Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Obudź ducha

The Quiet Ones/ Uśpieni (2014)

uśpieni

W latach 70 dwudziestego wieku grupa Kanadyjskich naukowców postanowiła przeprowadzić badanie mające udowodnić, że duchy jako zjawisko paranormalne w rzeczywistości są wytworem ludzkiej wyobraźni. Przy odpowiednim skupieniu, pobudzeniu wyobraźni, grupa osób może doprowadzić do zmaterializowania się siły, która ma świadomość i własną historię, tak jak wszystkie inne duchy, które rzekomo nawiedzają nasz świat.

Efekt eksperymentu był niejednoznaczny, ale wzbudził w środowisku parapsychologów zamieszanie na tyle duże, że blisko czterdzieści lat później reżyser filmów grozy, John Pogue we współpracy z trzema scenarzystami nakręciła obraz inspirowany tą właśnie historią.

uśpieni

uśpieni

Gdy tylko obejrzałam pierwsze trailery “Uśpionych” od razu skreśliłam tytuł z listy dobrze zapowiadających się tegorocznych produkcji. Pierwszą rzeczą, która mnie zniechęciła to fakt iż stanowi kolejną próbę zrobienia ghost story w konwencji paradokumentu. Nuda i wtórność. Ostatni z filmów reżysera także był paradokumentem, w dodatku remake słynnego REC’a. Wcześniej twórca nakręcił takie horrory jak “Sekta”, czy “Statek widmo”. Z czego ten ostatni, o il pamiętam, był całkiem niezły.

“Uśpieni” starają się łączyć podejście found footage z obrazem kręconym klasycznie, to nieco ratuje sytuację, bo kamera nie lata bez sensu po ścianach przez cały czas, a jedynie chwilami:) Nie mniej jednak amatorska kamera z roku na rok napawa mnie coraz większą odrazą.

Sam pomysł wykorzystania autentycznej historii zazwyczaj się sprawdza, ale wszytko zależy od tego, jak zostanie wykorzystana. Nie znam szczegółów pracy doktora Owena i spółki, ale historia “Uśpionych” jest zbyt mocno naciągana by można było w nią uwierzyć nawet przy ogromie dobrej woli.

Głównym bohaterem filmu jest naukowiec, Profesor Joseph Coupland, który przekonuje do swojego pomysłu trojkę studentów, w tym Briana kamerzystę oraz Kirby i Toma. Gwoździem programu jest jednak kto inny. Jane, dziewiętnastoletnia pacjentka ze zdiagnozowaną schizofrenią, którą za swoje odpały, w tym te o naturze parapsychicznej, obwinia alternatywną osobowość, Evey. Evey żyje w Jane i sprawia, że dziewczyna nie może normalnie funkcjonować i stanowi zagrożenie dla siebie i innych.

uśpieni

Profesor jest przekonany, że potrafi ją wyleczyć jeśli tylko Jane uwierzy, że sama stworzyła w swojej psychice Evey i potrafi ją unicestwić. W miarę trwania eksperymentu pojawiają się podejrzenia, że chodzi o coś więcej niż chorobę psychiczną, może opętanie?

Im dalej w las, tym więcej grzybów. Natłok pomysłów i wątków jest chyba wprost proporcjonalny do liczby osób, które oficjalnie zajmowały się scenariuszem. Wygląda to tak, jakby każdy dorzucił coś od siebie, tu poltergeist, tu opętanie przez demona, tu sekta, tu choroba psychiczna, tu reinkarnacja…  Wrażenie chaosu jest murowane.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie są one stopniowo wykluczane w miarę jak postępuje fabuła. Za każdym zakrętem czeka nowość i raźno maszeruje pod rękę z wcześniej wysnutymi teoriami. Nie sposób tego ogarnąć, próżno szukać w tym sensu.

W pewnym momencie było mi bardzo żal Jane, na której głowę spadły te wszystkie nieszczęścia. Mała mimo nadzwyczaj destruktywnych zachowań nie budziła we mnie lęku.

Rola Olivii Cook, znanej z “Motel Bates” przypadła mi do gustu w zasadzie jako jedyny element tej produkcji. Wygląda doprawdy żałośnie i jeśli takie było założenie scenariusza – w co śmiem wątpić – to w pełni się udało.

uśpieni

Jej postać była całkiem ciekawa na samym początku seansu, ale w miarę jak przekombinowano fabułę traciła swoją siłę przekonywania.

