Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Lola Cię pokocha

Loved ones (2009)

loved ones

Nastoletni Brent to chmurny młodzieniec, który paląc trawkę i słuchając heavy metalu radzi sobie z z traumą jaką był dla niego wypadek samochodowy, w którym zginął jego tata. Pogrążona w depresji matka po cichu obwinia za to syna nie mniej jednak szaleje z niepokoju gdy pewnego dnia Brent znika. Jak się okazuje nie jest to przypadek odosobniony, bo w małym australijskim miasteczku często znikają młodzi, przystojni chłopcy.

To nie jest kolejny teen slasher – To Wam mogę ogłosić już na wstępie.

Ten horror w istocie bazuje na wielu konwencjach. Od ostrego torture porn po czarną komediethriller psychologiczny z bardzo wprawnym portretem chorego oprawcy. Dzieje się w świecie nastolatek, w dodatek akcja osadzona jest w dniu szkolnego balu, ale nie spodziewajcie się świra z siekierą, który będzie rąbał młodych jurnych oraz słodkie i niewinne w ramach standardowego schematu.

Kto będzie sprawcą tragedii możecie domyślić się dość szybko. I sądzę, że większość świata będzie takim rozwiązaniem fabularnym usatysfakcjonowana.

Już na początku seansu zerkałam podejrzliwie na dziecinnie wyglądającą Lolę, która zalotnie zerka na Brenta, nawet w chwili gdy ten oddaje się rozpuście ze swoją laską;)

Postać Loli to mistrzostwo świata. Szalone kobiety są moimi faworytkami pośród wszelkich złoczyńców. A ‘różowa księżniczka’ jak najbardziej wpisuje się w ten typ bohaterki.

loved ones

Twórca filmu wpadł na pomysł by z przeciętnej nastolatki, która w różowym kajeciku wkleja zdjęcia swojej sympatii zrobić totalnie odjechaną świruskę. Lola to bez wątpienia wizjonerka jeśli chodzi o relacje damsko-męskie.

loved ones

Cały obraz balansuje między grozą i groteską. Wszytko jest tu jakby… nie na miejscu, po zniekształcane i po naciągane do granic możliwości.

Wszystko w tym filmie jest jaskrawe niczym różowa sukienka naszej księżniczki. Kadry są bardzo wyraziste i ostre, muzyka potrafi wepchnąć się na pierwszy plan.

A fabuła, czego tu nie ma… Po za fajnie ukazaną psychologią, a może raczej psychopatologią, ucieszymy oko licznymi nieoszczędzającymi widza scenami tortur. Jest wątek kazirodczy, jest nawet kanibalizm.

loved ones

Jest to horror raczej mało popularny, prawdopodobnie z racji swojej niestandardowości i dziwności. To obraz skierowany do fanów porytych filmów, serio, ostrzegam😉

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:8

Oryginalność:8

Aktorstwo:8

To coś:8

84/100

W skali brutalności:6/10

Łowcy grobów

Grave Encounters (2011) & Grave Encounters 2 (2012)

grave ecounters

grave encounters

Cały szum i zamieszanie wokół “Łowców grobów” przeszły jakby obok mnie. Dopiero zabierając się do majstrowania tego wpisu, sprawdzając w sieci kilka rzeczy, dotarło do mnie jak silne emocje wzbudziła w widzach ta produkcja.

Pierwsza część filmu ‘Braci Vicious’, czyli dwóch kupli z forum o kręceniu filmów, Stuarta Ortiza i Colina Minihana, swoją premierę miała w pierwszej połowie 2011 roku.

Do narodzin scenariusza przysłużyła się fascynacja obydwu panów popularnymi produkcjami telewizyjnymi o łowcach duchów. Dlatego też “Grave…” opowiada o ekipie dokumentalistów, którzy kręcąc swoje groteskowe show trafiają do opuszczonego szpitala psychiatrycznego Collingwood.

grave encounters

Jest to film stylizowany na dokument, mamy więc kręcenie z rączki i kilka kamer nieruchomych dających jako-taki obraz.

