Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Wygrzebane

The Cycle/ Na diabelskiej ziemi (2008)

the cycle

Podróżująca bocznymi drogami Carrie trafia w okolice Brandorf w Pensylwanii. To tu przed kilkoma laty zniknął bez śladu jej mąż. Ale nie tylko on…

Po środku leśnej drogi kobieta spotyka ranną dziewczynę, Amy, która opowiada jej o tym co spotkało w tym miejscu ją i jej przyjaciół z uczelni. Amy i inni młodzi ludzie przybyli w okolice Brandorf by zbadać okolicę pod kątem archeologicznych znalezisk. Zostali tam wydelegowani przez uczelnie by sprawdzić pogłoski o umiejscowionym w tym miejscu starym cmentarzu Indian. Młodzi, owszem znajdują cmentarz, ale zakopane tam ciała z pewnością nie mają stu lat.

Jak oznajmił im dziwak z pobliskiej stacji benzynowej gdzie wstąpili po drodze: znajdują się na placu zabaw samego diabła. Trafiając w to miejsce automatycznie dołączają do grona jego zabawek. Skutek jest łatwy do przewidzenia.

the cycle

“The Cycle” wygrzebałam ze stosu zapomnianych płyt z filmami. Oglądałam go na tyle dawno, że tytuł zupełnie nic mi nie mówił. Zafundowałam więc sobie powtórkę z rozrywki.

“The Cycle” raczej nie należy do grona filmów popularnych. Z racji swojej schematyczności ginie w tłumie i łatwo o nim zapomnieć. Przedstawia prostą historię jednoznacznie wskazująca na slasher.

Film zawiera wszystkie typowe swemu gatunkowi elementy: ofiary na odludziu, lokalna legenda związana z wybuchem w kopalni i skażeniem całego terenu, Na wpół opuszczona stacja benzynowa, gdzie można spotkać biegłego w lokalnych przestępstwach typa. Z jego ust pada ostrzeżenie, które oczywiście zostaje zignorowane. Po krótkim wstępie zapoznającym nas z bohaterami pojawia się zamaskowany wielkolud z maczetą. Rozpoczyna się krwawa masakra.

Nie trudno zrozumieć, dlaczego film tak łatwo uleciał z mojej pamięci biorąc pod uwagę takie a nie inne części składowe. Muszę go jednak za coś pochwalić. Nie tyle z poczucia obowiązku ile ze szczerego serca. Fabułę wyróżniają dwie rzeczy.

Po pierwsze, główną historię młodych zamordowanych poznajemy dzięki retrospekcji. Fabula rozwija się w miarę jak postępuje opowieść Amy, której słuchaczka jest Carrie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawia się retrospekcja to jest to dotyczy tylko odległej przeszłości, najczęściej narodzin lokalnego antybohatera, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom ‘teraźniejszym’.

Tu praktycznie cała fabuła utrzymana jest w takiej formie. Kiedy już poznamy finał, takie rozwiązanie nabierze głębszego znaczenia.

No, właśnie, finał. Jest dość… interesujący zważywszy na liche oczekiwania jakie można wysuwać wobec filmów tak silnie osadzonego w schemacie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawi się element zaskoczenia to dotyczy on głównie tożsamości mordercy (“Piątek 13ego”, “Uśpiony obóz). Tu mamy zagranie zupełnie inne niejako wznoszące ten film ponad dobrze znaną kliszę. W tym momencie rodzi się nowa przynależność gatunkowa. Moim zdaniem to wyśmienite zagranie, dzięki czemu “The Cycle” awansuje ze stopnia przeciętniaka na całkiem niezły.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

Wynki konkursu “Noc horrorów w Multikinie

Wyniki konkursu z “Nocą horrorów” w Multikinie

noc horrorów

29 kwietnia, czyli w ten piątek w 19 kinach sieci Multikino odbędzie się nocny seans horrorów. Z tej okazji parę dni temu zorganizowałam konkurs, w którym do zgarnięcia były 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie.

Waszym zadaniem było wysłanie maila na adres biblia_horroru@o2.pl i napisanie w nim czy kiedyś byliście na maratonie horrorów i czy Wam się podobało, oraz podanie swoich danych wraz z lokalizacją wybranego kina.

