Miesięczne archiwum: Październik 2015

Wyniki konkursów Halloweenowych

Wyniki konkursów!

konkurs

Moi drodzy, ogłaszam wyniki konkursów Halloweenowych: Przypominam, że do wygrania były 3 podwójne wejściówki do kin Helios w Białystoku, Wrocławiu i Gdańsku. Waszym zadaniem było wygrzebanie z pamięci pierwszego horroru jaki mieliście okazję zobaczyć w swoim życiu.

Wejściówki do kina Helios w Gdańsku wędrują do Patrycji, która jako swój pierwszy horror podała film “Zejście”

Wejściówki do kina Helios we Wrocławiu idą przypadły Marcie , która podała dwa tytuły “Pin” i “It”.

Wejściówki do kina Helios w Białystoku trafią do Bartka, który jako swój pierwszy horror podał “Miasto żywej śmierci”.

Wszystkie kwestie organizacyjne ad. odbioru nagród napiszę w prywatnych mailach do Was.

Gratulacje!

W konkursie, w którym do wygrana była nowa powieść Adriana Bednarka z jego autografem należało odpowiedzieć na pytanie dotyczące jego pierwszej powieści: Jak miała na imię pierwsza Rzeźnika Niewiniątek? Odpowiedz brzmi: Klara

Nagroda w postaci książki “Proces diabła” trafi do Martyny_c27

-Wypatruj  maila ode mnie.


Wszystkim czytelnikom życzę przyjemnego halloweenowego wieczoru!

happy halloween

Ale będzie sprawiedliwie jak odedziesz właśnie Ty

Circle (2015)

circle

Pięćdziesiąt osób stojących w korku na autostradzie nieoczekiwanie budzi się w ciemnym pomieszczeniu, ustawieni w kręgu stopami po środku czerwonych punktów. Na wprost każdego z nich widnieje trójkąt wierzchołkiem skierowanym w ich stronę, jak strzałka.

Każdy kto z powodu paniki opuści swoją czerwoną kropkę z miejsca zostaje zabity przez… no właśnie, przez co? W samym środku kręgu stworzonym z ludzi znajduje się jarząca czerwonym światłem kula i to właśnie z niej padają ‘strzały’ skierowane do ludzi.

Gdy przerażeni ludzie próbują ogarnąć sytuację rozpoczyna się odliczanie, wygląda na to, że co parę minut maszyna wybiera kolejna osobę i zabija ją.

Grupa ludzi wkrótce odkryje, że to oni mają wybierać. W anonimowym losowaniu zmuszeni są wybrać kolejną osobę do odstrzału, jeśli tego nie zrobią, maszyna wybierze za nich.

“Circle” to taki niepozorny film. Jego przesłanie jest zbliżone do co najmniej kilkunastu innych filmów powstałych na fali popularności “Piły“. Wszystkie one swoją fabułą starają się zbadać granice człowieczeństwa, kryteria moralnych wyborów w konfrontacji z zagrożeniem życia.

Jak wspomniałam są do siebie podobne, jednak różnią się środkami wyrazu. Niektóre są niezwykle brutalne inne, jak “Circle” nie chcą szokować wrażeniami wizualnymi a sugestywnie oddziaływać na psychikę człowieka kontekstem psychologicznej pułapki.

“Circle” ma też coś z “Cube’a, szczególnie jeśli idzie o oszczędność przestrzeni i niemożności poznania ‘Wielkiego Brata’, czyli tego, kto zamyka bohaterów na pewnej przestrzeni i sprawdza ich zdolność przetrwania stosując wątpliwie moralnie zagrywki.

Mamy tu całe stado bohaterów. Niektórych nawet nie zdołamy poznać, innych nawet zbytnio nie zauważymy. Z pośród tego tłumu musi wyłonić się jakiś zwycięzca, bo w końcu o to chodzi w grze, żeby wygrać.

Tak zakładają uprowadzone osoby. Wspólnymi siłami szybko orientują się w zasadach gry. Wiedzą, że muszą nawzajem skazywać się na śmierć. Głosując typują kolejną ofiarę do odstrzału. Ale kogo wybrać? Tu zaczyna się cała zabawa.

circle

Scenariusz opiera się tu na dialogu toczonym pomiędzy zainteresowanymi. Każdy chce przeżyć, a tylko przekonując innych do tego, by go oszczędzili ma na to szansę.

