Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Z palnikiem na jajach

Big bad wolves/ Duże złe wilki (2013)

duże złe wilki

W pewnym Izraleskim miasteczku grasuje wilk. Wilk podobny do wszystkich innych wilków, ale trochę do nich mniejszy. Ów wilk lubi małe dziewczynki. Porywa je i ‘pożera’, ale to mu nie wystarcza. Wilk jest okrutnikiem. Swoją ofiarę karmi łakociami nafaszerowanymi środkami usypiającymi, następnie zabiera dziewczynkę do swojej kryjówki i ‘bruka wszystkie jej otworki’. Kiedy dziecko budzi się wilk po kolei łamie jej wszystkie paluszki. Ofiara mdleje. Wilk czeka. Gdy się ocknie przystępuje do kolejnej tortury: wyrywa dziewczynce wszystkie paznokcie. Pewnie na pamiątkę, a następnie odcina jej głowę zardzewiałą piłą.

Obraz nieznanego w szerszych kręgach izraelskiego duetu reżyserów zrobił sporo szumu. Sam Tarantino zwrócił na niego uwagę i zasądził iż jest to najlepszy powstąły w 2013 roku film. Miałam już raz okazję się z nim nie zgodzić, w przypadku “Wolf creek“, który też wychwalał pod niebiosa.

“Duże złe wilki” opowiadają historię pedofila mordercy. Tak można byłoby to uprościć. Problem polega na tym, że nie wiemy kim jest ów pedofil. Więc może jednak jest to film o parze mścicieli, ojcu i synu, dziadku i ojcu jednej z ofiar, którzy zamierzają wyciągnąć od podejrzanego o morderstwa nauczyciela przyznanie się do winy i dowiedzieć się gdzie ukrył głowę dziecka.

duże złe wilki

Można by skupić się na nich, ale cała sprawa zaczyna się od policjanta, który jako pierwszy obstawia ‘kurdupla’ jako winowajce. To on z braku dowodów musiał wypuścić domniemanego wilka, z czym nie mógł się pogodzić. To on chciał go ukarać, ale pojawił się ojciec dziecka, a później dziadek. Jest to więc rozdanie na czterech graczy.

duże złe wilki

Wszyscy spotkają się w piwnicy domku ojca ofiary, gdzie ten zamierza zakatować pedofila.Możecie, i powinniście spodziewać się dość mocnych scen tortur, jakie zadawać będzie oprawca, ale to nie brutalność jest tu cechą charakterystyczną filmu. Paradoksalnie jest to humor. Oczywiście, nie taki jak w amerykańskiej komedii, nawet nie taki jak w czarnej komedii. To psychopatyczny humor, odzwierciedlony w dialogach pomiędzy mężczyznami i sytuacjach jakie się tu rozgrywają.

Nie wiem jak to ująć, żebyście mieli mniej więcej klarowny obraz sytuacji… Nasi bohaterzy drwią ze wszystkiego z czego drwić się nie powinno. Same ich postawy są delikatnie mówiąc nie na miejscu jeśli idzie o ich zamiary. Zrozpaczony ojciec wydaje się jeszcze większym skurwysynem niż morderca dzieci, w dodatku zimny i wyrachowany jak prawdziwy psychopata. Nie uroni ani jednej łzy, nawet przeglądając zdjęcia z miejsca zbrodni. Zamiast tego rzuci kilka uwag, których raczej nie spodziewalibyście się po mężczyźnie, któremu ktoś zgwałcił dziecko.

duże złe wilki

Jeszcze lepszym kwiatkiem jej jego ojciec. Wojskowy pantoflarz, który brawurowo pokaże synowi ‘jak to się robi’. Jest jeszcze policjant, który zupełnie nie odnajduje się w sytuacji, daje więc mścicielowi wolną rękę, by ten dokonał samosądu. Z czasem chce się z tego wycofać, ale cóż począć- sam między wilkami.

duże złe wilki

Poziom aktorstwa bardzo się wyróżnia, w pozytywną stronę oczywiście. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć tę obsadę, może w innym filmie.

Forma obrazu to powolne ujęcia, zwalnianie tępa, szczegółowe zbliżenia na twarze bohaterów, a wszytko to w oprawie muzycznej rodem z pola bitwy jakiegoś filmu historycznego. Jednym słowem skontrastowano tu brutalność historii, z ‘żartobliwym’ podejściem do samego faktu mordowania i torturowania i dramatyzmem podkreślonym przez formę. Totalnie niezgrane elementy zgrywają się i da się je przetrawić, choć nie powiem, całość jest dość szokująca.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

74/100

W skali brutalności:5/10

Historia potwora

Monster (2003)

monter

“Monster” to historia potworna.

Opowiada o życiu Aileen Wuornos, prostytutki i morderczyni, która skasowała kilku swoich klientów, w tym glinę, za co została skazana na śmierć.

monster

Sam fakt, że zastrzeliła tyle osób nie jest głównym powodem okropieństwa tej opowieści. Jej główną przyczyną jest sam obraz życia morderczyni. Kobieta od najmłodszych lat była wykorzystywana seksualnie. Trudniła się prostytucją by pomóc finansowo rodzinie, która i tak miała ją w dupie.