Do kogo trafia zaproszenia?

Dorota z Warszawy

Aneta z Lublina

Tomasz z Zabrza

Zwycięzcom gratuluję i czekam na relację z seansu.

Die, die, my darling

Darling (2015)

darling

Młoda dziewczyna zatrudnia się pod nieobecność właścicielki jako opiekunka Manhatańskiego apartamentowca. Dziewczę o anielskiej twarzy ma jednak diabła za skórą, a jego ‘podszepty’ doprowadzą ja do obłędu i zbrodni w czterech ścianach budynku.

“Darling” to kolejny  horror Mickey’a Keeatinga. Sama widziałam jedynie jego “P.O.D”, o którym cokolwiek by powiedzieć jest filmem nietuzinkowym. Co do “Darling” stwierdzić mogę to samo – po stokroć.

Fabuła filmu została podzielona na rozdziały, niczym akty sztuki teatralnej. Początek to zapoznanie się z bohaterką. Śliczną, wielkooką, drobną i niewinną dziewczyną, która podejmuje się pracy ‘opiekunki domu’. Zlecenie dostaje od sędziwej damy, która wiąż nazywa dziewczynę ‘kochaniem/skarbem’ (darling), przez co nie poznamy nawet jej imienia.

W miarę rozwoju akcji widzimy, że panna nie jest, ani niewinna ani słodka. Jest szalona. Gwałtowne migawki przerywające statyczny obraz skupiony na spokojnej twarzy bohaterki ukazują jej druga naturę – zwierzęca, obłędną. Te przejścia są rewelacyjne i będą nam towarzyszyć prze z cały film nawet wówczas gdy już nie będziemy mieć wątpliwości względem kondycji psychicznej bohaterki.

Fabularnie film ten jest bardzo zbliżony do historii opowiedzianej we “Wstręcie” Polańskiego. Mamy tu bowiem dziewczę, śliczne i szalone, które ma poważny problem ze sobą i jak się okaże także z płcią przeciwną, ma halucynacje i omamy, które pchają ją do zbrodni.

darling

Mamy tu też nawiązanie do innych filmów Polańskiego, jak “Lokator”, czy “Dziecko Rosemary” z uwagi na dużą przestrzeń filmowa jaką poświęcono na tło historii, czyli przedstawienie samotności w wielkim mieście, samotności w Nowym Jorku, nie rzadko kończącą ludzką egzystencje skokiem z wysokości….

Film zrobiony jest w czarno bieli – może to tez ukłon w stronę “Wstrętu” – każdy kadr jest precyzyjnie odmierzony, symetryczny. Kamera skierowana jest zawsze ściśle w jeden punkt, królują tu zbliżenia na różnego rodzaju detale. Scenografia jest bardzo oszczędna, co przydaje wszelkim filmowanym wnętrzom wrażenia sterylności, ale i klaustrofobii. Muzyka też odgrywa tu znaczna rolę, jednak wszytko to byłoby na nic, gdyby nie rola głównej bohaterki.

Drobną brunetkę, Lauren Carter kojarzę z innego dziwnego filmu “Jug face” a jak się okazuje grała też w “P.O.D” i “Woman”, mogę chyba stwierdzić, że preferuje oryginalne filmowe projekty. Ma w sobie urok Audrey Hepburn i charyzmę Bette Davis, świetne połączenie.

darling

Aktorka grała tu w zasadzie jedynie twarzą, ale wystarczyło to by skupić na niej uwagę. Z resztą, jakie jest inne wyjście? Przez lwią cześć filmu mamy tu do czynienia z teatrem jednej aktorski, która przechadza się po domu, znajduje niepokojące znaki, przeczuwa obecność czegoś nadnaturalnego. Z jeszcze silniejszym wrażeniem alienacji i kiełkującego szaleństwa mamy do czynienia dy bohaterka opuszcza apartamentowiec i wychodzi na Nowojorskie ulice.

