Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Jody chce do taty

Daddy’s Girl/ Córeczka (1996)

daddys girl

Ośmioletnia Jody została adoptowana przez rodzinę Mitchell’ów. Bardzo przywiązała się do nowych rodziców, szczególnie do Ojca i jedyne czego pragnie i do czego dąży, to utrzymać tę rodzinną harmonię. Niestety nie jest to łatwe.

Przybrani rodzice przechodzą małżeński kryzys, który grozi rozwodem, a tym samym rozdzieleniem z ojcem. Ponadto energiczna Jody sprawia poważne problemy w szkole, co nie uchodzi uwadze dyrektorki. Dla dobra dziewczynki pragnie skierować ją do placówki z internatem, gdzie będzie pod całodobową opieką mniej pobłażliwych dorosłych.

Jody jest wysoce zdeterminowana by nie dopuścić do rozpadu rodziny. Wyeliminuje każdego kto spróbuje odsunąć ją od ukochanego tatusia.

daddys girl

“Córeczka” to film, na który długo polowałam. Jak to to bywa, przyszedł w końcu czas, że wyłonił si on z czeluści internetu i z zapomnienia.

Nie jest to obraz zbyt popularny, bo niczym nie wyróżnia się na tle innych thrillerów o morderczych dzieciach. Idzie śladem “Synalka” i “Mikey’a”, szczególnie dużo wspólnego mając z drugim z owych filmów.

Znowu antybohaterem jest dziecko. Dziecko oczywiście adoptowane. O ile “Synalek” wyróżniał się tym, iż jako piekielne nasienie obsadzono tu rodzonego syna, o tyle w szeregu innych produkcji o morderczych dzieciach zawsze mamy do czynienia z przygarniętą sierotą. Tak było w “Omenie“, tak było w “Kręgu“, tak był we wspomnianym “Mikey’m”, czy “Sierocie“.

Filmowcy lubią piętnować porzucone dzieci, czyniąc z nich potencjalnych przestępców i socjopatów.

Nie da się ukryć, że traumy z dzieciństwa, a takiej traumy doświadczyła bohaterka “Córeczki”, wyjątkowo narażają na rozwój problemów psychicznych, ale trochę irytuje mnie to, że w świadomości społecznej dzieci porzucone przez rodziny są z zasady skazane na dysfunkcje. Tak jakby rodzone dziecko nie mogło być złe, tak jakby obcy był synonimem słowa gorszy. To krzywdzące dla takich dzieciaków i tak zwyczajnie nużące dla odbiorcy takowych filmów.

W przypadku postaci Jody obdarzono ją jeszcze wyglądem złośliwego trola. Dziewczynka ma ognisto czerwone włosy i zaciętą minę. Może to jakaś analogia do najsłynniejszej sierotki, “Ani z zielonego wzgórza”? taka Ania w wersji hard core. Zaprzeczenie temu, że z przybłędy otoczonej miłością mogą być ludzie, bez względu na to co przeszła.

daddys girl

Z Jody nie będzie ludzi. Młoda rozrabia na całego, a jej złe zachowanie wynika z leku o utratę opieki i miłości bliskich. Dlaczego faworyzuje tatę, tego dowiecie się w trakcie trwania filmu.

Jody idealizuje ojca, zaś w matce widzi zagrożenie dla rodzinnego szczęścia. Podobnie postrzega babcie, która wspiera córkę w tym, by odeszła od męża marzyciela i związała się z kimś, kto zarobi na dom i rodzinę. Babci słono się oberwie… Podobny los spotka przyjaciółkę matki, prawniczkę, która również popiera rozwód.

Oglądając ten film zastanawiałam się jak można było zapobiec takiej sytuacji? Czy to wina ojca, który tak mocno przywiązał do siebie córkę, że ta popadła w obsesje na punkcie tej więzi? Może pozwalał jej na zbyt wiele? Ale czy można dać komuś za dużo miłości i w ten sposób go wypaczyć?