Poznajemy ją już jako wrak człowieka, który wkracza na zbrodniczą ścieżkę. Aileen wdaje się w lesbijski romans ze średnio rozgarniętą i bardzo  niedojrzałą Selby. Chce rozpocząć nowe życie, co okazuje się awykonalne. Pewnego dnia jeden z klientów atakuje ją, a ta w samoobronie zabija go.

monter

Z czasem odkrywa, że to dobry sposób na zdobycie pieniędzy na utrzymanie swojej girl. Przy okazji rozładowuje furię na świat i rodzaj męski jaka narastała w niej przez te wszystkie lata. Historia kończy się źle, ale jak i dlaczego, musicie sami zobaczyć. A warto.

W rolę Wuornos wciela się Charlize Theron. Gdybym nie dowiedziała się o tym wcześniej, w żaden sposób nie byłabym wstanie rozpoznać w tej zniszczonej, ordynarnej i po prostu paskudnej babie ślicznotki z RPA.

monster

Aktorka dostała za to rolę zasłużonego Oskara, choć niektórzy zarzucają jej, że za samo oszpecenie się nie powinna zostać wyróżniona, ale ja tego nie widzę w ten sposób.

Rola morderczynie, tak różnej od kreacji w jakie zwykle wcielała się Theron wymagała od niej absolutnej przemiany. Sposób wypowiadania się, tembr głosu, akcent, gesty, chód, wszytko, absolutnie wszytko nie pasuje do tak delikatnej osóbki.

Christina Rici, która wciela się Shelby również wypada całkiem dobrze, choć jej rola nie wymagała takiego warsztatu. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, Rici grała już różne świruski i po niej akurat można było spodziewać się takiej roli. Zaburzenia odżywiania na jakie cierpi aktorka poniekąd ułatwiły jej sprawę, bo wstrzeliła się akuratnie w baryłkowatość Shelby, co innego Theron, której ciało jest (fuck) nie do rozpoznania.

monster

Film nie jest straszny i nie uświadczycie tu mrożących krew w żyłach scen. Z obarazu epatuje jednak ohyda i brutalność, ale objawia się ona raczej w całokształcie i kontekście niż w poszczególnych scenach i elementach.

Historia jest przygnębiająca. Możecie współczuć Aileen, lub też nią pogardzać. Sposób w jaki wykorzystywała swoje dziecko do bajerowania klientów, mówiąc że zbiera kasę żeby do niego jechać, co nie miało nic wspólnego z jej rzeczywistymi zamiarami, jest godny pożałowania.

Faktem jednak jest, że miała wyjątkowo chujowe życie i od początku była skazana na przegraną. Morderstwa można więc traktować nie tylko jako wybryk, lecz jako wyraz buntu i niezgody na to co ją w życiu spotkało. Pamiętajcie jednak, że nie jest to horror, ani nawet thriller, lecz po prostu dramat.

monster

Moja ocena: 8/10

Nagroda czeka w piekle

 13 Sins/ 13 grzechów (2014)
13 grzechów

“Trzynaście grzechów” w reżyserii Daniela Stamma (tego od “Ostatniego egzorcyzmu”) to remake Tajlandzkiego thrillera z 2006 roku.

Nie wiedzieć czemu amerykańscy producenci postanowili przypiąć swojemu obrazowi łatkę horroru. Może faktycznie w porównaniu z oryginałem, którego nie widziałam, jest bardziej brutalny, ale i tak na usta ciśnie się sprzeciw, bo gatunek thriller pasuje do niego dużo bardziej. Rzekłabym nawet, thriller psychologiczny – ale rzekłabym to dość ostrożnie.

Fabuła traktuje o pewnym mężczyźnie, któremu los lubi kłaść kłody pod nogi. Jego narzeczona jest w ciąży, szef zamiast awansu wręcza mu zwolnienie z pracy,  ojciec, niegdyś zamożny i potężny człowiek ma go za nieudacznika, a sam bohater musi jeszcze borykać się z opieką nad upośledzonym bratem.

Pewnego dnia otrzymuje dziwny telefon. Ktoś proponuje mu sporą sumkę za zabicie… muchy. Kolejny telefon to już większa suma i nowe wyzwanie: zjedz muchę.

13 grzechów

Tak więc krok za krokiem Elliot bogaci się i pokonuje kolejne bariery moralne. Jak wskazuje sam tytuł, pozostaje mu jeszcze jedenaście z trzynastu zadań.

Mogłabym powiedzieć, że to dość ciekawy pomysł, gdyby nie fakt, że obraz jest remake.

Kiepską sprawą jest to, że całą zagadkę możemy rozwiązać w pierwszych minutach filmu: Widzimy w nich mężczyznę, starszego profesora, który obraża zgromadzonych w czasie wystąpienia.Dalsze wydarzenia na sali prowadzą do jego  śmierci. Zostaje zabity w momencie, gdy wyciąga z kieszeni marynarki telefon.

