Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Cyrk dziwów

American horror story – Sezon 4 (2014)

freakshow

Czwarty sezon serialu „American horror story” nosi podtytuł „Freakshow”. Gdy usłyszałam pierwsze przecieki na temat wątki przewodniego czwartego sezony byłam jak najlepszej myśli. Cyrki zawsze uważałam za miejsca upiorne, wiele osób boi się klaunów, akrobaci dyndający kilka ładnych metrów nad ziemią wydaja się ostro rąbnięci, zamykanie w małych klatkach dzikich zwierząt i zmuszanie ich do robienia głupich sztuczek też budzi niemiłe odczucia. Cyrkowcy wiodą bardzo specyficzny tryb życia w swojej małej społeczności więc na pewno znajdzie się tam miejsce na mroczne tajemnice i brudne sekreciki.

Cyrk z „Amrican horror story” w dodatku nie jest zwykłym cyrkiem, lecz cyrkiem dziwów. Przybyła z Niemiec w latach ’40 ubiegłego wieku Elsa Mars przygarnia do swojej gromady najróżniejsze dziwolągi. Kobietę z brodą i jej syna z ‚dłońmi homara’, upośledzoną Peper, karlice Ma Petite i wiele wiele innych, którzy swoim wyglądem odstraszają i jednocześnie budzą fascynację.

freakshow

Elsa pragnie by jej dziwolągi przyciągały publikę, przed którą ona będzie występować jako główna gwiazda. Jej postawa wobec pobratymców jest bardzo ambiwalentna z jednej strony traktuje ich z góry jako wielka diva, wykorzystuje ich i traktuje jak swoje sługi, a z drugiej jest dla nich jak matka, dba o nich, troszczy się, broni przed wrogo nastawionym światem zewnętrznym. W tej roli ujrzymy fenomenalną jak zwykle Jessikę Lange, bez której trudno mi sobie wyobrazić ten serial – a będę musiała, ale o tym później… 

freakshow

Głównym założeniem serialu jest pokazanie, że tak naprawdę każdy jest dziwolągiem, choć czasem z pozoru tego nie widać…

Gdy ujrzymy siostry syjamskie w pierwszym odcinku sezonu najpierw zobaczymy ich dziwną powierzchowność, dwie głowy jedno ciało, ale przy bliższym poznaniu dostrzeżemy, że Bette i Dot mają takie same marzenia jak wszystkie młode dziewczyny – chcą być kochane, chcą się realizować. Oczywiście w końcu trafią do cyrku Elsy.

freakshow

Podobnie jest z resztą zmutowanych, ‚wadliwych’ osobników, wykluczonych przez swoją inność. A co z sama Elsą? Skąd u niej pociąg do dziwactw? Elsa wciąż powtarza, że jest jedną z nich, dlaczego? W którymś z odcinków wyjawia swoją tajemnicę. Brakuje tu jakiegoś schematu prowadzenia fabuły, ale można powiedzieć, że w każdym odcinku poznajemy bliżej innego dziwoląga i jego historię.

freakshow

Do tego dochodzi tło społeczne, jak zwykle bardzo dobrze nakreślone w każdym sezonie serialu. Od początku widzimy, że serial traktuje o upadku cyrku dziwów Elsy Mars, wiemy, że fabuła będzie stopniowo eliminować każdego z bohaterów, aż w końcu nie pozostanie nic po za pustym namiotem, gdzie dawali swojej występy.

Widzimy iż niektórzy z nich trafili jako eksponaty zatopione w formalnie do niezwykłego muzeum zajmującego się prezentowaniem najróżniejszych mutacji ludzkiego ciała. Zakończenie serii nie jest jednak tak dołujące, jak to było w sezonie pierwszym i drugim, gdzie polały się łzy, przynajmniej w moim przypadku. Ktoś tam przeżyje, możecie być pewni:)

W moim odczuciu finałowi zabrakło mocy, ale cały sezon był jakby odpalony na zwolnionych obrotach. To kolejny sezon, któremu zabrakło siły przebicia. Oczywiście „Freakshow” nie jest aż tak nastkowy jak „Coven” co się chwali, ale brakuje tu autentycznej grozy. Czegoś co zwali z nóg, czegoś co przerazi. Freak’i wcale nie są straszne, bardziej budzą współczucie. Trochę brakuje tu autentycznie czarnych charakterów, w zasadzie jeśli miałabym obstawić to wybrałabym tylko Dany’ego, małego bogacza psychopatę.

Powiem szczerze, że przez większość odcinków po prostu się nudziłam. Ocknęłam się nieco przy 10 czy 11 który nawiązuje do sezonu Asylum, poprzez postać Peper.

Zastanawiam się czemu znowu wyszło to ta słabo? Przecież był pomysł, całkiem dobry, wykonanie też technicznie nie najgorsze, tylko ducha grozy zabrakło.

freakshow

Serialowa obsada jest w zasadzie ta sama ,co w poprzednich częściach. Dochodzi kilka nowych twarzy, paru osób zabraknie, ale pewno jeszcze wrócą, bo w planach jest kolejny sezon, tym razem ma nawiązywać do formuły klasycznych slasherów z lat ’80, a Jessikę Lange ma zastąpić Jamie Lee Curtis. Jakoś tego nie widzę… Oczywiście pomysł ze slasherem popieram, ale dlaczego bez głównej gwiazdy serialu? Może to tylko plotki, miejmy nadzieję. Oczywiście zamierzam obejrzeć następny sezon, bo nadal wierzę w potencjał tego serialu, ale nie wiem na ile jeszcze starczy mi cierpliwości.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:6

Oryginalność:7

to coś:6

66/100

W skali brutalności:2/10

Opowieści z wysokiej wieży

Wieża –  Ahsan Ridha Hassan

wieża

„Wieża”, zbiór opowiadań, czy też minipowieści, porównywany do twórczości Gaimana, składa się z pięciu historii z czego każda, to Wam mogę szczerze powiedzieć, jest lepsza od poprzedniej.