Bohaterzy to dość schematyczne stado. Przewodzi mu główny prezenter show, Lance Preston, typowy goguś karierowicz. W stadzie znajdzie się nerwowy czarnoskóry TJ, Sasha – ładne, zgrabne dziewczę, które umie bardzo głośnio krzyczeć, Pan Medium Huston – taki amerykański odpowiednik wszystkich ‘wrożbitów Maciejów’ – oraz kamerzysta Matt, którego zbytnio nie zdążymy poznać, bo jako pierwszy zniknie w niejasnych okolicznościach.

grave encounters

Ekipa zostaje zamknięcia w Collingwood na noc, przez dozorce obiektu, który uprzednio opowie widzom wiele barwnych historii na temat szpitala i grasujących tam duchów. Dość powiedzieć, że początek horroru jest bardziej nastawiony na rozbawienie widza niż jego przerażenie. Właściwa akcja rozpoczyna się w chwili, gdy dozorca nie wraca po ekipę…

Zanim zacznie się to, czego najbardziej w paradokumentach nie lubię, czyli obłąkańcza bieganina i strzelanie obiektywem kamery po ścianach, pojawiają się wątki dość interesujące. Chociażby element czegoś na kształt pętli czasowej, w jaką wpadają nasi bohaterzy. Godziny w Collingwood płyną inaczej, a spodziewany świt prędko nie nadejdzie.

Drugim wątkiem są przemieszczające się pokoje i korytarze, przez co i my widzowie i bohaterzy show mamy wrażenie, że olbrzymi obiekt cały czas się rozrasta. Nie nazwałabym tych elementów szczególnie oryginalnymi, jednak ukazane są zgrabnie i robią bardzo dobre wrażenie.

W między czasie, a czasu mamy sporo, doświadczymy kilku jump scenek, z udziałem lokatorów szpitala, które jednak w moim przypadku nie zrobiły aż takiego wrażenia.

grave encounters

grave encounters

Obraz ratuje to, że fabuła cały czas się rozwija i pojawiają się nowe elementy zagadki związanej z nawiedzonym budynkiem. Szpital ma bardzo konkretne zamiary wobec swoich gości, co w fajny sposób zdradza wielki powrót zaginionego kamerzysty Matta. Finał horroru jest mocny, choć na mój gust za bardzo rozwleczony.

Już w rok po premierze “Grave encounters” doczekaliśmy się kontynuacji filmu. Przyjęłam tą informację ze zdziwieniem, bo na serio nie zdawałam obie sprawy z tego, że film odniósł duży sukces. Szczerze, to bym go o to nie podejrzewała;)

Jak na kontynuację “Grave…2” jest dość niestandardowo zrobiona. Twórcy wykorzystali to, iż wielu widzów nabrało się na to, że film jest autentyczny. Pociągnięto ten wątek i w kontynuacji posługując się formułą “meta horroru”, czyli filmu o filmie, jak to było w przypadku “Ludzkiej stonogi 2”, czy “Nowego koszmaru Wesa Cravena”, usnuto historię grupki studentów szkoły filmowej, którzy uwierzyli w autentyczność nagrania z jedynki.

grave encounters

Bohaterzy, schematem bardzo zbliżeni do protagonistów z pierwszej części, odnajdują szpital, w którym kręcony był film i robiąc własny dokument pragną udowodnić autentyczność “Grave encounters”.

Kontynuacja wydała mi się dość wymuszona, choć doceniam pomysł “meta horroru”. Jeśli komuś spodobała się pierwsza odsłona serii to i w drugiej zdecydowanie znajdzie coś dla siebie.

grave encounters

Nie jetem amatorką konwencji verite, o czym wspominałam już wiele razy.

Moje pierwsze podejście do “Grave…” było zdecydowanie bardziej bolesne, teraz odświeżając film byłam już niejako pogodzona z losem, więc udało mi się wyłapać kilka pozytywów i w miarę możliwości cieszyć oko tym, co widzę.

W moich oczach ta historia, mimo iż dość banalna zyskałaby więcej, gdyby nie pseudoamatorskie kręcenie i ta szopka z hasłem “zapis autentycznych wydarzeń”.