darling

Jeśli chodzi o jakieś konkretne przesłanie płynące z tego filmu, to nie zdziwię się jeśli część widzów uzna, że to film o niczym. Ciężko go opowiedzieć, ciężko znaleźć w nim jakaś równowagę. To taki film do opatrzenia. Do oglądania w skupieniu niczym na polowaniu. Wyłapywanie psychologicznych pułapek będzie dobrą rozrywką jeśli się zbyt szybko nie zniechęcimy. Mamy tu świetny minimalistyczny obraz z potężnym ładunkiem emocjonalnym, na który trzeba się przygotować i który trzeba przyjąć bez urągania na niewiadome.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:1/10

Bava mniej krwawy

Operazione paura/ Operacja strach (1966)

operacja strach

Koroner Paul Eswai przybywa do Transylwańskiej wioski w celu zbadania przyczyny śmierci młodej pokojówki z posiadłości Grapsów. Mimo sprzeciwu lokalnej społeczności sparaliżowanej strachem, doktor nie pozwala na szybki pochówek i z pomocą młodej asystentki, Moniki dokonuje autopsji.

Jej wynik jest zgodny z werdyktem miejscowego inspektora Krugera, kobieta popełniła samobójstwo, jednak Eswai w czasie operacji znajduje w ciele denatki coś dziwnego. Ktoś umieścił w jej sercu złotą monetę. Jak się okaże, ma to związek z lokalną legendą o mściwej duszy zamieszkującej posiadłość Baronowej Graps.

Nie jestem zbyt zaznajomiona z filmografią Bavy, ale rozpoznam jego filmy już od pierwszych ujęć, zazwyczaj bardzo bogatych w charakterystyczne sceny śmierci. Jego ofiary zawsze krzyczą o kilka tonów głośniej niż przeciętnie odbywa się to w kinie grozy, by w finale przejść do czegoś co nazywam agonalnymi westchnieniami. W taki też sposób rozpoczyna się “Operacja strach”.

Mimo typowych dla Bavy elementów realizacyjnych fabuła trochę zbiła mnie z tropu. Ze zdziwieniem muszę powiedzieć, że scenariusz filmu bliżej ma się do historii typowych dla Rogera Cormana ( skojarzył mi się z “Naiwidzonym pałacem), czy tworów wytwórni Hammer niż jego późniejszymi dokonaniami (np. “Krwawy obóz“).

operacja strach

Oczywiście dla mnie takie skojarzenia są jak najbardziej miłe, bo uwielbiam horrory, których akcja osadzona jest na przełomie XIX i XX wieku w starych pałacach, gdzieś w mało popularnych rejonach świata.

Fabuła filmu wpisuje się w schemat ghost story, jest więc dość prosta. Mamy małą wioskę, której mieszkańcy wierzą w nieszcząca siłę klątwy rzuconej zza grobu przez nieszczęśliwie zmarłą osobę. W tym przypadku możemy zobaczyć ducha małej dziewczynki, Melissy. Jej typ urody bardzo pasuje do pełnionej tu roli. Pojawia się niezbyt często, ale skutecznie;) Podrzuca potencjalnym ofiarom swoją zabawkę na przynętę, jak to czynią filmowe duszki po dziś dzień.

operacja strach

Pojawia się tu także postać sceptycznego wobec guseł lekarza, a także kobiety robiącej za lokalną szamankę. Ta dwójka będzie musiała zmierzyć się z solidnymi podwalinami legendy, rozwiązać tajemnicę nawiedzonego domu.

operacja strach

Fabularna prostota wcale tu nie przeszkadza, bo jakby dla kontrastu forma tej opowieści jest bardziej złożona. o ile filmy Cormana zawsze uważałam za dość teatralne, ze względu na odbiór kolorystyki, czy dopieszczanie scenografii, o tyle Bava idzie z tym jeszcze dalej. U Bravy noc jest ciemniejsza, mgła gęstsza, a przerażenie na twarzach ofiar żywsze.

Jak już gdzieś wspomniałam Bava pozwala aktorom na uderzenia w egzaltowane tony, toteż zalękniona dziewczyna będzie się wić w konwulsjach, a wbiciu noża w serce będzie towarzyszyć manieryczny upadek w akompaniamencie agonalnych westchnień. Nie wiem, czy takie rozwiązania spodobają się każdemu, ale ja to kupuje.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

Czarownica z lasu

The Witch (2015)

the witch

Rok 1630. Rodzina imigranta z Wielkiej Brytanii Wiliama, zostaje wygnana z purytańskiej osady. Zmuszeni są szukać szczęścia w niegościnnych terenach Nowej Anglii, mając przed sobą perspektywę zbliżającej się zimy.

