Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

Never let me go

Abandon/ Porzucona (2002)

porzucona

Katie to niezwykle ambitna studentka ostatniego roku finansów. Wydarzenia z przed roku, czyli zniknięcie jej byłego chłopaka Embriego, zaczynają ponownie dawać o sobie znać w niekoniecznie odpowiednim momencie. Zaginęcie rozwydrzonego gówniarza bardzo interesuje policjanta Wade’a, a tymczasem Katie nie daje sobie rady z kolejnymi obowiązkami, rozmyślając o tym jak Embrie mógł ją porzucić…

porzucona

Pod koniec seansu z tym filmem mignęła mi przed oczyma informacja, że powstał on na podstawie książki. Nie udało mi się znaleźć takiej info na FW, a pamięć moja krótka i zawodna, więc nic Wam więcej w tym temacie nie powiem.

“Porzucona” to obraz balansujący między dwoma gatunkami: Dramat i thriller. Jego twórca zgarnął dwie ważne nagrody na scenariusz filmu “Traffic” i teraz zajął się nie tylko scenariuszem, ale i reżyserią.

Jego największym błędem było zaangażowanie do głównej roli Katie Holmes. Jej kreacja aktorska na kilometr zaśmierdziała mi “Jeziorem marzeń”.

porzucona

Tak jakby przy wyborze aktorki kierował się dwoma kryteriami: ma mieć na imię Katie i mieć na koncie rolę sieroty z prowincji. Podobną drogę na skróty podjął przy roli drugoplanowej angażując do roli policjanta aktora, który słynął już z odgrywania funkcjonariusza prawa.

Holmes nie umiała zagrać przytłaczającego ją kryzysu nerwowego, ani hardości, którą miała prezentować w czasie jednej z pierwszych rozmów z policjantem, oraz przy rozmowie kwalifikacyjnej. Radziła sobie tylko wówczas, gdy sytuacja wymagała od niej zrobienia miny cielaka, czy ucieleśnienia pokrzywdzenia.

Abstrahując od obsady, wszytko inne w tym filmie było ok.

Scenariusz z pomysłem, ale bez jakiejś szczególnej głębi, choć cały zamysł oparty jest na koncepcji wyciągniętej z nurtu psychoanalitycznego. Wszystkiego można się domyślić, co wcale nie znaczy, że tak będzie w przypadku każdego widza.

porzucona

Bardzo podobała mi się ciemno niebieska tonacja zdjęć i ogólny sposób prowadzenia kamery. Oprawą muzyczną zajął się Clint Mansell, co jest jednoznaczne z tym, że będzie ona bardzo dobra.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła: 8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Żart

April fools day/ Prima aprilis (1986)

prima aprilis

“Prima aprilis” mimo fabuły utrzymanej w konwencji slashera kategoryzowany jest jako thriller i czarna komedia.

Grupa przyjaciół zostaje zaproszonych przez szkolną koleżankę do domu jej rodziców położonego na odludnej wyspie. Muffy pragnie ugościć swoich ziomków jak najlepiej, jednak impreza zaczyna zmierzać w złym kierunku. Jeszcze w drodze zdarza się pierwszy wypadek. W dalszej części filmu trup ścieli się gęsto.

prima aprilis

Pierwsze spotkanie widza z tym obrazem powinno wiązać się ze sporym zaskoczeniem. Twórcy filmu mimo iż czerpią pełnymi garściami z ‘obozowego’ horroru w stylu “Piątku 13ego”, “Uśpionego obozu“, czy “Podpalenia” szykują dla widza sporo ambitniejszych rozwiązań. Warto doczekać finału tej historii. Może nie jest on tak szokujący jak w “Uśpionym…”, ani tak pokomplikowany jak w “Upiornych urodzinach” to zaskakuje i daje uzasadnienie dla kilku rodzącym się w czasie seansu wątpliwości.

prima aprilis

Minusem jest małe nagromadzenie krwawych scen. Prawdopodobnie dlatego obraz został wykolegowany z grona slasherów. Zabójstw jest masa, ale tak naprawdę nie widzimy żadnego z nich. Sposób budowania napięcia jest bardzo ‘niezrównoważony’. Przez duża część filmu śledzimy rozwój akcji w napięciu- większym lub mniejszym, jednak niekiedy akcja zwalnia do takiego stopnia, że może zdarzyć się ziewnąć.

prima aprilis

prima aprilis

Nie jest to znowuż wielka zbrodnia ze strony filmu, bo cały czas towarzyszy nam klimat filmów grozy z lat 80: Dom na odludziu, las, jezioro, poboczne perypetie młodych, średnio rozgarniętych ludzi. Muzyka momentami bardzo przypomina ścieżkę z “Koszmaru z ulicy wiązów“.

