwiązaniem.

Wątek biblijny, który przybliżyłam na początku jest moim skromnym zdaniem wskazówką do interpretacji „Drabiny…”.

drabina jakubowa recenzja

SPOILER: Jakob zmarł w czasie wojny zaciukany przez własnego, naćpanego kolegę. Jego zbolała duszyczka nie może jednak zaznać spokoju, bo jak powiedział jego kręgarz/duchowy przewodnik: „Jedyna część ciebie jaka plonie w piekle ta ta która nie che rozstać się z życiem (..) Jeśli boisz się śmierci i trzymasz się życia widzisz jak diabły ci je wydzierają, ale jeśli się z tym pogodzisz demony okazują się być aniołami (…)”. W chwili, w której Jacob (ponownie) umiera przez gorączkę jest spokojny i pogodzony z losem. Przenosi się myślami do żony Sary, która symbolizuje tu anielskość w przeciwieństwie do Jezabel, która podobnie jak jej biblijna imienniczka nie pozwala duszy zmarłego dostać się do nieba – niszcząc miasto gdzie znajdowała się drabina Jakubowa.

Finał tej historii jest taki, że Jacob pogodzony z tym co się stało umiera spokojnie, a demony znikają. Amen.

Oczywiście to moja prawdopodobnie głupa interpretacja więc raczej nie należy jej traktować jako pewnik:) KONIEC SPOILERA.

drabina jakubowa recenzja

Wszystkich tych, którzy jeszcze nie znają „Drabiny Jakubowa” zachęcam do seansu z nią, to jeden z moich ulubionych filmów.Powinna spodobać się każdemu kto gustuje w horrorach psychologicznych.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:9

Klimat:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Oryginalność:9

To coś:10

Napięcie:7

87/100

W skali brutalności:2/10

Chory film

Srpski film/ Serbian film (2010)

Srepski film recenzja

Gdyby nie prośba o recenzje, prawdopodobnie nie prędko sięgnęłabym po ten film.

„Srpski film” jest uznawany za jeden z najbardziej chorych filmów ostatnich lat, a jego twórcy są z pewnością wykolejeni.

Czy tak jest w rzeczywistości? Srdjan Spasojević twórca obrazu sam twierdzi, że nie chciał kręcić horroru lecz dramat o piekle, jakim jego zdaniem jest Serbia. Jeśli tak było w rzeczywistości to należą mu się brawa za odwagę, jeśli natomiast wykorzystał makabryczna treść tylko po to by zabłysnąć jako najbardziej brutalny i porąbany reżyser to widzowi nie pozostaje nic innego jak powiedzieć: Stary, przegiąłeś.W tym momencie zaczęłabym się zastanawiać, czy postać Vukmira nie odzwierciedla osobistych poglądów na sztukę twórców „Srpskiego filmu”.

Srepski film recenzja

Milos, wygasła gwiazda porno i artysta w jebaniu- jak został określony przez zleceniodawce- żyje wraz z żoną i synkiem w Serbii. Historia tego kraju jest dość przygnębiająca, a scenariusz chce to dodatkowo podkreślić. Milos dostaje szansę na szybkie wzbogacenie się i powrót do branży porno. Tajemniczy Vukimir zaangażuje go do pornosa, którego scenariusz jest owiany nie mniejszą tajemnica niż biografia jego autora. Milos godzi się, ale szybko zaczyna tego żałować. Sztuka według jego zleceniodawcy nie ma żadnych granic, a ‚ofiara’ to najlepszy towar eksportowy.

