Cztery razy King

Cztery pory roku – Stephen King

cztery pory roku

Zbiór nowel, czy też dłuższych opowiadań „Cztery pory roku” po raz pierwszy wydany w 1982 roku składa się z czterech historii. Trzy z nich doczekały się ekranizacji. Jest to drugi zbiór opowiadań jaki wydał Stephen King.

Najbardziej znaną z nich jest nowela „Skazani na Shawshank”. I od niej właśnie zacznę. Pewnie znowu się narażę, ale uważam, że film na jej podstawie był zdecydowanie lepszy.

Kiedy dorwałam się do tej historii wiązałam z nią duże nadzieje. Film oglądam wręcz kompulsywnie, przynajmniej raz w miesiącu i za każdym razem płaczę nad śmiercią Brooksa.

Nie pamiętam, czy jego wątek w ogóle pojawia się w opowiadaniu. Zmienionych zostało wiele rzeczy. Chociażby historia Red’a. Pomijając już kwestie koloru skóry, w opowiadaniu Kinga to Red był żonobójcom.

Mój ulubiony wątek – po za Broksem- wątek młodego włamywacza – też został zmieniony- nikt go nie zastrzelił.

Malwersacje finansowe naczelnika więzienia, których ostatecznie sam padł ofiarą i które zapewnił Andy’emu godne życie po ucieczce z więzienia zostały zastąpione wątkiem funduszy, które Andy zgromadził przed pójściem do pierdla. I takich zmian, mniejszych i większych jest jeszcze więcej.

cztery pory roku

Gdybym przeczytała tę nowelę przed obejrzeniem filmu zapewne uznałabym ją za bardzo dobrą, bo kluczowe motywy jak wytrwałą postaw Andy’ego i cała walka z systemem więziennym, jego desperackie próby radzenia sobie zostały niezmienne, dzięki czemu wymowa obydwu historii jest taka sama.

Problem w tym, że za bardzo polubiłam filmową fabułę bym mogła z aprobatą spojrzeć na jej alternatywną wersję.

Moja ocena:5/10

„Metoda oddychania” to jedyne opowiadanie, które do tej pory nie doczekało się przeniesienia na ekran. Podobnie jak w przypadku „Skazanych…” ma gawędziarski styl, a narratorem jest osoba przytaczająca zasłyszaną historię.

Jest to historia starego lekarza, który w czasie elitarnego spotkania w gronie wybrańców bawi gości historią, której natura może wydać się paranormalna. Traktuje o jednej z jego pacjentek, niezamężnej kobiecie, która zaszła w ciążę. Działo się to w czasach, gdy wzgarda dla niefortunnego położenia samotnej matki była sto razy większa niż obecnie.

Lekarz poświęca dużo uwagi swojej klientce i dzieli się z nią opracowaną przez siebie metodą oddychania, która ma zagwarantować spokojny poród, bez krzyków i traumy.

Lekarz będzie miał okazję na własne oczy przekonać się o skuteczności swojej tezy w okolicznościach delikatnie mówiąc niezwykłych.

Nie chcę Wam tu zdradzać szczegółów, bo tej historii macie szansę nie znać z racji tego, że w oparciu o nią nie powstał szlagierowy kinowy hit. Mnie ona bardzo przypadła do gustu. Jest do prawdy osobliwa, nawet jak na Kinga.

Moja ocena:7/10

Odkąd pierwszy raz obejrzałam film „Stand by me” pokochałam tę historię całym sercem. Wiedziałam, że gdzieś wśród zbiorów opowiadań Kinga znajduje się to, na podstawie, którego nakręcono ów film. Wiedziałam, że prędzej czy później na nie trafię.

To właśnie w „Czterech porach roku” trafiłam na „Ciało”.

Myślę, że ekranizacje twórczości Kinga są na tyle spopularyzowane, że każdy zna historię czterech chłopaczków z Manie, którzy w ostatni weekend wakacji wybrali się w podróż, na końcu której czekały niezapomniane wrażenia w postaci widoku zwłok ich zaginionego rówieśnika.