Mamy tu do czynienia z całym szeregiem psychologicznych zagrywek i pułapek jakie zastawiają na siebie uczestnicy gry. Kto zasługuje by przeżyć? Czyje życie jest najwięcej warte? Kogo będzie Wam najtrudniej zabić? Wygra spryt czy altruizm?

To bardzo ciekawa produkcja, choć wcale się tego po niej nie spodziewałam. Coś dla miłośników psychologicznych thrillerów.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

Nowy krzyk

Scream/ Krzyk – Sezon 1 (2015)

scream 

W miasteczku Lakewood zaczynają ginąć uczniowie liceum. Pierwszą ofiarą jest suczkowata Nina, która uprzykrzyła życie szkolnej koleżanki wrzucając do sieci nagranie, na którym ta całuje się z inną dziewczyną.

Kolejnymi ofiarami są osoby z otoczenia Niny, ale to nie ona była głównym celem mordercy. Wszystko wskazuje na to, że to słodka Emma Duval jest obiektem zainteresowania człowieka w masce. Uśmiercając jej przyjaciół podrzuca jej kolejne wskazówki odnośnie swojej tożsamości i związku jaki łączy go z Emmą.

Pierwszy sezon zakończył się wyjaśnieniem zagadki. Już wiemy kto dybał na życie Emmy, ale to jeszcze nie koniec. Zapowiedziano sezon drugi przypominając widzom o kilku niejasnościach ad fabuły sezony pierwszego.

“Scream” dedykowany pamięci twórcy pełnometrażowej serii horrorów “Krzyk” został wyprodukowany dla telewizji MTV… i to widać. Miałam wrażenie, że najważniejszym bohaterem całego sezonu, nie jest morderca, nie jest potencjalna final girl, lecz multimedia, wszelkiego rodzaju gadżety typu srajfony i tablety obecne są w niemal każdej scenie i odgrywają ważną rolę w makabrycznych wydarzeniach.

W dole ekranu podczas emisji każdego odcinka możemy przeczytać informacje o aktualnie wykorzystywanej ścieżce dźwiękowej, co jest charakterystyczne dla MTV, ale wadą nie jest. Coś takiego przydałoby mi się w przypadku wielu produkcji, bo nie musiałabym desperacko szukać w sieci jakiś wskazówek ad. konkretnej piosenki, która wpadła mi w ucho.

scream

Zanim zaczęłam oglądać serial najważniejszym pytaniem jakie kołatało mi się w głowie, było, czy będzie trzymał konwencje którą stworzył Craven, czy będzie wykorzystywał te same pastiszowe chwyty i czy będzie miał zbliżony klimat. Czy ten serial jest godny legendy na którą się porywa?

Po seansie z całym sezonem mam raczej mieszane uczucia. Dla mnie mogłoby w ogóle nie dojść do produkcji tego serialu. W mojej opinii był jedynie skokiem na kasę i próbą po raz kolejny zarobienia na tym samym tytule.

Przez cały sezon podkreślana jest przynależność gatunkową filmu. Występują liczne nawiązana do popkultury horroru typu slasher. Twórcy desperacko chcą pokazać, że nie odwracają się dupą do Cravena, lecz kontynuują jego dzieło.

Moim zdaniem to zbyt daleko idąca deklaracja. Film owszem, trzyma się w ramach gatunku, ale w przeciwieństwie do filmowych wersji krzyku jego walory pastiszowe są znikome. Wszytko jest brane na serio i to jest błąd.

