Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Niewolnicy głupoty

Shadow Puppets/ Niewolnicy cienia (2007)

niewolnicy cienia

Osiem osób z całkowitą amnezją budzi się w opuszczonym budynku szpitalnym. Niektórzy z nich są zamknięci w celach, niektórzy wsadzeni w kaftan, albo skuci, a jeszcze inni biegają na swobodzie.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Szybko okazuje się, że nie są sami, bo po budynku krąży złowrogi cień, który zabija każdego, na którego trafi.

O “Niewolnikach cienia” mogę powiedzieć krótko: Film głupi i bezsensu. W dodatku to produkcja amatorska, więc po za bardzo słabym, w ogóle nierozwijającym się pomysłem, mamy jeszcze kiepskie zdjęcia, kijowe efekty i tragiczne aktorstwo. Tych ‘atutów’ celowo nie wymieniam w jednym szeregu z fatalnie napisanymi dialogami, bo one wnoszą chociaż jakiś element komediowy do tej czarnej dziury.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Scenarzysta/ reżyser w jednej osobie, wysilił się, żeby upchnąć jeden twist fabularny, który jednak nie ratuje sprawy, bo szczerze mówiąc już od pierwszych minut tego filmu miałam w dupie jak on się potoczy.

Kompletny brak potencjału, więc i film nie wart zachodu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Napięcie:2

Klimat:4

Zabawa:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

To coś:2

36/100

W skali brutalności:1/10

Współczesny Prometeusz

Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz

– Mary Shelley

frankenstein książka

O okolicznościach powstania powieści “Frankenstein” krążą legendy. Jedna z nich mówiła, iż młoda autorka napisała swoją ją w trakcie kilkudniowej balangi zaprawianej opium w posiadłości Lorda Byrona. Inna  wersja tej historii mówi o tym, że owszem, Mary i jej luby bawili nad jeziorem genewskim i tam właśnie zrodził się koncept powieści, jednak jej napisanie zajęło autorce dwa lata.

Jeśli jesteśmy przy legendach to w historii stworzenia książki nasi rodacy mają swój skromny udział: W XVII wieku w pewnej miejscowości, obecnie znajdującej się na terenie polski, grupa grabarzy dopuściła się zbezczeszczenia zwłok za co wszyscy zostali skazani na okrutną śmierć. Chodzą słuchy, że właśnie ta słynna afera zainspirowała Mary. Dlaczego? Miejscowość, o której mowa, obecnie zwana Ząbkowicami Śląskimi, wówczas nosiła nazwę Frankenstein.

Autorka “Frankensteina” była niepokorną osóbką. Pochodziła z inteligenckiej rodziny, jej matka była słynną feministką, zaś sama Mary po raz pierwszy zasłynęła w kręgach towarzysko – artystycznych w momencie, gdy w wieku siedemnastu lat zwiła z domu z żonatym i dzieciatym poetą, w dodatku przyjacielem ojca. Czekając na rychły zgon opuszczonej małżonki zakochana para przebywała min. w Szwajcarii, gdzie Mary nawiązała znajomość z Byronem.

Sama historia “Frankensteina” zapisała się w kulturze przede wszystkim jako powieść grozy, z czasem okrzyknięta pierwszą powieścią Sci- fi. Nikt w zasadzie nie zwracał uwagi, że reprezentuje nurt romantyczny, a tym bardziej, że jest szalenie mądrym utworem o zatrważająco smutnym przesłaniu. Winą za to można obarczyć liczne adaptacje i ‘przeróbki’ powieści, które całkowicie pomijają warstwę filozoficzną, egzystencjalną, skupiając się na taniej grotesce. Często dochodzi do przeinaczeń i w świadomości wielu osób tytułowy Frankenstein o właśnie TEN potwór, nie zaś ambitny naukowiec, który stworzył bezimiennego samotnego stwora, którego porzucił rozczarowany swym dziełem. W zasadzie istnieje tylko jedna, na milion, adaptacja tej powieści trzymająca się historii. Mam tu na myśli ekranizację z 1994 roku z Robertem de Niro w roli potwora.

frankenstein książka

frankenstein książka

frankenstein książka

Książka nosi podtytuł “Współczesny Prometeusz”. O tym także wie niewiele osób, mimo iż odwołanie do mitologicznego boga, który stworzył człowieka jest bardzo czytelne jeśli już zapoznamy się z oryginalną wersją “Frankensteina”.

Podobnie można odnieść to do chrześcijańskiej wizji stworzenia. Bo co takiego zrobił nasz Wiktor Frankenstein? Stworzył człowieka. Stworzył go z niedoskonałych części, zwłok różnych przestępców, tchnął w niego życie licząc iż dzieło jego będzie doskonałe. Naiwny był, bo jak to możliwe by z niedoskonałych części powstała doskonała całość?

Podobnie jak biblijny bóg wygnał go ze swego łona rozczarowany tym, iż nie jest taki jak sobie wyobrażał. W przeciwieństwie do pierwszego mężczyzny w religii katolickiej wygnaniec Mary Shelley był całkiem sam, nie miał swojej Ewy, więc domagał się zadośćuczynienia od stwórcy i naprawienia tego błędu. Wiktor okazał się jednak wyjątkowo okrutnym bogiem. Jego pogarda dla potwora jest absolutna i tylko przez moment widać w nim oznaki współczucia wobec swego ‘dziecka’.