Ups.

Daje to nam obraz tego, z czym będziemy mieli do czynienia w przypadku Elliota. Jednym słowem twórca wyrzuca na blat potężny spoiler. Na szczęście nie zostawia widza bez elementu zaskoczenia w finałowych scenach, co się bardzo chwali i mocno podnosi klasę scenariusza.

Film ma zawrotne tępo, co sprzyja utrzymaniu widza w napięciu, mimo iż ten domyśla się do czego zmierzają wydarzenia. Wciąż mamy nadzieję, że Elliot przerwie grę, albo w jakiś sprytny sposób wykiwa tych, którzy rzucili mu wyzwanie.

13 grzechów

Wspomniałam o elemencie zaskoczenia w finale, owszem, jest, jednak samo zakończenie, finałowa decyzja Elliota może rozczarowywać.

SPOILER: Po cholerę zabijał gliniarza? Co mu to dało? Jeśli pragnął zemsty na tych którzy go w to wkopali to mógł dziada wziąć na tortury i dowiedzieć się kto zarządza tym burdelem. Zamiast tego, wolał ‘zabić płotkę’. Że już nie wspomnę o tym, że przewalił ciężko zarobioną forsę. KONIEC SPOILERA.

“13 grzechów” to film o tym do czego są zdolni zdesperowani ludzie. Nie odkrywa Ameryki, pokazuje to co jest dość oczywiste, choć nie każdy chce w to wierzyć.

13 grzechów

.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:7

66/100

W skali brutalności:3/10

Moi drodzy, mały apel: kolega czytelnik, Danny, pragnie założyć bloga, gdzie wspólnie ze swoją małżonką będą umieszczać osobne recenzje obejrzanych filmów. Potrzebuje Waszej pomocy by wymyślić mu nazwę. Piszcie swoje pomysły w komentarzach. Z góry dziękuję, w imieniu Danny’ego:)

Przyszedł duch

Stir of echoes/ Opętanie (1999)

&

Stir of Echoes: The Homecoming/ Opętanie: Powrót do domu (2007)

opętanie

opętanie

Obydwa filmy z pod szyldu “Stir of echoes” są dziełami całkowicie odrębnymi, lecz podejmującymi ten sam temat: opętania przez duchy zmarłych.

Pierwszy obraz powstał w końcu lat ’90 i jest dziełem Davida Koepp’a, słynącego głównie z kręcenia kina akcji.

W roli głównego ‘opętańca; ujrzymy Kevina Bacona, jako Tom’a. Tom’a, który w wyniku zabawy z hipnozą zaprosił do swojego życia ducha. Poprzez trans, który miał go uczynić bardziej otwartym odnowiły się w nim dawno stłumione zdolności komunikacji z drugą stroną.

opętanie

Mężczyznę trapią pewne problemy rodzinne, a na dodatek na kanapie w swoim salonie widuje ducha nastolatki, która blisko rok temu zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Co ciekawe pochodziła z sąsiedztwa domu rodziny Tom’a.

Fabuła skupia się na próbach jakie podejmuje bohater by poradzić sobie z dziwną sytuacją. Stara się na powrót odzyskać równowagę, tłumi wizje prochami, jednak drzwi jego świadomości nadal stoją otworem dla nieszczęsnej Samathy.

opętanie

W końcu mężczyzna musi wziąć się za bary z duchem i rozwikłać tajemnicę zaginięcia. Finał zaskakujący szczególnie nie jest, aczkolwiek nie ma się do czego przyczepić. Jest po prostu ok.

Największą zaletą tego filmu jest kreacja aktorska Bacona. Nie lubię tego aktora jak diabli, jakoś jego szczurza twarz do mnie nie przemawia, ale warsztatowo świetnie sobie poradził, dzięki czemu wykreował postać ciekawą.

Mężczyznę, którego przerasta życie, który jest rozczarowany jego prozą, aż pewnego dnia do jego drzwi puka duch. I wtedy wszytko staje na głowie. Wije Tom’a dotyczą nie tylko przeszłości, ale także dają mu wgląd w przyszłe wydarzenia, co ukazane jest tu w ciekawej formie.

opętanie

Mamy tu też do czynienia z klasycznymi objawami opętania przez ducha, czyli ‘wcielaniem się’. Ofiara odczuwa to samo co umierający przed śmiercią.

Drugim interesującym elementem fabuły jest wątek jego synka. Pięciolatka, który w najlepsze rozmawia z duchami. Końcówka filmu sugeruje nam jednak, że fakt ten zaczyna przerastać chłopca, toteż mamy kolejnego kandydata na pacjenta doktora Malcolma Crowe;)

opętanie

Scenariusz którego autorem także jest Koepp powstał w oparciu o powieść Richarda Mathesona.

W osiem lat po premierze “Opętania” inny reżyser, Ernie Babarash, postanowił nakręcić kolejną część tego dość udanego obrazu. Sama nie wiem, czy seqel jest tu dobrym określeniem, bo fabuła “Powrotu do domu” tylko zahacza o to, z czym mieliśmy do czynienia w starszym filmie.