Tym, którzy obawiali się kalki fabularnej z filmowej wersji scenariusza mogą odetchnąć, bo mamy tu do czynienia z całkiem nową historią. Czy lepszą, w to wątpię, choć jeszcze nie dobiegła końca.

scream

Łączy w sobie pomysły zerżnięte z najbardziej znanych filmowych slasherów. Jest wątek wykluczonego społecznie i oszpeconego chłopaka, który zakochuje się w ślicznej dziewczynie z sąsiedztwa. Niestety ta odrzuca jego uczucie. Chłopak o wyglądzie potwora ujawnia swoją potworną naturę, zaczynają ginąć ludzie. Mimo iż sprawca zostaje spacyfikowany te same wydarzenia zaczynają rozgrywać się wiele lat później jakby od nowa.  Mnie nasunęły się takie tytuły jak “Krew niewinnych”, czy “Zabójca Rosemary”, ale skojarzeń może być znacznie, znacznie więcej.

Nic nadzwyczajnego moi drodzy.

Część widzów urągała na to, że zmieniono wygląd czołowego filmowego rekwizytu: maski, ale dla mnie po obejrzeniu całego sezonu nowego “Krzyku” ma to znikome znaczenie. To tylko kolejny współczesny slasher, nie żaden hołd dla gatunku, ani błyskotliwy pastisz.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:3

To coś:5

53/100

W skali brutalności:2/10

Dwoje co poszlo w las

Lost signal: Dead of winter (2006)

lost signal

Tiffany i jej chłopak Kevin wybierają się na imprezę noworoczną do znajomego. Tam piją i wciągają do momentu, w którym dziewczyna niemal zalicza zgon, a kumpel Kevina postanawia się do niej dobrać. Wychodzą z imprezy i w drodze powrotnej dochodzi do wypadku. Młodzi są przekonani, że ktoś ich ściga, dybie na ich życie. Wyłażą z samochodu w środku lasu w mroźną styczniową noc.

Jakże zachęcający opis. Sama się zdziwiłam, że udało mi się o tym obrazie napisać w tak nie sugerujących porażki słowach;)

Historia pary małolatów, którzy naćpani zgubili się w lesie w sylwestra jest historią prawdziwą. Tu zapewne została stosownie podkoloryzowana, jednak sytuacje, w których młodzi rozbawieni narażają swoje życie, a tragedia do jakiej w wyniku tego dochodzi jest efektem ich własnej głupoty, nie jest rzeczą, w którą ciężko dać wiarę.

Pomysł był więc całkiem zacny. Mogę nawet powiedzieć, że podobała mi się fabuła tego filmu, ale nie sposób jej przedstawienia…

Realizacja stoi na poziomie, no nie wiem, jest chyba poniżej wszelkiego poziomu. Od aktorstwa, po dialogi, przez prowadzenie kamery i montaż, wszytko jest źle i nie tak.

Rozumiem co przez te dziwaczne zabiegi twórcy chcieli ukazać, ale w żaden sposób im to nie wyszło. Ten film to totalna amatorka i to złym tego słowa znaczeniu. A przecież był potencjał, no był!

Fazy jakich doświadczają bohaterzy są do prawdy dobre, chyba że moje wyobrażenie o byciu naćpanym są jakieś lewe.

Omamy słuchowe i halucynacje wzrokowe. Paranoiczne przekonanie o istniejącym zagrożeniu, mania prześladowcza i w efekcie zwrócenie się przeciw sobie nawzajem.

lost signal

To wszytko mogłoby być podstawą bardzo dobrego paranoid thrillera, czy nawet horroru psychologicznego osadzonego w wymarzonej dla klimatu grozy leśnej, zimowej scenerii. Twórcy jednak skopali wszytko, co skopać można było. Brak słów.

Napisałam o tym filmie w zasadzie tylko z jednego powodu. Ktoś zna ta historię w lepszej odsłonie? Chętnie bym zerknęła.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabula:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:1

Walory techniczne:1

Oryginalność:5

To coś:4

40/100

W skali brutalności:2/10

Diabeł może być tylko jeden

Proces diabła – Adrian Bednarek

proces diabła

!!Jeśli nie czytałeś pierwszej części powieści Adriana Bednarka “Pamiętnik diabła“, licz się z tym, że poniższa recenzja drugiej części zawiera spoilery zdradzające fabułę części pierwszej.!!

Po roku od publikacji głośnego, z wielu względów, debiutu Adriana Bednarka czytelnicy rządni kolejnej porcji mocnych wrażeń mogą wreszcie nasycić swoje apetyty.