Myślę, ze najpoważniejszym błędem było wciąganie córki w konflikt. Wskazywanie: ja jestem dobry i kochający,  a mama tylko jazgocze i marudzi. Myślę, że facet notabene fascynujący się produkcją zabawek był trochę niedojrzały dlatego bardziej szukał relacji z dzieckiem – łatwiejszej relacji, niż relacji z żoną, która nie darzy go bezwarunkową dziecięcą miłości lecz czegoś oczekuje. To bardzo niebezpieczna sytuacja, niszcząca dla rodziny. Tu jednak, jako że mamy do czynienia z kinem grozy został pociągnięta do ekstremum. Jody nie tylko odwraca się od matki w obronie ojca, ale pragnie jej śmierci.

Jeśli chodzi o realizację to tu nie ma fajerwerek. W porównaniu z “Mike’m” oprawa wypada nieco lepiej, przynajmniej tak mi się w tej chwili wydaje.

Zarówno pod względem pomysłu jak i wykonania “Córeczka” nie święci tryumfu. Nie widzę tu nic wielce oryginalnego.

Nie podobało mi się upychanie czarnego humoru w kwestiach Jody. Te jej pseudo przewrotne komentarze po dokonywanych zamachach na bliźnich były słabe i prawdopodobnie to ze względu na nie, jakiś geniusz wpadł na pomysł by określić film mianem: komedia, thriller.

Aktorstwo nie było najgorsze, ale odtwórczynie roli Jody nie trafi na moja top listę najlepszych ‘popieprzonych, złych dzieci.

Film nie jest krwawy czy brutalny, pojawiają się za to fragmenty z zalążkami suspensu i to jest duży plus.

Jako całość oceniam pozytywnie.Fani thrillerów z lat 90 powinni być zadowoleni.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

Kto chce zobaczyć Wielki Kanion?

The Canyon/ Kanion (2009)

canyon

Nowożeńcy, Lori i Nick postanawiają spędzić swój miesiąc miodowy oglądając wschód słońca nad Wielkim Kanionem. Spontaniczna para nie zadbała jednak o przygotowanie dlatego lądują tam bez przepustek i w towarzystwie samozwańczego przewodnika, Henry’ego. Wycieczka szybko przechodzi w twardy survival.

Przyznam się, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na obiecujące plenery. Sam pomysł w żaden sposób mnie nie zaintrygował, bo znowu mamy parę niedzielnych turystów porywających się z motyką na słońce.

I miałam rację. Widoki były godne zachodu, a fabuła ‘taka se’.

canyon

Dla kogoś, kto lubi thrillery z takimi przygodowymi wątkami i potrafi cierpliwie znosić głupotę bohaterów i momentami nonsensowne i naciągane rozwiązania fabularne, ten film na pewno się spodoba.

Do momentu punktu kulminacyjnego kiedy to przewodnik młodej pary zostaje pokąsany przez grzechotniki, a bohaterzy w ferworze walki tracą swój ekwipunek oglądamy tylko widoki. Jest na co popatrzeć, bo sceneria jest bajeczna, tyle tylko, że akcja się ślimaczy.

Do krytycznego momentu mamy w zasadzie jeden moment lekkiego napięcia, które jednak szybko schodzi. Mniej więcej od połowy zaczyna się dziać. Lori i Nick wkrótce zostaną zupełnie sami. Nie mają zapasów, nie wiedzą w którą stronę zmierzać, a ich niefortunne próby złapania zasięgu (tu jedna z owych idiotycznych scen) doprowadzają do tragedii rodem z dramatu “123 godziny”.

canyon

Jeśli widzieliście wspomniany film wiecie, że nie obejdzie się bez dramatycznej decyzji. Tu znowu mamy trochę naciąganą sprawę. Pojawiają się też wrogo nastawieni mieszkańcy terenów wielkiego kanionu i to oni zmuszą bohaterów do kolejnego dramatycznego wyboru. SPOILER: Finał jest zacny. Podnosi film o kilka pięter. Tyle tylko, że jest zerżnięty żywce z “Mgły“:) KONIEC SPOILERA.

Czy znajdzie swoich amatorów? Z pewnością. Klimat survivalu i ładne plenery nadal dobrze się sprzedają.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:6

56/100

W skali brutalności:2/10

Zagraj dla Elizy

Para Elisa/ Dla Elizy (2013)

para elisa

Ana kończy studia na Madryckim uniwersytecie. W ramach świętowania zakończenia edukacji planuje wraz z grupą studentów wybrać się na kilka dni na Maderę. Problem stanowi kasa. Ana zmuszona jest szybko zgromadzić pieniądze, w związku z czym odpowiada na ogłoszenie o pracę opiekunki do dziecka. Stawia się na umówione spotkanie z emerytowaną pianistką by tam dowiedzieć się na czym dokładnie będzie polegać jej praca.

para elisa

Jako że babysitterka to zawód wysokiego ryzyka jak już mieli okazje przekonać się widzowie rozlicznych slasherów i Anę czeka bliskie spotkanie ze śmiercią.

