Zbaw nas od nudy i przeciętności

Deliver us from evil/ Zbaw nas ode złego (2014)

zbaw nas ode zlego

Nowojorski glina, po uszy upaprany w okrucieństwie tego świata, zostaje wciągnięty w kryminalne śledztwo o paranormalnym zabarwieniu.

Wszytko zaczyna się od trzech żołnierzy stacjonujących w Iraku. Każdy z nich został dyscyplinarnie zwolniony ze służby i wrócił do domu odmieniony. Wskazówkę na temat przyczyn wewnętrznej przemiany protagonistów daje nam filmowy wstęp. Na razie zbyt niejasny, by rzucić trochę światła na późniejsze wydarzenia, które stanowią właściwą fabułę.

Jeden z owych żołnierzy styka się z naszym gliną po awanturze domowej, która zakończyła się interwencją między innymi naszego głównego bohatera, Ralpha.

Po nitce do kłębka dowiadujemy się co stało się z resztą. Początek filmu, przyznam jest dość chaotyczny, ale w miarę jak postępuje scenariusz wszystko staje się proste i  oczywiste.

zbaw nas ode zlego

Oczywistość to największa wada tego filmu. Ale chciałabym zacząć od zalet.

“Deliver us from evil” to w zasadzie jedyny, po za “Babadookiem“, tegoroczny obraz, na który ostrzyłam sobie pazurki. Nie dlatego, że urzekł mnie pomysł na kolejny film o opętaniu przez demony. Całą swoją wiarę pokładałam w nazwisku reżysera.

Scott Derrickson, nie raz pokazał, że potrafi, jak mało który hollywoodzki twórca operować klimatem grozy. Ma też pomysły na ciekawe fabuły. Nie dziwne więc, że filmy wychodzą mu dobre, jak “Egzorcyzmy Emily Rose“, czy bardzo dobre, jak “Sinister“.

Tym razem twórca postawił na posiłkowanie się literaturą. Podobnie jak w przypadku historii egzorcyzmów Emily wykorzystał tzw. true story, historię, która, jak twierdzi autor powieści, Ralph Sarchie, przydarzyła mu się na prawdę. Czy tak było, czy nie, nie mnie oceniać. Mam oczywiście swoje wątpliwości, które wnoszę na postawie filmu- książki nie znam -przede wszystkim jest to naiwność, ale na tym koniec, bo o zaletach miało być.

Zaletą tego filmu jest warsztat reżyserski Derricksona i talent do dobierania sobie współpracowników, operatorów, montażystów, oświetleniowców, dźwiękowców etc. Wszystkie sprawy techniczne są dopieszczone, tak jak w “Sinisterze”, tak jak w “Egzorcyzmach…”.

zbaw nas ode zlego

Świetne efekty, doskonałe ujęcia, dobra muzyka, nawet dobry brak muzyki, gdy trzeba. Ale po co to wszystko? Dla tak banalnej, oklepanej historii? Dla patetycznych wywodów, na temat natury zła, prawdziwości misterium egzorcyzmów, łaski bożej, które spotykamy w każdym filmie z motywem opętania?

zbaw nas ode zlego

Nie twierdzę, były dobre fragmenty, przykuwające uwagę, ale szczerze bardziej skupiałam się na ich formie niż treści. Bo to wszytko, takie… banalne. Każda z wygłaszanych kwestii, czy to przez naszego policjanta, czy przez dzielnego księdza egzorcystę, ex heroinistę, który po wyjęciu strzykawy z przedramienia wskoczył w sutannę, była taka bzdurna i miałka, że aż strach. Może w ustach innych aktorów brzmiały by lepiej, bo powiem szczerze, że obsada dobrana była tragicznie.

Co mogę powiedzieć, słowem podsumowania, po za tym, że film mnie rozczarował? Sama nie wiem, bo trochę zła na Derricksona jestem. Takie piękne opakowanie, a w środku takie byle co. Oceniać, go surowo nie będę, bo generalnie, nie jest to zły film, powiedziałabym, że jest nawet dobry, ale gdyby nie był to film gościa, którego stać na wiele więcej.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:3

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:3/10

15 komentarze nt. “Zbaw nas od nudy i przeciętności

  1. Gość: Buffy1977, 80.51.17.*

    Hehe, to jak rozczarował to może przyjmij sobie moją postawę – ja nie czekam na nic, do każdego nowego filmu podchodzę mocno sceptycznie i dzięki temu czasami kino mnie miło zaskakuje;) Dużo oczekuję tylko od horrorów z lat 70-tych i 80-tych, a do tych współczesnych wolę podchodzić z nastawieniem anty. Naprawdę polecam takie spojrzenie, bo czasem sprawia miłą niespodziankę.
    Tego filmu póki co nie mam zamiaru ruszać, bo już trailer mnie odrzucił, ale nie mówię “nigdy”.