Jakoś na wiosnę dostałam cynk, że diabeł dostanie nowe, godne życie dzięki nowemu wydawcy.

Druga część “Pamiętnika diabła”, czyli “Proces diabła” niedawno trafiła do księgarń. Pierwsze co mnie ucieszyło, po za tym, że nikt nie będzie nazywał dobrze zapowiadającego się pisarza analfabetą, bo wreszcie będzie miał mu kto zrobić porządną korektę to to, że diabeł już nie straszy okładką. Jak widać na załączonym obrazu wydawca postarał się by okładka miała cokolwiek wspólnego z fabułą historii;) Ogromnie mnie to wszytko cieszy, bo jak wiecie bardzo kibicuje polskim debiutantom i życzę im jak najlepiej.

Ci, którzy czytali “Pamiętnik diabła” pewnikiem sięgną po następną część powieści i w zasadzie książka nie potrzebuje rekomendacji. Ale… Gdyby przypadkiem zdarzyło się inaczej…

Bohater “Pamiętnika…” i “Procesu..” Kuba Sobański podbił moje serce. Jest mordercą prawie doskonałym, ale nie podręcznikowym. Wyróżnia się na tle innych literackich antybohaterów i to wyróżnia książki Bednarka.

Niektórzy pokochali młodego studenta, który za dnia jest gwiazdą socjogramu, a wieczorami karmi swoje demony krwią pięknych brunetek, bo mu współczuli.

Z lektury poprzedniej części dowiadujemy się co takiego sprowadziło Kubę na ‘złą drogę’. Tu miałam kilka uwag na temat zbyt oszczędnego przedstawienia postaci siostry Kuby i traumy z nią związanej. W kolejnej części Klara powraca i dowiadujemy się o niej więcej. Jest progres.

Ja osobiście podziwiałam w Kubie to jak brawurowo i precyzyjnie konstruował swoją rzeczywistość, to że jest tak bezlitosny. Wcale mu nie współczułam i nadal mu nie współczuje. Dzień, w którym Kuba Sobański zacznie budzić we mnie politowanie będzie końcem mojej miłości:)

Akcja “Procesu diabła”, jak zapowiadał autor, rozgrywa się kilka lat później od momentu, w którym Kuba zabił ostatnią z dziewcząt, pogrążył swoją ukochaną, a kumpla wysłał do pierdla.

Krakowianie myślą, że bestia zniknęła, ale bestia żyje. Nosi garnitur i jest prawnikiem.

Jako młody adwokat Kuba nieoczekiwanie dostaje sprawę dużej wagi. Żeby było zabawniej ma bronić mordercy. Trafił swój na swego. Tak na arenę pod ramię z Rzeźnikiem Niewiniątek wkracza Rozpruwacz z Krakowa.

Rozpruwacz wydał mi się bezpłciowy. Mimo prób autora by zaintrygować czytelnika jego postacią w moim przypadku odniosły one fiasko. Facetów chlastających ulicznice mieliśmy już wielu.

Autor uratował sytuację wpuszczając tylnym wejściem małego morderczego demona, który szturmem przejął jego historię, czyli tajemniczą córkę mordercy, Adę. Tu posłużył się wielbionym przez wielu pisarzy od Poego przez Dostojewskiego aż do Kinga, motywem sobowtóra. Ada dostarczy wielu emocji zarówno czytelnikowi, jak i bohaterowi powieści. Tego drugiego niemal doprowadzi do upadku. Kuba, który do tej pory pławił się w wygodnej stagnacji znowu musi walczyć ze swoim pragnieniem.

Przy tej okazji otworzy się wiele nowych wątków, na których rozstrzygnięcie będziecie musieli poczekać aż do kolejnej publikacji.

Można się zagotować z niepokoju.

