Miesięczne archiwum: Maj 2014

Terapia u Hannibala ciąg dalszy

Hannibal – Sezon 2 (2014)

hannibal sezon 2

Niedawno zakończono emisję drugiego sezonu serialu “Hannibal”. Każdy kto ma już za sobą sezon pierwszy wie, że Hannibal osiągnął swój cel. Dla niego zabawa jest przednia. Manipulując faktami wrabia Willa Grahama w zbrodnie jakich dokonał niesławny ‘Dzierzba z Chesapeake’. W rzeczywistości największy udział w makabrycznych zbrodniach okraszonych kanibalizmem  miał sam doktor Lecter.

hannibal sezon 2

Już pod koniec pierwszego sezonu Willa na poziomie bardziej świadomym zaczyna obarczać winą za przestępstwa swojego psychiatrę. Hannibal jest sprytnym manipulantem i tak się składa, że ma dużo większy autorytet niż chwiejny emocjonalnie Will.

Między tymi dwoma mężczyznami stworzyła się specyficzna więź. Lecter mówi tu o przyjaźni, lecz nazwałabym to raczej wzajemną drapieżną ciekawością drugiej osoby. Stąd też nikogo nie powinno zdziwić, że Lecter ostatecznie do dopuści do tego by jego przyjaciel, jego obiekt badawczy, ktoś w kim widzi cząstkę siebie, trafił na krzesło elektryczne.

hannibal sezon 2

Sprawa Dzierzby na powrót zostaje otwarta, a Will podejmuje walkę z Lecterem wykorzystując do tego jego własną broń. Tu się robi bardzo ciekawie, moi drodzy. W porównaniu z sezonem pierwszym mamy znacznie mniej pobocznych zagadek kryminalnych, które dopiero połączone dłonią Hannibala nabierają znaczenia. W tym sezonie skupiamy się przede wszystkim na psychologicznej grze jaką rozgrywa Will i Hannibal.

Graham wie czego oczekuje Hannibal. On chce całkowitego oddania, stworzenia z Willa potencjalnego psychopaty posłusznego jego manipulacjom.

W czasie jednej z rozmów między mężczyznami pojawia się wątek siostry Hannibala. Jak wiemy w dzieciństwie mały Lecter został zmuszony do zjedzenia potrawki z siostrzyczki. Całkowicie wypaczyło mu to psychikę. Wielokrotnie powtarzałam przy okazji innych filmów poruszających motyw traumy, że nie przepracowany uraz prowadzi do tego, że osoba przez resztę życia będzie tę traumę nieświadomie odtwarzać. Nie wiem, czy w przypadku Hannibala można mówić o braku świadomości, ale cóż on robi z Willem? Co robi podając mu kolacje złożoną z ludzkiego mięsa? To samo co kiedyś zrobiono jemu. Proste? Proste. To samo robi ze wszystkimi swoimi pacjentami, których poznamy w tym sezonie. Zmusza ich do tego czego sami nigdy by nie zrobili. Dostrzega potencjał mordercy w każdym człowieku z problemami. Zabić każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej.

hannibal sezon 2

Wielką radością zareagowałam na pojawienie się postaci Masona, którego poznajemy także w pełnometrażowym filmie Hannibal” kiedy to planuje zemstę na doktorze. W tej roli zobaczymy jak zwykle rewelacyjnego Michaela Pitt’a. Jego postać bardzo ożywia nieco senną fabułę drugiego sezonu.

Bardzo duże emocje u widzów budzi finał trzynastu odcinków. Jego zwiastun, czyli walkę między Jackiem, a Hannibalem zobaczy już w pierwszym odcinku, lecz aby zobaczyć jak ona się skończy musimy poczekać do odcinka trzynastego.

hannibal sezon 2

Cóż mogę powiedzieć o tym zakończeniu? Jest bardzo niechlujne i nieco przypomina tricki a la wyciąganie królika z kapelusza, głównym magikiem jest oczywiście Lecter. Jak na razie sprawa jest dla mnie nie jasna, zobaczymy co przyniesie sezon 3.