Autor ma doświadczenie w pisaniu opowiadań, bo publikował już w Fantastyce i chyba nawet zgarnął jakąś nagrodę za swoją twórczość. Po za pisaniem obraca się w branży wydawniczej jako założyciel Wydaję.pl czyli portalu dla pisarzy, którzy chcą samodzielnie wydać swoją twórczość. Szczytna to działalność, choć podejrzewam, że „Wieża” spokojnie mogłaby zainteresować nie tylko wydawnictwa typu Novae Res, w którym została wydana, ale także te z poza self publishing.A przynajmniej na to w mojej ocenie zasługuje.

Do rzeczy:

Pierwsza tytułowa opowieść „Wieża” to historia aspirującego pisarza, młodego męża kapryśnej żony borykającego się z problemami finansowymi i przede wszystkim z wewnętrznym rozdarciem pomiędzy ‚chcę’ a ‚powinienem’.

Michał kupuje na potężny kredyt piękny dom z ogrodem na przedmieściach. Z powodu kłótni z teściem – strasznie nieprzyjemny typ – on i żona muszą sami radzić sobie ze spłatą choć liczyli na pomoc.

Michał ucieka od przykrej rzeczywistości próbując tworzyć swoją własną literaturę. Pierwszym objawem nadchodzącej twórczej pasji są halucynacje. Michał widzi w ogrodzie swojego nowego domu wieżę. Z dnia na dzień staje się ona coraz wyraźniejsza. Ma też swojego mieszkańca ale o tym bohater przekona się później. Mężczyzna wykorzystuje zaplanowany urlop na pisanie. W jego wydaniu praca pisarza przyjmuje postać mani, z której trudno wyrwać mu się by zaspokajać potrzeby fizjologiczne, nie mówiąc o pełnieniu obowiązków domowych.

Wielu wielkich autorów pracowało w ten sposób, ale czy któryś z nich posiadał moc tworzenia rzeczywistości wychodzącej po za papier? Michał tak.

„Wieża” to bardzo mroczna, oniryczna i pogmatwana historia. Niby mocno osadzona w realiach zwykłego życia: problemy rodzinne, niespełnienie zawodowe, zdrada… a tuż obok tego wyrasta nagle zupełnie nierzeczywista wieża, którą zamieszkuje wampir. Wampir wysysający życie.

wieża

Tak sobie pomyślałam, że ta wieża była niczym innym a projekcją, którą stworzył w swoim umyśle Michał jako symbol wciąż narastających problemów. To oczywiście tylko moja interpretacja.

Dość powiedzieć, że to bardzo dobra historia, najdłuższa z zebranych tu, ale czy najlepsza? Być może. Ode mnie „Wieża” dostaje 8/10

Kolejna opowieść „Pożerany” przenosi czytelnika w świat ludzi nieco młodszych choć również targanych niemałymi zmartwieniami. Bohaterem historii jest Oskar, a właściwie Mateusz zwany Oskarem. Nastolatek mieszkający z rodzicami, mający swoje problemy, głównie z dziewczyną. Chęć zaimponowania szkolnej femme fatale, Klaudii wpędza go w kłopoty finansowe i teraz Oscar musi wziąć udział w drobnym acz szemranym interesie, do którego zachęcają go szkolni koledzy, imponująco obrotni jeśli idzie o moją opinię:) Sprawa wiąże się z lokalną legendą na temat Willi na wzgórzu, pono miejscu przeklętym, pono zabijającym swoich mieszkańców.

wieża

W międzyczasie w życiu Oscara pojawi się jeszcze jedna dziewczyna, póki co, istniejąca tylko wirtualnie, ale wkrótce w życie Oskara wkradnie się zgroza….

Finał tej historii jest świetny. Najpierw coś mrocznego, a później coś brutalnie przyziemnego. Szczegółów nie podam, bo liczę, że sami sięgniecie po lekturę. Warto. Ode mnie „Pożerany” dostaje 8/10

„Robaczywy księżyc” to historia młodego marketingowca Oliwera, który pewnego dnia wyjeżdża do Warszawy by walczyć tam o kontrakt i powraca… odmieniony. Subtelne sygnały jakie wysyła nam autor opowieści wystarczą by domyślić się co jest na rzeczy, bo wykorzystuje motyw bardzo popularny w horrorach. Nie robi tego jednak w sposób pretensjonalny, często zbacza w swojej historii na boczne ścieżki zupełnie nie przystające do klasycznej opowieści o(…).

wieża

To opowiadanie chyba zrobiło na mnie najmniejsze wrażenie, choć oczywiście nie jest to dla niego żadna obraza, po prostu konkurencja była lepsza:) Ode mnie 6/10

„Doppelaganger” to chyba mój faworyt. Absolutnie oryginale opowiadanie choć trochę zalatujące klasycznym Poe, czy literaturą rosyjską, Nabokovską „Rozpaczą” czy „Sobowtórem” Dostojewskiego. Traktuje o dwóch studentach szkoły filmowej którzy spotykają się po latach.

Marek niedawno rzucił pracę w banku, zapomniał o byciu aktorem. Romek przybywa z Los Angeles, gdzie wiedzie całkiem udane życie mimo iż nie zrobił planowanej kariery reżyserskiej, a wszystkiemu winien jest jego sobowtór: Roman Polański. Ha!

wieża

Ten pomysł mnie powalił. Sama uwielbiam twórczość Polańskiego, ale nie o to mi głównie chodzi. Motywem przewodnim opowieści jest jakby nie patrzeć coś w rodzaju skradzionego talentu. Dwóch mężczyzn, dwóch reżyserów, dwóch Romanów, ma identyczne pomysły, znajdują się na podobnych życiowych zakrętach, z tym, że jeden zawsze jest o krok do przodu:  Kiedy Roman Polańczyk planuje miejsce akcji Roman Polański już tam jest i kręci swój film.

