Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Opowieść o dwóch Jędzach

Dolores Claiborne – Stephen King

dolores claiborne

„Dolores Claiborne” to jedna z tych książek King’a w których autor nie sięga po zjawiska nadprzyrodzone. Nie ma wiele wspólnego z horrorem, jest to raczej bardzo głęboka powieść obyczajowa, psychologiczna, swoiste studium kobiecej natury, którą pisarz wykłada na stół z bezpretensjonalną pieczołowitością.

Akcja powieści rozpoczyna się z chwilą, gdy magnetofon młodej policjantki Nancy zaczyna rejestrować na taśmie pierwsze słowa 66-letniej Dolores St. Jones, mieszkanki wyspy Little Tall w stanie Main. To jej ustami opowiedziana jest historia życia niezwykłej kobiety. (Uwielbiam kiedy King sięga po narrację pierwszoosobową).

dolores claiborne

Cała powieść jest zatem monologiem, w którym autor namiętnie korzysta ze swojego daru gawędziarstwa.

Dolores trafia na komisariat w związku z podejrzeniem o zamordowanie przez nią jej pracodawczyni nieprzyzwoicie bogatej Very Donovan. Wbrew temu czego spodziewają się władze i cała wyspa Dolores zamierza powiedzieć całą prawdę i to od początku do końca.

Jej opowieść sięga czasów, gdy jako osiemnastolatka wyszła za mąż za Johna,w którego gładkie czoło wpatrywała się w szkolnej bibliotece. Za Johna, który pierwszy wpierdol spuszcza jej jeszcze w czasie miodowego miesiąca i Johna który pewnego lata ’63 roku wpada po pijaku do studni i nie wydostaje się z niej żywy.

Trochę dalej w czasie umiejscowione są początki niezwykłej naznaczonej wręcz telepatycznym porozumieniem znajomości skromnej służącej Dolores i Very Donovan rozpuszczonej salonowej kocicy. Znajomości, które kończy się śmiercią tej drugiej, z czego teraz przychodzi tłumaczyć się Dolores.

Ciężko mi ocenić, która część żywota wyspiarki jest bardziej interesująca dla czytelnika: obraz jej relacji z mężem i trójką dzieci, codzienne zmagania o to by dalej dryfowa na powierzchni, czy też fragmenty poświęcone wyłącznie jej znajomości z Verą.

A jest to znajomość tak niezwykła, że aż w nieprawdopodobny sposób ujmująca. Obydwie kobiety dzieli wszystko: wykształcenie, sytuacja materialna, pozycja klasowa, podejście do ludzi a jednak to co ich połączy jest ponad tym co wymieniłam.

Vera, która traktuje wszystkich w bezlitosny sposób znajduje w pomiatanej służącej powiernicę i opiekunkę na stare lata. W zamian Vera ofiarowuje Dolores najcenniejszą radę „Kobiecie czasem nie pozostaje nic innego jak bycie jędzą”.

dolores claiborne

W mocno skróconej wersji z historią Dolores możemy zapoznać się filmie „Dolores Claiborne„, gdzie w tytułową rolę wciela się Kathy Bates. Obraz jest bardzo dobry jednak nie był wstanie ukazać, ani głębi relacji pomiędzy Verą, a Dolores, ani dramatu jaki rozgrywał się w sercach obydwu tych kobiet. Z resztą, film pomija sporo ważnych fragmentów powieści.

W przeciwieństwie do większości powieści Stephena Kinga, tą książkę czytała po aż pierwszy i wielce żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Polecam, nawet jeśli nie gustujecie w powieściach tego autora to „Dolores Claiborne” po prostu musi się Wa spodobać.

Moja ocena: 10/10

Doświadczenie paranormalne

Paranormal Xperience 3D (2011)

paranormal xperience

Grupa studentów medycyny chcąc uzyskać dobre stopnie z trudnego przedmiotu godzi się na udział w eksperymencie mającym na celu zbadanie domniemanych zjawisk paranormalnych mających miejsce w opuszczonym kamieniołomie. Ambitna przyszła doktor psychiatrii Angela zaprasza do udziału w nim swoją młodszą siostrę, dziwaczkę, by ta wraz z jej chłopakiem, dwoma kumplami i koleżanką z roku odkryła tajemnice morderczego doktora Matargi, który po śmierci nawiedza miejsce swoich zbrodni.

paranormal xperience

Trzeba się trochę naszukać, żeby znaleźć hiszpański horror, który byłby autentycznie słaby. Moje doświadczenia z ubiegłorocznym „After party” nauczyły mnie, że jest to jednak możliwe, a „Paranormal Xperience” dodatkowo potwierdza fakt, że nawet najlepszym zdarzają się potknięcia.

