Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

Never let me go

Abandon/ Porzucona (2002)

porzucona

Katie to niezwykle ambitna studentka ostatniego roku finansów. Wydarzenia z przed roku, czyli zniknięcie jej byłego chłopaka Embriego, zaczynają ponownie dawać o sobie znać w niekoniecznie odpowiednim momencie. Zaginęcie rozwydrzonego gówniarza bardzo interesuje policjanta Wade’a, a tymczasem Katie nie daje sobie rady z kolejnymi obowiązkami, rozmyślając o tym jak Embrie mógł ją porzucić…

porzucona

Pod koniec seansu z tym filmem mignęła mi przed oczyma informacja, że powstał on na podstawie książki. Nie udało mi się znaleźć takiej info na FW, a pamięć moja krótka i zawodna, więc nic Wam więcej w tym temacie nie powiem.

“Porzucona” to obraz balansujący między dwoma gatunkami: Dramat i thriller. Jego twórca zgarnął dwie ważne nagrody na scenariusz filmu “Traffic” i teraz zajął się nie tylko scenariuszem, ale i reżyserią.

Jego największym błędem było zaangażowanie do głównej roli Katie Holmes. Jej kreacja aktorska na kilometr zaśmierdziała mi “Jeziorem marzeń”.

porzucona

Tak jakby przy wyborze aktorki kierował się dwoma kryteriami: ma mieć na imię Katie i mieć na koncie rolę sieroty z prowincji. Podobną drogę na skróty podjął przy roli drugoplanowej angażując do roli policjanta aktora, który słynął już z odgrywania funkcjonariusza prawa.

Holmes nie umiała zagrać przytłaczającego ją kryzysu nerwowego, ani hardości, którą miała prezentować w czasie jednej z pierwszych rozmów z policjantem, oraz przy rozmowie kwalifikacyjnej. Radziła sobie tylko wówczas, gdy sytuacja wymagała od niej zrobienia miny cielaka, czy ucieleśnienia pokrzywdzenia.

Abstrahując od obsady, wszytko inne w tym filmie było ok.

Scenariusz z pomysłem, ale bez jakiejś szczególnej głębi, choć cały zamysł oparty jest na koncepcji wyciągniętej z nurtu psychoanalitycznego. Wszystkiego można się domyślić, co wcale nie znaczy, że tak będzie w przypadku każdego widza.

porzucona

Bardzo podobała mi się ciemno niebieska tonacja zdjęć i ogólny sposób prowadzenia kamery. Oprawą muzyczną zajął się Clint Mansell, co jest jednoznaczne z tym, że będzie ona bardzo dobra.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła: 8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Żart

April fools day/ Prima aprilis (1986)

prima aprilis

“Prima aprilis” mimo fabuły utrzymanej w konwencji slashera kategoryzowany jest jako thriller i czarna komedia.

Grupa przyjaciół zostaje zaproszonych przez szkolną koleżankę do domu jej rodziców położonego na odludnej wyspie. Muffy pragnie ugościć swoich ziomków jak najlepiej, jednak impreza zaczyna zmierzać w złym kierunku. Jeszcze w drodze zdarza się pierwszy wypadek. W dalszej części filmu trup ścieli się gęsto.

prima aprilis

Pierwsze spotkanie widza z tym obrazem powinno wiązać się ze sporym zaskoczeniem. Twórcy filmu mimo iż czerpią pełnymi garściami z ‘obozowego’ horroru w stylu “Piątku 13ego”, “Uśpionego obozu“, czy “Podpalenia” szykują dla widza sporo ambitniejszych rozwiązań. Warto doczekać finału tej historii. Może nie jest on tak szokujący jak w “Uśpionym…”, ani tak pokomplikowany jak w “Upiornych urodzinach” to zaskakuje i daje uzasadnienie dla kilku rodzącym się w czasie seansu wątpliwości.

prima aprilis

Minusem jest małe nagromadzenie krwawych scen. Prawdopodobnie dlatego obraz został wykolegowany z grona slasherów. Zabójstw jest masa, ale tak naprawdę nie widzimy żadnego z nich. Sposób budowania napięcia jest bardzo ‘niezrównoważony’. Przez duża część filmu śledzimy rozwój akcji w napięciu- większym lub mniejszym, jednak niekiedy akcja zwalnia do takiego stopnia, że może zdarzyć się ziewnąć.

prima aprilis

prima aprilis

Nie jest to znowuż wielka zbrodnia ze strony filmu, bo cały czas towarzyszy nam klimat filmów grozy z lat 80: Dom na odludziu, las, jezioro, poboczne perypetie młodych, średnio rozgarniętych ludzi. Muzyka momentami bardzo przypomina ścieżkę z “Koszmaru z ulicy wiązów“.