Ilu twórców doświadcza tego samego? Wpada na super oryginalny pomysł i już chce go wcielić w życie, gdy okazuje się, że ktoś był szybszy. A gdyby tak nemezis był tylko jeden? Co pozostaje gdy próby oddzielenia się nie udają? Podążanie za symbiozą. Moja ocena: 10/10

„Sądny dzień”, ostatnia z opowieści, traktuje o jednym odjechanym dniu z życia pewnego tetryka – rysownika, który bardzo lubił młode kobiety. To taka fantasmagoryczna wizja sądu na duszy nieszczęśnika oprawiona w groteskę i odrobinę absurdu, ale nadal bardzo czytelna i mocna.

Pewnego dnia rysownik Andrzej (od razu skojarzyło mi się z Andrzejem Mleczko) wychodzi z domu ponętnej studentki i dowiaduje się, że ma być sędzią na procesie o nieumyślne spowodowanie śmierci, a raczej o gwałt którego skutkiem była samobójcza śmierć nastolatki.

wieża

Jeśli idzie o moją interpretację to jest to taka krótka opowieść o sumieniu, które samo jest sprawca złego, bo wyłącza się w najmniej odpowiednim momencie i popuszcza lejce i jest też sędzią, srogim i nie uznającym żadnej linii obrony gdy przychodzi tytułowy „Dzień sądu”. Niby proste, ale cała oprawa tej historii jest kosmiczna. Moja ocena: 7/10

„Wieżę” warto przeczytać. To rzecz pewna. Nie pewny jest natomiast skutek próby objęcia jej w jakiekolwiek ramy. To potężny miszmasz gatunków, bo jest i horror i sci- fi i groteska i powieść obyczajowa i psychologiczna. Wszytko w  tych pięciu mini powieściach/ opowiadaniach. Wyjątkowo dobre, wyjątkowo rzadko spotykane. Aj, polecam.

Moja ocena całości: 8/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

Człowiek to jedyne zwierze zabijające dla zabawy

Presevation (2015)

preservation

Dwóch braci i żona jednego z nich wyruszają na obóz za miasto. Sean to były żołnierz, który uwielbia polowania i snucie niepokojących opowieści. Mike to jego przeciwieństwo, pracoholik i entuzjasta wygodnego życia. Wit to żona Mike’a nie do końca zadowolona z małżeńskiego pożycia.

Ta trójka rozbije obóz w lesie w pobliży jeziora. Nazajutrz zorientują się, że ich namioty, prowiant, broń ,a nawet pies Seana znikają. Wkrótce bohaterzy zorientują się, że sam stali się obiektem polowania…

preservation

preservation

Survival horror w reżyserii Christophera Denhama bardzo przypomina brytyjski thriller „Eden Lake„. Niestety jest dużo słabszy i zaraz Wam powiem dlaczego.

Historia jest prosta. Ci, którzy mieli polować i dobrze się bawić sami staną się ofiarami polowania i będą stanowić rozrywkę dla zamaskowanych łowców. Wiemy, że jeden z bohaterów posiada większe umiejętności przetrwania w trudnych warunkach niż reszta, chodzi mi o Seana. Jest też najsłabsze ogniwo, oczywiście jest nią Wit, kobieta, która twierdzi iż nie jest zdolna do zabijania. „Och, oczywiście, że jesteś” – odpowiada jej Sean, który twierdzi iż w odpowiednich warunkach każdy jest zdolny do morderstwa.

preservation

Oczywiście ten obraz potwierdzi tę zasadę.

Gdy obozowicze zorientują się, że padli ofiarą kradzieży, część z nich chce wrócić do samochodu i zwiać do bezpiecznego miasta, jest też ktoś kto temu oponuje. Początkowo jest nie groźnie jednak, gdy bohaterzy odkryją iż mają do czynienia z wrogiem bezwzględnym wobec żywych istot zacznie się wzrastać napięcie i poczucie zagrożenia.

W przeciwieństwie do „Eden Lake” obraz Denhama jest mniej brutalny, tempo akcji jest mniejsze a same postaci bohaterów i antybohaterów mniej ciekawe. Jeśli chodzi o tych drugich to nie poznajemy ich zbyt dobrze, nie znamy ich motywacji, więc możemy się domyślić, że chodzi o fun.

Niebezpieczne sytuacje, w których znajdują się raz za razem protagoniści również wypadają bladziej.

Denerwujące w scenariuszu jest to, że nasi bohaterzy wciąż powtarzają ten sam błąd: odwracają się plecami do wroga. Każde jedno, bez wyjątku podkłada się w ten sam sposób. To sprawia, że każda kolejna konfrontacja jest boleśnie przewidywalna w skutkach. Wiadomo, że ofiara musi spełnić swoją ofiarną rolę, ale mogłaby dla odmiany czynić czasem inne głupoty:)

Jeśli chodzi o plusy produkcji to na pewno doceniam tu dialogi, dość inteligentne, jak na współczesny horror i kilka może nie wybitnych, ale całkiem udanych scen ucieczek, to wychodziło znacznie lepiej niż konfrontacje.

preservation

Aktorstwo wybitne nie jest, ale da się strawić. Twórca kilka lat wcześniej zmajstrował film „Home movie” niestety nie mogę go znaleźć i tu pytanie do publiczności, czy ktoś go ma wie gdzie można szukać by znaleźć?

Moja ocena:

Straszność:6

Fabula:6

klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Gad

The Reptile/ Kobieta Wąż (1966)

reptile

Do małej posiadłości odziedziczonej po zmarłym bracie wprowadza się Harry Spalding i jego żona Valerie. Mieszkańcy wioski Cornish nie przyjmują nowych zbyt radośnie. Wszyscy radzą im szybko przeprowadzkę. Zdaje się mieć to związek  z okolicznościami śmierci Charlesa, brata Harrego.