Nie wiem jak sobie wytłumaczyć to, że do kinowej dystrybucji – na szczęście nie w Polsce – puszczono tak mierny twór. Nie wiem też dlaczego Hiszpanie kojarzony z bardzo dobrymi historiami o duchach, zaskakującymi i posiadającymi niepowtarzalny klimat raptem spłodzili takie COŚ. Może ten film jest słaby, bo nie miał scenarzysty? Autentycznie, na FW wymieniony jest jedynie reżyser. Scenarzysty brak, scenariusz powstał spontanicznie w trakcie kręcenia;)

Film przystosowany jest do wykorzystania efektu 3D. Naliczyłam chyba z 6 momentów, w których został użyty. Bardzo typowe zastosowanie w stylu przebijanie ofiary kołkiem, czy strzał w głowę. Nic nowego pod słońcem.

Pod względem realizacji – aktorstwo, scenografia, efekty, zdjęcia – wszytko wypada bardzo przeciętnie. No, może nie aktorstwo, ono jest poniżej przeciętnej.

Sam pomysł na film jest z gruntu słaby i przewidywalny. Postać zmory piekielnej, czyli doktorka od razu wydaje się podejrzana toteż szybko szukamy odpowiedzialnych za morderstwa w gronie naszych protagonistów. Z tego miejsca już prosta droga do wytypowania jedynego sensownego podejrzanego. Nie ma tu miejsca na jakąkolwiek niespodziankę. Nawet średnio rozgarnięty widz domyśli się tego jeszcze na długo przed wielkim finałem.

paranormal xperience

Na pewno celny strzał ułatwi schematyczność charakterystyk bohaterów: Angela twarda i nieustępliwa, siostrę, Dianę taktuje protekcjonalnie i ze sporą dozą drwiny. Mimo iż w finale twórca stara się nam  wmówić, że jest wobec niej troskliwa i przejęta jej losem to wszystkie wcześniejsze wydarzenia stawiają sprawę z zupełnie innym świetle – jeśli to miała być zmyła to wygląda raczej na niekonsekwencje i niezdecydowanie niż zaskakujący twist fabularny.

Jej chłopak oczywiście w pewnym momencie będzie musiał pokazać rogi i podjąć próbę romansu z siostrą dziwaczką, na której cnotę dybał także jeden z poboczny kolegów – zdecydowanie obydwaj panowie, których imion nie zapamiętałam robią tu za tło, dość przezroczyste w dodatku.

Jest jeszcze koleżanka barbie, taka postać to element konieczny, żeby było z kogo się pośmiać i komu życzyć rychłej śmierci.

A najzabawniejsze jest to, że w filmowym epilogu nadal starano się wmówić widzowi, że sprawa jest niejasna, o tak…

paranormal xperience

Nie polecam, odradzam, omijać, nie obrzydzać sobie hiszpańskiego kina grozy takim czymś.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

Napięcie:4

Klimat:3

Zaskoczenie:4

Zabawa:4

Walory techniczne:6

Oryginalność:3

To coś:2

Aktorstwo:4

38/100

W skali brutalności:3/10

Ludzie bezdomni

Sum-bakk-og-jil/ Zabawa w chowanego (2013)

 zabawa w chowanego

Seong-soo wraz z żoną i dwójką dzieci wiedzie sielskie życie w zamożnej dzielnicy Seulu, tym czasem jego brat, z którym nie miał kontaktu od dzieciństwa wiedzie smutny żywot w dzielnicy społecznych wyrzutków. Pewnego dnia mężczyzna postanawia go odszukać, próżno jednak wędruje po nędznych lokalach. Mieszkanie brata jest opuszczone, ale wydaje się, że wbrew wszelkim informacjom facet nie mieszkał tam sam.

zabawa w chowanego

„W mojej dzielnicy krąży pewne legenda. O dzikich lokatorach, którzy żyją w cudzych domach pod czyjąś nieobecność, powoli przejmując mieszkanie”

Od takich słów zaczyna się zeszłoroczny obraz produkcji Korei Południowej. Dają one nam niejaką zapowiedz tego, czego dotyczyć będzie film, nie zdradzają jednak z jak zakręconą i dobrą historią będziemy tu mieli do czynienia. Moim pierwszym skojarzeniem był hiszpański obraz „Dziwny lokator„, również bardzo dobry i poniekąd pokrewny tematycznie. Okazało się jednak, że thriller Jung Huh to zupełnie świeży pomysł. A takie lubię jak diabli:)

Nie znalazłam informacji na temat wcześniejszych tworów tego reżysera, więc jeśli jest to jego debiut to czapki z głów Panie i Panowie.