“Frankenstein” to książka o samotności. Mary oddała bezmiar opuszczenia jakiego może doznać człowiek posługując się elementami grozy i sci fi, wszystko po to by oddać ludzkie kalectwo w całej mierze.

Zafascynowana odkryciami naukowymi być może jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że postęp medycyny, rozwój cywilizacji, udoskonalanie świata skutkować będzie tym, iż na świecie zapanuje jeszcze większy podział, a takich samotnych wadliwych istot będzie coraz więcej. A może wcale nie patrzyła w przyszłość, lecz opisała tylko to co widziała obok siebie?

Jedno jest pewne, w XVIII wieku Mary wyprzedziła swoją epokę, szkoda tylko że współcześni słuchacze jej historii najczęściej widzą tylko to co widział tytułowy bohater- groteskowego potwora.

Moja ocena:9/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka Horroru

Zabawy w sąsiedztwie

Naboer/ Drzwi obok (2005)

drzwi obok

John, porzucony przez dziewczynę, mieszka samotnie na piątym piętrze starej kamienicy. Wkrótce do mieszkania obok wprowadzają się dwie kobiety. Anna, pierwsza z nich, prosi go o pomoc w charakterze tragarza, wtedy poznaje drugą, ostentacyjnie prowokującą go Kim. Samotny John stanie się ofiarą żądz. Pytanie tylko czyje pragnienia tak naprawdę spełnia: Kim, czy swoje?

drzwi obok

drzwi obok

“Drzwi obok” to koprodukcja Danii, Szwecji i Norwegii. Skandynawowie nie raz już udowodnili mi, jak doskonale poruszają się po pokrętnych ścieżkach thrillera psychologicznego. Warto tu wspomnieć chociażby o “Babycall“, gdzie w jedną z głównych ról wciela się Kristoffer Joner, który w “Naboer” odgrywa pierwsze skrzypce jako główny bohater, John.

Innym przykładem może być bardzo zbliżony klimatem i poniekąd fabułą thrillerKlatka“, o którym również miałam już okazję pisać.

Jeśli komuś przypadły do gustu te dwa obrazy i dobrze czuje specyficzną poetykę skandynawskiego kina na pewno spodoba mu się także “Drzwi obok”. 

Słyszałam, że ten thriller jest przesiąknięty brutalnym sadomasochistycznym seksem, dlatego też dość długo ociągałam się z obejrzeniem go.

Faktycznie będzie tu jedna mocno erotyczna scena w której seksualna zabawa przeradza się w przemoc, jednak nie jest tak odpychając jak się spodziewałam.

drzwi obok

Nie jest to film, którego fundamentem są wrażenia wizualne, takie które mogą obrzydzić, wzbudzić lęk. Dominuje tu sama historia i jej niuanse.

Zakrętów, zwrotów akcji, dziwnych niepokojących sygnałów znajdziemy to całkiem sporo. Jeśli chodzi o sam klimat filmu to jest odpowiednio, jak na skandynawskie kino, zimny i surowy. Przechadzki naszego bohatera po długich, słabo oświetlonych korytarzach mieszkań mają szansę wywołać specyficzny rodzaj niepokoju.

I przestrzeń i ilość postaci jaka się po niej porusza jest bardzo niewielka, ale dzięki temu przez cały seans zdołamy się z nimi dobrze zapoznać. A jest tu co podziwiać, szczególnie dla pasjonatów dziwactw, parafilii i wszelkiego rodzaju elementów mogących budzić lęk u normalnego człowieka.

drzwi obok

Warsztat aktorski jaki reprezentuje pierwszoplanowy trójkąt: John, Kim i Anna jest naprawdę na wysokim poziomie, zważywszy, na to, że wielowymiarowość charakterów wszystkich tych postaci, pulsujące szaleństwo w każdym w nich nie jest rzeczą łatwą do zagrania jeśli chce się cały czas podtrzymywać napięcie.

Dla męskiej części publiczność spora uciechą będzie zapewne uroda aktorki wcielającej się w Kim. Jest naprawdę prześliczna i bez krępacji to pokazuje – nie wiem tylko czemu na plakacie wygląda tak niekorzystnie.

drzwi obok

Finał film jest taki jak lubię- nic ostatecznie nie jest takie jakim się wydawało.Scenariusz jest o tyle przemyślany, że nadpobudliwy w wyszukiwaniu intryg widz może się domyślić o co chodzi, innych czeka niespodzianka.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:9

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

Napięcie:8

84/100

W skali brutalności:5/10

Zmyślone życie Richarda Kuklińkiego

The Iceman/ Iceman:Histria mordercy (2012)

iceman

W sześć lat od niewyjaśnionej śmierci skazanego na podwójne dożywocie mordercy, Izraelski reżyser postanowił wykorzystać historię jego życia do nakręcenia tego oto filmu.