Niewielu z bohaterów poprzedniej powieści dotrwało do “Procesu diabła”, jednak ci, którzy przeżyli powracają. Wróci chociażby Natalia, urocza sąsiadka, na którą Kuba od dawna ma duży apetyt. Powraca też wątek zdetronizowanej ‘królowej piękności’, Juli, która za sprawą Kuby wpadła w nałóg heroinowy. Już w finale poprzedniej części uważałam, że Kuba postąpił nieroztropnie podając swojej ukochanej narkotyk…

Zastanawiał się czemu to zrobił i teraz myślę, że nie chodziło jedynie o zemstę, a jakiś rodzaj zbliżenia się do niej. Kuba chciał jej pokazać swój kawałek świata, pokazać jej jak to jest walczyć z nałogiem, który niszczy. Ostatecznie wielokrotnie porównuje potrzebę mordowania do narkotycznego głodu. Oczywiście jest to forma kary, ale też zatrzymania jej w swoim świecie przynajmniej w takiej formie, dzielenia nieszczęścia.

Jak “Proces diabła” wypada w porównaniu z “Pamiętnikiem diabła”? Gorzej. Może dlatego, że z miejsca podniosłam tej książce poprzeczkę? A może dlatego, że fabularnie mniej przypomina relacje z maratonu mordowania, jak to było w poprzedniej części, a bardziej dramat sądowy?

Trupów jest zdecydowanie mniej. Mniej złamanych żyć, mniej opisów precyzyjnego planowania, które wtedy zrobiły na mnie takie wrażenie, iż zaczęłam podejrzewać, że autor na własnej skórze sprawdzał skuteczność metod bohatera;)

Jest zdecydowanie spokojniej i bardziej zachowawczo. Swoje na pewno uczyniła korekta i redakcja, której zabrakło w poprzedniej części dzięki czemu czytelnik miał do czynienia z relacją na gorąco nie z wynikiem wielogodzinnego dłubania nad tekstem w poszukiwaniu potknięć. To oczywiście tylko moja luźna refleksja, nie można przecież czepiać się o to, że ktoś bardzo się stara;)

Powieść polecam z całym przekonaniem. Adrianowi gratuluje wytrwałości i wiary w to co robi.

Ci, którzy teraz sięgną po powieść będą wraz ze mną dzielić ból oczekiwania na kontynuację,czyli “Spowiedź diabła”,która pojawi się.. no, właśnie, kiedy? Tego nawet nie wie jeszcze sam autor.

Pamiętajcie o konkursie na blogu! Do wygrania jest egzemplarz “Procesu diabła” z autografem autora!

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i s-ka:

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

Dla miłośników węży

Anaconda/ Anakonda (1997)

anakonda

Grupa filmowców pod przewodnictwem młodej reżyserki wyrusza szlakiem rzeki Amazonki by nakręcić dokument o tajemniczym plemieniu nazywanym ‘ludźmi mgły’. W czasie wyprawy natrafiają na rozbitka. Wyciągają do niego pomocną dłoń, a ten okazuje im wdzięczność na swój sposób – wciągając ich w niebezpieczeństwo. Rozbitek okazuje się kłusownikiem polującym na legendarne węże: Anakondy. Dokumentaliści, czy chcą czy nie będą musieli polować wraz z nim- by przeżyć.

“Anakonda” jest jednym z filmów mojego dzieciństwa. Stanowi on raczej tą mniej przyjemną część ponieważ panicznie boję się węży. Wystarczy mały zaskroniec napotkany w lesie bym wpadała w dziki popłoch i dostała bezdechu. Dla mnie jest to jeden z najbardziej przerażających filmów, choć zdaję sobie sprawę z tego jak zapatruje się na niego większość widzów. Analogiczną sytuację mamy z “Arachnofobią“, która mnie osobiście nie rusza, ale jeśli ten film trafi na podatny grunt, czyli grupę odbiorców cierpiących na lęk przed pająkami także zostanie uznany przez nich za istny koszmar.

anakonda

“Anakonda” nakręcona u schyłku lat ’90 wyróżnia się gwiazdorską obsadą i ogromnym budżetem. Dla miłośników pięknych plenerów mamy tu dzikie tereny, z którymi do tej pory nie dała sobie rady nasza wspaniała, niszcząca cywilizacja.

Lubię podróże, małe i duże, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś z własnej nie przymuszonej woli wybiera takie atrakcje, jakie oferują lasy Amazonii. (Co ciekawe na wprost moje pracy mieści się biuro podróży a na jego szybie widnieje ogromny plakat reklamujący wycieczkę: Tropem Anakondy. Za jakieś osiem czy dziewięć tysiaków. Ludzie to masochiści).

