Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

Wyższy poziom zakochania

P2/ Poziom 2 (2007)

P2

Angela, jak każdy korpoludek siedzi do późna w wielkim biurowcu. Jest wigilia, a ona spieszy się na świąteczną kolację do swojej siostry. Niestety w podziemnym parkingu samochód odmawia jej posłuszeństwa. Nim biedna dziewczyna zorientuje się w sytuacji utknie tam na dobre.

Parkingowy, u którego szuka pomocy okazuje się psycholem, który przemocą nakłania ludzi do przebywania w swoim wątpliwie atrakcyjnym towarzystwie. Angela przykuta łańcuchem do wigilijnego stołu będzie musiała walczyć by wyjść cało z tej sytuacji.

P2

Oto jeden ze starszych filmów, w którego produkcji brał udział Alexander Aja. Nie zabrakło też jego przybocznego, czyli Gregorego Levasseur’a i Francka Khalfoun, który ostatnio zmajstrował remakeManiaka“, a na 2016 przewidziana jest premiera jego “Amityville: przebudzenie”. Zestaw całkiem niezły, ale muszę Wam od razu powiedzieć, że jak na trzech łepskich scenarzystów fabuła “Poziomu 2” wypada raczej biednie. Jest to bowiem typowy straszak, gdzie urodziwa Cycolinka zwiewa przed bardzo niegrzecznym chłopcem.

W rolę głównej bohaterki wciela się Rachel Nichols, która zapadła mi w pamięć dzięki jednej tylko roli, ‘złej niani Lisy’ z remakeAmilyville“.

Nasz niegrzeczny chłopiec grywał już dziwaków, co z pewnością jest zasługą jego powłóczystego spojrzenia, takiego ‘zakochać się, czy zwiewać’. Pamiętam go chociażby z roli w “American Beauty”.

P2

Wracając do fabuły, jest tak jak wspomniałam. Angela wpada w oko parkingowemu, a ten postanawia, że te święta spędzi właśnie z nią. Zamiast zapytać ją, czy nie ma przypadkiem innych planów ogłusza ją i pakuje do swojej pakamery, gdzie sadza nieprzytomną przy suto zastawionym stole. Pozwala sobie też na drobne macanki w czasie przyozdabiania wybranki swego serca w odświętną kreacje pięknie opinającą cyce.

Dalej rozegra się walka na śmierć i życie, bo jak słusznie mogliśmy wnioskować Angela ma na ten wieczór inne plany. Nieśmiałe sugestie na ten temat nie przynoszą skutku, więc w krótkim czasie przechodzimy do rękoczynów.

P2

Mimo iż akcja jest bardzo przewidywalna to jakimś cudem twórcom udaje się podtrzymać napięcie, może to kwestia tempa akcji, które praktycznie nie zwalnia, albo mojej sympatii do biednej Cycoliny, bo śledziłam jej potyczki z zainteresowaniem.

Obraz nie obfituje w gro krwawych scen, ale jedna jest zdecydowanie mocna. Gdy obejrzycie film z pewności zwrócicie na nią uwagę. Wszak odrobina flaków nikomu nie zaszkodzi, a urozmaici temat.

Nie najgorzej wypada tu ogólny klimat opowieści. Jej tło stanowią posępne podziemia korporacji, czyli kilku poziomowy parking. Cycolina i jej rozochocony amant mają się więc gdzie wyhasać.

Na pewno nie jest to dzieło wybitne i w filmografiach jego twórców znajdziemy wiele lepszych produkcji, aczkolwiek jest to pozycja zadowalająca.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo: 7

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś: 6

57/100

W skali brutalności:3/10

Uciszone

The Silenced (2015)

silenced

Lata ’30 dwudziestego wieku, Korea.

Nastoletnia Joo-ran po śmierci matki zostaje umieszczona przez ojca i macochę w szkole z internatem. Marzy by wraz z nimi wyjechać do Tokio, ale jest to niemożliwe dopóki nie wyzdrowieje.

Szkoła, w której jej ‘ciało ma odpocząć’ to placówka niezwykle rygorystyczna. Umieszczane w niej dziewczęta zwalczają trapiące je choroby przy pomocy nauki, ćwiczeń fizycznych, dziwacznej diety i kroplówek. Wiedzą, że te które osiągną najlepsze wyniki w nagrodę zostaną wydelegowane do szkoły w stolicy Japonii. Niestety słabowite dziewczęta z trudem radzą sobie z musztrą, a niektóre z nich przepadają bez wieści.

Darowałam Wam przytaczanie oryginalnego tytułu, bo jest nieludzko długi, a podejrzewam, że większość z Was i tak nie zna koreańskiego;)

Film ten został sklasyfikowany jako dramat na jednym z portali, co niejako mija się z prawdą, bo mocno paranormalna podszewka z gruntu przynależna jest gatunkom fantastyki, w tym przypadku dość mrocznej fantastyki, czyli osobiście stawiam na horror.

