Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Kiedy Ciemność na Ciebie patrzy

Ciemność płonie – Jakub Ćwiek

ciemność płonie

Młoda przerażona dziewczyna puka do drzwi jednej z katowickich parafii. Uciekła przed ciemnością, ciemnością, która płonie, jak mówiła. Naćpana? Szalona? Opętana? By dowiedzieć się co spotkało Natalię należy udać się na katowicki dworzec i poznać historie kilku mieszkających tam bezdomnych. Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce dla ‚wybranych”, tylko tam mogą się schronić przed płonąca ciemnością.

Kiedy myślimy o bezdomnych koczujących w dworcowych podziemiach mamy na myśli śmierdzących meneli, którzy przegrali swoje życie, często na własne życzenie, nie rzadko z przyczyn od nich niezależnych. Szukają tam schronienia przez zimnem w grudniową noc, przed wyrostkami penetrującymi ciemne bramy w celu ‚skopania żula’. Nikomu chyba nie przychodzi do głowy by spojrzeć na ich los z innej perspektywy.

Jakub Ćwiek, autor powieści „Ciemność płonie” posłużył się wątkami paranormalnymi ubarwiając tym samych ‚dworcowe historie’.

W moim odczuciu motyw ciemności, która wybiera osoby, które chce pochłonąć zmuszając ich tym samym do tułaczki na dworcu- jedynym bezpiecznym miejscu gdzie nie ma dostępu – jest metaforą. Jest metaforą wszystkiego tego, co spycha ludzi na margines.

W ciemności, każdy z bohaterów tkwiących na dworcu widzi co innego. Dla każdego ciemność jest czymś innym. W przypadku jednego z bohaterów ma twarz mężczyzny, którego zabił w młodości w przypływie furii.

Najważniejsze to nie dać się pochłonąć.

Pewnego wieczoru młoda studentka spotyka na przystanku mężczyznę. Ten odbiera jej coś, o czego istnieniu nawet nie wiedziała. Jest to moneta z wizerunkiem katowickiego dworca. Od tamtej pory Natalia nie jest już bezpieczna. Ciemność wdziera się do jej mieszkania, a jedynym ratunkiem jest ucieczka na dworzec.

Zwyczajna dziewczyna ląduje w podziemiu dworca i tam poznaje jego stałych rezydentów, miedzy innymi pisarza, który skrzętnie spisuje wszystkie dworcowej historie ,tym samym będąc skarbnicą wiedzy o ludzkich losach i ich spotkaniach z ciemnością.

Nikt nie wie jak to się zaczęło, ani jak się skończy. Grupa wybrańców wie tylko tyle, że po zmroku nie wolno im opuszczać dworca.

ciemność płonie

Natalia staje się jedną z nich.

Cała powieść Jakuba Ćwieka stanowi relacje z kilku dni, a raczej nocy, przeplatana retrospekcjami dotyczącymi przeszłości bohaterów.

Warstwa paranormalna jest tu zaledwie zasygnalizowana. Autor nie skupia się na niej. W tym przypomina mi to nieco prozę Kinga. Zjawisko paranormalne, jako pretekst do poruszenia zwyczajnych kwestii. Robi tu za siłę napędową akcji, ale nie jest w niej najważniejsza. Przynajmniej nie dla mnie. Być może dlatego, że z miejsca zinterpretowałam sobie zjawisko ciemności po swojemu, właśnie jako symbol.

Nie da się ukryć, że powieść wciąga. Sama przeczytałam ją bardzo szybko. Jest sprawne napisana, nie brakuje tu napięcia i rozwagi w tworzeniu świata przedstawionego. Jest też świetny wyjściowy pomysł: Paląca ciemność i grupa bezdomnych ścigana przez nią. Każdy z nich miał swoje życie, bardziej lub mniej poukładane, jednak pewnego dnia każdy z nich poczuł na sobie palący wzrok ciemności. Z jakiś powodów sprytny, widmowy demon zainteresował się właśnie nimi i doprowadził ich życie do ruiny. Nie wszyscy rodzą się ze ‚szczęśliwą monetą’ i nie mają okazji widzieć ciemności.

Czy nie brzmi to bardzo metaforycznie;)?

Jakby nie spojrzeć na powieść Jakuba Ćwieka jest ona warta uwagi, jako zwykły horror, ciekawa opowieść o losach społecznych wygnańców i jako historia z drugim dnem.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN

 

sqn

 

Topielec

The Drownsman (2014)

drownsman

Madison po feralnym podtopieniu w czasie imprezy nabawiła się poważnych rozmiarów hydrofobii. Teraz nie jest w stanie znieść choćby widoku wody, a kontakt z nawet najmniejszym akwenem przyprawia ją o paniczny strach.

