Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Jest to samo, ale gorzej

Poltergeist/ Duch (2015)

poltergrist

Pięcioosobowa rodzina Bowen’ów z powodu problemów finansowych zmuszona jest przeprowadzić się na tanie osiedle domów jednorodzinnych, gdzie zamiast urokliwych parków za horyzontem widać jedynie słupy wysokiego napięcia.

Na domiar złego w miejscu, gdzie zbudowano domy niegdyś mieścił się indiański cmentarz, a wszyscy chyba wiemy co dla Amerykańskiej rodziny oznacza osiedlenie się w takim miejscu;)

poltergeist

Niebawem strapiona familia będzie musiała zmierzyć się z przybyszami z zaświatów, którzy najpierw nawiązują kontakt z ich najmłodsza córką Maddy, a później porywają ją … w głąb szafy.

Kolejny remake. Tym razem na patelni wylądował kultowy “Poltergeist wyprodukowany w latach osiemdziesiątych przez Stephena Spielberga i nakręcony przez Tobe’iego Hoppera. Jacyś zupełnie nie znani mi Panowie sowicie podlali temat oliwą,wrzucili na  duży ogień i smażyli aż wysmażyli z klasycznego “Ducha” cały klimat podając nam tym samym jakiś spalony zuzel.

Astronomiczny budżet w większości przeznaczono na efekty specjalne, które to mają zastąpić widzowi brak oryginalności – kto by od remake oczekiwał oryginalności? Ha! Zdarzały  się w remake’ach innowacje, lepsze lub gorsze ale się zdarzały – W przypadku “Poltergeista” innowacja polega na wycięciu z filmu tego, co dobre 😉

Fabuła jest niemal identyczna. Wszystko zaczyna się od przeprowadzki w feralne miejsce. Najpierw pojawiają się drobne przesłanki, że coś jest nie tak. Dwójka najmłodszych dzieci zwraca na to uwagę rodziców jednak ci ignorują to zajęci problemami finansowymi.

Mała Maddy gada z telewizorem, a starszy Griffin toczy zaciekłą walkę z zabawkami ukrytymi w jego pokoju. Eskalacja następuje pewnej burzowej nocy, gdy dzieci zostają same w domu.

Tu twórcy mogli zaszpanować budżetem. Ożywające drzewa, czy demoniczne postaci wyłaniające się z odmętów szafy. Zabrakło jednak mojej ulubionej sceny z ‘tornadem’ szalejącym w pokoju najmłodszej pociechy.

poltergeist

Podobała mi się natomiast jedna z wcześniejszych scen kiedy Maddy gadając z telewizorem przykłada rączkę do ekranu, a po drugiej jego stornie kilka istot robi to samo. Efekt jest bardzo ciekawy, ale wcale nie trzeba oglądać całego filmu, żeby zobaczyć tę scenę, wystarczy trailer:)

Nowi twórcy to i nowa obsada. W zasadzie nie mam co do niej większych zarzutów po za jednym bardzo konkretnym skierowanym w najważniejszą postać. Odtwórczyni roli Maddison to wyjątkowo niemrawe dziecko i wszystko co jej poprzedniczka robiła z lekkością jej przychodziło z wielkim bólem a efekt był o wiele gorszy.  

poltergeist

Podobał mi się odtwórca roli ojca rodziny, Sam Rocwell i dwie starsze pociechy, szczególnie Griffin.

W zasadzie nie widzę sensu w polecaniu komukolwiek tego filmu. No, może osobom lubiącym dużo efektów, więcej efektów i jeszcze więcej efektów. Podejrzewam, że film nie przypadnie do gustu żadnemu miłośnikowi oryginału, a zadowoli jedynie tych, którzy oryginału nie widzieli lub za nim nie przepadają.

Czy jestem rozczarowana tym filmem? Zdecydowanie nie. Właśnie takiego obrazu się spodziewałam. O zgrozo. 

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:3

Oryginalność:3

To coś:5

47/100

W skali brutalności:1/10

Naznaczona 6

Insidious: Chapter 3/ Naznaczony : Rozdział 3 (2015)

naznaczony 3

Nastolatka, Quinn Brenner straciła matkę. Teraz pragnie się z nią skontaktować. W tym celu udaje się do medium, starszej pani o imieniu Elise. Próba porozumienia się z duchem zmarłej krewnej nie udaje się. Ouinn wraca więc do domu jedynie z dobrą radą: Nie działaj na własna rękę. Jeśli wzywasz jednego zmarłego, słyszą Cię wszyscy.

Niestety, jak się okazuje jest już za późno. Do Quinn przyplątał się demoniczny pasożyt, a Elise będzie zmuszona pomóc młodej w wydostaniu się z Ciemności.

