Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Demon z magla

The Mangler/ Maglownica (1995)

maglownica

Pralnie Blue Ribbon nawiedza fala nieszczęśliwych wypadków. Zaczyna się od makabrycznej śmierci jednej z praczek, która zostaje wciągnięta do maglownicy i ‚wyprasowana’ a jej krwawe szczątki złożone w kosteczkę. Następnie grupa innych pracownic zostaje poparzona przez pare z pompy.

Nic nie zapowiada by na tym miało się skończyć. Miejscowy policjant John Hunton rozpoczyna śledztwo i ze zdziwieniem odrywa, że wszystkiemu jest winna opętana przez demona maglownica.

maglownica

„Maglownica” to horror nakręcony przez Tobiego Hoppera na podstawie opowiadania Stephena Kinga pochodzącego ze zbioru „Nocna zmiana”. W oryginale jest to bardzo krótka i prosta opowieść oparta na groteskowym pomyśle, bez zbędnych udziwnień i wątków pobocznych. Hopper znacznie rozwija fabułę i w jego wydaniu groteska osiąga pozom sufitowy, czyniąc „Maglownicę” jednym z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów kina klasy B.

Początek opowieści to przebudzenie maglownicy. Młoda dziewczyna rani się w rękę, jej krew spływa na maszynę i w ten sposób budzi demona, który domaga się ofiar.

Przychodzi czas na pierwszą makabryczną scenę, czyli śmierć innej pracownicy. Gore jest tu do prawdy godne uwagi.

maglownica

W momencie gdy na arenę wkracza inspektor policji następuje zastój atrakcji. Skupiamy się na okultystycznych wymysłach i nieporadnych próbach bohaterów by powstrzymać nieuniknione.

Po nieco nudnawym rozwinięciu następuje apogeum groteski, czyli finałowa walka z ożywającą maglownicą, która rozwalona na części ściga protagonistów po pralni…

Wiadomo już, że głównym antybohaterem jest opętana maszyna jednak pojawia się też bardziej ludzki czarny charakter w osobie właściciela pralni.

maglownica

W tej roli zobaczymy króla wszelkich horrorowych złoczyńców, czyli Roberta Englunda. Świetnie odnajduje się tej lekko satyrycznej roli. Jego postać to bezwzględny typ, który podpisuje pakt z diabłem w zamian za władzę i bogactwo. To bohater dość ciekawy, także we względu na powierzchowność choć i tak na pierwszym planie jest imponująca maglownica.

Tobe Hopper nie raz i nie dwa w swoich filmach ocierał się o granice groteski i absurdu, jednak to maglownica jest jego szczytowym osiągnięciem jeśli idzie o operowanie estetyką kina klasy B. Na pewno nie jest to mój ulubiony film, ale czasami mam po prostu ochotę obejrzeć coś tak niedorzecznego:)

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

to coś:7

Oryginalność:7

63/100

W skali brutalności:4/10

Piękne miejsce

A Lonely place to die (2011)

a lonely place to die

Pięcioro alpinistów spotyka się w szkockich górach by wspólnie się wspinać. Podczas wyprawy po szlaku jeden z uczestników wycieczki słyszy dochodzący z głębi lasu głos. Jak się okazuje jest to głos dziewczynki, którą ktoś zakopał w skrzyni po środku niczego. Bohaterzy decydują się pomóc małej. Jak wiadomo każdy dobry uczynek zostanie ukarany, dlatego też należy się spodziewać komplikacji związanych z uwolnieniem dziecka.

Jak się za pewne domyślacie, mała Anna nie znająca nawet słowa po angielsku nie trafiła w szkockie góry sama, a tym bardziej nie zakopała się w lesie. Wkrótce w ślad za dzielnymi wybawicielami zaczną podążać porywacze dziecka. Wszystko to rozegra się w pięknej górskiej scenerii.

„A lonely place to die” jest dziełem twórcy o niewielkim aczkolwiek obiecującym dorobku. Reżyser i scenarzysta w jeden osobie zadbał by jego film okazał się survivalem z prawdziwego zdarzenia. W przeciwieństwie do większości obrazów z tego podgatunku nasi bohaterzy pozytywni nie stawiają tu czoła zdegenerowanej  rodzinie mutantów żyjącej z dala od cywilizacji, a zwykłym przestępcom, którzy wybrali niedostępne górskie ostępy na miejsce popełniania przestępstwa.

a lonely place to die

Największą zaletą obrazu jest nieustanne podtrzymywanie napięcia.

Akcja szybko dochodzi do punktu w którym ‚wszytko na dobre się zaczyna’. Alison ie jej przyjaciele znajdują ukrytą w skrzyni pod ziemią dziewczynkę. Wszytko wskazuje na to, że dziecko zostało zabrane z dala od domu, prawdopodobnie z drugiego końca europy. Kto ją tam ukrył i dlaczego? Protagoniści nie mają czasu zastanawiać się na tym, muszą działać.

a lonely place to die

Z uwagi na miejsce  w jakim się znajdują szybkie dotarcie do cywilizacji jest mocno utrudnione, dlatego też ekipa dzieli się na dwie grupy. Dwoje najbardziej doświadczonych wspinaczy pójdzie skrótem, którego nie miałaby szansy pokonać druga grupa, zwłaszcza z wystraszonym dzieckiem na ręku.