Oficjalną wersją jest atak serca, ale nie ma ona zbyt wiele wspólnego z prawdą. Okazuje się, że w okolicy często dochodzi do niewyjaśnionych zgonów.

Harry przeprowadza prywatne śledztwo. Wiele tropów prowadzi do domostwa sąsiadów. Podejrzanymi stają się doktor Franklin i jego piękna córka Anna.

reptile

Co by nie mówić filmy Hammera mają swój urok. O „Kobiecie – wężu” słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jakiś czas temu czytając książkę „Beksińscy portret podwójny” dowiedziałam, że film Johna Gillinga był ulubionym horrorem syna mojego ulubionego malarza Beksieńskiego, Tomka. Odtwórczyni tytułowej roli w była w jego oczach ideałem piękna, zaś jej potworna natura jego zdaniem symbolizowała zachowania kobiet. Szybki atak na ofiarę i sączenie jadu do rany, aż biedak skona.

Tomek obejrzał go w wieku jedenastu, czy dwunastu lat, toteż zrozumiałym jest, że film zrobił na nim kolosalne wrażenie. Wówczas nie zauważał licznych wpadek operatorskich, scenografii z drugiej ręki, która ostała się po innym Hammer’owskim projekcie i szkoda było wywalić, czy bardzo słabej charakteryzacji tytułowego potwora.

Ja też starałam się oglądać ten film oczami dziecka, ale niestety starość to cynizm, a on utrudnia wykrzesanie z siebie entuzjazmu:)

Film niestety mnie nie zachwycił, ale to nie znaczy, że się nie podobał.

reptile

Bardzo przypadł mi do gustu sam pomysł na pochodzenie klątwy, która uczyniła z pięknej dziewczyny potwora, trochę taki przytyk od koloni dla korony brytyjskiej w stylu „Pchacie się tam gdzie Was nie chcą, narzucacie swoją kulturę, więc my damy Wam dobitną szansę na poznanie naszej, czy Wam się to podoba, czy nie”.

W zasadzie od początku wiemy, kto jest winien śmierci Charlesa i kto zagraża innym mieszkańcom osady, a jakby ktoś miał co do tego wątpliwości to niech spojrzy na tytuł, jego polska wersja mówi wszytko…

Nie przeszkadza to jednak twórcom w wytrwałym budowaniu nastroju tajemnicy i choć wiemy do czego to zmierza miło ogląda się poczynania protagonistów.

reptile

Aktorstwo jest całkiem udane i tu muszę przyznać młodszemu z Beksińskich, że uroda Jacqueline Pearce faktycznie robi wrażenie.

Jak wspomniałam umiejętności charakteryzatora nie powalają, nasz potwór przypomina wylepiona z plasteliny poczwarkę i tego nie można zrzucić na mały budżet, bo w wielu tanich produkcjach twórcy nadrabiają brak funduszy kreatywnością.

reptile

Nikt nie oczekiwał zbyt wiele od tej produkcji. W latach ’60 Hamer powoli ustępował miejsca innym wytwórniom i tak na dobra sprawę „Kobieta wąż” jest jednym z ostatnich zapamiętanych przez widzów filmów, pomijając kontynuacje starszych tworów, jak cykl o Draculi, ciągnące się jeszcze w latach ’70.

Myślę, że warto zerknąć, chociażby po to by zaznajomić się z klasyką.

Na koniec pytanie do publiczności: Czy Wy też macie taki horror z dzieciństwa, który w latach szczenięcych wystraszył Was na tyle by w przyszłości pamiętać te wrażenia?

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:8

Zaskoczenie:3

Oryginalność:7

To coś:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

61/100

W skali brutalności:1/10

Dzień sądu

The Remaining (2014)

remaining

Grupa przyjaciół spotyka się na weselu Sky i Dana. Zamiast dobrze się bawić bohaterzy będą świadkami apokalipsy. Część gości padnie trupem w ułamku sekundy, a część będzie skazana na szukanie schronienia podczas, gdy z nieba poleci grad, szarańcza, pioruny i wypełzną porywające ludzi macki. Wszystko to ma być zwiastunem biblijnej apokalipsy.

remaining

Carsey La Scala bardziej zasłynął jako producent niż jako reżyser, czy scenarzysta. W tej kwestii „The Remaining” można uznać za debiut. Facet pracował przy takich produkcjach jak „Szkoła uczuć”, czy „Historia kopciuszka”, w tym zestawie tylko „Donie Darko” wygląda dobrze.

Gdybym wiedziała wcześniej, że facet lubi nachalnie moralizować – bo czym innym jest historia o córce pastora nawracającej zbuntowanego przystojniaka – ominęłabym ten film z daleka. Tak się nie stało…

Spędziłam więc półtorej godziny słuchając o tym, jak to bóg nas kocha, ale nas wybije, jeśli nie jesteśmy prawdziwie wierzący.

Co oznacza być prawdziwie wierzącym, nie dowiedziałam się, niestety, bo jak się okazuje, samo chodzenie do kościoła, czy bycie księdzem to jeszcze za mało, nie wystarczy też bycie dobrym człowiekiem.

remaining

Już od pierwszych scen nie można mieć złudzeń co do pointy filmu. Nikt za bardzo nie rozważa innych opcji niż biblijna apokalipsa. Ktoś tam nieśmiało wtrąci coś o ataku kosmitów, ale zaraz dostanie biblią w łeb i na tym skończy się cały dylemat. Fabuła przebiega więc jednotorowo. Bohaterowie filmu są uczestnikami apokalipsy. Doświadczą wielu trudnych sytuacji w czasie jednej tylko nocy kiedy to usłyszano archanielskie trąby.

Wszyscy oczywiście doświadczą nawrócenia za co zostaną nagrodzeni bolesną śmiercią, która jednak gwarantuje życie wieczne.