W żaden sposób nie dotyczy bohaterów z ‘jedynki’. Wspólny jest natomiast schemat scenariusza.

W wyniku traumy doznanej w Traku żołnierz, Ted Cogan, doznaje makabrycznych wizji, w których widzi spalonego człowieka. Początkowo i on i śledzący wydarzenia widz jest przekonany, że owo wdziadło jest duchem jednego ze zmasakrowanych z rozkazu Teda Irakijczyków.

opętanie

Twist fabularny jaki następuje w połowie seansu zmienia postać rzeczy. Okazuje się, że to duch studenta, który został w okrutny sposób zamordowany, gdy Ted przebywał w szpitalu. Czego więc chce od żołnierza?

opętanie

Tu robi się dość ciekawie.

Niestety pierwsza połowa filmu, w moim odczuciu nudna pozwala niezłemu finałowi tylko na częściową rekompensatę.

Aktorstwo i sam pomysł na bohaterów jest zdecydowanie słabszy niż w filmie z 1999. Żołnierze walczący w Iraku zupełnie mnie nie interesują, nie wzruszają mnie ich bolączki i cierpienia, dlatego też dużo bardziej sympatyzowałam ze sfrustrowanym monterem z ‘jedynki’ niż bohaterem Stanów Zjednoczonych. Z tym wątkiem trochę dano ciała, choć jak na kontynuację nie jest najgorzej.

Wszystkie elementy sticte techniczne prezentują się w obydwu obrazach na podobnym poziomie – bez fajerwerek, choć bardziej urzekły mnie zdjęcia w ‘jedynce’, a raczej ich kolorystyka.

Moja ocena:

Opętanie: 7/10

Opętanie – Powrót do domu: 5+/10

Patrz na znaki

Signs/ Znaki (2002)

znaki

Graham Hess, niegdyś szczęśliwie żonaty pastor, dziś wdowiec samotnie wychowujący dwójkę dzieci, który utracił wiarę. Mieszka na farmie w Pensylwanii wraz z synem Morganem, córeczką Bo i młodszym bratem Merillem.

znaki

Pewnego ranka na swoim polu kukurydzy zastaje dziwne jakby wydeptane znaki, kręgi i inne nic nie mówiące mu wzory. Okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek. Na całym świecie w okolicy ponad 300 miast pojawiły się podobne wzory, a niektórzy świadkowie twierdzą iż na własne oczy widzieli przybyszy z kosmosu, którym to przypisuje się autorstwo kręgów. Mężczyzna musi zmierzyć się z przerażającą sytuacją.

znaki

“Znaki” to powszechnie wzgardzony film M. Night Shymalan’a, reżysera kasowego “Szóstego zmysłu” i mniej docenianej “Osady“. Przez wielu widzów i krytyków został uznany jako pomyłka twórcy i nieporozumienie zarówno gatunku horror jak i sci-fi.

Przyznam, że sama byłam tym obrazem zdziwiona gdy dwanaście lat temu, jako mały gówniarz wybrałam się na niego do kina. Ciężko go uznać za mrożący krew w żyłach film grozy, jakim niewątpliwie był “Szósty zmysł”, czy pełen wartkiej akcji i bajeranckich efektów  obraz traktujący o inwazji obcych, “Dzień niepodległości”. “Znaki” uderzają w zupełnie inne struny, toteż efekt jest skrajnie różny od tego, co można wnioskować na podstawie schematu gatunków.

znaki

O sukcesie filmu zawsze decyduje, to czy trafia w oczekiwania widzów. Jeśli ktoś spodziewa się filmu w stylu “Ósmego pasażera Nostromo”, a  za zamiast tego dostaje bardziej filozoficzną, czy psychologiczną przeprawę, poruszającą kwestię wiary, to rozczarowanie jest tu gwarantowane. Jeśli jednak wyzbyć się sztywnych, podszytych stereotypem oczekiwań i spojrzeć na film nie poprzez pryzmat schematów gatunkowych to jest szansa, że się spodoba.

W “Znakach” jest sporo elementów, które mogą trafić do widza. Przede wszystkim klimat opowieści. Bardzo statyczny, spokojny, stosownie podkreślony rewelacyjną muzyką Jamesa Newtona Howarda.

znaki

Pojawia się w nim wiele scen o sporym potencjale, mogących wzbudzić emocje w widzu, ale raczej nie z rodzaju tych, który wywołują nerwowy podskok na fotelu. Fabuła jest dosyć oryginalna zarówno jak na film grozy i jak na obraz Sci- fi.

Nie mamy pojęcia co dzieje się poza farmą. Przestrzenią dla wydarzeń jest farma i nic więcej. Nasi bohaterowie widzą o inwazji tylko tyle ile usłyszą w TV, zobaczą tyle ile ktoś zechce im pokazać. Widz natomiast nie zobaczy praktycznie nic. Musi skupić się na relacji bohaterów, równie zdezorientowanych jak my sami.