O tym, jak daleko fabuła serialu zaczyna odbiegać od historii książkowej przekonałam się już w momencie, gdy dr. Chilton zarobił kulę w łeb. Kto więc będzie znęcał się nad Hannibalem kiedy trafi do pierdla? Może w ogóle nie trafi? Póki co, nic na to nie wskazuje. Szczerze to są w tym serialu postaci, które dużo chętniej odesłałabym na tamten świat, chociażby mdła i głupiutka Alana Bloom.

Trudno mi jest przewidzieć do czego to wszytko zmierza. Fabuła robi się coraz bardziej wykręcona, choć mam wrażenie, że na równi ze śledzeniem akcji widz powinien równie dużo uwagę poświeć na to, co stanowi tło opowieści, symbole, metafory wszytko to, co kryje się w piękne zrealizowanym drugim planie, który z kolei spokojnie można posądzić bycie drugim dnem opowieści.

hannibal sezon 2

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:8

Klimat:8

Walory techniczne: 10

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Napięcie:8

Oryginalność:6

To coś:7

76/100

W skali brutalności: 4/10

W ciemnym domu

Dark Circles (2013)

dark circles

Świeżo upieczeni rodzice małego Tannera, Penny i Alex zostają właścicielami okazałego domu na wsi. Z radością przenoszą się tam, ale szybko zaczynają żałować swojej decyzji. Okazuje się, że w sąsiedztwie trwają prace budowlane, a hałas im towarzyszący uniemożliwia normalne funkcjonowanie w ciągu dnia. Nocą, natomiast, po ich domu przemyka tajemnicza kobieta, która wyraźnie interesuje się ich dzieckiem. Parze powoi zaczyna odbijać.

dark circles

“Dark Circles” to jeden z tych najbardziej niedocenianych horrorów. Nie powiedziałabym, żeby był fenomenalny, ale na pewno nie postawiłabym go w jednym szeregu z gniotami. Ma swoje wady, ale ma także zalety i o tym teraz będzie.

Za reżyserie i scenariusz obrazu odpowiada Paul Soter, specjalizujący się w typowych amerykańskich komediach. Czy w związku z tym jest w stanie czuć klimat grozy i dobrze go oddać na ekranie?Powiem tak, radzi sobie.

Scenariusz stworzony jest na podstawie spranego już schematu, ale unika bardzo topornego i tradycyjnego podejścia. Łączy w sobie elementy ghost story, home invasion i paranoid thriller.

dark circles

Jest wątek załamania nerwowego spowodowanego przemęczeniem, obraz rozpadu więzi między bliskimi w sytuacji kryzysu, jest wiecznie wrzeszczące niemowlę, artysta, którego przerastają domowe obowiązki, nie do końca gotowa na macierzyństwo młoda matka i tajemnicza lokatorka, najpewniej przybyła z zaświatów.

Jeśli chodzi o realizację projektu to bardzo raziły mnie zbyt ciemne zdjęcia. Rozumiem, coś czai się w mroku, ale serio ciężko to dostrzec.

Podobny sposób prezentowania tego co ma wystraszyć widza mamy chociażby w serii Paranormal Activity. Jednak jak za pewne pamiętacie, w tamtym filmie nic praktycznie się nie dzieje, więc cała uwaga może skupić się na tropieniu zjawy w zakamarku kadru.

“Dark Circle” nie jest tak statyczny. Dużo więcej się w nim dzieje i dobrze, że się dzieje, bo dzieje się dobrze:)

Mamy tu pewien rodzaj kiełkującej paranoi, nasi bohaterzy są krańcowo wykończeni tym co zdaje się ich osaczać. Nie radzą sobie.