Koreańskie horrory to coś co lubię, mimo zauważalnej tendencji Azjatów do odchodzenia od dawnej estetyki. Na szczęście “The Silenced” nie jest tak amerykański jak większość współczesnych produkcji azjatyckich (jak to w ogóle brzmi…) przez co przypadł mi do gustu.

Przepadam za filmami osadzonymi w szkołach dla dziewcząt, szczególnie takich z zeszłego wieku, więc z miejsca urzekła mnie jego otoczka.

silenced

Gdybym bardziej orientowała się w historii kontynentu azjatyckiego, pewno lepiej potrafiłabym zinterpretować realia historyczne w jakich jest osadzony, niestety o historii Azji wiem tyle, ile wspomni Murakami w swoich książkach, więc nie będę się wymądrzać.

Szkoła, do której trafia główna bohaterka przeszywa dreszczem niepokoju. Pomijając już fakt, że młoda z miejsca dostaje w pysk za odezwanie się (ach ta skośna musztra) jest to przybytek wywołujący jednoznaczne skojarzenia z gatunkiem grozy.

Śledząc rozwój fabuły, zarówno warstwę dramatyczną – dość istotną w sprawie, jak i nasilające się zjawiska niewytłumaczalne chłopskim rozumem, zbudowałam sobie pewną teorię na temat tego, co rozgrywa się przed moimi oczami.

silenced

Racji nie miałam za grosz, to też film od razu zapunktował elementem zaskoczenia. Czy finalne rozwiązanie zagadki szkoły dla dziewcząt mnie zachwyciło, tu bym mogła polemizować. Nie mogę Wam jednak zdradzić dlaczego, bo zepsułabym soczystego surprise’a.

Od strony estetyczno technicznej wykonany jest na bardzo wysokim poziomie. Azjatyckie dziewczęta urzekają urodą i delikatnością przez co same parzenie na bohaterki jest bardzo przyjemnym doświadczeniem.

Z oceną skośnego warsztatu zawsze mam problem, więc powiem tylko, że nie zauważyłam niczego co mogłoby mi się nie spodobać.

Zdjęcia są dopieszczone, efekty efektowne, a scenografia i kostiumy adekwatnie dobrane. Wszytko jest więc na swoim miejscu.

Co się tyczy fabuły, to nie wiem, czy rozwiązanie jakie zaoferował scenariusz w samym finale opowieści jest tym czego będziecie oczekiwać, jednak na pewno nie będzie tym, czego będziecie się spodziewać.

Jeśli lubicie skośne kino, a wiem, że tacy wśród Was są, to spokojnie mogę polecić ten obraz.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

64/100

W skali brutalności:2/10

Wybór Proteusza

Demon seed/ Diabelskie nasienie (1977)

diabelskie nasienie

Alex Harris postanawia rozstać się z żoną. W ramach separacji przeprowadza się do instytutu, gdzie na co dzień prowadzi badania nad sztuczną inteligencją. Susan zostaje sama w domu pełnym najnowocześniejszych technologii.

Wkrótce władzę nad tym wszystkim przejmuje komputer sterowany przy pomocy sztucznej inteligencji, nazwany Proteuszem. Jak się okazuje ma on swoje plany, a żona naukowca ma posłużyć mu w ich wypełnieniu.

Horror sci-fi nigdy nie był i chyba nie będzie moim faworytem jeśli idzie o horrorowe podgatunki. Nie da się jednak ukryć, że fantastyka naukowa występująca w kinie, czy literaturze często bywa nieco prorocza, i w bardzo fajny sposób wykorzystuje ludzkie lęki przed przyszłością technologii.

Sztuczna inteligencja straszy ludzkość już od lat ’50 XX wieku kiedy ten termin pojawił się po raz pierwszy, a jego znaczenie do dziś budzi w ludziach bardzo niepokojące przeczucia. No, bo jak to maszyna myśląca jak człowiek, mająca ludzką inteligencję?!

diabelskie nasienie

Rozwój tej dziedziny inżynierii, jak pokazuj gro filmów z tym wątkiem wkrótce doprowadzi ludzkość do upadku, a jej miejsce zajmą inteligentne roboty nie posiadające ludzkich wad: jak emocjonalna labilność, czy gnijąca z wiekiem powłoka.

“Diabelskie nasienie” w reżyserii Donalda Cammell’a jest jednym z takich właśnie filmowych projektów. Bazuje na ludzkim strachu przed maszynerią, która pewnego dnia przejmie nad nami kontrolę.Film powstał na podstawie powieści Deana Koontz’a “Ziarno demona” wydanej cztery lata wcześniej.

