Miesięczne archiwum: Grudzień 2015

Paranormal Activity: uśmiercenie serii

Paranormal Activity: The Ghost Dimension/ Paranormal Activity: Inny wymiar (2015)

pa6

Rodzina Ryana i Emily wraz z małą córeczką wprowadza się do okazałego domu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Z tej świątecznej okazji z wizytą wpada także brat pana domu, Mike. Bracia szperając w rzeczach dawnych lokatorów znajdują stary sprzęt do nagrywania i sporo taśm z domowymi filmami.

Kiedy chłopcy bawią się kamerą odkrywając jej niezwykłe właściwości, najmłodsza lokatorka, mała Leila nawiązuje znajomość ze starym, dobrym Toby’m, demonem, który obecny jest we wszystkich odsłonach serii “Paranormal Activity“.

W domu zaczyna się źle dziać, a bracia ze zgrozą odkrywają, że taśmy w których posiadanie weszli są relacją z przed lat kiedy to dwie małe dziewczynki Kate i Kristy  były poddawane podejrzanym zabiegom sekty wyznającej diabła. Wszystko wskazuje na to, że ich rodzina będzie kolejną ofiarą nawiedzenia.

Dali by już spokój z tą serią, bo zaczynają być żałośni. Tak naprawdę cała formuła wypaliła się po dwóch pierwszych ‘odcinkach’, choć na plus odnotowuję również azjatycką odsłonę drugiej części.

To właśnie nieszczęsna trójka’, od której wszytko zaczęło się psuć jest punktem wyjściowym dla fabuły… ‘szóstki’, tak, “Inny wymiar” to już część szósta. I chyba ta liczba podkusiła twórców do zabawy w przywoływanie diabła. Wprowadzili nam tu jakąś porąbana sektę, której członkinią jest babcia znanych z trzeciej części małych Katie (opętanej numer 1) i jej siostry Kristy (P.A. 2). Z nagrań jakie znajdują nowi lokatorzy dawnej siedziby sekty, Mike i Ryan dowiadują się, że małe dziewczynki były wykorzystywane do rytuału przywołania diabła i co gorsza ów rytuał ma związek z córeczką Ryana i Emilly, Leilą.

pa6

Jak widać, demon to za mało, trzeba ściągnąć całą sektę, zorganizować przejście do innego wymiaru, zwykła kamerę zastąpić kamera widząca byty astralne, a cały obraz podać w 3D.

Fakt, że ten film nakręcono z myślą o efekcie 3D jest chyba w tym wszystkim zwieńczeniem desperacji twórców. Paradokument w 3D? Przecież oficjalnie atutem formuły found footage jest niedoskonałość obrazu, mamy się bać tego czego nie widać. Na tym też opierała się siła pierwszej części, to całe wpatrywanie się w każdy kadr, szukanie tego co nadnaturalne na wizji. Tu mamy mało, że kamerę, która pokazuje nam demona w całej okazałości, to jeszcze zostaje to podkreślone efektem 3D.

Mogę powiedzieć tylko tyle, że seria “Paranormal Activity” umarła.

Ale tak to właśnie jest. Nakręcić coś dobrego, a później rzucić to na pożarcie rządnym pieniędzy montażystom z reżyserskimi aspiracjami.

Nie udało mi się w tym filmie znaleźć praktycznie żadnych zalet jeśli chodzi o jego formę. Jeśli miałabym być łaskawa to przez pierwsze dwie sceny kontrastowanie ze sobą obrazu ze zwykłej kamery i z kamery widzącej demony daje niepokojący efekt. Tu jest, a tu nie ma. Jednak z czasem, gdy demon staje się coraz bardziej widoczny – rośnie w siłę – żaden efekt już nie pomoże.

pa6

Pomysł na fabułę jest już kompletna porażką i niejako pogrzebuje wszystkie dotychczasowe starania twórców serii.