Jak wspominała główny przedmiot mający budzić lęk, czyli nadprzyrodzone zdolności Jane w żaden sposób nie sprawdzają się jako straszak. Czemu?

Nie wiem, może dlatego, że zawsze w pogotowi czekała kolejna bzdurna teoria, tudzież Brian kamerzysta w roli rycerzyka swoją protekcjonalnością podkreślający żałosność tej postaci? Może jump kamery, były za mało jump?

Wrażenie po seansie raczej mizerne, ale tego właśnie się spodziewałam. Film średni.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:5

54/100

W skali brutalności: 1/10

Zabij go jeszcze raz

100 Feet/ Domowe piekło (2008)

domowe pieklo

Marnie Watson wyrokiem sądu zostaje skazana na odsiadkę za zamordowanie, jakkolwiek w obronie własnej, swojego męża policjanta, Mike’a.

Ostatni rok wyroku ma odsiedzieć w areszcie domowym, nie mogąc oddalić się więcej jak sto stóp od zainstalowanego tam nadajnika. Kobieta cieszy się pozorną wolnością w czterech ścianach domu i pragnąc nic więcej niż święty spokój.

Co prawda doskwiera jej samotność, bo z łatką morderczyni raczej nie ma szansy zostać królową balu. Wypinają się na nią rodzina, przyjaciele i sąsiedzi. Dodatkowo jeden z policjantów, niegdyś przyjaciel jej i partner jej martwego męża, Shanks inwigiluje ją i dokucza, w żaden sposób nie mogąc pogodzić się z faktem, iż jego kumpel był zwykłym psycholem.

Dzielna kobieta znosiłaby to, gdyby nie interwencja z zaświatów. Duch męża dalej krąży po ich wspólnym, niegdyś, domu i jak za ‘starych dobrych czasów’ spuszcza jej łomot i usiłuje uśmiercić.

domowe pieklo

Horror jest  kojarzony jako gatunek czysto rozrywkowy. Ma bawić strasząc i nie wiele ponadto. Nie wiem jak wy, ale bardzo wielu widzów wychodzi z takiego właśnie założenia. Twórcy tego gatunku starają się jednak przemycić do swoich filmów nutkę powagi, chcą poruszać ważne kwestie, bodaj otrzeć się o problemy społeczne.

Tak też jest w przypadku Erica Red’a. Ostatni z filmów twórcy takich hiciorów jak, “Autostopowicz“, czy mniej znanego, ale całkiem niezłego “Body parts“, porusza problem przemocy domowej, oraz piętna, jakie społeczeństwo odciska na tych, którzy dopuszczają się zbrodni morderstwa – albo raczej na tych, którzy zostają za nią oficjalnie obwinieni.

Mąż skurwysyn zostaje zabity, ale to nie koniec piekła dla kobiety, która latami znosiła maltretowanie z przyzwoleniem władz, w dodatku z rąk osoby będącej stróżem prawa. Marnie nijak nie może odciąć się od tragicznej przeszłości, bo w imię starej zasady ghost story kto był za życia palantem, po śmierci jest jeszcze groźniejszym palantem. Mike zaczyna objawiać swoją fizyczną obecność w domu żony. Początkowo rzuca w nią talerzami, spycha ze schodów, czy nie pozwala skutecznie zamalować plamy krwi, jaką po sobie pozostawił. Z czasem, gdy kobieta stara się go przepędzić, pozbywając się wszystkich śladów jego bytności w domu, on staje się jeszcze bardziej agresywny.

domowe pieklo

Marnie przeżywa dokładnie to samo, co za jego życia. Chciała go wykluczyć, więc on postanowił ją zabić. Uwięziona na sto stóp od nadajnika ma dość małe pole manewru, a jakakolwiek pomoc z zewnątrz jest nie możliwa, o czym przekonuje się, gdy duch załatwia jej małego kochana (Fani “Plotkary” baczność, przed Wami zmaltretowany Chuck Bass).

domowe pieklo

Scenariusz filmu jest więc całkiem zgrabny. Jednak znacznie ciekawiej byłby, gdyby twórca tak dobitnie nie podkreślał faktu, że mamy tu tylko jedną drogę interpretacji: duch. Czy nie było by fajniej, gdyby obecność Mike nie manifestowała się tak dosłownie? Gdyby widz miał szansę pomyśleć: Hę… a może lasce odwala, bo ma wyrzuty sumienia?