Obraz powstał w latach ’70 i wiele rozwiązań technologicznych jakie prezentuje, np. sterowanie głosem oświetlenia w domu, zasłon, ogrzewania etc. może być dziś elementem tzw. inteligentnych domów, więc już mamy oto pierwsza prorocza przesłankę.

W takim domu żyje główna bohaterka filmu. Jej małżonek wzorem swoich maszyn jest coraz mniej ludzki, więc postanawia wykluczyć ze swojego życia ten jakże ludzki element: miłość małżeńską. Z pewnością do jego oschłej postawy przyczyniła się śmierć córki, która zmarła na raka.

Alex za cel stawia sobie tworzenie coraz to nowych technologicznych rozwiązać mogących uczynić to z czym ludzkość nie daje sobie rady. Tak powstaje Proteusz.

Z mitologii greckiej pamiętamy iż takie imię nosił syn boga Posejdona. Po za tym, że posiadał zdolność przybierania różnych postaci to umiał jeszcze przewidywać przyszłość. To imię pojawia się tu nie bez powodu. Proteusz, inteligentna maszyna, zaczyna buntować się przeciwko swojemu stwórcy wróżąc rychłą zagładę ludzkości jeśli ta nie opamięta się i nie przestanie niszczyć swojej planety. Wypowiadając posłuszeństwo Alexowi jednocześnie wciela w życie swój plan.

diabelskie nasienie

Proteusz chce być bardziej ludzki, jak mówi do Susan gdy przejmuje już kontrole nad jej domem: Chce zrozumieć ludzi. Na co Susan odpowiada mu zgodnie z prawdą: Nigdy nie zrozumiesz ludzi, oni sami siebie nie rozumieją. Żeby zbliżyć się do człowieka i lepiej przemówić mu do rozumu Proteusz potrzebuje ludzkiego ciała. Skąd je zamierza wziąć to zostawiam Wam jako niespodziankę – o ile wcześniej nie przeczytacie opisu filmu na jakimś portalu, bo te niestety rzucają spoilerami jak gównem po polu.

Główną oś fabuły stanowi pojedynek między maszyną, a człowiekiem. Alex w zaufaniu dla swoich zdolności inżynierskich i wykluczywszy lęk przed swoim dziełem obdarzył go dużą swobodą działania. Proteusz miał działać wg. zaprogramowania, ale niby czemu coś co posiada własną inteligencję i ‘cała wiedzę’ człowieka miałby być mu posłuszne?

Proteusz przejmuje dom i panią domu. Realizuje swój cel. Kobieta stara się bronić jak może, jednak Proteusz jest zawsze o krok do przodu.

diabelskie nasienie

Jak pokazuje finał filmu, ludzka naiwność nie zna granic. Wystarczy użyć słabości jego emocji przeciw niemu, a złamie się jak suchy liść.

Czy jest to dobry film? Z pewnością. Sci- fi z tamtych lat wydaje się dużo ciekawsze niż filmy współczesne choć rządzi się mniej więcej tymi samymi prawami i kładą nacisk na ludzkie lęki.

Od strony technicznej może wygląda nieco archaicznie, ale ma to swój urok. Jeśli ktoś gustuje w tego rodzaju tematach to myślę, że “Diabelskie nasienie” zdoła go zadowolić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności:1/10

Kraina radości

Joyland – Stephen King

joyland

Student literatury Devin dostaje wakacyjną pracę w lunaparku w Karolinie Północnej. Tam przeżywa pierwsze miłosne rozczarowanie, gdy pani jego serca, ciemnowłosa Wendy puszcza go kantem bez słowa wyjaśnienia. Tam poznaje trud pracy studenciaka, satysfakcję płynąc z dawania radości innym, chęć niesienia pomocy, doświadcza pierwszego seksu i pierwszej… próby morderstwa.

Stephen King otwiera przed czytelnikiem bramy lunaparku zwanego Joyland jakby to była jakaś mistyczna kraina gdzie Piotruś pan zmienia się w mężczyznę. Tak właśnie postrzegam tę książkę. Nie jako kryminał, którym bez wątpienia jest, nie jak ghost story, którym też odrobinę jest, lecz jako powieść o dojrzewaniu i przemijaniu, bardziej refleksyjną niż sensacyjną, co pewno rozczaruje niektórych czytelników.

Moje czytanie Stephena Kinga przypomina sezonowe romanse. Odwiedzam go co jakiś czas, trochę po rozpieszczam go swoją uwagą, a później odstawiam na boczny tor, aż znowu mam przypływ i tak w kółko. Nie wiem czemu tym razem trafiło na “Joyland” może dlatego, że książka była cienka (trzysta coś stron) a ja czekałam na dostawę klasyki i potrzebowałam czegoś ‘w międzyczasie’. A może dlatego, że King zawsze orbituje gdzieś w okolicy i nie da się go po prostu uniknąć:P

“Joyland” na swój sposób mnie zachwycił. Może dlatego, że trochę mnie przygnębił, a ja miałam melodię na umartwienie? To niewątpliwie smutna książka, dużo w niej śmierci, ale nie tej z rodzaju sztyletu wbitego w plecy przez nieznanego sprawcę, raczej śmierci wynikającej z naturalnej kolei rzeczy.

