Miesięczne archiwum: Październik 2014

Poe, tak po prostu

Edgara Allan Poe – Wybór opowiadań

poe

Dwa lata temu Świat Książki wypuścił kolejne wydanie opowiadań Poego. Na polskim rynku wydawniczym mamy urodzaj najróżniejszych zbiorów twórczości ‘mrocznego romantyka’, ale tak się składa, że w moje ręce obecnie wpadała akurat ta pozycja.

Od narodzin słynnego amerykańskiego pisarza minęło ponad dwieście lat, a mimo to jego twórczość nie traci na popularności- przynajmniej w kręgach osób zainteresowanych dobrą literaturą;)

Moje pierwsze spotkanie z Poe’m miało miejsce jeszcze w dzieciństwie, kiedy to miałam okazje obejrzeć filmową adaptację jednego z jego najsłynniejszych opowiadań, mianowicie “Grobowiec Ligeji”. Film zrobił na mnie kolosalne wrażenie i chciałbym Wam w tym miejscu skłamać, że jako jaśnie oświecone dziecię zaczęłam czytać Poego w wieku ośmiu lat:) Ale wcale tak nie było. Długo nie zdawałam sobie sprawy z tego. kto jest sprawca moich dziecięcych lęków i na literacką twórczość Poego natrafiłam przez pośrednika, gdzieś w wieku lat trzynastu. Pośrednikiem był inny pisarz, Nabokov mój miły, który z Poego czerpał pełnymi garściami. Śledząc jego pisarskie inspiracje trafiłam na biednego alkoholika z Baltimoore, którego za życia prawie nikt nie traktował poważnie – weźmy choćby politowanie z jakim wyrażał się o nim Dickens.

Poe podobnie jak współczesny król horroru, Stephen King często nazywany duchowym wnukiem Poego, dostarczył filmowcom wielu inspiracji. Opisałam Wam już wiele filmów powstałych w oparciu o jego opowiadania, ale o samych opowiadaniach ani słowa. Teraz jest na to czas.

poe

„Od najwcześniejszych godzin dzieciństwa nie byłem taki jak inni
Nie postrzegałem świata jak inni
Nie potrafiłem zafascynować się rzeczami banalnymi
I z tego źródła wypłynął mój smutek
Nie mogłem pobudzić mojego serca, żeby się dostroiło
A wszystko, co kochałem – kochałem w samotności.”

Zbiór, który wpadł w mojej ręce wygrałam w konkursie u Cat.

Książka kusi piękną, stosownie mroczną okładką z wizerunkiem kruka – stałym rezydentem opowieści Poego. Już kiedyś pisałam o kruku jako strażniku tajemnic w mistyce babilońskiej. Siedem stopni wtajemniczenia i tak dalej. Myślę, że Poe za sprawa swojej twórczości zasłużyłby na tytuł kruka.

Jego twórczość opiera się na mistyce. Większość jego opowiadań to metafizyczne opowieści o naturze śmierci. Poe bardzo bał się umierania. Od momentu śmierci jego ukochanej małżonki myśl o niej prześladowała go nieustannie, dlatego powstało tak wiele opowiadań traktujących o tęsknocie za zmarłą ukochaną, o tym jak trudno pogodzić się ze śmiercią. Tu za przykłady mogą posłużyć trzy pierwsze opowiadania w zbiorze, rzucone na początek, bo chyba z nimi najczęściej kojarzony jest Poe, tj. “Berenika”, “Morella” i “Ligeja”. Kobiety w twórczości Poego zajmują ważne miejsce, często są tytułowymi bohaterkami, katalizatorami nadprzyrodzonych wydarzeń, jakie opisuje pierwszoosobowy narrator. Do kompletu możemy dorzucić jeszcze “Podłużną skrzynie”, czy “Zagładę Domu Usherów”, którego walory jako typowej opowieści gotyckiej są wręcz nie do pobicia. Jeśli chodzi o sam klimat to jest ono moim faworytem.