Na myślenie nie ma tu czasu, nie ma takiej możliwości, bo zmora przyjmuje kształt człowieka i w czasie wielkiego BUM ogłasza swoje zamiary. Pomijając fakt, że obraz ducha przedstawia się tandetnie, to jeszcze nie zabraknie tu durnych scen, jak rzucanie w ducha obrączką w celu jego eksterminacji. Zbliżenie na pierścionek, otoczony płomieniami wywołał u mnie drwiący uśmiech i zaczęłam wypatrywać Goluma, który go pochwyci.

domowe pieklo

domowe pieklo

Sceny finałowe są bardzo źle zrobione natomiast sam epilog poprawił mi nieco nastrój. SPOILER: Już myślałam, że cudem ocalony Shanks odejdzie pod rękę z Marnie prosto na komisariat, albo co tam, od razu do prokuratury, gdzie poświadczy, że oto miał do czynienia z duchem, a Marnie jest biedną ofiarą. To by było duże przegięcie. Zamiast tego dzielna kobieta ucieka w siną dal z  kotem na ręku, a policja stwierdza iż zginęła w pożarze. Ciekawe skąd wytrzasnęli jej spalone truchło? Ale mniejsza o to. Grunt, że kot i jego pańcia odjechali busem w stronę słońca.  KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:7

Walory techniczne:5

Oryginalność:7

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:7

To coś:7

64/100

W skali brutalności: 2/10

Zwierz

Animal (2014)

animal

Grupa przyjaciół, Alissa, jej brat, guru survivalu Jeff, jej chłopak Matt, jej przyjaciółka i jednocześnie dziewczyna brata, Mandy ‘sexy chick’ oraz wyrzucony poza nawias kumpel gej, Sean, wyruszają do malowniczego Holland Creek by… pospacerować po lesie.

Ich plan działania od początku był dla mnie nie jasny, ale cała historia i tak sprowadza się do tego, by spacerowicze spotkali na swojej drodze dziwne zmutowane zwierze, podobne zupełnie do niczego. Zwierzę to zapędza ekipę do leśnej chaty, gdzie wcześniej zabunkrowali się inni nieszczęśnicy. Reszta fabuły to próba przetrwania.

“Animal” raczej nie doczeka się pochlebnych opinii, i nawet mi go trochę szkoda, bo wcale nie jest bardziej idiotyczny niż większość jego pokroju produkcji. Ot mamy jakieś dziwne zwierzę, które żyje w lesie i żyw się turystami.

animal

Jego wygląd jest eh… nie chciałam używać określenia żałosny, ale cały czas to właśnie ono plącze mi się po głowie. Nikt z twórców nie miał pomysłu jak straszydło powinno wyglądać i wyszła trochę takk przerośnięta bezwłosa wiewiórka.

Postaci osób, którym przyjdzie zmierzyć się z wiewiórem również nie wybiegają ponad standard. Jest bystra Aliissa, jest słodka Mady, jest dzielny Jeff, jest zakochany Matt i jest chudy, zabawny, gej.

Ekipa do której dołączają w chacie (przynajmniej ci, którzy do niej dotrą)  to z kolei opanowany Carl, jego histeryczna żona Vicky i Doug, któremu przypadła rola zimnego skurwysyna nieustannie kombinującemu, kogo by tu podstawić bestii w ramach przynęty.

animal

Nie mogę powiedzieć żeby film zaskakiwał czymkolwiek po za zadziwiająco poprawną realizacją. Nawet aktorstwo jest przyzwoite i choć bestia wygląda tak jak wygląda, to spełnia mimo wszytko swoją rolę.

Niezłe zdjęcia, choć jak na animal atack prezentują trochę za mało wywleczonych, na wpół skonsumowanych flaków. Wszystko trąci pewną naiwnością, a zachowania protagonistów, wybitnie skojarzyły mi się z przygodami przyjaciół “Scooby Doo”. Co z kolei nie okazało się wcale idiotycznym tropem, bo jedna ze scenarzystek pracowała właśnie przy tej bajce. Reżyser obrazu wybił się, choć nie wiem, czy można mówić tu o wybiciu, po tym jak swój krótkometrażowy horror przerobił na pełny film – mowa tu o “Husk”.