“Dla Elizy” kusi swoim hiszpańskim rodowodem. Mimo iż napływ filmów z tego rejonu sprawił, że po za niewątpliwie wartościowymi i oryginalnymi tytułami dopływają do nas produkcje słabsze, to perspektywa obejrzenia strasznego hiszpańskiego filmu nadal napawa mnie entuzjazmem.

Do debiutanckiego filmu kolejnego Hiszpana podeszłam więc entuzjastycznie. Entuzjazm mój przygasł już w pierwszych minutach filmu. Mamy tu ewidentnie slasherowy wstęp- studentka szukająca pracy, niezbyt rozsądna i rozkapryszona idzie na rozmowę o pracę. Tu w głowie pojawia się milion skojarzeń, bo wiadomo, że opiekunki do dzieci to wdzięczne ofiary wszelkich świrów. Na myśl przyszło mi “Babysitter wanted“, czy “Dom diabła“. Skojarzenia jak najbardziej trafne, bo gdy tylko nasza bohaterka przekroczy próg domu niejakiej Diamantiny wiemy już, że będzie miała kłopoty.

para elisa

Podstarzała pianistka przyjmuje ją raczej oschle i zdradza objawy choroby nerwowej. Ale to dopiero spotkanie z rzekomym dzieckiem przyprawi o dreszcz niepokoju, a przynajmniej takie jest założenie. Jak widzicie ewidentna powtórka z “Babysitter wanted” i jemu podobnych obrazów.

W dalszej części fabuły również nie należy się spodziewać zrywów oryginalności. Mało, że jest dość przewidywalnie to jeszcze trochę nudnawo, bo ile można patrzeć na szamoczącą się bezradną laskę?

Tragedii zupełnej jednak nie będzie. W horrorach typu slasher nośnikiem ich wszelkiego sukcesu wcale nie jest postać ofiary, ale oprawcy. O ile emerytowana pianistka może wydawać się szalona i tyle, o tyle postać tytułowej Elizy to już ciekawszy temat. To ona będzie głównym antagonistą i to dzięki jej postaci i z powodzeniem wcielającej się w nią odtwórczyni tej roli coś może widza w tym filmie zainteresować.

para elisa

Ciekawy morderca mus być uzbrojony w ciekawe modus operandi, bo bez tego ani rusz. Musi mieć swoją szaleńczą wizję. W tym przypadku jest to zmienianie żywych dziewcząt w lalki. Tu temat skojarzył mi się nieco z oglądanym niedawno “Pokojem motyla“.

Nie spotkamy tu scen naładowanych dużą dawką brutalności, ale liczy się sam kontekst i to co jest widzowi sugerowane. Ana będzie mieć ciekawe przeżycia w pokoju Elizy.

Niestety to nadal zbyt mało bym mogła zapiać z zachwytu i naganiać Was do seansu. Jak na hiszpańskie kino grozy jest trochę nijako, a przede wszystkim wtórnie. Plusa mogę dać za kreacje Elizy i filmową muzykę, która jak zapewne się domyślacie bazować będzie na słynnym utworze Bethovena.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:5

Oryginalność:4

50/100

W skali brutalności:1/10

Arabski demon

Djinn/ Dżin (2013)

djinn

Salama i Khalid przeprowadzają się z USA do Zjednoczonych Emiratów Arabskich by w otoczeniu krewniaków lizać rany po stracie nowo narodzonego synka. Wprowadzają się do apartamentowca na obrzeżach Dubaju, gdzie wciąż snuje się gęsta mgła, a pozostali lokatorzy są cokolwiek dziwni.

