Miesięczne archiwum: Luty 2015

Owca pośród wilków

The Devil’s Advocate/ Adwokat diabła (1997)

adwokat diabła

Młody dobrze rokujący prawnik Kevin Lomax przenosi się z niewielkiego miasta do wielkiej metropolii by wraz z, wydawałoby się, równie ambitną żoną Mary Ann, piąć się po szczeblach drabiny społecznej. Skuszony propozycją właściciela dużej kancelarii i bussinesman’a, Johna Miltona ma robić to, co umie najlepiej, bronić oskarżonych niezależnie od wielkości win, mają wychodzić z sali sadowej czyści jak dziewicza łza. Lomax nie wie, że na sali sądowej będzie walczył nie tylko o kolejny milion na koncie, ale i o własną duszę.

adwokat diabła

Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie oglądałam tego filmu, choć wiele o nim słyszałam. Że wybitny, że mądry, że przewrotny, że prezentuje najlepszą kreacje postaci diabła w dziejach kina. Teraz, po seansie, mogę z całą pewnością stwierdzić, że zachwyty fanów były uzasadnione.

“Adwokat diabła” spodobał mi się od pierwszych chwil. Choć nie jestem wielką miłośniczką Keanou Rerves’a, który wciela się tu w postać adwokata,  to muszę przyznać, że ma on w sobie jakiś chłopięcy urok, który z iście diabelską werwą zbruka występny Al Pacino w roli Johna Miltona.

W jednej z pierwszych scen widzimy jak nasz bohater dokonuje wyboru: kariera, czy sumienie. Tego samego wyboru będzie dokonywał raz za razem, kiedy tytułowy diabeł będzie rzucał mu do stóp kolejne skarby ziemskiego królestwa. Zobaczymy duszę wiedzioną na zatracenie wprost do Babilionu (tu Nowego Jorku, ulubionej siedziby diabła już od czasów “Dziecka Rosemary).

adwokat diabła

Kevin przez całe życie wbrew protestom matki oddalał się od boga, nie wiedział tylko, że w jego przypadku nie będzie to tylko duchowa metafora.

Będąc już w Nowym Jorku zachłannie czerpie z nieprzebranego źródełka dobrobytu i coraz mniej zastanawia się na tym, czy to co robi jest moralnie właściwe. Na dalszy plan schodzi małżonka, która wbrew temu, co nam się wydawało nie jest taka cyniczna i przewrotna. Po przeprowadzce do nowego Jorku czuje się zagubiona i opuszczona.

adwokat diabła

Nie da się ukryć, że jej relacja z Kevinem, jej postawa, jego postawa, bardzo przypominają historię Rosemary i Guy’a. To skojarzenie dodatkowo podkręcają drobne elementy jak:miejsce akcji, wątek ciąży, gwałtowna zmiana image (włosy), czy scena seksu – w zasadzie pół gwałtu.

Ta para bohaterów to owieczki między wilkami. Głównym prowodyrem całego zamieszania jest John Milton. Nie sadze by imię i nazwisko słynnego humanisty, autora poematu o Lucyferze, zostało tu użyte przez przypadek.

  Milton to diabeł. Łapałam się na tym, że porównywałam kreacje Paciono z De Niro w Harry’m Angel’u i nie wiem kto z tej potyczki powinien wyjść zwycięsko.

adwokat diabła

Pacino jest mniej upiorny, bardziej ludzki, mniej teatralny. Jego finałowa przemowa, jak i wcześniejsze drobne sygnały świadczą o tym, że jest bardzo bliski człowiekowi, jest jego największym fanem, a jego ulubionym grzechem jest pycha, którą tak pielęgnuje w swoim wybrańcu.

Film trwa prawie trzy godziny a nie nudziłam się nawet przez minutę. Wspaniała gra aktorska czy nieliczne efekty użyte z umiarem i smakiem wywołały u mnie zupełnie inną rekcje niż latające smoki i skaczące elfy w pewnym kasowym filmie, który trwa dokładnie tyle samo minut.

Jest to film o walce dobra ze złem, ale nie jest banalny, nie moralizuje w sposób, który by odrzucał. To tylko opowieść o człowieku, takim jakim jest, ze swoimi wadami, zaletami, słabościami. Wszytko to obleczone w ramy thrillera psychologicznego czy religijnego ( z gatunkiem mam tu problem). Ci, którzy nie widzieli powinni nadrobić.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Aktorstwo:9

Walory techniczne:8

To coś:9

Oryginalność:8

79/100

W skali brutalności:0/10

Gdzie ukrywa się diabeł

Where the devil hides (2014)

where the devils hides

W osadzie New Bethlehem szóstego dnia, szóstego miesiąca przychodzi na świat sześć dziewczynek.

