Boli…boli…boli…

Ôdishon/ Gra wstępna (1999)

gra wstępna

Nieśmiały wdowiec Aoyama postanawia znaleźć nową towarzyszkę życia. Jego przyjaciel pracujący w produkcji filmowej podsuwa mu pomysł castingu. Teoretycznie celem konkursu jest wyłonienie odtwórczyni głównej roli w nowym filmie, lecz obecny będzie tam także Aoyama, który wśród kandydatek będzie wypatrywał swojej drugiej połówki. Jakież to japońskie, casting na żonę:)

gra wstępna

W ten sposób mężczyzna poznaje śliczną, dwudziestoczteroletnią Asami, która od razu wpada mu w oko. Jest nie tylko ładna, ale i skromna. Miła, nieśmiała, delikatna. Podobnie jak nasz bohater straciła coś w życiu. W jego przypadku była to ukochana kobieta w jej możliwość zrobienia kariery baletnicy. Wspólne spotkania nieuchronnie zmierzają do zaręczyn, aż pewnej nocy następuje coś… nieoczekiwanego.

Takashi Mike zaczynał jako aktor, dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął kręcić własne obrazy. Nie jestem szczególnie zaznajomiona z jego twórczością (imponującą jeśli chodzi o ilość produkcji), ale bardzo podoba mi się jego specyficzne podejście do snucia filmowych opowieści. Jego “Piętno” zdecydowanie wyróżniało się na tle filmów w serii “Mistrzowie horroru”. Po “Grze wstępnej” spodziewałam się podobnie psychicznej jazdy i to właśnie dostałam.

Właściwa, horrorowa akcja filmu rozpoczyna się dopiero gdy Asami zdecyduje pokazać swemu wybrankowie swoje prawdziwe oblicze. Wcześniej możemy tylko gdybać, że żona idealna jest dość podejrzana. Przyjaciel głównego bohatera nie jest przekonany co do prawdomówności Asami i podsuwa mu pewne sugestie. Wspomina między innymi o tym, że słodka dwudziestka może być zamieszana w zniknięcie pewnego faceta, ale to nie wszystko.

gra wstępna

Kluczem do szaleństwa Asami jest jej przeszłość. Widzimy sceny wskazujące na domową przemoc, niektóre z historii Asami i jej niecodzienny pomysł na ‘grę miłosną’ mogą wskazywać iż ma nierówno pod sufitem. Wszystko jednak pokazane jest w sposób niezbyt klarowny. Jak to w przypadku szaleńca ,nic nie jest pewne. Jak to w przypadku zakochanego człowieka ,niektórych rzeczy się nie dostrzega.

Oświecenie nastąpi w chwili gdy Aoyama wyląduje na dywanie w swoim domu sparaliżowany narkotykiem i w towarzystwie młodej narzeczonej uzbrojonej w różne narzędzia tortur. Tu duże wrażenie robią igły. Takashi Mike ma coś z tymi igłami, co pięknie zaprezentował we wspomnianym wcześniej “Piętnie”.

Jak na ucztę gore, jak niektórzy określają ten film jest za słabo, ale schizoidalny, powiedziałabym, nieco Lynchowski klimat nadrabia sprawę. Jeśli o mnie chodzi to całkowicie mi to wystarcza. Natomiast spragnionych azjatyckiego gore – ale bez porypanych całkowicie chorych akcji – odsyłam do innego filmu z udziałem tego samego aktora, który tu wciela się w naszego głównego bohatera, mam tu na myśli niezapomniany “Klub samobójców”– mocna rzecz.

gra wstępna

“Grę wstępną”, oczywiście polecam, dziwny film, ale dobry.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:7

To coś:7

68/100

W skali brutalności: 4/10

3 komentarze nt. “Boli…boli…boli…

  1. Gość: Surgeon, 163.239.96.*

    Też jestem w trakcie dokształcania się w twórczości Miike. “Grę wtrępną” widziałam już dawno, jeszcze w liceum, i dla mnie to absolutne cudo. Atmosfera szaleństwa i zboczenia jest tak gęsta, że nie zauważa się nawet skąpego wydzielenia mocniejszych scen.

    Widziałam też “Nieodebrane połączenie”. Jest dobre, ale dlatego, że jest bliższe konwencjonalnemu ajzjatyckiemu “ghost story” moim zdaniem nie jest tak godne uwagi jak inne dzieła Miike. Niedawno sięgnęłam po “Piętno” i “Zabójcę Ichi”. 🙂 Ten drugi mnie zachwycił, chociaż nie jest to horror, tylko film gangsterski. Mimo to, reprezentuje sobą niezłą schizę, podobnie jak “Gra wstępna, a może nawet bardziej… Musiałam obejrzeć go dwa razy, by dać radę strawić taką ilość “porąbania” – ta pozycja naprawdę daje w mózg.

    Teraz w kolejce grzecznie czeka “Visitor Q”. 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.