Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Załóż niebieską sukienkę

Victim/ Ofiara (2010)

victim

Pewien facet zostaje uprowadzony z parkingu przed barem. Trafia do okazałego domu, praktycznie pałacu, lecz nie dla niego luksusy. Zostaje wtrącony do piwnicy, zamknięty za kratami. Wkrótce odwiedza go starszy pan, właściciel domu, zleceniodawca porwania i wybitny chirurg. Oświeca młodzieńca, że weźmie udział w ważnym eksperymencie, że razem dokonają wielkich rzeczy. Nie trudno się domyślić, że eksperyment musi być hardkorowy, skoro młodzieńca wielokrotnie trzeba będzie ‘przekonywać’ przemocą.

victim

victim

Początek filmu nie nastroił mnie optymistycznie. Bardzo nie podobało mi się prowadzenie kamery, jakieś takie chaotyczne. Ogólnie zdjęcia marne jakościowo, a sposób kręcenia poszczególnych scen kojarzył mi się z amerykańskimi serialami sensacyjnymi z lat ,90.

Jednak historia zaczęła wciągać.

Nasza tytułowa ofiara w swojej celi ma do dyspozycji skromną strawę serwowaną przez upośledzonego towarzysza chirurga, brudny materac i pamiętnik, z lektury, którego wynika iż należy od do małej dziewczynki.

Początkowo mężczyzna jest poddawany mało inwazyjnym zabiegom. Zastrzyki, elektrowstrząsy. Zaczynamy się niepokoić, gdy lekarz wypala mu linie papilarne na palcach.Ewidentnie dąży do tego by pozbawić ofiarę tożsamości. Swoją drogą dość kijowo się do tego zabiera, bo współcześnie można zidentyfikować człowieka na podstawie wielu innych rzeczy, ale mniejsza…

Mocniejsza jazda zaczyna się gdy lekarz wyznaje mu, co zawierają zastrzyki, które ofiara dostaje w dupsko. Pierwsza z operacji chirurgicznych potwierdza nasz mniemania na temat celu eksperymentu.

Swoją drogą większość widzów domyśli się wszystkiego dużo wcześniej i wcale nie dzięki bystrości umysłu. Po prostu w roku 2011 wyszedł film, dużo lepszy i głośniejszy z łudząco podobną fabułą. Dodam, że ów obraz powstał w oparciu o książkę, którą mogli inspirować się także twórcy “Ofiary”. Czy tak było, czy nie faktem jest, że pomysł, który wydaje się szalenie oryginalny i odjechany wcale takim nie jest. Widzowie, którzy nie widzieli wspomnianego filmu – tytułu nie podam, żeby nie robić spoilera – owszem mogą być pod wrażeniem, ja do tych szczęśliwców nie należę. I jedno co mogę powiedzieć to to, że “Ofiara” jest filmem niezłym. Tylko tyle, bo znam tę historię opowiedzianą w lepszym wydaniu.

victim

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

Zaskoczenie:5

53/100

W skali brutalności:3/10

Klątwa zatajenia – ciąg dalszy

Starzyzna, Bisy, Bisy II – Stefan Darda

stefan darda

stefan darda

stefan darda

Dziś za jednym zamachem załatwię trzy części powieści “Czarny wygon”, która ma swój początek w “Słonecznej dolinie“, części pierwszej serii Stefana Dardy.

Wszystkie powieści, o których mowa rozgrywają się na Roztoczu. Miasteczka i wioseczki, takie jak Guciów, Adamów, Bliżów stanowią miejsce akcji, ale wszytko zaczęło się w zapomnianej przez boga i ludzi “Starzyźnie”.

Od nazwy wioski pochodzi tytuł drugiego tomu “Czarnego wygonu”. I od niej zacznę.

Bohater powieści Witold Uchman w zrywie altruizmu postanowił zdjąć z nieszczęśników klątwę zatajenia. Chce pomóc poznanemu w pierwszym tomie Rafałowi, któremu udało się uciec, jednak jarzmo klątwy nalej zaciska się na jego piersi.

