Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Z palnikiem na jajach

Big bad wolves/ Duże złe wilki (2013)

duże złe wilki

W pewnym Izraleskim miasteczku grasuje wilk. Wilk podobny do wszystkich innych wilków, ale trochę do nich mniejszy. Ów wilk lubi małe dziewczynki. Porywa je i ‘pożera’, ale to mu nie wystarcza. Wilk jest okrutnikiem. Swoją ofiarę karmi łakociami nafaszerowanymi środkami usypiającymi, następnie zabiera dziewczynkę do swojej kryjówki i ‘bruka wszystkie jej otworki’. Kiedy dziecko budzi się wilk po kolei łamie jej wszystkie paluszki. Ofiara mdleje. Wilk czeka. Gdy się ocknie przystępuje do kolejnej tortury: wyrywa dziewczynce wszystkie paznokcie. Pewnie na pamiątkę, a następnie odcina jej głowę zardzewiałą piłą.

Obraz nieznanego w szerszych kręgach izraelskiego duetu reżyserów zrobił sporo szumu. Sam Tarantino zwrócił na niego uwagę i zasądził iż jest to najlepszy powstąły w 2013 roku film. Miałam już raz okazję się z nim nie zgodzić, w przypadku “Wolf creek“, który też wychwalał pod niebiosa.

“Duże złe wilki” opowiadają historię pedofila mordercy. Tak można byłoby to uprościć. Problem polega na tym, że nie wiemy kim jest ów pedofil. Więc może jednak jest to film o parze mścicieli, ojcu i synu, dziadku i ojcu jednej z ofiar, którzy zamierzają wyciągnąć od podejrzanego o morderstwa nauczyciela przyznanie się do winy i dowiedzieć się gdzie ukrył głowę dziecka.

duże złe wilki

Można by skupić się na nich, ale cała sprawa zaczyna się od policjanta, który jako pierwszy obstawia ‘kurdupla’ jako winowajce. To on z braku dowodów musiał wypuścić domniemanego wilka, z czym nie mógł się pogodzić. To on chciał go ukarać, ale pojawił się ojciec dziecka, a później dziadek. Jest to więc rozdanie na czterech graczy.

duże złe wilki

Wszyscy spotkają się w piwnicy domku ojca ofiary, gdzie ten zamierza zakatować pedofila.Możecie, i powinniście spodziewać się dość mocnych scen tortur, jakie zadawać będzie oprawca, ale to nie brutalność jest tu cechą charakterystyczną filmu. Paradoksalnie jest to humor. Oczywiście, nie taki jak w amerykańskiej komedii, nawet nie taki jak w czarnej komedii. To psychopatyczny humor, odzwierciedlony w dialogach pomiędzy mężczyznami i sytuacjach jakie się tu rozgrywają.

Nie wiem jak to ująć, żebyście mieli mniej więcej klarowny obraz sytuacji… Nasi bohaterzy drwią ze wszystkiego z czego drwić się nie powinno. Same ich postawy są delikatnie mówiąc nie na miejscu jeśli idzie o ich zamiary. Zrozpaczony ojciec wydaje się jeszcze większym skurwysynem niż morderca dzieci, w dodatku zimny i wyrachowany jak prawdziwy psychopata. Nie uroni ani jednej łzy, nawet przeglądając zdjęcia z miejsca zbrodni. Zamiast tego rzuci kilka uwag, których raczej nie spodziewalibyście się po mężczyźnie, któremu ktoś zgwałcił dziecko.

duże złe wilki

Jeszcze lepszym kwiatkiem jej jego ojciec. Wojskowy pantoflarz, który brawurowo pokaże synowi ‘jak to się robi’. Jest jeszcze policjant, który zupełnie nie odnajduje się w sytuacji, daje więc mścicielowi wolną rękę, by ten dokonał samosądu. Z czasem chce się z tego wycofać, ale cóż począć- sam między wilkami.

duże złe wilki

Poziom aktorstwa bardzo się wyróżnia, w pozytywną stronę oczywiście. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć tę obsadę, może w innym filmie.

Forma obrazu to powolne ujęcia, zwalnianie tępa, szczegółowe zbliżenia na twarze bohaterów, a wszytko to w oprawie muzycznej rodem z pola bitwy jakiegoś filmu historycznego. Jednym słowem skontrastowano tu brutalność historii, z ‘żartobliwym’ podejściem do samego faktu mordowania i torturowania i dramatyzmem podkreślonym przez formę. Totalnie niezgrane elementy zgrywają się i da się je przetrawić, choć nie powiem, całość jest dość szokująca.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

74/100

W skali brutalności:5/10

Historia potwora

Monster (2003)

monter

“Monster” to historia potworna.

