Miesięczne archiwum: Sierpień 2016

Gdy opętał Cię demon

Zbaw nas ode złego – Lisa Cool, Ralph Sarchie

zbaw nas ode zlego

Filmowy horror pod tytułem “Deliver us from evil” twórcy słynnych “Egzorcyzmów Emilly Rose” zna zapewne większość z Was. Większość z Was wie też, że pod tym samym tytułem została wydana książka, której autorem jest, tak, bohater wspomnianego filmu, Ralph Sarchie nowojorski policjant.

Tu od razu mogę Wam powiedzieć: książka to jedno, film to drugie.

Reżyser horroru w pewnym stopniu inspirował się historiami jakie w swojej biograficznej powieści porusza Sarchie, ale finalnie obie rzeczy mają ze sobą niewiele wspólnego.

Film oglądałam dość dawno, ale teraz w konfrontacji z książką nie mogę sobie przypomnieć by filmowa historia opętania pojawiła się, w którymkolwiek z czternastu książkowych rozdziałów.

Każdy ze wspomnianych rozdziałów opowiada historie jednej z nadprzyrodzonych spraw w jakich brał udział nasz narrator i bohater, Ralph. W swojej pracy policjanta widział nie jedno, co często podkreśla w rozlicznych dygresjach, jednak w “Zbaw nas ode złego” skupia się na swoim drugim fachu, pracy przez duże “P”, czyli roli demonologa.

Czytając historię początków jego kariery nie mogłam oprzeć się wrażeniu, jak łatwo w Stanach zostać demonologiem. Naoglądaj się w dzieciństwie horrorów, naczytaj książek o opętaniach, aż w dorosłym życiu w ręce wpadnie Ci, opisywana przeze mnie wcześniej książka Demonolodzy – Ed i Lorriane Warren” i już. Teraz wystarczy zadzwonić do wspomnianej Lorriane Warren, naczelnej medium Ameryki i powiedzieć, że czujesz powołanie do wypędzania diabła. Z jej błogosławieństwem zakładasz własną organizacje do przepędzania złych duchów i do dzieła.

Tak to mniej więcej wyglądało w przypadku Ralpha, który po trzydziestce poczuł, że Bóg go wzywa. Został więc gorliwy katolikiem i obecnie jednym z popularniejszych demonologów w Stanach. Podobnie jak niegdyś małżeństwo Warrenów udziela wywiadów, daje wykłady.

Napisał też powyższą książkę. Nie jest to powieść fabularna, raczej coś w stylu literatury faktu. Autor opisuje szereg potyczek z demonami w jakich brał udział, opisując szczegółowo swój wkład w boskie dzieło.

O ile w książce “Demonolodzy” nieco drażniła mnie żarliwa religijność jaka biła z przytaczanych wypowiedzi Ed’a Warrena tak tu owa religijność w narracji Ralpha trąci wręcz fanatyzmem.

Niewątpliwie interesujące historie opętań jakie przytacza narrator są co chwile przerywane dygresjami o charakterze ‘deklaracji wiary’. Słowo “Bóg” pojawia się tu częściej niż “demon/ diabeł/szatan”. Praktycznie każdy akapit jest podsumowywany na zasadzie ‘Wiara moim orężem/ Kto nie wierzy temu biada/ Tylko prawdziwie wierzący mogą uniknąć ataku demona’ itp. itd. Już pomijając wydźwięk tych zdań, takie uporczywe powtórzenia, warstwowo kładzione dygresje bardzo szkodzą stylowi książki.

Ralph przyznaje, że jego książka kierowana jest do ludzi o silnej wierze religijnej – to uczciwe z jego strony. Jednak książka w Polsce promowana jest okładką filmową, czyli stanowi zapowiedz horroru z krwi i kości, gdzie demony szaleją i nikt nie klepie Cię co chwilę po ramieniu zapewniając o Bożym miłosierdziu. Stąd też może trafić na nie do końca odpowiednią grupę odbiorców, po prostu na poszukiwaczy grozy, jak ja.

Ci mogą się rozczarować, bo jak wspomniałam, więcej tu Boga niż diabła. Ja osobiście miałam odczucie, że ktoś mnie za chwilę zatłucze krucyfiksem. Momentami bardziej bałam się narratora i jego żarliwej religijności niż zgrai przepędzanych demonów.

Nie jest jednakże tak, że fani grozy nic tu dla siebie nie znajdą. Mamy tu 14 rozdziałów, czternaście historii najróżniejszych nawiedzeń i opętań. Do tego całkiem spore kompendium wiedzy jak z owymi demonami sobie radzić. Niektóre historie są naprawdę mocne i gdyby opisał je ktoś inny, bardziej ogarnięty literacko, może trochę mniej religijny, było by bardzo dobrze.

Niestety fragmenty, w których Ralph z powagą wyznaje, że wiesza na szyi zwierzętom domowym łańcuszki z wizerunkami świętych by chronić je przed demonami, skutecznie burzą wszelką grozę;)

Niestworzonych teorii o charakterze religijnym Ralph przedstawia zresztą całkiem sporo, więc ciężko mi było traktować go serio. Abstrahując od mojego niedowiarstwa i pewnej antypatii jaką wzbudził we mnie bohater, jeszcze raz powtórzę – historie ze sporym potencjałem horrorowym, który jednak nie został użyty.

