Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

Przed oczami duszy mojej

Life before her eyes/ Życie przed oczami (2007)

życie przed oczami

Diana jest nauczycielką historii sztuki, ma kochającego męża, profesora filozofii, którego poznała jeszcze jako małolata i niesforną córeczkę, Emmę. Na jej szczęśliwym, można by rzecz, życiu odciśnięte jest jednak trwałe piętno. Gdy Diana miała siedemnaście lat przed jej oczyma rozegrała się tragedia. Jej szkolny kolega wtargnął do budynku liceum z karabinem i zastrzelił bardzo wiele osób. W tym przyjaciółkę Diany, Mauren.

Kobieta czuje się winna. To za jej przyzwoleniem wariat pozbawił życia młodą dziewczynę. Teraz, w wiele lat po masakrze w miejscowym liceum, poukładane życie Diany zaczyna się rozpadać. Tak, jakby los odbierał jej to, na co tak naprawdę nigdy nie zasłużyła.

życie przed oczami

Scenariusz thrillera “Życie przed oczami” powstał w oparciu o powieść Laury Kasische. Nie natrafiłam na polskie wydanie książki, co wcale mnie nie dziwi.

Bardzo lubię ten film i często zdarza mi się do niego wracać. Nie do końca przekonuje mnie określanie go thrillerem, zdecydowanie bliżej mu do dramatu, nie mniej jednak historia jest bardzo ciekawa i warto się z nią zapoznać.

“Życie przed oczami” to obraz, którego fabuła biegnie dwutorowo.

‘Bieżącym’ wydarzeniom w życiu Diany towarzyszą retrospekcje z czasów, gdy była nastolatką. Z dnia, gdy Michael szalał z bronią po szkole, a ona i Mauren czekały na śmierć w toalecie. Z dni poprzedzających tragiczne wydarzenie. Dni obrazujących życie i charakter Diany, gdy była młodziutka. Dni wypełnionych zabawą i niecierpliwym oczekiwaniem na dorosłość.

Diana była nieco pogubioną dziewczynką, wchodziła w nieciekawe związki z facetami, lubiła się naćpać i nie przepadała za nauką. Była jednak bardzo wrażliwa i bystra, choć postrzegała siebie jako istotę bez serca.

Mauren była jej przeciwieństwem. Skromna, religijna, poważna. Dobra przyjaciółka. Z chwilą, gdy w szkolnej toalecie na pytanie Michaela  odpowiedziała: “Zabij mnie“, tym samym ratując Dianę, ostatecznie udowodnia swoją wartość jako człowieka.

Natomiast Diana przez resztę swojego życia będzie musiała żyć wyrzutami sumienia…

życie przed oczami

Tak można opisać ten film jeśli oprzemy się na tym co uważamy za rzeczywiste.

Fabuła kilkakrotnie zatrzymuje się w punkcie umiejscowionym czasowo na kilka dni przed strzelaniną. Gdy Diana  przysłuchuje się dającemu wykład profesorowi filozofii. Mówi on o sumieniu: sercu człowieka, głosie boga. O milionach możliwości jakie ma człowiek, o alternatywnych rozwiązaniach.

Dlaczego to tak ważny moment w filmie?

Sami musicie obejrzeć:)

życie przed oczami

Dla tych, którzy znają już historię moja mała refleksja w spoilerze.

SPOILER: Kiedy wreszcie poznajemy zakończenie tej historii widzimy umierającą, nastoletnią Dianę leżącą na podłodze w szkolnej toalecie. Nie pozwoliła Mauren zginąć.

Można powiedzieć, że sceny poprzedzające to wydarzenie są miejscem, w którym Diana rozważa możliwości. Tak rodzi się historia dorosłej kobiety. Diany, która przeżyła, Diany, której udało się uwieść profesora, który wpadł jej w oko, Diany, która się ‘ogarnęła’ i teraz jest matką, żoną, nauczycielką.

Kiedy dziewczyna decyduje się poświęć dla koleżanki cały obraz zaczyna znikać. Najpierw widzi swojego męża z inną kobietą, później znika jej córeczka, która przecież nigdy nie przyszła na świat, na koniec znika ona sama. Bo wybrała inną możliwość. KONIEC SPOILERA.

życie przed oczami

“Życie przed oczami” to bardzo przemyślany i dobrze zrobiony film. Posiada swoje drugie dno i potrafi zaskoczyć, gdy następuje finał tej historii. To trochę taka filozoficzna przeprawa w głąb pojęcia człowieczeństwa.