“Naznaczony: rozdział 3” jest tak naprawdę “Naznaczonym:prolog”, czyli stanowi filmowy preqel wydarzeń z przez “Naznaczonego” (2010).

Co mnie nieźle zdziwiło, James Wan po raz kolejny porzuca swój ‘produkt’ oddając reżyserie komuś innemu. Padło na scenarzystę Ligh’a Whannell’a, który pracował przy pierwszych częściach “Naznaczonego”  i “Piły” w charakterze, właśnie scenarzysty. Pojawia się też na ekranie w roli aktora. W przypadku “Naznaczonego” wciela się w postać jednego z łowców duchów, którzy towarzyszą Elise.

Oczywiście fakt ten odkryłam przed chwilą. Oglądając zeszłego wieczoru film trwałam w przekonaniu, że mam przed sobą dzieło Wan’a. Coś mi tam niby zgrzytało, jednak przez lata współpracy z reżyserem jego nadworny scenarzysta nauczył się naśladować jego reżyserski styl przez co zmiana na fotelu reżysera nie jest tak mocno wyczuwalna dla widza.

Pomijając sprawy organizacyjne, czas na meritum sprawy: film dobry, czy zły?

naznaczony 3

Bardo przypadła mi do gustu pierwsza polowa filmu.

Aktorka wcielająca się w rolę Quinn była drewniana i sztywna jak gips na jej połamanych nogach, starałam się jednak nie zwracać na nią uwagi;) Skupiałam się na Elise i dobrym jak zawsze warsztacie sędziwej Lin Shaye. Scenariusz poświęca dużo większą uwagę jej postaci niż było to w dwóch poprzednich odsłonach “Naznaczonego”. Jest to jakiś sposób na nawiązanie do poprzednich części bez ponownego eksplorowania wątku Lambertów.

naznaczony 3

Powraca motyw ‘kobiety w czerni’, ale pojawia się też inny antagonista, a finał filmu daje nam do zrozumienia, że to ten sam byt który zawisł pod sufitem w pokoju Daltona.

Pomysł na ‘mężczyznę’ , ‘który nie może oddychać’, który wcale nie chce powracać do żywych, raczej woli przerzedzić ich szeregi był całkiem zgrabny. Podobała mi się jego ogólna charakterystyka, od wyglądu po sposób działania.

W pierwszej połowie filmu gdy zaczyna on nawiedza Quinn atmosfera robi się naprawdę gęsta. Pojawia się sporo udanych jump scen.

naznaczony 3

Dobrze jest jeszcze do momentu ‘zejścia’ Elise do ‘Ciemności’. Kobieta napotyka tam sporo ciekawie zrobionych duchów, a prosty sposób przedstawienia tego ‘ zaświatu’ w formie wnętrza budynku pełnego korytarzy jest już sprawdzony i dla mnie, mimo iż trąci pójściem na łatwiznę, jest dobry.

naznaczony 3

Sprawa pogarsza się w punkcie kulminacyjnym i dalej aż do finału scenariusz zmierza po linii pochyłej prosto w dól.

Sceny, w których medium ‘walczy w ręcz’ ze swoim demonem, czy ckliwa wstawka z objawioną mamunią Quinn jest mega słabe i zupełnie zbyteczne. Finał po prostu tak odchodzi od estetyki poprzednich części, że dalej zajść już się chyba nie dało. Sytuację ma uratować twarz demona, która ni z gruchy ni z pietruchy pojawia się w ostatniej sekundzie na ekranie. No marne to było. Nie wiem czemu nie udało się utrzymać klimatu z początku obrazu.

Obiecujący początek i porażka w finale. Tak mogę to krótko ująć.

Nie jest źle. Myślałam, że będzie gorzej, więc moje pesymistyczne nastawienie do trzeciej części “Naznaczonego” uratowało mnie przed rozczarowaniem.

W porównaniu z poprzednimi produkcjami z pod tego szyldu jest raczej kiepsko, jednak oceniając ten film jako osobny produkt i stawiając go na półce przeznaczonej dla ‘klasycznie średniego współczesnego horroru” błyszczy dobrą jakością.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

To coś:6

Oryginalność:5

62/100

W skali brutalności:1/10

Usłyszysz sygnał

The Signal/ Sygnał (2007)

the signal

Pewnego dnia mieszkańcy miasta Terminus oszaleli. Zaczęły się masowe mordy na ulicach i w zaciszu mieszkań. Atakowano bliskich i obcych. Przyczyną tej krwawej masakry była transmisja sygnału z urządzeń elektrycznych, np. z telewizora.

Troje twórców postanowiło przedstawić światu podkręconą do szaleństwa wizję tego jaki wpływ na ludzi mają sygnały elektryczne.