Polecam, ale nie gwarantuje mocnych wrażeń, raczej dobrą rozrywkę.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:9

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

73/100

W skali brutalności:3/10

Z poczucia winy

Kuroyuri dacnchi/ Kompleks (2013)

kompleks 2013

Asuka, młoda uczennica szkoły medycznej wraz z rodzicami i młodszym bratem przeprowadza się do dzielnicy blokowisk. Tam w ciasnym mieszkanku wiedzie z rodziną tylko pozornie normalne życie. Dzielnica czarnych lilii ma nieciekawą opinię. Asuka zaczyna dostrzegać subtelne sygnały zwiastujące, że coś tu jest nie tak. Słyszy dziwne odgłosy, nad ranem budzi ją ostry dźwięk budzika sąsiada, którego nigdy nie spotkała, na podwórzu poznaje małego chłopca bawiącego się samotnie w piaskownicy, jej rodzice każdego dnia wygłaszają te same kwestię, jakby nie dostrzegając zmian wokół siebie.

Ucieszyłam się na wieść o nowym filmie Hideo Nakaty. Twórca filmu “The ring”, który tak na dobrą sprawę zapoczątkował światowy bum na azjatyckie kino grozy tworzy dalej.

Jego nowy obraz poniekąd łączy w sobie to, co znamy i lubimy w japońskich horrorach z tym co przemycili do niego twórcy amerykańskich remake.

Fabuła nie jest tak poplątana jak w pierwszym “The ring”, jednak nie brakuje jej tajemniczości, przynajmniej przez pierwszą połowę filmu.

kompleks 2013

kompleks 2013

Nie jest też klasyczną opowieścią o duchach, choć operuje wszystkimi typowymi dla niej przymiotami. Jest tu znacznie więcej psychologii wykładanej w bardzo przejrzysty sposób.

Niemal wszystkie opowieści o duchach skłaniają nas do podejrzenia, że wszystko zaczyna się od poczucia winy, Złe emocje dają energię nadprzyrodzonym bytom, a ich pogrążone w depresji ofiary są łatwym kąskiem. W filmie Nakaty jest to jasno pokazane. Może nazbyt jasno?

Finalnie rozwiązanie zagadki nie jest zaskakujące. Wszystko to już było, przez co możemy zacząć podejrzewać Nakate o wypalenie zawodowe. Chyba, że wszystkie zbieżności z jego poprzednimi tworami odbierzemy jako ukłon w ich stronę.

kompleks 2013

“Kompleks” okazuje się być  przyjemnym skośnym straszakiem. Nie ma niestety takiej mocy jak niegdysiejsze filmy z kraju kwitnącej wiśni, nie mniej jednak ogląda się go przyjemnie.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:7

Zaskoczenie:4

Napięcie:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

Zabawa:7

62/100

W skali brutalności: 1/10

Spotkajmy się w Nome

The Fourth Kind/ Czwarty stopień (2009)

czwarty stopien

Dr. Abbey Tyler pracuje jako psychoterapeuta na odległej Alasce. Dopiero próbuje podźwignąć się z traumy, jaką wywołała w niej tragiczna i niejasna śmierć męża. Kobieta próbując sobie wszytko poukładać postanawia kontynuować pracę badawczą męża, mimo, iż nie ma bladego pojęcia czego ona tak naprawdę dotyczy. Równocześnie prowadzi terapię kilku pacjentów mających problemy ze snem. Szybko zaczyna wiązać problemy ludzi z Nome ze śmiercią swojego męża. Odpowiedź na rodzące się pytania nie jest ani prosta, ani łatwa do zaakceptowania.

czwarty stopien

“Czwarty stopień” w moim mniemaniu jest jednym z najciekawszych filmowych ofert jeśli chodzi o współczesne kino poruszające kwestię przybyszy z kosmosu. Wcale nie trzeba się tymi sprawami interesować, aby wkręcić się w jego fabułę.

Tytuł thrillera nawiązuje of course do czterostopniowej skali dotyczącej spotkań z obcymi. Czwarty stopień to ingerencja o największej sile. Chodzi tu o uprowadzenie.