Podobnie jak Dickens Poe interesował się, bardzo wręcz mesmeryzmem i wiara w hipnotyczne zabiegi również odzwierciedlona jest w wielu jego opowiadaniach. Mnie z historii posiadającej ten wątek najbardziej przypadło do gustu “Prawdziwy przypadek M. Valdemara”, opowieść o umieraniu w mesmerycznym transie. Poe napisał też wiele mniej sfabularyzowanych tekstów o tej tematyce, ale one podobały mi się zdecydowanie mniej. Poego potrafiło ponieść i dla osoby nie wtajemniczonej w te duchowe odjazdy trudno jest nadążyć za jego tokiem rozumowania:).

Poe pisał też opowiadania, które spokojnie można określić mianem kryminalnych, czy też detektywistycznych. W moim zbiorze znalazły się dwa z najsłynniejszych z nich, “Zabójstwo przy rue Morgue” i “Skradziony list” będące częścią tzw. “Trylogii Dupina”, czyli opowiadań o bystrym Dupinie, który dzięki swoim zdolnością analitycznym jest w stanie rozwiązać każdą zagadkę.

W zbiorze znalazł się też mój ulubiony “Wiliam Wilson”. Pisałam wcześniej o jego filmowej adaptacji. To absolutnie fenomenalna historia. Nie typowe opowiadanie grozy osadzone w mrocznym domostwie, z przemykającym duchem zmarłej piękności, lecz historia nosząca znamiona opowieści psychologicznej. Na prawdę mocna rzecz.

Wśród opowiadań nie zabraknie klasyki jak “Serce oskarżycielem”, “Studnia i wahadło”, “Maska czerwonego Moru”, czy “Czarny kot”, zajmujący w moim osobistym rankingu opowiadań Poego miejsce drugie, zaraz za “Wiliamem Wilsonem”. Poe z resztą był wielkim miłośnikiem kotów i często czynił z nich bohaterów w swoich dziełach.

Jeśli chodzi o styl pisarski autora, to cóż, musicie lubić archaiczny język, żeby się w nim rozmiłować. Poe pisze tak, jak autorzy w jego czasach. Używa wielu ozdobników, czyniąc zdania bardziej złożonymi niż jest to niezbędne do przekazania treści. Jego słowa to prawdziwa sztuka, nie środek przekazu.

Cóż mogę Wam powiedzieć na koniec? Czytajcie Poego znajdziecie w nim więcej horroru niż we współczesnych dziełach często nastawionych na tanią groteskę. Poe urodził się, żeby brodzić w tych swoich mrocznych historiach, wiecznie pogrążony w czarnych myślach wydał na świat coś godnego naśladowania.

“Cóż mają począć ludzie, dla których niebo i ziemia to za mało i nie mogą żyć, jeśli nie oczekują innego nieba i innej ziemi? Dla których ich własne życie takie jakim jest pozostaje snem, zasłoną, ciemnym lustrem i nie mogą pogodzić się z tym, że nigdy nie pojmą czym było naprawdę”.

Moja ocena:10/10

 

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru


Cuda i dziwy

V/H/S- Viral (2014)

vhs viral

Powstanie kolejnej części chodliwej noweli filmowej nawiązującej swym tytułem do niesławnych często nagrań VHS, był tylko kwestią czasu. Jak pisałam w starszych recenzjach nie jestem wielką fanką tego pomysłu. Pierwsza część zawiodła mnie dość mocno, natomiast druga wydała mi się już nieco lepsza. Co do trzeciej, jest chyba najgorsza z dotąd powstałych.

Cały obraz liczący sobie osiemdziesiąt minut składa się z czterech segmentów. Historia scalającą jest nagranie młodego chłopaka, obsesyjnego filmowca amatora, któremu marzy się wielka sława w sieci, bycie częścią czegoś większego. Pewnego wieczoru w jego mieście rozpocznie się pościg za szaleńcem w furgonetce. Chłopak koniecznie chce nagrać całe zajście i w tym celu wyłania się na ulicę miasta. W momencie, gdy jest skupiony na łapaniu idealnego kadru pędzącego wozu jego dziewczyna zostaje uprowadzona, przez rzeczonego kierowcę furgonetki.

vhs viral

Ten główny segment będzie starał się łączyć wszystkie pozostałe opowieści grozy, których tu uświadczymy. Oceniam go na 4/10