Bogobojni mieszkańcy wierzą, że to zwiastun spełnienia się przepowiedni o „Drommelkind”, wg. której jedna z tych dziewczynek w dniu swoich osiemnastych urodzin stanie się ‘ręką diabła’. Przywódca Amiszów chce pozbyć się dziewczynek, jednak ojciec jednej z nich nie godzi się na taki rozwiązanie. Ostatecznie przy życiu zostaje piątka dziewcząt, które tuż przed swoimi osiemnastymi urodzinami zaczynają znikać.

Jedna z nich, Mary, zaczyna badać sprawę wówczas na światło dzienne powoli wyjdą kolejne wykroczenia jakich przez lata dopuszczał się przywódca religijny, a także tajemnice jakie skrywał jej własny ojciec.

where the devils hides

„Where the Devil hides” to kolejny horror religijny z serii: w najbardziej religijnych społecznościach jest najwięcej diabelstwa.

Mała osada odcięta od cywilizacji staje się siedliskiem paranoi zwianej z lokalnym zabobonem. Napędzani strachem mieszkańcy są zdolni do mało chrześcijańskich czynów, by nie dopuścić do siebie diabła. Błędne koło się kręci, a niewinni ludzie padają ofiarami wypaczonej religijności.

where the devils hides

Historia jest na swój sposób ciekawa, choć mało oryginalna. Niestety jej walory horrorowi są bardzo wątpliwe. Bardzo często robi skręty w stronę obyczajówki, czy opowiastki os szczeniackich romansach, natarczywie moralizuje, spłyca i często olewa logikę zgodnie z którą należało by prowadzić fabułę. Dużo tu nonsensownych rozwiązań, jak ucieczki i powroty w miejsce największego zagrożenia.

Pojawia się sporo skocznych scen, bardzo gwałtownych migawek, do których widz w żaden sposób nie jest przygotowany przez stopniowanie napięcia. Takie ‘nic, nic, bum, nic, nic, bum’.

where the devils hides

Aktorsko stoi na nie najgorszym poziomie, ale trudno wyłapać potknięcia w kreacji postaci, które są bardzo proste.

Nie wzbudził mojego entuzjazmu, choć jak na debiut nie jest fatalnie. Kariery wielkiej twórcą nie wróże to ewidentnie widać tu brak wyczucia gatunku, a tego raczej nie da się wypracować.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Oryginalność:5

To coś:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

55/100

W skali brutalności:1/10

Boją się tylko kotów

Sleepwalkers/ Lunatycy (1992)

lunatycy

Do małego miasteczka Travis w Indianie przeprowadza się Mary i Charles Brady, Lunatycy. Większości z Was określenie to kojarzyć się będzie z osobami, które chodzą we śnie, ale nie o taki rodzaju lunatyzmu tu idzie.

“Lunatyk: wędrowne zmieniające kształt stworzenie mające początek swój w rodzajach człowieczym i kocim. Podatne na śmiertelne zadrapanie kota. Żywi się siłami witalnymi dziewic. Zapewne źródło legend o wampirach.”

lunatycy

Mary i Charles przybywają do małego miasteczka w poszukiwaniu pożywienia dla mamuśki, która z obawy o gładkość swej skóry i nadwątlone siły witalne musi czym prędzej skonsumować jakąś dziewice. Pokarm ma jej zapewnić przystojny syn, który obiera na cel śliczną i niewinną Tanye. Niestety para lunatyków napotka spory opór, szczególnie ze strony kocich mieszkańców Travis.

lunatycy

“Lunatycy” to pierwszy film powstały w wyniku współpracy Micka Garrisa i Stephena Kinga. W ocenie wielu osób bardzo nie udany, ale jeśli przyjrzeć się ich późniejszym plonom (“Lśnienie”, “Desperacja”), to naprawdę nie jest źle.

Ja “Lunatyków” zapamiętałam przede wszystkim dzięki odtwórczyni roli Tany, Madchent Amick, która wpadła mi w oko w “Miasteczku Twin Peaks a także dzięki niezwykle pięknej i nastrojowej ścieżce dźwiękowej, kawałku “Boadicea” w wykonaniu Enya’y.


Po za kelnereczką z Twin Peaks w obsadzie ujrzymy sporo znanych twarzy, w tym samego Kinga w pierwszoplanowej roli dozorcy cmentarza;) czy niczym mu nie ustępujący Tobe Hopper i Clive Baker jako technicy sądowi.

Fabule filmu głównie zarzuca się zbytnią naiwność i prostotę, ale powiedzmy sobie szczerze King to nie Koontz i proste historie wychodzą mu najlepiej, gdyż potrafi tam umiejętnie przemycić i trochę psychologii, socjologii i grozy często w bardzo klasycznym, dziecięcym pojmowaniu. Simply the best.Jak to często bywa w jego twórczości na cel obiera sobie legendę/ wierzenie i na jej podstawie snuje swoją opowieść.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz oglądałam “Lunatyków” skutecznie wyprowadził mnie w pole początkowymi scenami ukazującymi relację matki i syna, dość dwuznaczną co każdy zauważy. Myślałam, że skupi się właśnie na tym: toksyczna mamusia sodomitka i synuś ofiara jej perwersji. Nic bardziej mylnego, bo kazirodztwo jest tu tylko wisienką na torcie. No, tak, to King nie Ketchum:) Dlatego też w miarę rozwoju fabuły bardziej skupiamy się na warstwie fantastycznej, czyli mrocznym poczynaniom pary nieludzkich istot.

