Miesięczne archiwum: Listopad 2014

I’m in hell

As Above, So Below/ Jako w piekle tak i na Ziemi (2014)

jako w piekle tak i naziemi

Młoda naukowiec, Scarlet, córka znanego historyka i pasjonata alchemii, postanawia kontynuować pracę zmarłego ojca nad poszukiwaniem kamienia filozoficznego. W tym celu przybywa do Paryża, gdzie mieszkał i został pochowany Nicolas Flamel jeden z najsłynniejszych alchemików. Z symboli umieszczonych na jego płycie nagrobnej bystra pani naukowiec odczytuje wskazówki prowadzące do miejsca, gdzie, jak sądzi, Flamel ukrył dzieło swojego życia. Tak trafia do paryskich katakumb, gdzie wśród niekończących się tuneli odkrywa bramy piekła.

jako w piekle tak i naziemi

Mimo dość nachalnej promocji, jakoś umknęło mojej uwadze zamieszanie wokół tego obrazu. I dobrze, bom jeszcze gotowa narobić sobie nadziei na świetny seans:)

John Erick Dowdle to reżyser znanych filmów utrzymanych w konwencji verite, choć zdarza mu się także kręcić klasycznie, jak chociażby w przypadku “Diabła“. Moim zdaniem jedynym na prawdę udanym tworem tego pana są “Taśmy z Poughkeepsie“, zaś “Kwarantanna”, czyli remake sławetnego “Rec’a” jest jego największą porażką.

“Jako w piekle tak i na ziemi”- świetny tytuł, swoją drogą – to kolejny horror kręcony z rączki. Mocno średni jeśli idzie o pomysł i bardzo słaby jeśli idzie o wykonanie.

W czasie oglądania filmu znowu uruchomiła się u mnie alergia na paradokumenty. Nie wszystkie są wkurwiające, nie we wszystkich kamera lata po ścianach, ale niestety “Jako w piekle…” przoduje w tych wadach.

Cały film to w zasadzie przechadzki grupki protagonistów po podziemnym cmentarzysku. Lokalizacja z naprawdę z dużym potencjałem, ale jak dotąd żaden z filmowców nie potrafił jej wykorzystać.

jako w piekle tak i naziemi

Mroczny nastrój skutecznie uśmiercany jest przez zbyt ostre oświetlenie, które owszem, ułatwiłoby widoczność w mrocznym labiryncie, gdyby współgrało z dobrym, czyli statycznym prowadzeniem kamery. A tak, dają nam tym światłem po oczach, a tak naprawdę nie widzimy nic, bo pod takim chujowym kątem, który w dodatku co chwilę się zmienia( i to na gorsze),  jest to po prostu nie możliwe. Umyka nam więc przyjemność z obserwowania scenerii, czyli w zasadzie podstawowy budulec nastroju grozy. Naprawdę da się stworzyć fajny, klaustrofobiczny klimat w takich miejscach, ale trzeba umieć. Pojawia się sporo jump scenek, cała wycieczka co i rusz natrafia na kolejne dziwne przygody więc – dzieje się. Ale do czego to wszytko zmierza?

jako w piekle tak i naziemi

“Jako piekle…” jest horrorem religijnym. Czepia się piekielnych wątków i robi to dość dobrze. Spodobał mi się pomysł pt. ‘piekło jest tuż tuż’, niestety twórcy ukazują go w dość banalnej odsłonie, która najbardziej przeszkadza w finale, który powinien być mocny, zakręcony, dający do myślenia, niestety jest moralizatorski i płaski.

Myślę, że byłoby dużo lepiej gdyby film został nakręcony klasycznie. Tak mamy kolejny półprodukt, niby horror, ale cała jego groza jest oparta na tym, że nie widzimy co się dzieje, bo operatora kamery jest pijany:)

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:2

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

Winni są ONI

Oni – Olga Haber

oni

Natalia, trzydziestosześcioletnia rozwódka spędza lato w domku letniskowym swojego byłego faceta, Emila. Upalne dni mijają jej na literackich wysiłkach i baraszkowaniu z młodszym o dwanaście lat jurnym Łukaszem. Sielankę co i rusz zakłóca osobliwe wrażenie bycia obserwowaną. Do tego dochodzą jeszcze koszmarne sny i szalony sąsiad przekonany o istnieniu jakiejś siły, która co kilka lat nawiedza okolice by poprzewracać życie mieszkańców do góry nogami. Natalia nie jest jednak idiotką, nie da się nabrać na niestworzone historie. A może jednak idiotką jest, bo nie dostrzega tego co ma przed oczami?