Z lektury “Słonecznej doliny” czytelnik dowiaduje się o przyczynach dziwnych zdarzeń w Starzyźnie. Wiemy już dlaczego czas zatrzymał się w roku 1952, dlaczego mieszkańcy nie mogą opuścić osnutego mgłą miejsca – przyczyną jest klątwa zatajenia. Żeby ją zdjąć należy ujawnić okoliczności w  jakich powstała, ale żeby można było tego dokonać najpierw trzeba się dowiedzieć dlaczego została rzucona.

Sporo wskazówek pojawiło się już w tomie pierwszym lecz dopiero, gdy Uchman zdecyduje się na wizytę w wiosce wszystkie karty zostaną odkryte.

Zdecydowanie “Starzyzna” utrzymuje klimat jaki posiadała “Słoneczna dolina”. Jest duszno i nieprzyjemnie. Nasz bohater jest samotny, równie mocno, jak ludzie i upiory skazane na wieczność w okolicy Czarnego wygonu. Ciągłe prześladowanie przez złe moce i desperackie próby naprawienia krzywd to gwóźdź programu. Bieżące wydarzenia, podobnie jak to było w “Słonecznej dolinie” przeplatane są retrospekcjami z roku 1952 i to dzięki nim poznajemy opętanego księdza i ofiary ślepej wiary. Mocna rzecz. Finał historii jest taki jak powinien. Nie do końca klarowny, dający nadzieję, ale i podcinający skrzydła. Dramatyczny. Owszem, pewne wątki nie zostały do końca wyczerpane, ale jeśli o mnie chodzi na tym powinna zakończyć się ta historia, jednak na mojej półce czekały jeszcze dwa kolejne tomy…

stefan darda

Liczyłam, że “Bisy” i “Bisy II” nie będą tak kurczowo trzymać się przewałkowanych wątków z poprzednich części. Nadzieję na to dał mocny wstęp, stanowiący jednocześnie osobne powiadanie “Słowo czarnego”.

Niestety autor wprowadził je tylko po to by na powrót przetargać naszego kulawego dziennikarza po bezdrożach Roztocza.

Pierwsza część “Bisów” jest bliska katastrofie. Pojawia się wielu nowych bohaterów, ale zasadniczo nikt szczególnie interesujący. Pomysł z postacią Czarnego jest dobry, ale moim zdaniem pod wieloma względami niedopracowany. Zły duch, chyba tak go można nazwać, szuka ofiar. Kogoś, kto sprzeda mu swoją duszę w zamian za drobne usługi. Opętuje ludzi by sprowadzić na nich nieszczęście. Brzmi nieźle, ale… no właśnie, jakie jest moje ‘ale’?

Miałam uporczywe wrażenie, że autor rzucił pomysł i nie bardzo wie, co dalej. Pierwszy tom “Bisów”, to nieustanna podróż. Uciekamy, wracamy, martwimy się i tak w kółko.

Darda chyba niesiony tą obrzydliwą modą na wątek romansowy w horrorach obdarzył Uchmana kobiecym towarzystwem. Janka spędza mu sen z powiek tak samo jak problem z Czarnym.

Do tego dochodzi dziwna i niejasna sprawa z przyjacielem Uchmana, który utknął w Starzyźnie. Teraz zamiast wielce klimatycznych opowieści z przed lat przerywnikiem dla właściwej akacji są ‘rozmyślania’ Adama. Boże, co za nudziarz… Cały czas się modli i pokłada nadzieję w bogu. Ton jego wypowiedzi brzmi jak psalm, albo gorzkie żale.