Ani jedni ani drudzy nie wiedzą, że już są śledzeni przez dwóch porywaczy, którzy nie mają zamiaru ustąpić. W pewnym momencie zaczną ginąć ludzie. Tylko nielicznym uda się ujść cało.

Twórca nie ustępuje ani na moment, cały czas podgrzewa atmosferę zagrożenia. Z jednej strony trudny teren i zagrożenie płynące z natury z drugiej dwóch uzbrojonych i bezwzględnych typów depczących bohaterom po piętach.

a lonely place to die

Obiektem troski i strapienia dla widza ma być oczywiście dziecko. Mała dziewczynka w białych rajstopkach, którą ktoś uprowadził.

Kontakt z młodą jest utrudniony, ponieważ nie zna angielskiego. Jest jak wystraszone zwierzątko, mała aktorka obsadzona w tej roli poradziła sobie z nią bardzo dobrze. Najważniejszą postacią jest jednak dzielna Alison, w którą wciela się znana w świecie horroru Melissa George. Nie można mieć względem niej żadnych zarzutów.

Film jest po prostu dobry.

Dużą ozdobą są plenery: Lasy, górskie rzeki i strome szczyty potęgują atmosferę zagorzenia i izolacji.

Tempo akcji jest niezwykle szybkie i nie ma tu miejsca na nudnawe zastoje w fabule, czy bzdurne monologi na temat sensu istnienia, jakie niemal zawsze spotkamy w filmach grozy – najczęściej wstawione w najmniej odpowiednich momentach.

Myślę, że to jedne z tych filmów, który spodoba się każdemu. Jest bardzo uniwersalny i mimo iż przez to traci na oryginalności to z pewności zgromadzi sporo zadowolonych z seansu widzów. 

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:7

67/100

w skali brutalności:2/10

Król horroru – Wasze odpowiedzi, part 4

KRÓL HORRORU – NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI # 4

„Kto jest królem horroru? Może banalnie, ale Stephen King. 

Ścieżki wytyczył HPL – ale jest ciężki w odbiorze i przez to dość hermetyczny, zresztą kto wie, czy to horror, czy proroctwo. 
Można mówić o Ketchumie – ale on wyciąga z człowieka takie ekstremum, że nie możemy do końca uwierzyć, że jest to możliwe. 
Można by przytoczyć Eda Lee, ale on – mimo że brodzi z upodobaniem we wszelkich płynach ustrojowych i innych obrzydlistwach – traktuje grozę trochę z przymrużeniem oka, wie, że jego czytelnik nie bierze tego śmiertelnie poważnie (bo jak popaprany by wtedy był). 
King natomiast…stawia nas w niby normalnych sytuacjach, które rozwijają się w szalenie i niepokojąco nienormalny sposób. Czasami nawet tej grozy nie ma pozornie, ale za rogiem, pod skórą coś się czai. Klown? Zabójczy samochód? Pisarz, który ma dość? Szalony pociąg w dziwnym świecie? a może człowiek, który posunie się za daleko? Fantazja Mistrza nie zna granic, w końcu sam znalazł się w swojej powieści i wpłynęło to na niego. czytając Mroczną Wieżę miałem momentami wrażenie rodem z paranoi Dicka względem Lema – że ten nie istnieje,ale jest nie agendą rządową, a jakimś fantazmatem, kosmicznym konstruktem który chce opanować nasze umysły. Piękną opowieścią, a przy tym grozą i horrorem, który nie epatuje obrzydzeniem, ale sadza nas na krześle elektrycznym dreszczy i niepokoju. Chcemy takiego wyroku.”

Paw
stephen king

„Nie będę bardzo odkrywcza, jeśli powiem, że Stephen King.
Od dziecka uwielbiam wszelkie horrory i książki z dreszczykiem.
Co tydzień czekaliśmy z bratem na Kino nocne w sobotę, kiedy były
dawniej nadawane horrory i kryminały.
Pierwszym filmem Kinga jaki widziałam były Langoriery, nie miałam wtedy
pojęcia, że to film na podstawie Jego opowiadania.
Pierwsza książka to Carrie, potem Misery i zakochałam się w Jego
opowieściach, jego stylu, nieprzewidywalności.
Tylko od Jego książek nie mogę się oderwać i tak mocno przeżywam. Nie 
muszę nawet oglądać ekranizacji, przy czytaniu wszystko jest tak żywe,
jakbym oglądała film.
Czytałam też Mastertona, Koontza, Ketchuma, ale to Stephen King jest dla
mnie Królem Horroru:)”


Katarzyna


Horror romantyczny

I Will follow you into the dark/

Pójdę za Tobą w ciemność (2012)

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia i Sam spotykają się pewnego dnia i zakochują w sobie.  Dziewczyna często odwiedza chłopaka w jego mieszkaniu. Legenda głosi, że kamienica, w przeszłości służąca jako szpital jest nawiedzona. Na ostatnim pietrze gnieżdżą się niespokojne duchy tych, którzy konali w męczarniach. Teraz, od czasu do czasu ktoś, kto zwróci ich uwagę dołącza do nich, czy tego chce czy nie, znikając bezpowrotnie. Pewnego ranka Sam znika.