Polecam, ale nie gwarantuje mocnych wrażeń, raczej dobrą rozrywkę.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:9

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

73/100

W skali brutalności:3/10

Z poczucia winy

Kuroyuri dacnchi/ Kompleks (2013)

kompleks 2013

Asuka, młoda uczennica szkoły medycznej wraz z rodzicami i młodszym bratem przeprowadza się do dzielnicy blokowisk. Tam w ciasnym mieszkanku wiedzie z rodziną tylko pozornie normalne życie. Dzielnica czarnych lilii ma nieciekawą opinię. Asuka zaczyna dostrzegać subtelne sygnały zwiastujące, że coś tu jest nie tak. Słyszy dziwne odgłosy, nad ranem budzi ją ostry dźwięk budzika sąsiada, którego nigdy nie spotkała, na podwórzu poznaje małego chłopca bawiącego się samotnie w piaskownicy, jej rodzice każdego dnia wygłaszają te same kwestię, jakby nie dostrzegając zmian wokół siebie.

Ucieszyłam się na wieść o nowym filmie Hideo Nakaty. Twórca filmu “The ring”, który tak na dobrą sprawę zapoczątkował światowy bum na azjatyckie kino grozy tworzy dalej.

Jego nowy obraz poniekąd łączy w sobie to, co znamy i lubimy w japońskich horrorach z tym co przemycili do niego twórcy amerykańskich remake.

Fabuła nie jest tak poplątana jak w pierwszym “The ring”, jednak nie brakuje jej tajemniczości, przynajmniej przez pierwszą połowę filmu.

kompleks 2013

kompleks 2013

Nie jest też klasyczną opowieścią o duchach, choć operuje wszystkimi typowymi dla niej przymiotami. Jest tu znacznie więcej psychologii wykładanej w bardzo przejrzysty sposób.

Niemal wszystkie opowieści o duchach skłaniają nas do podejrzenia, że wszystko zaczyna się od poczucia winy, Złe emocje dają energię nadprzyrodzonym bytom, a ich pogrążone w depresji ofiary są łatwym kąskiem. W filmie Nakaty jest to jasno pokazane. Może nazbyt jasno?

Finalnie rozwiązanie zagadki nie jest zaskakujące. Wszystko to już było, przez co możemy zacząć podejrzewać Nakate o wypalenie zawodowe. Chyba, że wszystkie zbieżności z jego poprzednimi tworami odbierzemy jako ukłon w ich stronę.

kompleks 2013

“Kompleks” okazuje się być  przyjemnym skośnym straszakiem. Nie ma niestety takiej mocy jak niegdysiejsze filmy z kraju kwitnącej wiśni, nie mniej jednak ogląda się go przyjemnie.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:7

Zaskoczenie:4

Napięcie:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

Zabawa:7

62/100

W skali brutalności: 1/10

Spotkajmy się w Nome

The Fourth Kind/ Czwarty stopień (2009)

czwarty stopien

Dr. Abbey Tyler pracuje jako psychoterapeuta na odległej Alasce. Dopiero próbuje podźwignąć się z traumy, jaką wywołała w niej tragiczna i niejasna śmierć męża. Kobieta próbując sobie wszytko poukładać postanawia kontynuować pracę badawczą męża, mimo, iż nie ma bladego pojęcia czego ona tak naprawdę dotyczy. Równocześnie prowadzi terapię kilku pacjentów mających problemy ze snem. Szybko zaczyna wiązać problemy ludzi z Nome ze śmiercią swojego męża. Odpowiedź na rodzące się pytania nie jest ani prosta, ani łatwa do zaakceptowania.

czwarty stopien

“Czwarty stopień” w moim mniemaniu jest jednym z najciekawszych filmowych ofert jeśli chodzi o współczesne kino poruszające kwestię przybyszy z kosmosu. Wcale nie trzeba się tymi sprawami interesować, aby wkręcić się w jego fabułę.

Tytuł thrillera nawiązuje of course do czterostopniowej skali dotyczącej spotkań z obcymi. Czwarty stopień to ingerencja o największej sile. Chodzi tu o uprowadzenie.