Opowiada o życiu Aileen Wuornos, prostytutki i morderczyni, która skasowała kilku swoich klientów, w tym glinę, za co została skazana na śmierć.

monster

Sam fakt, że zastrzeliła tyle osób nie jest głównym powodem okropieństwa tej opowieści. Jej główną przyczyną jest sam obraz życia morderczyni. Kobieta od najmłodszych lat była wykorzystywana seksualnie. Trudniła się prostytucją by pomóc finansowo rodzinie, która i tak miała ją w dupie.

Poznajemy ją już jako wrak człowieka, który wkracza na zbrodniczą ścieżkę. Aileen wdaje się w lesbijski romans ze średnio rozgarniętą i bardzo  niedojrzałą Selby. Chce rozpocząć nowe życie, co okazuje się awykonalne. Pewnego dnia jeden z klientów atakuje ją, a ta w samoobronie zabija go.

monter

Z czasem odkrywa, że to dobry sposób na zdobycie pieniędzy na utrzymanie swojej girl. Przy okazji rozładowuje furię na świat i rodzaj męski jaka narastała w niej przez te wszystkie lata. Historia kończy się źle, ale jak i dlaczego, musicie sami zobaczyć. A warto.

W rolę Wuornos wciela się Charlize Theron. Gdybym nie dowiedziała się o tym wcześniej, w żaden sposób nie byłabym wstanie rozpoznać w tej zniszczonej, ordynarnej i po prostu paskudnej babie ślicznotki z RPA.

monster

Aktorka dostała za to rolę zasłużonego Oskara, choć niektórzy zarzucają jej, że za samo oszpecenie się nie powinna zostać wyróżniona, ale ja tego nie widzę w ten sposób.

Rola morderczynie, tak różnej od kreacji w jakie zwykle wcielała się Theron wymagała od niej absolutnej przemiany. Sposób wypowiadania się, tembr głosu, akcent, gesty, chód, wszytko, absolutnie wszytko nie pasuje do tak delikatnej osóbki.

Christina Rici, która wciela się Shelby również wypada całkiem dobrze, choć jej rola nie wymagała takiego warsztatu. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, Rici grała już różne świruski i po niej akurat można było spodziewać się takiej roli. Zaburzenia odżywiania na jakie cierpi aktorka poniekąd ułatwiły jej sprawę, bo wstrzeliła się akuratnie w baryłkowatość Shelby, co innego Theron, której ciało jest (fuck) nie do rozpoznania.

monster

Film nie jest straszny i nie uświadczycie tu mrożących krew w żyłach scen. Z obarazu epatuje jednak ohyda i brutalność, ale objawia się ona raczej w całokształcie i kontekście niż w poszczególnych scenach i elementach.

Historia jest przygnębiająca. Możecie współczuć Aileen, lub też nią pogardzać. Sposób w jaki wykorzystywała swoje dziecko do bajerowania klientów, mówiąc że zbiera kasę żeby do niego jechać, co nie miało nic wspólnego z jej rzeczywistymi zamiarami, jest godny pożałowania.

Faktem jednak jest, że miała wyjątkowo chujowe życie i od początku była skazana na przegraną. Morderstwa można więc traktować nie tylko jako wybryk, lecz jako wyraz buntu i niezgody na to co ją w życiu spotkało. Pamiętajcie jednak, że nie jest to horror, ani nawet thriller, lecz po prostu dramat.

monster

Moja ocena: 8/10

Nagroda czeka w piekle

 13 Sins/ 13 grzechów (2014)
13 grzechów

“Trzynaście grzechów” w reżyserii Daniela Stamma (tego od “Ostatniego egzorcyzmu”) to remake Tajlandzkiego thrillera z 2006 roku.

Nie wiedzieć czemu amerykańscy producenci postanowili przypiąć swojemu obrazowi łatkę horroru. Może faktycznie w porównaniu z oryginałem, którego nie widziałam, jest bardziej brutalny, ale i tak na usta ciśnie się sprzeciw, bo gatunek thriller pasuje do niego dużo bardziej. Rzekłabym nawet, thriller psychologiczny – ale rzekłabym to dość ostrożnie.