W miarę rozwoju fabuły robi się coraz większa schiza. Jeśli usłyszałabym choćby jedną więcej ckliwą deklarację wiary to chyba strzeliłabym sobie w stopę przed ekranem.

remaining

Liczyłam, że u schyłku scenariusza nastąpi jakiś zwrot akcji, ale nic z tych rzeczy. Boguś szaleje z nienawiści do niewiernych, a ci na prętce chrzczą się w wannach by zyskać jego łaskę.

Na ziemi zostali już tylko ci niewierzący, którzy starają się ogarnąć sytuacje, pomagają sobie nawzajem z narażeniem własnego życia, ale cóż to znaczy? Film jest straszliwie przegadany, na dodatek nie zbyt mądrze tu prawią, zaś nieliczne sceny pokazujące apokalipsę wyglądają bardzo przeciętnie i mało pomysłowo. Aktorstwo jest średnie, ale w sumie lepsze nie było wcale potrzebne, bo brakuje tu postaci choćby odrobinę charakterystycznych.

Nie wydaje mi się by ten film w jakikolwiek sposób ukazywał ludzkie zachowanie w sytuacji wszechogarniającego zniszczenia. Weźmy dla porównania choćby „Mgłę” Kinga. Jak tam zachowują się ludzie? Gdy klepanie pacierzy nie pomaga postanawiają wykorzystać starotestamentowe zagrania zacząć składać ofiary. Zamiast wspierać się szukają winnego gniewu bożego, nikt nie nagrywa na fonie wyznania wiary i nie krzyczy w niebo, że wierzy w boga. Wszyscy robią po gaciach i nikogo nie obchodzi los bliźniego. Tu wszyscy przechodzą przemianę. Tak jakby jeszcze ktokolwiek wierzył w to, że cierpienie uszlachetnia. Ci którzy byli z natury dobrzy, tacy pozostaną, a ci którzy byli bezwzględni zrobią się tylko gorsi.

Podsumowując: film głupi jak nieszczęście🙂

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:6

To coś:3

Oryginalność:5

Walory techniczne:5

48/100

W skali brutalności:2/10

Co sie zdarzyło w Crickley Hall

The Secret of Crickley Hall (2012) – odc. 1-3

the secret of crickley hall

Eve i Gabe przeprowadzają się do posiadłości nazywanej Crickley Hall by otrząsnąć się po stracie dziecka. Pół roku wcześniej ich synek Cameron został uprowadzony z placu zabaw. Poszukiwania nie przynoszą rezultatów, więc wraz z małą Cally i nastoletnią Loren postanawiają zmienić otoczenie.

W wielkim wiktoriańskim domu nie znajdują jednak spokoju. Crickley Hall był niegdyś sierocińcem, którego mieszkańcy zginęli w tragicznych okolicznościach.

Eve, która posiadała nadnaturalną zdolność porozumiewania się z synem telepatycznie znowu zaczyna słyszeć jego głos – po raz pierwszy od dnia jego zaginięcia. Rodzina musi dowiedzieć się, czy istnieje jakaś szansa na odnalezienie syna żywego i co mają z tym wspólnego wydarzenia z przed pół wieku, jakie miały miejsce w Crickley Hall.

the secret of crickley hall

Mini serial produkcji BBC miał premierę w listopadzie 2012 roku. Do polski nie dotarł – przynajmniej nie oficjalnymi drogami. Większość z Was za pewne o nim nie słyszała, tak też byłoby w moim przypadku gdyby nie został mi podsunięty 🙂

Scenariusz do filmu powstał w oparciu o powieść Jamesa Herberta, w moim odczuciu specjalisty od nastrojowych ghost story.

the secret of crickley hall

Do udziału w projekcie zostali zaproszeni znani z innych seriali aktorzy, jak Olivia Cook, która rozpanoszyła w filmowych horrorach od czasu debiutu w „Motel Bates„, czy Maisie Williams, znana przede wszystkim jako Arya Stark z „Gry o tron”. Podobnie serialowe doświadczenia ma cała reszta obsady, generalnie twarze znane.

Opowieść podzielona jest na trzy blisko godzinne odcinki. Film raczej unika nudnych wstępów i dłużyzn, jak to często bywa z mini serialami, chociażby w przypadku ubiegłorocznego „Dziecka Rosemary„. Praktycznie od razu przechodzimy do rzeczy.

Akcja filmu dzieje się, w dwóch czasach. Na przemian śledzimy losy rodziny Cribben osadzone we współczesności, by za chwilę przenieść się do lat ’40 ubiegłego wieku, by poznać historię Nancy Linnet młodej nauczycielki z sierocińca i jej uczniów dręczonych przez obłąkanego dyrektora placówki i jego- nie wiele lepszą – siostrę.

the secret of crickley hall

Twórcy serialu postawili na bardzo klasyczny przepis na kino grozy:

Mamy wielkie domostwo skrywające mroczną tajemnicę, bohaterów którzy chcą przed czymś uciec, a w efekcie wplątują się w niezłą intrygę uknutą wiele lat temu i oczywiście tych, którzy coś wiedzą, ale nie powiedzą.

Do tego dochodzą przemykające po schodach przyjazne duszki i kryjący się w piwnicach potępieńcy, obowiązkowo mamy kogoś na kształt medium, dziecko, które widzi duchy i ‚znawce zjawisk paranormalnych’.

W przeciwieństwie do chociażby „Nawiedzonego” czyli innej adaptacji prozy Herberta nie uświadczymy tu wielkiego efektu zaskoczenia, nawet o mały jest ciężko, choć umiejętnie budowana fabuła nie pozwala na poczucie rozczarowania finałem.