Słowem podsumowania mogę powiedzieć, że film wcale nie prezentuje się tak źle jak się spodziewałam, więc jeśli ktoś ma ochotę na coś lekko strawnego to może skonsumować “Animal”.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Oryginalność:3

To coś:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:5

55/100

W skali brutalności: 2/10

Ciemna woda

Honogurai mizu no soko kara/Dark Wather (2002)

&

Dark Water – Fatum (2005)

dark water

dark water

Hido Nakata to japoński reżyser, który sprawił, że oczy całego świata grozy zwróciły się ku kraju kwitnącej wiśni. Azjatyckie horrory zaczęły płynąć do Europy nie przerwaną falą dając widzom możliwość zapoznania się z zupełnie inną filmową poetyką, grozą zupełnie innego rodzaju niż to do czego przywykli Europejczycy, a także Amerykanie. Reżyserzy ze Stanów Zjednoczonych szybko podchwycili skośne motywy, czyli chociażby typowy dla Nakaty motyw nawiedzonej metropolii, elektroniki wykorzystywanej przez mściwe duchy i tak zaczęły powstawać amerykańskie remake. Powstawały wręcz maniakalnie. Praktycznie każdy bardziej popularny wśród widzów azjatycki obraz doczekał się swojego amerykańskiego odpowiednika. Można za to opluć jadem tych, którzy nie do końca rozumiejąc azjatycką mentalność i podejście do straszenia zabrali się do przeróbek, ale fakt jest taki, że nie każdy przyswaja skośne kino i dla takich właśnie osób dobitne i łopatologiczne scenariusze remake są szansą na udany seans.

Osobiście przyjmuję te produkcje ze stoickim spokojem. Kiwam z aprobatą głowom i dla oryginałów i dla remake. Nie jest to łatwe jeśli nie rozgraniczy się tych produkcji pod względem różnych potrzeb różnych widzów. Wrzućmy je do jednego worka i postawny znak równości, a gwarantuje, że się ze sobą pogryzą.

Zacznę od produkcji oryginalnej. Reżyserem obrazu jest wyżej wspomniany Nakata. Za podstawę scenariusza, którego jest współtwórcą znowu posłużyła powieść Koji Suzuki.

dark water

Fabuła filmu stanowi historię rozwódki, która walczy z mężem o opiekę nad córką. Kobieta nie jest w najlepszej sytuacji finansowej toteż postanawia tanim kosztem wynająć obskurne mieszkanko w mało prestiżowej dzielnicy Tokio. Na kiepski wystrój można by przymknąć oko jednak cały budynek zdradza objawy nawiedzenia. Są one ledwie zasygnalizowane, oparte raczej o odczucia niż o wydarzenia. Coś jest w tym upiornym bloku.

dark water

Wrażenie grozy rośnie wraz z plamą wilgoci na suficie mieszkania Yoshimi. Po raz kolejny zagrożenie łączone jest z rzeczą prozaiczną- wodą. Aż strach odkręcać kran.

dark water

Bohaterka chcąc uchronić córkę przez złowrogą siłą dociera do smutnej prawdy o losie pewnej lokatorki, malej dziewczynki w żółtym płaszczyku przeciwdeszczowym.

W porównaniu z amerykańskim remake, o którym więcej za chwilę “Dark Water” z 2002 roku wypada dużo subtelniej. Zarówno sama historia głównej bohaterki jak i wydarzenia związane z historią ducha nie są tak wyklarowane. Wielu rzeczy trzeba się domyślić, wiele można wytłumaczyć po swojemu, ewidentnie ta swobodna przestrzeń jest całkowicie zagrabiona i wypełniona w filmie produkcji Amerykańskiej.

“Dark water- fatum” powstało w trzy lata później z błogosławieństwem i czynnym udziałem twórcy oryginału. Pewnie dlatego udało się tej produkcji zachować część klimatu z pierwowzoru.

Akcja filmu przenosi się za ocean do Nowego Jorku, gdzie kolejna młoda rozwódka boryka się z ex mężem i problemami finansowymi. Wprowadza się do nieciekawego budynku w nieciekawej dzielnicy, gdzie w strugach nie przerwanie padającego deszczu będzie się starać poukładać swoje życie. Podobnie jak to było w oryginalnej historii jej córeczka, Ceci znajduje na dachu budynku dziewczęcy plecaczek, zaś matka z niepokojem obserwuje rozrastającą się na suficie plamę wilgoci.

dark water

dark water

Od tego momentu fabuły obydwu filmów zaczynają się rozjeżdżać. Nie dlatego, że amerykański twórca zaplanował sobie inną przyszłość dla swoich bohaterek. On po prostu w zupełnie inny sposób operuje wątkami nawiedzenia.

Dorzuca więcej oczywistości, wyraźniej rysuje przed widzem charakter i problemy głównej bohaterki, wprowadza na arenę bardziej charakterystycznych bohaterów drugoplanowych i wreszcie wyrzuca na blat historię dziewczynki w żółtym płaszczyku. Klaruje, tłumaczy, objaśnia, wskazuje palcem.