Pamiętny dialog ze “Strasznego filmu 3” mówi nam: “Przez fale elektryczne emitowane przez telewizje i telefony komórkowe tracimy dwa razy więcej komórek mózgowych niż powinniśmy”. Mimo iż kwestia ta została sprowadzona do poziomu żartobliwej uwagi zwieńczonej tekstem o silikonie to jest w tym trochę racji. Technologia nas ogłupia.

Wystarczy wrócić z pracy/ ze szkoły i włączyć jeden z popularniejszych kanałów TV by spędzić kilka godzin aż do wieczora w towarzystwie odmóżdżających programów ‘o prawdziwym życiu’. Komórki mózgowe same popełnia samobójstwo. Jeśli nie macie okazji wyłonić się z chałupy na te kilka godzin pranie mózgu telewizja zafunduje Wam od samego rana. Nic tylko siedzieć i oglądać;) “The Signal” w fajny sposób wykorzystuje technologie jako antagonistę. Ludziom, którzy mają z nią styczność odbija.

the signal

Film został podzielony na trzy ‘rozdziały’. W pierwszym poznajemy parę kochanków, którzy szczęśliwie nie mieli okazji tego feralnego wieczora pogapić się w TV. Niewierna żona wraca do domu w objęcia męża cały czas rozważając propozycję kochanka by uciec z nim w siną dal. W domu zastaje męża i jego kumpli, którzy przez zakłócenia nie mogą obejrzeć meczu. Wiemy już, że zamiast programu telewizyjnego na ekranie widnieją dziwne wizualizacje, a do uszu sączy się sygnał o częstotliwości, która wpływa na procesy poznawcze. Jak dokładnie? To możemy zobaczyć na przykładzie męża bohaterki. Lewisowi odbija. Atakuje najpierw swoich kumpli, później małżonkę, której jakoś udaje się uciec. Wtedy odkrywa, że nie tylko jej mąż oszalał. Wszyscy pogłupieli i kierowani jakąś paranoiczną chęcią skrzywdzenia ludzkości mordują na całego. Lewis postanawia odnaleźć małżonkę, to samo chce uczynić jej kochanek.

Drugi ‘rozdział’ otwiera scena przybycia Lewisa do domu Anny i Clarka, którzy przygotowują się do przyjęcia. To znaczy, przygotowywali się, do momentu w którym włączyli telewizor… Kilku innych bohaterów także spotka się w domu owych małżonków.

the signal

the signal

W tym momencie widz upewni się, że ma do czynienia nie tylko z filmem grozy, ale także  z czarną komedią. Powiem szczerze, że absurdalność humoru bardzo mi się spodobała. To jak skutecznie poszczególni bohaterzy potrafią sprowadzić swoje chore zachowanie do poziomu normy jest niebywałe i … trafne. Każdy wariat, szczególnie paranoik umie pięknie opowiadać o swoim szaleństwie, jakby to było coś oczywistego. Akcje są nie przeciętne i jeśli podobnie jak ja lubicie czarny humor o na pewno się ubawicie;)

the signal

Ostatni ‘rozdział’ to domknięcie historii i ponowne spotkanie kochanków z pierwszego rozdziału. Finał jest już nieco bardziej na serio, ale twórcy nie ustępują grotesce i dalej wskazują palcem na absurdalność całej sytuacji.

Jest krwawo, bardzo krwawo, ale i zabawnie. Jest też niegłupi morał oddany w słowach: “Zmieniając sposób postrzegania rzeczy sami je zmieniamy” i na koniec, nie najgorsza realizacja.

“Sygnał” jest jak najbardziej okej, ale oponenci też się znajda, nie wątpię.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W skali brutalności: 3/10

Leć, Motylku

The Butterfly Room/ Pokój motyla (2012)

butterfly room

Ann to starsza dama mieszkająca samotnie w swoim apartamencie. Jej hobby to motyle. Skazuje piękne stworzonka na powolną śmierć po to by później delektować się ich pięknem przytwierdzonym do ściany.

Pewnego dnia w galerii handlowej napotyka płaczącą dziewczynkę, Alice, która to została rzekomo okradziona z kieszonkowego, za które miała kupić sobie nową lalkę. Ann nie tylko ofiarowuje jej zabawkę ale także zaprasza do siebie by pomagać jej w lekcjach. W jej apartamencie pojawia się też inna dziewczynka mieszkająca z samotną matką, Julie. To ona jako pierwszy nieproszony gość pojawia się w sekretnym pokoju ukrytym w apartamencie starszej pani – w ‘ Pokoju Motyla’.