Udaje się zbudować coś, co przypomina klimat klasycznych brytyjskich straszaków, ale nie jest idealnie.

the secret of crickley hall

Jak na mój gust sprawa jest mocno uproszczona i mam wrażenie, że w porównaniu z oryginalną, czyli książkową wersja tej historii mamy tu sporo dziur, które warto było zapełnić. Książki nie czytałam i nie wiem nawet czy jest dostępne jej polskie wydanie, ale coś mi mówi, że pewne kwestie zostały tu pominięte.

Nie mniej jednak ogólne wrażenia są na plus. Bardzo przyjemna, sprawna historia, spełnia wymogi gatunku. Trochę przypomina takie horrory jak „Sierociniec”, Szepty w mroku”, czy „Kręgosłup diabła”, a to bardzo miłe skojarzenia dla każdego fana ghost story.

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:8

Napięcie:6

Fabuła:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

Coś na farmie

Isolation/ Izolacja (2005)

isolation

Na farmie w Irlandii za zgodą jej właściciela Dan’a, naukowiec John przeprowadza eksperymenty na bydle. Poddaje je genetycznym modyfikacjom, by przyspieszyć ich dojrzewanie i tym samym sprawić, by szybciej mogły się rozmnażać. Sprawę nadzoruje doktor weterynarii Orla, która wkrótce po odebraniu porodu u jednej z krów odkrywa, że z nowo narodzonym cielakiem jest coś nie tak. Zwierze jest bardzo agresywne i trzeba je uśmiercić.

isolation

Po dokonanej sekcji zwierzęcia Orla wraz z Johnem odkrywają iż nowo narodzone bydlątko było w ciąży, a z jego wnętrza wyciągnięto kilka martwych płodów. A przynajmniej wyglądających na martwe.

Gdy John i Dan zastanawiają się, co poszło nie tak Orla znika, a ukrywający się w okolicy wraz z dziewczyną Jamie, zostaje ugryziony przez coś co zostało wyhodowane na farmie.

Horror Billy’ego O’Brien’a porusza  temat zwierząt transgenicznych hodowanych dla zysku, wbrew dezaprobaty większości społeczeństwa. Wiemy, że skutki modyfikacji genetycznych mogą być mało ciekawe. ‚Ulepszone’ w ten sposób zwierzęta mogą być chore, bezpłodne, agresywne…  Reżyser „Izolacji” idzie o krok dalej snując wizję jeszcze gorszego, co więcej, zaraźliwego efektu ubocznego.

isolation

Wynik pracy naukowca okazuje się być śmiercionośnym stworem, którego nie sposób w łatwo unieszkodliwić. Bardzo czytelne jest tu nawiązanie do takich filmów jak Coś”, czy innych monster movie, z tym, że pochodzenie potwora w przypadku „Izolacji” nie jest nadprzyrodzone, lecz wynika z ludzkich działań. 

Posiada bardzo czytelne – nauka rozwija się w niebezpiecznym dla ludzkości kierunku – ale posiada też walory czysto rozrywkowe.

Podczas seansu możemy cieszyć oko bardzo dużym nagromadzeniem scen krwawych, graniczących z uczuciem obrzydzenia, bardzo precyzyjnie zrobionych mimo niewielkiego budżetu jakim dysponował twórca.

Efektom gore towarzyszy dobrze budowany suspens, mroczny klimat grozy kryjącej się pod osłoną nocy. Kolorystyka obrazu jest ciemna, ale intensywna. Ograniczona przestrzec pozwala zbudować klaustrofobiczny klimat i tytułowe poczucie izolacji.  

Aktorstwo jest jak najbardziej zadowalające, w filmie możemy zobaczyć chociażby Essie Davis, którą ostatnio widzieliśmy w „Babadooku i wielu innych znanych choć nie ‚opatrzonych’ jeszcze aktorów. 

Dla mnie największą zaletą filmu jest dokładność twórcy, który nie pozwala na przypadkowe kierowanie fabułą, ani na ubytki w formie. Wszytko jest zbudowane konsekwentnie. Fani scen niemiłych dla oka będą mieli na co popatrzeć , bo nawet jak kilkakrotnie się skrzywiłam na temat tego o widzimy na ekranie.

isolation

W ubiegłym roku O’Brien wypuścił nowy film „Scintilla” teraz wystarczy poczekać aż gdzieś się wyłoni. Przypuszczam, że niebawem to nastąpi, bo „Izolacja” została doceniona przez krytyków, parokrotnie nagrodzona, a i wielu widzów wypowiada się o filmie pozytywnie.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:4/10

Kiedy księżyc spływa krwią

Messiah of Evil/ Mesjasz zła (1973)

mesjasz zła

Arlette straciła kontakt ze swoim ojcem, malarzem, gdy ten przeprowadził się do małego miasteczka w Kalifornii. Zanim przestał się odzywać nadsyłał jej listy o coraz bardziej niepokojącej treści. Kobieta postanawia rozwikłać tajemnice miejsca, które jej ojciec uznał za przeklęte oraz, o ile to możliwe, odnaleźć tatę.

Stareńki film małżeńskiego duetu Huyeck& Katz.(To w ogóle produkcja rodzinna, bo jeszcze zdjęcia od szwagra:)

Trafiłam na niego, rzecz jasna, przypadkiem. Ostanie łowy mogę uznać za owocne. Po kilku wpadka z kinem terajszym zawsze sięgam po coś starego i zapomnianego, to przywraca mi wiarę w kino grozy.

Od razu mówię, że nie jest to film, który spodoba się każdemu. Niedawno pisałam tu „The Sentinel” zaznaczając jego dziwność. W przypadku „Mesjasza zła” muszę uczynić to samo.

Po scenie otwierającej, w której widzimy mężczyznę mordowanego przez młodą aczkolwiek dziwnie wyglądającą dziewczynę przechodzimy do opowieści snutej przez narratorkę i tym samym bohaterkę filmu, Arlette.

mesjasz zła

Jej głos będzie towarzyszył nam przez cały seans, uzupełniając to, co widzimy na ekranie. To przydaje filmowi trochę gawędziarskiego klimatu, choć historia raczej nie nadaje się na opowieść przy ognisku, jest na to zbyt pokrętna.