William, jego żona Kate i czwórka dzieci osiedlają się nieopodal rozległego lasu, na zupełnym odludziu. Nowa egzystencja przyprawia ich o dreszcze nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale także w związku mocno zakorzenionymi wierzeniami na temat natury czyhającego na nich zła.

Zło emanuje się szybko. Podczas zabawy z najmłodszym z rodu, Samem nastoletnia Thomasin na moment spuszcza go z oczu. Niemowlę znika. Od tamtej pory skala nieszczęść nawiedzających rodzinę gwałtownie wzrasta. Kto jest temu winien? Siły nieczyste gnieżdżące się w lesie, a może diabeł jest stałym rezydentem farmy Wiliama?

the witch

Jakże podobał mi się ten film! Że ach:) Już w ubiegłym roku został doceniony przez krytyków i mimo iż stanowi on debiut reżysera i scenarzysty w jednej osobie, przebił się do masowej dystrybucji. Ciężko mi jednoznacznie prorokować jaka będzie ocena publiczności, bo obraz jest bardzo daleki od mainstreamu. Ci, którzy widząc tytuł “Witch” napalą się na historię czarownic w stylu serialu “Salem“, czy innych współczesnych produkcji poruszających tematykę mogą się gorzko rozczarować. Natomiast Ci, liczący na jakieś novum w oklepanym temacie powinni tej produkcji przyklasnąć. Jak będzie, się okaże. Ja jestem filmem zachwycona.

Nie jest to horror, który ma na celu wzbudzić groteskowy lęk, poprzez stałe zagrania z gwałtownymi emanacjami komputerowo wygenerowanych straszydeł. Efektów nie uświadczymy tu wiele, a to co zobaczymy zaprezentowane jest ze smakiem.

To co najbardziej spodobało mi się w realizacji tego projektu to bijący z każdego kadru naturalizm. Szarobura kolorystyka, przygnębiające plenery, oszczędna przestrzeń. Na rzecz owego naturalizmu świadczy też świetne odwzorowanie klimatu czasów w jakich rozgrywa się historia, kostiumy, scenografia. Wszystko zaprezentowane bardzo realistycznie. Nie jest to forma jaka może kojarzyć się z kinem grozy opartym na wątkach paranormalnych. Tu przywykliśmy do innej estetyki, bogatszej, bardziej przejaskrawionej.

Porównując “The Witch” z innymi filmami poruszającymi podobną tematykę, z podobnym tłem wizualnym można doznać sporego zaskoczenia. Weźmy np. obraz lasu z remake “Evil Dead“. Taki śliczniutki, dopieszczony, nasycony kolorami, mroczny aż do przesady, od razu widzimy, że to siedlisko zła. Weźmy teraz z XVII wieczny las w Nowej Anglii przedstawiony w “The Wich”. Tu zło nie obawia się tak bezczelnie. Jednak widząc brodzących w gęstwinie bohaterów, widząc rosłego uszatego na środku ścieżki mamy czytelny sygnał, że coś tu się dzieje. Jedno spojrzenie w dziwne oczy dzikiego stworzenia i już rośnie poziom niepokoju. Gałęzie drzew wcale nie muszą obłapiać bohatera.

the witch

Dzięki temu umiarowi, każdy najmniejszy sygnał od razu zostanie wychwycony przez widza, który nie zostanie przygnieciony nawałnicą niewyjaśnionych zdarzeń, a ukuty igiełką strachu.

Obok tak naturalistycznej warstwy wizualnej stoi bardzo niejednoznaczna fabuła. Początkowe sceny sugerują nam, że czary w świecie przedstawionym w filmie w jakiś sposób istnieją. Są zaprezentowane za pomocą sugestii, ale nie ukazując nam wszystkiego. Widzimy raczej cienie niż prawdziwe wydarzenia. To jest pewnego rodzaju wskazówka dla filmowej pointy. Czy to dzieje się naprawdę, czy jest tylko cieniem podejrzenia rzuconym w wyniku rozpaczy?

