Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

O Carmilli nieco inaczej

Styria aka Angel of death (2014)

styria

Do opuszczonego od lat ’20 XX wieku zamku na Węgrzech przybywa angielski profesor wraz z nastoletnią córką, Larą.

Dziewczyna jest świadkiem jak jeden z mieszkańców okolicznej wsi napada na młodą dziewczynę. Lara pomaga jej ukryć się w zamku. Córka profesora i tajemnicza Carmilla zaprzyjaźniają się. Tym czasem Styrię nawiedza fala samobójstw młodych dziewcząt, zupełnie jak w odległej przeszłości.

“Styrię” miałam na oku już jakiś czas. Trafiłam na nią przypadkiem szukając screenów z polskiego filmu “Carmilla”. Wiedziałam, że na oficjalną dystrybucje będę musiała się naczekać, bo twórcy obrazu nie są cudownymi dziećmi Hollywood.

Zauważyłam, że jest to produkcja, w której spory udział mają Polacy: Za zdjęcia odpowiada nasz rodak, a w jedną z głównych rol wciela się polka, Julia Pietrucha. Film kręcono w Europie, dokładnie na Węgrzech, więc narobiłam sobie nadziei na piękne widoki oraz europejski klimat i nie pomyliłam się.

styria

“Styria” to bardzo europejska produkcja. Powiedziałabym nawet, że wschodnioeuropejska, bo bardzo przypomina mi rosyjskie horrory, które udało mi się do tej pory zobaczyć, mam tu na myśli tę udaną grupę. Kojarzy się też ze starymi polskimi produkcjami grozy. Ma podobny klimat, nie opiera się teatralnej manierze i nadużywa zaufania widza zakładając, że wcale nie musi wszystkiego dokładnie wyjaśniać. Posiada klimat klasycznego horroru gotyckiego, okraszonego elementami psychologicznymi dla podkręcenia wrażenie szaleństwa.

Poniekąd fabularnie jest to wariacja na temat “Carmilli” Le Fanu: Mamy tajemnicze dziewczę, które trafia pod jeden dach z młodą bohaterką (W oryginale Laurą w tym filmie Larą) i wchodzi z nią w bardzo intensywną relację.

Odwiedza ją w nocy, gdy reszta domowników śpi i oprowadza po okolicy. Dziewczęta doskonale się bawią, ale z nocy na noc Lara zaczyna się coraz gorzej czuć. Słabnie i widać, że towarzystwo Carmilli, którego bardzo pragnie wcale jej nie służy.

styria

Mamy jeszcze wątek ojca, który ukrywa przez Larą pochodzenie jej matki, a także fakty związane z jej zniknięciem z ich życia.

Ojciec Lary zajmuje się badaniem zabytków, coś jak połączenie archeologa i restauratora sztuki. Obiera na cel zamek w Styrii, gdzie ukryte są trzy ścienne malowidła o mrocznym rodowodzie. Murale przedstawiają stara legendę, a może historię? W dodatku historię, która zdaje się powtarzać w tej chwili, gdy okazuje się, że w Styrii młode dziewczęta bardzo chętnie popełniają samobójstwa.

Fabułę filmu można podzielić na dwie części. Pierwsza, czyli ta bliższa oryginalnej historii Le Fanu, gdzie jeszcze nie wiemy skąd wzięła się Carmila, więc zakładamy, że jak w oryginale jest wampirem i obserwujemy zmiany jakie zachodzą w Larze i druga, gdy przedstawiona zostaje historia z przed lat, związana z malowidłami, leczniczymi źródłami i samobójstwami dziewcząt, oraz gdy dochodzi do pewnego zdarzenia z udziałem Carmilli. Nie mogę wam więcej zdradzić, dość powiedzieć, że w tym momencie odchodzimy od oryginalnej historii. Wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.

Wampiryzm jest bardzo oczywistym rozwiązaniem i gdy twórca bierze na tapetę ten wątek musi trzymać się pewnych zasad inaczej zostanie wyklęty przez potencjalnego widza. Innowacyjne podejście nie jest pożądane dlatego też dobrze się stało, że twórcy “Styrii” posługują się bardziej metaforą wampiryzmu niż jego mitologiczną wersją.Choć obawiam się, że większość widzów i tak nie wychwyci niuansu i potraktuje sprawę nazbyt dosłownie, jak kolejny vampire movie, gdzie głównym celem antybohatera jest picie krwi.