Dzięki temu wstępowi poznajemy jednocześnie epilog. Smutny koniec naszej bohaterki zamkniętej w domu wariatów. Widź ma się stać świadkiem jej historii. A historia ta wiąże się z legendą Point Dune (nie jestem pewna pisowni), gdzie:

„Przed stu laty księżyc stał się czerwony i zaczęły się dziać różne rzeczy, tak jakby ta czerwień wpychała ludzi w otchłań piekła. Nagle zaczynali krwawić. Dzieci jadły surowe mięso, miasto zmieniło się w rozjątrzoną ranę, aż do pewnej nocy, gdy tamci wyszli z kanionu”.

mesjasz zła

Takie słowa nasza bohaterka usłyszy od miejscowego pijaczka po dotarciu na miejsce. Ten sam typek poleci jej także zabicie ojca, gdy tylko go odnajdzie.

Arlette wprowadza się do opustoszałego domu taty wraz z poznanymi w mieście ludźmi zainteresowanymi historią miasta. Bogaty turysta z Europy i dwie jego kochanki przez pewien czas towarzyszą dziewczynie w śledztwie. Jak to bywa w miejscach przeklętych ludzie znikają i wkrótce Arlette zobaczy na własne oczy prawdziwe oblicze mieszkańców miasteczka.

Temu ‚objawieniu’ będzie towarzyszyć wiele smakowitych scen. W zasadzie każda kolejna jest lepsza od poprzedniej, wiec mogłabym je wymieniać w nieskończoność. Wszytko dzieje się nocą, niby banał ale pomaga w budowaniu klimatu. Pojawia się też szereg dziwacznych postaci, jak Murzyn albinos jedzący myszy, czy wspomniany pijaczek.

mesjasz zła

mesjasz zła

Kamera posuwa się z wolna więc idzie się w tym klimacie rozsmakować. Mamy sporo zbliżeń na przerażone oblicza ofiar czy na obłąkane oczy oprawców, trochę brutalności, trochę krwi. Obstawiam, że twórcy mogli zapatrzeć się na stare, dobre giallo, albo na horrory metafizyczne, których cóż, mamy jak na lekarstwo, ale jak już któryś się trafi to klękajcie narody.

Jeśli chodzi o inne skojarzenia to na pewno postawiłabym na młodszy o dwa lata „Przestraszmy Jessikę na śmierć. Tu też mamy podejrzewaną o szaleństwo narratorkę, w której głos wsłuchujemy się podczas śledzenia tego, co dzieje się na ekranie. To nie wszystkie punkty wspólne tych dwóch obrazów, ale nie chciałabym czynić spoilera.

Motyw tajemnicy miasteczka finalnie może okazać się trochę banalny, ale zdradzę Wam, że to wcale nie przeszkadza w całościowym odbiorze filmu.

Tyle się tu dzieje, że nikt nie powinien być rozczarowany, to jedno, druga rzecz to sposób w jaki ta historia jest przedstawiona: Wspomniane zdjęcia, efektowne dodatki, jak muzyka, czy całkiem niezłe aktorstwo. Mamy tu też trochę lekkiej psychodeli, co wytrąca z prostego rozumowania i oczywistego odbioru wprost.

Na koniec powiem, że polecam. Ale nie każdemu:)

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:10

Fabuła:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:7

To coś:9

72/100

W skali brutalności:2/10

Dzieci wychodzące z cienia

Out of the Dark (2014)

out of the dark

Trzy osobowa rodzina Harrimanów przeprowadza się z Europy do Kolumbii, gdzie od lat ojciec Sarah Harriman prowadzi fabrykę papieru. Kobieta ma przejąć kierownicze stanowisko po niedawno zmarłym w dziwnych okolicznościach mężczyźnie. Nie ma pojęcia o branży, ale angażuje się w pracę widząc jak ważnym elementem życia społeczeństwa Santa Clara jest możliwość zarobkowania w jej rodzinnej firmie.

Tymczasem jej mąż Paul poświęca się swojej artystycznej działalności oraz opiece nad ich mała córeczką Hannah. Rodzina osiedla się w domu zamieszkałym przez wcześniej wspomnianego martwego faceta i powoli poznaje historię małego kolumbijskiego miasteczka. Po za biedą mieszkańcom Santa Clara w jego długiej historii przydarzały się różne nieszczęścia, miedzy innymi makabryczna zbrodnia dokonana na dzieciach w czasach konkwisty. Teraz, w rocznicę zajścia, tuż po obchodach upamiętniających ofiary zbrodni, mała Hannah zaczyna chorować, a jej rodzice będą musieli dowiedzieć się co jest przyczyną niejasnej dolegliwości by móc ocalić córkę.

out of the dark

„Out of the Dark” to kolejne współczesne ghost story bazujące na maksymalnym użyciu efektów komputerowych w celu wyłuskania choć odrobiny przerażenia z potencjalnego widza. Gładkość grafiki widać już choćby na plakacie promującym.

Już początek filmu zdaje się krzyczeć: mamy budżet i nie zawahamy się go użyć!

Debiutujący twórcy postawili więc na hollywoodzka obsadę, piękne plenery Ameryki Południowej i wspomniane efekty. Szkoda, że nie postawili na oryginalniejszy scenariusz.