W tej części dowiadujemy się skąd wzięły się nadprzyrodzone zjawiska we wszystkich poprzednich odsłonach. Jest to uzasadnione działaniem sekty. I to mi się bardzo nie podoba. Rozgrzebali całą działalność demona, rozkładają na czynniki pierwsze to co miało myć niewyjaśnione i paranormalne. Co więcej kazali widzą przyjąć najbardziej banalną i wyświechtaną wersję wydarzeń. Dzięki temu wszytko traci swój urok. Tak, to doprawdy wspaniałe zwieńczenie serii.

Aż strach co pokażą następnym razem, bo nie sądzę, żeby starczyło im przyzwoitości, żeby odpuścić ten temat.

Moja ocena:

Straszność: 2

Klimat:5

Napięcie:4

Fabuła:3

Zabawa:3

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:3

Aktorstwo:5

Oryginalność:2

To coś:1

32/100

W skali brutalności:1/10

Piekło ma kolor zieleni

Green Inferno (2013)

green inferno

Justine, córeczka prawnika z ramienia ONZ i grzeczna studentka snobistycznej uczelni postanawia przyłączyć się do lokalnych aktywistów zainteresowanych skazanymi na zagładę peruwiańskimi tubylcami. Wrażliwe serce dziewczyny łka żałośnie nad losem wycinanych lasów i uważa, że wchodząc do gry zbliży się do spraw bolących ją jeszcze bardziej- rytualnym obrzezaniom kobiet w krajach afrykańskich.

Wraz z przystojnym  charyzmatycznym Alejandro i grupą mu podległych studenciaków rusza wgłąb Ameryki Południowej by przykuwając się do drzewa uratować peruwiański las i jego mieszkańców.

Sprawy nie biegną jednak po jej myśli, a zwieńczeniem tego jest katastrofa samolotu.  Młodzi lądują w sercu dżungli. Będą mieli okazję osobiście poznać plemię, którego losem byli tak przejęci. Tubylcy powitają gości bardzo entuzjastycznie i z miejsca zapoznają ich z lokalną kuchnią, a także opieką medyczną;)

green inferno

Długo przyszło mi czekać na nowy film Eliego Rotha. Swoją premierę na świecie miał już dawno jednakże oficjalnymi źródłami nie dotarł wszędzie. Czy polska premiera kinowa w ogóle się odbędzie? Nie wiem.

Eli cały czas działa w świecie filmu, ale ostatnimi czasy bardziej jako producent niż reżyser, wspierając działania filmowe swoich druhów. To, że nakręci kolejny film i że będzie on bliski ‘jego’ estetyce było jednak pewne.

Tym razem zostawił w spokoju Europę i na wylęgarnie strachu obrał Amerykę Południową. Co zaskakujące, odwołał się do mocno zapomnianego nurtu horrorów kanibalistycznych. Myślę, że część widzów, podobnie jak ja w ogóle z owym nurtem nie miała styczności. Szczerze mówiąc kanibale mnie nie pociągają, chyba, że Ci tytułujący się lekarzami psychiatrii;)

Jednakże tego obrazu byłam bardzo ciekawa, a moją ciekawość podkręcał fakt jego niedostępności. Co i rusz widziałam w  sieci screeny z filmu zapowiadające niezła jatkę toteż postanowiłam za jego sprawą zapoznać się miłośnikami ludzkiego mięsa.

Z uwagi na to, że jestem kompletnie ciemna w tym podgatunku porównań z klasyką nie będzie, choć przewiduje, że Roth podszedł do tematu z należytą sumiennością. Wykorzystał chociażby roboczy tytuł najsłynniejszego horroru ludożerczego “Cannibal Hollocaust”, który to w zamyślę scenarzysty miał właśnie nosić tytuł “Green inferno”.

Co więc zaprezentował twórca?