lunatycy

Tu pojawia się kolejny przytyk, z którym całkowicie się nie zgadzam: słabe efekty. Mnie znikający samochód, czy charakteryzacja bohaterów zmieniających się w potwory na widok kotów, czy efekt spotkania z owymi małymi drapieżnikami jaki widzimy na poharatanej twarzy jednego z lunatyków przypadł do gustu. Przyjęłam to bez sprzeciwu jako znak czasów i ‘taki rodzaj estetyki’.

Sztuczność ma też swój plus w pewnych momentach. Szczególnie w scenach z udziałem kotów, które niestety często traktowane są tu brutalnie. Gołym okiem widać, że to żaden kot tylko twór sztuczny, a wykorzystane w filmie futrzaki biegają radośnie z zadartymi ogonami i nic im nie grozi.

lunatycy

Lubię “Lunatyków”, nie wiem tylko, czy nie przemawia tu mój sentyment do tego filmu. Miłośnikom King’owskich adaptacji za pewne przypadnie do gustu jak i tym widzom gustującym kinie lat ’90.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

Kot z bambusowego zagajnika

Yabu no naka no kuroneko/ Czarny kot w lesie (1968)

kobietakot

Lubię filmy o duchach. Lubię azjatyckie kino. Lubię stare czarno-białe filmy. Lubię koty. Nie, koty uwielbiam. Lubię nawiązania do folkloru. Lubię teatralną scenografię. Lubię nastrojową, oszczędną w formie ścieżkę dźwiękową.

Czyżbym w dniu dzisiejszym pisała o filmie idealnym?

“Czarny kot”, znany też jako “Czarny kto w lesie”, czy “Kobieta kot” spełnia wszystkie wyżej wymienione postulaty.

Jest to obraz reżysera i scenarzysty, który pracował przy blisko dwustu filmach w ciągu stuletniego życia. Ostatnim obrazem, w  którym maczał zręczne palce był dramat “Mój przyjaciel Hachiko” (chcecie wyć żałośnie przez dwie doby, to obejrzyjcie).

Jego film “Kobieta kot” ściśle nawiązuje do japońskiej tradycji, kultury, wierzeń, folkloru, tego wszystkiego co nie do końca i nie zawsze jestem w stanie zrozumieć i czym mimo to nieustannie się zachwycam. Nie wiem, czy wiecie, ale Japonia to nie Egipt i koty nie cieszyły się tam wielką popularnością. Wg. wierzeń niektóre koty to bakeneko, czyli mściwe dusze skrzywdzonych kobiet, skryte w czarnym futerku. Zdolne do najokrutniejszych czynów, powracające z zaświatów w kociej postaci by dokonać zemsty za pozwoleniem i błogosławieństwem złych bogów. Dowolnie mogą na powrót przyjąć człowieczą postać by w ten sposób łatwiej spełnić okrutne zamiary.

kobietakot

W filmie Kaneto Shido postać kota przybierają dwie brutalnie zamordowane kobiety, synowa i teściowa mieszkające samotnie na skraju bambusowego lasu.

Film otwiera scena w której widzimy grupę około dwudziestu zapuszczonych samurajów, którzy strudzeni walką wpadają do chaty niewiast, wyżerają im skromne zapasy, a je same gwałcą i mordują. Chatę puszczają z dymem.

kobietakot

W następnej scenie widzimy, jak po zgliszczach skrada się kot. Czarny kot, na którego uroczy acz złowrogi pyszczek często będą robione zbliżenia. Pewno po to byśmy dopatrzyli się w jego oczach diabelskich iskier.

Następna odsłona to już powrót niewiast. Widzimy młodsza z nich jak truchta w stronę dostojnego samuraja na koniu. Prosi czcigodnego wojownika by przeprowadził ją przez bambusowy las. Pyszałek godzi się na to czym dziewczyna odwdzięcza się goszcząc go sake w swoim domu. Jeszcze tej samej nocy przegryza mu tętnicę. Ofiary zgrai samurajów, które poniosły śmierć z ich rąk poprzysięgły zemstę i teraz będą grasować po ziemi pijąc ich krew.

kobietakot

Oczywiście wieść o potworach z lasu się rozniesie i ktoś spróbuje je zniszczyć.

Fabuła prosta, oparta na Japońskich wierzeniach, podkopująca wiarę w samurajski honor i dobitnie pokazująca jak bolesne bywa życie tych z marginesu społecznego.