Fobia rozwinęła się na tyle, że Madison musi nawadniać się, dożylnie bo nawet wypicie szklanki wody jest dla niej niemożliwym wyzwaniem.

Jej przyjaciółki rozżalone jej stanem postanawiają zastosować terapię szokową. Nie wierzą dziewczynie, która twierdzi iż prześladuje ją ‚coś nie z tego świata’ i każdorazowo gdy zbliża się do wody ów byt zagraża jej życiu. Jak się wkrótce okaże Madison nie jest wariatką, a ‚Topielec’ faktycznie istnieje.

„The Drownsman” to dość klasyczny slasher nakręcony przez Kanadyjczyków o niewielkim doświadczeniu. Podobnie jak to było np. w Koszmarze z ulicy wiązów antybohater jest tu postacią o nadnaturalnych zdolnościach. Fizycznie od dawna nie żyje jednak w jakiś sposób potrafił zachować swoją życiową energię i potrafi ją obudzić by dalej czynić zło. Przewodnikiem, czy też wrotami do świata żywych jest dla niego woda. Z jakiś powodów, które widz pozna mniej więcej w połowie filmu uparł się na Madison i doprowadził ją do psychicznej ruiny.

drownsman

Gdy jej przyjaciółki interweniują  organizując ‚spotkanie przy wannie’ ten zwraca się przeciwko nim. W tym momencie rozpoczyna się klasycznie slasherowa sekwencja mordów na niewiastach. Kobiety giną kolejno, a jako że specjalnością naszego mordercy jest topienie każda z nich ginie w wodzie. Tu bywa całkiem zabawnie:) Jedna z dziewczyn znika w zlewie, inna w niewielkiej plamie wody rozlanej na biurku. Trzeba przyznać, ze efekty są tu dobre. Ogólna oprawa wizualna jest zacna. Uwagę przykuwa wnętrze lochu naszego antagonisty, gdzie za czasów swojej świetności topił młode kobiety. On sam wygląda dość przeciętnie jednak twórcy postawili na nastrój tajemnicy, więc mało kiedy możemy oglądać oblicze mordercy w pełnej klasie.

drownsman

Pochwały kończą się gdy weźmiemy pod lupę scenariusz. Pomysł na hydrofobie jest całkiem fajny, ale trudny. Trudny z tego względu, że wymaga zbudowania pewnych zasad na jakich funkcjonuje osoba taką fobią ogarnięta. Twórcy bardzo się rozpędzili czyniąc z Madison osobę, która nie może znieść widoku deszczu, nie może się nawet napić, co więc z kąpielą? Przez cały film zastanawiałam się na tym. Może przeciera się mokrymi szmatkami, które ktoś dla niej przygotowuje. Ale ile można tak żyć i nie zacząć mimo wszytko cuchnąć? Co z włosami? Przecież je też trzeba myć. Twórcy całkowicie olewają tę podstawą kwestię.

Slasher nie jest gatunkiem słynącym z ogólnie przyjętej logiki, oferuje nam jednak coś na jej kształt, tworzy własne zasady. W przypadku tego filmu bardzo tego brakuje. Antybohater też zadaje się nie mieć żadnych ograniczeń co też burzy wizję.

Pierwszą połowę filmu oglądałam zastanawiając się nad aromatem głównej bohaterki, zaś w drugiej zaczęłam się powoli wyłączać. Nie wiem, może znudziły mnie moje rozważania, a może burdel w scenariuszu przerósł moje możliwości pojmowania? Druga połowa filmu to już jedno wielkie zamieszanie, eskalacja efektów i wyścig nonsensów.

Wydawać by się mogło, że slasher jest jednym z najłatwiejszych podgatunków horroru, ale i on ma swoje wymogi. Niestety w mojej ocenie „Drownsman” o nich nie pamięta.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

Świat odbity

Geoul sokeuro/ Lustro (2003)

lustro

Młody policjant i mistrz strzelectwa w jednej osobie odchodzi ze służby po tym, jak przyczynił się do śmierci partnera. Co często jest mu wypominane, popełnił gafę strzelają w lustrzane odbicie napastnika zamiast w niego samego.

Teraz obejmuje posadę szefa ochrony w budynku galerii handlowej, gdzie prezesem jest jego wuj.