Bardzo, ale to bardzo podobały mi się sceny finałowe.Ujęcia Carmilli obserwującej Larę jakby z innego świata, jasnego i pięknego podczas gdy ta balansuje nad krawędzią.To takie podsumowanie całej relacji obydwu panien. Lara, która podświadomie dąży do samozagłady i Carmilla, która oferuje jej śmierć.

styria

Fabuła przypadła mi więc do gustu i nie przeszkadzało mi pewne jej ‘pomieszanie z poplątaniem’.

Wykonanie też zasługuje na uwagę. Jak wspomniałam za zdjęcia odpowiada Polak  należą mu się za nie brawa, bo wypadają świetnie. Perfekcyjne operowanie światłem wyznacza granicę między mrokiem i jasnością czym świetnie zgrywa się z poetyką filmu.

Sceneria jaka została wybrana jako filmowy plan również wypada bardzo dobrze, mam tu na myśli zarówno wnętrze zamku jak i jego otoczenie tj. panorama gór,przyległe lasy, czy wioska pełne zabobonów i średniowiecznych lęków malujących się na twarzach mieszkańców.

styria

Aktorstwo jest jak najbardziej okej. Na czele ekipy jako najbardziej doświadczony w aktorstwie staje Stephen Rea ze swoim cierpiętniczym wyrazem twarzy. Lubię go i jak zawsze zagrał dobrze. W Larę wciela się aktorka mi osobiście nie znana choć ma już nie najgorszą filmografie. Ma bardzo interesującą urodę i zagrała bardzo bardzo dobrze. Na koniec rodaczka, Julia Pietrucha, znana z polskich seriali – głównie. Bałam się, że jej akcent będzie kalał moje uszy, ale nic podobnego, dykcja daleka od kwadratowej i mimo iż nieco odstawała od brytyjskiej obsady to nie było to bolesne. Bardzo mile zaskoczyła mnie swoja grą. Była bardzo sensualna i naturalna, doskonale poradziła sobie z tak niejednoznaczną postacią jak Carmilla. Urody też jej nie brakuje. Nie jest ona jedyny polskim akcentem w obsadzie bo mamy tu jeszcze jedno nazwisko i rolę trzecioplanową, w którą wciela się jeden z najlepszych polskich dubbingowców. Na ekranie też można go pokazać bez wstydu i znać po nim światową klasę aktorską:)

Na pewno jest to kino oryginalne zarówno pod względem formy jak i treści. Odbiega od hollywoodzkich standardów, trzyma się pazurami europejskiej estetyki wypinając tyłek na banał. Mnie bardzo się podobał.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Oryginalność:7

to coś:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

71/100

W skali brutalności:2/10

Podatny grunt

Fertile Ground (2011)

fertile groung

Małżonkowie, Emily i Nate przeprowadzają się do odziedziczonego przez mężczyznę domu na prowincji. On jako aspirujący artysta ma tam przygotowywać się do wernisażu, a ona ma wrócić do dawnej pasji szycia i projektowania sukienek. Wszytko po to, by małżonkowie mogli pozbierać się po niedawnym nieszczęściu, czyli poronieniu przez Emily córeczki.

Dom jest stary, ale wcale nie opuszczony. Każdy jego fragment tętni od historii jego byłych mieszkańców. Co jest niepokojące, najczęściej są to historie zakończone nagłym zgonem.

Emily, która jak się okazuje, ponownie zachodzi w ciążę zaczyna odczuwać obecność złowrogiej siły, którą epatuje dom. Kiedy grzebie w historii rodziny męża, a co za tym idzie w historii domu odkrywa, że doszło tam do brutalnej zbrodni, która była dziełem przodka Nate’a. Ale to jeszcze nie wszytko, do tego dojdzie jeszcze upiorne znalezisko na podwórku w postaci ludzkiej czaszki.  Okaże się, że Nawet najsłynniejszy morderca XIX wieku kręcił się po okolicy.

fertile ground

Adam Gierasch jest twórcą wielu niskobudżetowych horrorów, takich jak “Autopsy“, czy “Wicked Little things“. Z nich wszystkich chyba najlepiej udał mu się “Fretile Ground”. Piszę to mimo, iż nie jestem zwolenniczką scenariuszowych kalk. Zawsze wolę film nieco niedopracowany, ale oryginalny niż kolejny bezpieczny schemat. Problem w tym, że filmy tego twórcy po za schemat się nie ruszają.