Jego bohaterką jest nastolatka, bo to właśnie w tym wieku nie rzadko podejmujemy decyzje, które zaważają na reszcie naszego życia.

Zarówno reżyser i scenarzysta obrazu są mi znani z innych ciekawy produkcji. Vadim Perelman, jeśli dobrze pójdzie, wypuści w przyszłym roku film z Anthonym Hopkinsem- czekam. Wcześniej nakręcił bardzo dobry “Dom z piasku i mgły”.

Scenarzysta, natomiast odpowiadał za “Legendy sowiego królestwa”- tak, lubię bajki, a ta jest wyjątkowo fajna – i za dość intrygujący thriller “Piętno przeszłości”.

Za zdjęcia, piękne, artystyczne odpowiada nasz drogi rodak, Paweł Edelman, zaś muzyka jest dziełem Jamesa Hornera, o którego talencie do robienia soundtracków nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Nie wiem, czy lubicie Umę Turman, ja np. jej nie znoszę. W “Życie przed oczami” wciela się w dorosłą Dianę. W jej młodszą wersję wciela się natomiast Evan Rachel Wood, którą wręcz przeciwnie, uwielbiam.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Gorąco polecam Wam ten film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:10

klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Zask0czenie:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10


Konkurs

KONKURS!

Dziś mam dla Was coś specjalnego. Specjalny konkurs:) Tym razem o wygranej nie zadecyduje przypadek, jak wtedy, gdy muszę losować zwycięzce spośród osób, które wykazują największą znajomość tematu, lecz ja. Tak, bójcie się.

Nie będzie zagadek, zaś będą zadania.

Do konkursu zapraszam szczególnie tych, którzy lubią pisać długie komentarze do recenzowanych filmów, będziecie mieli okazję wyżyć się twórczo 😉

W mailach kierowanych, tradycyjnie, na adres: biblia_horroru@o2.pl musicie napisać:

1. Jak trafiliście na mojego bloga, bo jestem ciekawa skąd przybywacie.

2. Co Wam się podoba na blogu a co nie, tylko bez wazeliniarstwa i przynudzania o błędach ortograficznych;)

3. Jaki film z zrecenzowanych tu pozycji spodobał Wam się najbardziej?

i ostanie główne zadanie, które zadecyduje o zwycięstwie:

4. Napisz reckę filmu lub książki z gatunku grozy. Nie chodzi mi o Wasze ulubiony, czy znienawidzone tytuły. Warunek jest tylko jeden:

To musi być pozycja, której nie ma na moim blogu. No, i musi mi się podobać.

Należy też ocenić ‘produkt’ w takich kategoriach w jakich ja to robię, czyli jeśli będzie to film w skali od 1 do 100 biorąc po uwagę 10 pod skal: straszność, klimat, napięcie, zaskoczenie, walory techniczne, oryginalność, to coś, aktorstwo, fabuła, zabawa.

Jeśli będzie to książka, od 1 do 10.

Nie sugerujcie się moim gustem, to ma być Wasza subiektywna ocena.

Wymogi są właśnie takie, bo chcę opublikować na blogu najlepszą propozycję w ramach ‘standardowego wpisu’ – oczywiście zaznaczając autorstwo zwycięzcy.

Po za wątpliwym zaszczytem zaistnienia na Biblii horroru do zwycięzcy powędrują dwie książki ufundowane przez wydawnictwo Videograf. Bardzo fajne książki:)

Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko

pan na wisiołach

Pan na Wisiołach. Krzyk mandragory

pan na wisiołach

 

Konkurs trwa do 26 sierpnia.

Egzorcyzm, nie pierwszy i nie ostatni

Last exorcism/ Ostatni egzorcyzm (2010) &

Last exrcism 2/ Ostatni egzorcyzm 2 (2013)

ostatni egzorcyzm

ostatni egzorcyzm

Wielebny Cotton Marcus nie jest człowiekiem wiary. Mimo to od wielu lat z sukcesem zajmuje się sprawami kościoła, ściślej mówiąc jest egzorcystą. Sam przyznaje, że w XXI wieku opętania mają się całkiem dobrze i można na tym zarobić.

Swój ostatni egzorcyzm przed ’emeryturą’ zamierza odprawić przed kamerami bezlitośnie obnażając naiwność i ciemnotę ludzi, a także własne wyrachowanie w czerpaniu zysków z powyższych przymiotów.

Dostaje zlecenie od pewnego farmera z Luizjany – stanu słynącego z wszelakiego zabobonu – który domniema, że jego szesnastoletnia córka jest opętana przez demona. Źle się zachowuje, ‘dokucza’ zwierzętom, na koniec nic z tego nie pamiętając.

