Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Wygrzebane

The Cycle/ Na diabelskiej ziemi (2008)

the cycle

Podróżująca bocznymi drogami Carrie trafia w okolice Brandorf w Pensylwanii. To tu przed kilkoma laty zniknął bez śladu jej mąż. Ale nie tylko on…

Po środku leśnej drogi kobieta spotyka ranną dziewczynę, Amy, która opowiada jej o tym co spotkało w tym miejscu ją i jej przyjaciół z uczelni. Amy i inni młodzi ludzie przybyli w okolice Brandorf by zbadać okolicę pod kątem archeologicznych znalezisk. Zostali tam wydelegowani przez uczelnie by sprawdzić pogłoski o umiejscowionym w tym miejscu starym cmentarzu Indian. Młodzi, owszem znajdują cmentarz, ale zakopane tam ciała z pewnością nie mają stu lat.

Jak oznajmił im dziwak z pobliskiej stacji benzynowej gdzie wstąpili po drodze: znajdują się na placu zabaw samego diabła. Trafiając w to miejsce automatycznie dołączają do grona jego zabawek. Skutek jest łatwy do przewidzenia.

the cycle

“The Cycle” wygrzebałam ze stosu zapomnianych płyt z filmami. Oglądałam go na tyle dawno, że tytuł zupełnie nic mi nie mówił. Zafundowałam więc sobie powtórkę z rozrywki.

“The Cycle” raczej nie należy do grona filmów popularnych. Z racji swojej schematyczności ginie w tłumie i łatwo o nim zapomnieć. Przedstawia prostą historię jednoznacznie wskazująca na slasher.

Film zawiera wszystkie typowe swemu gatunkowi elementy: ofiary na odludziu, lokalna legenda związana z wybuchem w kopalni i skażeniem całego terenu, Na wpół opuszczona stacja benzynowa, gdzie można spotkać biegłego w lokalnych przestępstwach typa. Z jego ust pada ostrzeżenie, które oczywiście zostaje zignorowane. Po krótkim wstępie zapoznającym nas z bohaterami pojawia się zamaskowany wielkolud z maczetą. Rozpoczyna się krwawa masakra.

Nie trudno zrozumieć, dlaczego film tak łatwo uleciał z mojej pamięci biorąc pod uwagę takie a nie inne części składowe. Muszę go jednak za coś pochwalić. Nie tyle z poczucia obowiązku ile ze szczerego serca. Fabułę wyróżniają dwie rzeczy.

Po pierwsze, główną historię młodych zamordowanych poznajemy dzięki retrospekcji. Fabula rozwija się w miarę jak postępuje opowieść Amy, której słuchaczka jest Carrie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawia się retrospekcja to jest to dotyczy tylko odległej przeszłości, najczęściej narodzin lokalnego antybohatera, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom ‘teraźniejszym’.

Tu praktycznie cała fabuła utrzymana jest w takiej formie. Kiedy już poznamy finał, takie rozwiązanie nabierze głębszego znaczenia.

No, właśnie, finał. Jest dość… interesujący zważywszy na liche oczekiwania jakie można wysuwać wobec filmów tak silnie osadzonego w schemacie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawi się element zaskoczenia to dotyczy on głównie tożsamości mordercy (“Piątek 13ego”, “Uśpiony obóz). Tu mamy zagranie zupełnie inne niejako wznoszące ten film ponad dobrze znaną kliszę. W tym momencie rodzi się nowa przynależność gatunkowa. Moim zdaniem to wyśmienite zagranie, dzięki czemu “The Cycle” awansuje ze stopnia przeciętniaka na całkiem niezły.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

Wynki konkursu “Noc horrorów w Multikinie

Wyniki konkursu z “Nocą horrorów” w Multikinie

noc horrorów

29 kwietnia, czyli w ten piątek w 19 kinach sieci Multikino odbędzie się nocny seans horrorów. Z tej okazji parę dni temu zorganizowałam konkurs, w którym do zgarnięcia były 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie.

Waszym zadaniem było wysłanie maila na adres biblia_horroru@o2.pl i napisanie w nim czy kiedyś byliście na maratonie horrorów i czy Wam się podobało, oraz podanie swoich danych wraz z lokalizacją wybranego kina.

Do kogo trafia zaproszenia?

Dorota z Warszawy

Aneta z Lublina

Tomasz z Zabrza

Zwycięzcom gratuluję i czekam na relację z seansu.

Die, die, my darling

Darling (2015)

darling

Młoda dziewczyna zatrudnia się pod nieobecność właścicielki jako opiekunka Manhatańskiego apartamentowca. Dziewczę o anielskiej twarzy ma jednak diabła za skórą, a jego ‘podszepty’ doprowadzą ja do obłędu i zbrodni w czterech ścianach budynku.

“Darling” to kolejny  horror Mickey’a Keeatinga. Sama widziałam jedynie jego “P.O.D”, o którym cokolwiek by powiedzieć jest filmem nietuzinkowym. Co do “Darling” stwierdzić mogę to samo – po stokroć.

Fabuła filmu została podzielona na rozdziały, niczym akty sztuki teatralnej. Początek to zapoznanie się z bohaterką. Śliczną, wielkooką, drobną i niewinną dziewczyną, która podejmuje się pracy ‘opiekunki domu’. Zlecenie dostaje od sędziwej damy, która wiąż nazywa dziewczynę ‘kochaniem/skarbem’ (darling), przez co nie poznamy nawet jej imienia.