Fabuła traktuje o pewnym mężczyźnie, któremu los lubi kłaść kłody pod nogi. Jego narzeczona jest w ciąży, szef zamiast awansu wręcza mu zwolnienie z pracy,  ojciec, niegdyś zamożny i potężny człowiek ma go za nieudacznika, a sam bohater musi jeszcze borykać się z opieką nad upośledzonym bratem.

Pewnego dnia otrzymuje dziwny telefon. Ktoś proponuje mu sporą sumkę za zabicie… muchy. Kolejny telefon to już większa suma i nowe wyzwanie: zjedz muchę.

13 grzechów

Tak więc krok za krokiem Elliot bogaci się i pokonuje kolejne bariery moralne. Jak wskazuje sam tytuł, pozostaje mu jeszcze jedenaście z trzynastu zadań.

Mogłabym powiedzieć, że to dość ciekawy pomysł, gdyby nie fakt, że obraz jest remake.

Kiepską sprawą jest to, że całą zagadkę możemy rozwiązać w pierwszych minutach filmu: Widzimy w nich mężczyznę, starszego profesora, który obraża zgromadzonych w czasie wystąpienia.Dalsze wydarzenia na sali prowadzą do jego  śmierci. Zostaje zabity w momencie, gdy wyciąga z kieszeni marynarki telefon.

Ups.

Daje to nam obraz tego, z czym będziemy mieli do czynienia w przypadku Elliota. Jednym słowem twórca wyrzuca na blat potężny spoiler. Na szczęście nie zostawia widza bez elementu zaskoczenia w finałowych scenach, co się bardzo chwali i mocno podnosi klasę scenariusza.

Film ma zawrotne tępo, co sprzyja utrzymaniu widza w napięciu, mimo iż ten domyśla się do czego zmierzają wydarzenia. Wciąż mamy nadzieję, że Elliot przerwie grę, albo w jakiś sprytny sposób wykiwa tych, którzy rzucili mu wyzwanie.

13 grzechów

Wspomniałam o elemencie zaskoczenia w finale, owszem, jest, jednak samo zakończenie, finałowa decyzja Elliota może rozczarowywać.

SPOILER: Po cholerę zabijał gliniarza? Co mu to dało? Jeśli pragnął zemsty na tych którzy go w to wkopali to mógł dziada wziąć na tortury i dowiedzieć się kto zarządza tym burdelem. Zamiast tego, wolał ‘zabić płotkę’. Że już nie wspomnę o tym, że przewalił ciężko zarobioną forsę. KONIEC SPOILERA.

“13 grzechów” to film o tym do czego są zdolni zdesperowani ludzie. Nie odkrywa Ameryki, pokazuje to co jest dość oczywiste, choć nie każdy chce w to wierzyć.

13 grzechów

.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:7

66/100

W skali brutalności:3/10

Moi drodzy, mały apel: kolega czytelnik, Danny, pragnie założyć bloga, gdzie wspólnie ze swoją małżonką będą umieszczać osobne recenzje obejrzanych filmów. Potrzebuje Waszej pomocy by wymyślić mu nazwę. Piszcie swoje pomysły w komentarzach. Z góry dziękuję, w imieniu Danny’ego:)

Przyszedł duch

Stir of echoes/ Opętanie (1999)

&

Stir of Echoes: The Homecoming/ Opętanie: Powrót do domu (2007)

opętanie

opętanie

Obydwa filmy z pod szyldu “Stir of echoes” są dziełami całkowicie odrębnymi, lecz podejmującymi ten sam temat: opętania przez duchy zmarłych.

Pierwszy obraz powstał w końcu lat ’90 i jest dziełem Davida Koepp’a, słynącego głównie z kręcenia kina akcji.

W roli głównego ‘opętańca; ujrzymy Kevina Bacona, jako Tom’a. Tom’a, który w wyniku zabawy z hipnozą zaprosił do swojego życia ducha. Poprzez trans, który miał go uczynić bardziej otwartym odnowiły się w nim dawno stłumione zdolności komunikacji z drugą stroną.

opętanie

Mężczyznę trapią pewne problemy rodzinne, a na dodatek na kanapie w swoim salonie widuje ducha nastolatki, która blisko rok temu zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Co ciekawe pochodziła z sąsiedztwa domu rodziny Tom’a.