Abbey Tyler odkrywa, że problemy jej pacjentów mogą mieć z tym związek. Do wniosku tego dochodzi powoli i niechętnie, co doskonale wpisuje się w nastrój tajemnicy wokół przedstawionych wydarzeń.

czwarty stopien

Jest sporo mocnych scen, szczególnie mam tu na myśli seanse hipnozy, podczas których przerażeni pacjenci powoli przypominają sobie o nocnych gościach. Podobnie jak to było w przypadku “Wspólnoty” pojawia się tu motyw sowy.

czwarty stopien

Nic tu nie jest jasne. Możemy mieć wątpliwości zarówno względem zdrowia psychicznego głównej bohaterki jaki i kondycji psychicznej wyznawców teorii o uprowadzeniach. Szczególnie rozwiązanie zagadki śmierci męża może nas skłonić do podejrzeń o to, że z Abbey coś nie bardzo jest w porządku. Po przeciwnej stornie stoją bardzo sugestywnie przedstawione faktomity na temat obcych. Jest nawiązanie do Sumerów, którzy najczęściej posądzani są o konszachty z obcymi. Są zniknięcia i niczym nieuzasadnione traumy po rzekomych nocnych spotkania. Wszystko to, po to, aby wprowadzić widza w jak największą konsternację i nie podsuwać mu łatwych odpowiedzi.

Aktorstwo stoi na bardzo wysokim poziomie. W roli głównej mamy Milę Jodovic, którą bardzo lubię jako aktorkę. Drugoplanowi aktorzy, szczególnie pacjenci bardzo dobrze dają radę.

czwarty stopien

Jedyne, co mnie w tym filmie wkurzyło to nachalne starania twórców byśmy, biedacy, uwierzyli, że mamy tu do czynienia z prawdziwą historią. Są bardzo wiarygodni. Zgromadzone materiały wypadają elegancko i pomysłowo – szczególnie materiał z talk show, w którym bierze udział Abbey wile lat po ty,m co spotkało jej bliskich. Jednak wszytko to jest picem na wodę i co do tego nie ma złudzeń.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:10

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

84/100

W skali brutalności:1/10

Płoń Cropsy, płoń

Burning/ Podpalenie (1981)

podpalenie

“Podpalenie” to niskobudżetowy, kanadyjski camp slasher, który powstał w rok po sukcesie pierwszej odsłony “Piątku 13ego”. W realizacji filmu wzięło udział wielu zdolnych filmowców, obraz trafił na sławetną listę viedo nasty, a mimo to dziś jest obrazem dość zapomnianym.

podpalenie

Na obozie “Czarna stopa” dochodzi do ‘wypadku’, którego ofiarą pada surowy nadzorca obozu. Grupa chłopaczków chcąc go porządnie nastraszyć ostatecznie prawie doprowadza go do śmierci. Cropsy jednak pokonał żywioł ognia i po pięciu latach powróci, aby szukać zemsty i siać mord w szeregach obozujących tam dzieciaków.

podpalenie

Jak widać, od początku wiemy, kto jest, czy też kto będzie sprawcą tragedii. Tu nie spodziewajcie się żadnych niespodzianek. Niewątpliwym plusem jest to, że nie mamy okazji zobaczyć okaleczonego oblicza Cropsiego – chociaż to pozostanie tajemnicą aż do finału.

Sceny zamachów na życia bohaterów często obserwujemy z jego perspektywy, patrzymy jego oczyma. To działa bardzo dobrze, bo nie każdy w życiu codziennym ma okazje kogoś zamordować, a tu dzięki ciekawemu chwytowi operatora mamy okazję poniekąd wcielić się w mordercę;)

Kolejną zaletą jest klimat filmu. Jeśli ktoś preferuje stare slashery nie powinien mieć najmniejszych problemów, żeby wczuć się w jego klimat.

podpalenie

podpalenie

W przeciwieństwie do chociażby “Upiornych urodzin“, nakręconych w tym samym roku, groza objawia się tu w bezpośrednim rozlewie krwi, w scenach, w których wraz z mordercą obserwujemy z ukrycia naszą ofiarę.

podpalenie

Co do brutalności tego obrazu nie ma wątpliwości, jednak nie popada on w skrajność kina gore więc obrzydzenie raczej nam nie grozi. Fanów kina współczesnego sceny ataków na bohaterów mogą rozbawić, ale to jest kwestia stylu tamtych czasów, więc jeśli ktoś go nie lubi to po prosu nie powinien się za ten obraz zabierać.