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie już w momencie, gdy zobaczyłam dość zaskakuje połączenie gatunkowe, do którego został przyporządkowany ten tytuł: horror, melodramat.

Jako że lubi eksperymenty postanowiłam film obejrzeć pomimo pewnych obaw. Pomijając tę dziwną hybrydę gatunków, mój niepokój wzbudziła Misha Burton w obsadzie. Ostatni horror z jej udziałem, jaki miałam okazję obejrzeć, był tak gniotliwy, że bardziej się już nie dało. Do tej pory mam w pamięci ducha napierdalającego głową w balkonowego okno, czy chlastającego się w kuchennym zlewie. Misha, strasznie podupadła, nie da się ukryć. W „Pójdę za tobą w ciemność” również nie pokazuje dobrego warsztatu, ale wypada lepiej.

Przynależność do gatunku melodramat jest niestety bardzo widoczna. Ckliwych momentów, w których nasza zakochana para przechodzi miłosne uniesienia patrząc sobie głęboko w oczy i trzymając się za rąsie nie zabraknie, ale nie jest to tak kompletnie bezcelowe jak w klasycznych horrorach. Tu ta cała romantyczna sraka była potrzebna by uzasadnić całą akcję horrorową. I mimo iż można było oszczędzić wodzowi te ciężkie kilogramy patosu, którym jesteśmy obrzucani w niemal każdym zdaniu, istnieje tu logiczne uzasadnienie.

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia w krótkim czasie straciła oboje rodziców, co odbiło się na jej kondycji psychicznej i ją sama ‚przybliżyło’ do śmierci. Teraz kiedy okazuje się, że może stracić jeszcze jedną ukochaną osobę, wskoczy za nią w ognień, pójdzie za nią w ciemność. Widać iż twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, czerpał znacznie większą satysfakcje z pochylania się nad warstwą melodramatyczną traktując tym samym nieco po macoszemu to, co w horrorze powinno być horrorem.

pójdę za tobą w ciemnośc

Efekt jest taki, że jest to bardziej film sentymentalny niż straszny. Od początku do końca. Nic tylko przywiązać se kamień do szyi (najlepiej z napisem LOVE) i skoczyć z budynku – tak można podsumować działania bohaterów.

Czy ten film komuś się spodoba? O tak, jestem pewna. Z gruntu jest skierowany do osób lubujących się w historiach miłosnych z elementami fantastyki. Popularność „Zmierzchu” i tworów ‚zmierzchopodobnych’ dowodzi temu, że takich widzów nie brakuje.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:0/10

Odbicie strachu

W ciemnym zwierciadle – Joseph Sheridan Le Fanu

w ciemnym zwierciadle

Odkąd miałam przyjemność obejrzeć film „Moth diaries” (luźno nawiązujący do „Carmilli”) i później polską filmową adaptację „Carmilli po głowie chodziła mi wersja literacka tej historii.

Zbierałam się zbierałam… aż wkrótce po premierze „Styrii„, czyli kolejnej filmowej wariacji na temat dzieła Le Fanu, wydawnictwo Zysk i S-ka dało swoim czytelniom szansę na poznanie klasyki horroru gotyckiego wydając zbiór „W ciemnym zwierciadle”.

Wydanie jest naprawdę godne uwagi, zarówno od strony techniczno estetycznej (intrygująca okładka, twarda oprawa)  jak i od strony zawartości, bowiem pozycja nie ogranicza się do „Carmilii”, zawiera jeszcze cztery inne opowiadania. Całość liczy sobie 546 stron, a cena jest bardzo przystępna (cztery dychy).

„W Ciemnym zwierciadle” to pięć opowieści zgromadzonych w aktach niejakiego doktora Martina Hesseliusa parającego się sprawami psychiki i metafizyki.

Każda z opowieści opatrzona jest krótkim prologiem uzasadniającym zamieszczenie jej w zbiorze, a także konkluzję, czyli lekkie podsumowanie.

Pierwsze opowiadanie „Zielona Herbata” traktuje o przypadku księdza, wielebnego Jenningsa, którego prześladuje wizja złośliwej małpy, która pojawia się nie stąd ni zowąd w rożnych miejscach, jakby podążając za duchownym. Doprowadza go do prawdziwego kryzysu wiary bowiem małpa ma na celu odciągnięcie mężczyzny od modlitwy i wpędzenia go w paranoje, co zresztą jej się udaje.

Drugie opowiadanie traktuje o urzędniku Sądu, „Sędzim Harbottle”, którego wyrzuty sumienia związane z pewną sprawą, w której wydał niesprawiedliwy wyrok doprowadzają do choroby psychicznej i śmierci.