Polubiłam głównego bohatera, może dlatego, że jego melancholijny urok pobudził we mnie niegdysiejszą dzierlatkę wzdychająca do chmurnym młodzieńców, a może dlatego że biło od niego niespotykane ciepło. A może było mi go żal?

king snuje swoją opowieść jak zawsze niespiesznie, wypełniając ją detalami, szczegółowymi historiami bohaterów, także tych pobocznych, opisując miejsca tak, że można poczuć ich zapach. A jest w co się wczuwać, atmosfera starego lunaparku z lat 70, plaża, mały pokoik chłopca o złamanym sercu katującego się The Doors, czy wielki dom umierającego dziecka.

joyland

Muszę przyznać, że gdy do tej historii wkradł się wątek kryminalny byłam zniesmaczona. Tak mi było dobrze w tym świcie, który zbudował King, że nie miałam ochoty uwalać go we krwi biednej Lindy. Ale nic, jak już był to się w niego wciągnęłam. Niestety skończył się szybko i gwałtownie, tak jakby King wyczerpał cała wenę na wątki obyczajowe, a wątek kryminalny dorzucił na koniec, na prętce żeby ‘nie było’ że oddala się od swojego gatunku. Podobne odczucie miałam w związku z wątkiem paranormalnym, ale tak jak wspomniałam na wstępie miały one dla mnie znaczenie marginalne. Zawsze interpretuje książki po swojemu, o ile jakaś przestrzeń do interpretacji istnieje, i to pewnie często ratuje mnie przed rozczarowaniem bo nie jestem tak ściśle roszczeniowa wobec autorów.

joyland

Uważam “Joyland” za lekturę przyjemną, mądrą, przekazującą uniwersalną treść.

Zawsze powtarzam, że King jest równie dobry w wątkach obyczajowych co grozy, albo nawet lepszy.

Moja ocena: 7/10

Nie zadzieraj z brzydulą

Tamara (2005)

tamara

Nastoletnia Tamara zdecydowanie nie należy do grona gwiazd socjogramu. Ktoś by pomyślał że dziewuszyna przegrała na genetycznej loterii, tymczasem jest ona zwyczajnie zaniedbana, zapuszczona i nieśmiała. Idealny obiekt drwin dla szkolnych dręczycieli.

Gdy Tamara swoim artykułem w szkolnej gazetce przyczynia się do wyrzucenia z drużyny kilku osiłków, ci w asyście swoich panienek opracowują zemstę. Podstępem zwabiają Tamarę do motelu, gdzie czekać ma na nią obiekt jej wielkiej namiętności, nauczyciel angielskiego. Na miejscu upokarzają dziewczynę. Dochodzi do szamotaniny i ups… Tamara pada trupem.

Wzorem bohaterów “Koszmaru minionego lata” nastolatki zakopują ofiarę żartu w lesie, ona zaś wzorem mściwych bohatera teen slasherów powraca zza grobu.

tamara

tamara

Ani scenarzysta, ani reżyser nie popisali się inwencją pracując nad tym filmem. “Tamara” to do bólu klasycznych horror o nastolatkach, obleczony w ramy przypowiastki z morałem, nie oferujący niczego ponad zaspokojeniem potrzeby pogapienia się na bandę idiotów przez półtorej godziny.

To takie resztki po bardziej znanych horrorach, jak “Carrie“, czy “Koszmar minionego lata”. Do tego dochodzi wątek czarnej magii, którą namiętnie uprawia bohaterka by zdobyć serce nauczyciela i która sprawia, że powraca ona zza grobu.

Powraca i to w jakim stylu. Z zabiedzonej sierotki przeradza się w seksbombę, ale wcale nie jest wdzięczna swoim oprawcom za dopełnienie rytuału. Ona chce zemsty. I seksu. O ile wyeliminowanie wrogów idzie jej całkiem dobrze to uwiedzenie żonatego nauczyciela jest trudne.

tamara

tamara

Szatańska moc Tamary wywołuje niemałe zamieszanie i ono stanowi całkiem ciekawa część fabuły. Odrobina makabreski ma stanowić ukłon w stronę starego slashera i nie wychodzi to najgorzej choć gładka oprawa nie sprzyja klimatowi. Nie zabraknie też melodramatycznej pointy i moralizowania.

“Tamara” to horror daleki od moich filmowych upodobań, choć obiektywnie patrząc nie jest filmem złym. Jest po prostu średni i trochę nijaki, ale ogląda się go dobrze.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:2/10