Obcując z powieścią zyskujemy szansę na poznanie jej bohaterów i w pewnym sensie zaprzyjaźnienie się z nimi. Kiedy mamy do czynienia z kiepską książką, nieciekawym protagonistą, to tak jakbyśmy zostali skazani na spędzenie weekendu w towarzystwie nie lubianej koleżanki.

Debiutująca czterdziestka, Olga Haber, stworzyła postać, z którą nie wytrzymałabym ani minuty. Natalia to taka podstarzała wersja Belli ze “Zmierzchu”, typowa ofiara losu, która ciągle się nad sobą użala, nie potrafi podjąć decyzji, a gdy już na jakąś się zdecyduje za chwilę rozpacza nad złym wyborem.

Głównym dylematem naszej bohaterki jest to, którego z mężczyzn ze swojego otoczenia darzy miłością. Pal licho wszelkie zagrożenia, czające się za oknem, ważne jest, czy kocha jurnego młodzika, czy statecznego lekarza?Hym…

Akcja, którą można by podciągnąć pod opowieść grozy co i rusz przerywana jest jej miałkim wewnętrznym monologiem naszej narratorki.

Wygląda to tak: klasyczna idiotka z miasta, którą ciągle spotykają jakieś nieszczęścia, a towarzyszący jej facet musi niańczyć ją jak dziecko. Chyba nie muszę dodawać ze wszyscy mężczyźni w promieniu kilku mil są pod jej urokiem. Każdy napotkany facet, czy to barman, czy robotnik, czy stary, czy młody każdy gapi się w jej dekolt i marzy o jej przeszło trzydziestoletnim ciele. Absolutny fenomen!

Tylko zaraz, czy to nie miał być czasem mroczny horror? Ano miał, dlatego po za łóżkowymi perypetiami naszej sędziwej damy śledzimy rozwój wydarzeń po za jej sypialnią.

W okolicy dzieją się na prawdę niepokojące rzeczy, a nasza bohaterka zacznie cokolwiek kumać dopiero przy 138 stronie. Jednak szybko znajdzie sobie ciekawszy temat do rozmyślań…

Nieustannie miałam wrażenie, że zjawiska paranormalne są tu na drugim miejscu.  Pojawia się ciekawy wątek gadającego kota, ale w momencie, gdy ów kot objawia swoje pochodzenie cały nastrój grozy pryska, bo pomysłu na solidną porcję mocnych wrażeń brak zupełnie.

Gdyby autorka włożyła tyle samo wysiłku w tworzenie nastroju grozy, co w przynudzają sceny z życia kobiety, która nie dostrzega niczego po za czubkiem swojego nosa, to może potraktowałabym ją łaskawiej – w końcu to debiut. Niestety, nie dam rady.

Główna pointa książki jest delikatnie mówiąc nie przemyślana, naiwna, bzdurna.

SPOILER: Kosmici, którzy przybyli na Ziemię by pomóc wieśniakom poradzić sobie z epidemią cholery,  i którzy teraz mszczą się na ich potomkach za złe przyjęcie? Realy!? Nie mają Ci kosmici nic lepszego do roboty, tylko pochylanie się nad ciepiącymi polskimi dziećmi? W dodatku są tak powaleni, żeby ich idiotyczne ludzkie zachowanie traktować jako afront i mścić się na słabszych? To raczej kojarzy mi się z niżej rozwiniętymi cywilizacjami, np. z nami, potomkami małp, małymi żałosnymi ludzikami znęcającymi się nad tymi, którzy stoją niżej w ewolucji. Wg. autorki nagłe napady agresji, gwałty, morderstwa, pobicia są wynikiem działania obcych, którzy mieszają mieszkańcom tamtej okolicy w głowie. No, bo przecież ludzie z natury są dobrzy, prawda? Kolejny popis naiwności. KONIEC SPOILERA.

Finał jest zmontowany na szybko i mimo iż coś więcej zaczyna się tam dziać to nie ma fajnego bum, mimo wielkich chęci autorki, która starała się zrobić wrażenie. Dla mnie był po prostu wtórny, nijaki i dziurawy. 

Podsumowując: Za mało kryminalne na kryminał, za mało odjechane na fantastykę, za delikatne na grozę, w sam raz na romansidło, gdyby tylko bohaterka miała odrobinę wdzięku.