Długo się do niego przymierzałam z obawy oto, że twórca zaserwuje jakąś słodkopierdzącą opowiastkę zamiast wiarygodnego portretu faceta, który zabił, jak sam twierdził, blisko dwieście osób.

Moje obawy niestety się potwierdziły.

Richarda Kuklińskiego poznajemy jako pracownika ‘wytwórni’, a raczej ‘przetwórni’, filmów porno. Dokładnie w chwili, gdy spotyka swoją ukochaną i bierze z nią ślub. Jego ‘silna osobowość’ szybko wpada w oko członkom mafii toteż Kukliński przebranżowuje się na płatnego mordercę. Dni upływają mu na strzelaniu, podrzynaniu gardeł i czułej opiece nad córkami i małżonką. Aż do chwili gdy poznaje kolegę z branży, który podrzuca mu pomysł uświetnienia działalności zamrażaniem zwłok ofiar, dla zmylenia lekarzy sądowych oraz podrzuca pomysł używania bardziej subtelnych wynalazków jak cyjanek. Tak w mediach rodzi się legenda Icemana.

iceman

Jego ‘pseudonim artystyczny’ można odnieść nie tylko do techniki działania, ale także, a może przede wszystkim do wewnętrznego chłodu, wręcz duchowej zmarzliny, która sprawiała, że człowiek ten nie czuł nic.

Nasz rodak zawsze był obiektem mojej (chorej) fascynacji, dlatego przykro mi było patrzeć jak w filmie “Iceman: Historia mordercy” zostaje poddany kastracji.

Miałam wrażenie, że twórcy chcą z gościa zrobić “Leona zawodowca”. Dziwne, że nie dopisali do scenariusza fragmentu z przygarnięciem sierotki. Choć, scena w domu jednej z ofiar, gdzie Richie darowuje życie siedemnastolatce, którą znajduje w szafie jest już o krok od adopcji i otoczenia opieką.

Druga sprawa rzucająca się w oczy: relacja z żoną. W filmie mamy tylko jeden fragment. w którym w wykazuje wobec niej agresje. Oczywiście ogranicza się do krzyku i rzutu zastawą stołową, co w konfrontacji z tym, co Kukliński mówił swojej relacji z małżonką wygląda jak rodzinna sielanka.

iceman


Aktor wcielający się w rolę Polaka robił, co mógł by jak najlepiej oddać emocjonalny chłód i bezwzgledność, niestety w scenariuszu zabrakło momentów popisowych. Niemniej wykonał kawał dobrej roboty i bardzo go za to chwalę.

W historii życia i kariery ominięto najbardziej makabryczne mordy, typu więzienie ludzi w jaskini ze szczurami do momentu, aż ofiary zostaną pożarte żywcem. Pominięto też fakt że Kukliński miał kolekcje taśm super 8, z tego typu wydarzeń, które odtwarzał sobie by ‘wreszcie coś poczuć’.

O jego dzieciństwie, czyli przemocowym ojcu i oziębłej emocjonalnie matce, o zrzucaniu psów z dachu, wiązaniu kotów ogonami i innych przeżyciach, które ukształtowały te bryłę lodu, nie ma praktycznie ani słowa. Zamiast tego nasz bandzior recytuje wiersze dla swojej córki na szesnaste urodziny.

Owszem, Kukliński dobrze traktował swoje dzieci i należało podkreślić iż były dla niego jedynym ważnymi osobami, ale w końcu to historia psychopaty cierpiącego na poważne zaburzenia (deficyt lęku, osobowość dyssocjalną, osobowość paranoidalną) i warto by było o tym pamiętać.

Film, jako taki, jest dobry, ale perspektywa z jakiej ukazano historię życia Kuklińskiego jest mocno kopnięta. Osobom, które mają względem tego wątpliwości polecam dokument, w trakcie którego Iceman rozmawia z psychiatrą. To jest prawdziwy Iceman. Żywy jak cholera. Wzbudzający bardzo skrajne emocje- bynajmniej we mnie- od przerażenia do współczucia gdy mówi, że przez to, że nie czuje nic jest najbardziej samotnym człowiekiem na ziemi. Z kimś Wam się to kojarzy? Mnie osobiście z automatu przyszedł na myślPotwór Frankensteina, podobnie jak Kukliński złożony ze ‘złych’ części (R. był obciążony genetycznie zaburzeniami psychotycznymi) nauczony, że nikomu nie można ufać.

iceman

Co do filmu, po prostu nie kupuję go jako historii życia Kuklińskiego. Może jako obraz traktujący o jakimś tam fikcyjnym mordercy.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Napięcie:6

Klimat:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:3

Zaskoczenie:5

51/100

W skali brutalności: 1/10

Z dziennika hałasów

Chór sierot – Sophie Hannah

chór sierot

Louise, matka siedmioletniego Josepha i żona Stuarta, bardzo ceni sobie święty spokój. Jak na ironię, to właśnie takiej wrażliwej duszy trafia się upierdliwy sąsiad rozmiłowany w starym rocku, który uporczywie nęka kobietę nocnymi balangami.