Koreańskie kino bardzo mile mnie zaskakuje. Każdy kolejny obraz jest dobry, bardzo dobry lub rewelacyjny. „Zabawa w chowanego” tkwi gdzieś pomiędzy bardzo dobry, a rewelacyjny. Jest to oczywiście moja subiektywna ocena, co podkreślam z uwagi na to, że nie każdy lubi skośne kino.

zabawa w chowanego

W przeciwieństwie do chociażby Japończyków twórcy koreańskiego kina grozy nie sięgają po tematykę duchów. Celują raczej w kinie psychologicznym, gdzie groza bazuje na klimacie szaleństwa i lęku przed tym co namacalne.  Mamy więc tu filmy o traumach przeszłości  jak „Opowieść o dwóch siostrach”, czy o psychopatach jak „Ujrzałem diabła„, czy „Zagadka zbrodni.

„Zabawa w chowanego” posiada elementy obydwu filmów. Bardzo istotną rzeczą jest przeszłość naszego bohatera, gdzie tkwi tajemnica jego relacji, a raczej jej braku, z bratem.

Mamy tu też postać przyczajonego włamywacza w motocyklowym kasku o tożsamości nieznanej i trudnej do odgadnięcia do momentu, w którym sam twórca zdecyduje by nam ją ujawnić.

Szaleństwo towarzyszy nam przez cały film. Objawia się w obsesyjno kompulsywnych zachowaniach głównego bohatera, wylega na ulicę w postaci pomylonego oberwańca, który Seong-soo kojarzy się z bratem, czy zdziwaczałej kobiety z sąsiedztwa. Wszytko to sprawia, że doskonale wczułam się w nastrój tej szalonej historii.

zabawa w chowanego

Jednym słowem, bardzo dobre kino. Polecam każdemu kto jest w stanie łaskawym okiem spojrzeć na azjatyckie kino grozy.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:9

Zabawa:10

Zaskoczenie:10

Oryginalność:9

To coś:9

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

86/100

W skali brutalności:3/10

The truth is out there

X Files/ Z Archiwum X (1993-2002) – Sezony od 1-9

z archiwum x

Tak, moi drodzy, przebrnęłam przez dziewięć sezonów paranormalnego serialu wszechczasów. Oglądałam go w dzieciństwie, ale żeby móc Wam coś konkretnego przedstawić musiałam spiąć dupę i obejrzeć te ‚9 lat’ w trzy miesiące  żeby cokolwiek z tego zapamiętać;P Ma pamięć krótka i zawodna.

„Archiwum X” zostało stworzone przez Chrisa Cartera, w którego powodzenie nikt szczególnie nie wierzył. W tym samym czasie emitowano kolejny świeżutki serial, który jeszcze przed pilotem uznany został za murowanego faworyta. 

Archiwum powstało z połączenia tęsknoty za starymi serialami grozy i fascynacji „Milczeniem owiec„. Chyba nikomu nie muszę unaoczniać podobieństwa Starling do Scully:) Może Fox nie jest szczególnie podobny do Lectera, ale łączy ich pewien rodzaj szaleństwa i obsesja na punkcie przeszłości (siostra).

z archiwum x

Mulder jest z wykształcenia psychologiem i zanim przydzielono go do Archiwum X, czyli specjalnej jednostki FBI zajmującej się tym, co niewyjaśnione, zajmował się profilowaniem szczególnie brutalnych przestępców. Sukcesy zawodowe pomogły mu wreszcie zając się tym, co go od zawsze fascynowało: Kosmici. Fox Mulder jako mały chłopiec doświadczył niezwykłego. Na jego oczach alieni uprowadzili jego młodszą siostrę Samathe. Jedyne co go interesuje to prawda, a „Prawda gdzieś tam jest”.

z archiwum x

Scully miała być lekarzem, jednak ostatecznie trafiła do FBI, by kroić zwłoki i wyjaśniać zagadki śmierci. Jako, że ktoś z góry uznał, iż jako kobieta będzie łatwa do wykorzystania i zmanipulowania napuszczoną ją na Mulder by jako jego partnerka śledziła jego poczynania i donosiła władzom na temat uchybień w jego działaniu. Przy okazji miała stopować już wtedy rodzące się w jego głowie teorie spiskowe. Stało się inaczej. Scully choć przez cały czas, mam tu na myśli pełne 9 sezonów, pozostaje racjonalistką,  staje obok Muldera i wiernie trwa przy nim, gdy ten pogrąża się w swojej niebezpiecznej misji.

z archiwum x

Wątkiem przewodnim całego serialu są teorie na temat kolonizacji ziemi przez istoty z kosmosu przy jednoczesnej współpracy rządu, tak zwanego Syndykatu. Po za nieuczciwymi władzami agenci borykają się także z samymi kosmitami, którzy z sezonu na sezon coraz śmielej poczynają sobie na ziemi.