Historia rodziny Weaverów to przechadzka po historii konwencji ghost story. Zaczynamy tradycyjnie od przeprowadzki do nowego domu. Pojawia się ciąża, której towarzyszy złe samopoczucie bohaterki i przekonanie o zagrożeniu. Być może Emilly jeszcze nie pozbierała się po stracie poprzedniego dziecka, a może dopadła ją depresja okołoporodowa? Ciężarne kobiety są bardzo lubym tematem dla twórców horroru. Hormony buzują, nadwrażliwość staje się rzeczą naturalną. Łatwo wepchnąć taką bohaterkę do starego domu i wystraszyć.

fertile ground

Pojawia się motyw zbrodni z przeszłości popełnionej na bogu ducha winnej kobiecie.

ghost story często występuje motyw zapętlenia. Tak zwane ‘nawiedzenie osiadłe’, które charakteryzuje się tym, że w nawiedzonym miejscu wciąż powtarza się sekwencja tych samych tragicznych wydarzeń.

Emilly zaniepokojona zmianą w zachowaniu męża zaczyna wierzyć, że ten, wzorem swojego przodka zamierza ją zabić. Motyw obłędu partnera i bezbronności wobec tej sytuacji małżonki to również temat stary jak świat. W “Fertile Ground” mamy nawet scenę, która powinna już rozwiać wszystkie wątpliwości ad. oryginalności pomysłu. Gdy Emily odwiedza pracownie męża, w której ten spędza całej dnie odkrywa, że wypełniają ją puste płótna – zajechało “Lśnieniem“, czyż nie?

fertile ground

Mimo iż przeszłość domu jest taka, a nie inna, teza o nawiedzeniu nie może być nazbyt oczywista. Muszą pojawić się wątpliwość i podejrzenie o bardziej przyziemny rodowód wizji nawiedzających bohatera czy bohaterkę. Tu najlepiej postawić na chorobę psychiczną.

I tym o to sposobem mamy już cały film. Wszystkie motywy podsunięte jakby taśmociągiem, zaczerpnięte z innych popularnych horrorów.

Ale czy efekt jest bardzo zły? O dziwo nie. Przewidywalność, przewidywalnością, ale i tak miło się to ogląda. Tempo akcji jest niespieszne więc możemy cieszyć oko powolnymi przejazdami kamery po domu, okolicy, licach przerażonej kobiety. Mimo to nie jest nudno, bo zawsze znajdzie się jakaś krytyczna sytuacja, załamanie Emilly, czy wybuch agresji Nate’a.  Przemknie jakiś nienachalny duszek, czy objawi się w innej formie. Aktorstwo też jest jak najbardziej w porządku. Podobało mi się też zakończenie. Znowu nic oryginalnego, a jednak.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Przed oczami

Los Ojos de Julia/ Oczy Julii (2010)

oczy julii

Bliźniaczki, Sara i Julia cierpią na chorobę , która objawia się stopniową utratą wzroku. Stan Sary jest znacznie gorszy, jest już praktycznie ślepa. Pewnego dnia Sara zawisa w swojej piwnicy, a jej siostra Julia nie potrafi tego zaakceptować.

Być może strach przed resztą życia spędzoną w ciemności popchnął ją do samobójstwa? Ale czemu Sara miałby popełniać samobójstwo po operacji przywracającej wzrok?

W wyniku strasu jaki przysporzyła Julii śmierć siostry i u niej objawy ślepoty zaczynają gwałtownie postępować. Pytaniem jest, czy Julia zdąży rozwiązać zagadkę zanim i ją dopadnie ciemność?

Filmy sygnowane nazwiskiem Guillermo del Toro przyciągają najwięcej fanów hiszpańskiego kina. Jego nazwisko jest już marką i gwarancją udanego seansu. Osobiście nie spotkałam się chyba ze złym filmem którego producentem, tudzież reżyserem, czy scenarzystą byłby del Toro.

“Oczy Julii” powstały w wyniku współpracy del Toro, Moralesa (“Dziwny lokator“) i Paulo (“El Cuerpo“). W podwójną role bliźniaczek wciela się naczelna gwiazda hiszpańskiego kina Belen Rueda (“Sierociniec“, “El Cuerpo”, “W stronę morza”).

Fabuła opiera się na próbach rozwikłania tajemniczej śmierci Sary. Julia nie wierzy w wersję z samobójstwem. Wprowadza się do domu Sary i ku rozpaczy swojego męża zaczyna prywatne śledztwo. Szybko okazuje się, że Sara miała swoje tajemnice. W jej życiu był jakiś mężczyzna.

oczy julii

Julia jest przekonana, że to on mógł mieć udział w śmierci siostry. Pojawia się też wątek dziwacznego sąsiada o niecierpliwym penisie.

Julia za wszelką cenę chce poznać tożsamość mężczyzny, z którym spotykała się Sara. Problem w tym, że jest to człowiek widmo posiadający jakiś dziwny dar niewidzialności. Nikt kto go napotkał, nie jest w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące jego wyglądu.