Poznajemy Louis pewnej deszczowej nocy kiedy to po raz kolejny idzie do swojego sąsiada na interwencję. Barwnie opisana przez autorkę sytuacja doskonale pokazuje nam z jakim typem osoby, mam tu na myśli naszą bohaterkę, będziemy mieć do czynienia przez całą lekturę “Chóru sierot”.

Louis zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Nie brak jej humoru i animuszu, jednak rozwój wydarzeń następujących po nieudanej próbie odzyskania upragnionej ciszy pokazują nam drugą stronę jej charakteru. Paranoiczka? Być może.

Z czasem Louis zaczyna słyszeć nie tylko Freediego Mercurego dającego koncert u sąsiada, lecz także chóry chłopięce. Czy ma to związek z tym, że jej ukochany brzdąc opuścił rodzinne pielesze by zostać chórzystą w elitarnej, brytyjskiej szkole?

chór sierot

Do tej pory nie miałam do czynienia z prozą Sophie Hanna,h czego bardzo żałuję. Autorka ma dość spory dorobek, a “Chórem sierot”, będącym połączeniem ghost storythrillerem psychologicznym pokazała, że trafia w mój gust idealnie.

Początkowo wydawało mi się, że akcja powieści rozwija się bardzo wolno, ale to nie prawda. Bardzo czytelne sygnały tego, co było w zamyśle autorki zauważamy dosyć wcześnie, ja je jednak zignorowałam. Dlaczego? Ano dlatego, że stawiałam na zupełnie inne rozwiązanie tej zagadki. Z premedytacją wypierałam inne możliwości. Tym samym Sophie Hannah zagrała mi na nosie.

Po za niewątpliwie dobrą i wielowymiarowa historią mamy tu do czynienia z dobrym i dopracowanym warsztatem literackim. Nie da się nudzić czytając tą powieść. Niebywale wciąga. Śledzenie losów głównej bohaterki, przeplatanych wewnętrznymi monologami i pełnym paranoidalnego humoru “Dziennikiem hałasów” jest po prostu dobrą zabawą.

Nie zabranie tu także bardziej czytelnej grozy i przede wszystkim suspensu, który jak przyznaje w posłowiu do książki jej autorka, jest bardzo bliski jej sercu. W ramach tego tekstu poznałam także jej filmowe gusta, a tym samym inspiracje. Podzielam jej entuzjazm wobec horrorów, o których wspomniała więc nie dziwne, że także jej twórczość mocno przypadła mi do gustu.

“Chór sierot”- jak najbardziej polecam.

Moja ocena: 8+/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Burda:

http://www.burdaksiazki.pl/

Zombie made in UK

28 Days Later…/ 28 dni później (2002)

&

28 Weeks Later/ 28 tygodni później (2007)

28 dni pózniej

28 tygodni pózniej

Pierwszy z filmów traktujących o zarazie powodującej wybuch niepohamowanej agresji, rozpoczyna się od dość oszczędnie przedstawionych zdarzeń w wyniku, których obrońcy praw zwierząt chcący wyratować poddawane eksperymentom małpy przyczyniają się do wybuchy epidemii w całej Wielkiej Brytanii.

Po dwudziestu ośmiu dniach od tych wydarzeń cały kraj pogrążony jest już w totalnym chaosie. W tej nieoczekiwanej sytuacji znalazł się młody chłopak, Jim, który przed wybuchem zarazy uległ wypadkowi i zapadł w śpiączkę. Jakim cudem nikt go nie pożarł przez te 28 dni- nie wiem, w każdym bądź razie po opuszczeniu szpitalnych murów chłopak odkrywa, że świat uległ całkowitej katastrofie.

28 dni pózniej

Szukając ratunku trafia na parę survivalowców, z których jedno zostaje szybko wyeliminowane przez skutki choroby- a raczej przez środki zapobiegające objawieniu się owych skutków.

Od momentu nastąpienia kontaktu z płynami ustrojowymi zarażonego zostaje 20 sekund na to, żeby strzelić sobie w łeb- inaczej podobnie jak setki innych zarażonych będzie się popierdalać w wielkim szale i na ślepo atakować tych którzy jeszcze są zdrowi.

(Tu mam pytanie do publiczności: Nie jest to typowa oznaka zombizmu, bo zarażonym nie chodzi tylko o pożywienie, lecz o czynienie bezrozumnej przemocy. Czemu więc nie atakują siebie nawzajem, lecz tylko tych którzy są zdrowi?)

Przez kilka następnych dni w ramach, których przedstawione są kolejne wydarzenia będziemy śledzić wytrwałą walkę o przetrwanie Jima i jego kompanów.

28 dni pózniej

Nie jestem miłośniczką filmów o zombie, bo zazwyczaj są po prostu bardzo głupie, a ich treścią jest nieustanny pościg ogniłych zwłok za świeżym mięsem. “28 dni później” trochę odchodzi od tej konwencji, bo nie znajdziemy tu wielu typowych scen pościgów i walki z zombie, zaś punkt kulminacyjny fabuły stanowić będzie potyczka między innymi zdrowymi. Znowu się okazuje, że najgorszymi potworami są ludzie.

“Ludzie zawsze zabijali się nawzajem, a więc nic tak naprawdę się nie zmieniło.”