Film ma dość długi wstęp. Zaserwowano nam potężną przystawkę nim przejdziemy do dania głównego. Najpierw poznajemy wspomnianych aktywistów, w tym naszą główną bohaterkę, Justine. Roth bardzo nieprzyjemnie potraktował organizacje zajmujące się ‘ratowaniem świata’. Aktywiści w “Green inferno” to banda dzieciaków, którzy nie bardzo zdają sobie sprawę z tego co robią i po co. Ich przywódca to cynik, któremu zależy na rozgłosie. Mimo iż scenariusz najbardziej dokopuje zielonym- pomijając korporację, bo po nich akurat nikt nie spodziewa się nic dobrego – to i tak niektórzy stwierdzili, że film negatywnie wypacza obraz tubylczych ludów żyjących z dala od naszej cywilizacji. Coś w tym jest, bo ostatecznie jako główni antagoniści występują tu kanibale z peruwiańskiego plemiona, ale filmy grozy rządzą się swoimi prawami i w ich świecie każdy może być oprawcą, dziecko, pies, krowa, bóbr… W moim przypadku seans z tym filmem nie zaowocował stertą uprzedzeń wobec Indian, więc? To tylko film, no nie?

green inferno

Mniej więcej po trzydziestu minutach zaczyna się akcja właściwa, czyli katastrofa samolotu, który miał odstawić zielonych do bezpiecznego hotelu i ich spotkanie z plemieniem kanibali. Sceny brutalne zaczynają się już przy kraksie – polecą głowy. Chwilę później pojawiają się nasi domownicy, bardzo brutalnie traktują przybyszy. Część zabierają ze sobą, a trupy pozostałych wywieszają na kijach jak strachy na wróble dla zaznaczenia terenu. Młodzi lądują w klatkach tu tu zaczyna się walka o przetrwanie. Widzimy pierwszy posiłek kanibali. Nie wiem co mnie bardziej obrzydziło, czy proces jego przygotowania, czy obserwowanie jak starzy i młodzi wymalowani na czerwono tubylcy z apetytem i radością konsumują młodego Amerykanina.

green inferno

To niejako punkt kulminacyjny wszystkiego, i fabuły i napięcia. W mojej ocenie w późniejszej partii filmu ciśnienie spada. Doskonale wiemy co będzie dalej. Nie trudno domyślić się jaką ofertę kulinarną mają kanibale dla reszty towarzystwa. Także nagroda specjalna dla ulubienicy jest łatwa do odgadnięcia. Robi się więc trochę naiwnie. Roth najwyraźniej doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo nawet w tragicznym położeniu bohaterów odnajdował okazję do żartów. Finał historii również nie zaskoczy, jednak epilog mnie dosyć zdziwił i to tak in plus.

“Green inferno” raczej nie sprawi, że pokocham horrory o ludożercach, ale bawiłam się nieźle. To brutalny film, trzeba mu przyznać. Nie wiem tylko jak odbiorą go osoby, które nurt ten poznały w oparciu o klasykę. Nie wiem czy zadowoli ich taka forma, jednak w latach osiemdziesiątych odbywało się to nieco inaczej. Mnie wizualnie pasował, zarówno sceny gore jak bajeczne plenery.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

To coś:6

Oryginalność:6

63/100

W skal brutalności:4/10

Remedium dla każdego

De Behandeling/ Remedium (2014)

remedium

Nick jest policjantem i właśnie pracuje nad trudną sprawą. Nieznany oprawca przez trzy dni przetrzymywał w ich własnym domu rodzinę, po ty czasie zostawił małżonków na wpół żywych i zniknął z ich synkiem.

Gdy chłopaczek zostaje znaleziony martwy, a podejrzenia wskazują na to, że działanie mordercy nie było jednorazowym wyskokiem Nick wpadnie na trop. Sprawa zboczeńca okazuje się być dziwniejsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, co więcej w jakiś sposób wiąże się z uprowadzonym przed laty braciszkiem policjanta.

remedium

Kiedy w opisie filmu czytam o trudnej sprawie kryminalnej, która otwiera wciąż żywą ranę w sercu strapionego, samotnego mściciela z policji, zazwyczaj omijam go szerokim łukiem. Powód jest prosty, takie historie zazwyczaj są na siłę ckliwe, starają się wymusić nieadekwatne emocje, przy czym nie ma w nich nic, czego nie można by było zmieścić w ciasnych ramach banału. Ogólnie filmy o seryjnych mordercach już od dłuższego czasu są mdłe i nijakie, powielają te same schematy, a ich tytuły wyparowują z głowy wraz z napisami kocowymi. Jak się okazuje zdarzają się wyjątki. Pierwszym z nich jest “Labirynt“, drugim  belgijskie “Remedium”.