Historia jest, delikatnie mówiąc, porąbana na potęgę. W związku z UFO i z tym, jak zniknęła Samatha mamy milion teorii, które pozornie wzajemnie sobie zaprzeczają. Wytrwały fan teorii spiskowej na pewno się w tym odnajdzie, mnie to w pewnym momencie zaczęło nudzić.

Dużo większą frajdą było dla mnie oglądanie odcinków nie skoligaconych z obcymi. Typu motylica wątrobowa żyjąca w kanałach, farma kazirodczych sodomitów, historia palacza, który tak naprawdę chciał być pisarzem – mimo iż skurwysyn z niego straszny polubiłam go po tym odcinku – i tym podobne odjechane sprawy.

Odcinki niezwiązane z wątkiem przewodnim często miały różnych scenarzystów, w śród nich znalazł się sam Stepehen King, który uraczył nas historią nawiedzonej lalki. Fan kina z pogranicza sci- fi i horroru odnajdzie w „Archiwum X” wiele naleciałości produkcji pełnometrażowych, np. jeden z odcinków łudząco przypominał „Coś” Carpentera.

z archiwum x

Tak jak wspomniałam bohaterka Milczenia Owiec była prototypem Scully. Urodziwa, choć swoją urodę uporczywie skrywająca pod bezkształtnymi garsonkami, zachowawczą fryzurą i makijażem.

z archiwum x

Odtwórczyni jej roli przygodę z „Archiwum X” zaczęła ledwo po dwudziestym roku życia, Gillian Anderson prywatnie w niczym nie przypominała Scully. Młoda gniewna, niewyedukowana ex wokalistka kapeli punkowej, latająca w negliżu i wchodząca w związki z połowę od siebie starszymi facetami. To jak w serialu przemieniła się w trzydziestoletnią, poważną, skupioną na pracy panią agent dowodzi dużym zdolnościom aktorskim.

Co do Davida Duchovnego, to nie miał tak burzliwej przeszłości, grzecznie ukończył studia, bodajże literaturę angielską i nawet przymierzał się do doktoratu.W pewnym stopniu obydwoje zagrali tu swoje przeciwieństwa:)

Obraz relacji dwójki agentów wyróżnia się dużą niestandardowością. Łączy ich wielka przyjaźń, wzajemne przywiązanie, jakiś platoniczny flirt, ale przez osiem sezonów obydwoje żyli w celibacie (!) Kiedy wreszcie do czegoś między nimi dochodzi jest to spory szok dla widza. Dla mnie był:)


Wielką zaletą serialu jest właśnie ten brak prostoty w ich stosunkach. Mulder dogryza Scully, która często za nim nie nadąża, z powodu ze szczególną lubością wyśmiewanych przez Foxa krótkich nóżek i z powodu niemal chorobliwej racjonalności. Fox  zaciekle walczy o jej zaufanie, o to by wyszła ze swojej medycznej skorupy i spojrzała na świat jego oczyma. Tak to już z nimi jest:)

z archiwum x

Pod koniec emisji serialu, chyba właśnie w 8 sezonie do obsady dołącza kolejnych dwoje agentów, Monica i John. Odtwórcę roli agenta Doggetta możecie kojarzyć chociażby z roli w „Terminatorze”. Jego postać wniosła tu nieco świeżej krwi, natomiast Monica wydała mi się lekko zbyteczna.


Przebrnięcie przez wszystkie sezony nie należało do najprzyjemniejszych czynności, kosmici to zdecydowanie nie moja bajka. Warto jednak było ze względu na odcinki nie kosmiczne i świetnie skonstruowane postaci głównych bohaterów.

W dzieciństwie strasznie bałam się tego serialu, sama muzyka z „Archiwum X” stworzona przez Marka Snow’a budziła grozę, pewnie nie tylko we mnie.

Co się tyczy pełnometrażowych filmów o agentach z „Archiwum X” to „Pokonać przeszłość” z 1998 znudziło mnie dokumentnie- wiadomo, wątek obcych, natomiast nowszy film „Chcę wierzyć” bardzo przypadł mi do gustu więc polecam.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:8

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:10

To coś:9

Walory techniczne:7

81/100

W skali brutalności:5/10

Carrie raz jeszcze

Carrie (2013)

carrie 2013

Remake kojarzą mi się z ekshumacjami. I to takimi, przeprowadzonymi nie do końca prawnie. Wiem, wiem, że to wszystko ku uciesze gawiedzi, która przekłada się na pełną kiesę tych, którzy wygrzebią cennego trupa, ale  momentami nie mogę pozbyć się niesmaku i smrodu jaki roznosi się wokół profanowanych zwłok.