Dopiero finałowe sceny ukażą oblicze atakujący planetę najeźdźców, zupełnie inne niż byśmy się tego spodziewali- nie chodzi m tu rzecz jasna o wygląd, bo tu mamy standardzik.

znaki

W zasadzie cała sprawa z kosmitami jest tu pretekstem do pokazania czegoś innego. Nawet sam tytuł, “Znaki” można odnieść wcale nie do kręgów w kukurydzy. Znakami równie dobrze mogą być wydarzenia, zwiastuny większego planu, w którym uczestniczą bohaterzy. Coś się przydarza, dlatego, że tak miało być, dlatego, że jakaś odgórna siła o tym zdecydowała. Zatem wszytko, co nam się przydarza jest znakiem takowej działalności.

Obraz ogląda się przyjemnie także ze względu na bardzo udane zdjęcia, których celem na pewno nie jest wzbudzenie przerażenia. Miło śledzi się także losy bohaterów. Małej Bo, w tej roli ledwie odrośnięta od ziemi Abigail Brenslin, która fiksuje w temacie wody.

znaki

Ciekawą i ważna szczególnie dla finału postacią jest jej brat, Morgan, cierpiący na astmę inteligentny chłopaczek zaczytujący się w jedynej w okolicy książce na temat obcych. Na czele brygady stoi nieszczęśliwy ojciec rodziny wykreowany przez Mel’a Gipsona, którego wspiera brat.

znaki

Co tu dużo mówić, film dość niestandardowy. Wykorzystuje stary pomysł, dla którego stworzono nową przestrzeń. Problem w tym, że nie zadowala wszystkich apetytów jakie pobudza swoją przynależnością gatunkową.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

Zaskoczenie:6

68/100

W skali brutalności:1/10

Sposób na grzesznika

Timber Falls/ Ofiara spełniona (2007)

ofiara spełniona

Mike i Sheryll wybierają się na weekendowy biwak w górach. Za radą miejscowych wybierają szlak Timber Falls, gdzie wśród nielicznych mieszkańców spotkają trzech podpitych myśliwych i rodzinę Clyde’a i Idy. Wyprawa okazuje się niezwykle pechowa i jest duża szansa, że źle się dla nich skończy.

Horror Tonye’go Giglio opiera się na starym ‘slasherowo – surviwalowym’ schemacie: Turyści kontra wiejscy sodomici.

ofiara spełniona

Twórcy podejmują także temat religijnego fanatyzmu, co znacznie wzbogaca fabułę, jednak ostatecznie i tak nie pojawi się tu nic oryginalnego.

Niestety obraz czerpie pełnymi garściami z innych znanych filmów złożonych z podobnych wątków.

Jest więc malowniczy plener parku narodowego w Virginii. Jak na prowincję przystało można tam spotkać najróżniejsze oryginały, jest więc podstarzała dewotka ze swoim brutalnym małżonkiem i jej okaleczony, upośledzony, czy też szalony brat, oraz tak jak wcześniej wspomniałam trzech ordynarnych gostków ze spluwą.

Ciekawe jest, że znowu okazuje się, że to nie Ci, którzy wyglądają ewidentnie podejrzanie okazują się być największym zagrożeniem. Prawdziwe zło skrywa się w domu bogobojnych małżonków. Antybohaterowie chcą wykorzystać młodych do własnych celów. Jeśli ci nie zechcą spełnić ich żądań zostaną okaleczeni a konsekwencji także zabici.

ofiara spełniona

Jakie są owe wyzwania stojące przed parą nie zdradzę, powiem tylko, że wszytko mu się odbyć zgodnie z dekalogiem – to nadrzędny cel fanatyków.

Film jasno daje nam do zrozumienia jakim zagrożeniem dla naszych bezbożników jest spotkanie z ludźmi wiary. Sheryll i Mike nie tylko żyją bez ślubu dopuszczając się grzechu cudzołóstwa, ale też otwarcie nabijają się z dogmatów. To musi się dla nich źle skończyć.

ofiara spełniona

Jak na horror pokrewny obrazom w stylu “Drogi bez powrotu” jest niezbyt brutalny i nie celu w ukazywaniu okrutnych tortur. Drobnego sadyzmu i wynaturzenia jednak nie zabraknie.

Film mocno średni i raczej nie w moim guście. Niczym nie przykuł mojej uwagi choć, oczywiście może stanowić jednorazową rozrywkę jak szereg innych jemu podobnych obrazów.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Aktorstwo:5

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:5

Zaskoczenie:4

53/100

W skali brutalności:3/10

Feralny zamek

Schloß Vogeloed/ Zamek Vogelod (1921)

zamek vogelod

Film znalazłam pod tytułem “Haunted Castle”,w wersji trwającej godzinę dwadzieścia minut, z angielskimi napisami i o tej właśnie wersji będę tu pisać.

Fredrich Wilhelm Murnau to wybitnie mroczny twórca. Jego obraz “Zamek Vogelod” powstał na rok przed słynnym “Nosferatu” i również stanowi filmową adaptację literackiego utworu.