Fabuła skupia się na próbach jakie podejmuje bohater by poradzić sobie z dziwną sytuacją. Stara się na powrót odzyskać równowagę, tłumi wizje prochami, jednak drzwi jego świadomości nadal stoją otworem dla nieszczęsnej Samathy.

opętanie

W końcu mężczyzna musi wziąć się za bary z duchem i rozwikłać tajemnicę zaginięcia. Finał zaskakujący szczególnie nie jest, aczkolwiek nie ma się do czego przyczepić. Jest po prostu ok.

Największą zaletą tego filmu jest kreacja aktorska Bacona. Nie lubię tego aktora jak diabli, jakoś jego szczurza twarz do mnie nie przemawia, ale warsztatowo świetnie sobie poradził, dzięki czemu wykreował postać ciekawą.

Mężczyznę, którego przerasta życie, który jest rozczarowany jego prozą, aż pewnego dnia do jego drzwi puka duch. I wtedy wszytko staje na głowie. Wije Tom’a dotyczą nie tylko przeszłości, ale także dają mu wgląd w przyszłe wydarzenia, co ukazane jest tu w ciekawej formie.

opętanie

Mamy tu też do czynienia z klasycznymi objawami opętania przez ducha, czyli ‘wcielaniem się’. Ofiara odczuwa to samo co umierający przed śmiercią.

Drugim interesującym elementem fabuły jest wątek jego synka. Pięciolatka, który w najlepsze rozmawia z duchami. Końcówka filmu sugeruje nam jednak, że fakt ten zaczyna przerastać chłopca, toteż mamy kolejnego kandydata na pacjenta doktora Malcolma Crowe;)

opętanie

Scenariusz którego autorem także jest Koepp powstał w oparciu o powieść Richarda Mathesona.

W osiem lat po premierze “Opętania” inny reżyser, Ernie Babarash, postanowił nakręcić kolejną część tego dość udanego obrazu. Sama nie wiem, czy seqel jest tu dobrym określeniem, bo fabuła “Powrotu do domu” tylko zahacza o to, z czym mieliśmy do czynienia w starszym filmie.

W żaden sposób nie dotyczy bohaterów z ‘jedynki’. Wspólny jest natomiast schemat scenariusza.

W wyniku traumy doznanej w Traku żołnierz, Ted Cogan, doznaje makabrycznych wizji, w których widzi spalonego człowieka. Początkowo i on i śledzący wydarzenia widz jest przekonany, że owo wdziadło jest duchem jednego ze zmasakrowanych z rozkazu Teda Irakijczyków.

opętanie

Twist fabularny jaki następuje w połowie seansu zmienia postać rzeczy. Okazuje się, że to duch studenta, który został w okrutny sposób zamordowany, gdy Ted przebywał w szpitalu. Czego więc chce od żołnierza?

opętanie

Tu robi się dość ciekawie.

Niestety pierwsza połowa filmu, w moim odczuciu nudna pozwala niezłemu finałowi tylko na częściową rekompensatę.

Aktorstwo i sam pomysł na bohaterów jest zdecydowanie słabszy niż w filmie z 1999. Żołnierze walczący w Iraku zupełnie mnie nie interesują, nie wzruszają mnie ich bolączki i cierpienia, dlatego też dużo bardziej sympatyzowałam ze sfrustrowanym monterem z ‘jedynki’ niż bohaterem Stanów Zjednoczonych. Z tym wątkiem trochę dano ciała, choć jak na kontynuację nie jest najgorzej.

Wszystkie elementy sticte techniczne prezentują się w obydwu obrazach na podobnym poziomie – bez fajerwerek, choć bardziej urzekły mnie zdjęcia w ‘jedynce’, a raczej ich kolorystyka.

Moja ocena:

Opętanie: 7/10

Opętanie – Powrót do domu: 5+/10

Patrz na znaki

Signs/ Znaki (2002)

znaki

Graham Hess, niegdyś szczęśliwie żonaty pastor, dziś wdowiec samotnie wychowujący dwójkę dzieci, który utracił wiarę. Mieszka na farmie w Pensylwanii wraz z synem Morganem, córeczką Bo i młodszym bratem Merillem.

znaki

Pewnego ranka na swoim polu kukurydzy zastaje dziwne jakby wydeptane znaki, kręgi i inne nic nie mówiące mu wzory. Okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek. Na całym świecie w okolicy ponad 300 miast pojawiły się podobne wzory, a niektórzy świadkowie twierdzą iż na własne oczy widzieli przybyszy z kosmosu, którym to przypisuje się autorstwo kręgów. Mężczyzna musi zmierzyć się z przerażającą sytuacją.

znaki

“Znaki” to powszechnie wzgardzony film M. Night Shymalan’a, reżysera kasowego “Szóstego zmysłu” i mniej docenianej “Osady“. Przez wielu widzów i krytyków został uznany jako pomyłka twórcy i nieporozumienie zarówno gatunku horror jak i sci-fi.