Salama już pierwszego dnia zaczyna wariować. Wydaje jej się, że do jej nowego mieszkania zakrada się widmowa kobieta. Problem stanowią też wspomnienia o synu, zupełnie inne niż można było się spodziewać po strapionej matce. Wszystko zdaje się mieć związek z lokacją apartamentowca, miejsca nawiedzanego przez arabskiego demona, szerzej znanego pod nazwą Djinn.

djinn

Dżiny w krajach zachodnich kojarzą się raczej z niebieskimi duszkami wychodzącymi z lampy i spełniającym życzenia. Wersja ludzi z bliskiego wschodu jest nieco inna. Według arabskiej mitologii dżiny to demony powstałe z czystego ognia jako utożsamienie wrogich sił natury.

W filmie Tobiego Hoppera dżin przyjmuje kobiecą postać. We wstępie filmu poznajemy legendę o kobiecym demonie, który opętał rybaka i zmajstrował sobie z nim dziecko. Ludzie bali się dziwacznego noworodka więc się go pozbyli, a wkurzona demoniczna mama rozpędziła wszystkich mieszkańców i po czym zajęła się poszukiwaniem swojego potomka. Nie zazna spokoju do póki go nie odnajdzie.

djinn

Pech chce, że apartament, w którym zamieszkają bohaterzy mieści się w miejscu dawne wioski, którą nawiedził Dżin.

O tym, że jest to film Tobiego Hoppera, jednego z naczelnych mistrzów filmowej grozy dowiedziałam się przy napisach końcowych;)

Żadnym sposobem nie przyszłoby mi do głowy, że to jego dzieło. Scenariusz to co prawda zasługa kogoś innego, jednak Tobie Hopper zupełnie nie kojarzy i się z Dubajem, Dżinami etc. W rzeczywistości jest to film bardzo dziwny. Wiem, że jego odbiór nie był zbyt dobry, a do kin trafił tylko w krajach arabskich, ale naprawdę po seansie nie mam powodów do narzekania.

Powiem szczerze, że nie maiłam ochoty go oglądać. Ten tytuł mignął mi już kilka razy i sądziłam, że już go widziałam, bo zdarzyło mi się oglądać, a raczej poczynić próbę obejrzenia filmu pod tym samym tytułem. Nie chciałam robić drugiego podejścia, ale filmowy opis zmienił mój ogląd.

“Dżin” to dość klasyczne, ale jednak egzotyczne ghost story. Bardzo podobał mi się jego klimat, bo lubię filmy, których akcja rozgrywa się na małej przestrzeni, takie klaustrofobiczne klimaty. Tu mamy właśnie coś takiego. Małżonkowie i apartamentowiec. Dookoła nic tylko mgła.

djinn

Wystrój całego budynku jest zachwycający. Może nie jestem wielką miłośniczką arabskiej kultury, nawet nie lubię kebabów, ale architekturę akurat mają zajebistą. Scenografia jest bardzo dopieszczona i naprawdę należy się za nią słowo uznania. To już duży plus na rzecz klimatu.

Fabuła jest poniekąd prosta i przewidywalna, ale szczególnie mi to nie przeszkadzało, bo zwracałam uwagę na detale, jak dialogi, czy kreacje głównych bohaterów, pobocznych zresztą też, bo sąsiedzi Salamy i Kalida tworzyli wyjątkowo barwne towarzystwo. Kobiety w burkach jakoś zawsze mnie przerażają, może to piętno Buki i dobranocek z Muminkami, ale budzą u mnie dreszcze.

djinn

Trzeba przyznać, że scenariusz poświecił uwagę na stworzenie wiarygodnych postaci bohaterów i ich wzajemnych relacji. Tu mamy stosowny przytyk do społeczeństw islamskich.

Jeśli chodzi o walory czysto horrorowe, po za wspomnianym klimatem i kobietami w burkach to mamy tu gro efektów specjalnych. Tak, niestety. Mam jednak dobrą wiadomość, podobały mi się. Może za długo leżałam na słońcu, ale w mojej ocenie taka dopieszczona grafika pasowała mi do dopieszczonej scenografii.

Kolejną dobra wiadomością jest to, że film jest krótki. Nie wiem, czy to obiektywne wrażenie, ale wcale mi się nie dłużył i miałam wrażenie, że cała historia jest budowana sprawnie i konsekwentnie, bez zbytecznego przeciągania struny. Naprawdę jestem zdziwiona, że mi się podobał, bo do prawdy miałam na to niewielkie nadzieje.

Moja ocena:

Straszność:5

Klimat:8

Fabuła:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

to coś:6

63/100

W skali brutalności:1/10