Obserwując tło tej opowieści, widząc bohaterów brodzących w mulistej wodzie, ociekających potem i kąsanych przez owady na sam ten widok czułam pierwsze objawy malarii. Nie da się ukryć, że to właśnie tło opowieść, miejsce w jakim została osadzona dodaje mu kilka ładnych punktów na rzecz klimatu grozy.

Początkowe sceny zdradzają z jak potężną siłą mamy do czynienia, bo Anakonda zaczyna bardzo źle, od spektakularnego uśmiercenia czarnej pantery, czy też pumy.

Jeśli chodzi o samego antybohatera to jego legenda została tu nieźle podkręcona, choć z drugiej strony, kto wie jaki czort lęgnie się w tych bagnach?

Mamy wiele gatunków Anakond, wszystkie one zaliczamy do dusicieli. Anakonda, którą napotykamy w filmie Luisa Llosa osiąga wysokość jakiś trzech pięter, czego jak dotąd nie spotkano w naturze. Połyka swoje ofiary w całości uśmiercając je wcześniej morderczym uściskiem- biednej pumce aż oczko wyskoczyło – łamiąc kości, kręgosłup, miażdżąc organy.

Takich scen uświadczymy w czasie seansu kilka i mimo iż mocno znać komputerową ingerencję to robią one wrażenie.

anakonda

Cały film jest naszpikowany ujęciami, w których antybohater wypręża swoje dostojne cielsko patrząc ofierze prosto w oczy. Niektóre z nich są wręcz totalnie odjechane jak ta przy wodospadzie. Jest na co popatrzeć, pod warunkiem, że nie zakryje się oczu;)

Co się tyczy fabuły to mamy tu klasycznie budowane story z wstępem na zapoznanie się z bohaterami i migawkami pokazującymi czyhające na nich zagrożenie, rozwinięcie, czyli pierwsze wypadki na trasie, na razie bez spotkania z tytułowym bohaterem, kulminację gdzie wężysko napada na swoje ofiary a obsesyjnie pragnący zdobyć żywą anakondę kłusownik objawia swoje prawdziwe oblicze i złe zamiary. Finał to wielka batalia, z której tylko nieliczni ujdą z życiem. Brutalność jak i nagromadzenie scen nadszarpujących filmowy budżet rośnie w miarę rozwoju akcji.

Co się tyczy aktorstwa to tak na dobrą sprawę do gustu przypadł mi tylko Jon Voight jako kłusownik, choć cała obsada to gwiazdki większe i mniejsze na czele których stoi Jeniffer Lopez ochoczo prezentująca swoje nabrzmiałe wdzięki.

anakonda

“Anakonda” doczekała się wielu kontynuacji, które jednoznacznie zostały uznane za fiasko i dno. Sam film często postrzegany jest jako mocno tandetny, efekciarski, durny i przebajdużony. Nie mam nawet zamiaru tego negować. W moim przypadku spełnił swoją horrorową rolę przerażając mnie tak, jak to jest możliwe.

Moja ocena:

Straszność:10

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

61/100

W skali brutalności:3/10

Informacje o nowościach

Od wydawnictwa Szara Godzina:


“Na skraju nocy”

na skraju nocy

“Najnowsza książka Pawła Jaszczuka to mroczny thriller rozgrywający się w starym domu na peryferiach miasta, którego mieszkańcy od lat skrywają tajemnicę pewnego morderstwa. Joanna, młoda dziewczyna po dramatycznych przejściach, trafia tam, uciekając od własnej przeszłości; jej przerażający sekret jest jednak niczym wobec tajemnicy, którą odkrywa w tym nowym dla siebie miejscu”.