Bez wątpienia, w porównaniu historią wampira jest nieporównywalnie mniej straszny, nie mniej jednak utrzymuje nastrój grozy.

zamek vogelod

Opowiada o pewnym feralnym spotkaniu, w którym uczestniczą: podejrzany o morderstwo brata hrabia Oetsch, wdowa po zmarłym baronowa Safferstätt obecnie poślubiona z baron Safferstätt, którego wyrwała jeszcze będąc zamężną z obecnie nieżyjącym.

Wkrótce pojawia się także zakonnik przybyły z Rzymu, przyjaciel zamordowanego i jego żony. W tle przewijają się też inni goście lorda Vogelöd bawiący na jego zamku.

zamek vogelod

Fabuła skupia się na zatargach pomiędzy zebranymi. Głównie między wdową a szwagrem.

zamek vogelod

zamek vogelod

W całym zestawieniu aktorów kina niemego uwagę zwraca Olga Tschechowa,w roli baronowej. Dumna Rosjanka, ulubienica Hitlera, gwiazda kina lat 20 i 30, oraz podobno- szpieg ZSRR.

Uwagę przykuwa nie tylko urodą, ale także nader interesującą ekspresją. Jej rola opiera się na graniczących z omdleniem scenach załamań nerwowych jakie przezywa niemal przez cały seans. Niekiedy zamiera w bezruchu jak posąg, innym razem oddycha ciężko- czego rzecz jasna nie słyszymy lecz możemy dostrzec na wyraźnie falującej bluzce kobiety – z łzami w oczach, lub bijącym z nich szaleństwem.

Jej postać jest najbardziej wielobarwna, choć drażniła mnie plącząca się wiecznie w jej okolicy i obściskująca ją małżonka gospodarza ‘imprezy’ – Zupełnie zbędny rekwizyt.

zamek vogelod

Inną ważną postacią jest graf Oetsch, który zamierza wprowadzić trochę zamieszania. Być może znowu przybył kogoś uśmiercić – w końcu ksiądz i kucharz gdzieś wyparowują- a może planuje coś z goła odwrotnego?

W obrazie Murnau widzimy tylko jedną autentyczną scenę grozy – w akcie zatytułowanym “Sny” obserwujemy wizje z koszmaru sennego jednego z wesołkowatych gości.

zamek vogelod

Widać reżyser już wtedy nosił się z zamiarem straszenie na serio Oczywiście miał już wtedy na koncie jeden horror, adaptację- znowuż- “Dr. Jeckyll and mr Hyde” w filmie “Głowa Janusa”, ale nie wiem, co tam zastosował, bo jeszcze na nią nie trafiłam.

W każdym bądź razie “Zamek…” nie jest  horrorem. Scenariusz może kojarzyć się z “Domem na przeklętym wzgórzu” (59) gdzie również chodzi o zagadkę morderstwa nie o nawiedzenia jako takie.

Idąc śladem reżysera trafiłam na całkiem interesujący obiekt dalszego tropienia starych filmów, mianowicie, producenta Erich’a Pommera, który maczał palce w wszystkich głośnych obrazach kina niemego.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

73/100

W skali brutalności:0/10

Nie powinnaś tak lśnić

Lśniące dziewczyny – Lauren Beukes

Lśniące dziewczyny

Historię opisaną przez Lauren Beukes, pisarkę i dziennikarkę z RPA poznajemy z dwóch perspektyw:

Pierwszą śledzimy oczyma bezdomnego włóczęgi i mordercy, Harpera Curtisa, który pewnego dnia roku 1931 znajduje w Chicago tajemniczy dom. Z zewnątrz wygląda jak rudera jednak w środku skrywa przepych i niezwykłe możliwości. Znajduje się w nim pokój stanowiący portal do innych momentów w czasie. Poprzedni lokator domu, polski inżynier wykorzystywał ten fakt dla zysków finansowych, jednak Harper ma zupełnie inne potrzeby.

Przenosząc się w czasie poluje na dziewczęta. Wybiera je, gdy są jeszcze dziećmi, po czym znajduje je w przyszłości, jako młode kobiety i morduje w okrutny sposób.

Jest wybredny, wybiera dziewczyny, które jak określa, lśnią. W małych dzieciach dostrzega potencjał, który mógłby im zapewnić świetlaną przyszłość, szczęśliwe, niezwykłe życie. Harper jednak bezdusznie gasi to wewnętrzne światło wypruwając im wnętrzności.

Jedną z jego ofiar miała być Kirby, młoda, zwichrowana studentka dziennikarstwa, wychowana przez ekscentryczną i dość dysfunkcyjną matkę. Kirby jest jedną, która z zamachu na swoje życie wychodzi cało.

Jej prywatne śledztwo w sprawie mężczyzny, który usiłował ją zabić stanowi drugą perspektywę z jakiej śledzimy historię “Lśniących dziewczyn”.

Lektura książki jest bardzo satysfakcjonująca. Zapewne autorka nie osiągnęłaby tego efektu, gdyby skupiła się tylko na Kirby, nie poszerzając spektrum obserwacji na antybohatera powieści.