Moja ocena:5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit

esprit

Jedźmy na obóz!

Summer Camp (2015)

summer camp

Dwie czarowne Amerykanki przybywają na hiszpańską prowincję by wypełnić wakacyjny czas pracą w charakterze opiekunek na obozie językowym. Tu wraz z dwoma kolegami przygotowują się do pracy, gdy nieoczekiwanie jednemu po drugim zaczyna odbijać. Krwawe mordy, obłęd w oczach i walka o przetrwanie.

“Summer camp”, jak wskazuje już sam tytuł filmu, miał nawiązywać do znanej konwencji camp slasherów – mojej ulubionej odmiany horrorwych rąbanek.

Pod tym względem swoje zadanie spełnia, choć twórcy nie silili się na odwzorowanie uroku lat ’80 – złotej ery takowych produkcji – postawili na współczesność. Przez to “Summer camp” nie bardzo zbliża się do klimatu typowego camp slashera, ale tworzy swoją własną atmosferę opartą na czasem bardziej czasem mniej udanej grze z konwencją.

Pierwszy rzut to rozpoznanie, czyli przedstawienie urokliwej okolicy, starej hiszpańskiej hacjendy no i gospodarzy imprezy, czyli czwórki klasycznie skrojonych bohaterów. Mamy tu Michelle – równiachę, ‘dziewczynę z sąsiedztwa’,  Chrisy – nadętą egoistkę z perfekcyjnie wyprostowanymi włosami, Antonia – Hiszpańskiego lowelasa, który planuje czym prędzej wypuścić swojego ptaka na łowy i sympatycznego okularnika Willa. Już wiemy kogo mamy lubić, kogo nie. Czas na wprowadzenie antagonisty.

summer camp

I u moi Drodzy za pewne nasunie Wam się skojarzenie z Cabin fever“, bo głównym zagrożeniem dla życia bohaterów będzie zaraza. No i fajnie, ale posłużono się tu dość klasycznym obrazem horrorowej choroby – zombizm, albo coś w podobie. Każdy kto zostanie zainfekowany zmienia się w żadną krwi bestię. Żeby nie było do końca nudno blado i typowo scenariusz nieco zmodyfikował ten motyw.

SPOILER: Otóż, żaden z bohaterów po zetknięciu się z toksyczną substancją nie umiera. W związku z tym nie jest to zombie w tradycyjnym rozumieniu. Bardziej przypomina to wściekliznę. KONIEC SPOILERA

Nie potrzebujemy więc zewnętrznego antagonisty, który wyłazi z lasu i macha siekierą. Jest to partia na czworo. Bohaterzy są jednocześnie antybohaterami, atakują siebie nawzajem. Będą żwawe sceny walk i pościgów, ale to nie wszytko, bo mamy kolejną zmyślna zagrywkę.

SPOILER: Efekt działania trucizny jest krótkotrwały. Jak działanie prochów lub innych substancji psychoaktywnych. Po mniej więcej 20 minutach szaleństwa osoba chora wraca do normalności i nie pamięta, że przed chwilą kogoś uszkodziła. KONIEC SPOILERA.

summer camp

Ten zabieg, owa innowacja w przebiegu choroby rozwiązała problem zbyt szybkiego rozwiąznia akcji. Bo jak można przez półtorej godziny uśmiercać cztery osoby? Toż to nuda i bida. Dlatego w klasycznych camp slasherach mamy pokaźną liczbę ofiar i giną sobie biedactwa po kolei.

Tu, dzięki takiemu a nie innemu przebiegowi choroby tworzy nam się niezłe zamieszanie. Fajne zamieszanie, trochę taka komedia pomyłek. Każdy chce zabić każdego i nie wiadomo kto przyjaciel kto wróg. Mnie to przekonało. Finał rozgrywki nie jest wesoły, zostaje zadany mały cios w tradycję final girl, po czym wracamy do klasycznego trybu: oj, będzie jeszcze gorzej.

“Summer camp” stanowi niezłą rozrywkę choć, nie wszystkim się spodobał. Oceny są raczej mało przychylne, ale ja się do nich nie przyłącze, bo to całkiem klawy straszak, jeśli nie postawicie mu zbyt wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

Wyniki konkursu 3

WYNIKI KONKURSU

maraton grozy

Konkurs rozstrzygnięty. Otrzymałam dużo zgłoszeń osób chętnych na seans w Heliosie i ani jednej duszy, która połakomiłaby się na seans w Cinema 3D – czy z tym kinem jest coś nie tak?;)

A więc podwójne zaproszenia do Kina Helios wędrują do:

1. Marty (Białystok)

2. Kamila (Łódź)

3. Moniki (Nowy Sącz)

Sumienie nie da ci zasnąć

La culpa/ Klinika (2006)

klinika

Lekarka Ana przygarnia pod swój dach samotną matkę, Glorię. Z uwagi na to, że Ana prowadzi w domu prywatną praktykę ginekologiczną oferuje Glorii pracę w charakterze pielęgniarki. Kobiety zaprzyjaźniają się się. Ana darzy dużą sympatią córeczkę Glorii, Vicky.