Galeria ma wyjątkowego pecha, bo tuż przed otwarciem doszło w niej do poważnego pożaru, w którym zginęło kilka osób w tym jedna z bliskim współpracownic dyrektora. Teraz przy ponownej próbie otwarcia galerii dochodzi do kilku kolejnych bardzo tajemniczych zgonów. Woo Yeong-min wierzy, że ma to związek z lustrami umieszczonymi w budynku, jednak detektyw prowadzący sprawę szuka bardziej przyziemnych przyczyn śmierci pracowników. Kto ma rację?

lustro

Z zamiarem odświeżenia sobie koreańskiej, czyli oryginalnej, wersji „Luster” nosiłam się już od jakiegoś czasu. Recenzując remake „Lustra” i ich sequel cały czas miałam w pamięci fakt iż pierwotny pomysł na ten film podobał mi się dużo bardziej. Nikogo, kto czytuje moje wypociny nie powinno to dziwić, bo wprost przepadam za koreańskim kinem grozy. „Lustro” też bardzo przypadły mi gustu choć one nie do końca są typowym reprezentantem koreańskich udziwnień fabularnych.

lustro

Film jest bardzo składny i logiczny. Nie epatuje tak nachalnie efektami jak remake Aji, ani nie trąci banałem jak sequel remake, choć w przypadku tego drugiego pojawia się tam wspólny wątek.

Tak na dobrą sprawę można powiedzieć, że oryginale „Lustro” łączą w sobie fabułę remakesequelu i oczywiście dodają coś od siebie, mianowicie bardzo mocny element psychologiczny, który najsilniej daje o sobie znać w piorunującym finale. Tak, finał jest praktycznie identyczny z tym, który widzieliście w remake, a jednak lepszy.Dlaczego? Być może dlatego, że koreańskiemu twórcy lepiej udało się zbudować klimat. Nie napierdzielał po oczach brutalnością i nie posiłkował się tandetnymi jump scenkami. Miał inny pomysł na zaprezentowanie warstwy paranormalnej, czyli tego na czym skupił się później Aja i inny sposób na zbudowanie warstwy kryminalnej, którą tak uprościł twórca sequelu.

lustro

W moich oczach oryginał jest lepszy, choć zakładam, że antyfani skośnego kina będą się czepiać zbyt wolno prowadzonej akcji, czy dość specyficznego kontekstu kulturowego. Myślę, że warto sprawdzić na własnej skórze, chociażby z ciekawości, dla porównania.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

to coś:7

Oryginalność:7

70/100

W skali brutalności:2/10

Trudna sprawa

Bhoot Returns (2012)

bhoot returns

Rodzina Taruna, jego żona i dwoje dzieci przeprowadzają się do nowego domu. Poprzedni lokatorzy wyparowali, zniknęli w niewyjaśnionych okoliczność. Już od pierwszych dni po przeprowadzce córka Taruna i Namraty zaczyna wspominać o wyimaginowanej przyjaciółce o imieniu Shabbu. Nikt nie wierzy, że Shabbu może istnieć, a tym bardziej, że może stanowić zagrożenie dla całej rodziny.

Długo omijałam ten film. Omijałam go z tej prostej przyczyny, że nie miałam jeszcze okazji obejrzeć dobrego horroru made in India. Próbowałam, kilkakrotnie dawałam szansę równym produkcjom z tamtych rejonów, ale jak do tej pory każdy okazywał się ogromnym rozczarowaniem. Bollywood chyba po prostu nie czuje klimatu grozy.

„Bhoot Returns” nie zmienił tego poglądu, choć chciałabym by było inaczej. Liczyłam na to ponieważ reżyser horroru kilka lat wcześniej oczarował mnie swoim filmem „Nishabd”. To jedyny film z tamtych rejonów, którzy mi się podobał.  Niestety serwując horror pokazał, jak bardzo nie radzi sobie z estetyką grozy.

Po pierwsze mamy tu bardzo wtórną historię. Rodzina przeprowadza się do okazałego domu, gdzie najmłodsze z dzieci zaprzyjaźnia się z duchem. Każda próba pozbycia się Shabbu z wyobraźni, jak sadzą rodzice , dziecka kończy się zamachem na domowników.

bhoot returns

Ile było już takich filmów?Praktycznie większość współczesnych ghost story bazuje na tych samych motywach. Jak już mówiłam, jestem w stanie wybaczyć mało oryginalny pomysł, jeśli przekona mnie realizacja.