Podobał mi się sposób w jaki pokazano rozpad ich egzystencji. Po miesiącu w nowym domu, Alex wygląda jak zombie, Panny jakby ją zdjęli z krzyża, w dodatku sama już nie wie, co jest rzeczywiste, co nie. Dom zamiast rozkwitnąć dzięki nowym lokatorom wygląda jak polana zniszczeń.

dark circles

Wszystko fajnie. Jak na debiut w świecie horroru nawet bardzo fajnie.

Plus ode mnie również za zakończenie. Może nic specjalnego, ale inne niż się spodziewałam.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:7

To coś: 7

Oryginalność:6

69/100

W skali brutalności: 2/10

Najlepszy z najgorszych

House of dust/ Dom z pyłu (2013)

house of dust

Ostatni dzień wakacji. Studenci przybywają na kampus i pragną zabawić się zanim rozpoczną zajęcia. Wśród rządnych przygód jest grupa studentów medycyny, kumple Kolt i Dylan oraz Gaby i jej nowo dostarczona współlokatorka, Emma, dziewczyna cicha i dziwna.

Młodzi postanawiają zwiedzić obecny na ternie kampusu stary dom, gdzie niegdyś szalony lekarz przeprowadzał eksperymenty.

Pewnego dnia jeden z pacjentów nie chcąc poddać się zabiegowi lobotomii zaatakował lekarza i jego towarzyszy. Doktorek nie przeżył za to ci z zemsty spalili buntownika żywcem.

house of dust

house of dust

Studenci wracają z wyprawy, ale nie są już tacy sami. Wszyscy za wyjątkiem Emmy wykazują oznaki opętania, każdy przez ducha innego z pacjentów doktorka.

Czasami mam takie szczęście, że jednego dnia obejrzę więcej gniotów niż w przeciągu, powiedzmy, miesiąca. Wczoraj odwaliłam maraton.

Oczywiście większość filmów wyłączałam po pół godziny, ale “Dom z pyłu” w przeciwieństwie do chociażby “Burzy duchów” obejrzałam w całości. Nie dlatego, że pod względem fabuły był lepszy od serii gniotów, które spadły na moją biedną głowę. Nie dlatego, że miał szansę ‘wciągnąć’. Chyba z nich wszystkich miał najmniej rażąca formę. Spotkał go zaszczyt bycia najlepiej zrealizowanym wśród najgorszych;/

Agrentyński reżyser, który odpowiada za to dzieło ma talent do wymyślania ciekawych tytułów. Jak spojrzałam na jego filmografię, stwierdziłam: oglądałabym, ale obawiam się, że byłby to błąd. “Dom z pyłu” ostatecznie też brzmi dobrze…

Do spłodzenia scenariusza zaangażował aż trzy osoby z czego rekordzista nabył doświadczenie w AŻ dwóch produkcjach.

Fabuła tej historii jest bardzo prosta. Tak prosta jak przystało na jak najmniej pomysłowy teen horror: Grupa nastolatków, opuszczony dom, opętanie.

Na podstawie ie do końca logicznego scenariusza mogę wnioskować, że katalizatorem całego nieszczęścia był dziwna Emma, niesłusznie posądzona o schizofrenie w rzeczywistości miała kontakt z ‘drugą stroną’.

house of dust

Plusem filmu jest to, że twórcy uciekli od prezentowania fizycznych objawów opętania, które przy ich małej pomysłowości i niskim budżecie jaki ten film posiadała wypadły by katastrofalnie. Już widzę tą tandetę…

Aktorstwo kiepskie, ale wyżej ponad poziom warsztatu polskich celebrytów. Dialogi rozpisane znośnie.