Pierwszą z nich jest historia magicznego płaszcza, tak, magicznego płaszcza, który daje swojemu posiadaczowi czarodziejska moc. Tym szczęśliwcem jest iluzjonista Dante, który za sprawą tegoż magicznego rekwizytu robi zawrotną karierę.

vhs viral

Niestety płaszcz nie daje nic za darmo, właściciel musi składać mu ofiary z ludzi. Historia raczej słaba, już z samego pomysłu, dziecinnego i naiwnego, nacechowanego wtórnością i skupiająca się na wrażeniach wizualnych, czyli po prostu efekciarstwie.Oceniam go na 4/10

Kolejny filmowy segment to dzieło Hiszpana. W zasadzie jedyny z filmików który się  wyróżnia. Rzecz jest o mężczyźnie, który próbuje skontaktować się ze światem równoległym. Konstruuje drzwi między światami i spotyka alternatywnego siebie. Bohaterzy zamieniają się miejscami na krótkie piętnaście minut, ale to wystarczy, by nasz protagonista dowiedział się zbyt wiele o mieszkańca świata równoległego.

vhs viral

Ten segment oglądałam bez tłumaczenia, w języku oryginalnym, tj. hiszpańskim, więc mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam fabułę. Jestem skłonna dać mu 6/10

Trzecia z historii jest totalnie, tragicznie wręcz, niedorzeczna… Grupa skejterów z Kalifornii udaje się do Tijuany by tam nakręcić filmik ze swoimi popisami. Spotykają tam… coś. Kilku ‘cośów’, którzy wyglądają jak lekko przegnili szamani voodoo.

vhs viral

Owi dziwni ‘cośiowie’ atakują protagonistów i w zasadzie na tym koniec. Oczywiście do pojawienia się tych antybohaterów doprowadza seria niefortunnych zdarzeń będących udziałem skejterów.Oceniam na 2/10

W między czasie pojawiają się jeszcze dwa króciutkie filmiki, ale nie bardzo wiem, czy uznać je jako osobne segmenty, czy jako część głównej historii dotyczącej naszego chłopaczka, któremu uprowadzono dziewczynę.

Jeden dotyczy masakry na grilku, drugi to historia dziewczyny, której seks nagranie trafiło do sieci za sprawą ex chłopaka i faceta, który zajmuje się wrzucaniem do sieci takich amatorskich nagrań o seksualnym charakterze.

Wszystko w “VHS Viral” w zasadzie kręci się wokół internetowej sławy, jaką może dać zaistnienie na Youtube. Nasz główny bohater marzy o nagraniu czegoś co przyciągnie widzów, pościg policyjny? Czemu by nie.

Bohater segmentu o płaszczu Dante, również głodny jest sławy, nagrywa wszystkie swoje popisy włącznie z tymi, gdzie dokonuje zbrodni.

Nie wiem jakie zamiary miał koleś od ‘alternatywnej rzeczywistości’, ale również i on kręcił swoją wycieczkę do innego świata.

Co do chłopców skejterów to ich zamiar popisania się na filmiku wrzuconym do sieci jest czytelny od samego początku.

Finał z udziałem naszego ‘przewodnika’ po segmentach ostatecznie potwierdza, że wszystkim chodziło o to samo. O nakręcenie filmu, na punkcie którego oszaleją widzowie Youtube’a.

Czy w związku z tym, widzowie horrorów oszaleją na punkcie nowej części “V/H/S”? Nie sądzę, nie przypuszczam, by przy tak miernym poziomie poszczególnych nowel i pomimo ambicjonalnej próby sklecenia przesłania, mówiącego o negatywnych skutkach internetowej sławy możliwe było wzbudzenie większego zainteresowania. Niestety nic z tego nie będzie.