W miarę rozwoju akcji widzimy, że panna nie jest, ani niewinna ani słodka. Jest szalona. Gwałtowne migawki przerywające statyczny obraz skupiony na spokojnej twarzy bohaterki ukazują jej druga naturę – zwierzęca, obłędną. Te przejścia są rewelacyjne i będą nam towarzyszyć prze z cały film nawet wówczas gdy już nie będziemy mieć wątpliwości względem kondycji psychicznej bohaterki.

Fabularnie film ten jest bardzo zbliżony do historii opowiedzianej we “Wstręcie” Polańskiego. Mamy tu bowiem dziewczę, śliczne i szalone, które ma poważny problem ze sobą i jak się okaże także z płcią przeciwną, ma halucynacje i omamy, które pchają ją do zbrodni.

darling

Mamy tu też nawiązanie do innych filmów Polańskiego, jak “Lokator”, czy “Dziecko Rosemary” z uwagi na dużą przestrzeń filmowa jaką poświęcono na tło historii, czyli przedstawienie samotności w wielkim mieście, samotności w Nowym Jorku, nie rzadko kończącą ludzką egzystencje skokiem z wysokości….

Film zrobiony jest w czarno bieli – może to tez ukłon w stronę “Wstrętu” – każdy kadr jest precyzyjnie odmierzony, symetryczny. Kamera skierowana jest zawsze ściśle w jeden punkt, królują tu zbliżenia na różnego rodzaju detale. Scenografia jest bardzo oszczędna, co przydaje wszelkim filmowanym wnętrzom wrażenia sterylności, ale i klaustrofobii. Muzyka też odgrywa tu znaczna rolę, jednak wszytko to byłoby na nic, gdyby nie rola głównej bohaterki.

Drobną brunetkę, Lauren Carter kojarzę z innego dziwnego filmu “Jug face” a jak się okazuje grała też w “P.O.D” i “Woman”, mogę chyba stwierdzić, że preferuje oryginalne filmowe projekty. Ma w sobie urok Audrey Hepburn i charyzmę Bette Davis, świetne połączenie.

darling

Aktorka grała tu w zasadzie jedynie twarzą, ale wystarczyło to by skupić na niej uwagę. Z resztą, jakie jest inne wyjście? Przez lwią cześć filmu mamy tu do czynienia z teatrem jednej aktorski, która przechadza się po domu, znajduje niepokojące znaki, przeczuwa obecność czegoś nadnaturalnego. Z jeszcze silniejszym wrażeniem alienacji i kiełkującego szaleństwa mamy do czynienia dy bohaterka opuszcza apartamentowiec i wychodzi na Nowojorskie ulice.

darling

Jeśli chodzi o jakieś konkretne przesłanie płynące z tego filmu, to nie zdziwię się jeśli część widzów uzna, że to film o niczym. Ciężko go opowiedzieć, ciężko znaleźć w nim jakaś równowagę. To taki film do opatrzenia. Do oglądania w skupieniu niczym na polowaniu. Wyłapywanie psychologicznych pułapek będzie dobrą rozrywką jeśli się zbyt szybko nie zniechęcimy. Mamy tu świetny minimalistyczny obraz z potężnym ładunkiem emocjonalnym, na który trzeba się przygotować i który trzeba przyjąć bez urągania na niewiadome.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:1/10

Bava mniej krwawy

Operazione paura/ Operacja strach (1966)

operacja strach

Koroner Paul Eswai przybywa do Transylwańskiej wioski w celu zbadania przyczyny śmierci młodej pokojówki z posiadłości Grapsów. Mimo sprzeciwu lokalnej społeczności sparaliżowanej strachem, doktor nie pozwala na szybki pochówek i z pomocą młodej asystentki, Moniki dokonuje autopsji.

Jej wynik jest zgodny z werdyktem miejscowego inspektora Krugera, kobieta popełniła samobójstwo, jednak Eswai w czasie operacji znajduje w ciele denatki coś dziwnego. Ktoś umieścił w jej sercu złotą monetę. Jak się okaże, ma to związek z lokalną legendą o mściwej duszy zamieszkującej posiadłość Baronowej Graps.

Nie jestem zbyt zaznajomiona z filmografią Bavy, ale rozpoznam jego filmy już od pierwszych ujęć, zazwyczaj bardzo bogatych w charakterystyczne sceny śmierci. Jego ofiary zawsze krzyczą o kilka tonów głośniej niż przeciętnie odbywa się to w kinie grozy, by w finale przejść do czegoś co nazywam agonalnymi westchnieniami. W taki też sposób rozpoczyna się “Operacja strach”.

Mimo typowych dla Bavy elementów realizacyjnych fabuła trochę zbiła mnie z tropu. Ze zdziwieniem muszę powiedzieć, że scenariusz filmu bliżej ma się do historii typowych dla Rogera Cormana ( skojarzył mi się z “Naiwidzonym pałacem), czy tworów wytwórni Hammer niż jego późniejszymi dokonaniami (np. “Krwawy obóz“).

operacja strach

Oczywiście dla mnie takie skojarzenia są jak najbardziej miłe, bo uwielbiam horrory, których akcja osadzona jest na przełomie XIX i XX wieku w starych pałacach, gdzieś w mało popularnych rejonach świata.