“Pokój motyla” ma dość złożoną budowę fabularną. Nie chodzi tylko o to, że sama historia wydaje się porąbana, ale o sam sposób jej snucia. Film zaczyna się jakby od środka. Już na wstępie poznajemy sadystyczne zapędy Ann. Do tego dochodzą migawki z wydarzeń z dalekiej przeszłości, czyli czasu, gdy Ann zajmowała się, z własną sobie surowością, swoją córką. Widzimy starszą panią jak ukrywa w windzie zwłoki, jak kłóci się z dziewczynką w warkoczach i oczywiście, jak z pasja opowiada o uśmiercaniu i eksponowaniu motyli.

butterfly room

Akcji brakuje płynności więc nie zdziwię się jeśli film nie zostanie zrozumiany, czy też część z widzów zarzuci pomysł oglądania filmu w jego połowie.

Nie da się jednak ukryć, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Wszyscy bohaterzy filmu wydają się szaleni, w jakiś sposób skrzywieni.

Na pierwszym miejscu jest oczywiście Ann. Jej dostojna, gotycka uroda od razu budzi respekt. Wcielająca się w jej postać aktorka jest dobrze znana fanom starych horrorów. Grała w filmach Rogera Cormana, Mario Bravy, czy Davida Cronenberga. Aktorka  z dużą klasą i ogromnym doświadczeniem. W latach osiemdziesiątych jej kariera zwolniła tempa więc nie zdziwię się jeśli fanom współczesnego kina nazwisko Barbara Steeele nic nie powie, w końcu babcia ma już 77 lat.

butterfly room

Jej postać jest wielce intrygująca. Z jednej strony bardzo zasadnicza i surowa z drugiej strony gotowa podjąć się iście rzeźnickim zabiegom.

Dalej mamy małą Alice, która wcześniej zagrała w zaledwie jednym serialowym epizodzie. Jej uroda również zapada w pamięć a w związku z jakością warsztatu jaki prezentuje w “Pokoju motyla” można wiązać nadzieje. Jej postać również intryguje. Młoda z lubością wykorzystuje samotność bezdzietnych kobiet by wyciągać od nich pieniądze. Jej sytuacja rodzinna również jest nieźle porypana. Podobnie sytuacja ma się z postaciami z dalszego planu, małą Julie, jej wyzwoloną matką, a nawet zarządca apartamentu.

butterfly room

Film mnie zaciekawił, choć uważam, że sposób w jaki została opowiedziana ta historia, te ciągłe przeskoki akcji, niewyczerpane wątki, zbytnio komplikują sprawę i nie wpływają pozytywnie na odbiór. Z drugiej strony cieszę się, że “Pokój motyla” jest daleki od standardowych scenariuszy z motywem szaleństwa i zbrodni. Cieszę się, że twórcy o lichym doświadczeniu wypłynęli w takim właśnie temacie i zaangażowali do filmu aktorkę formatu Barbary Steele przypominając o istnieniu starej gwardii aktorów z prawdziwego zdarzenia.

Jego reżyser i jeden ze scenarzystów, Johnatan Zarantonello, jest równocześnie autorem książki “Alice dalle 4 alle 5”, na podstawie której nakręcił krótkometrażówkę  i dwanaście lat później powyższy film.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:6

62/100

W skali brutalności:2/10

Zostaniecie pokarmem

Food of the gods/ Pokarm bogów (1976)

pokarm bogów

Grupa fudbolistów wybiera się na rekreacyjną wycieczkę na jedną z Kanadyjskich wysepek. Tam napotykają na coś, co fizycznie nie ma prawa istnieć. Jeden z mężczyzn zostaje zaatakowany przez gigantyczną osę inny stoczy krwawą walkę z gigantycznym kogutem na pobliskiej farmie. Co tu się wyrabia?

Przyczyn anomalii należy szukać na farmie państwa Skinnerów, którzy odkryli w okolicy dziwne źródełko i poczęli mieszać pochodzącą z niego ciecz z paszą dla zwierząt. Jeden z futbalistów, Morgan i jego tchórzliwy przyjaciel Brian powracają na wyspę by powstrzymać gigantyczne zwierzęta przed zniszczeniem całego ekosystemu.

“Pokarm dla bogów” to godny reprezentant kina klasy B. Niski budżet i małe możliwości techniczne sprawiły, że wysiłki twórców w stworzeniu efektownej akcji są podwójne, a nawet potrójne w porównaniu ze współczesnym kinem z pod znaku animal attack, czy monster movie. Jeśli podobały Wam się “Zabójcze ryjówki” czym prędzej musicie sięgnąć po “Pokarm bogów” inaczej przejdzie Wam koło nosa przednia zabawa.

pokarm bogów

Scenariusz filmu powstał w oparciu o powieść Herberta Wells’a znanego przede wszystkim jako autora “Wojny światów”, ale ma na koncie także takie utwory jak “Niewidzialny człowiek”, czy “Wyspa doktora Morau”. Wszystkie doczekały się filmowych adaptacji, niektóre nawet parokrotnie.

