Bardzo chory człowiek

Kompleks Boga – Piotr Rozmus

kompleks boga

W Szczecinie znikają ludzie. Ekipa policjantów pod wodzą Aleksandra Pieńkowskiego ma problem ze sprecyzowaniem kto może być winny fali porwań. Giną zarówno rozrywkowe studentki jak i poważni businessmani, nawet akademicki wykładowca psychologii. Jakiego sprawce może interesować tak rozbieżna grupa? Jaki może mieć motyw?

Początkowo tropów jest niewiele, ale gdy pojawia się wątek wiadomości, jakie wszystkie zaginione osoby otrzymały nim słuch po nich zaginął, kiełkuje pierwszy pomysł. Cytaty z biblii mogą wskazywać na kogoś, kto wysługując się słowem bożym postanawia przeprowadzić iście starotestamentową krucjatę. Jak wiadomo, nie ma ludzi bardziej niebezpiecznych niż religijni fanatycy…

Po drugą z książek Piotra Rozmusa sięgnęłam bardzo niechętnie. Jego debiut dał mi, co prawda sporo uciechy, ale nie da się ukryć, że było w tym z mej strony sporo drwiny dla starań autora. ALE jako że każdemu należy dać drugą szansę i wierzę, że ludzie potrafią uczyć się na błędach, skorzystałam z okazji przeczytania „Kompleksu boga”.

Co mogę powiedzieć ze stu procentową pewnością, to to, że jest zdecydowanie lepiej. Nie wiem, czy autor sam wpadł na pomysł, że żonglerka amerykańskimi realiami na polskim podwórku wypadła żałośnie, czy też może ktoś mu to zasugerował, ale fakt jest taki, że zostawił twardy amerykańskich gliniarzy za oceanem i nie wciskał do fabuły wątków z ‚zagramanicznych’ filmów sensacyjnych, jak wybuchające samochody, czy policjant, że Szczecinka o nazwisku Donovan:)

Zamiast wałkować trudne życie gliniarza z kryminalnej, o którym jak było widać, pojęcie miał mgliste skupił się na postaci mordercy i ofiar.

Tu wymalował całkiem wiarygodne historie.

Sprawa zaczyna się od pana businessmana zajmującego się nieruchomościami. Piękny, młody i bezwzględny rekin przedsiębiorczości zostaje upolowany w czasie, własnego polowania. Polowania na dupy. Temat dup jest w jego życiu bardzo ciekawym aspektem. Autorowi udało się stworzyć ciekawy życiorys postaci i  w tym przypadku potknął się w zasadzie tylko raz. Ale czy ktoś to wychwycił, po z mną – upierdliwą mną? Wątpię. Bohater o imieniu Krystian w czasie monologu zachwytu nad samą sobą rzecze, że ‚naiwni żółtkowie’ z Tokio puszczą mu za bezcen swoja ziemię. Hola, hola. Czy aby autor nie wie, że każdy fragment Japonii jest zagospodarowany do ostatniego centymetra i japoński businessman prędzej popełnił by seppuku niż sprzedał białemu wyrzutkowi fragment swej ojczyzny? To bardzo niefortunna wstawka, aż grysie w oczy.Wiedza ogólna tu kuleje, a pan Rozmus powinien czasem dwa razy zastanowić się zanim wystrzeli z siebie wywód na temat, o którym nic nie wie. To zresztą problem, który bardzo wytykałam mu przy recenzji poprzedniej książki: brak orientacji w teranie, na który się porywa.

Następną postacią jest pani psycholog. Atrakcyjna – jak wszystkie kobiety pojawiające się w tej powieści – i inteligentna doktor Ewa, zostaje uprowadzona z przystanku autobusowego wracając z uczelni. Trafia do piwnicy, a później do klatki w owej piwnicy obok wcześniej wspomnianego Krystiana.

Obydwoje trafili tam, bo mają coś na sumieniu. O ile przewina Ewy wydaje się błaha, o tyle w przypadku Krystiana złożenie całopalnej ofiary za jego dusze byłby całkiem na miejscu.

Ale klatek mamy trzy. Czas na trzecią ofiarę, studentkę, Natalię, która zostaje porwana prosto, z delikatnie mówiąc, ‚nieudanej randki’. I ona podpadła bogu…

Ofiar będzie ostatecznie czworo, choć ostatni z zainteresowanych załapie się ledwo na koniec imprezy.