Sposób w jaki prezentuje się „Bhoot Returns” nie przekona nikogo. Jedyną grupą docelowa jaka przychodzi mi w tym momencie go głowy są miłośnicy amatorszczyzny na każdej możliwej płaszczyźnie w programach typu „Trudne sprawy”.

Aktorstwo jest poniżej wszelkiej krytyki. Nie mamy tu wielu bohaterów, bo pewnie trudno było znaleźć w agencji większą ilość tak wyjątkowo nieuzdolnionych ludzi.

Myślę, że nikt nigdy nie rozpisał im dialogów i lecieli na  żywioł, bo tylko taka sytuacja wyjaśniałaby sypanie tak niedorzecznymi tekstami… Dziecko mówi matce, że ma ‚nową przyjaciółkę’, matka wpada w furie i odpowiada sześciolatce, że ją zabije. O co chodzi? To ledwie początek filmu, Shabbu jeszcze nie zdążyła zrobić nic, co mogłoby wywołać u matki groźbę pozbawienia życia kierowaną do własnego dziecka.

Jeśli jesteśmy przy dziecku, to warto się tu na moment zatrzymać. Mała odtwórczyni roli Nimmi jest na serio dobra. Nie gra zbyt świadomie, ale kwestie wkładane w usta sześciolatki są dużo bardziej przemyślane niż to co wygadują dorośli z jej otoczenia. Młodej nie uda się jednak uratować tego filmu, ale można ją potraktować jako światełko w tunelu. Finałowa scena też poświęcona jest jej i dzięki temu istnieje szansa, że w tej ostatniej minucie ktoś uśmiechnie się do tego pomysłu.

bhoot returns

Prowadzenie kamery w „Bhoot Returns” jest co najmniej dziwne. Niby wygląda to jak film kręcony z ręki, ale żaden z bohaterów nie wciela się tu w rolę kamerzysty. Nie wiem, może duch robił tu za operatora?

Jeśli idzie o operowanie grozą, to widać tu kompletny brak czucia. Twórcy rzucają na lewo i prawa najróżniejszym dźwiękami, które mają wypłoszyć widza, wstawiając je zupełnie nie adekwatnie do rozgrywającej się na ekranie sytuacji. Wszytko jest za głośnie, zbyt nachalne zbyt nadużywane. Shabbu wydaje dźwięki przypominające muczenie krowy domagającej się wydojenia, efekt jest na prawdę śmieszny.

Jeśli mam być boleśnie szczera to powiem, że ten film mnie po prostu załamał. Nie wiem, jak dotrwałam do końca. Przed ekranem trzymała mnie chyba tylko chęć opowiedzenia Wam o tej „Trudnej Sprawie”.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:3

Zaskoczenie:3

Zabawa:3

Oryginalność:4

to coś:3

33/100

W skali brutalności:1/10

Król horroru – Wasze odpowiedzi, part 1

KRÓL HORRORU – NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI # Part 1

Opublikowałam już dwie zwycięskie odpowiedzi na pytanie konkursowe, kto Waszym zdaniem jest królem horroru. Teraz czas na inne Wasze odpowiedzi:

„Bardzo trudne zadanie, bo ciężko jest wybrać „króla horroru” spośród grona wszystkich artystów tworzących tego typu rozrywkę, tym bardziej, gdy do wyboru ma się przedstawicieli różnych profesji. Nasuwa się więc pytanie, czy należy wybrać autora, który w swym dorobku ma najwięcej dzieł tego rodzaju, tego, który powszechnie cieszy się największą popularnością wśród fanów, czy też kogoś, kto może nie jest zbyt rozpoznawalny i znany szerokiemu gronu odbiorców, ale w swojej karierze zrobił coś wyjątkowego, co przeszło lub kiedyś przejdzie do historii i stanie się prawdziwym klasykiem w swym gatunku. Postawię na tę ostatnią opcję i wybiorę twórcę, czy też raczej dwóch, którzy będąc debiutantami nie tylko stworzyli horror, który w mojej ocenie jest najstraszniejszym filmem, jaki dane mi było zobaczyć, ale na jego przykładzie pokazali, że w świetnym horrorze nie trzeba wcale epatować krwią, przemocą i makabrą. Mowa tu o duecie: Daniel Myrick i Eduardo Sánchez. Są to twórcy paradokumentalnego horroru „Blair Witch Project”, filmu pozorowanego na prawdziwy materiał znaleziony w lasach Blair, którego autorami była trójka studentów szkoły filmowej, mająca za zadanie nakręcenie filmu o legendarnej wiedźmie grasującej w owych lasach. To, co jest największą siłą tej produkcji, to fakt, że nic strasznego tak naprawdę nie zostało w niej pokazane, a mimo to potrafi ona mocno przerazić. To, co w czasie oglądania tego obrazu wywołuje gęsią skórkę u widza, to niezwykły klimat oraz przekonanie (jeżeli ogląda się go po raz pierwszy), że pokazany materiał to autentyk. Dziś co prawda wiele osób chcących sięgnąć po ten tytuł pewnie będzie już wiedziało, z czym mogą mieć do czynienia. Ale oglądając ten film w roku jego premiery, poprzedzonej niezwykle pomysłową kampanią reklamową, można było doświadczyć czegoś, czego wcześniej w kinie grozy jeszcze nie było. Myślę, że dzięki pomysłowi na tak minimalistyczną w formie produkcję, a co za tym idzie bardzo skromnemu budżetowi, oraz oryginalnej promocji owego przedsięwzięcia, duet Daniel Myrick i Eduardo Sánchez mogą być uznawani przynajmniej za jednych z wielu królów horroru, bo za sprawą swojego nowatorskiego dzieła pokazali, że prawdziwie przerażający horror wcale nie musi wyglądać tak, jak tysiące innych produkcji tego rodzaju.”