28 dni pózniej

Scenariusz, choć ma przygnębiającą puentę to ratuje nas przed przesadnym dramatyzmem operując ciekawym poczuciem humoru. Apokaliptycznym poczuciem humoru. Film odstaje ode mnie plusa również za to, że nie stara się być bardzo efekciarski i hym… absolutny(?) Akcja dzieje się w jednym kraju, w niewielkim obrębie jaki zdołają pokonać protagoniści. Nie uświadczymy tu więc melodramatycznych walk poruszonej nieszczęściem obywateli władzy, ckliwych bohaterskich zrywów i tym podobnych pierdół, jakie tak kocha Hollywood.

Reżyserem tego filmu jest Danny Boyle znany z takich produkcji jak “Niebiańska plaża” czy “127 godzin”. W tym roku przewidywana jest premiera jego nowego filmu “28 miesięcy później”.

Natomiast wcześniejsza kontynuacja, “28 tygodni później”, jest już dziełem innego reżysera, Hiszpana Juana Carlosa Fresnadillo i jest to bardzo widoczne.


A więc, kontynuacja… Dzieło w zasadzie całkowicie samodzielne. Z “28 dni później” łączy go motyw zarazy powodującej agresję oraz miejsce akcji, czyli wyspy brytyjskie.

Bohaterzy to cudem ocalali, którzy teraz wracają do kraju, gdzie służby bezpieczeństwa, armia i wszytko, co możliwe ma zadbać o to by zostali bezpiecznie rozlokowani w odkażonych dzielnicach. Wśród tych szczęśliwców jest Don, piastujący posadę ciecia w centrum medycznym i apartamentowcu dla ocalałych oraz jego dzieci, śliczna Tammy i mały Andy. Gdzieś jeszcze powinna być żona… ale niefortunnie Dom porzucił ją w kryzysie. Właściwa akcja filmu rozpoczyna się w chwili, gdy żonka nieoczekiwanie powraca, przynosząc ze sobą coś jeszcze…

“28 tygodni później” zdecydowanie bardziej przypomina klasyczny zombie movie niż jego poprzednik. Już pierwsze sceny to atak zakażonych, brawurowa ucieczka, pełen napięcia pościg.

28 tygodni pózniej

Dalej mamy obraz prób zaradzenia powrotowi epidemii, w którym uczestniczą dzielni reprezentanci wojska. Na prowadzenie wysuwa się tu lekarka wojskowa, Scarlet oraz zbuntowany żołnierz, Doyle. Dzięki nim uświadczymy dużo sentymentalizmu- w końcu to wojsko amerykańskie, jak zawsze gotowe nieść pomoc uciśnionym obywatelom innych krajów.

28 tygodni pózniej

Tępo akcji jest nieporównywalnie szybsze niż było to w jedynce. Budżet filmu co najmniej podwojono, a środki te przeznaczono na spektakularne użycie efektów. Będzie więc masowa eksterminacja gazami bojowymi, ścinanie głów śmigłami helikoptera i oczywiście hordy statystów w charakterze krwiożerczych zombie.

28 tygodni pózniej

Dzieje się. Wszytko to oprawione bardzo dobrą muzyką Johna Murphy’ego.

Gdyby nie fakt, że po prostu zwyczajnie nie lubię filmów o zombie- wyjątkiem jest czarno-biała  “Noc żywych trupów” Romero – mogłabym powiedzieć, że filmy trafiły w mój gust.

Pod warunkiem, że kogoś ruszają te tematy, to są jak najbardziej godnymi reprezentantami zombie movie.

Moja ocena:

28 dni później:6+/10

28 tygodni później:6/10


W skali brutalności: 4/10

Jadę sobie zabić

The Hunt for the I-5 Killer/ Zabójca z autostrady 1-5 (2011)

zabójca z autostrady 1-5

Kanadyjski thriller Allan Kroekera – znanego głównie z reżyserii seriali takich jak “Plotkara”, “Roswell”, “Kości”, “Nie z tego świata” – opowiada autentyczną historię mordercy grasującego w Stanach Zjednoczonych w okolicy autostrady 1-5, schwytanego na początku lat 80.

zabójca z autostrady 1-5

Fabuła filmu rozpoczyna się od jednej z napaści, jakiej dopuszcza się seryjny na dwóch młodych dziewczynach pracujących jako sprzątaczki. Gwałci obydwie, do obydwu strzela, lecz tylko jedną udaje mu się uśmiercić.

Sprawą zajmuje się wytrwały detektyw, Dave Kominek, który do tej pory nie miał do czynienia z tak brutalnym i nieuchwytnym sprawcom.

zabójca z autostrady 1-5

Od obserwacji prób rozwikłania sprawy płynnie przechodzimy do śledzenia losów pana mordercy. Początkowo twórcom udało się wyprowadzić mnie w pole i mężczyzna, którego podejrzewałam ostatecznie okazał się niewinny, a prawdziwy morderca czaił się tuż obok.

Jest to bardzo niewielki element zaskoczenia, bowiem tożsamość mordercy poznajemy bardzo szybko. Gorzej jest z jego złapaniem i wreszcie, udowodnieniem winy.