Kimberly Price, reżyserka nowej „Carrie” wraz z resztą osób z produkcji deklarowała, że w przeciwieństwie do filmu z 1976 roku ona będzie się kurczowo trzymać wersji książkowej. Dobrej wersji swoją drogą. Miała też zadbać o głębie psychologiczną postaci kobiecych, dzięki temu, że jest reprezentantką tej właśnie płci. Jak jest faktycznie?

Nie będę Wam po raz trzeci streszczać fabuły historii Carrie. Powiem za to o tym czym różni się ona od książki i filmu De Palmy.

„Carrie” nie jest ekranizacją książki, tylko remake filmu z lat ’70. Jest jego uwspółcześnioną wersją. Uwspółcześnioną zarówno pod względem fabuły, dzięki osadzeniu akcji w czasach obecnych i uwspółcześnioną przez użycie jak najnowszych środków produkcji.

To bardzo efekciarskie kino. W początkowych scenach jest to sporym plusem, bo dzięki dobrodziejstwu efektów specjalnych mogliśmy zobaczyć początki przygód Carrie z telekinezą – między innymi w scenie z lewitującym łóżkiem, czy uszkadzaniem drzwi komórki. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie przyczepiła się w momencie kiedy następuje efekciarski przesyt.

carrie 2013

Na boga, czy naprawdę nie można było wylać na Chloe normalnego wiadra z normalną sztuczną posoką? Trzeba było generować to komputerowo i wygładzać tak, żeby czasem czerwona plama nie odjęła urody naszej Carrie?

carrie 2013

Carrie nie miała być ładna jak czarodziejka, tylko wyglądać  jak posągowa bogini mordu, która przypuszcza atak na niewiernych. Niestety polecieli tu w taką sztuczność, że nie pozwolili ani jednej czerwonej kropelce spaść tam gdzie nie powinna.

Co się tyczy fabuły, to tak jak wspomniałam od książki odbiega. Carrie zostaje nie tylko upokorzona w szatni, ale jeszcze nagrana i rozsławiona na youtube.

carrie 2013

Finałowa rozmowa z Sue ma przynajmniej miejsce, ale co innego jest jej przedmiotem. Przyczyny ‚zachowania’ Carrie po ‚koronacji’ też są inne. Zarówno w książce jak i filmie nasza furiatka wcale nie żałowała się Tomie’go, kiedy zarobił wiadrem w swoją śliczną główkę. W „Carrie”2013 śmierć Tomi’ego jest katalizatorem postępowania Carrie.

Na co jeszcze mogę spojrzeć łaskawym okiem? Na pewno spodobał mi się motyw z wierszem o Salomonie, który czyta Carrie. Salomonie, który zburzył świątynie. Ona też w pewnym sensie finalnie burzy świątynie.

Relacja z matką przedstawiona całkiem nieźle dzięki nieocenionemu wsparciu aktorskiemu Julianne Moore. Postać Margaret została wzbogacona o ciekaw elementy. Szaleństwo Pani White idzie tu nieco dalej i objawia się nie tylko w skrajnym religijnym fanatyzmie – to mi się podobało.

carrie 2013

Mimo, iż przesadzono z sztucznością sztucznej krwi to sceny masakry na balu są przedstawione całkiem ciekawie, kilkakrotnie otworzyłam z podziwem usta. Jedno ujęcie było żywcem zerżnięte z filmu De Palmy – swoją droga najlepsze ujęcie. Wszystko było pięknie do póki Carie nie zaczęła latać jak supermen’ka nad truchłami swoich wrogów.

Wspomniałam, że Jullienne Moore spisała się dobrze, ale niestety nie mogę tego powiedzieć o Chloe Moretz. Położyła postać Carrie.

Po pierwsze była za ładna, za zgrabna, zbyt śmiało poczynała sobie z uśmiechami. Z kolei w scenach kiedy miała pokazać posągowość i brak litości prezentowała na swojej perfekcyjnie skropionej krwią twarzy dziwny groteskowy grymas. Zaparcie? Cóż, rozczarowała mnie na całej linii.

carrie 2013

Dobrze spisały się odtwórcy roli Kris, Billego i Sue. W-f’istka była wyprana z moralnej ambiwalencji, która miała być jej cechą charakterystyczną natomiast Tomie był bezpłciowy.

carrie 2013

Cieszę się że wstrzymałam się z pójściem do kina. Może nie byłabym sromotnie rozczarowana bo po cichu spodziewałam się, że wstępne założenia trafi szlag. Muszę jednak być uczciwa i powiedzieć, że film mnie nie znudził, choć żałuje, że obejrzałam ostanie 10 sekund- co to na boga miało być? Rozrywka na raz, nie wnosząca nic nowego w jałowość remake’owego świata.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła: 7