Dla zainteresowanych powiem, że obydwa filmy kręcone były w dość popularnym wśród filmowców starym szpitalu w Kolumbii Brytyjskiej. Kręcono tam wiele filmów, także horrorów (“Zabójcze ciało”, “Z Archiwum X”, “Halloween 2” etc.)  i jakoś wszyscy wyszli z tego cało. O szpitalu krąży kilka mrocznych opowieści i zostały one wykorzystane w “Grave encounters”.

Moja ocena:

Grave encounters:6+/10

Grave encounters:5/10

W skali brutalności (obydwa filmy):4/10

Dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty

The Woman in the window/ Kobieta w oknie (1944)

kobieta w oknie

Profesor psychologii Richard Wanley przebywa w Nowym Jorku z dala od ukochanej żony i dzieci. Dni upływają mu na wykładach wieczory zaś spędza w klubie z dwoma przyjaciółmi, lekarzem i prokuratorem. Wszyscy trzej Panowie w średnim wieku z zachwytem obserwują portret damy umieszczony na wystawie. Pewnego wieczora Richard spotyka ową damę ze snów na ulicy, idą razem na drinka, kobieta zaprasza go do siebie… od tego tylko krok do wspólnego morderstwa.

kobieta w oknie

Wspomniałam, że uwielbiam postaci kobiece w filmach noir, wspaniałe, eleganckie kobiety fatalne, które zawsze wciągają bogu ducha winnych mężczyzn w niebezpieczne sytuacje. Taką kobietą jest także Alice Reed zagrana przez Joan Bennett- możecie ją kojarzyć z “Suspirii”. Alice nie jest co prawda wyrachowaną wywłoką nie mniej jednak pakuje sztywniackiego profesorka w nie lada kłopoty.

Ona jest piękna, on zauroczony. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten trzeci…

Obraz Fritza Lannga, który już o 1919 roku działał w świecie filmu kręcąc obrazy ekspresjonistyczne, mówi o lęku przed ‘przygodą’. Trzej mężczyźni rozmawiają o tym jak niebezpieczne są dla ich spokoju ducha niekontrolowane sytuacje, po czym jeden z nich z uśmiechem na ustach pcha się właśnie w taką przygodę. To jeszcze nie wszytko. Po ukryciu zwłok Richard jest przekonany o swoim bezpieczeństwie jednak kolega prokurator bezceremonialnie i zupełnie przypadkowo oświeca go na temat tego, jak faktycznie mają się sprawy.

kobieta w oknie

Ten stary obraz jest perełką dla fanów starych kryminałów. Świetnie jest tu pokazana cała historia ze strony sprawców, jak i śledczych. Wyróżnia się dużą dbałością o szczegóły i przekonującymi kreacjami głównych bohaterów. Samo zakończenie to taki ukłon w stronę Freuda, nie każdemu się podoba, nie mniej jednak zaskakuje i jest dobrze wykonane.

kobieta w oknie

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Aktorstwo:10

Walory techniczne:9

Zaskoczenie:10

Zabawa:8

Oryginalność:7

To coś:9

82/100

W skali brutalności:1/10

Zgon poprzedniego lata

Ruedoo ron nan chan tai/ Last summer (2013)

last summer

Pierwsza część tej historii rozpoczyna się w chwili gdy Joy i Meen, dwie najlepsze przyjaciółki wybierają się na plaże z dwoma kumplami. Wieczorem wszyscy wspólnie się upijają, co kończy się zgonem Joy. Zwłoki dziewczyny okazują się niezwykle kłopotliwe. Chłopcy starają się ich pozbyć na różne sposoby, ale duch Joy skutecznie utrudnia im działanie.

last summer

Mniej więcej po 28 minutach film płynnie przechodzi w ciąg dalszy historii jednocześnie kończąc wątek zwłok Joy. Tym razem główna bohaterką jest Meen, a nie Singh i jego kumpel. Po śmierci Joy, Meen niejako wchodzi na jej miejsce w szkolnej hierarchii. Zdobywa stypendium, cieszy się popularnością wśród rówieśników. Niestety ktoś uporczywie przypomina jej o nieczystym sumieniu.

last summer

Ostatnia historia dotyczy krewnych Joy i tego jak oni radzą sobie po jej śmierci. Tym razem to brat będzie widywał ducha siostry, zaś matka poczyni refleksje na temat swojego udziału w nieszczęściu jakie spotkało jej córkę.

last summer

Miałam pewne oczekiwania względem tego obrazu, ale jak to często bywa, moje nadzieje okazały się płonne. Azjaci ostatnimi czasy wpadli w manię kręcenia noweli filmowych. Jak dotąd nie spotkałam ani jednej w pełni udanej produkcji robionej przez nich w ten sposób. A oglądałam ich sporo choć nie bardzo chciało mi się o nich pisać.

