Charlie czuje gniew

Rage – Richard Bachman

rage

Charles Decker uczeń miejscowego liceum w małym amerykańskim miasteczku czuje gniew.

Jego gniew jest tak duży, że pewnego dnia furia wychodzi na światło dzienne, daje w pysk nauczycielowi i zostaje zawieszony. To jednak nie koniec. Postanawia zamknąć się w szkolnej klasie wraz z dwudziestoma czterema uczniami, zabija nauczycielkę i urządza swoją własną lekcję wychowawczą przy tupie zastrzelonej kobiety.

Rozmowy z uczniami to tylko część zabawy, bo celem chłopaczka są też członkowie grona pedagogicznego, szczególnie szkolny pedagog, który na własnej skórze doświadczy bezradności jaką czuje każdy postawiony przed odgórnie narzuconym autorytetem.

King swego czasu wyrzekł się tej książki. Zabronił jej publikowania zaraz po zdarzeniu w Jefferson County, gdzie chłopcy podobni do Charliego dopuścili się masakry w murach swojej szkoły. Powieść nie zdążyła jeszcze wtedy dotrzeć do polski, ja sama złowiłam ją w formie audiobooka. King napisał ją jeszcze przed Carrie“, ale wydał później, pod pseudonimem Richard Bachman.

Kiedy King tworzył fabułę swojej historii zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że nastolatek, szczególnie problemowy jest zdolny do czynów jakich w społecznym przekonaniu mogą dopuszczać się tylko najwięksi zwyrodnialcy. Mimo iż większość ludzi chce postrzegać dzieci jako niewinne, grupę, którą należy chronić przed złem tego świata, to coraz częściej okazuje się, że jest już za późno i zamiast chronić dzieci w tym momencie musimy zacząć bronić się przed nimi. Popieprzone złe dzieci to zresztą jedni z częstszych bohaterów opowieści Kinga.

Co ciekawe Charlie nie jest sztampowy antybohaterem. Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy poznać chłopaczka, tak chłopaczka, który zmaga się z problemami w domu w szkole. Kiedy zamyka się w klasie wraz z kolegami okazuje się, że takich jak on jest więcej. Jeśli sądzicie, że Charlie musiał sterroryzować kolegów, zabić któregoś z nich by ci byli mu posłuszni to srodze się zdziwicie.

Cała klasa go popiera. Nikt nie protestuje, nikt nie próbuje uciekać. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest Tod, grzeczny i lubiany, z dobrego domu.

To zadziwiające, że wśród dwudziestu pięciu uczniów znalazł się tylko jeden, którego możemy uznać za normalnego. Normalność w szkole to rzadkość jak widać.

Charlie brutalnie pogrywa sobie ze szkolnym pedagogiem, którym wyraźnie gardzi. Wmanewrowuje go w sytuację, w której władza nad uczniami, którą tak bardzo chełpi się jako osoba wykształcona i piastująca stanowisko wiążące się z autorytetem staje się dla niego piętnem, karą, brzmieniem, którego nie jest w stanie nosić.

Od grona pedagogicznego każdego dnia w mniejszym lub większym stopniu zależy los uczniów. Jedną pałą mogą zafundować małolatowi wpierdol życia po powrocie do domu. Kilka kąśliwych uwag rzuconych pod adresem ucznia w czasie lekcji może sprawić, że łatka ofiary przylgnie do niego na stałe w środowisku rówieśniczym.

Charlie uświadamia swojemu pedagogowi, co to jest bezpośrednia odpowiedzialność za życie uczniów. Przy okazji upokarza go tak jak sam nie raz czuł się upokorzony.

Uczniowie, jak wspomniałam za wyjątkiem Todda reagują na sensacje Charliego w sposób zaskakujący, a może jednak oczywisty? King pisze, że młodzi od maleńkości są przyzwyczajani do przemocy, uczą się jak obojętnieć na ból, swój i innych. Media fundują im wizualizacje przemocy kalibru na tyle tęgiego, ze jedne zwłoki nauczycielki nie robią na nich wrażenia.

W sytuacji izolacji od dorosłych, gdy wszyscy sprawujący nad nimi pieczę i decydujący o ich poczynaniach znajdują się za ścianą zbyt przerażeni żeby coś zrobić, wykorzystują to jako sytuację, gdy wreszcie mogą być sobą. Mogą zrzucić narzucone przez środowisko rolę i przyznać się do wstydliwych aspektów swojego młodzieńczego życia. Wreszcie ktoś daje im szansę zabrać głos, powiedzieć to co zakazane.

Charlie też ma swoje do powiedzenia, dzięki czemu poznajemy go jeszcze lepiej, przede wszystkim jako kogoś kto desperacko szuka akceptacji. Zawsze powtarzam, że potrzeba aprobaty społecznej na poziomie sufitowym powinna mieć własne miejsce w klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych, bo często doprowadza delikwenta na granice psychotycznej manii.

Nie zdradzę Wam jaki finał ma ta historia, bo w zasadzie ważniejsza jest sama droga jaką przebył Charlie niż jej finał. Możecie zgadywać.

Moja ocena:9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.