“Krzyk Persefony”

na skraju nocy

“W każdym z nas siedzi taki mały, niewidoczny Wilhelm Rosenkrantz i powoli pożera naszą duszę” – mówi jedna z bohaterek Krzyku Persefony. Autorka powieści zabiera czytelnika w niezwykłą podróż po najciemniejszych i najbardziej zagadkowych obszarach ludzkiej natury, gdzie drzemią upiory przeszłości, teraźniejsze lęki oraz przerażające widma przyszłości.
Gertruda Lange została obdarzona przez los nieprzeciętną wyobraźnią, a także wrażliwością na rzeczy niedostrzegalne dla innych. Bardzo nieufna wobec otoczenia, jest zamknięta w sobie, funkcjonując na granicy świata materialnego i pozazmysłowego. Gdy pod presją otoczenia poślubia właściciela dobrze prosperującej fabryki porcelany, życie wymyka jej się spod kontroli. Wskutek dramatycznych wydarzeń trafia do kliniki psychiatrycznej, gdzie roztaczają nad nią opiekę uzdolniony muzycznie doktor Hoffman oraz enigmatyczna siostra Konstancja.
Krzyk Persefony to powieść grozy osadzona w realiach XIX-wiecznego Krakowa i jego okolic, historia skomplikowanych losów kilkorga bohaterów, z których każdy skrywa jakąś tajemnicę. Łączy ich jedno: wewnętrzny konflikt między pragnieniem szczęścia i spełnienia a wewnętrznym demonem autodestrukcji.”

Konkurs! Do wygrania wejściówki do kina lub książka

KONKURS HALLOWEENOWY

Zgodnie z obietnicą startujemy z konkursem, w którym do wygrania będą wejściówki na dowolny seans filmu “Dark Was the night”, którego premiera odbędzie się w Halloween. Do wyboru macie kina Helios w Gdańsku, Wrocławiu i Białystoku.

Wejściówki są podwójne i obowiązują na cały okres czasu w którym tytuł będzie wyświetlany.

Jako że mamy mało czasu do premiery zadanie będzie proste: Podaj tytuł pierwszego horroru jaki widziałeś (i zapamiętałeś) w swoim życiu. Zwycięzców wyłonię losowo. Nagrody będą do odbioru w kinie;)

Fundatorem tych wspaniałych nagród jest dystrybutor filmu.

Zgłoszenia wysyłajcie na adres: biblia_horroru@o2.pl

Zaznaczajcie jakie miasto Was interesuje. Do wyboru Białystok, Gdańsk i Wrocław!

dark was the night

*

Z uwagi na to, że nie miałam możliwości uszczęśliwić osób z poza tych miejscowości mam coś ekstra dla osoby,która odpowie na następujące pytanie: Jak miała na imię pierwsza ofiara Kuby Sobańskiego, słynnego Rzeźnika Niewiniątek z powieści Adriana Bednarka Pamiętnik diabła“?

Pytanie jest podchwytliwe!

Kto wie, niech nadsyła odpowiedz na adres mailowy: biblia_horroru@o2.pl

Do zgarnięcia jest egzemplarz nowej powieści Adriana “Proces diabła”z dedykacją od autora! (Jest o co zawalczyć, recenzja powieści niebawem)

proces diabła

Przepowiednie człowieka-ćmy

The Mothman Prophecies/ Przepowiednia (2002)

mothman

Cieszący się uznaniem dziennikarz, John Klein doświadcza czegoś nieoczekiwanego w swym sielankowy życiu, straty ukochanej osoby. Gdy dowiaduje się, że Mary cierpi na nieuleczalną chorobę wierzy, że to złośliwość losu, przypadek. Po pewnym czasie od śmierci żony w jego życiu pojawiają się przesłanki, mówiące o nieprzypadkowości przypadku.

John przybywa do miejsca którego nigdy nie planował odwiedzać, o którego istnieniu nawet nie wiedział. Trafia do Point Pleasant by dowiedzieć się, że to co jego żona widziała przed śmiercią, dziwne złowrogie wizje nie były efektem choroby, a przepowiednią. Wieszczącym nieszczęście zmaterializowanym przeczuciem mówiącym, że coś się zbliża.

Każdego dnia na całym świecie zdarzają się nieszczęścia. Wszędzie tam pojawiają się ludzie, którzy wcześniej o tym wiedzieli. Od człowieka ćmy.