Pisarz obraca się w kręgach sci-fi, a jego twórczość często przybiera moralizatorski ton. Tak też jest w przypadku “Pokarmu bogów”. Nakręcony w latach ’70 film można zaklasyfikować do nurtu ‘horrorów ekologicznych’. To nieco niefortunne sformułowanie mówi nam, że w tym przypadku będziemy mieć do czynienia z historią, w której głównym antagonistą będzie mściwa przyroda. Tak było w przypadku “Last winter“, czy “Długiego weekendu“.

Bohaterzy filmu mają świadomość tego, że natura odgrywa się na ludziach w ten dziwny i chory sposób. Pojawienie się źródełka mogło mieć na celu odprawienie zemsty na cywilizacji. Przerośnięte zwierzęta nie są już ofiarami, one atakują człowieka, który niszczy ich świat. Pojawia się też wątek kary za grzechy jako zgotował bóg, ale osobiście wolę utożsamiać nadrzędną siłę z otaczającą nas naturą niż jakimś widmowym bóstwem.

Jak na kino klasy B mamy wiec całkiem niegłupią pointe. Nie zapominajmy jednak o walorach czysto rozrywkowych, bo tych w filmie nie zabraknie. Twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie zadbał o to byśmy się nie nudzili. Akcja jest naprawdę wartka i bogata w niekiedy odrażające sceny, jak robale giganty atakujące rękę Pani Skinner.

pokarm bogów

Wspominałam o niskim budżecie i małych możliwościach technicznych. Jak Bert Gordon poradził sobie z wyzwanie stworzenia gigantycznych zwierząt? Jeśli nie masz na podorędzi machiny powiększającej szczura pomniejszasz jego otoczenie. Efekt wizualny jest podobny. Ok, zbliżony:) W scenach, gdy gigantyczne szczuty mają atakować auto, czy dom użyto miniatur owego domu czy auta. Szczurzy aktorzy wydają się bardziej zaciekawieni niż agresywnie i ich ekspansja na rzeczone miejsca wypada czasami śmiesznie. Ale, cóż, kino klasy B i jego urok.

pokarm bogów

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz… Sceny, w których szczurki padają zalane krwią wyglądają bardzo wiarygodnie. Aż za bardzo i tu mam obawy, że Gordon faktycznie uśmiercał swoich zwierzęcych aktorów. Wiem, że “to tylko szczury”, ale właśnie z takich względów nie lubię oglądąc filmów gdzie antybohaterami są zwierzęta.  Tak jak napisałam w recenzji “Zombeavers”: “Nigdy nie byłam fanką filmów z gatunku animal attack. Może dlatego, że zawsze szkoda mi tych biednych zwierząt, które robią w nich za wcielone zło i prędzej, czy później giną z rąk tak zwanych bohaterów pozytywnych, czyli najczęściej mało rozgarniętych przedstawicieli ludzkiego gatunku.”

Nie sądzę by w którymkolwiek z filmów z tego gatunku autentycznie uśmiercano zwierzęta, ale w przypadku “Pokarmu bogów” mam względem tego spore obawy….

pokarm bogów

Podsumowując i porzucając w tym momencie moje rozterki powiem Wam, że “Pokarm bogów” to kawał dobrej rozrywki. Śmiechu jest co niemiara, a i horror’owych walorów nie zabraknie.Miłośnicy starego kina klasy B powinni być zadowoleni.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:3/10

Krew obcego

The Stranger (2014)

stranger

Samotny tułacz Martin wraca do małego kanadyjskiego miasteczka, gdzie mieszkał niegdyś z żoną, Aną. Pragnie odszukać kobietę, ale zamiast pomocy od miejscowych otrzymuje cięgi. Trzech mężczyzn, w tym syn miejscowego policjanta, Caleb, dotkliwie biją Martina. Świadkiem zajścia jest nastoletni graficiarz, Peter. To on zabiera ledwie żywego Martina do swojego domu i udziela mu pomocy. Ojciec Caleba jest mocno wkurzony tym, że Peter wtrącił się w sprawę pobicia, zaś Caleb jest rządny zemsty na małolacie.

“The Stranger” jest straszakiem wyreżyserowanym przez niedoświadczonego twórce, którego pod swoje producenckie skrzydła wziął sam Eli Roth. Bardzo cieszy mnie postawa Rotha, to, że daje szanse młodym talentom i wspiera ich działania. W przypadku Gulliermo Amoedo nie jest to współpraca jednorazowa, bo Chilijczyk napisał scenariusz do najnowszego filmu Rotha, którego możemy się spodziewać w tym roku.

