O czym szumi wiatr

Na wietrze diabeł przyjechał – Katarzyna Mlek

na wietrze diabeł przyjechał

Zbyszek to młody inżynier budownictwa, który karierę zawodową rozpoczyna od nadzoru budowy kościoła w małej beskidzkiej wiosce. Tam poznaje księdza Bubę, który jako pierwszy wtajemnicza go w niezwykłe i tajemnicze wydarzenia mające miejsce w Lalikach.

na wietrze diabeł przyjechał

Nowa powieść Katarzyny Mlek osadzona jest w baśniowym świecie pełnym bohaterów góralskiego folkloru. Składa się sześciu opowieści, które można traktować zarówno jako osobne opowiadania, jak i kolejne rozdziały tej samej historii.

Pierwsza z nich zatytułowana „O księdzu co się wiatru nie kłaniał” to początek przygód Zbyszka w Laikach, jego pierwsze spotkanie z ekscentrycznym księdzem, oraz jego zagorzałym wrogiem – iście diabelskim wiatrem, który nawiedza wieś mieszając ludziom w głowach i czyniąc szkody materialne.

Nasz bohater na własnej skórze przekona się, że góralskie legendy o złym wpływie halnego nie są wyssane z palca. To właśnie w tym momencie zakochuje się w Beskidach i postanawia tam pozostać, by kontynuować dzieło księdza Buby.To najdłuższa z opowieści zawartych w książce.

Kolejne historie składają się z opowieści poszczególnych mieszkańców Lalików,  z czego każda jest dowodem na niezwykłości tego miejsca.

Druga historia, czy też drugi rozdział, traktuje o starym Pyszczu, niegdyś najsłynniejszym lokalnym myśliwym, dziś lekko zdemenciałym dziadku, który całymi dniami przesiaduje ze swoim wiernym psem na ławeczce i raczy rozmową każdego, kto się napatoczy. Bożydar Pyszcz opowiada Zbyszkowi o zdarzeniu ze swej młodości, kiedy to oko w oko spotkał legendarnego Króla Gór – białego jelenia z srebrną aureolą nad porożem. Każdy myśliwy ma szanse go spotkać, zaś spotkanie to będzie sprawdzianem dla jego myśliwskiego etosu.

Trzecia opowieść, mój absolutny faworyt w ‚zbiorze’ nosi tytuł: „O człowieku, co konia pokochał”. Historie pokrewieństwa dusz zwierząt i ludzi zawsze wyciskają ze mnie łzy, toteż popłakałam sobie trochę nad historią Heńka i jego konia, Łobuza, który okazał się istotą nie zwyklejszą niż jednorożce, czy skrzydlate pegazy.

„O Janku co do drzew się przytulał” może kojarzyć się z romantyczną balladą. Rzecz jest o młodzieńcu, którego zgubiła chęć miłosnego spełnienia z leśną nimfą.

Dwie ostatnie opowieści to domknięcie historii Lalików i jej mieszkańców. Finału powieści zdradzać nie będę, dość powiedzieć, że jest optymistyczny.

„Na wietrze diabeł przyjechał” to powieść, której autorka czerpie z tego co najbliższe – nasz ludowy folklor. Bardzo mnie to cieszy i ogromnie się podoba:)

 

Jedyny minus jakiego dopatrzyłam się w powieści Katarzyny Mlek, to to, że jest taka króciutka. Oczywiście czekam na następne książki.

Zapomnij patrząc na słońce” dosłownie miażdży swoją historią – tylko dla odważnych, natomiast „Na wietrze diabeł przyjechał” może spodobać się każdemu, kto gustuje w klimatycznych gawędach.

Podobnie jak w swojej poprzedniej powieści autorka posługuje się tu symboliką. Chociażby postać jelenia, której znaczenie mitologiczne sięga jeszcze czasów Sumerów, jako symbol naturalnej równowagi energetycznej i siły, która pozwala osiągnąć cel bez uciekania się do przemocy.

Podobnie jak starych klechdach każda z opowieści niesie za sobą morał i pokazuje bliskość niezwykłego świata, który przenika do tego, co uważamy za realne. Przypomina zapomniane legendy.

Ogromnie dziękuję Pani Katarzynie Mlek za „zaproszenie do skosztowania beskidzkich smaków”.

na wietrze diabeł przyjechał

Dla zainteresowanych powiem, że Laliki istnieją naprawdę. Nie wiem, czy diabeł zajeżdża do ich mieszkańców na wietrze, ale mam straszną ochotę to sprawdzić.

Moja ocena: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.