Styl, język itp. jak najbardziej ok, w końcu autorka kończyła filologię polską, więc podstawę do pracy twórczej ma. Trochę brakuje jej lekkości, ale to można złożyć na karb stresu debiutanta. Prawdopodobnie przed puszczeniem książki w świat miętoliła i dopieszczała każdy wyraz dlatego mamy efekt ‘wypracowania na piątkę’- szkoda, że czasu na przemyślenie fabuły już zabrakło…

Myślę, że Pani Haber znajdzie jednak zwolenników swojej wizji, tak jak znajdą się fani “Zmierzchu”, w końcu groza nie jedno ma imię i każdy oczekuje od niej czego innego.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf:


oni

Moja ocena: 4/10

Mroczne historie

Opowiem Ci mroczną historię – Stefan Darda

darda

W tym miesiącu premiery doczekała się nowa książka Stefana Dardy. Tym razem nie jest to pełnometrażowa powieść, lecz zbiór krótkich opowiadań. O ile pamięć mnie nie myli jest ich dziewięć. Nie mam pod ręką książki, by to sprawdzić, więc muszę oprzeć się na swojej, zawodnej pamięci;)

Recenzowałam już wszystkie do tej pory publikowane w wydawnictwie Videograf powieści tego autora. Większość zadowoliła mnie stuprocentowo, więc sięgając po premierowy zbiór byłam pełna wielkich nadziei.

Okazało się, że Darda radzi sobie w krótkich formach równie dobrze jak w długich. Mogłabym nawet powiedzieć, że lepiej. W dwóch ostatnich tomach “Czarnego Wygonu” rozdrażnił mnie kurczowym trzymaniem się wytworów swojej wyobraźni, swoich bohaterów, których nie potrafił pożegnać z godnością zamiast tego przeciągał historię w nieskończoność czepiając się mało interesujących wątków, które podkopywały pierwotną, świetną wizję.

W opowiadaniach nie ma tego ryzyka. Wydaje mi się, że nie wymagają spędzania nad nimi tyle czasu, co powieść. Najczęściej ilość wątków jest mocno ograniczona i to właśnie uchroniło Dardę przed tym, co stało się w “Bisach” i “Bisach II”.

darda

Zacznę od tych opowiadań, które spodobały mi się najbardziej. Na pierwszy ogień idzie “Nika”, bo w niej najbardziej czuć ducha grozy z pod znaku słowiańskich wierzeń, więc najsilniej odpowiada twórczości Dardy,a przynajmniej moim z nią skojarzeniom. Mężczyzna wspomina swoje dzieciństwo. Dowiadujemy się sporo o rodzinnych relacjach, tle historyczno- obyczajowym, ale skupiamy się przede wszystkim na relacji jaka łączyła narratora z kuzynką Moniką, zwaną “Niką”. Tu pojawia się motyw wampiryczny, czyli znowu słowiańska Strzyga, ale w innej odsłonie. Tu Darda popuścił wodzę wyobraźni nie trzymając się tak kurczowo wierzeniom polskiego folkloru. Bardzo klimatyczna nieco wzruszająca nawet, opowieść, oparta na sprawnie poprowadzonej retrospekcji z otwartym zakończeniem.

Tytułowe opowiadanie, “Opowiem Ci mroczna historię”, które powinno być popisem jeśli chodzi o opowieść grozy jest bardziej moralitetem, historią z głębokim,  smutnym przesłaniem, o tym jak człowiek potrafi zniszczyć sobie życie przez strach i złe wybory.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor chce nas trochę sprowadzić na ziemię, jednocześnie sam lewitując kilka metrów nad nią uczepiony ręki truposza. Rzecz jest o redaktorze pisma o zjawiskach paranormalnych, który ogłasza konkurs na mroczną historię (jak ja z okazji Halloween:). Zgłasza się do niego pensjonariusz domu opieki Adolf krawczyk, który pragnie uraczyć dziennikarza najmroczniejszą historią swojego życia. W opowieści jest więcej smutku niż grozy, ale cóż poradzić, że i tak się podoba?