Widz nie ma wielkich szans na bliższe poznanie zabójcy, tak bliskie jak ja bym sobie tego życzyła, poznajemy jednak jego modus operandi i możemy mniemać na temat przyczyn jego postępowania.

Film będzie dobrą rozrywką, ale nie wypada jakoś szczególnie interesująco na tle innych produkcji opartych na historiach seryjnych morderców.
Może z tego względu, że jest bardzo ‘standardowy’:

Mamy tu dzielnego glinę który zaniedbuje swoją rodzinę, bo obiecał pięknej zgwałconej, że ujmie sprawcę jej krzywdy, mamy morderce, który nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle bardziej barwnych kryminalistów.
Nasz morderca nie jest ani wizjonerem, ani sadystą lubiący chore gierki. Lubi zgwałcić, zabić okraść, niekiedy atakuje dwukrotnie tej samej nocy. Jest arogancki i nie wyróżnia się inteligencją.

zabójca z autostrady 1-5

Śledztwo przebiega dość gładko, za gładko jak na mój gust, choć podejrzewam, że trzymali się po prostu faktów, ostatecznie ten zbrodniach nie działał byt długo zanim dzielni stróże prawa złapali go za dupsko.
Ot, średni film, ani szczególnie porywający, ani nie posiadający jakiś uchybień mogących go zdyskwalifikować jako dobry produkt filmowy.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:7

Napięcie:7

Klimat:5

Zabawa:a8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:5

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

Okrutnie głupi film

Cruel Will/ Okrutny testament (2013)

okrutny testament

Lily i Paul to młode małżeństwo. Ich życie przebiega w miarę spokojnie, aż do chwili, gdy Lily zostaje zaskoczona przez wieści o śmierci ojca. Paul i jego teść, Adrian nie byli w najlepszych stosunkach. Wszytko jednak wskazuje na to, że żałoba bardziej pomieszała w głowie Paulowi niż jego żonie. Mężczyzna utrzymuje, że za sprawą urny z prochami Adriana w domu małżonków zagnieździł się jego duch – duch zły i okrutny.

okrutny testament

Produkcja telewizyjna,  z którą mamy tu do czynienia prawdopodobnie nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. A przynajmniej do póki nie zostaną na nią naniesione stosowne poprawki i nie uzyska ona stanu używalności.

Sam pomysł na horror nie był zły. Niezbyt oryginalny, bo znowu mamy tu balans między szaleństwem, a nawiedzeniem i nie wiadomo do końca z czym tak naprawdę mamy do czynienia.

Jest wątek traumy z dzieciństwa, niewyjaśnionego zaginięcia i bardzo trudnych relacji rodzinnych. Wszytko to jednak podane w taki sposób, że nie da oprzeć się wrażeniu, że twórcy filmu absolutnie nie mieli pojęcia o tym jak ów film powinien wyglądać.

Nie wiedzieli jak rozpisać dialogi żeby dodać im choć odrobiny realizmu. Nie wiedzieli jak stworzyć wiarygodne postaci, nie sklecili nawet prowizorycznych ram dla przestrzeni, po jakiej bohaterzy mieli się poruszać, przez co wszyscy skaczą chaotycznie po kolejnych klatkach taśmy i nie wiadomo, o co im chodzi.

okrutny testament

Scenarzysta naraził siebie i aktorów na śmieszność wkładając im w usta najbardziej absurdalne i idiotyczne kwestie, jak np. monolog ciotki, która wykrzykuje do Paula, że nie daruje mu krzywdy jaką zrobił Adrianowi. Tak jakby prochom można było zrobić krzywdę – ból malujący się na twarzy cioteczki wskazuje, że prochy mogą cierpieć bardziej niż żywy człowiek.

Ogólnie całe zamieszanie wokół urny jest mocno przerysowane.

okrutny testament

Nie da oprzeć się wrażeniu, że cały ten film to kpina z gatunku horror. Poziomem przypomina to co widziałam w “Apartamencie 1303” z tym, że tu mamy trochę jakby… fabułę, czego nie można powiedzieć o wspomnianej produkcji.

okrutny testament

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła: 4

Napięcie:2

Klimat:2

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:3

Walory techniczne:4

Oryginalność:3

To coś:2

Zabawa:3

31/100

W skali brutalności:0/10

Wracamy do Twin Peaks

Twin Peaks: Fire Walk with Me/ Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną (1992)

twin peaks

David Lynch po zakończeniu dwóch sezonów serialu “Twin Peaks” dał swoim widzom szansę na powrót do ‘miasteczka z piekła rodem’. Pytanie tylko, czy warto tam wracać?

Reakcje widzów na pełnometrażowy film, w którego produkcji nie brał już udziału Mark Frost a wyłączną władzę reżyserska objął Lynch, były różne.

Założeniem tego filmu było wyjaśnienie tego, czego twórca nie miał okazji wyjaśnić w dwóch sezonach serialu.

Niektórzy z pewnością zadawali sobie pytanie, po co cokolwiek wyjaśniać? Czy urok tego miasteczka nie polegał właśnie na tajemniczości?