Klimat: 6

Napięcie: 5

Zabawa: 7

Walory techniczne: 7

Aktorstwo: 6

Oryginalność: 3

To coś: 6

Zaskoczenie: 5

56/100

W skali brutalności:5/10

The hand that rocks the cradle rules the world

The Hand that Rocks the Cradle/ Ręka nad kołyską (1992)

Ręka nad kołyską

Państwo Bartel to młodzi, zamożni małżonkowie spodziewający się swojego drugiego dziecka. W czasie ciąży Clarie doświadcza molestowania seksualnego ze strony swojego lekarza prowadzącego. Kobieta zgłasza sprawę do sądu, a lekarz popełnia samobójstwo. Pół roku później para sprowadza do swojego domu nową nianię, przypadkowo poznana kobieta spodobała się Clarie dużo bardziej niż nianie z agencji. To będzie z jej strony duży błąd…

ręka nad kołyską

„Ręka nad kołyską” to klasyczny reprezentant kina z lat 90. Fabuła jest nieprzystojnie jak na thriller przewidywalna, a jednak wciąga!

Postaci są rozrysowane w rażąco prosty sposób. Clarie, w moich oczach, była typową głupią gąską, naiwną żoną, nieco infantylną i łatwą do zmanipulowania. Michael to podręcznikowy przykład idealnego męża: Dość przystojny, zapatrzony w żonę, spełniony zawodowo. Peyton, niania z koszmarnego snu, to z kolei bardzo typowy przykład osoby, która przerzuca odpowiedzialność za swoje nieszczęście na innych. Z jednej strony ogarnięta psychozą, a z drugiej sprawnie manipulująca i sukcesywnie spełniająca swoje mroczne zamiary. Ma twarz anioła, ale jej dusza jest zaropiała i chora.

ręka nad kołyską

Największym minusem produkcji jest fakt, że od początku znamy zamiary Peyton – jej zachowanie może zaskoczyć, tak to już jest ze świrami, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, co nią kieruje i do czego dąży. Rodzina Bartel nie wie kim jest anielska niania i właśnie oczekiwanie na demaskacje Peyton stanowi źródło napięcia budowanego w obrazie.

ręka nad kołyską

Na intrygi Peyton patrzyłam z niejakim podziwem. Podziw byłby pełen, gdyby nie niepoczytalność naszej lisicy i wprost do niej proporcjonalna głupota Clarie. Chwilami nawet jej współczułam i w pewnym stopniu była bliższa memu sercu niż Clarie. Za nic w świecie nie jestem w stanie identyfikować się z takim frajerstwem, jakie prezentowała żona Pana naukowca. (Pytanie do publiczności: dlaczego inteligentni faceci lubią idiotki?)

ręka nad kołyską

Abstrahując od psychologii poszczególnych postaci, wiele jest w tym filmie naiwności, która w żaden, ale to absolutnie żaden sposób nie przeszkadza w cieszeniu się seansem.

Rola Rebeccy De Mornay stanowi przykład świetnego aktorskiego kunsztu i charyzmy. Aktorzy drugo i trzecioplanowi radzą sobie równie dobrze. Moją uwagę zwróciła chociażby mała Emma, w tej roli obecnie już całkiem ładnie wyrośnięta Madeline Zima, którą ostatnimi czasy widziałam w roli szalonej lesbijki w „Breaking the girl”.

ręka nad kołyską

Julianne Moore prezentuje się arcy dostojnie w roli przyjaciółki Clarie i Michaela. (A propos Pani Moore, dziś czeka ją sąd ostateczny bo biorę się za nową „Carrie”).

ręka nad kołyską

Wszystko w tym filmie jest na swoim miejscu. Nie mrozi krwi w żyłach (Choć nie powiem, scena w której Peyton pałaszuje jabłko patrząc na wydarzenia rozgrywające się w szklarni wywołuje coś więcej niż lęk). Nie zaskakuje, ale ma w sobie coś, co sprawia, że trwamy w niepokoju.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Napięcie:10

Klimat:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:10

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:10

Aktorstwo:9

77/100

W skali brutalności:0/10

Dawno temu i na dzikim zachodzie

Dead Birds/ Martwe ptaki (2004)

martwe ptaki

Czasy wojny secesyjnej. W Alabamie grasuje grupa żołnierzy dezerterów zajmujących się napadami na banki. Ich grono uświetnia niewiasta Annabelle i zbiegły niewolnik Todd.