Perypetie Kirby są dość typowe, jak na powieść kryminalną. Sprytna smarkula wtrynia się w środowisko, które może ułatwić jej zdobywanie informacji. Poznaje samotnika, Dana, który angażuje się w pomoc dziewczynie. Między bohaterami czuć napięcie seksualne, ciągnie ich do siebie, co pogłębia ich relację czyniąc ciekawszą – choć to oczywiście kwestia dyskusyjna, bo nie każdy czytelnik toleruje upychanie wątków romansowych do powieści z pogranicza grozy i akcji. Beukes czyni to jednak z pewną klasą i unika ckliwości, zastępując ją humorem.

Kirby jest sympatyczną i ciekawą bohaterką, ma charakter, ma ten blask, który przed laty dostrzegł w niej Curtis.

Mimo iż polubiłam Kirby dużo ciekawsze wydarzenia wyczytałam z ‘rozdziałów  Harpera’.

Autorka bardzo obrazowo przedstawia sceny spotkań dziewięciu lśniących dziewcząt z mordercą. Nie robi uników przed brutalniejszymi opisami jednocześnie pamiętając o tym, by dać szanse czytelnikowi na poznanie dziewcząt. Każda z nich jest bowiem inna. Różną je pokolenia, bo jak wspomniałam, Harper wyszukuje je w najróżniejszych czasach, tak więc mamy tu przekrój lśniących kobiet od lat 30 do 90, żyjących w zupełni innych realiach, pochodzących z różnych warstw społecznych i grup etnicznych.

Mamy szanse je poznać i zrozumieć, co takiego dostrzegł w nich morderca.

Lśniące dziewczyny

Wiele powieściowych wątków do końca pozostaje owianych tajemnicą. Nie wiemy skąd wziął się dom i dlaczego Harper był przekonany, że to ON nakazuje mu mordować – oczywiście jeśli wykluczymy chorobę psychiczną, bo ostatecznie nawet pies sąsiada może motywować świra do świrowania:) Niewiele też wiemy o samych Harperze, za wyjątkiem tego, że od maleńkości miał sadystyczne zapędy.

Te niejasności dają przestrzeń dla wyobraźni, choć dla niektórych czytelników mogą stanowić problem – założywszy, że ktoś od finału historii oczekuje rozplątania wszytki supełków i typowej ‘kawy na ławę’.

Dla mnie historia domyka się w bardzo ciekawy sposób – zatacza koło. Doceniam autorkę za to, że tak sprytnie odnalazła się w czasowych przeskokach, nie gubiąc wątków po drodze.

Jej styl pisarski jest bardzo przystępny i poprawny. Widać w nim dziennikarskie zacięcie i umiejętność przykuwania uwagi czytelnika.

Dzięki wątkom fantastycznym książka różni się od standardowych powieści o seryjnych zabójcach, in plus, of course.

Moja ocena:  9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Rebis:

http://www.rebis.com.pl/rebis/public/news/news/?instance=1000


Dziecko Samanthy

The Devils due/ Diabelskie nasienie (2014)

diabelskie nasienie

Sam i Zach są świeżo poślubioną parą. Na miesiąc miodowy udają się na Dominikanę, gdzie dochodzi do podejrzanego incydentu z miejscowymi, z którego nikt z młodych nie pamięta. Po powrocie okazuje się, że kobieta jest w ciąży.

Od tej chwili będziemy światkami szaleństwa ciężarnej, którym zdaje się kierują nie tylko hormony, lecz coś skrajnie złego.

diabelskie nasienie

“Dzieci jest już ostatnia godzina. 

Tak jak słyszeliście antychryst nadchodzi.

Bo oto teraz pojawiło się wielu antychrystów.

Stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina.”

Powyższy, złowrogi (a jakże) cytat z apokalipsy ma nam sugerować udział szatana w ciąży Sam. Czyli mamy do czynienia z kolejna próbą odgrzebana  motywu z “Dziecka Rosemary“. Wszystkie tego typu próby zakończyły się katastrofą – nie jest inaczej w przypadku tegorocznej produkcji.

diabelskie nasienie

Z polską premiera obrazu były jakieś zawirowania. Miał trafić do naszych kin w Walentynki, ale ostatecznie premierę przesunięto na maj – a tym czasem, borem lasem, w sieci można znaleźć już wersję z lektorem – chyba ktoś zapomniał, żeby wraz z premierą kinową przesunąć, premierę DVD;)

Obraz amerykańskiego duetu, a nawet kwartetu, jeśli przygarnąć scenarzystów, utrzymany jest w konwencji found footage, czyli jest po prostu paradokumentem – kolejnym. Jak na wynik burzy mózgów tylu osób film wypada bardzo biednie, zarówno pod względem pomysłu jak i wykonania.

Sposób kręcenia z ręki daje możliwość zrobienia na prawdę oryginalnych i odjechanych ujęć, których poprawności nikt nie ma prawa skrytykować – bo to w końcu ma wyglądać na amatorkę.