Srepski film recenzja

Przez pierwsze pięćdziesiąt minut filmu nie zobaczymy tu nic, co mogłoby zdegustować czy urazić. Jazda zaczyna się w połowie filmu kiedy to Milosowi powierzane są coraz to nowsze i bardziej chore zadania na planie pornosa. Można się domyślić iż wątkiem dominującym we wspaniałym dziele Vukimira będzie pedofilia. Facet początkowo chce zachęcić swojego gwiazdora do przekierowania libido na dzieci. Do scen z dorosłymi kobietami dokłada postać jedenastoletniej dziewczynki, do klasycznego bloowjob’a dokłada pobicie, tak żeby to, co negatywne zaczęło mu się kojarzyć pozytywnie, aż w końcu dewiacja stanie się bodźcem warunkowym, a zmaltretowana kobieta czy dziecko staną się obiektem preferowanym seksualnie. (Tę samą zasadę wykorzystuje się w stanach z przestępcami seksualnymi tylko, że w drugą stronę).

Niestety dla Vukimira, Milos nie chce przekraczać granic i tabu nadal jest dla niego tabu. Chytry ‚artysta’ postanawia się zrobić z Milos’a dziką bestię, zwierza, który nie myśli, lecz chodzi i rucha – co popadnie, nawiasem mówiąc.

Srepski film recenzja

Nie od razu jednak dowiadujemy się jakich czynów dopuścił się nasz gwiazdor, bo facet budzi się zakrwawiony, a od ostatniego przebłysku jego świadomości minęło trzy dni. Dzięki nagraniom Milos dowie się jak serb nakręcił film z jego udziałem, a także kogo jeszcze ‚zaangażował’.

O ile cała filmowa fabuła może nastręczyć podejrzeń o ostre uszkodzenie kręgosłupa moralnego twórców, to finał obrazu, rozstrzygnięcie ‚intrygi’ jakiej ofiarą padł Milos jest istnym apogeum.

To właśnie rozwiązanie nastręczyło u mnie podejrzenie, że może chodzi o coś więcej niż tylko dostarczenie rozrywki wygłodzonym dewiantom.

Srepski film recenzja

SPOILER: Pomyślało mi się, że poprzez wątek Milo i jego brata, którzy finalnie gwałcą żonę Milo i jego synka twórcy chcieli w dosadny sposób ukazać obraz wojny domowej- bo o ile dobrze kminie z tym mieli do czynienia Serbowie- zasada brat przeciwko bratu, szał wojennej zawieruchy, która z człowieka robi zwierzę etc.

Wykorzystanie wątku przemysłu porno to z kolei takie podkreślenie cienkiej granicy między ‚eros’ a ‚thanatos’.

Watek bajońskiego wynagrodzenia, bo dla czego innego jak nie dla zasobnej kiesy ludzie są zdolni do wszystkiego.

Ale może jak zwykle nadinterpretuję chcąc nadać sens czemuś co jest tylko chorym przekazem.?:) KONIEC SPOILERA.

Z tą nierozstrzygniętą rozminą pozostaje mi tylko spojrzeć na ten film, jako na film. Jak na bardzo chory horror.

Od strony stricte technicznej, jeśli z uwagi na treść w ogóle warto wspominać o formie, film wypada bardzo profesjonalnie. Dobre aktorstwo, świetne ujęcia, które na szczęście nie pokazują wszystkiego, cobyśmy się przypadkiem nie porzygali. Mocna muzyka idealnie wpasowująca się w to, co tu uświadczymy.

Podobnie jak w przypadku „I Spit on your grave wstrzymam się z polecaniem go komukolwiek:)

Moja ocena:

Straszność: 9

Fabuła:7

Napięcie:8

Klimat:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:2

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności:10/10

Zombie wiecznie żywe

Zombiefilia –

D. Kain, M.M. Kałużyńska, K.Dąbrowski, Ł. Radecki, P. Waśkiewicz, K.Mitka,A. Olchowy, A. Kuchta, M.Kazimierczak, R. Skrobot, B. Orlewski, Carlton Mellick III, R.Christ, G. Gajek, S. Błach,P. Król, A. Zielińska, M. Stonawski, M. Podlewski, R. Rusik.

zombiefilia daromowy e book

Pomysł na stworzenie pierwszej polskiej antologii opowiadań o Zombie od razu wydał mi się ciekawy, choć przyznam szczerze nie jestem fankom żywych trupów.