Następne na mojej top liście jest “Pierwsza kolei”, w zbiorze umieszczone jako ostanie z opowiadań. Sama często podróżuje pociągiem,a właśnie w drodze z punktu A do punktu B rozgrywa się akcja opisanej historii. Mamy tu dwóch narratorów, dobiegającą czterdziestki prowincjonalną nauczycielkę, Halinę i młodego HR’owca, Szymona. Halina, która wraca do domu, do narzeczonego z dobrymi wieściami budzi w Szymonie bardzo określone uczucia. Nie wiadomo skąd wzięła się z nim tak ogromna i z każdą minuta podróży narastająca niechęć do współpasażerki, ale Szymon totalnie fiksuje wokół nienawiści do Haliny. Obsesyjny wstręt kumuluje się coraz bardziej, a czytelnik jest świadkiem rodzącej się paranoi, szaleństwa.  To doprawdy niezwykłe, ale coś w tej historii jest. Przebywając długo w ciasnym wagonie, będąc skazanym na towarzystwo obcej osoby potrafimy na podstawie obserwacji wysnuć pewne wnioski na temat współtowarzysza. Oczywiście nie wszyscy jesteśmy psychopatami i większość z nas nie widzi zagrożenia w siedzącej nieopodal istocie. Darda świetnie przedstawił kłębiącą się w młodym mężczyźnie chorą rządzę.Opowiadanie ma ciekawą formę, dwóch narratorów, ograniczone miejsce akcji i czas, jest ciekawie i ‘podstępnie’ spointowane.

“Rowerzysta” to podobnie jak “Pierwszy z kolei” opowiadanie o gnieżdżącej się w umyśle bohatera paranoi.Jacek, dobrze sytuowany mężczyzna w średnim wieku jest świadkiem wypadku. Rowerzysta, którego każdego dnia mijał swoim autem spadł z roweru i roztrzaskał sobie głowę. Jak to się stało? Nie łatwo to wyjaśnić, ale Jacek zaczyna wierzyć, że niechcący wyrządził młodemu krzywdę. Jak odbije się to na jego psychice? Kiepsko…

“Spójrz na to z drugiej strony” to kolejna historia w której więcej mamy psychologii niż horroru, ale mnie, jak to mnie, wcale to nie przeszkadza. Fabuła traktuje o mężatce niezadowolonej z pożycia z małżonkiem. Pewna osoba z jej otoczenia pragnie jej dobitnie pokazać, jak bardzo nie docenia skarbu, jakim jest rodzina. Wątek nadprzyrodzony pojawia się dopiero w ‘epilogu’, ale jest doskonałym zwieńczeniem historii.

“Retrowizje” to zupełnie autorska wizja pisarza nawiązująca do zdolności jasnowidzenia. Wątek paranormalny jest bardzo czytelny. Pewna kobieta o imieniu Ewa, wyrobiła u siebie zdolność wglądu w drugiego człowieka, odczytania jego przeszłych postępków.Jak należy się tego spodziewać, potrafi dopatrzeć się najmroczniejszych i najgłębiej skrywanych sekretów.

“Dwie dychy” na gwiazdkę to historia bezdomnego hazardzisty z wątkiem ghost story, przedstawionym w bardzo intrygujący sposób. Duch młodej dziewczyny szuka pomocy i trafia na nieszczęsnego mieszkańca dworca. Autor balansuje między motywem obyczajowym, a fantastycznym, na szczęście Darda umie mieszać te elementy, więc wypada bardzo dobrze.

“Ostatni telefon” pierwsze z opublikowanych opowiadań stanowi, again, historię paranoi jakiej nabawił się pewien radiowiec, po tym jak lekceważąco potraktował temat depresji- temat jednej z audycji. Pech chciał, że jedna z telefonicznych rozmówczyń, która dodzwoniła się na antenę postanowiła popełnić samobójstwo ‘na żywo’, a winą za nie obarczyła radiowca. Mężczyzna sam zaczyna popadać w ‘chorobę słabych’, a duch samobójczyni co i rusz pobudza w nim poczucie odpowiedzialności za tragiczną śmierć.

Chyba najmniejsze wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie pt. “Kryzys wieku średniego”, czyli w gruncie rzeczy bardzo prosta historia o, again ,człowieku niezadowolonym ze swojego życia. Mimo, iż narrator i bohater w jednej osobie jest postacią ciekawą, to całości czegoś jednak brakowało.Tylko czego? Może siły przebicia, która pozwoliłaby mu dorównać opowiadaniom wywołującym dużo większe emocje.