Fabuła filmu wpisuje się w schemat ghost story, jest więc dość prosta. Mamy małą wioskę, której mieszkańcy wierzą w nieszcząca siłę klątwy rzuconej zza grobu przez nieszczęśliwie zmarłą osobę. W tym przypadku możemy zobaczyć ducha małej dziewczynki, Melissy. Jej typ urody bardzo pasuje do pełnionej tu roli. Pojawia się niezbyt często, ale skutecznie;) Podrzuca potencjalnym ofiarom swoją zabawkę na przynętę, jak to czynią filmowe duszki po dziś dzień.

operacja strach

Pojawia się tu także postać sceptycznego wobec guseł lekarza, a także kobiety robiącej za lokalną szamankę. Ta dwójka będzie musiała zmierzyć się z solidnymi podwalinami legendy, rozwiązać tajemnicę nawiedzonego domu.

operacja strach

Fabularna prostota wcale tu nie przeszkadza, bo jakby dla kontrastu forma tej opowieści jest bardziej złożona. o ile filmy Cormana zawsze uważałam za dość teatralne, ze względu na odbiór kolorystyki, czy dopieszczanie scenografii, o tyle Bava idzie z tym jeszcze dalej. U Bravy noc jest ciemniejsza, mgła gęstsza, a przerażenie na twarzach ofiar żywsze.

Jak już gdzieś wspomniałam Bava pozwala aktorom na uderzenia w egzaltowane tony, toteż zalękniona dziewczyna będzie się wić w konwulsjach, a wbiciu noża w serce będzie towarzyszyć manieryczny upadek w akompaniamencie agonalnych westchnień. Nie wiem, czy takie rozwiązania spodobają się każdemu, ale ja to kupuje.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

Czarownica z lasu

The Witch (2015)

the witch

Rok 1630. Rodzina imigranta z Wielkiej Brytanii Wiliama, zostaje wygnana z purytańskiej osady. Zmuszeni są szukać szczęścia w niegościnnych terenach Nowej Anglii, mając przed sobą perspektywę zbliżającej się zimy.

William, jego żona Kate i czwórka dzieci osiedlają się nieopodal rozległego lasu, na zupełnym odludziu. Nowa egzystencja przyprawia ich o dreszcze nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale także w związku mocno zakorzenionymi wierzeniami na temat natury czyhającego na nich zła.

Zło emanuje się szybko. Podczas zabawy z najmłodszym z rodu, Samem nastoletnia Thomasin na moment spuszcza go z oczu. Niemowlę znika. Od tamtej pory skala nieszczęść nawiedzających rodzinę gwałtownie wzrasta. Kto jest temu winien? Siły nieczyste gnieżdżące się w lesie, a może diabeł jest stałym rezydentem farmy Wiliama?

the witch

Jakże podobał mi się ten film! Że ach:) Już w ubiegłym roku został doceniony przez krytyków i mimo iż stanowi on debiut reżysera i scenarzysty w jednej osobie, przebił się do masowej dystrybucji. Ciężko mi jednoznacznie prorokować jaka będzie ocena publiczności, bo obraz jest bardzo daleki od mainstreamu. Ci, którzy widząc tytuł “Witch” napalą się na historię czarownic w stylu serialu “Salem“, czy innych współczesnych produkcji poruszających tematykę mogą się gorzko rozczarować. Natomiast Ci, liczący na jakieś novum w oklepanym temacie powinni tej produkcji przyklasnąć. Jak będzie, się okaże. Ja jestem filmem zachwycona.

Nie jest to horror, który ma na celu wzbudzić groteskowy lęk, poprzez stałe zagrania z gwałtownymi emanacjami komputerowo wygenerowanych straszydeł. Efektów nie uświadczymy tu wiele, a to co zobaczymy zaprezentowane jest ze smakiem.

To co najbardziej spodobało mi się w realizacji tego projektu to bijący z każdego kadru naturalizm. Szarobura kolorystyka, przygnębiające plenery, oszczędna przestrzeń. Na rzecz owego naturalizmu świadczy też świetne odwzorowanie klimatu czasów w jakich rozgrywa się historia, kostiumy, scenografia. Wszystko zaprezentowane bardzo realistycznie. Nie jest to forma jaka może kojarzyć się z kinem grozy opartym na wątkach paranormalnych. Tu przywykliśmy do innej estetyki, bogatszej, bardziej przejaskrawionej.

Porównując “The Witch” z innymi filmami poruszającymi podobną tematykę, z podobnym tłem wizualnym można doznać sporego zaskoczenia. Weźmy np. obraz lasu z remake “Evil Dead“. Taki śliczniutki, dopieszczony, nasycony kolorami, mroczny aż do przesady, od razu widzimy, że to siedlisko zła. Weźmy teraz z XVII wieczny las w Nowej Anglii przedstawiony w “The Wich”. Tu zło nie obawia się tak bezczelnie. Jednak widząc brodzących w gęstwinie bohaterów, widząc rosłego uszatego na środku ścieżki mamy czytelny sygnał, że coś tu się dzieje. Jedno spojrzenie w dziwne oczy dzikiego stworzenia i już rośnie poziom niepokoju. Gałęzie drzew wcale nie muszą obłapiać bohatera.

the witch

Dzięki temu umiarowi, każdy najmniejszy sygnał od razu zostanie wychwycony przez widza, który nie zostanie przygnieciony nawałnicą niewyjaśnionych zdarzeń, a ukuty igiełką strachu.