Jeśli chodzi o napięcie to utrzymuje się ono na mniej-więcej tym samym poziomie.

“Podpalenie” to taki bardzo typowy reprezentant camp slasher’ów, kina grozy lat 80 i fanów takich obrazu z pewnością zadowoli.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła: 7

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:6

Klimat:9

Napięcie:8

Oryginalność:5

To coś:7

Zaskoczenie:4

70/100

W skali brutalności:6/10

Przypadek Lilith

Case 39/ Przypadek 39 (2009)

przypadek 39

Emily pracuje jako opiekunka socjalna. Specjalizuje się w przypadkach rodzicielskich zaniedbań. Pewnego dnia na jej biurku ląduje teczka z kolejną sprawą. Tym razem kobieta ma zbadać sytuację rodzinna dziesięcioletniej Lilith Sulivan. Mimo iż jest już przytłoczona nadmiarem obowiązków nie potrafi przejść obojętnie wobec potencjalnej tragedii jaka rozgrywa się w domu rodzinnym dziewczynki. Finalnie okazuje się, że jest gorzej niż sądziła. Rodzice Lilith nie tylko ją zaniedbują, ale chcą ją zabić. Emily rzuca małej koło ratunkowe nie wiedząc, że ten gest pociągnie ją na dno.

przypadek 39

W związku z tym filmem mam dość mieszane uczucia. Porusza on mój luby temat, czyli popieprzone, złe dzieci. Robi to w sposób w miarę umiejętny, lecz nie mogłam pozbyć się wrażenia wtórności tego, co widziałam na ekranie. Lilith, której imię ma nasuwać skojarzenia ze starym mezopotamskim demonem do złudzenia przypomina mi postać Delii z czwartej odsłony “Omena”. Wyczułam też nawiązanie do postaci Samary Morgan, która też miała być demonicznym pomiotem z morskich głębin, o co posądzana jest Lilith.

Oglądając film po raz pierwszy obawiałam się, że zbytnio namieszają z postacią antybohaterki. Wyciągną z tekstów kultury jeden z najbardziej im odpowiadających wizerunków Lilith – a jest ich trochę- i zbudują na jej szkielecie nonsensowną przypowiastkę, gdzie wszytko w końcu staje się jasne, a pozytywna bohaterka nie posiadając żadnego przygotowania merytorycznego zgłębi tajemnice piekielnego ognia. Tak się na szczęście nie dzieje. Wątek religijny jest omijany szerokim łukiem, rzucony jako hasło i tyle w tym temacie.

przypadek 39

Dużo więcej jest tu wątków psychologicznych. Fabuła skłania się w stronę thrillera. Mocnych scen typowych dla horroru jest niewiele, chyba, że zaliczyć sceny finałowe, tak durne że pragnę je wymazać z pamięci. Na uwagę zasługuje piekarnik w domu Sulivanów, a w zasadzie jego nietypowa rola wychowawcza.

przypadek 39

To jeden z najmocniejszych momentów filmu. Inny moment, który zwrócił moją szczególną uwagę ma miejsce w drugiej połowie filmu kiedy Lilith znajduje się już pod opieka Emilly. Mam tu na myśli rozmowę małej z kolegą Emily, psychologiem, który miał wybadać, co siedzi w tym dziecku. Młoda aktorka (14letnia odtwórczyni roli Lilith) Jodelle Ferland zagrała tu wyśmienicie. Duży wachlarz emocji i jednoczesna precyzja.

przypadek 39

przypadek 39

Robi wrażenie, może nawet wzbudzić grozę. Ogólnie młoda jest dźwignią tego filmu, w przeciwieństwie do miałkiej, rozmemłanej Rene Zelveger, w roli Emily.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:5

To coś:7

Napięcie:8

Klimat:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:6

68/100

W skali brutalności:0/10

U Ginny na urodzinach

Happy birthday to me/ Upiorne urodziny (1981)

happy birthday to me

Wszystko zaczyna się od zniknięcia jednej z uczennic elitarnej szkoły. Jej przyjaciele, tak zwana grupa dziesięciu wspaniałych nie są tym faktem szczególnie poruszeni, tylko Virginia próbuje dociec, co stało się z koleżanką. Dziwne wypadki i przypadki zbierają dalsze żniwo w szeregu ‘wspaniałych’. Prawda o tym, kto jest za nie odpowiedzialny wyjdzie na jaw w czasie upiornego przyjęcia urodzinowego.

happy birthday to me

happy birthday to me

Kanadyjski slasher z lat ’80 znajduje się w czołówce moich ulubionych produkcji. Zaraz obok “Uśpionego obozu wyróżnia się zaskakującym finałem.