Pewnego dnia Sędzia otrzymuje list zawiadamiający go o procesie toczącym się przeciw niemu od tamtej pory prześladuje go wizja szubienicy.

„Prześladowca” to ostanie opowiadanie z ‚serii nawiedzony, czy chory psychicznie’. Wszystkie wspomniane wyżej opowiadania osobiście interpretowałam jako przypadki chorób psychicznych, ale Le Fanu nie stawia sprawy tak dosłownie. Podobnie jak Grabiński zostawia podejmuje tematy psychologiczne mieszając je z ze strefą paranormalną.

W ten sposób tworzy niesamowity nastrój tajemnicy, niedomówienia i grozy oczywiście. „Prześladowca” to historia kapitana, którego prześladuje karzeł. Dziwnie wyglądający mężczyzna podąża w ślad za swoją ofiarą nie pozwalając zaznać jej spokoju u boku ukochanej.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do małpy z „Zielonej herbaty” widzą go także inni bohaterzy, jednak tylko główny bohater widzi w tym groźbę pozbawienia życia.

Najdłuższe z opowiadań „Pokój w Gospodzie Le Dragon Volant” to niejaka zmiana tematu. Bliżej mu do kryminału niż opowieści grozy, choć zawiera ono elementy i jednego i drugiego gatunku. Opowiada o młodym angliku, który zakochuje się w pięknej hrabinie w czasie wycieczki do Francji. Chcąc uchronić ukochaną przed życiem z mężem tyranem pakuje się w nie lada kłopoty.

To opowiadanie bardzo się wyróżnia. Nie tylko swoją złożonością, ale także nowatorskością. Skojarzyło mi się ze stylem Wilkie’ego Collinsa (kumpla Dickensa). Wprowadza ono postać famme fatale i intrygę iście kryminalną, okraszoną dużą porcją romantyzmu w stylu Poego.

I najlepsze na koniec.

„Carmille” z premedytacją umieszczono na końcu zbioru. Wreszcie miałam okazje poznać tę historię w takiej wersji, w jakiej stworzył ją szalony Le Fanu.

Pierwsza kobieta wampiryczna to nie jakaś Belka, lecz słowiański demon gnieżdżący się na terenach Węgier. Polska adaptacja filmowa tej historii jest jej najbliższa z pośród tych, które widziałam do tej pory.

Wszytko zaczyna się do feralnego wypadku pod posiadłością w Styrii, gdzie mieszka angielski hrabia wraz ze swoja jedynaczką, Laurą. Całą historię poznajemy z jej perspektywy. To ona jest narratorką. Wspomina koszmarny sen, który przyśnił jej się jako dziecku, i który spełnia się w momencie, gdy próg jej domu przekracza Carmilla.

Dziewczęta nawiązują dziwna, podszytą erotyzmem więź, która kończy się dla Laury chorobą. Pojawia się tu także watek innej ofiary Carmilli, córki przyjaciela Ojca Laury, który to demaskuje wampira w finale. Świętna, nastrojowa opowieść. Przypadła mi do gustu chyba jeszcze bardziej niż „Dracula” Brama Stockera.

Le Fanu na pewno jeszcze nie raz u mnie zagości. Chętnie poznałabym bliżej inne jego działa czy jakąś dobrze spisaną biografię, bo pisarz wydaje mi się postacią szalenie intrygującą. Podobnie jak Poe, czy Grabiński nie skończył zbyt dobrze. Przez całe życie cierpiał na poważne zaburzenia lękowe. Dręczony wizjami zamarł na atak serca w wieku 59 lat, przez całe życie dzieląc się swoim strachem z czytelnikami.

le fanu


Moja ocena:10/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

Miała matka syna…

Ich seh, Ich seh/ Widzę, widzę (2014)

widzę widzę

Jedenastoletni Elias spędza całe dnie ze swoim bratem bliźniakiem, Lucasem. Mieszkają w wielkim domu otoczonym lasem wraz z matką, która po rekonwalescencji w szpitalu wraca do swoich synów. Jej zachowanie budzi podejrzenia w Eliasie, a Lucas przekonuje go, że kobieta z twarzą owinięta bandażami nie jest ich matką. W czterech ścianach eleganckiego domu rozegra się pojedynek pomiędzy matką, a dziećmi.

Gdzie były te filmy kiedy robiłam ranking najlepszych produkcji z 2014, się pytam?

Nigdy nie miałam do czynienia z Austriackim kinem grozy, o ile dobrze pamiętam, a to pierwsze spotkanie było bardzo owocne, mimo iż całej filmowej zagadki, wielkiego suprise z finału, domyśliłam się w pierwszych pięciu minutach filmu.

Nie dlatego żem tak lotna, film bardzo silnie skojarzył mi się z mało znaną produkcją z lat ’70 „Odmieniec” i z miejsca wyszłam z założenia, że intryga będzie opierać się na tym samym schemacie. To nie jest jedyne skojarzenie, ale innych tytułów nie wymienię, bo są zbyt znane i z automatu zepsułabym niespodziankę tym, którzy mają szanse na obejrzenie filmu w niewiedzy.