Obok tak naturalistycznej warstwy wizualnej stoi bardzo niejednoznaczna fabuła. Początkowe sceny sugerują nam, że czary w świecie przedstawionym w filmie w jakiś sposób istnieją. Są zaprezentowane za pomocą sugestii, ale nie ukazując nam wszystkiego. Widzimy raczej cienie niż prawdziwe wydarzenia. To jest pewnego rodzaju wskazówka dla filmowej pointy. Czy to dzieje się naprawdę, czy jest tylko cieniem podejrzenia rzuconym w wyniku rozpaczy?

Sytuacja w jakiej znajduje się rodzina Williama jest nieciekawa. Wygnani, w zasadzie na własne życzenie, odcięci od ochrony jaką dawał purytańska społeczność. Targani niepokojem o własny los.

Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach znika mały Sam pojawiają się pierwsze podejrzenia. Ojciec rodziny,William stara się racjonalizować sytuacje. Chce wierzyć, że niemowlę porwał wilk. Ale co jeśli nie było żadnego wilka?

Tu chytre spojrzenie małżonki Williama kieruje się w stronę najstarszej córki, Thomasin. Sprawa jest przedstawiona w tak mało kategoryczny sposób, że w pewnym stopniu jesteśmy w stanie podzielić to podejrzenie. Kilka scen z udziałem dziewczyny, może zachwiać realizm sytuacji. Jednak nie jest ona jedyną podejrzaną. Może czarownicą z lasu jest jej mała siostrzyczka, Mercy? Może mała Mercy i jej braciszek bliźniak Jonas sprzedali dziecięce dusze diabłu pod postacią gospodarczego zwierzęcia, czarnego kozła o imieniu Philip? Absurdalne? Niekoniecznie, jeśli przyjrzeć się ich dziecięcym zabawom. Może bliźniaki są po prostu rozbestwione i krnąbrne, a może ich zabawy z Czarnym kozłem, ‘szepty’ to sprawa innej natury?

the witch

Wszytko przedstawione jest w taki sposób byśmy nie wiedzieli nic.

Ogromną rolę odgrywa tu warstwa dramatyczna scenariusza. Akcja osadzona jest w XVII wieku, a jej bohaterami są koloniści. Nędza jaką dzieli rodzina jest ważnym elementem całej układanki. Może im wszystkim odwaliło z głodu? Brak zrozumienia, brak rozsądnej perspektywy sprawia, że wszyscy w końcu kierują swoje myśli w stronę wiary w nadnaturalne. Bóg ich każe, szatan kusi, czarownice rzucają uroki.

Wycieczka małego Caleba do lasu w towarzystwie starszej siostry też nie musi być jednoznacznie odczytana jako pułapka czarownicy. Może młodemu odwaliło na tle seksualnym? Może czuł się winny z powodu fizycznego pociągu jaki odczuwał do Thomasin?

the witch

Obłęd w drobną kratkę. Ziarno niepokoju zostaje zasiane co pociąga za sobą oczywiste plony. Wybuch i eskalacja ich lęku przybierze krwawy wymiar. Jedna z końcowych scen z udziałem matki była tu czystym ukłonem w stronę horroru. Jeśli zobaczycie film z pewnością odgadniecie, o który fragment mi chodzi.

Techniczne film jest dopieszczony na miarę hollywoodzkich produkcji. Dźwięk, montaż, prowadzenie kamery, bardzo precyzyjne ujęcia. Sceny z wyskakującymi potworami zastąpiono tu jedynie gwałtowniejszymi zrywami filmowej muzyki. To się bardzo sprawdza i pasuje do wyważonego tonu opowieści. Aktorstwo też przyniosło miłe wrażenia. W zasadzie wszyscy bez wyjątku spisali się na medal. Jak jak zawsze najbardziej doceniam role najmłodszych. Mała Mercy była upiornym dzieckiem. Jej ekspresja skojarzyła mi się z rolą Anny Paquin w “Fortepianie”.

Epilog, który pozornie opowiada się jednoznacznie po jednej z wersji wydarzeń nie przekonał mnie do końca. Osobiście ucięłabym temat wcześniej, pozostawiając kwestię nierozstrzygniętą, ale to z kolei mogło by zaboleć zwolenników czystości gatunkowej, którzy mogli by taki rozgrzebany temat odnotować na minus dla horrorowych kryteriów.

“The Witch” będzie na pewno jedną z lepszych tegorocznych produkcji w mojej ocenie. Jeśli chodzi o moje wymogi względem kina grozy to wywiązał się z nich przepysznie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

walory techniczne:10

Aktorstwo: 9

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:1/10

Zdarzyło się z Heaven’s Veil

The Veil (2016)

veil

“23 marca 1985 roku czterdziestu siedmiu członków sekty Heaven’s Veil popełniło zbiorowe samobójstwo”. W dwadzieścia lat później dokumentalistka Maggie ze swoją ekipą dociera do miejsca zbrodni wraz z jedyną wówczas ocalałą, Sarą. Kobieta jest bardzo zmotywowana by dotrzeć do zaginionych materiałów dotyczących działania sekty Jima Jacobsa. Sara ma jej pomóc w dotarciu do prawdy o tym, co wydarzyło się przed laty.