Ciekawe rozwiązania fabularne, zaskakiwanie widza, nigdy nie było nadrzędnym celem slasherów.

Niespodziankę w związku z tożsamością mordercy mamy w starym “Piątku 13ego”, we wspomnianym “Uśpionym obozie”, “April fools day” i właśnie w “Upiornych urodzinach”. Reszta slasherów jest pod tym względem bardzo przewidywalna. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

“Happy birthday to me” zasługuje na uwagę także ze względu na niewielką ilość krwawych scen- jak na swój podgatunek. Twórcy nie skupiali się na obrzydzeniu widza dużą ilością rozlewającej się posoki, centrum grozy kumulowali raczej wokół lęku przed nieznanym.

happy birthday to me

Pozwalali widzowi wierzyć, że już zna tożsamość mordercy, ba, jest pewien, po to by po chwili gwałtownie zmienić front. Na cały seans zdarzy się to kilka razy. Szczególnego nagromadzenia takich zwrotów doświadczymy w scenach finałowych na urodzinach Virginii. Niektórzy sądzą, że przez to film robi się przekombinowany, ale mnie akurat ta zmienność odpowiadała. Normalnie nudziłabym się obserwując kolejne morderstwa dokonane na biednych idiotach pchających się w łapy zabójcy.

Same morderstwa, cóż, pomysłowe, niektóre mają lekki zabarwienie komediowe (szaszłyk), ale nie jest to jakiś hardcore, jakiego mogą oczekiwać fani podręcznikowego slashera.

happy birthday to me

Ten horror odbiega trochę w stronę thrillera psychologicznego, a nastrojem momentami bardziej przypomina kryminał. Dobre to kino, myślę, że dużo osób będzie usatysfakcjonowane seansem.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Zabawa:8

Oryginalność:8

To coś:9

Zaskoczenie:10

79/100

W skali brutalności:4/10

Najlepsze horrory i thrillery 2013 18

Najlepsze horrory i thrillery

Przypominam Wam o małym projekcie, który ma na celu wyłonienie najlepszych filmów grozy, które powstały w 2013.

Szczegóły TU

Do tej pory swoje głosy oddaliście na:

1. Dark skies (3 głosy)

2. Połączenie (3 głosy)

3. Obecność (2 głosy).

4. House Hounting (2 głosy)

5. Stocker (2 głosy)

6. Polowanie na łowcę (1 głos)

7. Tragedia na przełęczy Dyatlova (1 głos)

8.World War Z (1 głos)

9. Labirynt (1 głos)


Możecie głosować na od jednego do trzech tytułów.

Ostateczne wyniki w nowym roku:)

Świńska krew dla świni

Carrie – Stephen King

carrie recenzja

O Carrie White pisałam już przy okazji recenzji filmu z 1976 roku. Wspomniałam, że nie bardzo pamiętam fabułę książki na podstawie, której powstał, to też postanowiłam zabrać się do niej jeszcze raz – nie wiem nawet po ilu latach. Lekko licząc około dziesięciu, bo jazdę na Kinga miałam w okresie późnej podstawówki i gimnazjum.

Jak już wszyscy wiemy Carrie wychowuje się z szaloną mamusią, która chce ustrzec jedyna córę przez podszeptami szatana by na jej wzór i podobieństwo wiodła samotnicze życie wśród dewocyjnych przykazów i na przekór heretykom i prześmiewcom. Kiepsko kończy się to dla niej, dla jej córki i połowy miasta. Carrie bowiem wraz z pierwszą menstruacją odkrywa w sobie potężna moc telekinezy. Jej pierwszy i jedyny bunt przybiera postać masakry.

Postać jaką stworzył King różni się od filmowej wersji tej bohaterki. Pamiętam, że nieszczęsna Sissy Spacek budziła moje współczucie od samego początku. Czytając natomiast o tępej Carrie byłam jak najdalsza od takich odczuć. Głupota nigdy nie budziła we mnie empatii. Tak, szczególnie w początkowych fragmentach książki Carrie ukazana jest w takich sposób, aby czytelnik podzielał zadanie jej oprawców. Carrie, zasmarkana, baryłkowata debilka, która nie kojarzy połowy z tego co się do niej mówi, jest idealnym obiektem drwin ze strony szkolnych kolegów.