myrick sanchez

brazowy_jenkin

To znowu Carrie

Carrie (2002)

carrie

To już chyba ostania z istniejących, przynajmniej na tę chwilę, adaptacji debiutanckiej powieści Stephena Kinga.

Została wyprodukowana dla telewizji, a jej twórcami są osoby, które zasłynęły ze współpracy przy takich produkcjach jak seriale „Hannibal, „Herosi”,czy „Tajemnice Smallville”.

Pisałam już o książce, o adaptacji De Palmy i o readaptacji z 2013 roku. Legenda głosi, że „Carrie” 2002 miała być pilotem serialu, ale nie wiem ile w tym prawdy, bo film trwa ponad dwie godziny i zawarta w nim została cała książkowa historia. Jest też jedyną wersją „Carrie”, która niemal kurczowo trzyma się literackiego pierwowzoru, czyli jest czymś, co pokochają ortodoksyjnie fani prozy króla.

Osobiście nie jestem filmem zachwycona. Na pierwszym miejscu stawiam adaptację De Palmy. Telewizyjna „Carrie” jest jak dla mnie nazbyt rozwleczona.

Fabuła filmu osadzona jest w czasie, już po ‚wybuchu’ Carrie na wiosennym balu. Jesteśmy świadkami przesłuchania Sue na komisariacie, gdzie stróże prawa próbują rozstrzygnąć jak doszło do całe katastrofy.

carrie

Dzięki retrospekcjom poznajemy historię, która zaczęła się szesnaście lat wcześniej, kiedy to Margaret White powiła swoją jedyną, niezwykłą córkę.

W każdym z do tej pory nakręconych filmów pomijany jest obraz dzieciństwa Carrie, jej słynna przygoda z deszczem kamieni spadającymi na dach jej domu i przeżycia z matką.

Następnie po krótkiej przerwie na ‚przesłuchanie’ wracamy do śledzenia losów Carrie tym razem już będącej nastolatką. Tu mamy to co zwykle, pierwszy okres, upokorzenie związane z reakcją rówieśniczek na panikę Carrie, pomysł Sue z wypożyczeniem Carrie chłopaka na bal.

carrie

Jeśli chodzi o walory produkcji to zachwyciła mnie obsada. Uważam, że Angela Bettis pasowała do roli Carrie bardziej niż jakakolwiek z aktorek obsadzana w tej roli. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, Bettis słynie z ról dziwaczek, weźmy choćby „May„. Miłym zaskoczeniem okazała się też odtwórczyni roli Kris, którą możecie kojarzyć z remakeWzgórza mają oczy”. Odegrała postać stosownie śliczną i wredną. Dała radę.

carrie

Tu muszę na moment wrócić do niesławnej readaptacji z ostatnich lat: Kris z wersji z 2013 roku podobała mi się chyba najbardziej ze wszystkich, taki mały plusik dla tej nieszczególnie udanej produkcji.

Co mi się nie podobało po za długością filmu? Prowadzenie kamery. Gdybym dostała operatora na odległość dubeltówki to bym go postrzelił między oczy. Kadry są zrobione tragicznie. Miałam wrażenie, że film kręcono jakąś starą wersja srajfona gdzie ustawienia zoomu działają tyle o ile.