Amerykańska produkcja “The Veil” luźno nawiązuje do wydarzeń jakie miały miejsce na pewnej farmie w Kalifornii w 1970 roku. To tam doszło do masowego samobójstwa dwudziestu siedmiu osób należących do sekty Heaven’s Gate. To całkiem przyjemny temat na film grozy. Skutecznie poprowadzony mógłby zaowocować dobrą produkcją. Niestety, nie udało się to twórcom “The Veil”.

W pierwszych scenach filmu poznajemy Sarę. Sara jest dorosłą kobietą z poważnymi problemami. Wydarzenie jakiego była uczestnikiem w dzieciństwie zaowocowało trwałym urazem. W tej roli zobaczymy znaną z serialu American horror story” Lily Rabe. Jej widok nastroił mnie pozytywnie, choć pierwsze sceny z jej udziałem nie powalają operatorskimi zdolnościami twórców. Niestety w ślad za Sarą podąża Maggie.

Maggie również ma ciekawą historię do opowiedzenia, jest bowiem córką jednego z policjantów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce zbiorowego samobójstwa członków sekty Heaven’s Veil. Maggie nie wie, co tak naprawdę wydarzyło się tego dnia, ale wie, że wkrótce po tym jej ojciec także popełnił samobójstwo. Brzmi ciekawie, ale nie w ustach… Jessiki Alby.

Chyba w całym Hollywood nie ma znanej aktorski, którą darzę taką awersją. Jest bardzo przyjemną dla oka panią, ale jako aktorka zawsze wypada tragicznie i konsekwentnie pociąga na dno każdą filmową produkcję ze swoim udziałem. Nie ma za grosz talentu, każda grana przez nią postać to czarowna niewiasta o cielęcym spojrzeniu, z którego bije bezdenna głupota. Bardzo ucieszyło mnie, że bum na tę aktorkę się skończył a ona zajęła się czymś innym, z dala od srebrnego ekranu. Niestety, jak widać, wróciła na gościnne występy, nadal ma tą anielsko frajerską minę i drażni mnie swoją obecnością ;/

veil

Mówiąc szczerze, Lily Rabe, z którą dla odmiany sympatyzuję, nie wypadła w tym filmie wiele lepiej…

Film jest niestety slaby i to pod wieloma względami.

Sam pomysł na motyw sekty i jej działalności zakończonej tak a nie inaczej, jest niezły. W dobrych rękach, w które trafił chociażby “Red State” wypadłby pewno klawo. Tu sprawa została skopana dokumentnie… A właśnie: dokument. Bo nasza słodka Maggie i jej przyboczni z rozchwianą emocjonalnie Sarą na czele, chcą nakręcić dokument. Mają się na niego składać cudem wygrzebane ‘taśmy prawdy’, czyli nagrania Jima Jackoba z udziałem jego trzódki wiernych.

Tu należałoby się spodziewać filmu kręconego na poły klasycznie na poły w konwencji found footage. Tu mamy jednak większe zamieszanie, spowodowane kompletnym brakiem konsekwencji. Owszem zobaczymy tu kilka fragmentów, które całkiem dobrze imitują nagrania amatorskie, rejestrujących głownie przemowy guru, ale im dalej rozwija się fabuła, im więcej tego rodzaju retrospekcji się pojawia, tym bardziej tracą one na swojej ‘paradokumentalności’.

W końcu stare nagrania niczym nie różnią się od kręconych na bieżąco wydarzeń z udziałem Sary, Maggie etc. Jakby twórcy kompletnie się zgubili. Jednocześnie chcieli kręcić paradokument, ale w razie potrzeby, częstej z resztą, przechodzili do klasycznych form kręcenia. Wypada to dupnie i chaotycznie.

Chaos jest z resztą domeną tego obrazu – mimo jego schematyczności: przybycie na miejsce zbrodni, zaginiecie jednego z dokumentalistów, wyprawa dwójki dokumentalistów ‘po pomoc’- nie wiem w zasadzie jakie pomocy oczekiwali – wizja Sary, która doprowadza do znalezienia innej siedziby sekty oraz taśm i kolejne przeskoki z retrospekcji do wizji i teraźniejszości.

veil

Takim chwiejnym krokiem przebiega fabuła filmu, napędzana nie logicznym ciągiem zdarzeń, a wymęczonymi wymysłami.

W końcu docieramy do prawdy. W zasadzie już nie wiem w jaki sposób do owego objawienia doszło, bo straciłam wątek, jednak faktem jest, że finalna niespodzianka związana z przyczyną samobójstwa ojca Maggie jest niezła.

Gdyby nie tak idiotyczny, niekonsekwentny, męczący i dziwny sposób narracji coś by z tego było. A tak radość z odkrycia tajemnicy Havens Veil nie była tak duża jak radość z tego, że ten film w końcu dobiegł końca.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zaskoczenie:7

Zabawa:4

Walory techniczne:3

Aktorstwo:4

Oryginalność:4

To coś:3

40/100

W skali brutalności:1/10

Ginący gatunek

The Last Man on Earth/ Ostatni człowiek na ziemi (1964)

last man on earth

Doktor Robert Morgan jest ostatnim człowiekiem na ziemi nie zarażonym śmiercionośnym wirusem. Żyje samotnie kryjąc się nocą w swoim domu, wychodząc za dnia by zgromadzić zapasy.