Abbey Tyler odkrywa, że problemy jej pacjentów mogą mieć z tym związek. Do wniosku tego dochodzi powoli i niechętnie, co doskonale wpisuje się w nastrój tajemnicy wokół przedstawionych wydarzeń.

czwarty stopien

Jest sporo mocnych scen, szczególnie mam tu na myśli seanse hipnozy, podczas których przerażeni pacjenci powoli przypominają sobie o nocnych gościach. Podobnie jak to było w przypadku “Wspólnoty” pojawia się tu motyw sowy.

czwarty stopien

Nic tu nie jest jasne. Możemy mieć wątpliwości zarówno względem zdrowia psychicznego głównej bohaterki jaki i kondycji psychicznej wyznawców teorii o uprowadzeniach. Szczególnie rozwiązanie zagadki śmierci męża może nas skłonić do podejrzeń o to, że z Abbey coś nie bardzo jest w porządku. Po przeciwnej stornie stoją bardzo sugestywnie przedstawione faktomity na temat obcych. Jest nawiązanie do Sumerów, którzy najczęściej posądzani są o konszachty z obcymi. Są zniknięcia i niczym nieuzasadnione traumy po rzekomych nocnych spotkania. Wszystko to, po to, aby wprowadzić widza w jak największą konsternację i nie podsuwać mu łatwych odpowiedzi.

Aktorstwo stoi na bardzo wysokim poziomie. W roli głównej mamy Milę Jodovic, którą bardzo lubię jako aktorkę. Drugoplanowi aktorzy, szczególnie pacjenci bardzo dobrze dają radę.

czwarty stopien

Jedyne, co mnie w tym filmie wkurzyło to nachalne starania twórców byśmy, biedacy, uwierzyli, że mamy tu do czynienia z prawdziwą historią. Są bardzo wiarygodni. Zgromadzone materiały wypadają elegancko i pomysłowo – szczególnie materiał z talk show, w którym bierze udział Abbey wile lat po ty,m co spotkało jej bliskich. Jednak wszytko to jest picem na wodę i co do tego nie ma złudzeń.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:10

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

84/100

W skali brutalności:1/10

Płoń Cropsy, płoń

Burning/ Podpalenie (1981)

podpalenie

“Podpalenie” to niskobudżetowy, kanadyjski camp slasher, który powstał w rok po sukcesie pierwszej odsłony “Piątku 13ego”. W realizacji filmu wzięło udział wielu zdolnych filmowców, obraz trafił na sławetną listę viedo nasty, a mimo to dziś jest obrazem dość zapomnianym.

podpalenie

Na obozie “Czarna stopa” dochodzi do ‘wypadku’, którego ofiarą pada surowy nadzorca obozu. Grupa chłopaczków chcąc go porządnie nastraszyć ostatecznie prawie doprowadza go do śmierci. Cropsy jednak pokonał żywioł ognia i po pięciu latach powróci, aby szukać zemsty i siać mord w szeregach obozujących tam dzieciaków.

podpalenie

Jak widać, od początku wiemy, kto jest, czy też kto będzie sprawcą tragedii. Tu nie spodziewajcie się żadnych niespodzianek. Niewątpliwym plusem jest to, że nie mamy okazji zobaczyć okaleczonego oblicza Cropsiego – chociaż to pozostanie tajemnicą aż do finału.

Sceny zamachów na życia bohaterów często obserwujemy z jego perspektywy, patrzymy jego oczyma. To działa bardzo dobrze, bo nie każdy w życiu codziennym ma okazje kogoś zamordować, a tu dzięki ciekawemu chwytowi operatora mamy okazję poniekąd wcielić się w mordercę;)

Kolejną zaletą jest klimat filmu. Jeśli ktoś preferuje stare slashery nie powinien mieć najmniejszych problemów, żeby wczuć się w jego klimat.

podpalenie

podpalenie

W przeciwieństwie do chociażby “Upiornych urodzin“, nakręconych w tym samym roku, groza objawia się tu w bezpośrednim rozlewie krwi, w scenach, w których wraz z mordercą obserwujemy z ukrycia naszą ofiarę.

podpalenie

Co do brutalności tego obrazu nie ma wątpliwości, jednak nie popada on w skrajność kina gore więc obrzydzenie raczej nam nie grozi. Fanów kina współczesnego sceny ataków na bohaterów mogą rozbawić, ale to jest kwestia stylu tamtych czasów, więc jeśli ktoś go nie lubi to po prosu nie powinien się za ten obraz zabierać.

Jeśli chodzi o napięcie to utrzymuje się ono na mniej-więcej tym samym poziomie.

“Podpalenie” to taki bardzo typowy reprezentant camp slasher’ów, kina grozy lat 80 i fanów takich obrazu z pewnością zadowoli.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła: 7

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:6

Klimat:9

Napięcie:8

Oryginalność:5

To coś:7

Zaskoczenie:4

70/100

W skali brutalności:6/10