“The Stranger” , podobnie jak “Late phases” bierze na warsztat bardzo pospolity horrorowy motyw. W “Late…” było to wilkołactwo, tu spokojnie możemy mówić o wampiryzmie, choć, co ciekawe, ‘ta przypadłość”, która trawi głównego bohatera (Martina) ani razu nie jest nazwana po imieniu.

stranger

Pierwsze filmowe sceny, w których widzimy jak Ana z twarzą umazaną krwią pochyla się nad ledwie żywą kobietą dość czytelnie daje nam znać, że temat pożywiania się ludzką krwią jest tu naczelnym motywem.

Później, gdy akcja przenosi się o kilkanaście lat do przodu, a poturbowany Martin znajduje się w domu Petera mamy do czynienia z kolejną przesłanką. Martin mówi swoim wybawcom, by nie dotykali jego krwi, że mogą się czymś zarazić. Zachowuje się przy tym bardzo agresywnie, że już nie wspomnę o tym, że gardzi wszelkimi napojami za to ochoczo pożywia się kotem Petera.

Podobnie jak we wspomnianym “Late…” wątek nadprzyrodzony stoi w cieniu warstwy dramatycznej obrazu. W mniejszym stopniu, ale jednak.

Mamy tu obraz niewielkiej społeczności, gdzie niektórzy mogą pozwolić sobie na więcej (Caleb i jego przyboczni), a inni są zaszczuci i wykluczeni (Martin i jego żona), jeszcze inni podejmują walkę z niesprawiedliwością i płacą za to wysoką cenę (Peter).

stranger

Fabula skupia się na konflikcie, który zaczyna się od pobicia, a kończy … kończy się eskalacją przemocy.

Caleb nie odpuści Peterowi, ale w obronie chłopca staje Martin. Scena, w której dochodzi do konfrontacji jest jedną z nielicznych nacechowanych brutalnością. Oczywiście pojawia się ich trochę, ale tak jak wspomniałam warstwa dramatyczna jest tu bardziej eksponowana niż sceny podpaleń, czy konsumpcji ludzkiej krwi. Można by to uznać za plus, gdyby nie fakt, że nie do końca przekonała mnie ta historia. Mówiąc szczerze trochę się nudziłam. Niedomówień jest tu nieco za dużo, niektóre istotne wątki są przedstawione bardzo pobieżnie.  Brakowało mi tez klimatu grozy, takiego z prawdziwego zdarzenia.

stranger

Hybrydy gatunkowe nie zawsze się udają, ale mimo wszytko cieszę się, że ktoś podejmuje próby wyjścia po za schemat. Pytanie tylko, czy motyw wampira nieszczęśnika nie staje się aby nowym schematem w gatunku?

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:5

57/100

W skali brutalności:2/10

Tajemnicza piwnica

The Harvest (2013)

havest

Nastoletnia Maryann zmuszona jest zamieszkać z dziadkami. Czuje się samotna i bardzo potrzebuje przyjaciół. Pewnego dnia w czasie przechadzki po okolicy natrafia na dom. Kierowana ciekawością zagląda w jedno z okien i tak poznaje mieszkającego tam kalekiego chłopca, Andyego.

Z uwagi na postawę matki Andy’ego młodzi zmuszeni są ukrywać swoją znajomość. Maryann zakrada się do przyjaciela przez okno i z każdą wizytą przynosi mu odrobinę radości w smutnym i samotniczym życiu.

W czasie jednej z takich wizyt Maryann ląduje w piwnicy domu Państwa Youngów i chcąc nie chcąc okrywa ich tajemnicę.

havest

“The Harwest”, którego tytuł oznacza tyle co ‘żniwa’ powstał dzięki współpracy debiutującego scenarzysty i reżysera wielu znanych produkcji dla TV. “The Harvest” też nigdy nie trafił na duży ekran, a szkoda, bo zdecydowanie wyróżnia się poziomem na tle innych znacznie gorszych produkcji masowo reklamowanych i dopuszczonych do dystrybucji kinowej.

Pierwsza polowa seansu nie zapowiada, że mamy tu do czynienia z filmem grozy. Sama w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy aby czasem nie pomyliłam filmów, bo ‘miał być horror’, a z tego co widziałam na ekranie bardziej pasowała mi kategoria ‘dramat’, albo film familijny ze względu na silne skojarzenie z moim ulubionym “Tajemniczym ogrodem”. Co prawda Andy i Maryann nie pielęgnują wspólnie ogrodu, bo za całą przyrodę jaką Andy ma szansę obserwować istnieje maleńka grządka kukurydzy za jego oknem. Ale Mary An, podobnie jak Mary zakrada się do kalekiego chłopca i próbuje pokazać mu kawałek świata. Ukradkowo, pod nieobecność rodziców zabiera go na podwórko, gra z nim w gry w jego pokoju.

havest

Sielanka trwałaby dalej gdyby nie ‘zła wiedźma z północy’. Katherine, każąca się tytułować Doktor Young, to matka chorego chłopca. Za nic nie chce dopuścić do niego żadnych rówieśników. Podaje mu leki i i wpada w panikę na myśl o tym, że coś mogłoby mu się przydarzyć.