Shido lubił podejmować tematy społeczne w swoich filmach, ale robił to w sposób bardzo pociągający. łączył sprawy polityczne  z duchowymi, tak abyśmy nie mieli wątpliwości jak bardzo upolityczniona jest wszelka religijność. Nie odzierał jednak japońskich wierzeń z tej fantastycznej kurtyny tajemniczości, podkreślała ją przez formę jaką przybierały jego obrazy.

kobietakot

kobietakot

Wspomniałam, że jest to film czarno biały. Naturalnie sprawdza się też fakt iż wszelkie wydarzenia, już po śmierci naszych bohaterek rozgrywają się w nocy. Słońce tam praktycznie nie wschodzi.

Bambusowy las z drobną Japoneczką w białym kimonie- w Japonii, to biały jest kolorem żałoby – truchtającą swoimi małymi stópkami wąską ścieżką i dostojny samuraj któremu jak się szybko okaże brakuje samurajskiej dumy, jadący na pięknym rumaku. Niby nic a kadr już kwalifikuje się do powieszenia na ścianie jako dzieło sztuki.

kobietakot

Charakteryzacja obsady, wystrój wnętrza chaty, czy pałacu mściwego arystokraty niektórym na pewno skojarzy się z teatrem kabuki, który jest bardzo specyficzny. Niektórym kabuki może kojarzyć się jako typowo kobiecy teatr, a to zważywszy na tematykę filmu tym bardziej mi tu pasuje.

Reżyser nie stara się odwracać wzroku od brutalności swojego obrazu, robi to jednak z umiarem, więc nie przypomina to współczesnego japońskiego gore. Postaci duchów nie wyłażą z telewizorów, nie kryją swoich oblicz za kaskadą czarnych włosów. Charakteryzacja idzie w zupełnie innym kierunku, co bardzo mi się podoba i myślę że warto by było do tego wrócić, bo te czarne kudły chyba już wszystkim się przejadły.

kobietakot

Jeśli jesteście fanami azjatyckiego kina grozy jest to pozycja obowiązkowa, jeśli nie to też warto obejrzeć by zobaczyć jak ‘to wyglądało kiedyś’ zanim duchy uzbrojono w telefony komórkowe i mordercze taśmy video.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:10

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:10

76/100

W skali brutalności:2/10

Siepacz Boga

Przypadki nie istnieją. Wspomnienia z celi – Karolina Karczmit, Martyna Karczmit

przypadki nie istnieją

“Przypadki nie istnieją…” to króciutka, niespełna stu stronicowa książka. Składa się ze zbioru luźnych rozważań człowieka skazanego na 25 lat więzienia za zamordowanie homoseksualnego mężczyzny, na temat historii jego życia, praktyk religijnych, filozofii i życia za murami więzienia.

Książka zwróciła moją uwagę ze względu na tytuł (banał), ja też uważam, że przypadki nie istnieją i nic nie dzieje się bez przyczyny.

“Przypadki…” składają się z 34 rozdziałów, choć określenie rozdział jest tu użyte nad wyrost, bo niektóre z nich to zaledwie pół stronicy tekstu. Ich tytuły wskazują ich zawartość, czyli mamy tu takie rozdziały jak:“Jak czytam pismo święte”, “W11”, “Stan głębokiej refleksji”, “Ćwiczenia trzeciego oka”, “Sataniści i inni”, etc.

Mam nadzieję, że nigdy nie spotkam jej narratora na wolności, bo to co teraz napiszę o tym ‘dziele’ raczej mu się nie spodoba;)

Po pierwsze, nie rozumiem celowości tej publikacji. Pod wieloma względami nie kwalifikuje się do puszczania w obieg chociażby dlatego, że jawni nawołuje do nienawiści i jest projekcją osoby poważnie zaburzonej. Nie trzeba być psychologiem, żeby to zauważyć. Podam kilka cytatów jako przykład:

“…W końcu również dostrzegłem swój cel. Bóg powołał mnie abym wystąpił przeciwko całemu temu królestwu. Przeciwko pedałom i transwestytom w rządzie, przeciwko satanistom w telewizji – gówno trzeba posprzątać, a śmieci trzeba palić.”

“…A ofiara? mogła prowadzić się inaczej, może żyłaby do dnia dzisiejszego. Istnieje też inny aspekt tego zagadnienia. Od momentu, w którym zacząłem planować eksterminację sodomitów, od momentu kiedy na osiedlu Kombatantów wykonałem wyrok na jednym z nich, byłem cały czas kierowany przez jakąś zewnętrzną siłę (…)Chciałbym wierzyć w to, że od samego początku byłem siepaczem Boga (…) “

“Wytwarzając ze swojego organizmu opisaną wyżej energię poprzez zadawanie sobie bólu (za pomocą ran ciętych i przypalania drutem) a potem koncentrując ją odpowiednio, uwolniłem głęboko schowaną w okowach podświadomości moją druga naturę, która czasami na krótko i bez żadnej kontroli z mojej strony była uwalniania w przeszłości i podejrzewam, że został uwolniona tamtego dnia, kiedy z mojej ręki zginął człowiek.”

“Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie są to objawy chorobowe, gdyż nie przeszkadzają mi one normalnie funkcjonować i raczej trudno nazwać te objawy niechcianymi. Raz słyszałem myśli kolegi, który spał. Czasami słyszę głosy, kobiece i męskie, nie mówią jednak do mnie, brzmią jak głosy dusz…”

Tak… niewątpliwie ciekawa sprawa:) Książka może być interesująca dla osób, które frapuje tematyka chorób psychicznych, bo nie da się ukryć, choć narrator z nie zgadza się z opinią, którą wystawili mu w zakładzie psychiatrycznym jest zaburzony i niebezpieczny.

Martwi mnie jednak fakt, że książka ta może trafić w ręce jakiegoś pogubionego małolata, który w tym samozwańczym szamanie dostrzeże autorytet i będzie chciał naśladować jego misję. Dlatego nie popieram tej publikacji ze względu na jej treść.

Jeśli idzie o formę, to jest napisana bardzo chaotycznie. Styl i język są poprawne, ale bez szału. Narrator nagminnie cytuje głupkowate teksty z “Chłopaki nie płaczą” choć otarł się też o Nietzschego, cytując go jako “takie powiedzenie”.

Nie wiem, jak ocenić tę książkę, więc nie będę tego robić. Mogę polecić osobom zainteresowanym psychopatologią, bo mamy tu niezłe studium szaleństwa, ale chronić przed dziećmi i osobami podatnymi na wpływy.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

Kot kazał mi mordować

The Voices/ Głosy (2014)

głosy

Jerry, pracownik fabryki w niewielkim miasteczku Milton cierpi na schizofrenie i nie chce przyjmować leków. Świat wygląda dużo lepiej gdy jest się świrem. Samotność nie doskwiera, bo można pogadać z kotem, czy psem, mieszkanie wygląda lepiej i nawet wizja związku z nieprzystępną pięknością z działu księgowości wydaje się bardziej realna.

Pewnego dnia w wyniku splotu nieszczęśliwych zdarzeń- umówmy się- Jerry zabija wspomnianą piękność. Teraz kierując się radami swoich zwierząt obmyśla plan zatajenia zbrodni. Niestety sugerując się zdaniem tytułowych głosów, Jerry zaczyna wierzyć, że głowa Fiony w lodówce czuje się samotna….

“Głosy” to bardzo przewrotny film. Można go nazwać psychologicznym thrillerem, bo traktuje o umysłowo chorym mordercy, który próbuje ukryć swoje zbrodnie i bezpiecznie kontynuować śmiercionośną działalność. Ale spokojnie można go też nazwać czarną komedią, bo powiedzmy sobie szczerze stwierdzenie:kot namówił mnie o morderstwa, brzmi na tyle absurdalnie by rozbawić. W ogóle humor sytuacyjny jest tu przedni.

głosy

Patrząc z innej strony jest w tym też tragizm. Samotny mężczyzna gada ze zwierzętami. Próbuje odnaleźć się w społeczeństwie, znaleźć antidotum na brzydotę. Jest w filmie fragment gdzie Jerry, niechętnie bo niechętnie, ale jednak zażywa lekarstwo. Wtedy widzi, że piękna główka Fiony wcale nie mówi i nie zje z nim płatków na śniadanie, a jego schludne mieszkanko to w rzeczywistości nora szaleńca. Szybko odwraca się plecami do smutnej prawdy.

Ryan Reynolds, którego zaczynam coraz bardziej doceniać prezentuje się na ekranie w roli Jerry’ego zupełnie niesztampowo. Nie przypomina żadnego z osławionych Nocnych Łowców, czy innych świrów czerpiących satysfakcję z zadawania bólu. Już bliżej mu do Ed’a Gaina, który trzymał w domu trupy. Może też czuł się samotny? To doprawdy uroczy bohater – tak, wiem jak to brzmi. Wygląda zupełnie niegroźnie i nie przejawia żadnych oznak agresji. A mimo to zabija i znowu zabija.

głosy

Kiedy zobaczyłam trailer filmu, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Gadający kot! No, pies też gada, ale kot jest niesamowity. Rudy złośliwiec, naigrywający się ze swojego pana i przekonujący go robienia złych rzeczy. Taki diabełek zasiadający na ramieniu. Jest też pies. Psina robi tu za głos sumienia, czyli aniołek z drugiego ramienia.

Słowem podsumowania mogę rzec, że film jest jak najbardziej udany. Nie wiem tylko, czy ten miszmasz gatunków, to nietypowe podejście, spodoba się każdemu. W moim przypadku wystarczy umieścić kota w obsadzie, a już będę piała z zachwytu więc nie wiem, czy jestem w pełni obiektywna;)

Generalnie polecam, jeśli lubicie psy, koty i seryjnych morderców.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:8

Walory techniczne:8

Oryginalność:9

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Na Węgorzowych Moczarach nadal bez zmian

The Woman in Black 2: Angel of Death/

Kobieta w czerni 2: Anioł śmierci (2014)

the woman in black

W 2012 roku książka Susan Hill “Kobieta w czerni” doczekała się pierwszej kinowej adaptacji. Choć wielu widzom i tak bardziej utkwiła w pamięci adaptacja dla TV, niezwykle klimatyczny film z lat ’80, to i tak można mówić o sukcesie nowego filmu, który na pewno trafił do szerszej grupy odbiorców. W dwa lata po premierze “Kobiety w czerni”  doczekaliśmy się sequela. Po co? Nie wiem, ale jest, więc obejrzałam.