Po udanym skoku na bank w miasteczku ekipa udaje się do opuszczonego domu, gdzie przeczekają noc przed drogą do Meksyku. Okazuje się, że będzie to wyjątkowo długa noc…

martwe ptaki

„Martwe ptaki” to film, który się wyróżnia. Twórcy zdecydowali się na sporo niestandardowych chwytów, przez co w oczach jednych widzów zyskali, w oczach innych stracili.

Po pierwsze mamy tu mało pozytywnych bohaterów pozytywnych:) W horrorach chodzi głównie oto, by widz mógł się identyfikować z protagonistami i kibicować im, gdy źle im się dzieje. Twardy orzech do zgryzienia, kiedy bohaterami pozytywnymi są zapijaczone oprychy, które nie mają problemu z uśmiercaniem niewinnych ludzi.

Świat przedstawiony w filmie jest co najmniej niedzisiejszy. Osobiście bardzo lubię horrory kostiumowe, ale nie są one zbyt popularne.

Tytuł filmu w żaden sposób nie sugeruje nam tego, z czym będziemy mieli do czynienia. Gdzie te martwe ptaki, pytają w sieci rozjuszeni widzowie, przyzwyczajeni do tego, że tytuł filmu, szczególnie jego polski odpowiednik dokładnie mówi, o czym obraz będzie. Tu martwy ptak jest zaledwie symbolem i jeśli ktoś oczekuje, nie wiem… nawiązań do Hitchcocka to się sromotnie zdziwi.

Nastrój filmu tkwi gdzieś pomiędzy klimatem historii o duchach, a makabreską.

martwe ptaki

martwe ptaki

Nie zabraknie zabiegów typowych dla ghost story: powolne przechadzki po opuszczonym domu, dziwne dźwięki, mali chłopcy wzywający pomocy ze studni, stare pamiętniki trzymane w szopie. A zaraz przy tym okaleczone zwłoki wiszące w charakterze stracha na wróble, stwory biegające po polu kukurydzy, demoniczne rytuały i krew, dużo krwi.

A wszystko to w jednym obrazie. Ha!

martwe ptaki

Dla niektórych może się okazać, ze za dużo tego dobra, ale mnie horror się spodobał.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Walory techniczne:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:8

Zaskoczenie:6

70/100

 W skali brutalności: 5/10

Względnie dobre

Wszystko jest względne. 14 mrocznych opowieści – Stephen King

wszystko jest względne

We wstępie do swojego zbioru opowiadań King wspomina o tym, jak pogardzaną i zapomnianą obecnie formą jest opowiadanie. Być może zbierając do kupy swoje krótsze historie postanowił zadać kłam temu przekonaniu. Opowiadania warto czytać, ale czy akurat te ze zbioru „Wszystko jest względne”?

Nie mam jednoznacznego stosunku do tej książki, jako całości. Większość opowiadań zwyczajnie mnie znudziła, ale te które przypadły mi do gustu, przypadły do niego bardzo mocno. I jak tu sprawę ocenić?

Pierwsze dwa opowiadania dały mi nadzieję na kawał dobrej literatury grozy. „Prosektorium numer 4”- pierwsza opowieść traktuje o mężczyźnie, który obudził się w chwili, gdy patolodzy zabierają się do sekcji zwłok. Jego zwłok, które nie są jeszcze zwłokami, jak przypuszcza. A może jednak są? Jego mózg w jakiś sposób zachował świadomość nawet po śmierci? Wszystkiego się dowiecie, jeśli sięgniecie po to opowiadanie. Trzyma w napięciu;) Oceniłabym je na 8/10

Druga historia to „Człowiek w czarnym garniturze”. Tonem opowiadanie przypomina nieco „Ciało”. Taki powrót do krainy dzieciństwa. Mężczyzna wspomina w nim pewne spotkanie, do którego doszło, gdy był jeszcze małym chłopcem. I wtedy i obecnie jest przekonany, że miał do czynienia z ucieleśnieniem zła. Może z samym diabłem. Fajny klimat, dobrze napisane. Dałabym 7/10

Dalej jest już gorzej. Czytałam, bo zaczęłam i chciałam skończyć… Kolejno „Wywiozą Ci wszystko co kochasz”, „Śmierć Jacka Hamiltona” i „W sali egzekucyjnej” skutecznie wymazałam z pamięci. Nuda… Ocknęłam się niejako przy „Siostrzyczkach z Elurii”, ale okazało się, że to zupełnie nie mój klimat. Opowiadanie nawiązuje do opasłych tomisk „Mrocznej wieży” i jest skierowane przede wszystkim do ich fanów. Wszystkie cztery dostają po 2/10

Tytułowe opowiadanie „Wszystko jest względne” było zaledwie średnie, choć sam pomysł wyjściowy był obiecujący. Dam 5/10

„Teoria zwierząt domowych” została tu wrzucona niejako dla rozładowania napięcia. To taka żartobliwa historia mężczyzny, który został porzucony przez współmałżonkę, a przyczyny tego dopatruje się w jej kotce i jego psie – czy tam na odwrót. Kwestia sporu o zwierzęta przedstawiona jest w bardzo poważny sposób, choć wybrzmiewa w niej niejaka drwina. Ciekawa rzecz, choć z mrokiem nie ma nic wspólnego;). 8/10

„Drogowskaz zmierzający na północ” znowu nuda, choć dopatrzyłam się tu naleciałości „Ręki mistrza”. Dam 3/10

„Obiad w Gotham Cafe” to powrót do formy jeśli chodzi o ten zbiór. Dobrze napisana, krótka historia tego jak tragiczne w skutkach mogą być przygotowania do rozwodu;) Szczególnie wtedy, gdy sprawy prawne omawiać się będzie w restauracji której przewodzi chory psychicznie człowiek. Moja ocena to 8/10

„To wrażenie można nazwać tylko po francusku”, to historia pewnego deja vu, którego doświadcza kobieta w czasie podróży z małżonkiem.Bardzo mnie zaintrygowało i wciągnęło. 8/10

„1408”… Sięgnęłam po „Wszytko jest względne” ze względu na to właśnie opowiadanie. Jego ekranizacja bardzo przypadła mi do gustu, ale pierwowzór. Cóż… dla mnie porażka.

wszystko jest wzgledne

Narracja Kinga była prowadzona w tak bezpłciowy sposób, że pomimo iż opisane wydarzenia mogły wzbudzić grozę, to uśmierciły ją w zarodku. Coś jakby odklepane zeznania biernego światka historii, który tak sobie je relacjonuje z zaangażowaniem prezentera panoramy. 3/10

I wreszcie przebój tego zbioru czyli „Jazda na kuli”. Mistrzostwo zarówno pod względem stylu jak i treści. Miałam przyjemność obejrzeć także film na jego podstawie, również dobry, ale nie oddający drugiego dna tej historii.

wszystko jest wzgledne

A rzecz jest o pewnym młodzieńcu, który pędzi przez noc do swojej chorej mamy, pędzi autostopem. Ale z kim? No, to jest najciekawsze:) 10/10

I na koniec nie koniecznie straszna, ale dość ciekawa historia o… szczęściu lub też farcie, czy też marzeniu o nim, czyli „Szczęśliwa moneta”. 6/10

Dużą zaletą całego zbioru, jako takiego, są ‚wstawki’ od autora w których wspomina, między innymi o okolicznościach narodzin pomysłów na dane opowiadanie.

Całość: 5+/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

Najlepsze horrory i thrillery 2013

Najlepsze horrory i thrillery minionego roku 2013:

Witam Was pięknie w nowym roku:) Czas na małe podsumowanie. Przedstawiłam Wam listę tegorocznych produkcji z gatunków grozy, a Wy zdecydowaliście, które filmy podobały Wam się najbardziej.


Na pierwszym miejscu „Obecność”, czyli straszak o duchach produkcji James’a Wan’a. Przeze mnie przyjęty dosyć chłodno, ale Wy zdecydowaliście, że jest to najlepsza tegoroczna produkcja.

1. Obecność (5 głosów)

obecnosc recenzja

Na drugim miejscu zaraz za klasyczną opowieścią o duchach przyczaili się kosmici z „Dark Skies”. Dla mnie to najlepszy tegoroczny obraz. Dobrze, że zaskarbił sobie Waszą sympatię na tyle, że został tu uwzględniony.


2. Dark Skies (4 głosy)

dark skies glosowanie


Trzecie miejsce przypadło ex aequo dwóm thrillerom. „Połączenie”, które urzekać może warkom akcją i „House Hunting” za ciekawą, zagadkową fabułę i dobry klimat.

3. Połączenie (3 głosy), „House Hunting (3 głosy)

połączenie house hounting


Dalej mamy znowuż ex aequo „Tragedię na przełęczy Dyatlova” i „Stokera. Również cieszy mnie obecność tych dwóch filmów w zestawieniu.

4. „Tragedia na przełęczy Dyatlova” (2 głosy), „Stoker” (2 głosy)

tragedia na przełęczy dyatlova stoker


Po jednym głosiku dostały takie filmy jak World War Z„, „Naznaczony 2„, „Udręczeni 2„, „Labirynt”, „Skinwalker Ranch”, „Polowanie na łowcę” i „VHS 2″.

Oby w tym nowym roku dobrych filmów było jeszcze więcej.