Każdy dzień jest taki sam. Nieskończenie samotny i pozbawiony nadziei. Jego żona i córka zmarły przed laty dotknięte chorobą, nad którą naukowcy w tym Robert Morgan nie zdołali zapanować. Od tamtej pory wszyscy ludzie na ziemi żyją nocą, niczym nietoperze. Stanowią zupełnie nowa rasę. Jak w takim świecie może przetrwać jeden zwyczajny człowiek?

last man on earth

Mój zamiar przeczytania książki Richarda Mathesona, na podstawie której powstał szereg ekranizacji w tym “Jestem legendą” 2007, “Człowiek omega” 1971, czy wreszcie “Ostatni człowiek na ziemi” 1964, wciąż odwleka się w czasie. Muszę w końcu nadrobić tę sprawę, bo już kończą mi się filmowe wariacje na jej temat.

“Ostatni człowiek na ziemi” pośród wszystkich produkcji opartych na powieści Mathesona budził we mnie największe nadzieje. Nie ukrywam, że przyczyną tego była rola Vincenta Price w filmie, ale też moje zamiłowanie do czarno białego kina. Dodatkowym plusem jest fakt, że autor książki współtworzył scenariusz toteż budzi nadzieję, a to, że jest to ekranizacja najbliższa literackiemu pierwowzorowi.

last man on earth

Początkowo prawa do filmu miały wpaść w ręce wytwórni Hammer i nie wiem, czy nie powinnam odżałować zmiany decyzji. Myślę ta historia w tak teatralnym wydaniu z jakim kojarzą mi się produkcje Hammera mogłaby nabrać większego rozpędu. Ale z drugiej strony, czy ona się do tego nadaje?

Z góry muszę przestrzec fanów tej historii, że sposób w jaki jest opowiadana w tym filmowym wydaniu nie wszystkich zadowoli. Nie chodzi mi tu o jakieś rażące mankamenty realizacyjne, lecz o tempo akcji. Jest tak ślamazarne, jak to tylko możliwe. Na lwią cześć całej opowieści składają się wewnętrzne monologi głównego bohatera. Tu nawet nie może sobie pogadać z psem, bo psi bohater, który doprowadził mnie do płaczu w “Jestem legendą” z 2007 roku tu pojawia się ledwie na moment.

Niejakie ożywienie pojawia się gdzieś w środkowej części obrazu, gdy wtrącone zostają pierwsze retrospekcje z życia Roberta przed wybuchem epidemii. Tu możemy poznać historię śmierci jego bliskich, a także jego naukowe próby zwalczenia choroby.

last man on earth

Niewielkich zrywów akcja doświadcza w chwilach, gdy pod domem bohatera pojawiają się zarażeni. Mamroczący coś do niego, próbujący sforsować drzwi. W tej wszechobecnej ciszy panującej w filmie takie drobne elementy z miejsca budzą popłoch.

last man on earth

Już u schyłku opowieści wprowadzona zostaje kobieca bohaterka, która przyczyni się do zguby bohatera. Tu też poznamy wreszcie naturę tych, których epidemia zmieniła w nocne stworzenia.

Jeśli znacie jedynie najnowsza wersję tej historii tj. “Jestem legendą” (2007) z pewności zdziwi Was sposób w jaki przedstawiona zostaje brać zarażonych. Wyglądają zupełnie normalnie, ich funkcjonowanie nie przypomina życia jakiś prymitywnych stworzeń, typu zombie. Stanowią coś na kształt sekty, która całkowicie zaakceptowała swoją przemianę, w pewien sposób umie nad nią zapanować, na tyle by nie skutkowała śmiercią.  Gloryfikują siebie, a w naszym bohaterze, ostatnim ocalałym, widzą zagrożenie dla swojego gatunku. Są jak ugrupowanie chcące przejąc władzę nad światem.

last man on earth

Następuje tu całkowite odwrócenie starego sposobu pojmowania kategorii chory i zdrowy. To Robert jest chory, to on zagraża, to on zabija. Wszystko przedstawione jest bardzo kategorycznie i prosto.

Względem realizacji nie mam żadnych zarzutów, jeśli o mnie chodzi wolne tempo akcji doskonale podkreśla status tej opowieści, jest powolna jak agonia.

Ekspresja Vincenta Price’a, nieliczne emocjonalne wybuchy na jakie mu tu pozwolono trochę ożywiają fabułę, ale nie na tyle byśmy mogli zinterpretować to jako coś w rodzaju woli walki i życia. Mamy tu bohatera, który żyje bo musi, doświadczył już wystarczająco rozczarowań by pozwolić sobie na odpuszczenie sprawy. Zakończenie filmu mimo pewnego tragizmu jest po prostu dopełnieniem tego co konieczne.

Każdego dnia na świecie bezpowrotnie ginie jeden gatunek i nikt nie zwraca na to uwagi, czemu człowiek miałby oczekiwać jakiego specjalnego traktowania w tym względzie?

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:0/10

Noc horrorów w Multikienie – Wejściówki & rozstrzygnięcie konkursu z Cinema 3D

Noc horrorów w Multikinie – Wejściówki

noc horrorów

29 kwietnia w piątek o godzinie 22.00 w wybranych kinach sieci Multikino odbędzie się seans trzech filmów grozy w ramach ‘Nocy Horrorów’(Ceny biletów: od 26 do 33 zł)

Mam dla Was 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie, na podstawie, których otrzymacie darmowe bilety.