Mamy też naszego zbira, który już w prologu prezentuje psychotyczne objawy. Wstęp mówi nam dosyć sporo na temat tego, dlaczego nasz antybohater porywa się na starotestamentową krucjatę. Nie dowiadujemy się jednak wszystkiego, bo ‚najsmaczniejsze kąski’ zostają na koniec. Co się oczywiście chwali, choć autor posłużył się tu bardzo pospolitym wątkiem.

Tytuł powieści mówi nam w zasadzie wszytko na temat jego poczynać. Kompleks boga, który doskwiera aspirującemu zbawicielowi jest przyczyną całego zamieszania.

Można rzec, że dużo tu psychologii, czyż nie? Pamiętam, że w poprzedniej powieści, po za tym, że autor mylił imiona bohaterów, nazywał pentagram ‚sześcioramienną gwiazdą’, to nie odróżniał jeszcze psychiatry od psychologa klinicznego, co spowodowało u mnie dużą wesołość.

Jako, że w wypadku „Kompleksu boga” cała siła powieści opiera się na psychologii musiał w tym temacie pogrzebać. Już nie myli psychiatry z psychologiem, ale znać powierzchowność jego wiedzy. Rzuca hasłami typu ‚zaburzenia z grupy A klasyfikacji DSM V’ jak by chciał popisać się wiedzą, pewno z google, bo w branży psychologicznej w Polsce dalej jedzie się na ICD 10 ewentualnie DSM IV.

Jedną ze swoim bohaterek uczynił wykładowcą psychologii. Pomijając fakt, że owa bohaterka wykładając na pierwszym roku opowiada swoim studentom o Freudowskim modelu osobowości, w ramach zajęć z ‚psychologii osobowości, który to przedmiot  na polskich uczelniach zarezerwowany jest dopiero na trzecim roku, to jeszcze w treść wykładu autor  wplata niekiedy całe zdania przerznięte ze strony internetowej. Daleko nie szukał, bo wpisując w google hasła ‚ego, id i super ego’ znajdziemy je na trzeciej stronie z ukazanych wyników;) To dopiero reacherch! Taki King, na przykład, przez dziesięć lat zbierał materiały do jednej ze swoich powieści, bodajże „Łowca snów”, a polski pisarz ma google ;)…. No nic, użycie tematu psychoanalizy zostało zapewne podyktowane zapatrzeniem się  (znowu)  w amerykańskie kino, gdzie w każdym wątku związanym z psychologią musi pojawić się Freud. Albo plamy atramentowe;)

W powieści zostaje wykorzystany jeszcze jeden modny na polu psychologii wątek, najpopularniejsze zaburzenie świata, które w naturze występuje rzadko, ale w kinie i literaturze w przypadku niemal co drugiego mordercy. Ah, kocham schematy. Nie mamy tu więc żadnego novum, ale i tak jest ciekawie. Tak, jest ciekawie, mimo iż autor parokrotnie zawodzi brakiem wiedzy ogólnej – jeszcze kilka przykładów bym przytoczyła, ale szkoda czasu. Mimo to książka jest ok. Może dlatego, że wciąż mam w pamięć gafy z debiutu?

Styl też jest dobry, przystępny, prosty. Autor zaczął unikać przydługich porównań, którymi była usiana „Bestia” co wyszło mu na zdrowie. Całość czyta się przyjemnie i jedyne co mogłam jej zarzucić, to mało oryginalny motyw przewodni,  potknięcia na polu wiedzy ogólnej i powierzchowne traktowanie psychologii, na której de facto opiera się cały pomysł. Dużego plusa daje za sprawne poprowadzenie wątków obyczajowych. W tych fragmentach Rozmus wręcz płynie i aż miło się to czyta.

Może powinien spróbować w sił w obyczajówkach? Tam nie musiałby zapuszczać się na tak grząski grunt, na którym widać we fragmentach z psychologią i wątkami kryminalnymi porusza się bardzo niepewnie i jakby boi się napisać coś bardziej wywrotowego i dalszego o schematu.

Czy sięgnę po następną książkę autora jeśli takową wyda? Myślę, że tak, chociażby po to by śledzić postępy. Może będzie jeszcze lepiej?

Moja ocena:6-/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf:

videograf


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.