“Last summer” choć łączy go wątek śmierci Joy również składa się z trzech historii. Szczerze mówiąc wolałabym tradycyjne ujęcie tematu. Wszystkie historie krążą wokół śmierci nastolatki i jej przyczyn, ale takie poniekąd skakanie po tematach wybija z rytmu. Każda z ‘nowel’ ma mocne zakończenie, jednak jest ono jakby puszczane w niepamięć w kolejnej opowieści.

Tajlandzki reżyser nie ma zbyt dużego dorobku filmowego, co niestety widać po jakości “Last summer”. Momentami mocno przegina z przerostem dramatyzmu na metr kwadratowy fabuły. Nadmiernie wygładza komputerowo poszczególne ujęcia, sceny z pojawianiem się ducha, czy też inne ‘mocne momenty’ wypadają tandetnie i sztucznie na ekranie.

Na tle innych państw azjatyckich i ich horrorowych dokonań Tajlandia wypada dość słabo. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie horroru ich produkcji, który by mi się szczególnie spodobał. Liczyłam, że będzie nim “Last summer”. Póki co, w mojej osobistej statystyce prym wiedzie Korea Południowa i do filmów ich produkcji najbardziej zachęcam, jeśli chodzi o skośne kino.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:5

49/100

W skali brutalności: 2/10

Strzygi, zmory i upiory

Bestiariusz Słowiański – Paweł Zych, Witold Vargas

bestariusz słowianski

“Bestiariusz Słowiański” to pierwsza książka z serii Legendarz, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bosz. Podobnie jak recenzowane już “Duchy polskich miast i zamków” jest wynikiem współpracy dwóch autorów.

Bestiariusz to leksykon wszelkich znanych, lecz często zapomnianych postaci z legend czasów przedchrześcijańskich. Jak już kiedyś wspomniałam nasza polska ziemia wydała obfite plony jeśli chodzi o wszelkie postaci nadprzyrodzone. Wszystkie, a jeśli nie wszystkie, to dużą ich część spotkamy na kartach Bestiariusza.

Jest to książka skierowana do laików, którzy chcieliby w przystępny sposób zapoznać się z wierzeniami naszych przodków. Wszystkie stworki uszeregowane są w kolejności alfabetycznej i opatrzone stosownymi ilustracjami.

bestariusz słowianski

Notki są krótkie, ale treściwe. Zawierają nie tylko gołe fakty na temat grasujących na słowiańszczyźnie istot, lecz  także odwołania do czasów współczesnych, w których też spotkać można ślady bytności poszczególnych bestii. Tak jak napisałam są przystępne w formie, czasem żartobliwe, czasem starają się wzbudzić strach.

Ciekawostek znajdziemy tu co niemiara. Słowiańska mitologia wydaje się bogatsza nawet od greckiej, bardziej popularnej.

Z książki dowiemy się co nasi przodkowie robili gdy w ich włościach zagościła bieda, bo bieda to nie tylko brak majątku, bieda to demon, którego można się pozbyć.

Jak rozpoznać czarownice, co szczególnie mnie rozbawiło, czarownica bowiem wyróżnia się tym, że pije alkohol jednym łykiem, czego nigdy nie czynią poczciwe niewiasty.

Skąd brały się zarazy, dlaczego nie wolno pracować w polu w samo południe, co dzieje się z nienarodzonymi dziećmi, jak uniknąć kaca, dlaczego niektóre noworodki beczą przez całe noce, a inne śpią spokojnie, co zrobić z krnąbrnym nastolatkiem i wiele wiele innych swoistych ludowych mądrości mających odzwierciedlenie w mitach.

bestariusz słowianski

Moja ocena:9/10