Mimo iż cel wyprawy był z goła makabryczny to jest ona niezwykle ciepła opowieść. Opowieść o dorastaniu, przekraczaniu tej magicznej bariery za którą kończy się dzieciństwo. Towarzyszy temu zarówno smutek jak i nadzieja.

cztery pory roku

Bardzo ucieszyło mnie, że film jest tak wiernym odwzorowaniem opowiadania, inaczej mogły by mnie dopaść wątpliwości w typie tych, których doświadczyłam po lekturze „Skazanych na Shawshank” i znowu byłby dylemat- która wersja lepsza?

Tu nie mam w zasadzie tego problemu, bo każda scena, każdy dialog w obydwu wersjach są identyczne, albo niemal identyczne. Różnią się jedynie niuansami.

Czytając „Ciało” brakowało mi tylko muzyki z filmu, Ben’a E. Kinga, którego pożegnaliśmy w tym roku, The Chordettes i wielu wielu innych wykonawców, którzy towarzyszyli chłopcom w ich podróży.

„Ciało” jest moim faworytem w tym zbiorze, mimo, że nie ma nic wspólnego z horrorem. To kolejny przykład na to, że wolę Kinga w obyczajówkach.

Moja ocena: 10/10

Na koniec, mój drugi faworyt tego zbioru, mianowicie „Zdolny uczeń”. Ostatnio, tuż po lekturze opowiadania odświeżyłam sobie jego ekranizacje i mimo iż nadal lubię ten film, a rolę Ian’a Mckellen’a uważam za rewelacyjną, to trochę stracił on w moich oczach.

„Zdolny uczeń” to historia trzynastoletniego Tod’a, który odkrywa, że w jego sąsiedztwie mieszka poszukiwany zbrodniarz wojenny, nazista, generał kilku obozów koncentracyjnych.

W opowiadaniu Kinga mammy świetnie przedstawiony proces rozwoju fascynacji młodzieńca makabrą, jaka rozgrywała się w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej. Chłopiec chłonie te historie, nasiąka nimi, ale nie współczuje ofiarom, to nie z nimi się utożsamia, jego idolami są nazistowscy naukowcy.

Kiedy poznaje Artura Dekera postanawia szantażować go w celu wyłudzenia od niego wszelkich informacji, im bardziej przerażających tym lepiej.

Odniosłam wrażenie, że opowiadanie znacznie dosadniej stawia sprawę, czyni Toda i Dekera bardziej potwornymi niż ukazał to film. King miażdży psychikę chłopaczka z taka mocą, że po karku przebiegają nam ciary.

cztery pory roku

Natomiast na plus dla ekranizacji odnotowuję oszczędzenie rudego kota, który w wersji literackiej dokonał żywota w piekarniku, w filmie przeżył.

Bardziej podobało mi się również filmowe zakończenie. To w opowiadaniu wydało mi się nieco przesadzone i nielogiczne, chodzi mi tu o konfrontacje Toda ze szkolnym pedagogiem.

Opowiadanie jest po prostu ‚bardziej’, niż film i robi większe wrażenie.

Moja ocena: 9/10

Cały zbiór „Cztery pory roku” uważam za bardzo udany. Czuję się zachęcona do zapoznania się z innymi krótkimi formami jakie pisał Stephen King i zapewne niebawem sięgnę po kolejny.

Nie wiem tylko jaki?

Moja ocena za całość: 8/10


2 komentarze nt. “Cztery razy King

  1. Gość: Daras, *.icpnet.pl

    Wydaje mi się że Skazanych na Shawshank to jedyna ekzanizacja która przebiła książę. A motyw z uśmierceniem młodego faktycznie jest mega. Bo w opowiadaniu to tak sucho się go pozbyli. Nie chcę pisać jak bo może ktoś jeszcze nie czytał.

    Odpowiedz
  2. ilsa333 Autor wpisu

    Zgadzam się z Tobą. Z całym szacunkiem dla Pana Kinga, ekranizacje jego książek bywają lepsze niż same książki

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.