Nie jestem jasnowidzem, ale już po pierwszych minutach filmu domyśliłam się co jest na rzeczy, Wystarczyło dodać dwa do dwóch. Choć później podrzucony trop stara się (jak może) zmylić widza w moim przypadku się nie sprawdził. Jeśli wszytko w filmie jest do tego stopnia oczywiste pozostaje cieszyć się formą. Idę o zakład, że wielu osobom przypadną do gustu komputerowo wygenerowane postaci duchów, spore nagromadzenie skocznych scen i inne klasyczne we współczesnych horrorach elementy.

out of the dark

Gdyby nie fakt, że mierzi mnie takie stawianie sprawy: brak pomysłu nadrabiamy budżetem, to może być podeszła d sprawy łaskawiej, bo w jakiś sposób te zabiegi spełniają swoją rolę. Piękne plenery i bogactwo rodziny fabrykantów dobrze kontrastują z mrokami historii Santa Clara, które manifestują się poprzez ciągle żywe złe wspomnienia, wszechobecną nędzę i wreszcie złowrogie cienie padające na rozsłonecznione twarze szczęśliwej rodziny przybyłej z cywilizowanej części świata.

  Wygenerowane komputerowo duszki, wyglądają całkiem dobrze, ale niestety sztucznie. Dopieszczone szczegółowo szybko pokazują swoje oblicza, grają w otwarte karty nie biorąc pod uwagę najstarszej zasady budzenia grozy:strachu przed tym czego nie widać.

Tak jak wspomniałam, fabuła jest bardzo prosta, oparta na spranym schemacie. Trochę dostrzegalna jest inspiracja innym na poły hiszpańskim straszakiem „Darkness. Tam też mamy wątek obrotnego seniora rodu osiadłego w hiszpańskojęzycznym kraju, do którego wprowadza się rodzina. Są duchy dzieci, jest atak na najmłodszego z rodu i jest tocząca się po podłodze kolorowa kredeczka. Nie myślcie jednak, że nowa produkcja trzyma taki sam poziom, bo nawet się do niego nie zbliża.

Gwoździem do trumny w przypadku „Out of the dark” jest zakończenie. Maksymalnie ckliwe, słodko pierdzące, będące kulminacyjnym popisem zdolności zaangażowanych w produkcje grafików.

out of the dark

Podsumowując, obiektywnie patrząc film może się podobać, spełnia podstawowe wymogi gatunku, ale dla mnie jest kolejnym przykładem na to, że współcześni twórcy horrorów cierpią na chronicznego lenia.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:1/10

Lato z duchem

Dark Summer (2015)

dark summer

Nastoletni hacker zostaje skazany na areszt domowy za włamania na internetowe konta swojej szkolnej koleżanki, Mony. Lato spędzi więc w domu, gdzie odwiedzać będzie go para znajomych, można rzecz: mogło być gorzej.

I będzie, gdy wspomniana Mona postanowi skontaktować się z nim przez sieć tylko po to by przed ekranem komputera strzelić sobie w łeb. Bohater zacznie fiksować ze strachu i poczucia winy. Duch Mony pod postacią złowrogiej emanacji, będzie próbować skrzywdzić chłopaka.

dark summer

Czytając opis filmu wcale nie miałam ochoty go oglądać, bo zapowiadało się, że pierwsza produkcja z roku 2015 będzie słaba. Skusiło mnie jednak nazwisko reżysera, który mając na koncie całkiem fajny i pomysłowy straszak „Grace” siedział cicho od pięciu lat. Pomyślało mi się, że może potrzebował tyle czasu, żeby wystrzelić z czymś na prawdę dobrym. Niestety. „Dark summer” nie jest słabe, ale też nie dobre. Jest średnie. Rok dla horrorów zaczął się więc średnio. Można rzecz: mogło być gorzej.

I pewnie jeszcze będzie;)

„Dark summer” to nic innego jak kolejne ghost story traktujące o tym, jak duch potrafi uprzykrzyć swawolne życie nastolatków. Pojawiają się typowe elementy: nastoletni protagoniści, samobójcza śmierć, manewry w wirtualnym świecie, niespełnione miłości i obowiązkowe ‚wywoływanie ducha’.

Daniel napytał sobie biedy, bo zakochał się w tajemniczej Monie. Coś skłoniło go do tego, by wykorzystać swoje hackerskie umiejętności, by prześledzić jej internetowe poczynania. Został na tym złapany.

Wkrótce obiekt jego westchnień popełnia samobójstwo, na jego oczach, a widz zaczyna rozkminiać, o co chodzi? Zmienił jej status na facebooku na ‚jestem wywłoką’, wrzucił na tablice zdjęcia z kibla?

Osobiście sądziłam, że Daniel zrobił coś co skłoniło Monę do samobójstwa, coś więcej niż nielegalne zalogowanie się na jej konto na portalu społecznościowym.

Gdy obserwujemy zachowanie bohatera, jego mniejsze i większe psychojazdy, trop wskazujący na jego winę w całym tym zamieszaniu wydaje się sensowny. Zamęczył dziewczynę, ot co.

dark summer

Chłopak upiera się jednak, że duch go prześladuje, jego znajomi zaczynają mu wierzyć, do tego nic nie wskazuje na to, że w jakiś sposób zniszczył życie Mony. Tu kończą się dylematy, czas przypalić świece, wyrecytować formułkę, chwycić się za rączki. Od tego momentu, już nie ma za bardzo nad czym się rozwodzić. Mamy ducha.

dark summer

Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Mona jest duchem? Dlaczego palnęła sobie w łeb na oczach zakochanego w niej chłopca? No i tu robi się trochę ciekawiej. Co, jak i dlaczego, Wam nie powiem, bo może ktoś zechce się na seans skusić. Oczywiście nikogo do tego nie namawiam, bo w żadne sposób nie jest to film, który koniecznie trzeba obejrzeć.

Jeśli komuś nie przeszkadza fabuła, może to zrobić jej ‚wykonanie’. Sporo dłużyzn, które nudzą zamiast podnosić ciśnienie, mało ciekawe zdjęcia, tanie efekty, średnie aktorstwo. Jeśli oczekujecie czegoś ponad średniawkę to będziecie rozczarowani. Seans należy zacząć od obniżenia oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:5

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:2/10