Jeśli na serio nie macie już co obejrzeć, to możecie zerknąć na “Dom z pyłu”, w przeciwnym razie polecam unikać.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Zaskoczenie:3

Oryginalność:3

To coś:3

44/100

W skali brutalności:2/10

Wspomnienia

Mindscape (2013)

mindscape

Tytułowe “Mindscape” to organizacja zrzeszająca i dająca zatrudnienie tak zwanym ‘detektywom pamięci’. Ich praca polega na wnikaniu we wspomnienia osób i rejestrowaniu ich dzięki własnym zdolnościom parapsychicznym i odpowiedniemu sprzętowi. Jednym z nich jest John.

mindscape

Mężczyzna nie do końca radzi sobie w pracy. Trauma jaką była samobójcza śmierć jego żony utrudnia mu oddzielenie wspomnień klienta od własnych, co skutkuje groźnymi dla zdrowia atakami. Mimo to John podejmuje nowe wyzwanie.

Sprawa wydaje się prosta, ma nakłonić zbuntowaną nastolatkę by zaczęła jeść. “Wystarczy schować czasopisma o modzie”– twierdzi lekceważąco, aż do chwili gdy poznaje Anne. Dziewczynę bardziej niezwykłą niż zdołał przewidzieć.

Amerykański thriller duetu niezbyt wprawionych twórców początkowo bardzo mnie zaintrygował. Motyw obdarzonych niezwykłymi zdolnościami osób, mogących wyciągnąć z człowieka to, co on sam wyparł ze swojej pamięci nie jest może nowością, ale nie zmienia to faktu, że jest to wątek ciekawy.

W połączeniu z dobrym scenariuszem i klimatyczną oprawą może robić wrażenie. Niestety w przypadku “Mindscape” było zbyt dużo zgrzytów by można było mówić o pełnej satysfakcji z seansu.

Fabuła rozwija się do pewnego momentu aż następuje spięcie i wysiada całe zasilanie mogące pchnąć ją w kierunku mocnego finału.

mindscape

Poznajemy Johna i Annę, która niewątpliwie mogłaby być ciekawym okazem. Inteligentna, zarozumiała i bardzo utalentowana. W okół jej postaci roi się sporo tajemnic jednak droga do ich rozwikłania jest mniej wyboista niż powinna.

Najchętniej wszystko zrzuciłabym na montażystę, który kicał z kolejnymi ujęciami jak pijany zając. Jedyne co mu się udało w ten sposób osiągnąć to wrażenie chaosu. Mogę to uzasadnić tematyką filmu, wątkiem wspomnień, które nie zawsze powracają do nas w kolejności logicznej.

Niestety wobec scenariusza nie mogę być tak łaskawa, bo widać tu ewidentny brak namysłu. Pierwsze spotkanie Johna z Anną rozpoczyna się od badania. Mężczyzna od razu przechodzi do testów mających sprawdzić, czy dziewczyna nie ma rysu socjopaty. Skąd pomysł, że może nią być? Dlatego, że od tygodnia nie chce jeść i się okalecza? Z czasem kiedy John kontynuuje sesje z dziewczyną, okazuje się że pewne wydarzenia z jej życia mogły by budzić podejrzenia takich zaburzeń. Owszem sam przebieg ich pierwszej rozmowy może intrygować i robić wrażenie, nie mniej jednak pełni tu rolę spoilera i jest wstawiony tak… z dupy.

mindscape

W scenariuszu mamy więcej takich nie do końca spójnych elementów. Największym błędem, niewiadomą  i po prostu czarną dziurą w fabule jest postać Anny. Wielki potencjał, jednak nie została poprowadzona w sposób, który zapewnił by jej podium w zawodach na największego pojeba. Podobnie jest z resztą z Johnem. Dużo lepiej prezentują się postaci drugoplanowe. Jak były terapeuta Anny, czy jej rodzice.

Aktorstwo jest bardzo przeciętne, choć fani młodszej Farmigi, znanej głównie z American horror story ucieszą się na jej widok. Niestety moim skromnym zdaniem warsztatowo nie dorasta do pięt swojej starszej siostrze, Verze.