Wielebny wraz z ekipą dokumentalistów wyrusza do domu Louisa Sweetzera odstawić swoją szopkę.

ostatni egzorcyzm

Pamiętam, że kiedy cztery lata temu obejrzałam trailer “Ostatniego egzorcyzmu” byłam szalenie na niego napalona. Robił wrażenie. Jak się później okazało, praktycznie wszytko, co było godnego uwagi w tym filmie zostało zawarte w spocie reklamowym. Wiele więcej tam nie mamy.

Początek seansu to krótkie pourywane wywiady, wypowiedzi głównego bohatera, który klaruje widownio to, co większość i tak wie: że wspólnoty religijne oparte są na manipulacji, że mają za zadanie zmniejszyć lęk ludzi przed tym, co nie zbadane dając abstrakcyjne, ale pełne patosu odpowiedzi na pytania dręczące owieczki. Że opętania to pic itp.

Nasz cynik z całym majdanem przekory i ironii wyrusza na swoją ostatnią misje. Po rozmowie z ojcem opętanej odprawia szybkie ‘czary mary’, inkasuje okrągłą sumkę i myk do hotelu.

Jego zdziwienie jest przeogromne, gdy wyegzorcyzmowana dziewczyna robi mu nocą wizytę w pokoju. Od tego momentu zaczyna się właściwa akcja filmu. Facet zaczyna mieć wątpliwości. Może z tą młodą jest coś na rzeczy? Może nie chodzi tylko o zwrócenie na siebie uwagi? Może rygoryzm religijny na stałe poprzestawiał jej klepki?

Postać cynika, który będzie musiał zmierzyć się z czymś, co nigdy nie miało miejsca w jego życiu, w jego świadomości, to typowy bohater filmów o opętaniach, czy nawiedzeniach. Twórcy wystawiają takiego, a nie innego protagonistę licząc, że niedowiarkom będzie łatwiej się z nim utożsamić. Że w pewnym momencie seansu z filmem, zaczniemy przeżywać to co on, zaczniemy wierzyć w nadnaturalny charakter zjawiska, co automatycznie przełoży się na wiarygodność całego filmowego przedsięwzięcia. Być może czasem się to sprawdza.

Drugim chwytem jaki stosuje reżyser jest wykorzystanie formuły paradokumentu, ale na to już chyba nikt się nie nabiera:)

Tak, czy inaczej starania twórcy by wymusić w widzu ‘kryzys niewiary’ są tęgie.

Z pomocą przychodzi mu także inny bohater, a raczej bohaterka. Nel, świetnie wykreowana przez Ashley Bell. Mała dźwiga na swoich barkach ciężar całego filmu. Ta postać zdecydowanie się udała. Biedne dziewczę, które pierwszy raz widzi na oczy martensy i pała do nich pożądaniem. Wygląda jak zabiedzona pasterka owiec, a jej zachowanie i wypowiedzi świadczą o tym, że religijny tatuś wyprał jej mózg.

ostatni egzorcyzm

Nasz egzorcysta patrzy na nią z politowaniem, ale dopiero w drugiej połowie filmu autentycznie angażuje się w jej sprawę. Dokładnie wtedy, gdy okazuje się, że szesnastolatka żyjąca na bezludziu, odcięta od świata i rówieśników jest w ciąży. Tu mężczyźnie zapala się czerwona lampka. Czyżby religijny wdowiec praktykował w domu Fritzlowski model rodziny?

Sprawy nie ułatwiają kolejne psychiczne odjazdy Nel, którą doprawdy ciężko okiełznać. W tym momencie uświadczymy kilku zgrabnie nakręconych sekwencji ukazujących domniemaną demoniczność Nel. Mordowanie kota mogli sobie darować, ale po za tym wrażenie jest całkiem pozytywne.

ostatni egzorcyzm

No i mamy finał, wyprorokowany w radosnej twórczości małej Nel. Całkiem nieźle to wygląda.

Gdyby skupić się tylko na fabule i aktorstwie mogłabym uznać ten film za całkiem udany, ale… Wszytko pogrzebała realizacja. Jest to jeden z tych paradokumentów, które niemożliwie mnie wkurwiały sposobem kręcenia. Kamera jest totalnie niestabilna, obserwujesz obraz i nie wiesz o co chodzi. Ten film składa się w zasadzie ze zmontowanych migawek, nie ma tu praktycznie dłuższych ujęć.