Historia “Anioła śmierci” (kocham takie wyświechtane tytuły) rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. Dwie nauczycielki postanawiają przyjść z pomocą osieroconym dzieciom i zabrać je z bombardowanego Londynu na wieś. Jako schronienie obierają opuszczony od lata dom na Węgorzowych Moczarach. To właśnie tam grasuje duch tytułowej kobiety w czerni, którą mieliśmy okazję poznać, czy to za sprawą powieści Susan Hill, czy to za sprawą którejś z filmowych adaptacji.

the woman in black

Pierwsza połowa filmu całkowicie poświęca się warstwie dramatycznej. Scenarzyści, w tym autorka książki Susan Hill, podsuwa widzom tragiczny obraz losu dzieci, a także ich opiekunki, Evy. Oczywiście co się tyczy przeszłości nauczycielki, scenariusz stara się okryć ją tajemnicą, ale robi to na tyle nieudolnie, że po pierwszej scenie z koszmarem sennym wiemy już co nasza bohaterka ma wspólnego z kobietą w czerni. Element zaskoczenia nie wypalił, ani ten, ani następny.

Druga połowa filmu, na której, przyznam, ucięłam sobie drzemkę (niektóre filmy wywołują u mnie objawy narkolepsji) to ‘horror właściwy’, czyli wszelkie sceny z udziałem zmory i desperackie próby ratowania dzieci przed złym duchem.

the woman in black

Scenariusz uderza w bardzo dramatyczne tony, podobnie, jak to było u schyłku pierwszej części tej historii. I podobnie wydaje mi się to przesadne. Niestety miejsca na przerażenie tu nie ma.

W takiej sytuacji zazwyczaj wspominam o zbyt dużej liczbie bohaterów na planszy. Pamiętacie chyba, że w “Kobiecie w czerni” była to rozgrywka na jedną parę. Tu mamy jeszcze dwie nauczycielki, lekarza i chmarę dzieciaków. Tak na prawdę nie jest dane nam przywiązać się do kogokolwiek, toteż śledzenie ich losów jest mniej angażujące. Irytowała mnie tez nad ekspresja odtwórczynie roli Ewy. Jeśli chodzi o efekty to nie jest najgorzej, widać, że twórcy nie mieli węża w kieszeni. Co za pewne jest zasługą oczekiwanego sukcesu filmu. Nie wiem tylko na jakiej podstawie się go spodziewali, bo film lichy. Jedyne co może przyciągnąć widza to wspomnienie o pierwszej “Kobicie  w czerni” .

the woman in black

Zdziwiło mnie nazwisko autorki książki, jako współtwórczyni scenariusza. Z tego, co udało mi się wyhaczyć, to nie brała ona udziału w żadnej z poprzednich adaptacji i może lepiej? Szczerze mówiąc jej książka nie zrobiła na mnie oszołamiającego wrażenia. Dużo bardziej podobała mi się fabuła przekształcona na potrzeby filmu, i jednego i drugiego.

Film na pewno znajdzie swoich zwolenników, bo przyciąga wspomnieniem o filmie z 2012. Stara się też wypełnić niszę na klasyczne brytyjskie horrory gotyckie, ale czy robi to w sposób godny pochwały to śmiem wątpić.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:5

Oryginalność:4

To coś:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

53/100

w skali brutalności:1/10

Człowiek czlowiekowi kosmitą – po raz trzeci

Body snatchers/Porywacze ciał (1993)

body snachers

To już trzecia, ale jeszcze nie ostania filmowa wariacja na temat książki „Inwazja porywaczy ciał” Jacka Finneya. 

Tym razem bohaterami filmu jest rodzina Malone: ojciec naukowiec, jego żona, nastoletnia córka i mały synek, którzy wspólnie zamieszkują na terenie bazy wojskowej, gdzie Steve Malone ma zbadać  zanieczyszczenia odkryte na terenie bazy i ich związek z dziwnym zachowaniem u żołnierzy.

Wkrótce widz przekona się, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłym zanieczyszczeniem, czy szkodliwym promieniowaniem, a z przybyłym z kosmosu organizmem, który posiada zdolność replikowania żywych organizmów, niszczenia oryginalnego żywiciela i zastępowania go powstałą w ten sposób kopią całkowicie zmienioną pod kątem osobowości i pozbawioną emocji.