Większość scen, gdzie kamera powinna zmienić kąt kręcenia, oddalić się nieco kręcone są na jakimś nienaturalnym zbliżeniu. Praktycznie nie można zobaczyć tła, bo cały kadr zajmuje obsada, która z resztą ledwo się tam mieści. To bardzo męczy oko i irytuje widza.

Kolorystyka obrazu była jakaś nienaturalnie blada, jakby kompletnie źle ustawiono oświetlenie. Nie wiem, może ja dorwałam jakąś posraną wersję w której ktoś nakręcił ekran telewizora telefonem, bo taki właśnie efekt otrzymujemy. Już nawet nie zwróciłam uwagi na efekty, bo tak mnie to wytrąciło z równowagi.

Cóż, film ma swoje zalety: Bardzo dużą uwagę przywiązano do scenariusza, dopełniono go w każdym calu. Dialogi były rozpisane bardzo dobrze, powiem więcej lepiej niż we wszystkich innych „Carrie”. Obsada też jest na szóstkę, ale na miły bóg, czemu ten film trwa tak długo i czemu kamerzysta ucina aktorów i nie daje zaznać jakiejś przestrzeni między ‚figurami’?

Ta wersja „Carrie”, jak i wszystkie inne znajdzie swoich zwolenników, to pewne, ja nadal wolę wersję De Palmy.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

Walory techniczne:3

Aktorstwo:8

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

Demoniczny

Demonic (2015)

demonic

John’a nawiedza duch jego zmarłej matki. W związku z niepokojem jaki wzbudzają w nim te wizje godzi się na pomysł seansu spirytystycznego. Grupa młodzików, w tym John, obiera na cel owiany złą sławą dom, w którym doszło do pamiętnej masakry. Młoda dziewczyna o imieniu Martha zarąbała tam swoich przyjaciół, a wieść niesie iż uczyniła to zgodnie z demonicznym rytuałem. Początkującym ‚łowcom duchów’, którzy towarzyszą Johnowi i jego dziewczynie, Michelle bardzo podoba się pomysł zbadania tego miejsca i próby nawiązania kontaktu z zaświatami.

demonic

Nie mogę zbyt wiele powiedzieć o twórcach tego horroru. Nie kojarzę ich zupełnie, ale kto zwróciłby na nich uwagę skoro na plakacie drukowanymi literami wymienione jest nazwisko Jamesa Wan’a jako producenta? Przyznam, że i na mnie zadziałał ten tani chwyt marketingowy i skłonił mnie do zapoznania się z z historią opowiedzianą w „Demonic”.

Film wykorzystuje konwencje para dokumentu jak i klasyczny sposób kręcenia. Amatorka kamera latająca po ścianach wykorzystywana jest w sekwencjach retrospekcji. Zaś bieżące wydarzenia, warstwa bardziej kryminalna niż paranormalna, kręcona jest klasycznie.

Fabuła zaczyna się od… środka wydarzeń. Do starego domu wezwana zostaje ekipa detektywów, którzy otrzymują zgłoszenie o kolejnej masakrze w feralnym domu. W środku zastają urodzaj trupów i jednego przerażonego ocalałego, właśnie John’a.

Po wstępnym rozeznaniu okazuje się, że dwie osoby są zaginione, Mischelle- dziewczyna Johna i Bryan ‚przywódca’ łowców duchów i jednocześnie jej ex boyfriend. Zanim widz zapozna się z wydarzeniami w opuszczonym domu relacjonowanymi przez Johna a także odtwarzanymi z uszkodzonych dysków ‚łowców duchów’ będzie obserwować działania policji w próbach dojścia do prawdy.

demonic

Brzmi to dość chaotycznie i tak też niestety wygląda. Myślę, że twórcy celowo chcieli skołować widza takimi zabiegami z czasem akcji, aby ten nie domyślił się głównej filmowej ‚intrygi’. Niestety, przynajmniej w moim przypadku, prawda szybko wydała mi się oczywista to też finał, którzy miał zwalić z nóg, który dodatkowo podkreślono stosownym efekciarstwem nie zrobił pożądanego wrażenia.

Jak to zazwyczaj bywa dużo bardziej przypadły mi do gustu fragmenty kręcone ‚po ludzku’ niż te w konwencji found footage, które to mają tu być głównym sprawcą przerażenia. Mamy tu sporo skocznych scen, targanie po podłodze, rzucanie ludźmi po ścianach itp. Dla mnie trochę wiało nudą.