Ten film bardzo mile mnie zaskoczył przede wszystkim złożonością filmowych bohaterów, ale też ciągłym komplikacjom jakie stają im na drodze do celu.

Zawsze powtarzam, że najważniejszy jest antagonista. On musi na swoich barkach ponieść cały ciężar fabuły. W tym przypadku są to bardzo obszerne bary i dosłownie i w przenośni. Mimo iż jego szaleństwo mieści się w schemacie fiksacji: seks i przemoc, to jednak jest wiele drobnych smaczków które go wyróżniają. To do prawdy ostry gracz.

Podobnie dobre odczucia maiłam w związku z pozostałymi bohaterami, nawet policyjnym detektywem. Obraz jego bolesnej przeszłości zostaje tu wprowadzony nie na zasadzie ckliwych wspominek, ta przeszłość jest obok niego – i dosłownie i przenośni;) Co do ofiar, to też twardy orzech do zgryzienia, bo po za tymi którzy nie żyją ciężko tu kogokolwiek całkowicie rozgrzeszyć – może nie powinnam tak twierdzić, ale pewne aspekty sprawy wzbudziły we mnie OBRZYDZENIE. Celowo zasunęłam drukowanymi literami, myślę, ze po seansie wyda Wam się to bardziej adekwatne.

remedium

Ten film naprawdę budzi nieprzyjemne emocje, zwłaszcza jeśli widz nastawi się na niegroźny thrillerek o dobrym policjancie i złym mordercy.

Bardzo blisko skojarzył mi się z “Labiryntem”, ale nie tyle ze względu na fabułę ile o nastrój, czy jakaś ukrytą wymowę. Zagadce nie brakuje złożoności, dlatego nie bardzo mogę dużo Wam zdradzić. Z tymi, którzy film już wdzieli dzielę się pewnymi wrażeniami w spoilerze.

SPOILER: Moje pierwsze wrażenie po demaskacji modus operandi sprawcy było: O KURWA. W tej kurwie mieści się wszystko, szok, niedowierzanie, obrzydzenie i ogromne współczucie dla ofiar. Wątek zmuszenia ojca do gwałtu na swoim synu zalatuje “Serpskim filmem” z tym, że tym obrazie widzimy to co dzieje się później. Sytuacja w jakiej oprawca stawiał rodziny niejako uzasadnia jego nieuchwytność, bo jaki ojciec przyznałby, że zgwałcił swojego syna, nawet jeśli alternatywą było poświęcenie jego życia?

Co żeby widza jeszcze do końca zdewastować emocjonalnie w finale mamy małego Bjorna, brata Nickiego, który przez lata był przetrzymywany przez pedofila. Widzimy co to z niego zrobiło. I co lepsze widzimy, że teraz już nikt mu nie pomoże, bo jego brat usadził jego opiekunkę. Cóż, nazwać to złośliwością losu, to chyba za mało. KONIEC SPOILERA

Raczej nie będzie to film, do którego będę często wracać, choć przypuszczam, że po którymś razie oglądania nie będzie mnie już tak psychicznie dewastował. Nie wiem też czy Wasze reakcje będą równie intensywne, jeśli nie, to nic. Nawet jeśli nie doznacie niczego z tej gamy nieprzyjemnych uczuć jakie wywołało we mnie działanie porywacza dzieci, to sens dostarczy Wam takich emocji jakich powinien dostarczyć dobry thriller. Będzie trzymał w napięciu, obfitował w zwroty akcji, przydusi przygnębiającym klimatem i uwiarygodni wszystko dobrą oprawą realizatorską.

Na koniec dodam, że film powstał w oparciu o powieść MO Hayder, jeszcze nie wydanej w języku polskim, ale kto wie, może niedługo do nas dotrze.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:8

72/100

W skali brutalności:2/10

Fuck Christmas

A Christmas horror story/ Krwawe święta (2015)

chrismas horror story

“A Christmas horror story” składa się  kilku łączących się ze sobą wątków, coś na zasadzie antologii, czy nowel filmowych z tym, że połączonych w jedną fabułę. Wszystko rozgrywa się w ciągu jednego dnia, wigilii świąt Bożego Narodzenia.