Moja ocena: (Jako całość) 4/10

Raj wilków

Wolf town (2010)

wolf town

Student Kyle postanawia zorganizować wycieczkę dla siebie, kumpla i wymarzonej dziewczyny z roku, Jess, którą planuje wyrwać na łonie natury w historycznym już miejscu, opuszczonym miasteczku Raj. Plany się nieco pokrzyżują, bo zawrotne tempo uwodzenia, jakie rozwinął Kyle pozwoliło jego wyśnionej znaleźć sobie innego faceta, którego nie omieszka zabrać ze sobą na wyprawę.

wolf town

Tej dziwnej grupie przydarzy się nieciekawa przygoda. Wygląda na to, że osadnicy, którzy wiele lat temu opuścili urodzajne w złoto tereny mieli ku temu poważne powody, bowiem Raj nie był wcale rajem. W okolicy od dawien dawna grasuje przebiegła wataha wilków, które zaciekle walczą z przybyszami. Teraz zaatakują Kyle’a i jego kompanów.

wolf town

Miałam rozterkę czy w ogóle pisać o tym filmie. Trochę się rozeźliłam, bo w ciągu dwóch dni trafiłam na dwa tęgie filmowe gnioty. Pierwszym była tegoroczna produkcja “The Appearing”, teraz kolejne filmowe nieszczęście “Wolf Town”, czyli opowieść o złośliwych wilkach.

Filmy z podgatunku animal attack, zawsze są w pewnym stopniu naciągane. Twórcy obdarzają swoich zwierzęcych antagonistów typowo ludzkimi cechami nie bacząc na ich rzeczywiste zachowania osobnicze. Czasami bywa tak, że dany drapieżnik w przedstawionej historii zachowuje się zupełnie nie zgodnie ze swoją naturą. Wilki są tu częstymi antybohaterami i nader często wypaczane są ich portrety. Mimo tego, jeśli film jest dobry jestem wstanie przymknąć na to oko i mimo takich potknięć bardzo podobał mi się obraz “Przetrwanie”, czy “Frozen“. Niestety w przypadku “Wolf Town” na totalny brak wiedzy i chęci odzwierciedlenia wilczych zachowań nałożyła się tragiczna realizacja i kompletny brak pomysłu na fabułę.

wolf town

Nasi bohaterzy pozytywni trafiają do miasta, które niegdyś zostało zdziesiątkowane przez wilczą watahę. Teraz nikt już się tam nie kręci, mimo niewątpliwych walorów turystycznych, czy historycznych, jakie posiada westernowe miasteczko założone przez poszukiwaczy złota. Zdaje się, że tylko nasi bystrzy studenci wiedzą o jego istnieniu.

Charakterystyki bohaterów są stosownie płaskie i nieciekawe. Mięśniak Rob tj. chłopak Jess, wesoła ślicznotka – Jess, pierdołowaty Kyle o uroku prawiczka i jego kumpel doradca w sprawach sercowych, Ben. Wszyscy oni eliminowani są w sposób sukcesywny i nastręczający wielu wątpliwości względem logiki scenariusza.  Szczerze, to współczułam tym wilkom, którym przyszło spotkać się z tak zidiociałymi ludźmi. Musiało ich to wprawić w niemałą konsternacje.

A wilczki, cóż ładne, rzadko szczerzyły kły, raczej biegały z podkulonymi ogonami, ale i tak w kolejnej scenie widzieliśmy jak gonią do ataku. Samych scen, w których widzielibyśmy szarpaninę z wilkiem nie było. Widać zwierzęcy aktorzy nie byli w tym kierunku tresowani, toteż nie bardzo można było cokolwiek pokazać.

wolf town

Tak więc pozostało nam obserwowanie wesołych kajtków, które to mają stanowić zagrożenie dla protagonistów. Wypadało to bardzo słabo.

Niedostatki możliwości w podkręceniu napięcia łatano durnowatymi, ckliwymi i przyprawiającymi o mdłości rozmówkami pomiędzy naszymi ofiarami. Miłosne wyznania, deklaracje przyjaźni,przebaczenia etc. Cały wachlarz z trudem wykrzesanych przez miernych aktorów emocji.

Cóż, film głupi i skrajnie niedorobiony.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:4

Napięcie:2

Zabawa:2

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:3

Oryginalność:4

To coś:2

32/100

W skali brutalności:1/10

Dziewczyna z lampą

La casa muda/ Cichy dom (2010)

la casa muda

Laura i jej ojciec Wilson mają pracować przy remoncie domu wuja Nestora, położonego w małej Urugwajskiej wiosce na skraju lasu. Przybywają tam tuż przed zmrokiem i dopiero nazajutrz mają rozpocząć pracę.