Co mnie mile zaskoczyło, aktorstwo było bardzo przyzwoite. W roli przesłuchującej Johna psycholog dostaliśmy Marię Bello. Mile zaskoczył mnie odtwórca roli Johna, jego filmografia naprawdę nie budzi wielkich nadziei, a zagrał zaskakująco przekonująco. Ta dwójka w moich oczach zasłużyła na szczególne wyróżnienie, choć cała reszta towarzystwa też sprawdza się dobrze.

demonic

W mojej ocenie „Demonic” to dość przyzwoity film. Myślę, że miał większe ambicje niż wskazuje końcowy efekt, ale i tak większość widzów, szczególnie tych oglądających horrory ‚od święta’ powinna być zadowolona.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

Wybawczyni

Reversal aka Bound to Vengeance (2015)

reversal

W piwnicy pewnego domu przetrzymywana jest młoda dziewczyna. Skuta łańcuchami Eve stałą się ofiarą porwania i jest przetrzymywana przez seksualnego dewianta od pół roku.

Pewnego dnia, gdy oprawca przychodzi do niej z jedzeniem, dziewczynie udaje się go obezwładnić (przy pomocy cegły) i wydostać się z lochu.

Szukając kluczyków do vana dziewczyna znajduje zdjęcia kilku młodych kobiet, w tym swoje. Dziewczyny są ponumerowane. W tym momencie Eve postanawia, że nie zwieje cichaczem lecz zmusi swojego oprawce by uwolnił resztę dziewczyn, które w tym momencie przeżywają to, co ona jeszcze niedawno.

„Reversal” to horror zaskakujący pomysłem. Nie zaczyna się od porwania, punktu kulminacyjnego nie stanowi eskalacja przemocy wobec ofiary, nie wiemy czego się spodziewać po zakończeniu.

Zaczyna się w momencie, gdy większość horrorów torture porn przeważnie się urywa. Wszyscy twórcy skupiają się raczej na standardowym planie wydarzeń. W przypadku tego filmu jest inaczej. Można by go podciągnąć pod nurt rape and revenge, ale tu też nie do końca pasuje, bo nie mamy tu brutalnych scen gwałtu, ani sprawnego widowiska brutalnej zemsty.

Nie wiemy co tak naprawdę przeszła Eve w piwnicy domu Phila. Możemy się tylko domyślać na podstawie migawek wspomnień i na podstawie tego, co nasza bohaterka widzi w czasie akcji ratowniczej pozostałych dziewcząt: Gwałcone, głodzone, skute łańcuchami i innym osprzętem, przerażone, obłąkane. 

Eve przystawia swojemu oprawcy broń do głowy i zmusza go by wybrał się z nią na przejażdżkę. Phil ma wskazać jej miejsca przetrzymywania pozostałych dziewczyn.

reversal

Antybohater usilnie jej to ‚odradza’ mówiąc ‚one nie są takie jak ty’. I faktycznie, akcja ratunkowa nie przebiega tak, jak można by się spodziewać… Niektóre zawarte tu wydarzenia mogą zszokować, ale nie jest ich tyle bym zaczęła odradzać ten film wrażliwcom. Jest agresja, jest widoczny kontekst przemocy seksualnej, ale tak na prawdę twórcy obchodzą się w widzem bardzo delikatnie i nie narażają go na emocjonalną katorgę.  Bardziej chcą straszyć tematem niż sposobem jego zaprezentowania.

reversal

Dominuje ciemna kolorystyka, wszechobecny brud i zaschnięta krew. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się pod osłoną nocy, dopiero w finale wschodzi słońce, a na nasza bohaterkę spływa coś w rodzaju objawienia. 

„Reversal” to film o dylemacie między zemstą a zadość uczynieniem.

Eve przez cały film mierzy się z chęcią zarąbania swojego oprawcy, z drugiej strony wie, że jeśli to zrobi nie uda jej się pomóc pozostałym porwanym. Jej siłą i determinacja są zadziwiające, zważywszy na jej przeżycia wręcz niewiarygodne i zakładam, że widzowie też nie do końca będą wstanie przyklasnąć takiej postawie. To słaby punkt tego pomysłu.

Jest szansa, że dzięki dużej dynamice przedstawionych zdarzeń widzowie nie będą zwracać zbytniej uwagi na psychologiczny aspekt sprawy i przyjmą wszytko tak jak jest powiedziane. 

Jeśli chodzi o dodatkowe plusy to na pewno na korzyść wypada filmowa muzyka, przeważnie stare rockowe kawałki. Plus także za obsadę.

Czy polecam? Polecić mogę, ale bez zachwytu.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Oryginalność:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś: 5

57/100

W skali brutalności:3/10

Wyniki konkursu „Król horroru”

WYNIKI KONKURSU!