Nigdy wcześniej nie słyszałam o zjawiskach czarnowidztwa bezpośrednio powiązanych z mitem ‘Człowieka Ćmy’. Historia, którą opowiada film Marka Pellingtona jest inspirowana opowieściami o ludziach, którzy wierzą iż zwiastunem tragedii jest pojawienie się ‘Człowieka Ćmy’. (Zainteresowanych odsyłam do artykułu Cat “Mothman- tajemniczy człowiek ćma“)

Nie myślcie teraz o jakimś potworze z owadzią głową. Nie o to tu chodzi. Człowiek ćma jest jakby bytem z innego świata, złym posłańcem ze stron, w których produkuje się katastrofy i śmierć. Pojawia się jako niewyraźny cień, błysk, albo zatrważająca chwilowa halucynacja. Człowiek ćma ma ludzkie kształty, ale jest jakby cieniem, z którego jarzą się czerwone ślepia. Jest zmaterializowanym złym przeczuciem, które zawsze się sprawdza.

mothman

Tuż przed wypadkiem w wyniku, którego Mary trafia do szpitala i tam zostaje zdiagnozowana jej choroba, widzi przed szybą samochodu wielką skrzydlatą istotę. Po jej śmierci John znajduje rysunki przedstawiające ową wizję. Im bliższa śmierci była Mary tym bardziej przerażające były jej rysunki. Gdy bohater trafia do miasteczka, gdzie ‘coś się szykuje’ napotyka gro ludzi dotkniętych przez spotkanie z Człowiekiem ćmą. Już wiemy, że w tym mieście stanie się coś złego. Im dalej posuwa się filmowa fabuła tym więcej zakręconych akcji pokazujących działanie legendarnej istoty. Niektórzy dostępują nawet zaszczytu porozmawiania z Człowiekiem Ćmą. Do każdego potrafi dotrzeć na swój sposób.

mothman

Nie wiem, czemu wcześniej nie trafiłam na ten film. Jest na prawdę wart uwagi. Nie tylko dlatego, że rzekomo opiera się na prawdziwej historii, bo tego jeśli idzie o zjawiska nadnaturalne nigdy nie da się zweryfikować. Osobiście przymykam na to oko, ale nie zmienia o faktu, że uwielbiam opowieści wsparte na legendach. Sprawdzają się w horrorach jak nic innego. Im większa doza tajemniczości wokół takiej historii tym lepszy efekt.

W przypadku “Przepowiedni” zadbano o to by rzeczy sugerować, a nie wskazywać. Nie zobaczymy więc człowieka ćmy w całej okazałości, ale wierzcie mi, odczujemy jego obecność.

Świetny efekt dają ‘zeznana świadków’, na których w ogromnej bierze bazuje fabuła. Na głównego bohatera wybrano, tradycyjnie, postać sceptyka, który wczuwa się w misje której celu nie zna.

mothman

Reżyser filmu jest znany z tego, że kreci świetne… teledyski. Dobry teledysk to sztuka. Widać, że twórca miał gdzie szlifować formę, bo zarówno dobór muzyki jak i sposób prezentowania obrazu jest niezwykle wprawny. Sceny finałowe robią duże wrażenie, choć style bliższe filmom katastroficznym.

Nawet obsada mi ni przeszkadzała, choć nie przepadam za panem Gere’m, a wciela się tu w głównego bohatera.

Nie mam zarzutów. Fajny, klimatyczny thriller.

Moja ocena:

Straszność:4

Klimat:9

Fabuła:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

Nagroda im. Stefana Grabńskiego

Autorzy Videografu laureatami  Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego

W sobotę 17 października br. podczas Festiwalu Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju KFASON w Krakowie przyznano Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego za rok 2014.


Wśród  laureatów Nagrody znalazło się dwóch autorów Videografu:  Stefan Darda i Łukasz Radecki.


Stefan Darda i jego zbiór opowiadań pt. „Opowiem ci mroczną historię” zwyciężył głosami czytelników w kategorii Książka. 

Z mojej strony całkowicie podpisuje się pod ta decyzją!

Łukasz Radecki zdobył Nagrodę w kategorii Opowiadania za „Per aspera ad inferi”. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale patronując “Miasteczku” Radeckiego, mogę wierzyć, że nagroda jest słuzna.

Środowisko grozomaniaków jest dumne!