    Odpowiedz
  2. ilsa333 Autor wpisu

    Zazwyczaj taką właśnie postawę stosuję, ale czasem robię wyjątki i czasem się to opłaca. Tak było w przypadku “Babadooka”, Tobie Buffy też się spodobał zdaje się. Trailer tego filmu nie widziałam, bo w ogóle mało kiedy oglądam trailery, więc niewiele o nim wiedziałam do póki go nie obejrzałam. Może Tobie akurat się spodoba, może spodoba się wielu osobom, ale jak dla mnie to reżyser za bardzo obniżył poprzeczkę i wyrżnął w nią czołem.

    Odpowiedz
  3. Gość: Buffy1977, 80.51.17.*

    Tak, “Babadadook” sprawił mi miłą niespodziankę, ale długo zbierałam się do seansu tego filmu i też zasiadłam z nastawieniem, że będzie gniot. No i byłam zaskoczona tak wysokim poziomem. Opłaca się być pesymistką – wtedy życie jest pełne niespodzianek;)

    Odpowiedz
  4. ilsa333 Autor wpisu

    Ja na “Babadooka” pognałam do kina, i też byłam zadowolona z tego wyboru, więc i optymistą warto być. Całe szczęście nie byłam aż tak pełna nadziei wobec “Zbaw nas ode złego” i przysiadłam na tyłku. To chyba jednak trochę intuicja mi podpowiedziała, że może nie tym razem, dwa dobre filmy w kinach w jednym roku to już by był zbytek łaski.

    Odpowiedz
  5. Gość: Buffy1977, 80.51.17.*

    *”Babadook” nie “Babadadook” – ehh ta moja ortografia.

    Ja dopiero niedawno przekonałam się do kin – dalej wolę DVD, ale poziom kultury publiczności w kinie do którego jeżdżę wzrósł w porównaniu do tamtego roku. Poziom horrorów oczywiście spada z roku na rok, ale na szczęście teraz w kinie nie muszę wysłuchiwać rechotu widzów. Nauczyli się szanować innych na sali;) Dlatego też na Halloween jadę na maratonik, szkoda tylko, że nie ma u mnie w pobliżu Multikina tylko Cinema City, bo w tym roku Multikino załatwiło konkurencję ilością filmów, ceną biletu i ramówką. Aż Ci czasem zazdroszczę, że blisko Warszawy mieszkasz, bo Ty pewnie nie masz takich dylematów z kinem.

    Odpowiedz
  6. ilsa333 Autor wpisu

    No, nie tak blisko, godzina drogi:) Powiem Ci, że i tak mam kinowe dylematy, już sama nie wiem gdzie mam jeździć żeby było w miarę spokojnie. Ostatnio wyhaczyłam Multikino na Woli, w zupełnie już niemodnej galerii handlowej, całkiem przyzwoicie. Osobiście wole jednak Cinema City, mniej reklam puszczają przed seansem, takie mam wrażenie i ogólnie jakoś przytulniej jest.

    Raz tylko wybrałam się na specjalny pokaz halloweenowy i więcej tego nie zrobię. Takiej hołoty to nigdzie nie widziałam…

    Odpowiedz
  7. Gość: Koper, *.dynamic.chello.pl

    Ja obejrzałem ten film przygotowany, po przeczytaniu tej i paru innych recenzji, więc o jakimś rozczarowaniu za bardzo mówić nie mogę, choć… początek zwiastował jeszcze niezłe kino, ale im dalej, tym faktycznie robiło się przeciętniej i bardziej sztampowo. Szkoda, a Derrickson ma problem z zakończeniami chyba, “Sinister” też najsłabsze co miał, to końcówka.

    Odpowiedz
  8. Gość: carrie5, *.centertel.pl

    A ja z tego co widzę nie zrobiłaś recki oryginału Halloween. A bardzo ciekaw jestem jak ocenisz ten film. Czekam z niecierpliwością na recenzję podaj w linku.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.