Co więc tak mocno spodobało mi się w tym obrazie jeśli nie element zaskoczenia? Ano wszytko:)

Z miejsca w oczy rzuca się artystyczne podejście twórców do swojego projektu. Dołożyli wszelkich starań, aby wszystko się ze sobą zgrywało. W obrazie dominuje biel. Może to jakaś alegoria do niewinności, a może przypadek, ale wygląda to bardzo ‚sterylnie’.

widzę widzę

Filmowe tło nie jest upchane jakimiś niepotrzebnymi elementami, mamy tylko trzech aktorów na pustej scenie- ja przynajmniej tak to odebrałam. Wszytko skupia się więc na nich. Tu potrzeba było solidnie dopracowanego scenariusza i jeszcze lepszego aktorstwa. Nie wiem, czy występujący tu odtwórcy trzech głównych ról mają jakiś dorobek aktorski na koncie, ale chce wierzyć, że nie bo wszyscy wypadają niespotykanie ‚świeżo’ i naturalnie.

Tak jak wspomniałam, głównej zagadki domyśliłam się ekspresowo, ale nie znaczy to, że twórcy nie włożyli starań w to by widza wyprowadzić w pole. Starali się, ja sama momentami miałam wątpliwości i chciałam zarzucić swoją tezę.

Fabuła skupia się na relacji między matką a synami. A w zasadzie z jednym synem, bo z drugim z jakiś przyczyn nie chce gadać. To tym bardziej podkręca podejrzenia chłopców. I podejrzenia widza.

Nie bardzo wiemy, jak ta historia się zaczęła. Jesteśmy jakby w jej środku. Gdzie jest ojciec dzieciaków? Dlaczego matka była w szpitalu? Czemu tak negatywnie zachowuje się wobec swoich synów? Wszytko powoli się wyjaśnia, choć na wystawienie kawy na ławę musicie poczekać do finału.

W miedzy czasie będzie na co popatrzeć, bo matka, którą twórcy starają się postawić w roli oprawcy wkrótce staje się ofiarą. Przywiązana do łóżka próbuje przekonać synów, że jest tym za kogo się podaje.

widzę widzę

widzę widzę

Finał przyniesie nie tylko niespodziankę dla tych, którzy nie zwąchali pisma nosem, ale też popis bardziej brutalny w formie. Cały film pokazuje przemoc psychiczną, ale tam gdzie przemoc psychiczna prędzej czy później dochodzi do przemocy fizycznej i to też będziecie mieli okazję zobaczyć.

Lubię taki minimalizm w formie, zwłaszcza jeśli przepych i efekty ustępują miejsca na rzecz treści. „Widzę, widzę” zdecydowanie nie należy do kategorii filmów o niczym. Można się tu doszukać drugiego dna jeśli tylko zepnie się szare komórki. Dodatkowo sprawnie gra na emocjach, spełniając swoją rolę jako kino grozy, może nie horror, ale thriller z pewnością.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

to coś:7

Oryginalność:6

70/100

W skali brutalności: 3/10

Jak ryjówki

 Musarañas (2014)

musaranas

Montse cierpi na poważną agorafobię. Od lat nie wychodzi z domu, gdzie prowadzi skromną szwalnie. Mieszka wraz z siostrą, którą wychowywała od momentu śmierci matki wraz z ojcem do chwili, gdy ten zaginął w wojenne zawierusze.

Agorafobia to nie jedyny problem jaki trapi starą pannę. Wyraźnie bolesne przejścia z przeszłości wpędziły ją w religijny fanatyzm, który odbija się na jej relacjach z otoczeniem, szczególnie z młodszą siostrą.

Pewnego dnia na klatce schodowej kamienicy, gdzie mieszkają kobiety dochodzi do wypadku. Ich sąsiad, przystojny Carlos spada ze schodów, łamie nogę i traci przytomność. Montse zaciąga go do swojego domu by się nim zaopiekować. Opieka szybko przeradza się w coś więcej, niestety nie będzie miło, ani romantycznie.

„Musaranas” to debiut trojga Hiszpanów. Dla fanów horrorów z tych okolic nie powinno być zaskoczeniem, że jest to debiut bardzo udany.

Film łączy w sobie elementy dramatu psychologicznego, thrillera i horroru. Z każdego z tych gatunków biorąc co najlepsze.

Akcja osadzona jest w Hiszpanii w latach ’50. Stąd dużą uwagę poświecono stylizacji scenografii, kostiumom i ogólnej charakteryzacji. Efekt jest bardzo dobry.

W rolę Montse wciela się urodziwa hiszpańska aktorka, którą pamiętam z filmu „Apartament” należącego do cyklu „Filmy, które nie dadzą ci zasnąć”.

Już w przeszłości pokazała dobry warsztat jednak rola Montse wymagała znacznie większego wysiłku włożonego w odegranie warstwy dramatycznej.

musaranas

To na złożonej psychologii postaci zbudowany jest cały filmowy pomysł.Mimo iż przyczyny choroby Montse nie są jakimś novum to sposób w jaki zostały wykorzystane do nakręcenia spirali szaleństwa całkowicie rozgrzesza z przewidywalności.