Na samym dole wpisu umieszczę listę kin otrzymaną od dystrybutora. Możecie wybrać dowolne kino z listy i zgadnąć zaproszenia jeśli do środy 27 kwietnia zgłosicie taką chęć droga mailową na adres: biblia_horroru@o2.pl podając swoje dane (imię i nazwisko) oraz lokalizację wybranego przez Was kina

W treści maila napiszcie czy kiedykolwiek byliście na nocnym maratonie horrorów. Jeśli tak to napiszcie co Wam się podobało, a co nie. Czekam też na Wasze komentarze pod wpisem, lub na facebooku

Jakie filmy będą grane?

1. “Po tamtej stronie drzwi”

po tamtej stronie drzwi

“Psychologiczny film grozy, utrzymany w stylu słynnego „Szóstego zmysłu”. Maria mieszka wraz z rodziną w egzotycznych Indiach. Wiedzie szczęśliwe życie do dnia, w którym jej kilkuletni syn ginie w wypadku samochodowym. Zrozpaczona Maria odkrywa, że istnieje odwieczny rytuał, który pozwala żywym nawiązać ostatni kontakt z umarłymi i pożegnać się z nimi. Wyrusza w podróż do starożytnej świątyni, w której tajemnicze drzwi pełnią rolę portalu między dwoma światami. Na miejscu Maria łamie złożoną wcześniej przysięgę i otwiera drzwi, które miały na zawsze pozostać zamknięte. Narusza tym samym równowagę między życiem i śmiercią, nie zdając sobie sprawy, jakie będą konsekwencje jej czynu…”

2. “Bone Tomahawk”

bone tomahawk

“Fenomenalny film łączący kino grozy z klimatem westernu, który spełni oczekiwania najbardziej wymagających fanów krwawych horrorów.

Akcja filmu rozgrywa się na Dzikim Zachodzie pod koniec XIX w. Dwóch złoczyńców Purvis i Buddy uciekając przed pościgiem skraca sobie drogę przechodząc przez indiańskie cmentarzysko. Okazuje się, że za to “wykroczenie” będą musieli wiele zapłacić…”

3. The Canal

canal

“David zajmuje się archiwizowaniem filmów i wiedzie spokojne życie wraz z żoną i synkiem. Pewnego dnia mężczyzna dostaje do sprawdzenia nagranie, z którego dowiaduje się, że w jego domu na początku XX wieku doszło do makabrycznego morderstwa. Od tej chwili wszystko się zmienia, w domu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy, a żona Davida znika w tajemniczych okolicznościach…

Dynamiczna, wciągająca i przyprawiająca o dreszcze opowieść, w której do ostatniej sekundy nikt nie jest w stanie niczego przewidzieć. “

*Lista kin Multikino, gdzie mogą trafić zaproszenia:

Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Koszalin, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań 51, Poznań Malta, Rybnik, Słupsk, Szczecin, Warszawa Targówek, Warszawa Złote Tarasy, Warszawa Ursynów, Włocławek, Wrocław Arkady Wrocławskie, Wrocław Pasaż Grunwaldzki, Zabrze.


Dziś rozstrzygnęłam także poprzedni konkurs z wejściówkami do kin Cinema 3D na ten piątek (22.04) Trzy podwójne zaproszenia trafią do: Dajany ze Świdnicy, Roberta z Białej Podlaski i Dawida z Gorzowa Wielkopolskiego. Czekam na Wasze relacje z maratonu:)

   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   

Maraton grozy w Cinema 3D – wejściówki

Maraton grozy w CINEMA 3D

maraton strachu

Moi drodzy, rzutem na taśmę robię szybki konkurs. Znowu mam dla Was 3 podwójne zaproszenia na maraton kina grozy, tym razem w sieci kin Cinema 3D.

Macie takie kino w swojej okolicy? Jeśli tak zapraszam po wejściówki:) Seans już w piątek (22.04), więc na wyłonienie laureatów mam mało czasu. Na Wasze maile wysłane na adres biblia_horroru@o2.pl czekam do czwartku (21.04)

W treści maila podajcie swoje dane (imię i nazwisko) oraz lokalizację kina z sieci Cinema 3D, do którego chcecie się wybrać wraz osobą towarzyszącą.

Tradycyjnie czekam też na komentarze, który film z pośród wyświetlanych najbardziej Was interesuje.

A co będzie grane?

1. “CITY OF DEAD MEN”

city of dead man

“Michael West próbuje uciec przed swoją mroczną przeszłością. Pomóc ma mu w tym spontaniczna podróż po Ameryce Południowej. Trafiana przedmieścia Medellin – niewielkiego miasta w Kolumbii, gdzie poznaje i zakochuję się w pięknej dziewczynie o egzotycznej urodzie – Melody. Nie przypuszcza nawet, że za sprawą tego uczucia to przed czym ucieka, dopadnie go z całą mocą.”