Nie dane im będzie w spokoju przeżyć nocy, bo niepokojące odgłosy wydobywające się z głębi domu nie dadzą Laurze spokoju. Dziewczyna zbudzi ojca i przekona go by sprawdził, co się dzieje. Tatuś nie powróci żywy z tych zwiadów.

la casa muda

Wielokrotnie, między wierszami innych wpisów wspominałam o tej produkcji. Zachwalałam jej klimat i ciekawy sposób realizacji.

Horrory rodem z dalekiej Ameryki Południowej nie docierają do nas zbyt często. W zasadzie, “La Casa Muda” był pierwszym straszakiem z tamtego rejonu, który miałam okazję obejrzeć.

Swoją popularność niewątpliwie zawdzięcza nominacji do Oscara, która to sprawiła, że zainteresowało się nim wiele osób. Rok po premierze filmu amerykanie zmajstrowali swój remake – co było do przewidzenia. Anglojęzyczny film miał bardziej klarowną historię, ale sporo tracił na tym klimat, o czym pisałam w jego recenzji.

Wracając do oryginału to mimo niewątpliwego wyróżnienia jakie zafundowała mu akademia nie jest to film budzący bezbrzeżny zachwyt u widzów. Jest na to zbyt pasywny, zbyt minimalistyczny, zbyt oniryczny, zbyt niejasny, by porywać tłumy.

Cała fabuła skupia się na powolnych przejazdach kamery po ciemnym domu. Laura, tuż po tym, jak z powodu śmierci ojca zostaje sama na placu boju, próbuje odnaleźć niewidzialnego sprawce zbrodni.

Krąży więc z lampą po kolejnych zakurzonych pokojach i powoli odkrywa mroczną tajemnicę domu. Tu mamy bardzo ciekawy zwrot akcji. Nie towarzysza mu fanfary, więc nieuważny widz, którego uśpiła pierwsza połowa ‘krajoznawcza’ może go po prostu nie zauważyć:) To jest najlepsze w tym filmie. Nikt nie będzie nam wskazywał palcem, w którą stronę spojrzeć, mamy być taka samo zdezorientowani, jak nasz bohaterka.

la casa muda

Przemykające cienie dorosłego mężczyzny i małej dziewczynki to jedyne wskazówki do momentu feralnego znaleziska na pietrze.

Ciemność rozświetla światło lampy, którą dzierży Laura i światło flesza znalezionego polaroida, to jedyne momenty, gdy mamy szansę zobaczyć cokolwiek. Bywają chwile, gdy nie widzimy zupełnie nic i tylko krzyk przerażonej Laury wskazuje na to, że coś złego się dzieje.

la casa muda

Mamy tu w zasadzie trzech bohaterów: Laurę, Wilsona i Nestora, który pojawia się ponownie pod koniec filmu. Paradoksalnie nie zachodzą między nimi żadne interakcje, ale ten trójkąt jest kluczowy dla rozwiązania zagadki. Gdy już wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, możemy nadal odczuwać niedosyt. Prawda jest taka, że historia jest dość złożona, wiele rzeczy nie jest do końca jasne. Warto obejrzeć film od początku do końca, włączając w to napisy końcowe.

la casa muda

Legenda głosi, że film został zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w latach ’40. Zagadka zbrodni nie została nigdy wyjaśniona, nie zapadł żaden wyrok,więc ciężko tu o twarde dowody na poparcie wizji reżysera.

Jeśli miałabym porównać ten obraz z jakąkolwiek inną produkcją to chyba postawiłabym na koreańską “Opowieść o dwóch siostrach”.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś:7

Oryginalność:7

72/100

W skali brutalności:2/10

Na paranoje najlepszy jest pogrzeb

Buried Alive (1990)

pogrzebani żywcem

Młoda nauczycielka biologi zafascynowana psychoterapeutycznymi teoriami charyzmatycznego doktora podejmuje pracę w jego placówce.