Niestety ten religijny ton udziela się też innym bohaterom, którzy z kroku na krok robią się coraz bardziej katolscy, po to by w następnej części, to jest “Bisy II”, obwieszać się krzyżami i pic wodę święconą. Księży na arenie też coraz więcej. Mimo wszytko jeśli mam wybierać, to finał serii, czyli “Bisy II” jest już lepszy niż “Bisy”. Oczywiście uważam, ze wątki cudowne odnalezienia córek, wnuczek, synów nieślubnych itp to jakaś tragiczna pomyłka w brazylijski stylu, ale przynajmniej coś się zadziało. Nie wiem czemu Darda zgubił klimat, który w przypadku dwóch pierwszych książek z serii “Czarny wygon” był tak niesamowity. Może pisał trochę na siłę?

Mam nadzieję, że obdarzywszy swoich bohaterów happy endem, który swoją droga pasuje tu jak pieść do oka, wreszcie zaprzestanie wywlekania mało istotnych wątków i skupi się na czymś nowym, świeżym, bo choć odgrzewany kotlet jest strawny to smaku już takiego nie ma. Książka, nie bigos. Życzę autorowi nowych, oryginalnych pomysłów, bo “Słoneczna dolina”, Starzyzna”, czy osobna historia “Dom na Wyrębach” dowodzą, że ma potencjał.

Moja ocena:

Starzyzna: 8/10

Bisy: 4/10

Bisy II: 6/10


Za książki bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf:


http://www.videograf.pl/index.php

Nowy Judasz

The Pact 2/ Nadprzyrodzony pakt 2 (2014)

pact 2

W roku 2012 widzowie mieli okazję obejrzeć niskobudżetowy straszak Nicolasa McCarthy’ego. Teraz do dystrybucji trafił jego sequel, dzieło innych twórców, mianowicie duetu Dallas Richard Hallam i Patrick Horvath.

Historia przedstawiona w filmie silnie nawiązuje do poprzedniej części obrazu. Główną bohaterką jest June, młoda dziewczyna wykonująca niewdzięczną pracę sprzątaczki miejsc zbrodni.

Podobnie jak Annie z The Pact stara się rozwikłać zagadkę zbrodni morderstwa, przy akompaniamencie upiornych wizji i przeczuć. Oczywiście jej zainteresowanie sprawą nie jest przypadkowe, bowiem z chwilą gdy na arenie pojawia się morderca, naśladowca Judasza, którego Annie załatwiła w pierwszej części filmu, nasza bohaterka, June dowiaduje się, że najprawdopodobniej leży w kręgu zainteresowań nowego Judasza. Dlaczego? Zobaczycie sami.

pact 2

Podobnie jak to było w przypadku starszej produkcji budżet nie jest powalający. Ale pozwolił na zaangażowanie całkiem przyzwoitej obsady, stworzenie kilku ciekawych efektów, niezłych zdjęć i całkiem dobrej muzyki.

Atmosfera filmu nie jest tak gęsta i duszna jak to było w “The Pact”, ale nadrabia bardziej wartką akcją. Jak to bywa z naśladowcami, zazwyczaj nie dorastają do pięt swoim pierwowzorom, dlatego też morderca, z którym przyjdzie zmierzyć się June jest dużo mnie interesujący.

Gdyby nie schizy June, jej przekonanie, ze coś czai się w domu i całkiem fajna ekspozycja owych przeczuć w postaci czających się cieni i widmowego Judasza byłoby raczej słabo. Za słabo na horror za nudno na kryminał.

pact 2

Niestety zbyt szybko domyśliłam się tego, kto stoi za krwawym mordem bym mogła uznać ten obraz za odkrywczy. Bardziej zaskoczyła mnie porypana rodzinna historia w części pierwszej. Niemniej jednak muszę przyznać, że jak na sequel nie jest najgorzej.

Spotkamy tu sporo ciekawych postaci, których losy możemy śledzić z pewnym zainteresowaniem. Kilka dobrych typowych dla ghost story scen podnosi poprzeczkę a i próby namieszania w kwestii ‘kto jest temu winien’ zbliżają ten film do poziomu przyzwoitego kryminału. Niestety nie znajdziemy tu nic co można by uznać za odkrywcze, czy oryginalne nad czym ubolewam, ale jeśli chodzi o mój osobisty odbiór to i tak jest całkiem ok.