Nasz bohaterka pokazuje szaleństwo już od pierwszych scen, gdzie widzimy jak katuje swoją siostrę za to iż ta wybrała się na przechadzkę z kolegą. To bardzo szybka i efektowna akcja choć cały obraz szaleństwa składa się raczej z drobnych przesłanek tworzących przerażającą całość niż z takich szybkich eskalacji.

Jak wspomniałam w domu Montse pojawia się mężczyzna. Jakimś cudem rozbudza w tej zimnej jak głaz kobiecie nieznane jej dotąd uczucia. Ta sytuacja przypomniała mi nieco scenariusz „Wstrętu” gdzie główna bohaterka podobnie jak Montse popada w obłęd, boi się wyjść z domu i odczuwa wręcz paraliżujący lęk przed rodzajem męskim. Mimo to jeden samiec zwraca jej uwagę co doprowadza do wewnętrznej walki i pogłębienia się psychozy. Tak jak u Montse.

musaranas

Ta bohaterka mając w swoim domu, w swoim łóżku przystojnego, rannego mężczyznę chce go zachować dla siebie. Początkowa nieufność przeradza się w drapieżną pożądliwość. Tu mamy akcje rodem z „Misery, ale nie tej filmowej, raczej lajtowej, lecz tej książkowej.

W tym wszystkim mamy jeszcze jej młodziutką, niewinną siostrę. Chyba największą ofiarę. Jej zachowanie w finałowych scenach może nie być do końca zrozumiałe dla widza jednak , cóż, taka wizja.

musaranas

Tak przechodząc płynnie od dramatu przez thriller trafiamy do świata horroru. Finałowe sceny to nieoczekiwany popis gore. Twórcy nie popadają jednak w skrajności i dbają o podtrzymanie warstwy dramatycznej dzięki czemu bezgłowe zwłoki i nogi przyszyte do łóżka robią jeszcze większe wrażenie, bo tak jakby nie przystają do tej opowieści.

Kino nieoczekiwanie solidne jak na debiut.

Twórcy niby nie pokazują tu nic nowego, bo motywy wykorzystane w filmie pojawiały się już wcześniej, zarówno na ekranie jak i horrorach powieściowych, ale mimo wszytko ogląda się to z rosnącą trwogą i zdziwieniem. Do tego jest jeszcze ciekawy klimat, czemu przysłużyła się dbałość o szczegóły i bardzo emocjonalną grę aktorską.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

To coś:7

Oryginalność:6

71/100

W skali brutalności:3/10

Krol horroru – Wasze odpowiedzi, part 3

KRÓL HORRORU – NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI

# PART3

„Moim zdaniem królem horroru nie może być nikt inny jak Tobin Bell. Jest to niezwykle utalentowany 72 letni aktor .Swoją karierę zawodową zaczął w 1972 ,grając niewiele znaczące role. Dopiero w 1995 roku wcielił się w role inteligentnego seryjnego zabójcy William’a Lucian Morrano ,który prowadzi morderczą grę między agentem FBI Shelby Younger oraz policjantem Cole`m Greysonem .Już w tej produkcji filmowej odkrywa przed widzami swoją mroczną stronę. Udowadniając nam ,że świetnie odnajduje się w tematyce horroru. Film ten stanowił zaledwie zapowiedź jego ‚tryunfu’ w tym gatunku. Serią produkcji z jego udziałem w roli głównej okazała się
być „Piła” ,którą zapoczątkował świetny reżyser James Wan w 2004 roku. Bell wcielił się tam wpsychopatycznego geniusza nazywanego „Jigsaw”. który jest bardzo inteligentny a jego zbrodnie są swego rodzaju zagadkami.Jigsaw, mistrz makabry i autor napawających przerażeniem, skomplikowanych gierw każdej serii powraca z nowymi tajemniczymi ‚zagadkami’ dla swoich ofiar.
Nic w tym dziwnego,że „Piła” zyskała wiele fanów, nie tylko ze względu dopracowanej fabuły,makabrycznym krwawym sceną lecz także świetną grą aktorską głównego bohatera ,który zdaje się być idealnym kandydatem do tej roli. Choć ma jak wspomniałam 72 lata to wcale nie wychodzi z formy lecz przeciwnie ,to właśnie jego wygląd wzbudza u widza tajemniczość , strach lęk czy nawet grozę. Grane przez niego filmy stają się być intrygujące. Inspirują w pewien sposób nowych reżyserów filmów grozy czy też kreują jego następców.
Podsumowując , według mnie osobą ,która zapoczątkowała kino horroru i grozy jest
Tobin Bell.
Uważam ,że posiada niezwykłe umiejętności aktorskie , osobowość oraz ‚duszę’ artysty. Jego wygląd głos ,który przyprawia mnie o dreszcze i ciarki powodują ,że tak bardzo uosabia KRÓLA tego gatunku jakim jest Horror.”

tobin bell

Marta

Eksperyment więzienny

Das Experiment/ Eksperyment (2001) vs

The Experiment/ Eksperyment (2010)

eksperyment

eksperyment

Dwa filmy opowiadające praktycznie tę samą historię.