Przyznam, że sama byłam tym obrazem zdziwiona gdy dwanaście lat temu, jako mały gówniarz wybrałam się na niego do kina. Ciężko go uznać za mrożący krew w żyłach film grozy, jakim niewątpliwie był “Szósty zmysł”, czy pełen wartkiej akcji i bajeranckich efektów  obraz traktujący o inwazji obcych, “Dzień niepodległości”. “Znaki” uderzają w zupełnie inne struny, toteż efekt jest skrajnie różny od tego, co można wnioskować na podstawie schematu gatunków.

znaki

O sukcesie filmu zawsze decyduje, to czy trafia w oczekiwania widzów. Jeśli ktoś spodziewa się filmu w stylu “Ósmego pasażera Nostromo”, a  za zamiast tego dostaje bardziej filozoficzną, czy psychologiczną przeprawę, poruszającą kwestię wiary, to rozczarowanie jest tu gwarantowane. Jeśli jednak wyzbyć się sztywnych, podszytych stereotypem oczekiwań i spojrzeć na film nie poprzez pryzmat schematów gatunkowych to jest szansa, że się spodoba.

W “Znakach” jest sporo elementów, które mogą trafić do widza. Przede wszystkim klimat opowieści. Bardzo statyczny, spokojny, stosownie podkreślony rewelacyjną muzyką Jamesa Newtona Howarda.

znaki

Pojawia się w nim wiele scen o sporym potencjale, mogących wzbudzić emocje w widzu, ale raczej nie z rodzaju tych, który wywołują nerwowy podskok na fotelu. Fabuła jest dosyć oryginalna zarówno jak na film grozy i jak na obraz Sci- fi.

Nie mamy pojęcia co dzieje się poza farmą. Przestrzenią dla wydarzeń jest farma i nic więcej. Nasi bohaterowie widzą o inwazji tylko tyle ile usłyszą w TV, zobaczą tyle ile ktoś zechce im pokazać. Widz natomiast nie zobaczy praktycznie nic. Musi skupić się na relacji bohaterów, równie zdezorientowanych jak my sami.

Dopiero finałowe sceny ukażą oblicze atakujący planetę najeźdźców, zupełnie inne niż byśmy się tego spodziewali- nie chodzi m tu rzecz jasna o wygląd, bo tu mamy standardzik.

znaki

W zasadzie cała sprawa z kosmitami jest tu pretekstem do pokazania czegoś innego. Nawet sam tytuł, “Znaki” można odnieść wcale nie do kręgów w kukurydzy. Znakami równie dobrze mogą być wydarzenia, zwiastuny większego planu, w którym uczestniczą bohaterzy. Coś się przydarza, dlatego, że tak miało być, dlatego, że jakaś odgórna siła o tym zdecydowała. Zatem wszytko, co nam się przydarza jest znakiem takowej działalności.

Obraz ogląda się przyjemnie także ze względu na bardzo udane zdjęcia, których celem na pewno nie jest wzbudzenie przerażenia. Miło śledzi się także losy bohaterów. Małej Bo, w tej roli ledwie odrośnięta od ziemi Abigail Brenslin, która fiksuje w temacie wody.

znaki

Ciekawą i ważna szczególnie dla finału postacią jest jej brat, Morgan, cierpiący na astmę inteligentny chłopaczek zaczytujący się w jedynej w okolicy książce na temat obcych. Na czele brygady stoi nieszczęśliwy ojciec rodziny wykreowany przez Mel’a Gipsona, którego wspiera brat.

znaki

Co tu dużo mówić, film dość niestandardowy. Wykorzystuje stary pomysł, dla którego stworzono nową przestrzeń. Problem w tym, że nie zadowala wszystkich apetytów jakie pobudza swoją przynależnością gatunkową.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

Zaskoczenie:6

68/100

W skali brutalności:1/10