Autorzy najlepszych opowiadań dostali szansę na pokazanie swojej twórczości światu dzięki darmowemu e – bookowi, który możecie – jak już kiedyś pisałam – ściągnąć z TEJ strony.

Przebrnięcie przez 360 stron zajęło mi sporo czasu, nie jest to jednak wina treści antologii, lecz jej e-boookowej formy. Nie znoszę czytać e-booków, muszę czuć papier pod palcami. Ale do rzeczy.

Debiutujący i nieco już doświadczeni autorzy prezentują – jak to zazwyczaj w zbiorowej antologii bywa- bardzo zróżnicowany poziom. W „Zombiefilli” znalazły się opowiadania, które wręcz mnie zachwyciły, a i takie, przez które przebrnęłam z trudem. Spotykamy tu zarówno zombie w tradycyjnym ujęciu jak zombie ‚nowatorskie’. C drudzy na szczęście przeważają.

Tak jak wspomniałam kilka opowiadań w morzu zombicznych historii zwróciło moją szczególną uwagę.

Pierwszym było „Anioły zjedzą wiosnę” autorstwa Dawida Kaina. Ciekawy sposób narracji i pomysł na ukazanie zarazy zombizmu. Dość udane okazało się także „Die Hard” Kałużyńskiej, choć nie znalazłam tu żadnego oryginalnego rozwiązanie fabularnego.

Na uwagę zasługuje „Głód” Sylwii Błach, choć dotkliwie zabrakło mi tu jakiegoś konkretnego domknięcia opowieści.

„Relikt epoki” Waśkiewicza jest chyba moi faworytem. Opowiadanie może i trochę przydługie, ale absolutnie pozbawione naiwności, którą nacechowana jest niestety większość zaprezentowanych w antologii historii.

„Deus ex machina” było z kolei w moim odczuciu opowiadaniem najsłabszym. Dużo pomysłów, dużo bohaterów wrzuconych do jednego worka, nie do końca spranie zmiksowanych.

W zbiorze znajdziemy także dwa opowiadania Pauliny Kuchty, co więcej dwa udane, pomysłowe opowiadania.

Niezwykle zabawną historię o salonie piękności dla Zombie stworzył Artur Olchowy.

„Drosera animalia” wydaje się najbardziej tradycyjnym ze wszystkich opowiadań. Paulina Król, może nie popisała się zbyt dużą wyobraźnią, bo stworzyła historie opartą na konwencji ‚młodzi na wycieczce spotykają dziwne stworzenie’, ale zadbała o klimat opowieści i całkiem dobrze poradziła sobie z jej opowiedzeniem.

Do udanych opowiadań mogę zaliczyć również króciutką „Drugą stronę medalu” oraz nieco dłuższą „Skorupę”.

Sprawnie zaprezentowany realizm sytuacyjny mamy w dość prościutkim opowiadaniu Radeckiego, który zamiast tworzyć wielokrotnie już wałkowane postapokaliptyczne wizję jako miejsce akcji wybrał zwykłe miasteczko a za bohatera gimnazjalistę.

A propo postapokalisy, bardzo znudziła mnie „Inspekcja” Podelwskiego.

Za odwagę i przekorność doceniam „Gajusza” Roberta Rusika, który w bardzo pomysłowy sposób przedstawił własna wersję pewnej biblijnej historyjki.

Kolejnym oryginałem jest „Zombiczny dla początkujących”, który chyba w najbardziej niestandardowy sposób przedstawił żywot zombie, choć opowiadań podejmujących taką próbę, w antologii nie zabraknie.

Jestem zadowolona z tego co otrzymałam, bo jednak przeważają w „Zombiefilli” opowiadania dobre i bardzo dobre. Cieszę się, że debiutujący autorzy mieli szansę ‚się pokazać’ w takim stylu.

Teraz czekam na podobną inicjatywę, może tym razem coś o duchach?

Moja ocena: 7/10