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:7

Napięcie:6

Fabuła:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

Boli…boli…boli…

Ôdishon/ Gra wstępna (1999)

gra wstępna

Nieśmiały wdowiec Aoyama postanawia znaleźć nową towarzyszkę życia. Jego przyjaciel pracujący w produkcji filmowej podsuwa mu pomysł castingu. Teoretycznie celem konkursu jest wyłonienie odtwórczyni głównej roli w nowym filmie, lecz obecny będzie tam także Aoyama, który wśród kandydatek będzie wypatrywał swojej drugiej połówki. Jakież to japońskie, casting na żonę:)

gra wstępna

W ten sposób mężczyzna poznaje śliczną, dwudziestoczteroletnią Asami, która od razu wpada mu w oko. Jest nie tylko ładna, ale i skromna. Miła, nieśmiała, delikatna. Podobnie jak nasz bohater straciła coś w życiu. W jego przypadku była to ukochana kobieta w jej możliwość zrobienia kariery baletnicy. Wspólne spotkania nieuchronnie zmierzają do zaręczyn, aż pewnej nocy następuje coś… nieoczekiwanego.

Takashi Mike zaczynał jako aktor, dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął kręcić własne obrazy. Nie jestem szczególnie zaznajomiona z jego twórczością (imponującą jeśli chodzi o ilość produkcji), ale bardzo podoba mi się jego specyficzne podejście do snucia filmowych opowieści. Jego “Piętno” zdecydowanie wyróżniało się na tle filmów w serii “Mistrzowie horroru”. Po “Grze wstępnej” spodziewałam się podobnie psychicznej jazdy i to właśnie dostałam.

Właściwa, horrorowa akcja filmu rozpoczyna się dopiero gdy Asami zdecyduje pokazać swemu wybrankowie swoje prawdziwe oblicze. Wcześniej możemy tylko gdybać, że żona idealna jest dość podejrzana. Przyjaciel głównego bohatera nie jest przekonany co do prawdomówności Asami i podsuwa mu pewne sugestie. Wspomina między innymi o tym, że słodka dwudziestka może być zamieszana w zniknięcie pewnego faceta, ale to nie wszystko.

gra wstępna

Kluczem do szaleństwa Asami jest jej przeszłość. Widzimy sceny wskazujące na domową przemoc, niektóre z historii Asami i jej niecodzienny pomysł na ‘grę miłosną’ mogą wskazywać iż ma nierówno pod sufitem. Wszystko jednak pokazane jest w sposób niezbyt klarowny. Jak to w przypadku szaleńca ,nic nie jest pewne. Jak to w przypadku zakochanego człowieka ,niektórych rzeczy się nie dostrzega.

Oświecenie nastąpi w chwili gdy Aoyama wyląduje na dywanie w swoim domu sparaliżowany narkotykiem i w towarzystwie młodej narzeczonej uzbrojonej w różne narzędzia tortur. Tu duże wrażenie robią igły. Takashi Mike ma coś z tymi igłami, co pięknie zaprezentował we wspomnianym wcześniej “Piętnie”.

Jak na ucztę gore, jak niektórzy określają ten film jest za słabo, ale schizoidalny, powiedziałabym, nieco Lynchowski klimat nadrabia sprawę. Jeśli o mnie chodzi to całkowicie mi to wystarcza. Natomiast spragnionych azjatyckiego gore – ale bez porypanych całkowicie chorych akcji – odsyłam do innego filmu z udziałem tego samego aktora, który tu wciela się w naszego głównego bohatera, mam tu na myśli niezapomniany “Klub samobójców”– mocna rzecz.

gra wstępna

“Grę wstępną”, oczywiście polecam, dziwny film, ale dobry.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:7