Jej postawa może wydawać się heroiczna, aż do momentu tytułowych ‘żniw’. Katherine wpada w szał, niszczy kukurydzę chłopca, jego samego nęka psychicznie, dochodzi nawet do przemocy fizycznej. Wszystkiemu biernie przygląda się mąż kobiety, Richard, który zamiast traktować dziecko, jako przypadek do wyleczenie, chce mu okazać trochę ciepła.

havest

To pierwszy sygnał dla widza by uważnie przypatrywać się rodzinie Youngów. Przestajemy myśleć o tym filmie jak o optymistycznej historii przyjaźni przełamującej bariery, a zaczynamy wypatrywać antybohatera, psychopaty. Punktem kulminacyjnym jest zejście Maryann do piwnicy.

Kto by się spodziewał? Twórcy skutecznie zmylili widza wtłaczając mu w głowę obraz jakiejś smutnej, ale i dającej nadzieję historii. Zapoznali nas z bohaterami, po to by ostatecznie odwrócić kota ogonem. Bardzo mile zaskoczył mnie ten pomysł.

Przyglądając mu się z dystansu, nie jest on ani odkrywczy ani oryginalny, a jednak sprawne budowanie przedstawionego świata sprawia, że widz wierzy w wersje wydarzeń zaserwowaną przez scenarzystę.

Nie mogę Wam więcej zdradzić.

Jeśli chodzi o wykonanie, czyli wszystkie kwestie techniczne, czy warsztat aktorski to absolutnie nie mam zarzutów. W roli Maryann zobaczymy Natashe Calis, która spodobała mi się już w “Kronice opętania“, nie najgorzej wypada także partnerujący jej odtwórca roli Andyego, ale to szalona mamusia wiedzie prym i zmiata wszystkich z filmowego planu swoją kreacją. Samantha Morton pokazała klasę. Jej rola była nie łatwa,a wywiązała się z niej całkowicie prezentując szeroki wachlarz emocji graniczący z histerią.

havest

Takie same emocje wywołując w widzu. Podobnie pozytywne wrażenia mam na temat kreacji Richarda, który to Richardem jest już po raz drugi, bo ostatnio miałam okazje widzieć go w thrillerzeIceman“, gdzie wcielał się w główną rolę mordercy, Richarda Kuklińskiego. Na pewno jest jednym z pozytywów tego filmu.

Największym pozytywem jest jednak historia. Dobrze skonstruowana, zmyślna i wywołująca silne emocje, przynajmniej we mnie. Ale czy jest horrorem? No, nie bardzo. Przypięcie mu łatki filmu grozy jest jednak nadużyciem, bo nie jest to film z rodzaju tych, których należy się obawiać. Jeśli ocenić kontekst tej historii to okej, jest straszna, ale z zupełnie innych powodów co “Piątek 13-ego” czy “Lśnienie”.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Solo na wyspie

Solo (2013)

solo

Nastoletnia Gillian chce podjąć pracę jako opiekunka na letnim obozie. Niestety zanim dostanie posadę musi przejść próbę, tak zwane ‘solo’, czyli samotną dobę spędzoną na wyspie po drugiej stronie jeziora.

Nastolatkę nękają demony przeszłości, które mogą utrudnić jej racjonalne działania, w dodatku lokalna legenda głosi iż wyspa jest nawiedzana przez ducha dziewczynki, która wiele lat temu zaginęła na obozie.

Thriller “Solo” jest debiutem Kandyjczyka Isaaca Cravit’a w pełnym metrażu. Nie mamy tu więc do czynienia z twórcą doświadczonym jednak ze sporymi ambicjami, żeby stworzyć straszak uniwersalny.

Mamy tu delikatnie zasygnalizowany wątek ghost story, element paranoid thrillera, ze względu na drobne problemy psychiczne głównej bohaterki i przede wszystkim dominujący klimat camp slashera.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że w żadnym z tych gatunków film nie sprawdza się do końca. Za pewne jest to kwestia braku wprawy i konsekwencji w budowaniu swojego filmowego projektu. Niekiedy z debiutanckich filmów bije ogromna pewność siebie twórcy, nawet wtedy gdy popełnia błędy, to widoczna jest jego wiara w to co robi. Tu da się wyczuć duże wahanie, jakby reżyser sam nie widział dokąd zaprowadzi go ta historia:)

Obsada też wygląda na lekko pogubioną, ale jeśli idzie o postać głównej bohaterki to wpisuje się to w schemat jej postaci i można to odnotować na plus.