Jedyną rzeczą jaką mogę z całą pewnością powiedzieć o tym filmie to to, że w rękach bardziej sprawnych twórców sam pomysł mógłby rozkwitnąć, a tak mamy film ledwie powyżej przeciętnej i to oceniając bardziej chęci niż efekt.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 0/10

Zapomniani

The Forgotten/ Życie którego nie było (2004)

życie którego nie było

Telly nie może pogodzić się ze śmiercią synka. Czternaście miesięcy temu w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej ginie jej jedynak, Sam. Od tamtej pory kobieta pogrąża się w ustawicznej depresji. Godzinami przegląda pamiątki po synu, uczęszcza też do psychoterapeuty, który ma pomóc jej pogodzić się z tragedią.

Pewnego dnia ku rozpaczy Telly wszystkie rzeczy syna, zdjęcia, kasety itp zaczynają znikać, zaś terapeuta oświadcza jej, że celem ich spotkań wcale nie jest przepracowanie traumy, lecz zrozumienie, że jej jasnowłosy Sam nigdy nie istniał.

życie którego nie było

Joseph Ruben w swoim thrillerze znowu podejmuje temat rodzinnych więzi.

Jego twórczość powinna znać brać fanów dreszczowców. To bowiem on nakręcił “Ojczyma“, czy “Synalka“, dwa bardzo dobre thrillery, których tematyka pazurami trzyma się analizy systemu rodziny.

“Życie, którego nie było” nie opowiada o psychopatycznym ojczymie, czy wyrodnym synu. Tym razem główną bohaterką jest matka.Podobno pomysł na fabułę przyśnił się scenarzyście, czy to prawda, nie wiem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że podobnie, jak wcześniejsi bohaterzy Rubena, cierpi ona na poważne problemy psychiczne. Jej terapeuta utrzymuje, że stworzyła fikcyjną wizję synka, który w rzeczywistości zmarł jeszcze w życiu płodowym.

życie którego nie było

Przez znaczną część filmu obserwujemy szarpiącą się Telly, której wszyscy na około wmawiają, że nigdy nie było żadnego dziecka. Sąsiedzi, jej terapeuta a nawet mąż. z gazet znikają wzmianki o katastrofie lotniczej. Jak to możliwe, że tylko ona go pamięta? Kobieta postanawia szukać odpowiedzi. Odnajduje mężczyznę, którego córka zginęła w ten sam sposób. Ash okazuje się być różnie odporny na wspomnienia jak reszta świata. Do czego to wszytko zmierza?

życie którego nie było

To co co zaczęło się jak mocny thriller psychologiczny odlatuje w rejony sci-fi. Wiem jak wiele osób było rozczarowanych takim rozwiązaniem. Ostatecznie gdybyśmy zostali ‘na ziemi’, wszytko potoczyłoby się znanym tropem. Ruben wyskoczył ze swoim rozwiązaniem jak filip z konopi. Poniekąd mnie to cieszy. Lubię zaskakujące zwroty akcji. Nawet jeśli mogą wydawać się ‘kosmiczne’, to chyba już wolę taki odlot niż kolejną płaską papkę o tym jak mamusi odpierdala po śmierci dziecka. Ile już było takich filmów?

Ruben jak zwykle zadbał o dobór doskonałej obsady. Na czele niej stoi Julianne Moore,w roli Telly. Podobnie jak w innych filmach tego twórcy dużą rolę odgrywa muzyka. Tym razem zaangażował do tego zadania Jamesa Hornera. Oscarowego twórce ścieżek dźwiękowych do takich obrazów jak “Alien”, “Titanic”, “Piękny umysł”, “Apocalypto”… i wiele wiele innych. W każdym bądź razie muzyka z “The Forgotten” jest naprawdę przepyszna.

Myślę, że mimo słabych opinii o tym filmie znajdą się wśród Was tacy, którym obraz przypadnie do gustu.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:7

To coś:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

72/100

W skali brutalności:0/10