To coś:7

68/100

W skali brutalności: 4/10

Czuję wstręt

Repulsion/ Wstręt (1965)

repulsion

Młoda Belgijka Carol, mieszka wraz z siostrą w małym mieszkanku w Londynie. Wykonuje pracę manikiurzystki i do tego właściwie ogranicza się jej życie. Nie utrzymuje żadnych relacji z innymi ludźmi. Na swoją siostrę, która ma bardzo lekkie podejście do życia patrzy pogardliwie. Jest smutna, jakby osnuta senną mgiełką, przez którą nikt nie może przedostać się do jej świata.

repulsion

Jedynym uczuciem jakie jej towarzyszy w samotniczym życiu jest nieustanny wstręt, który jest manifestacją jej lęku przed światem. Wszystkie zwykłe ludzkie sprawy dla Carol są czymś ohydnym i niedopuszczalnym. Obsesyjny wstręt przybierze w końcu obraz obłąkańczej i morderczej manii, w którą wpadanie bohaterka z chwilą, gdy zostanie zostawiona sama sobie na kilka dni.

repulsion

“Wstręt” to pierwszy film Polańskiego nakręcony w języku angielskim. Bardzo długo miałam na niego ochotę. Teraz po seansie mogę Wam powiedzieć, że na prawdę warto było po niego sięgnąć.

Pomijając moją fascynację twórczością tego reżysera, bardzo lubię filmy, w których widz ma szansę wniknąć w świat chorego psychicznie bohatera. “Wstręt” zdecydowanie daje taką możliwość.

repulsion

Scenariusz powstał we współpracy Polańskiego z Gerardem Brach’em. Stanowi studium szaleństwa. Nie nagłego psychotycznego epizodu, który wyskakuje zza rogu lecz choroby, która towarzyszy bohaterce przez całe jej życie. Choroby, która powoduje rozpad świata. Obsesje, kompulsje, halucynacje, agresja, lęk, wszytko to składa się na osobowość Carol, anielsko ślicznej i młodej. Dziewczyny, która powinna korzystać z życia, ale… ale nie może, bo choroba odgradza ją od świata.

Już sam sposób filmowania, poszczególne kadry są w jakimś sensie obłędne. Zbliżenia na twarz Carol, jej puste spojrzenie. Zbliżenia na gnijące mięso, drzwi, czy słuchawkę telefonu- symbole zagrożenia jakie niesie za sobą zewnętrzy świat. I ludzie, do których Carol nie czuje nic za wyjątkiem wstrętu. Boi się poczuć coś innego. Szczególnie mężczyźni są dla niej groźni.

repulsion

Większość wydarzeń rozgrywa się w czterech ścianach mieszkania kobiety. Surowe wnętrza, kiepskie oświetlenie. Miałam wrażenie, że brakuje tam tlenu.

I cisza. Carol nie mówi wiele, bo do kogo miałaby się odezwać? Ta cisza wydaje się bardzo intensywna, głośnia – wiem, że to bez sensu, ale takie zgoła paranoiczne wrażenia niesie za sobą ten obraz.

Fabuła to taka przeprawa przez kilka dni z życia wariatki, na podstawie których możemy sobie wyrobić zdanie o całej jej egzystencji.

Szaleństwo nakręca się coraz bardziej, a widz nie otrzyma gotowej odpowiedzi na przyczynę rzeczy, tak jak Carol nie otrzyma antidotum. Ciężar filmu spoczywa na barkach młodej zdolnej i urodziwej aktorki, której należą się ogromne brawa.

Wiem, że Polański mógł tu przemycić swoje refleksje na temat życia emigranta, obcego. Kogoś kto trafia do świata, którego nie rozumie i w końcu ten świat staje mu się obrzydliwy, ale ja wolę go traktować bardziej uniwersalnie.

Wg. mnie “Wstręt” to prawdziwy majstersztyk jeśli idzie o mocne kino psychologiczne. Spokojnie można go podciągnąć pod thriller.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Aktorstwo:10

Walory techniczne:9

To coś:9

Oryginalność:9

84/100

W skali brutalności:2/10