Dwie książki ufundowane przez wydawnictwo Videograf trafiają do: Kamila i ‚Ewekop’

Ewkop:

„Po przeczytaniu tematu konkursu od razu wiedziałam kogo chcę opisać. Przez głowę przemknęło mi jeszcze kilka innych nazwisk, lecz kurczowo uczepiłam się tego jednego. Wypisałam wszystkie argumenty przemawiające za słusznością mojej decyzji i doszłam do wniosku, że choć zawsze uważałam tę osobę za wybitną i niezwykle uzdolnioną, to dodatkowo teraz mogę jej przypisać etykietkę ,,króla horroru”.
Moim zdaniem na miano ,,króla horroru” zasłużył polski malarz Zdzisław Beksiński. Charakterystyczną cechą jego malarstwa jest turpizm, przedstawienie postaci ludzkiej w sposób zdeformowany, zniekształcony. Wystarczy spojrzeć na dowolny jego obraz, by poczuć lekki niepokój.
Kolekcję dzieł Zdzisława Beksińskiego miałam okazję po raz pierwszy zobaczyć w Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie. Byłam tam na wycieczce szkolnej w gimnazjum. Pamiętam, jak ogromne wrażenie wywarły na mnie obrazy Beksińskiego – były zarówno piękne, jak i przerażające. Z początku spodziewałam się nudnej, nieciekawej kolekcji, a tymczasem miło się zaskoczyłam. Wszyscy przyznawali, że obrazy są niesamowite, jednak baliby się mieć jeden z nich w domu.
Jego malarstwo kojarzy się odbiorcom z okrucieństwem i brutalnością. Jednak, sam Beksiński podkreślał, że nie jest ono wyrażeniem jego niespełnionych upodobań, a jedynie odzwierciedleniem obrazów powstających w jego głowie. Uważam, że jest to główny powód, dla którego został przeze mnie okrzyknięty ,,królem horroru”. Malarz miał ogromną wyobraźnię, namalował wiele obrazów, z których każdy był inny, a równocześnie tak samo przerażający. Chodzi mi o to, że Beksiński wciąż potrafił zaskakiwać widza. To nie był jeden, dwa czy trzy obrazy, którymi zyskał popularność, ale cała masa dzieł, które coraz bardziej napawały lękiem.
Dodatkowo osobę malarza zawsze otaczała aura tajemniczości. Jego żona zapadła na chorobę, w wyniku której zmarła, a jego syn, Tomasz, popełnił samobójstwo. Sam artysta został zamordowany przez swojego pracownika, który zadał mu siedemnaście pchnięć nożem. Możliwe, że mrok w jego sztuce kładł się cieniem na jego życiu osobistym. Myślę, że warto przyjrzeć się jego dziełom i historii, a potem samemu wyrobić sobie opinię.
Podsumowując, Zdzisław Beksiński miał nadzwyczajny talent we wzbudzaniu u czytelnika podskórnego niepokoju. Moim zdaniem jest nie tylko ,,królem horroru”, lecz także królem w swojej dziedzinie.”

beksinski

Kamil:

„Kto jest mistrzem horroru według mojej skromnej osoby? Chciałoby się krzyknąc, że S. King. Ale nie tym razem. Może i jest (na pewno jest!) to autor, który ma miejsce w poczecie ludzi wybitnych jednak książki nie potrafią przerazić tak jak film. I o reżyserze, scenarzyście chciałem napisać. Dwa słowa – David Lynch. Nietuzinkowy, genialny w swoich pomysłach, nierozumiany (nawet przeze mnie do końca) a do tego mistrz ukazywania nam, że rzeczywistość w której żyjemy jest snem lunatyka. Nie wiem czemu takie akurat określenie przyszło mi do głowy. Lynch nie epatuje potworami z szafy czy rzeźnikami za rozwieszonym prześcieradłem 🙂 Lynch gra na pierwotnych lękach. Jego filmy po prostu zajebiście oddają to o czym inni boją się mówić. A do tego boją się tego! (wiem masło maślane) Tabu, które łamie właśnie w jakiś sposób mnie fascynuje. Nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy zobaczyłem na twoim blogu wzmiankę o konkursie to napiszę o Lynch’u. Miałem wiele osób na myśli w tamtej chwili ale Lynch naszedł mi dopiero po głębszym zastanowieniu. Może na tym to polega? Może rzeczywiście świat w jakim żyjemy to tylko sen lunatyka?”

lynch