Obydwa filmy opowiadają o tym samym, ale w zupełnie inny sposób, każdemu według potrzeb. Fabuły, szczególnie historia nieszczęsnego ducha nie wydają się szczególnie oryginalne – nie dla tych, którzy znają starsze produkcje Nakaty. Mnie w obydwu filmach najbardziej interesował klimat. Ponure miasto, goszczące smutnych bohaterów, stojących w strugach deszczu.

dark water

Moja ocena:

Dark Water (2002): 7/10

Dark Water-Fatum (2005): 7+/10


W skali brutalności:0/10

Człowiek człowiekowi kostmitą – po raz kolejny

Invasion of the Body Snatchers/

Inwazja łowców ciał (1978)

inwazja łowców ciał

“Inwazja łowców ciał” w reżyserii Philipa Kaufmana z 1978 roku jest pierwszym remake “Inwazji porywaczy ciał” z 1956 roku , tudzież drugą ekranizacją powieści Jacka Finney “Inwazja porywaczy ciał”.

Jak na drugie podejście do tematu przebiegłego ataku obcej formy życia na mieszkańców ziemi utrzymuje dobry poziom. W moim przypadku nadal wolę pierwszą ekranizację tej historii, zaś drugie miejsce oddaje najmłodszemu remake “Inwazja” z 2007 roku. Zamierzam dać szansę także filmowi z lat 90. Ostatni seans na pewno rozstrzygnie komu w moim skromnym mniemaniu należy się palma pierwszeństwa.

Miałam ogromną ochotę na “Inwazję łowców ciał”. Udział Donalda Sutherlanda jest praktycznie gwarantem udanego obrazu toteż miałam wobec niego pewne oczekiwania, które spokojnie mogę powiedzieć zostały spełnione.

inwazja łowców ciał

Od pierwszej ekranizacji różnią go przede wszystkim czas trwania. Nowszy film jest dłuższy o bite pół godziny, co z kolei wpływa na sposób prowadzenia fabuły. “Inwazja łowców ciał” jest zdecydowanie bardziej rozbudowana fabularnie, dłuższy wstęp, dłuższe zakończenie i nieco więcej elementów w środku.

Główny bohater, w którego wciela się Donald nie jest psychiatrą, jak to było w przypadku najstarszego i najnowszego filmu, lecz naukowcem pracującym w Amerykańskim departamencie zdrowia.

W tym samym miejscu pracuje także jego koleżanka Elizabeth, która jako pierwsza z bohaterów doświadcza niezwykłego zjawiska. Po tym jak przynosi do domu nie znany jej dotąd kwiat stwierdza nazajutrz, że jej narzeczony jest… inny. Schemat powtarza się w wielu przypadkach w całych stanach. Tajemnicza roślina rozprzestrzenia się a wraz z jej przyrostem coraz więcej ludzi zmienia się w zimnych i wypranych z emocji.

inwazja łowców ciał

Akcja pierwszej ekranizacji toczyła się w małym miasteczku na południu, natomiast Kaufman postawił na metropolię. Paranoja jaka ogarnia San Francisco doskonale współgra z szaleństwem rodzącym się w głowach poszczególnych protagonistów.

inwazja łowców ciał

inwazja łowców ciał

Elizabeth nie łatwo jest znaleźć osoby, które dadzą wiarę jej relacjom ze zmiany jaka dokonała się w jej narzeczonym.

Przełomem okazuje się moment, w którym bohaterzy stają się naocznymi świadkami ‘przeobrażenia’. Matthew wykreowany przez Sutherlanda odnajduje swojego przyjaciela Jacka, a raczej jego klona w trakcie formowania. Minimalistyczne aczkolwiek bardzo udane efekty sprawiają, że scena ta robi piorunujące wrażenie.

inwazja łowców ciał

Drugim mocnym akcentem jest już odnalezienie formującego się kolna Elizabeth. Od tego momentu akcja znacznie przyspiesza, aż w końcu ujrzymy także jak roślina tworzy nie jeden a kilka ulepszony wersji głównego bohatera, Matthew.

Jestem zdecydowanie na tak, dla drugiej ekranizacji “Inwazji porywaczy ciał”. Zmiany jakie wprowadzono w fabule oceniam na plus, jednak to, co najbardziej podobało się w obrazie Kaufmana to wszechobecna paranoja.

inwazja łowców ciał

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

Walory techniczne:8

70/100

W skali brutalności:1/10