Sama nie wiem, po której stronie barykady stanąć. Z jednej strony “Ogniu krocz ze mną” zaspokoił mój apetyt na poznanie sekretów śmierci Laury, ale z drugiej strony, nie wiem, czy nie byłoby lepiej pozostawić sprawy w sferze X i się trochę ‘pogłodzić'”?

twin peaks

Akcja “Ogniu krocz za mną” rozpoczyna się od sprawy morderstwa niejakiej Teresy Banks. Młoda, atrakcyjna dziewczyna zostaje znaleziona martwa w małym miasteczku przy kanadyjskiej granicy. Mowa tu oczywiście o Twin Peaks. Agent zajmujący się tą sprawą znika.

Sprawa zamordowanej prostytuującej się barmanki ma bardzo silny związek z Laurą Palmer, która, jak wiemy z serialu, również nie gardziła najstarszym zawodem świata.

“Ogniu krocz ze mną” pokazuje widzom ostanie dni życia Laury Palmer.  Dowiadujemy się nie tylko dlaczego umarła, ale tez dlaczego, żyła tak, jak żyła, ćpając, kurwiąc się i wykazując objawy ostrej psychozy.

Wyjaśnienie tej sprawy, biorąc pod uwagę całą schizę, która nagromadziła się w dwóch sezonach serialu trąci banałem.

SPOILER: Molestowanie seksualne przez tatusia, serio? Owszem, zaskoczył mnie to, a biorąc pod uwagę fakt, że obraz powstał na początku lat 90, czyli jeszcze zanim w mediach wypłynął ‘Fritzlowski model rodziny’ wydaje się rozwiązaniem nader kontrowersyjnym.

Wszytko idealnie złożyło się w całość. Bob, nie był zmorą nawiedzającą Twin Peaks, lecz projekcją Laury, która stworzyła go w swoim umyśle w wieku 12 lat, gdy tatuś zaczął się do niej dobierać. Wyparła fakt molestowania przez ojca, ale objawy traumy seksualnej i tak wypłynęły na powierzchnie powodując u dziewczyny seksualne odhamowanie i dążenie do zachowań ryzykownych. Nieprzepracowana trauma zawsze kończy się tym, że człowiek nieświadomie ją odtwarza, często przez całe życie. Życie Laury było za krótkie żeby można było to z pełną mocą potwierdzić, ale pewne jest, że dążyła do upadku i upodlenia jakie wskazał jej tata włażąc do jej łóżka.

twin peaks

Ale dlaczego Leland ją zabił? Tego do końca nie jestem pewna. Mniemam, że z powodu szoku jakim było ‘objawienie’ faktu, że przez cały cas trwania procederu Laura nie zdawała sobie sprawy, że to tatuś ją posuwa. Leland sadził, że ona wie i się na to godzi.

Inna wersja może być taka, że Leland wiedział, że Laura nie wie i świadomie wykorzystywał jej psychiczny odjazd wierząc, że nigdy nie dowie się z kim rzeczywiście spółkuje nocami. Ale się dowiedziała. Więc ją zabił.

Jak wy sądzicie?

Jest jeszcze oczywiście kwestia kurewstwa Laury na którym tata ją nakrył, ale to raczej nie był czynnik decydujący. KONIEC SPOILERA

Cóż wiec mogę Wam powiedzieć? Jestem zdania, że serial mógłby spokojnie istnieć bez tego pełnometrażowego wyjaśnienia. Uważam, że cały zamysł był dobry, ale nieco odbiegł od pełnej schizy z jaką obcowaliśmy w serialu. A może to kwestia tego, że zwyczajnie przywykłam i to co kiedyś wydawało mi się a-normalne teraz już nie wywołuje mętlika w głowie, lecz układa się w Lynchowską całość – jakakolwiek by ona była?

twin peaks

Osoby, które nie oglądały serialu przestrzegam: Mimo iż “Ogniu krocz ze mną” jest preqelem serialowych wydarzeń nie ma sensu oglądać go jako pierwszego. Nie znajdziecie w nim wówczas sensu, a zafundujecie sobie potężny spoiler serialu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Napięcie:8

Klimat:9

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:7

79/100

W skali brutalności: 2/10

Człowiek znikąd zmierza donikąd

Donikąd – Konrad Czerski

donikąd recenzja

“Jestem człowiekiem znikąd, który zmierza donikąd.” To zdanie zamyka w sobie całą egzystencję bohatera debiutanckiej powieście anglisty z Wrocławia, Konrada Czerskiego.

Bruno Werner, młody spadkobierca rodzinnej fortuny to egocentryczny i rozmemłany typek, który jak zwykłam określać pewien typ człowieka: ma ambicje, żeby mieć ambicje. W chwili, gdy go poznajemy jest już 26 latkiem, a jego przedsiębiorczy rodzice giną w wypadku. Jego bardziej ogarnięty brat przejmuje rodzinną firmę, a nasz niebieski ptaszek przytula okrągłą sumkę, by dalej śnić swój sen o potędze. Nie skończywszy żadnych studiów, bez zawodu, bez pracy postanawia napisać swoją pierwszą powieść. Tu się zaczyna podróż, jak by się wydawało, zmierzająca donikąd. Drogowskazem na niej, ma być dla młodego literata, tajemnicza książka znaleziona na targi staroci oraz jego własna zmora wena.