Tymczasem Julia ślepnie. Niewidzialny mężczyzna coraz natarczywiej atakuje kobietę. Przemyka obok niej jak cień. Może być każdym, a postępująca ślepota nie ułatwia walki z nim, a może wręcz przeciwnie? Może to właśnie niewidzące oczy mają szansę zobaczyć najwięcej?

oczy julii

W przeciwieństwie do bardziej znanych filmów del Toro, “Oczy Julii” nie wykorzystują wątków paranormalnych. Nie ma tu żadnych Faunów, duchów, diabłów. To bardziej thriller oparty na psychologii relacji między poszczególnymi bohaterami. Kluczem do rozwikłania zagadki jest poznanie każdego z bohaterów wraz z jego tajemnicami i połączenie w całość zawikłanej układanki wzajemnych relacji.

Przynajmniej kilkakrotnie w czasie seansu widz będzie przekonany, przekonany stu procentowo, że już wszytko wie. Scenariusz jednak bezlitośnie wywodzi w pole pokazując nam tylko połowę prawdy.

Najciekawszym elementem fabuły, w moim odczuciu, jest wątek ‘niewidzialnego’. Przemyka niezauważony, zupełnie zlany z tłem i z ciemnością. Na to kim jest miałam sporo pomysłów, ale dopiero u kresu tej historii mamy szansę poznać jego tożsamość. Zdemaskowanie sprawcy przyjmuje bardzo dramatyczny kształt i nie zabraknie tu scen pełnych napięcia.

Fabularnie jest to więc film solidny, ciekawy, wciągający.

Klimat zbudowany jest na podstawie narastającego wrażenia ciemności. Ciemności, która jak to z nią bywa często, niesie zagrożenie.

oczy julii

Twórcy po mistrzowsku wykorzystali motyw ślepoty Julii często ukazując świat przedstawiony jej oczami, zamazane kontury, zaciemnione przestrzenie, ciemność na końcu pola widzenia. Aktorstwo jest solidne, bo zobaczymy wielu czołowych aktorów hiszpańskich znanych nie tylko z kina grozy.

Na pewno nie zaliczyłabym go do moich ulubieńców jeśli chodzi o hiszpańskie horrory, bo są jednak filmy, które lubię dużo bardziej, ale na pewno nie zaniża on poziomu hiszpańskiego kina grozy i spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

Jedna noc

Noc – Ryszard Grzywacz

http://novaeres.pl/

“Noc” to króciutka książka, nie ma nawet stu stron.

Sięgnęłam po nią  z pobudek banalnych, spodobał mi się tytuł i okładka. Opis umieszczony na tyle był na tyle niejasny, że postanowiłam sprawdzić czym ta “Noc” tak naprawdę jest.

Dostałam w swoje ręce zbiór literackich miniatur opisujących jedną noc w Jeleniej Górze. Nigdy nie byłam w Jeleniej Górze. Daleko.

Bezimienny bohater pewnego wieczoru postanawia spędzić noc w sposób niebanalny. Zamawia taksówkę i rusza w miasto. Nie w głowie mu jednak hulanki, on wybiera się na niezwykłą wycieczkę krajoznawczą.

jelenia góra

Wszytko zaczyna się od jazdy taksówką, a kończy na pieszej wyprawie po Karkonoszach. Jest też stary przedwojenny tramwaj, jest rower -i jest rowerzystka. Jest też “Duch gór” pod postacią starca zalegającego w opustoszałym budynku.

Całą opowieść przypomina deliryczny sen. Pojawiają się tu zarówno sytuacje banalne i przyziemne jak ‘zakupy w tesko’ – bardzo udany opis typowo męskiego toku myślenia – jak i zjawiska niewytłumaczalne jak spotkanie z Duchem Gór, który oświadcza bohaterowi, że od tej pory ludzie będą mieli taki świat na jaki zasługują – plastikowy. Nasz bohater jest jedyną osobą, która zdaje sobie z tego sprawę.

Jego wyprawa ma trochę metafizyczny wymiar, choć nie wiem czy mój odbiór książki ma cokolwiek wspólnego z założeniami autora. Zahacza o historię Jeleniej Góry jako miasta, zachęca do poznania go.

Napisana jest bardzo literackim językiem. Wiem, jak to brzmi, w założeniu każda książka powinna być napisana literackim językiem, ale w praktyce wiadomo jako to jest. Autor żongluje słowami bardzo sprawnie, stosuje ciekawe językowe zagrywki, tylko do czego to zmierza?