Sytuacja w jakiej znajduje się rodzina Williama jest nieciekawa. Wygnani, w zasadzie na własne życzenie, odcięci od ochrony jaką dawał purytańska społeczność. Targani niepokojem o własny los.

Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach znika mały Sam pojawiają się pierwsze podejrzenia. Ojciec rodziny,William stara się racjonalizować sytuacje. Chce wierzyć, że niemowlę porwał wilk. Ale co jeśli nie było żadnego wilka?

Tu chytre spojrzenie małżonki Williama kieruje się w stronę najstarszej córki, Thomasin. Sprawa jest przedstawiona w tak mało kategoryczny sposób, że w pewnym stopniu jesteśmy w stanie podzielić to podejrzenie. Kilka scen z udziałem dziewczyny, może zachwiać realizm sytuacji. Jednak nie jest ona jedyną podejrzaną. Może czarownicą z lasu jest jej mała siostrzyczka, Mercy? Może mała Mercy i jej braciszek bliźniak Jonas sprzedali dziecięce dusze diabłu pod postacią gospodarczego zwierzęcia, czarnego kozła o imieniu Philip? Absurdalne? Niekoniecznie, jeśli przyjrzeć się ich dziecięcym zabawom. Może bliźniaki są po prostu rozbestwione i krnąbrne, a może ich zabawy z Czarnym kozłem, ‘szepty’ to sprawa innej natury?

the witch

Wszytko przedstawione jest w taki sposób byśmy nie wiedzieli nic.

Ogromną rolę odgrywa tu warstwa dramatyczna scenariusza. Akcja osadzona jest w XVII wieku, a jej bohaterami są koloniści. Nędza jaką dzieli rodzina jest ważnym elementem całej układanki. Może im wszystkim odwaliło z głodu? Brak zrozumienia, brak rozsądnej perspektywy sprawia, że wszyscy w końcu kierują swoje myśli w stronę wiary w nadnaturalne. Bóg ich każe, szatan kusi, czarownice rzucają uroki.

Wycieczka małego Caleba do lasu w towarzystwie starszej siostry też nie musi być jednoznacznie odczytana jako pułapka czarownicy. Może młodemu odwaliło na tle seksualnym? Może czuł się winny z powodu fizycznego pociągu jaki odczuwał do Thomasin?

the witch

Obłęd w drobną kratkę. Ziarno niepokoju zostaje zasiane co pociąga za sobą oczywiste plony. Wybuch i eskalacja ich lęku przybierze krwawy wymiar. Jedna z końcowych scen z udziałem matki była tu czystym ukłonem w stronę horroru. Jeśli zobaczycie film z pewnością odgadniecie, o który fragment mi chodzi.

Techniczne film jest dopieszczony na miarę hollywoodzkich produkcji. Dźwięk, montaż, prowadzenie kamery, bardzo precyzyjne ujęcia. Sceny z wyskakującymi potworami zastąpiono tu jedynie gwałtowniejszymi zrywami filmowej muzyki. To się bardzo sprawdza i pasuje do wyważonego tonu opowieści. Aktorstwo też przyniosło miłe wrażenia. W zasadzie wszyscy bez wyjątku spisali się na medal. Jak jak zawsze najbardziej doceniam role najmłodszych. Mała Mercy była upiornym dzieckiem. Jej ekspresja skojarzyła mi się z rolą Anny Paquin w “Fortepianie”.

Epilog, który pozornie opowiada się jednoznacznie po jednej z wersji wydarzeń nie przekonał mnie do końca. Osobiście ucięłabym temat wcześniej, pozostawiając kwestię nierozstrzygniętą, ale to z kolei mogło by zaboleć zwolenników czystości gatunkowej, którzy mogli by taki rozgrzebany temat odnotować na minus dla horrorowych kryteriów.

“The Witch” będzie na pewno jedną z lepszych tegorocznych produkcji w mojej ocenie. Jeśli chodzi o moje wymogi względem kina grozy to wywiązał się z nich przepysznie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

walory techniczne:10

Aktorstwo: 9

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:1/10