Nie byłam w stanie czerpać przyjemność ze śledzenia akcji, bo dostawałam oczopląsu. Szkoda, że twórcy zawierzyli konwencji found footage, bo to automatycznie obrzydza ten obraz moich oczach.

Inaczej sprawa ma się z kontynuacją “Ostatnich egzorcyzmów”. Ha, zabawne. “Ostatni egzorcyzm 2”. Brzmi to nieporadnie. Ale kto by się tym przejmował, jeśli w grę wchodzi godziwa gratyfikacja finansowa i praktyczne półdarmowa promocja napędzona popularnym już tytułem?

W trzy lata po premierze “Ostatniego egzorcyzmu” inny reżyser doszedł do wniosku, że ostatni egzorcyzm jednak nie będzie ostatnim.

Jako że ekipa dokumentalistów i wielebny nie przeżyli pozostało skupić się na Nel. Tylko ona  i jej ojciec zostali ze starej obsady.

Nowy twórca odwraca się plecami do modnego paradokumentu i klei swój film w klasyczny sposób. Niewiele to daje, jeśli mam być szczera, bo tu z kolei mamy bardzo słaby pomysł na fabułę:

Nel udaje się wydostać z wiochy nawiedzonych sodomitów i trafia do ośrodka dla dziewcząt po przejściach. Tu zaczyna układać sobie życie, ale demon nie daje jej żyć. Bo się w niej zakochał. (hahaha). Rzęsiste brawa, zakochany demon, tego jeszcze nie było.

ostatni egzorcyzm

Litość i trwoga ogarnia mnie na myśl o tym, że ktoś był gotowy wyłożyć kasę na taki pomysł. Ton tej opowieści jest jak najbardziej poważny, choć treść wskazywała by raczej na pastisz. Nawet siła napędowa pierwszej produkcji, czyli odtwórczyni roli Nel porusza się po nowym planie filmowym w lekkim zagubieniu. Jakby zupełnie wypadła z roli, albo nie wiedziała, z której strony ugryźć ten potężny kawał kału, który służy tu za scenariusz.

Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że ta kontynuacja będzie nieprzemyślanym skokiem na kasę.

Słowem podsumowania mogę powiedzieć tyle: Pierwszy z dwóch ostatnich egzorcyzmów jest do strawienia. Ma ode mnie plus za fabułę, bardzo typową, ale jest to schemat, który się sprawdza, nie zależnie o tego ile razy będzie się go wałkować. Niestety forma przekazu jest bardzo słabo przyswajalna dla kogoś kto nie ma cierpliwości do latającej kamery – to znacznie obniża ocenę. Druga część to pomyłka i nieporozumienie.

Moja ocena:

Ostatni egzorcyzm: 5+/10

Ostatni egzorcyzm 2:  3-/10

Polowanie na Jacoba

Jacob  (2011)

jacob

Miejscowy policjant zastaje małego Josha kręcącego się koło zrujnowanego domostwa, owianego bardzo złą sławą. Opowiada ciekawskiemu chłopcu historię jego mieszkańców, miejscowego mechanika i jego rodziny.

To historia z cyklu ‘zemsta dziwaka’.

Zaczyna się od tego, że mężczyzna dziedziczy nawiedzony, wg. lokalnych opowieści, dom. Całkowicie poświęca się remontowi, a każdego kto próbuje go odciągnąć od roboty brutalnie atakuje. Wkrótce facet całkowicie fiksuje i trzeba go odstrzelić jak chore zwierzę.

Osieroca opóźnionego w rozwoju syna, Jacoba. Chłopiec wyrasta na wielkiego jak góra chłopa, budzącego drwinę, ale także strach. Jedyną bliską mu osobą jest mała siostrzyczka, Sisy. Strach pomyśleć, co zrobiłby Jacob, gdyby ktoś uczynił małej krzywdę…

jacob

Film Larrego Wade Carrella (scenarzysta, reżyser, aktor i montażysta…) wykorzystuje motyw upośledzonego, wykluczonego społecznie olbrzyma o gołębim sercu. Jacob nie jest urodzonym mordercą. Reaguje gniewem tylko wtedy, gdy ktoś próbuje zagrozić jego bliskim. Niestety zostanie doprowadzony do ostateczności.

jacob

Ciężko mi ogarnąć ten film. Niby wykorzystane tu wątki nie wykluczają się wzajemnie, a jednak każdemu kolejnemu wydarzeniu towarzyszy zgrzyt. Coś tu nie styka. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że scenariusz jest mocno niedopracowany, a historia jest poprowadzona ‘po łepkach’.