Pierwsi byli Niemcy. Oliver Hirschbiegel w dwutysięcznym pierwszym roku stworzył, podstawie głośnej książki, „Black box,” film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Wydarzeniami mającymi miejsce za oceanem w latach 70. Amerykańscy twórcy zazdrośnie patrzyli na sukces filmu, który sprawił iż Hollywood zwróciło uwagę na twórce „Komisarza Rexa” i po kilku latach pracował on już przy kasowych produkcjach w USA.  Swoim zwykłym zwyczajem wykupili prawa do filmu i nakręcili swoja wersję.

Dziś porównam obydwie produkcje. 

Fabuła jest w zasadzie jedna i ta sama: Grupa śmiałków połakomiła się na udział w eksperymencie psychologicznym za godziwe wynagrodzenie. Miał on trwać 14 dni, a sprawa polegała na symulowaniu życia więziennego i obserwacji zachowań społecznych w dwóch sytuacjach: gdy badany jest więźniem pozbawionym praw obywatelskich, wtrąconym za kraty i zdanym na łaskę władz, oraz gdy badany jest strażnikiem więziennym z praktycznie nieograniczoną władza nad podopiecznymi. Po przeprowadzeniu wstępnych badań śmiałkowie zostali przydzieli do grup więźniów lub strażników.

eksperyment

W obydwu filmach skupiamy się na głównym bohaterze. W wersji niemieckiej jest on dziennikarzem, który bierze udział w eksperymencie by zdobyć materiał do reportażu.

Nie od dziś wiadomo, że eksperymenty na ludziach budzą dużą krytykę społeczeństwa.Dlatego też zazwyczaj wieści o badaniach nie ogłasza się wszem wobec, raczej werbuje się ochotników wśród studentów ‚za punty’ do egzaminu. Mało kto porywa się też na badania wychodzące po za obręb laboratorium gdzie najłatwiej manipulować zmiennymi i kontrolować metodologię. Jednak nie zawsze.

Niektórzy ryzykują dla nauki i to właśnie te eksperymenty przynoszą najciekawsze wyniki i oburzają społeczeństwo. Chyba każdy słyszał o słynnym eksperymencie Milgrama z ‚rażeniem prądem’ mającym badać wpływy autorytetów na jednostkę. To były lata ’60 ,a naukowca ‚zainspirowały zbrodnie wojenne’, a raczej zachowanie ludzi wobec autorytetów nakazującym im łamanie praw człowieka. Wyniki były ‚porażające’: Zawieście na moment koncepcje winy i kary, powiedzcie człowiekowi, że ‚może’, a w większości przypadków bezrefleksyjnie uczyni krzywdę drugiemu człowiekowi żeby się przypodobać, żeby wypełnić swoją role.

W przeszło dziesięć lat później inny psycholog, Philip Zimbardo, autor wielu interesujących publikacji z dziedziny psychologi społecznej, analizujących ciemną stronę ludzkiej natury podjął się eksperymentu bardzo podobnego. Tu też skupił się na pełnieniu ról społecznych. Wybrał  za cel sprawdzenie do czego zdolni są ludzie by wypełnić narzuconą rolę. Jak wtłoczenie w daną funkcję społeczna zmienia człowieka.

eksperyment

Wybrał badanych, którzy nie mieli kryminalnej przeszłości, nie wykazywali skłonności do agresji i przydzielił im zadania. W piwnicy uniwersytetu stworzono więzienie i wtrącono tam ludzi. Pieczę nad nimi sprawowali reprezentanci drugiej grupy badawczej, strażnicy. Eksperyment przerwano w połowie. Reszta to już historia.

W pierwszej wersji filmu, jak wspomniałam, skupiamy się na postaci reportera, który niemal od początku trwania eksperymentu, od chwili, gdy został utytułowany więźniem numer 77 dążył do buntu. Wydaje mi się, że początkowo robił to by uatrakcyjnić zebrany materiał, żeby więcej ‚się działo’, jednak z czasem przyjął on role obrońcy praw więźniów, przerażonego tym do czego zaczął zmierzać eksperyment.

remake, w którym główną postacią jest były opiekun DPS od początku mamy do czynienia z człowiekiem hołdującym zasadom humanizmu. W główna rolę, więźnia 77 wciela się tu mój ulubieniec, Adrien Brody. Moim zdaniem wypada on na ekranie lepiej niż jego niemiecki odpowiednik, ale warsztatowo obydwaj panowie są okej.

eksperyment

Charakterystyczni są też przedstawiciele straży więziennej. Niemiecka produkcja postawiła na sportretowanie ich tylko i wyłącznie w warunkach eksperymentu. Nie wiemy jak wyglądało codzienne życie najgorszego z klawiszy i jego przybocznych. Chyba amerykanie wyczuli w tym miejscu potencjał i postanowili poświęcić trochę taśmy tej kwestii:

W Eksperymencie z 2010 najgorszym klawiszem okazuje się człowiek najbardziej niepozorny. Facet w średnim wieku, lubiący oglądać czarno białe melodramaty, całkowicie podporządkowany mamusi, z którą mieszka. Jego przemiana z sympatycznego i nieśmiałego Murzynka w rozwścieczonego ‚Czarnucha’ któremu staje w momencie, gdy dopuszcza się przemocy jest imponująca i najlepiej ukazuje wyniki eksperymentu. Władza, która nagle na niego spada powoduje odbicie palmy, po prostu. Klawisz zostaje utytułowany Kapitanem przez innych strażników po tym jak zaimponował im metodykom postępowania z więźniami. A wszytko dzięki własnym doświadczeniom w byciu ofiarą. Nikt nie będzie lepszym oprawcą niż ktoś, kto wcześniej był ofiarą. Facet wykorzystał dokładnie to czego sam doświadczył w życiu: upokorzenie.

eksperyment

Ciekawym typkiem jest też rozrywkowy młodzian, którego początkowo wytypowałam na największego skurwiela. Jego głównym celem jest zamaskowanie własnych homoseksualnych skłonności, co nie znaczy, że nie próbuje się po cichu wyżyć angażując w to podległych.

W wersji oryginalnej nie pojawia się wątek seksualnej przemocy, a  miała ona miejsce w Stanford. Ciekawostka dla fanów „Wikingów”:  tle jako klawisz przemyka też ‚Ragnar Lodbrok’, jako postać z dalszego planu 😉

Każdy z filmów w znaczącym stopniu odbiega od prawdziwej historii, ale wcale nie mam o to pretensji. Jeśli miałbym powiedzieć, który z filmów bardziej sprawę przejaskrawia to postawiłabym na wersje niemiecką. To co dzieje się w finale jest już całkowitym apogeum, może trochę do przesady, ale nie mnie oceniać. Zarówno w jednym jak i w drugim filmie będą ofiary w ludziach. W eksperymencie Zimbardo nikt nie zginął.

Polecam obydwa filmy, bo jakoś znacząco nie odbiegają od siebie poziomem. Amerykanie starają się być bardziej klarowni natomiast Niemcy efektowni. Co kto lubi. Dla mnie obydwie wersje są interesujące.

Filmy poruszają bardzo ważny temat. Robią to w sposób dosadny i bezkompromisowy. Pokazują jak niewiele czasem potrzeba by z człowieka zrobić bydle. Mam tu na myśli zarówno więźniów, jak i strażników.

Ktoś komu przydzielono daną rolę potrafi w nią wejść bardzo szybko i nie zawsze chce z niej rezygnować. Okrzyk Klawisza z wersji amerykańskiej „To wszytko co mamy nie możecie nam tego zabrać” dosadnie pokazuje jak władza zmienia człowieka. Jak bardzo się w niej rozsmakowuje i nawet jeśli jest tylko iluzją to będzie się jej trzymał pazurami.

eksperyment

Co się tyczy więźniów niektórym bardzo łatwo jest odebrać godność. Szybko poddają się roli byleby przetrwać. Rezygnują z praw. Inni będą walczyć i gotowi będą się poświęcić w imię zasad. Sposób w jaki ukazuje to film, którykolwiek z nich,  mocno wali w głowę, więc musicie się przygotować na sporą dozę brutalności.

Moja ocena:

Eksperyment (2001):7/10

Eksperyment (2010):8/10

Król horroru – Wasze odpowiedzi, part 2

KRÓL HORRORU – NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI

# Part 2

Czyli kolejna porcja Waszych odpowiedzi w sprawie króla horroru:

 

„Dlaczego króla, a nie królową miałyby mieć horrory?

Feministycznie niech będzie trochę – na tron Elżbieta Batory.
Z pozoru fajna, wyluzowana, rzec można, że spoko babka, 
lecz razu pewnego, na tafli zwierciadła odbiła się ,,kurza łapka,,
Więc dawaj, w te pędy do kosmetyczki, znanej w okręgu Doroty,
bo dziś kurza łapka, jutro sieć zmarszczek i widmo okropnej brzydoty.
Dorotka, wiadomo, w tych czasach na topie każdy doradca być musi
Kardashian pomogło, wiec poleciła ”lifting vampirzy” Elusi.:)
Dlaczego wybrałam akurat Elżbietę? Z dwóch powodów – po pierwsze,jej historia jest tragiczna,ponieważ najpewniej została w całą akcję z kąpielami we krwi wrobiona przez ludzi rządnych korzyści materialnych. I to już jest straszne, dla kobiety, która przed oszczerstwami wysoko sytuowanych osób nie potrafiła się obronić. Powód drugi -jej mroczna  legenda, bazująca na odwiecznym babskim lęku przed starością, brzydotą, przemijaniem. W oparciu o prozaiczny tak na prawdę powód powstała  mroczna opowieść, która przetrwała wieki.  Bo dla kobiety zmarszczki mogą być prawdziwym horrorem:)

Kinga też lubię, ale on mało wie o tym co tak naprawdę przeraża kobiety;)”

elżbieta bathory

Pati