Od pierwszych chwil nie zapałałam miłością do przystojnego – jak wynika z opisu- lesera. Mimo iż bohater drażnił mnie to okazał się być bardzo dobrym przewodnikiem po dość szalonym świecie “Donikąd”. Pasował tam jak ulał!

Bruno, po za wrodzonym nieogarnięciem cierpi także na swego rodzaju psychiczne dysfunkcje. W powieści pojawiają się fragmenty, w których totalnie odpływa w niebyt, sam nazywając ten stan atakami. Winą za to obarcza Kaduka. Czym jest kaduk? Diabłem? Zjawą? A może bezpańska spuścizną, jeśli sięgnąć do prawa rzymskiego. Trzeba by o to zapytać autora:)

Nasz bezpański Bruno to dość inteligentny facet, więc jego wywody czyta się ciekawie, a domniemana choroba psychiczna dodaje całości smaku.

Historię wyprawy Bruna śledzimy z trzech perspektyw: Pierwsza to bieżące wydarzenia z jego życia: Śmierć rodziców, literackie bóle porodowe, romans z młoda businesswoman i wreszcie, śledztwo w sprawie książki.

Śledztwo przeplatane fragmentami czytanej przez bohatera powieści otwiera nową perspektywę. Jest nią świat tajemniczej książki niejakiego Daremo Inaia, która jest dość fantastyczną wizją alternatywnego świata.

Jest to świat, w którym żyje Utaguri- poszukiwacz odpowiedzi. Podróż jaką odbywa fikcyjna postać staje się dla Bruna inspiracją do własnych poszukiwań. Czego? Żeby on sam to wiedział:) Opisy świata Genei, szczególnie pustkowia od razu skojarzyły mi się z ‘radosną’ twórczością Beksińskiego.

Trzecia perspektywa to obraz życia młodej głuchoniemej mieszkanki Nowego Jorku. Nie miałam bladego pojęcia jak mistyczne przeżycia Sophie mają się do sprawy Bruna, ale w końcu wszytko się wyjaśnia- oczywiście tylko na tyle na ile życzy sobie tego autor “Donikąd”.

Samo zakończenie zdaje się puszczać oko do czytelnika, który z góry założył, że wątpliwości Bruna, jego wrażenie ‘nieistnienia’ jest chorą projekcją nadpobudliwej wyobraźni.

SPOILER: Bo cóż, może faktycznie jest tak, że Bruno jest fikcją w równiej mierze jak Utaguri? Pojawił się w wizji Konrada, tak jak Utugari pojawił się w wizji Sophie. A może wszystkie postaci literackie jakie rodzą się w nagłym przypływie literackiego olśnienia zaczynają istnieć fizycznie, a Bruno różni się tylko tym, że miał przyjemność poznać swojego ‘stwórce’? Słowa Bruna o tym, że “żyje w papierowym labiryncie” świetnie by się wpisywały w tę koncepcję.Tu wchodzimy na pole, które określiłabym niebezpieczną filozofią literacką. Jestem ciekawa, czy komuś z czytelników coś równie absurdalnego przyszło do głowy;)KONIEC SPOILERA.

donikąd recenzja

Co mogę powiedzieć o tej książce od strony formy? Konrad Czerski nie spadł z księżyca- na co mogła by wskazywać treść jego powieści;) – Praca tłumacza zafundowała autorowie pewną wprawność językową i to widać.

Często posługuję się metaforą, czasami okraszoną ironią czasami wręcz przeciwnie, śmiertelną powagą.Takie krótkie opisy zawierające ten akurat środek językowy dają większe pojęcie o wewnętrznych przeżyciach bohatera niż rozwlekle analizy stanu ducha i bardzo mi się to podoba.

Jeśli chodzi o sam sposób snucia opowieści to miałam wrażenie, że trochę gubił wątki. Niczym jego bohater w czasie swojego dysocjacyjnego ataku. Czy to źle? Jeśli mielibyśmy do czynienia z twardym realizmem, byłaby to zbrodnia, ale to  w końcu  fantasmagoryczny świat przedstawiony rozchwianego artysty, więc takie potknięcia można uznać za zamierzone.

Podobał mi się cały klimat tej powieści. Nie wiem, czy autor jest fanem literatury Japońskiej, ale jego książka na kilometr zalatywała mi Murakamim. Co się doskonale składa, bo kocham Murakamiego:)

Dzieło dość nietypowe, jak na polski rynek wydawniczy. Nie wiem, czy będzie o nim głośno, ale mniemam, że ‘coś z tego będzie’. Wywróżyłam sukces paru Oficynkowym debiutom, więc czekam na rychłe fanfary, bo jak na razie panuje cisza grobowa. Jakby co, to dostane lincz za sianie popeliny, ale mówię: “Donikąd” to dobra rzecz.

 

Moja ocena: 8+/10

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka:

http://www.oficynka.pl/