Nie dziwi mnie to w ogóle, jeśli weźmie się pod uwagę, że za tak wiele elementów w tym filmie odpowiada jedna osoba. Gdyby Larry był geniuszem filmu za pewne by podołał, ale geniuszem zdecydowanie nie jest, i osobiście wątpię w jego talenty.

Po za kulawym scenariuszem mamy tu jeszcze bardziej kulawą obsadę. Jedyną osobą wybijającą się ponad ten nizinny poziom jest odtwórczyni roli małej Sisy. Cała reszta męczy się na planie filmowym prawdopodobnie zastanawiając się, co tu robią. Wypluwają z siebie nierzadko nonsensowne kwestie, które w połączeniu z ich nie wątpliwie miernym warsztatem kształtują mało wiarygodne postaci.

Dobre słowo mogę dać jedynie Stacy Davidson za zdjęcia. Niektóre ujęcia, jak chociażby to z Jacobem niosącym Sisy polną drogą, są bardzo udane. Niestety żeby zrobić dobre zdjęcia trzeba mieć co uwiecznić, w przypadku “Jacoba” nie było zbyt wielu takich okazji.

jacob

Całość słabiutka, szczególnie druga połowa filmu, nuży i nie pokazuje nic, co można by uznać za interesujące.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie: 4

Zaskoczenie:3

Zabawa:4

Aktorstwo:4

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:4/10

Kolejna noc z żywymi trupami

Night of the Living Dead/Noc żywych trupów (1990)

noc zywych trupow

Barbara i jej brat John odwiedzają położony na prowincji cmentarz, gdzie ostatnimi czasy spoczęła ich matka. Mężczyzna urządza sobie drwiny z lękliwej siostry próbując ją nastraszyć perspektywą ataku potwora. Dziwnym zbiegiem okoliczności po chwili na scenę wkracza nieświeżo wyglądający pan, który atakuje rodzeństwo z wyraźnym zamiarem pożarcia.

noc zywych trupow

Brat ginie w walce z przeciwnikiem zaś Barbara ucieka znajdując schronienie w położonym nieopodal domu. Tu spotyka czarnoskórego mężczyznę, i inne osoby próbujące skryć się przed wszędobylskimi potworami. Owymi potworami są oczywiście żywe trupy, ale z tego nasi bohaterzy jeszcze nie zdają sobie sprawy.

noc zywych trupow

Jakoś wcześniej nie miałam ochoty zapoznać się z remake słynnego, wręcz prekursorskiego zombie movie George’a Romero. Z zasady nie kręcą mnie filmy o zombiakach, z reguły stanowią kalkę tego samego scenariusza, zmieniają się tylko miejsca i bohaterzy. Po co więc zawracać sobie głowę kolejnymi popłuczynami po “Nocy żywych trupów“?

Przekonały mnie do tego opinie wielu widzów, mówiące o tym, że remake wyreżyserowany przez Tom’a Savini (jego jedyny film), z pełnym błogosławieństwem Romero, jest lepszy od oryginału. Wiem, że czasami tak się zdarza, a jako, że “Noc żywych trupów” z ’68 należy to tego nielicznego grona filmów o zombie, które zapadły mi w pamięć postanowiłam sprawdzić tę kwestię. I co?

I nic. Nie zgadzam się z tym, że remake jest lepszy. Może charakteryzacja zombie jest tu może trochę bardziej a’la Fulci, może zakończenie jest ciekawsze, ale ja zostanę wierna oryginałowi.

noc zywych trupow

To na pewno kwestia tego, że uwielbiam stare horrory. Im starszy tym lepszy, wygrzebuje te truchła, często nieme, często zapomniane z nadzieją, że ktoś wreszcie doceni ich urok.

Kolorowy remake, ma swój klimat, owszem, akcja jest wartka, makabreska liczniejsza. Aktorstwo nie najgorsze. Ja mimo wszytko tęskniłam, za mniej zgniłymi, bladolicymi i jeszcze powolniejszymi zombie.

noc zywych trupow

Nie wiem, czy zauważyliście, jakiego rozpędu na przestrzeni lat nabrały żywe trupy. Porównajcie tempo w jakim się przemieszczali w “Nocy żywych trupów” w 1968 i jak zapierdzielali falami w World War Z. Świat pędzi na przód więc i zombie muszą przyspieszać. Cywilizacja jest bezlitosna…

Moje ostanie słowo: doceniam, szanuje, ale nie oddam pierwszeństwa.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:7

68/100

W skali brutalności:5/10