2. “THE HALLOW”

hallow

“Adam Hitchens, związany z działaniami na rzecz ochrony przyrody zostaje skierowany do Irlandii. Wraz z rodziną trafia do starego domu otoczonego przez malownicze i bezkresne lasy. Już na samym początku mieszkańcy ostrzegają go przed złem czającym się pośród drzew. Jako naukowiec wszystkie legendy o ciemnej stronie natury traktuje z dystansem. Do czasu…”


3. “WORRY DOLLS”

worry dolls
W ciągu kilku godzin na miasteczko spada fala niczym nieuzasadnionych, drastycznych zbrodni, a wszystkich zabójców łączy jedna rzecz – naszyjniki z malutkich drewnianych lalek. Kto stoi za tymi wszystkimi zbrodniami i czym są te nieszczęsne lalki? Czy można zapobiec złu, tak by nigdy więcej się nie pojawiło? Detektyw z tego miasteczka będzie musiał odpowiedzieć na te pytania.


4. “THE CANAL”

canal

“David spokojny, ustatkowany archiwista wiódł życie spokojne. Wszystko diametralnie zmienia się, gdy spada na niego podejrzenie, że ukochana żona Alice ma romans z jednym ze swoich klientów. Dodatkowo dowiaduje się, że jego dom, to miejsce brutalnego morderstwa popełnionego w 1902 roku. Do nadwyrężonego umysłu Dawida wkrada się małymi krokami rodzaj obsesji. Co w tym wszystkim jest prawdą, co tylko rojeniem? To Demon, obłęd, czy coś jeszcze bardziej mrocznego?”

Jedwabna nić

Gui Si aka Silk (2006)

silk

Międzynarodowa grupa naukowców pod kierownictwem niepokornego doktora Hashimoto pracuje nad zagadnieniem antygrawitacji.

Dzięki słynnej kostce Mengera udaje im się uwięzić w pomieszczeniu pewne skupisko energii. Owym skupiskiem jest… duch małego chłopca. Naukowcy monitorują jego poczynania w zamkniętej przestrzeni jednak w żaden sposób nie są w stanie dowiedzieć się kim jest chłopiec, jak tam trafił, ani jak to możliwe by jego życiowa energia dalej była obecna na Ziemi mimo jego śmierci.

Z pomocą przychodzi im Ye Qi-Dong, który posiada niezwykle rozwinięte umiejętności percepcyjne. Jest w stanie czytać z ruchu warg, a co najważniejsze widzi, niewidocznego dla innych po za obrębem działania Menger Sponge, ducha chłopca. Eksperyment naukowy staje się próbą zgłębienia istnienia życia po śmierci.

silk

Film Tajwańczyka, wyróżnia się na tle innych skośnych filmów grozy. Nie jest to na pewno produkcja wysoko budżetowa, widać to po realizacji. Efekty użyte do przedstawienia postaci ducha na pewno nie spodobają się wszystkim, mogą zostać uznane za tanie i niedorobione. Mnie taka technika bardzo się spodobała. Jest na pewno bardzo różna od tej jakiej używali twórcy “The ring” czy “The grunge”. Obieram to jako przyjemną nowość.

Fabuła filmu w początkowej jego partii może wydać się nieco chaotyczna. To takie zbieranie wątków, które z czasem zostaną połączone. Przedstawieni zostają bohaterzy i ich przyszła rola w historii. Nim wszyscy zbiorą się w budynku gdzie Hashimoto trzyma swojego niesfornego duszka minie trochę czasu.

Właściwa akcja rozpoczyna się z chwilą wprowadzenia na arenę Ye Qi-Donga. Wtedy też będziemy mieć okazje bliżej poznać ‘okaz ducha’.

silk

Scen stricte horrorowych z udziałem ducha, takich jakich można by się spodziewać po skośnym obrazie nie będzie tu zbyt wiele, choć historia opiera się na znanym schemacie czyli dążeniu do zgłębiania tajemnicy zmarłej osoby. Poznania przyczyny tego dlaczego choć martwy pozostaje wśród żywych.

Wkrótce okaże się, że nie tylko istnieje, ale też może działać i swoim działaniem odebrać życie. Naukowcy podejmują ryzyko wypuszczenia ‘z klatki’ swojego okazu po to by śledząc go poznać jego tożsamość.

Sceny w czasie przechadzki w ślad za duchem są właśnie tymi jednymi z nielicznych, w których można dopatrzeć się walorów horrorowych. Musicie jednak pamiętać, że wizualizacja ducha, która tak przypadła mi do gustu jest obecna na ekranie cały czas. Spuszczona głowa, białe oczy, niemrawo poruszające się usta, które coś mówią, to wszystko cały czas jest na widoku. Duszek porusza się wśród żywych wykonując te czynności, które robił za życia. Już samo to, może wielu osobom wydać się upiorne.

silk

Tu groza budowana jest na innej zasadzie niż nieoczekiwane manifestacje, tu jest budowana przez ciągłą obecność. Kidy już poznamy historie chłopca na arenę zostanie wciągnięta kolejna postać, martwa postać. Więc będziemy tu mieli już dwa duchy.

Zgłębienie zasady na jakiej opiera się istnienie pośmiertnego bytu jest bardzo kuszące dla naszych bohaterów. Szczególnie Hashimoto żywo interesuje się sprawą. Bliżej finału dowiecie się dlaczego tak mu na tym zależy. Cel do jakiego chce wykorzystać nabyta widzę jest moim zdaniem nieco makabryczny.

Sama geneza ducha jest stosownie przygnębiająca jak na ghost story przystało, ale nie można powiedzieć by była szczególnie odkrywcza.

Podsumowując film jest godny uwagi, szczególnie dla miłośników azjatyckiego kina grozy.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10