Sięgnęłam po ta książkę, bo jak wspomniałam chciałam się dowiedzieć o czym jest. Ale nadal nie wiem. Wiem już co stanowi jej zawartość, ale jakie jest przesłanie? Ktoś przeczyta i mi powie?

Moja ocena:5+/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

Po sąsiedzku

The boy next door/ Chłopak z sąsiedztwa (2015)

the boy next door

Clarie, nauczycielka angielskiego w miejscowym liceum od dziewięciu miesięcy jest w separacji z mężem. Mąż niestety za bardzo lubił ‘zagryzać ciasteczka’ w czasie podróży służbowych do San Francisco, co spowodowało poważne problemy małżeńskie.

Z początkiem nowego roku szkolnego na ulicę, przy której mieszka Clarie z nastoletnim synem, wprowadza się nowy sąsiad. Urok młodzieńca sprawia, że zraniona Clarie też nabiera apetytu na słodkości. Przystojny Noah wpada jej w oko, a później między nogi.

Pech chce, że dla niego nie było to jednorazowe turne i teraz zrobi wszytko by zatrzymać przy sobie atrakcyjną sąsiadkę.

“The boy next door” to typowy thriller o toksycznej miłości, ‘cały w tym ambaras żeby dwoje chciało naraz‘.

Pikanterii całej sprawie dodawać ma ogromniasty zadek Jennifer Lopez, która wciela się tu w rolę Clarie.

the boy next door

Aktorską jest niestety taką, a nie inną, ale i tak za role ofiary złego chłopca z sąsiedztwa została nagrodzona kubkiem popcornu. Zagrała całkiem przyzwoicie, choć obserwując ją na ekranie miałam wrażenie, że ludzie z produkcji bardziej skupili się na dbałości o idealny makijaż swojej gwiazdy niż na próbach wykrzesania z niej jakiś emocji. Mniejsza o to.

Reżyserem obrazu jest twórca pierwszej odsłony “Szybkich i wściekłych” toteż spodziewałam się większego tempa akcji, jakiś większych emocji, a jest raczej ‘letnio’.

Historia jest do bólu prosta. Mamy piękną niewiastę w kryzysie, która trafia na nieodpowiedniego faceta. Noah okazuje się mocno porąbany. Ma bardzo określoną wizje wspólnego życia z wymarzona kobietą i nie da sobie wmówić, że wizja ta rozmija się z rzeczywistością.

the boy next door

Kiedy udaje mu się uwieść Clarie zaczyna ją szantażować. Macha jej przed nosem pamiątkami ze wspólnej nocy, nastawia jej synka przeciwko jej mężowi,  w razie potrzeby jest gotowy dać komuś w mordę. Scenariusz przewiduje tez ofiary w ludziach, ale raczej tych z dalszego planu, co byśmy nie zapłakali się nad losem kogoś do kogo się przywiązaliśmy.

Nie ma tu scen pełnych napięcia, czy jakiegoś godnego zapamiętania przesłania.

Żeby scenariusz wydawał się inteligentniejszy w usta naszych bohaterów powkładano cytaty z “Iliady” Homera. Szczególnie nasz antybohater lubi sobie pogadać. Efekt jest raczej smętny niż ciekawy. Mamy tu w zasadzie dwa godne zapamiętania ujęcia (Fani urody Pani Lopez dorzucą pewno jeszcze jedną;) mianowicie: scena, w której Noah śledzi jadący przed nim samochód swojej nauczycielki, desperacko starając się nie stracić jej z oczu (może Cohenowi została smykałka do scen na drodze po sukcesie “Szybkich i wściekłych?) i jedno z ujęć finałowych z wbijaniem ostrego przedmiotu w oko – no, prawie gore!;)

Film jest tak jak wspomniałam ‘letni’. Ma nikły ładunek emocjonalny, a scenariusz rozmieszcza naszych bohaterów na planszy w bardzo standardowym szeregu, w dodatku nie zwraca uwagi na luki jakie występują w akcji.

Antybohater nie ma w sobie nic godnego uwagi. Etiologia jego szaleństwa jest bardzo mało złożona, a jego działania standardowe. Nie dopatrzyłam się w oczach aktora iskry szaleństwa, czegoś ‘niebezpiecznego’, natomiast bardzo eksponowana jest tu jego nienaganna sylwetka i profil greckiego bożka.

Ten film ogólnie jest ‘gładki’ i idę o zakład, że na planie więcej pracy mieli makijażyści niż osoby zaangażowane w inne aspekty realizacji.

Sztuczny i sztampowy- tak bym go podsumowała.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10