Jestem bardzo zadowolona z tego, co Stefan Darda zaoferował swoim czytelnikom. Swoje opowiadanie tworzył w międzyczasie piania kolejnych powieści. Niektóre z opowiadań umieszczonych w zbiorze miały swoje premiery na łamach magazynów, czy też znalazły się w antologiach gromadzących utwory wielu autorów, ale większość to nowości, których nie przeczytacie nigdzie indziej.

Zazwyczaj poziom opowiadań, tak jest chociażby w przypadku zbiorów Stephena Kinga, jest bardzo nierówny, ale nie u Dardy. Tu wszystkie teksty trzymają wysoki poziom.

Może niektórzy z czytelników będą zawiedzeni tak przyziemnych charakterem opowiadań, nietypowym dla powieściowej twórczości Dardy, gdzie paranormalna warstwa opisywanych wydarzeń jest ewidentna.

Tu dominuje bardziej klimat psychologicznych thrillerów niż folkowych guseł. Poznałam Dardę od innej strony i ta strona podoba mi się równie bardzo:)

Za książkę dziękuję wydawnictwu Viedoegraf:


videograf


Moja ocena:

“Nika”: 9/10

“Opowiem Ci mroczną historię”:8/10

“Pierwsza z kolei”:9/10

“Rowerzysta”:7/10

“Spójrz na to z drugiej strony”:7/10

“Retrowizje”:7/10

“Dwie dychy na gwiazdkę”:7/10

“Ostatni telefon”:6+/10

“Kryzys wieku średniego”:5+/10

Całość:8/10

Korytarz

The Corridor/ Przejście (2010)

corridor

Fabułę filmu otwiera scena, w której widzimy młodego mężczyznę, Tylera, chowającego się w szafie. Przed nią w korytarzu leżą zwłoki jego matki, która to miała umrzeć w wyniku przedawkowania leków. Chora psychicznie kobieta od lat zmagała się z jej zdaniem prześladującą ją siłą, która chce się z nią skomunikować i wcale nie ma dobrych zamiarów. W opłakanym stanie znajdują naszego bohatera jego kumple, który przekonają się, że choroby psychiczne mogą być dziedziczne, bo Tyler wyskakuje na nich z nożem, co skutkuje odniesionymi ranami i zamknięciem Tylera na kilka lat w psychiatryku.

corridor

Po latach przyjaciele spotykają się w domu, w lesie należącym do rodziny Tylera. Mężczyzna ma rozsypać prochy swojej matki ,a kumple mają być mu wsparciem. Chcą pokazać kumplowi, który zakończył hospitalizację, że nie mają do niego żalu za to, co stało się w przeszłości.

W czasie pobytu na odludziu Tyler napotyka w lesie coś… niezwykłego, dziwnego, szalonego… Widzi przed sobą coś na kształt pola siłowego, niewidzialnej ściany, która tworzy zamkniętą przestrzeń w okół niego. Pokazuje znalezisko swoim przyjaciołom. Ci zafascynowani, zaczynają odkrywać, że ich przebywanie w tym miejscu coś w nich zmienia. Okazuje się, że nie koniecznie na lepsze…

corridor

Kanadyjski duet filmowców znanych głównie z niskobudżetowych filmów krótkometrażowych zrobił obraz dość ciekawy, a na pewno… dziwny.

Początek filmu, w zasadzie jego pierwsza połowa przypomina bardziej film obyczajowy, dramat, ale nic nie zapowiada thrillera psychologicznego z wątkami sci-fi, który ujawnia się w drugiej połowie seansu, już po odnalezieniu tego, co tak naprawdę nie wiem, jak nazwać. Tytuł filmu wskazuje, że jest to przejście, ale skąd dokąd?

corridor

Naszym bohaterom zaczyna odwalać, po tym, jak przebywali w okolicy owej siły. Wszyscy, za wyjątkiem Tylera, który jest na lekach psychotropowych tracą rozum. Zaczynają słyszeć myśli swoich współtowarzyszy, terroryzują siebie na wzajem dzięki zdobytej w ten sposób wiedzy. Charaktery zebranych osób ulegają całkowitej dezintegracji, nikt nie jest już tym kim był. Pojawia się agresja, a właściwie obsesyjna chęć mordu uzasadniona omamami.

corridor

Jak to się skończy? Chyba źle… ale o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? Interpretacja filmowych wydarzeń nie jest prosta. Z jednej strony możemy wierzyć w nadnaturalny charakter zjawiska i jest to w zasadzie najprostsza droga. Z drugiej możemy racjonalnie stwierdzić, że Tyler odziedziczył chorobę psychiczną po matce, a psychotyczne objawy u jego towarzyszy to obłęd udzielony, ale przecież tylko on dzięki lekom tłumiącym psychozy zachował rozum – przynajmniej przez jakiś czas. Jak traktować tę historię to już decyzja widza.