Poznając jej życie, jej psi los zaczynamy ją powoli usprawiedliwiać. Biedne dziecko, pomyślało mi się, w którymś momencie. King wykazał się tu niezłą przewrotnością.

Starał się ukazać tę historie z różnych perspektyw, toteż mamy tu punkt wiedzenia Kris, Sue, nauczycielki, najmniej do powiedzenia mam matka. Książka posiada również ciekawe tło obyczajowe. Literacki portret małego miasteczka i jego mieszkańców.

W powieści umieszczone zostały także przerywniki w postaci zeznań naocznych świadków masakry jakiej dopuszcza się telekinetyczna Carrie  kiedy puszczają jej nerwy, fragmenty prasowe, wypowiedzi specjalistów od TK i wiele wiele innych. Wszytko to, by uwiarygodnić historię szarej myszki z Chamberlain, która zmienia się w ryczącego lwa.

Zdecydowanie, od strony psychologicznej książkowa “Carrie” ma więcej głębi. W tym momencie wyparowało mi już z głowy zakończenie filmu, ale nie umieszczono tam chyba ostatniego spotkania Sue i Carrie. Jeśli nawet to zrobiono to w taki sposób, że wrażenie po nim dawno mi uleciało z głowy podczas gdy książkowy finał przechowałam w pamięci przez te dziesięć latek.

King pewnie puka się w tym momencie w głowę, bo Carrie przetrwała jako jedna z ważniejszych postaci popkultury i doczekała się kilku kinowych występów, nawet tegoroczny remake dowodzi sile tej postaci. A King podobno uważa że to jego najsłabsza książka:)

 

carrie recenzja

Moja ocena: 8/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

W grobie

Open grave (2013)

open grave

Przerażony mężczyzna ‘budzi się’ w dole służącym za masową mogiłę. Nie wie gdzie jest, dlaczego tam jest, nie wie nawet kim jest. Z pomocą niemej Azjatki udaje mu się stamtąd wydostać. Trafia do domu pośrodku niczego, gdzie, po za jego wybawicielką, znajduje się kilkoro innych osób. Podobnie jak on nie mają pojęcia co się dzieje, a swoją tożsamość odkryli na podstawie porzuconych w domu dowodów tożsamości. Są pełni nieufności wobec siebie nawzajem, co szybko prowadzi do wzajemnych oskarżeń i obwiniania za porzucone w trupy. Zanim się wszystkiego dowiemy czeka nas pełna chaosu przeprawa przez wizję hiszpańskiego reżysera.

open grave

Film ma bardzo zastanawiający początek. Zastanawiający i efektowny (Nic przyjemnego obudzić się pośród cuchnącego truchła).

Od początku miałam swoje podejrzenia i poniekąd się one sprawdziły. Nie można jednak rzec, że to kolejne przewidywalne dzieło, które bazuje na kalecznych twistach fabularnych upychanych gdzie się da. Scenariusz jest dobrze przemyślany i przez lwią część filmu obserwowałam rozgrywające się na ekranie wydarzenia z rosnącą ciekawością.

open grave

Nasi bohaterzy zostali wrzuceni w środek jednej wielkiej niewiadomej. Nie dość, że nie wiedzą kim są, to jeszcze znajdują się w miejscu, którego po pierwsze, nie znają, a po drugie nie jest to przyjemna okolica. Pomijając trupiarnie w dole, to na całym terenie spotkać można porozwieszane eksponaty poszarpanych i pokrwawionych trupów. Przytwierdzone do pni, zwisające z gałęzi drzew. Chcąc się wydostać stopniowo odkrywają tajemnice tego, co było oraz mają coraz jaśniejsze podejrzenia co do tego, co może się jeszcze zdarzyć.

open grave

Nie zabraknie klimatu złowrogiej tajemnicy, a także mocniejszych i krwawszych scen.

Finałowe rozwiązanie zagadki jest bardzo, bardzo proste. Cóż… Nie mniej jednak ukazane w takiej, a nie innej formie zaskoczy i zadowoli – jak mniemam. Z czystym sumieniem polecam, szczególnie minimalistom, którzy gustują w raczej niejasnych sytuacjach, niż w prostym, tradycyjnym podejściu do tematu.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

Zaskoczenie:7

70/100

W skali brutalności: 3/10