Niestety w “Diabelskim nasieniu” nie znajdziemy ani jednej oryginalnej klatki. Plusem jest, że kamera ‘nie lata’ za nadto, a nawet zdarzało się, iż zapominałam o tym, że oglądam paradokument.

W zasadzie jedyną rzeczą jaka podobała mi się tym filmie to przebłyski/ zrywy szaleństwa jakie prezentowała Samatha. Dobra jest chociażby scena na parkingu, gdzie gołymi rękami wywala szyby jakiemuś kolesiowi. Zamachy na męża są już mniej interesujące.

diabelskie nasienie

Finał filmu to zapowiadana przez Jana proroka – apokalipsa, nic ciekawego jeśli mam być szczera.

Nie wiem kogo miałbym zachęcić do seansu, komu ten film polecić, bo ciężko tu znaleźć jakąś grupę docelową. Może zapalczywi fani konwencji paradokumentu, albo osoby gustujące w motywach diabelskich nawet tych w słabym wydaniu. Nie wiem doprawdy, mnie na pewno nikt nie namówi na powtórkę z tego filmu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:4

Aktorstwo:6

Oryginalność:2

To coś:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:4

43/100

W skali brutalności:3/10

Nicki w ciemnym domu

Dark House (2014)

dark house

Nick Di Santo kończy 23 lata. W dniu swoich urodzin postanawia odwiedzić swoją matkę, od lat pacjentkę szpitala psychiatrycznego. Chłopak liczy na to, że matka w przebłysku świadomości powie mu coś, na temat jego ojca. Rozczarowany rozmową udaje się do baru, gdzie z przyjacielem, Ryanem celebruje rocznicę swych narodzin. Właśnie tam poznaje swoją ukochaną, Eve i po ośmiu miesiącach kobieta biega już z tęgim brzuchem, a Nick nieoczekiwanie dziedziczy tytułowy Dark house.

dark house

Film zwrócił moją uwagę tylko ze względu na swojego twórce, reżysera “Smakosza” i “Domu klaunów.

Tytuł i plakat promujący nie zapowiadał nic ciekawego, co potwierdził seans, jednak mimo wszytko w pewnym stopniu mnie zaskoczył.

Pierwsza rzecz: spodziewałam się historii z cyklu młodzi w opuszczonym domu spotykają świra z siekierą. To się poniekąd zgadza, bo takowe elementy występują, jednak nie składają się na krwawą rąbankę, lecz na horror o podłożu paranormalnym.

Pierwszy sygnał o zjawiskach nie z tej ziemi widzimy już w czasie wizyty Nicka u matki. Chłopak dotyka jej reki i widzi jak matka ginie w płomieniach. Sprawa szybko zostaje wyjaśniona: Nick po prostu tak ma. Jeśli dotknie kogoś, kto ma zginąć naglą i okrutną śmiercią widzi to w czasie swojej wizji.

Z odziedziczonym domem też jest coś na rzeczy: Chłopak d najmłodszych lat rysuje ów dom, odtwarzając go w najdrobniejszych detalach, choć nie wie, że istnieje on w rzeczywistości.

dark house

W poszukiwaniu swojego spadku udaje się na prowincje w asyście ciężarnej dziewczyny i kumpla. Po drodze napotyka ekipę geodetów, którzy oznajmiają mu, że dom od lat nie istnieje. Sporą niespodzianką jest odkrycie, że pomimo powodzi, chata stoi i ma się całkiem nieźle.

dark house

W tym momencie na arenę wkracza długowłosy pan Piła, tym razem w wersji tajemniczy mężczyzna o imieniu Seth, który stara się odpędzić towarzystwo z dala od posiadłości.

Na ekranie widzimy dziwnych ‘małpoludzi’, którzy machają siekierami i w dodatku nie da się ich zabić.

dark house

Od tego momentu robi się coraz dziwniej i dziwniej. Nick w swym uporze dalej drąży temat i zamachy na życie jego kompanów nie odstręczają go od prób poznania swojego dziedzictwa. Ono okazuje się dość zaskakujące, choć durne jednocześnie: SPOILER: Nick jest bowiem synem diabła/ demona zaklętego w domu. Ojciec czekał na niego, bo tylko on jest w stanie uwolnić go i umożliwić grasowanie na ziemi. Nicki staje się ofiarą opętania, a geodeci okazują się wysłannikami piekła. Co z resztą sugerowały ich imiona. KONIEC SPOILERA

Sam finał historii pokazuje, że wcale nie dobiegła ona końca, lecz zamierza zatoczyć koło przy użyciu potomka Nicka. .

Victor Salva proponuje nam wiele różnych rozwiązać zagadki domu. Wmanewrowuje nas w różne ścieżki interpretacji, dużo ciekawsze niż to, co finalnie okazuje się być prawdą.

Obraz niezły, przyzwoicie zagrany, z jakimś tam pomysłem, który jednak nie do końca przypadł mi do gustu.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:6

57/100

W skali brutalności:3/10