‘Ravenscroft’ był niegdyś klasycznym szpitalem psychiatrycznym, teraz bardziej przypomina ośrodek socjoterapeutyczny, w którym panuje dość duża swoboda. Mieszkają w nim dziewczęta z problemami, które rozwiązać mają przełomowe techniki terapii wymyślone przez dyrektora placówki i psychiatrę, Gary’ego.

Po przybyciu na miejsce młoda nauczycielka zauważa nieprzyjemną atmosferę, jaka panuje między pacjentkami, sama zaś doświadcza dziwnych halucynacji, w których widzi falujące ściany, zza których ktoś próbuje się wydostać, do tego dochodzą omamy słuchowe. Janet zaczyna wierzyć, że ktoś został pochowany żywcem na terenie placówki.

pogrzebani żywcem

“Pogrzebanie żywcem to bez wątpienia najstraszliwsza z owych katuszy jaka kiedykolwiek przytrafiła się zwykłemu śmiertelnikowi.”

Jest to cytat z opowiadania Poego “Przedwczesny pogrzeb”. Mniemam, że to właśnie to opowiadanie zainspirowało twórców filmu “Pogrzebani żywcem”.

Z not o filmie dowiadujemy się, że był on inspirowany jednym z opowiadań Poego. Nie znalazłam informacji o jakie opowiadanie może chodzić, więc obstawiam, że jest to właśnie “Przedwczesny pogrzeb”.

Jeśli tak jest faktycznie to film podszedł do literackiej inspiracji bardzo swobodnie, bo wspólny jest tylko motyw pochówku za życia, cała reszta to zupełnie inna historia. Oczywiście może być też tak, że chodzi o zupełnie inny tekst, którego nie miałam okazji przeczytać. Poe słynął ze swojego lęku przed pochowaniem go za życia, więc znajdziemy ten motyw jeszcze w kilku odsłonach w jego twórczości.

“Pogrzebani żywcem” to jeden z typowych, można powiedzieć, straszaków z lat ’80 i ’90. Nie jest to slasher, ale środki wyrazu są typowe dla kina klasy B: Słabe aktorstwo- wyłączając starą gwardię – tanie efekty, przewidywalna fabuła, sporo naiwności.

Film ogląda się miło, bo doza słabszych przymiotów utrzymuje się przed granicą gniotu. Wszytko, co uznamy za wady filmu jest specyficzną cechą tego rodzaju filmów i tu jest do zaakceptowania.

Całe filmowe napięcie zogniskowane jest wokół tajemnicy placówki. Nie posiada ona typowego dla filmowych szpitali psychiatrycznych klimatu, jest współczesna i nie zobaczymy tu narzędzi tortur z ubiegłego wieku stosowanych na opornych pacjentach w starych szpitalach.

Po terenie kręcą się młode dziunie poubierane jak panie przydrożne, wyszczekane jak wiejskie burki. Dziewczęta mimo panującej w ośrodku swobody marzą tylko o tym by stamtąd nawiać, więc gdy kolejne dziewczyny zaczynają znikać pod osłoną nocy, personel tj. dyrektor główny- terapeuta, nauczycielka i obżerający się żelkami psycholog przyjmują wersję ucieczki.

pogrzebani żywcem

Gdyby nie nadnaturalny instynkt Janet, to przekonanie trwałoby dalej, ale młoda nauczycielka zaczyna podejrzewać, że w placówce dzieje się coś złego.

Adorujący ją Gary nieco usypia jej czujność, ale nie na długo. Prędzej, czy później brzydkie sekreciki personelu szpitalnego wyjdą na jaw.

pogrzebani żywcem

Tu nie będzie wielkich niespodzianek, nie oszukujmy się, to nie jest tego kalibru kino. Przez cały seans musimy przymykać oczy na durność dialogów i toporność całej intrygi. Finałowe sceny mogą rozbawić, a przynajmniej wywołać cichy drwiący chichot. Grunt, że jest zabawa:)

 Jest to film skierowany do fanów kina z końca XX wieku, klimat VHS’owy, o lekkim zabarwieniu komediowym.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10