Ogólnie film dość przypadł mi do gustu. Lubię takie porąbane historie.

Oprawa obrazu była całkiem udana więc nie można urągać na jego amatorskość. Aktorstwo też jak najbardziej w porządku, więc jeśli komuś ten film nie podjedzie problem nie będzie leżał po stronie realizacji.

To dziwny film, co powtarzam już chyba po raz trzeci w tym wpisie, nie każdemu się spodoba.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:6

62/100

W skali brutalności:3/10

W krainie snów

W poszukiwaniu nieznanego Kadath – H.P. Lovecraft

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Po przeczytaniu “Koszmarów i fantazji“, czyli  zbiorów listów i esejów Lovecrafta wiedziałam, że czas już najwyższy bliżej zapoznać się z jego twórczością literacką.

W moje ręce wpadała nowelka “W poszukiwaniu nieznanego Kadath”.

Muszę przyznać, że nigdy nie czytałam niczego równie obłędnego.

Ralph Carter, bohater, który występuje też w innych dziełach autora, śni o pięknym mieści skąpanym w promieniach zachodzącego słońca. Niczego tak nie pragnie jak na zawsze zatopić się w tym śnie. Wykorzystując zdolność świadomego śnienia wyrusza w drogę w poszukiwaniu swojej utopii. 

Tak trafia do krainy snu. Owa kraina pełna jest najwymyślniejszych dziwów, których barwne opisy biją na głowę najbardziej twórczą fantastykę.

Carter wędruje po przedziwnych ziemiach i spotyka jeszcze przedziwniejsze istoty. Niektóre z nich są mu przychylne, inne mają wręcz odwrotne zamiary. Niektórzy napotkani tam bohaterowie są stałymi rezydentami krainy snów inni, podobnie jak Carter tylko odwiedzają ją w onirycznym transie.

Spośród najróżniejszych stworów zdarzają się istoty całkowicie zwyczajne, ale to tylko pozory. W swojej podróży Ralph spotyka dzielne koty, swoistą kocią armię, która w czasie pełni odwiedza księżyc, skąd wracają jednym kocim susem prosto na dachy ziemskich domów. Toczą one rozliczne bitwy z wrogo nastawionymi mieszkańcami krainy snów, którym nie podoba się kocia natura. Oczywiście stają się one sprzymierzeńcami bohatera, co wcale nie dziwi ze względu na obłędną miłość autora noweli do tych stworzeń:)

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Nie tylko one wesprą Cartera w jego podróży. A co jest jej celem, po za tym, że ponowne zobaczenie niezwykłego miasta? Carter musi przekonać bogów snów, którzy zazdrośnie bronią przed śniącymi najpiękniejszych zakamarków swojej krainy, by dopuścili do do wyśnionego miasta.

Niektóre z opisanych wydarzeń mrożą krew w żyłach, ale wszystkie co do jednego mają niezwykłą, czarodziejską moc uwodzenia czytelnika.

Wyobraźnia Lovecrafta nie ma żadnych granic. Buduje on światy w najdrobniejszych szczegółach, tworzy bogów, ludzi, stworzenia, budowle, wierzenia i ciąg fantastycznych zdarzeń. Nie ucieka przed brutalnością, ale nadaje jej baśniowy wymiar, używa symboli, metafor. A gdy jesteśmy przy metaforach warto szepnąć coś o finale tej opowieści, który jest dość przewrotny, ale i mądry w swoim przesłaniu.

“Awanturnicza kronika przygód w krainie snu”, jak określił swój utwór Lovecraft, jest pisana ‘jednym ciągiem’. Brak tu jakiegokolwiek podziału, który ułatwił by czytelnikowi porcjowanie książki. Jesteśmy w wirze wydarzeń, z którego nie możemy się tak po prostu wyrwać, tak jak czasami trudno się przebudzić, wyrwać ze snu.

To najdziwniejsze co miałam okazję czytać. Jestem pod kolosalny wrażeniem. Zasobami swojej wyobraźni Lovecraf mógłby obdzielić co najmniej kilku artystów.

Moja ocena:9/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru