Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Niewolnicy głupoty

Shadow Puppets/ Niewolnicy cienia (2007)

niewolnicy cienia

Osiem osób z całkowitą amnezją budzi się w opuszczonym budynku szpitalnym. Niektórzy z nich są zamknięci w celach, niektórzy wsadzeni w kaftan, albo skuci, a jeszcze inni biegają na swobodzie.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Szybko okazuje się, że nie są sami, bo po budynku krąży złowrogi cień, który zabija każdego, na którego trafi.

O “Niewolnikach cienia” mogę powiedzieć krótko: Film głupi i bezsensu. W dodatku to produkcja amatorska, więc po za bardzo słabym, w ogóle nierozwijającym się pomysłem, mamy jeszcze kiepskie zdjęcia, kijowe efekty i tragiczne aktorstwo. Tych ‘atutów’ celowo nie wymieniam w jednym szeregu z fatalnie napisanymi dialogami, bo one wnoszą chociaż jakiś element komediowy do tej czarnej dziury.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Scenarzysta/ reżyser w jednej osobie, wysilił się, żeby upchnąć jeden twist fabularny, który jednak nie ratuje sprawy, bo szczerze mówiąc już od pierwszych minut tego filmu miałam w dupie jak on się potoczy.

Kompletny brak potencjału, więc i film nie wart zachodu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Napięcie:2

Klimat:4

Zabawa:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

To coś:2

36/100

W skali brutalności:1/10

Współczesny Prometeusz

Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz

– Mary Shelley

frankenstein książka

O okolicznościach powstania powieści “Frankenstein” krążą legendy. Jedna z nich mówiła, iż młoda autorka napisała swoją ją w trakcie kilkudniowej balangi zaprawianej opium w posiadłości Lorda Byrona. Inna  wersja tej historii mówi o tym, że owszem, Mary i jej luby bawili nad jeziorem genewskim i tam właśnie zrodził się koncept powieści, jednak jej napisanie zajęło autorce dwa lata.

Jeśli jesteśmy przy legendach to w historii stworzenia książki nasi rodacy mają swój skromny udział: W XVII wieku w pewnej miejscowości, obecnie znajdującej się na terenie polski, grupa grabarzy dopuściła się zbezczeszczenia zwłok za co wszyscy zostali skazani na okrutną śmierć. Chodzą słuchy, że właśnie ta słynna afera zainspirowała Mary. Dlaczego? Miejscowość, o której mowa, obecnie zwana Ząbkowicami Śląskimi, wówczas nosiła nazwę Frankenstein.

Autorka “Frankensteina” była niepokorną osóbką. Pochodziła z inteligenckiej rodziny, jej matka była słynną feministką, zaś sama Mary po raz pierwszy zasłynęła w kręgach towarzysko – artystycznych w momencie, gdy w wieku siedemnastu lat zwiła z domu z żonatym i dzieciatym poetą, w dodatku przyjacielem ojca. Czekając na rychły zgon opuszczonej małżonki zakochana para przebywała min. w Szwajcarii, gdzie Mary nawiązała znajomość z Byronem.

Sama historia “Frankensteina” zapisała się w kulturze przede wszystkim jako powieść grozy, z czasem okrzyknięta pierwszą powieścią Sci- fi. Nikt w zasadzie nie zwracał uwagi, że reprezentuje nurt romantyczny, a tym bardziej, że jest szalenie mądrym utworem o zatrważająco smutnym przesłaniu. Winą za to można obarczyć liczne adaptacje i ‘przeróbki’ powieści, które całkowicie pomijają warstwę filozoficzną, egzystencjalną, skupiając się na taniej grotesce. Często dochodzi do przeinaczeń i w świadomości wielu osób tytułowy Frankenstein o właśnie TEN potwór, nie zaś ambitny naukowiec, który stworzył bezimiennego samotnego stwora, którego porzucił rozczarowany swym dziełem. W zasadzie istnieje tylko jedna, na milion, adaptacja tej powieści trzymająca się historii. Mam tu na myśli ekranizację z 1994 roku z Robertem de Niro w roli potwora.

frankenstein książka

frankenstein książka

frankenstein książka

Książka nosi podtytuł “Współczesny Prometeusz”. O tym także wie niewiele osób, mimo iż odwołanie do mitologicznego boga, który stworzył człowieka jest bardzo czytelne jeśli już zapoznamy się z oryginalną wersją “Frankensteina”.

Podobnie można odnieść to do chrześcijańskiej wizji stworzenia. Bo co takiego zrobił nasz Wiktor Frankenstein? Stworzył człowieka. Stworzył go z niedoskonałych części, zwłok różnych przestępców, tchnął w niego życie licząc iż dzieło jego będzie doskonałe. Naiwny był, bo jak to możliwe by z niedoskonałych części powstała doskonała całość?

Podobnie jak biblijny bóg wygnał go ze swego łona rozczarowany tym, iż nie jest taki jak sobie wyobrażał. W przeciwieństwie do pierwszego mężczyzny w religii katolickiej wygnaniec Mary Shelley był całkiem sam, nie miał swojej Ewy, więc domagał się zadośćuczynienia od stwórcy i naprawienia tego błędu. Wiktor okazał się jednak wyjątkowo okrutnym bogiem. Jego pogarda dla potwora jest absolutna i tylko przez moment widać w nim oznaki współczucia wobec swego ‘dziecka’.

“Frankenstein” to książka o samotności. Mary oddała bezmiar opuszczenia jakiego może doznać człowiek posługując się elementami grozy i sci fi, wszystko po to by oddać ludzkie kalectwo w całej mierze.

Zafascynowana odkryciami naukowymi być może jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że postęp medycyny, rozwój cywilizacji, udoskonalanie świata skutkować będzie tym, iż na świecie zapanuje jeszcze większy podział, a takich samotnych wadliwych istot będzie coraz więcej. A może wcale nie patrzyła w przyszłość, lecz opisała tylko to co widziała obok siebie?

Jedno jest pewne, w XVIII wieku Mary wyprzedziła swoją epokę, szkoda tylko że współcześni słuchacze jej historii najczęściej widzą tylko to co widział tytułowy bohater- groteskowego potwora.

Moja ocena:9/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka Horroru

Zabawy w sąsiedztwie

Naboer/ Drzwi obok (2005)

drzwi obok

John, porzucony przez dziewczynę, mieszka samotnie na piątym piętrze starej kamienicy. Wkrótce do mieszkania obok wprowadzają się dwie kobiety. Anna, pierwsza z nich, prosi go o pomoc w charakterze tragarza, wtedy poznaje drugą, ostentacyjnie prowokującą go Kim. Samotny John stanie się ofiarą żądz. Pytanie tylko czyje pragnienia tak naprawdę spełnia: Kim, czy swoje?

drzwi obok

drzwi obok

“Drzwi obok” to koprodukcja Danii, Szwecji i Norwegii. Skandynawowie nie raz już udowodnili mi, jak doskonale poruszają się po pokrętnych ścieżkach thrillera psychologicznego. Warto tu wspomnieć chociażby o “Babycall“, gdzie w jedną z głównych ról wciela się Kristoffer Joner, który w “Naboer” odgrywa pierwsze skrzypce jako główny bohater, John.

Innym przykładem może być bardzo zbliżony klimatem i poniekąd fabułą thrillerKlatka“, o którym również miałam już okazję pisać.

Jeśli komuś przypadły do gustu te dwa obrazy i dobrze czuje specyficzną poetykę skandynawskiego kina na pewno spodoba mu się także “Drzwi obok”. 

Słyszałam, że ten thriller jest przesiąknięty brutalnym sadomasochistycznym seksem, dlatego też dość długo ociągałam się z obejrzeniem go.

Faktycznie będzie tu jedna mocno erotyczna scena w której seksualna zabawa przeradza się w przemoc, jednak nie jest tak odpychając jak się spodziewałam.

drzwi obok

Nie jest to film, którego fundamentem są wrażenia wizualne, takie które mogą obrzydzić, wzbudzić lęk. Dominuje tu sama historia i jej niuanse.

Zakrętów, zwrotów akcji, dziwnych niepokojących sygnałów znajdziemy to całkiem sporo. Jeśli chodzi o sam klimat filmu to jest odpowiednio, jak na skandynawskie kino, zimny i surowy. Przechadzki naszego bohatera po długich, słabo oświetlonych korytarzach mieszkań mają szansę wywołać specyficzny rodzaj niepokoju.

I przestrzeń i ilość postaci jaka się po niej porusza jest bardzo niewielka, ale dzięki temu przez cały seans zdołamy się z nimi dobrze zapoznać. A jest tu co podziwiać, szczególnie dla pasjonatów dziwactw, parafilii i wszelkiego rodzaju elementów mogących budzić lęk u normalnego człowieka.

drzwi obok

Warsztat aktorski jaki reprezentuje pierwszoplanowy trójkąt: John, Kim i Anna jest naprawdę na wysokim poziomie, zważywszy, na to, że wielowymiarowość charakterów wszystkich tych postaci, pulsujące szaleństwo w każdym w nich nie jest rzeczą łatwą do zagrania jeśli chce się cały czas podtrzymywać napięcie.

Dla męskiej części publiczność spora uciechą będzie zapewne uroda aktorki wcielającej się w Kim. Jest naprawdę prześliczna i bez krępacji to pokazuje – nie wiem tylko czemu na plakacie wygląda tak niekorzystnie.

drzwi obok

Finał film jest taki jak lubię- nic ostatecznie nie jest takie jakim się wydawało.Scenariusz jest o tyle przemyślany, że nadpobudliwy w wyszukiwaniu intryg widz może się domyślić o co chodzi, innych czeka niespodzianka.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:9

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

Napięcie:8

84/100

W skali brutalności:5/10

Zmyślone życie Richarda Kuklińkiego

The Iceman/ Iceman:Histria mordercy (2012)

iceman

W sześć lat od niewyjaśnionej śmierci skazanego na podwójne dożywocie mordercy, Izraelski reżyser postanowił wykorzystać historię jego życia do nakręcenia tego oto filmu.

Długo się do niego przymierzałam z obawy oto, że twórca zaserwuje jakąś słodkopierdzącą opowiastkę zamiast wiarygodnego portretu faceta, który zabił, jak sam twierdził, blisko dwieście osób.

Moje obawy niestety się potwierdziły.

Richarda Kuklińskiego poznajemy jako pracownika ‘wytwórni’, a raczej ‘przetwórni’, filmów porno. Dokładnie w chwili, gdy spotyka swoją ukochaną i bierze z nią ślub. Jego ‘silna osobowość’ szybko wpada w oko członkom mafii toteż Kukliński przebranżowuje się na płatnego mordercę. Dni upływają mu na strzelaniu, podrzynaniu gardeł i czułej opiece nad córkami i małżonką. Aż do chwili gdy poznaje kolegę z branży, który podrzuca mu pomysł uświetnienia działalności zamrażaniem zwłok ofiar, dla zmylenia lekarzy sądowych oraz podrzuca pomysł używania bardziej subtelnych wynalazków jak cyjanek. Tak w mediach rodzi się legenda Icemana.

iceman

Jego ‘pseudonim artystyczny’ można odnieść nie tylko do techniki działania, ale także, a może przede wszystkim do wewnętrznego chłodu, wręcz duchowej zmarzliny, która sprawiała, że człowiek ten nie czuł nic.

Nasz rodak zawsze był obiektem mojej (chorej) fascynacji, dlatego przykro mi było patrzeć jak w filmie “Iceman: Historia mordercy” zostaje poddany kastracji.

Miałam wrażenie, że twórcy chcą z gościa zrobić “Leona zawodowca”. Dziwne, że nie dopisali do scenariusza fragmentu z przygarnięciem sierotki. Choć, scena w domu jednej z ofiar, gdzie Richie darowuje życie siedemnastolatce, którą znajduje w szafie jest już o krok od adopcji i otoczenia opieką.

Druga sprawa rzucająca się w oczy: relacja z żoną. W filmie mamy tylko jeden fragment. w którym w wykazuje wobec niej agresje. Oczywiście ogranicza się do krzyku i rzutu zastawą stołową, co w konfrontacji z tym, co Kukliński mówił swojej relacji z małżonką wygląda jak rodzinna sielanka.

iceman


Aktor wcielający się w rolę Polaka robił, co mógł by jak najlepiej oddać emocjonalny chłód i bezwzgledność, niestety w scenariuszu zabrakło momentów popisowych. Niemniej wykonał kawał dobrej roboty i bardzo go za to chwalę.

W historii życia i kariery ominięto najbardziej makabryczne mordy, typu więzienie ludzi w jaskini ze szczurami do momentu, aż ofiary zostaną pożarte żywcem. Pominięto też fakt że Kukliński miał kolekcje taśm super 8, z tego typu wydarzeń, które odtwarzał sobie by ‘wreszcie coś poczuć’.

O jego dzieciństwie, czyli przemocowym ojcu i oziębłej emocjonalnie matce, o zrzucaniu psów z dachu, wiązaniu kotów ogonami i innych przeżyciach, które ukształtowały te bryłę lodu, nie ma praktycznie ani słowa. Zamiast tego nasz bandzior recytuje wiersze dla swojej córki na szesnaste urodziny.

Owszem, Kukliński dobrze traktował swoje dzieci i należało podkreślić iż były dla niego jedynym ważnymi osobami, ale w końcu to historia psychopaty cierpiącego na poważne zaburzenia (deficyt lęku, osobowość dyssocjalną, osobowość paranoidalną) i warto by było o tym pamiętać.

Film, jako taki, jest dobry, ale perspektywa z jakiej ukazano historię życia Kuklińskiego jest mocno kopnięta. Osobom, które mają względem tego wątpliwości polecam dokument, w trakcie którego Iceman rozmawia z psychiatrą. To jest prawdziwy Iceman. Żywy jak cholera. Wzbudzający bardzo skrajne emocje- bynajmniej we mnie- od przerażenia do współczucia gdy mówi, że przez to, że nie czuje nic jest najbardziej samotnym człowiekiem na ziemi. Z kimś Wam się to kojarzy? Mnie osobiście z automatu przyszedł na myślPotwór Frankensteina, podobnie jak Kukliński złożony ze ‘złych’ części (R. był obciążony genetycznie zaburzeniami psychotycznymi) nauczony, że nikomu nie można ufać.

iceman

Co do filmu, po prostu nie kupuję go jako historii życia Kuklińskiego. Może jako obraz traktujący o jakimś tam fikcyjnym mordercy.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Napięcie:6

Klimat:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:3

Zaskoczenie:5

51/100

W skali brutalności: 1/10

Z dziennika hałasów

Chór sierot – Sophie Hannah

chór sierot

Louise, matka siedmioletniego Josepha i żona Stuarta, bardzo ceni sobie święty spokój. Jak na ironię, to właśnie takiej wrażliwej duszy trafia się upierdliwy sąsiad rozmiłowany w starym rocku, który uporczywie nęka kobietę nocnymi balangami.

Poznajemy Louis pewnej deszczowej nocy kiedy to po raz kolejny idzie do swojego sąsiada na interwencję. Barwnie opisana przez autorkę sytuacja doskonale pokazuje nam z jakim typem osoby, mam tu na myśli naszą bohaterkę, będziemy mieć do czynienia przez całą lekturę “Chóru sierot”.

Louis zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Nie brak jej humoru i animuszu, jednak rozwój wydarzeń następujących po nieudanej próbie odzyskania upragnionej ciszy pokazują nam drugą stronę jej charakteru. Paranoiczka? Być może.

Z czasem Louis zaczyna słyszeć nie tylko Freediego Mercurego dającego koncert u sąsiada, lecz także chóry chłopięce. Czy ma to związek z tym, że jej ukochany brzdąc opuścił rodzinne pielesze by zostać chórzystą w elitarnej, brytyjskiej szkole?

chór sierot

Do tej pory nie miałam do czynienia z prozą Sophie Hanna,h czego bardzo żałuję. Autorka ma dość spory dorobek, a “Chórem sierot”, będącym połączeniem ghost storythrillerem psychologicznym pokazała, że trafia w mój gust idealnie.

Początkowo wydawało mi się, że akcja powieści rozwija się bardzo wolno, ale to nie prawda. Bardzo czytelne sygnały tego, co było w zamyśle autorki zauważamy dosyć wcześnie, ja je jednak zignorowałam. Dlaczego? Ano dlatego, że stawiałam na zupełnie inne rozwiązanie tej zagadki. Z premedytacją wypierałam inne możliwości. Tym samym Sophie Hannah zagrała mi na nosie.

Po za niewątpliwie dobrą i wielowymiarowa historią mamy tu do czynienia z dobrym i dopracowanym warsztatem literackim. Nie da się nudzić czytając tą powieść. Niebywale wciąga. Śledzenie losów głównej bohaterki, przeplatanych wewnętrznymi monologami i pełnym paranoidalnego humoru “Dziennikiem hałasów” jest po prostu dobrą zabawą.

Nie zabranie tu także bardziej czytelnej grozy i przede wszystkim suspensu, który jak przyznaje w posłowiu do książki jej autorka, jest bardzo bliski jej sercu. W ramach tego tekstu poznałam także jej filmowe gusta, a tym samym inspiracje. Podzielam jej entuzjazm wobec horrorów, o których wspomniała więc nie dziwne, że także jej twórczość mocno przypadła mi do gustu.

“Chór sierot”- jak najbardziej polecam.

Moja ocena: 8+/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Burda:

http://www.burdaksiazki.pl/