solo

Gillian jest typową bohaterką filmu grozy. Pragnie rozliczyć się z przeszłością, odnaleźć w sobie odwagę. Chętne przystaje na próbę, czyli spędzenia samotnej nocy na wyspie. Gdy pojawiają się pierwsze przesłanki mówiące o tym, że historia o duchu może być prawdziwa nasza nastolatka wpada w panikę. Faktycznie nie jest sama na wyspie, ale czy ma to jakikolwiek związek z wizytą z zaświatów?

solo

Podobał mi się pomysł z wątkiem obozu letniego. Jakoś tak ciepło kojarzy się z klasycznymi slasherami z lat osiemdziesiątych. Niestety nie jest do końca wykorzystany, bo nasza obozowa panienka zostaje odstawiona po za teren kempingu. Jest sama i przez dłuższy czas to  jej gra ma utrzymać uwagę widza. Twórca stara się stworzyć nastrój samotności i izolacji, ale akcja szybko zmienia tor, gdy zamiast duchów Gillian spotyka dwóch mężczyzn. Syna opiekuna obozu, który odwiedza ją żeby ją wystraszyć i samotnego rybaka. W tym momencie możemy się już domyślić, że któryś z nich będzie stanowić zagrożenie.

solo

Film nacechowany jest sporą dozą przewidywalności, technicznie zadowala, ale nie powala. Jest przeciętny i do strawienia. Raczej nie zbierze grona oddanych fanów, ale nie spodziewam się tez okrzyków sprzeciwu. Może być.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

to coś:6

55/100

W skali brutalności:2/10

Jezus i Szatan

Rozmowa Jezusa z Szatanem – Bożena Iskierka

rozmowa jezusa z szatanem

Pewnego dnia Jezus schodzi do piekła. Nie po to by oświecić swoją łaską pokutujących grzeszników, nie po to by ukarać ich z całą mocą, lecz po to by spotkać się z władcą tego miejsca, z Szatanem i odbyć z nim rozmowę.

O czym Jezus rozmawia z Szatanem w książce Bożeny Iskierki? Jak w wizji Leona XIII? Walczą o to, który ma rację? Nie, obydwaj ze zrezygnowaniem przyglądają się Biblii, Pismu Świętemu, który jak być może jesteście świadomi pełne jest sprzeczności.

Autorka konstruując swoją powieść na zasadzie dialogu wkłada w usta dwóch rozmówców wątpliwości, pytanie i możliwe odpowiedzi, jakie dręczą tych, którzy choć przez moment zastanowili się nad logiką świata przedstawionego w Starym, czy Nowym Testamencie.

Autorka często ucieka się do ironii piętnując sposób, w jaki jej zdaniem religia wypacza wiarę. Jezus mówi: “Nazywają mnie Bogiem żywym a czczą mnie jako martwego”, to tylko jedna z takich trafny uwag.

Nie zabraknie przytyków w stronę nadmiernego fantazjowania w spisywaniu biografii poszczególnych czołowych bohaterów Biblii, którzy żyją po dziewięćset lat czy wątpliwie przedstawionych reali historycznych.

Momentami autorka przyjmuje pozę srogiej polonistki, która z lubością wytyka błędy logiczne, czy rzeczowe we fragmentach tekstów. Zarzuca apostołom wodolejstwo, w momentach, gdy ta sama historia opowiedziana przez każdego z nich ma zupełnie inny wydźwięk i różni się na poziomie podstawowych faktów.  Jest to więc gratka dla wszystkich poszukiwaczy nonsensów w religijnych podaniach. 

Co ciekawe rzuca zupełnie inne światło na postaci Jezusa i Szatana. Panowie dogadują się wyśmienicie i obydwaj są srodze rozczarowani tym jak widziani są na ziemi.

rozmowa jezusa z szatanem

To ciekawa, mocno refleksyjna i filozoficzna rozprawa.

Forma dialogu sprawia, że czyta się ją łatwiej niż standardową naukowa analizę potknięć, omyłek i źle interpretowanych symboli.

Niestety ma ponad pięćset stron, co jest nie lada wyzwaniem dla osób nie gustujących w opasłych tomiskach.

Jeśli jesteście ciekawi tego nieco przewrotnego spojrzenia na biblijny świat i religie chrześcijańską to serdecznie polecam. Dla osób negatywnie nastawionych do takiej ‘herezji”, mogę powiedzieć tylko tyle, że książka nie ma na celu obrażania czyiś uczuć religijnych, czy piętnowania samej wiary. Podważa raczej to w jakich celach biblijne poglądy były używane przez wieki jako pretekst do kontrowersyjnych działań, czy usprawiedliwianie pewnego społecznego ładu. Jest takich głosem rozsądku.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

Moja ocena: 6+/10