Każda kolejna adaptacja książki Finneya różni się pod względem fabuły, dlatego tka gorliwie oglądam kolejne odsłony tej historii. Tym razem głównym bohaterem zostaje uczyniona nastolatka, Marti Malone. To za nią podążamy badając tajemnicę porywaczy ciał, choć nie jest na pierwszą osobą, która dostrzeże dziwne zmiany w ludziach mieszkających na terenie bazy.

Pierwszy będzie jej mały braciszek, który pewnego ranka stwierdzić, że mama nie jest mamą, bo mama nie żyje. To on zauważy, że dzieci w przedszkolu rysują identyczne rysunki i coraz więcej ludzi w  jego otoczeniu ‘zmienia się’. Jego dziecięcy umysł tego nie racjonalizuje, ale sceny z jego udziałem są jednymi z najlepszych w filmie.

Do zanalizowania sytuacji przysłuży się starsza siostra, która z pomocą przystojnego żołnierza będzie próbować ratować rodzinę, a przynajmniej to co z niej zostało.

body snachers

Jak widzicie, mamy tu trochę nowe spojrzenie. Inaczej prezentuje się tez proces przemiany w istotę pozaziemską. Tu nie mamy kokonu z piany jak w najstarszym filmie, ani czegoś na kształt larwy jak w adaptacji z lat 70. Tu mamy pnącza wpełzajcie do nozdrzy i ust wyglądające jak makaron spagetti. Pnącza oplatają człowieka, wysysają go, by na drugim końcu ‘rośliny’ powstać mogła kopia.

body snachers

Jeśli porównać te trzy spojrzenia na historie, to pierwszą rzeczą, jaką wychwyciłam to sposób w jaki Ferrera wykorzystał jeden z najlepszych fragmentów filmu Kaufmana, mam tu na myśli scenę z Sutherlandem rozdziawiającym otwór gębowy w przeraźliwym i nieludzkim krzyku i wskazujący palcem przed siebie.

body snachers

W starszym filmie pojawia się to tylko raz, no może dwa, tu Ferrera używa tego nagminnie, więc o ile początkowo budzi to podobne uczucie grozy jak w scenie z Sutherlandem tak tu z czasem nam powszednieje.

Finał historii również różni się od poprzednich filmów. Jest chyba bardziej optymistyczny, daje nadzieję na przerwanie inwazji.

Nadal nie wiem, która wersja opowieści podoba mi się najbardziej, bo jak wspomniałam różnią się od siebie i w każdej widzę coś dobrego.

Każda na swój sposób inteligentnie pointuje i daje widzowi przestrzeń do refleksji. Każda ma swoje mocne momenty i każda ma szanse wzbudzić emocje.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

69/100

W skali brutalności:2/10

Narcyz, paranoik, borderline i drapieżca

Niebezpieczne osobowości – Joe Navarro, Toni Sciarra Poynter

niebezpieczne osobowosci

O tej książce sporo się mówiło, więc gdy nadarzyła się okazja by się z nią zapoznać, ochoczo skorzystałam.

Autor, profiler FBI, już na wstępie zaznacza, że jego książka nie jest akademickim podręcznikiem psychopatologii. Jest poradnikiem dla zwykłych obywateli, którzy każdego dnia narażeni są na kontakt z ludźmi niebezpiecznymi.

Książka składa się z rozdziałów poświęconym analizie czterech nieprawidłowych typom osobowości, tj. Osobowości narcystycznej, osobowości chwiejnej emocjonalnie, osobowości paranoicznej i osobowości dyssocjalnej, czyli po po prostu socjopatom, tu zwanym drapieżcami, oraz szczęśliwym posiadaczom mieszanych zaburzeń osobowości.

Przy każdym rozdziale znajdziemy coś na kształt testu, składającego się z ponad setki pytań, a który ma pomóc nam sprawdzić, czy w naszym otoczeniu znajduje się ktoś o niebezpiecznej osobowości.

Ostatni rozdział poświęcony jest poradom na temat tego jak uniknąć i jak radzić sobie, gdy napotkamy na swojej drodze niebezpieczną osobowość.

Książkę oceniam średnio. Nie wiem, czy wynika to z faktycznych jej niedociągnięć, czy z moich zbyt wysokich oczekiwań. Tematyka zaburzeń osobowości  z racji wykonywanego zawodu, z racji osobistych zainteresowań jest mi dość mocno znana. Stąd moje rozczarowanie, mimo iż autor zaznacza, że książka jest kierowana do laików, ja liczyłam na coś więcej niż porady w stylu ‘widzisz niebezpieczeństwo, to uciekaj’.

Rozdziały poświęcone opisom nieprawidłowych osobowości są raczej mało wnikliwe, autor nie wnika w etiologię zaburzeń nie stara się dociekać przyczyn zaburzenia. Skupia się na konsekwencjach istnienia takich typów w życiu normalnych ludzi.