Fabułę otwierają sceny z pałacu świętego Mikołaja- wcale ni robię sobie jaj – gdzie najwyraźniej zły duch świąt, Krampus opętał sympatyczne elfy zmieniając je w krwiożercze potwory.

chrismas horror story

Następnie mamy  trójkę nastolatków, którzy z pomocą koleżanki dostają się do zamkniętej na czas świat akademii by nakręcić tam dokument o ubiegłorocznej zbrodni do której tam doszło. Rocznicowe wideo ma przybliżyć kulisy morderstwa dwójki studentów. Małoletni dokumentaliści padają ofiarami swoistej klątwy ciążącej na tym miejscu i związanej z czasami, gdy mieścił się tam zakon.

chrismas horror story

W tym samym czasie, ich koleżanka od ‘włamu’ wybiera się wraz z rodzicami i młodszym bratem z wizytą do starej ciotki. Jej ojciec liczy, że krewna wyciągnie jego firmę z tarapatów finansowych. Jednak ciotka zachowuje się co najmniej odpychająco toteż rodzina wraca z kwitkiem. Po drodze dochodzi do wypadku. To Krampus z jakiejś przyczyny zainteresował się rodziną. Według legendy ktoś o czystym sercu w czasie świąt zmienia się w Krampusa by ukarać niegodziwców. W pierwszej kolejności znika ktoś kogo należałoby uznać za najbardziej niewinnego, a jednak – znika młodszy brat naszej bohaterki.

chrismas horror story

W tym samym lesie w wigilijne popołudnie pewna rodzina urządza sobie polowanie na idealną choinkę. Gdy już wracają szczęśliwi ze swoim łupem orientują się, że kogoś zgubili. Synek pary zawieruszył się gdzieś w lesie. Udaje im się go odnaleźć jednak wraca stamtąd odmieniony i nie jest to zmiana pozytywna. Tej wigilii będą ofiary w ludziach.

chrismas horror story

Na koniec niejako scalający wszystko wątek prezentera radiowego, który w wigilię towarzyszy słuchaczom na antenie. Jedna zamiast umilać czas wesołymi kolędami zmuszony jest relacjonować masakrę do jakiej w tym dniu dojdzie w centrum handlowym za sprawą jednego świątecznego wariata.

Jak ostatnio wspominałam nie przepadam za horrorami okolicznościowymi i mało kiedy zdarza mi się taki obejrzeć. Postanowiłam jednak, niejako z braku laku, podzielić się z Wami tegorocznym horrorem świątecznym.

Kiedy zobaczyłam pierwsze filmowe ujęcia z pałacu Mikołaja, pomyślałam, że to chyba jakiś kiepski żart. Serio? Mikołaj, Pani Mikołajowa, elfy? Objętość brzucha wczorajszego wieczora nie pozwoliła mi jednak na podpełzniecie do komputera i zmienienie filmu więc patrzyłam jak małe, przyjazne elfy zmieniają się w zombie…

I muszę Wam powiedzieć, że nie żałuję tego seansu, bo finalnie okazał się całkiem zadowalający. Wątek Mikołaja finalnie został rozwiązany przepysznie, a pozostałe historie mimo swojego nieco baśniowego, nieco familijnego tonu zmieściły się w gatunku grozy.

chrismas horror story

Były momenty z jump scenkami, były urwane kończyny i rozprute brzuchy, był Krampus, nawiedzone piwnice i ciemne, zimowe lasy. Historie są krótkie i treściwe dzięki czemu nie znudziły. Połączone zostały w nienachalny sposób. Trochę ‘jakby strachu’ trochę czarnego humoru i efekt był taki, że bawiłam się całkiem dobrze. Istnieje też opcja że za dużo w siebie wlałam i dlatego film mi się podobał, ale co tam;)

Myślę, że na tle innych horrorów okolicznościowych wypada całkiem fajnie, zważywszy na to, że jest to produkcja świeżutka więc nie ma co jej stawiać obok świątecznych slasherów z lat ’80.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klimat:7

Napięcie:6

zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W skali brutalności: 1/10