Owszem znalazły się ciekawsze fragmenty, jak opis spotkania oko w oko z drapieżnikiem. Autor opisuje swoje osobiste wrażenia przy pierwszorazowym spotkaniu z socjopatą. Nie bez powodu ten typ nazywa się drapieżnikiem. Gdy na swojej drodze w czasie wyprawy do lasu spotkalibyśmy wilka nasza reakcja przypominałaby wrażenie jakie robi spojrzenie w oczy ludzkiemu drapieżnikowi. Ludzie instynktownie wyczuwają takie typy, co nie znaczy, że przed nimi uciekną. Socjopaci bywają czarujący, a normy społeczne nie pozwalają na odwrót tylko dlatego, że ‘ktoś nam się nie spodobał’.

Spodobało mi się też to w jaki sposób autor oddzielił fikcję jaką ludzie wynoszą z bardzo popularnych filmów o seryjnych mordercach z rzeczywistością:  Nie każdy morderca jest socjopatą. Nie każdy jest psychopatą.

Prawda jest taka, o czym niestety Navarro nie wspomniał, że najczęściej zabijają osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości.

Do bycia przestępcą nie wystarczy zaburzona osobowość, potrzebny jest tu deficyt lęku, czy strach przed konsekwencjami. Tu najlepszym przykładem jest Richard Kukliński. Navarro wspomina o nim, ale nie w tym kontekście. Tak, o wielu rzeczach nie wspomina…

Trochę sprowadza czytelnika na ziemie opisując niebezpieczne osobowości nie tylko jako potencjalnych seryjnych zabójców, jak najczęściej są kojarzeni, ale też jako mobbingujących szefów, partnerów, którzy wykorzystują miłość drugiej osoby, czy matki nie dbające o potrzeby swojego potomstwa. Pokazując w ten sposób jak wiele takich osób znajdziemy w naszym otoczeniu.

Moja ocena: 5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Burda:

http://www.burdaksiazki.pl/

 

Agorafobia

Phobia (2013)

phobia

Jonathan od roku nie opuścił swojego domu. Więzią go tam jego własne lęki. Strach przed opuszczeniem bezpiecznego miejsca. Strach przed śmiercią, która na pewno czeka na niego tuż za progiem. Tak, jak na jego zmarłych rodziców i żonę.

Wkrótce przyjdzie mu się przekonać, że nigdzie nie może być bezpieczny, bo intruzi przenikną do jego bezpiecznego świata.

phobia

Zacznę od tego, że są dwa filmy z tego samego roku pod tym samym tytułem, obydwa są horrorami, więc nie zdziwcie się, że opis filmu nie będzie pasował do tego obrazu na jaki trafiliście.

“Phobia” to film twórcy o niewielkim dorobku, jednak całkiem sprawnie nakręcony jak na niewielki budżet i doświadczenie.

Fabuła traktuje o mężczyźnie cierpiącym na agorafobię, której nabawił się w wyniku traumy. Jego żona została ranna w wypadku samochodowym. On prowadził i  to on sparaliżowany strachem i szokiem nie zdołał jej pomóc. Teraz dręczą go wyrzuty sumienia i potworny lęk przed śmiercią.

phobia

Jonathan bierze leki i leczy się psychiatrycznie. Terapia nie bardzo mu pomaga, a w ostatnim czasie nastąpił pogorszenie. Pojawiły się halucynacje, w których mężczyzna widzi kobietę w czerni, swoją martwą żonę, która wciąż powtarza mu, że wszyscy umierają. To nie jedyne objawy i z minuty na minutę jest coraz gorzej.

Wersja z faktycznym nawiedzeniem raczej przez nikogo nie zostanie wzięta pod uwagę zważywszy na potężne dawki psychotropów jakie przyjmuje bohater wersja o załamaniu nerwowym jest bardziej prawdopodobna.

Na arenie pojawia się też przyjaciel Jonathana i nowo poznana dziewczyna, która dorabia sobie robiąc zakupy dla ludzi, którzy nie opuszczają domu. Kobieta w czerni nie pozwoli mu jednak zaznać szczęścia.

phobia

Co do filmu mam raczej mieszane uczucia. Spodobał mi się pomysł i minimalizm w ramach, którego został zrealizowany. Sceny mające wzbudzić nerwowe drygnięcia nie są do końca dobrze zrobione, czasami brakuje tu chwili namysłu nad poszczególnym ujęciem, które mogłoby wypaść lepiej gdyby przesunąć kąt kamery.

Bardzo, natomiast przypadły mi do gustu sceny ‘klaustrofobiczne’ gdy nasz bohater kitra się po małych pomieszczeniach. Automatycznie następuje wtedy zbliżenie na jego twarz, przerażone, rozbiegane oczy. Od razu robi się ciasno i duszno.

phobia

Aktorstwo trąci amatorką i nie ma co tego ukrywać. Nieliczni aktorzy wydają się trochę bezradni, jakby trafili na plan przypadkiem. Często wypadają nienaturalnie, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.

Na prawdę nie jest najgorzej, jeśli spojrzymy łaskawym okiem na pewne niedociągnięcia.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:6

To coś:6

61/100

W skali brutalności: 2/10