Wkrótce Gloria przekona się na czym polegać będzie jej praca – ni mniej ni więcej będzie asystować przy nielegalnych aborcjach, ale na tym nie kończą się podejrzane wydarzenia w domu Any.

klinika

Horror “Klinika” należy do hiszpańskiej serii “Filmów, które nie dadzą ci zasnąć”, czyli takiego hiszpańskiego odpowiednika “Mistrzów horroru”.

Przebrnęłam już przez wszystkie oferowane przez serię obrazy, “Klinika” wpadła mi w ręce jako ostatnia i niestety nie pozostawiła po sobie najlepszego wrażenia.

Nie jest to film zły, ale odbiega od poziomu jaki oferowały pozostałe produkcje. Co tym bardziej dziwi, jest to produkcja twórcy słynnego “Czy zabił byś dziecko?”. Oczywiście jestem w stanie wybaczyć tę zniżkę formy sędziwemu reżyserowi, który nakręcił “Klinikę” po piętnastu latach przerwy od pracy.

Podobnie jak w przypadku najsłynniejszego obrazu Hiszpana i ten film opiera się na dylemacie: ja, czy dziecko. Oczywiście tu sprawa wygląda z goła inaczej, bo żadna ze skrobanych pacjentek Any nie zgłaszała, że ciąża zagraża jej życiu, więc w tym przypadku nie można powiedzieć, że dzieci są tu antagonistami.

Nie mniej jednak filmowa fabuła wskazuje na pewien pojedynek między nienarodzonymi, a ich matkami i paniami skrobaczkami.

Pielęgniarka Gloria zaczyna dopatrywać się w pewnych wydarzeniach działań ze strony nienarodzonych dzieci. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, babka jest przekonana, że wyskrobane płodziki żyją dalej i robią bałagan w klinice Any, chcąc skrzywdzić tych, którzy im zadali krzywdę.

klinika

Przesłanki jakieś ku temu są, ale z drugiej strony wersja o wyrzutach sumienia, które rzuciły się Glorii na głowę jest bardziej prawdopodobna.

Fabuła tego filmu mnie nie urzekła. To co na pewno dopisało w tej produkcji to aktorstwo. Odtwórczynie głównych ról, Glorii i Any stworzyły przedziwną relacje. Bardzo ciężko było mi rozgryźć o co im tak naprawdę chodzi.

Gloria, niby typowa ofiara losu a jednak walecznie zgląda kąty i tropi czające się zło, snuje paranoiczne wizje. Ana, niosąca pomoc potrzebującym, bez względu na to jakim kosztem, z drugiej strony za tą jej dobrocią jawił się szelmowski uśmiech człowieka, który dzięki dobrym uczynkom trzyma innych w garści. Ciekawe postaci.

Klimat filmu też jest zauważalny, dobrze zbudowany. Szkoda tylko scenariusza, zbyt banalnego jak na tę serię.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

Przeżyjmy przygodę, której możemy nie przeżyć

In the deep (2016)

in the deep

Siostry Lisa i Kate są na wycieczce w Meksyku. Młodsza z sióstr, przebojowa Kate wpada na pomysł skorzystania z lokalnej atrakcji: nurkowanie w żelaznej klatce wśród rekinów. Strachliwa Lisa w końcu się zgadza.

Już po kilku minutach zabawy zaczynają się problemy. Wciągarka nie wytrzymuje i klatka wraz z dziewczynami opada na dno. Zamiast na pięciu, znajdują się teraz na 47 metrach głębokości. Rekiny żywo się nimi interesują, ale nie jest to największy problem bohaterek.

Po thriller “In the deep” sięgnęłam bez większego przekonania mając w pamięci lekkie rozczarowanie po ostatnim rekinim survivalu “183 metry strachu“. Spodziewałam się czegoś na zbliżonym poziomie. A tu proszę, niespodzianka.

Od obrazów nastawionych na przedstawienie walki człowieka z naturą, oczekuję przede wszystkim emocji – bardzo żywych nie podkręcanych sztucznie przez iście paranormalną logikę wydarzeń. Niestety najczęściej logika nie jest mocną stroną takich scenariuszy przez co trudno o to, by emocje związane z kibicowaniem survivalowcom górowały nad irytacją i zniecierpliwieniem.

in the deep

Tu o dziwo, siedziałam jak na szpilkach i wcale nie miałam ochoty zbluzgać scenarzysty. Faktem jest, że ciąg nieszczęść jakich doświadczają protagonistki jest nad wyraz bogaty, ale ani razu nie czułam się oszukana.

Fabuła jest absolutnie prosta i nawet w pewnym stopniu przewidywalna, nie mniej jednak, potrafi wciągnąć, potrafi utrzymać permanentnie wysoki poziom napięcia.

Praktycznie od chwili gdy Kate i Lisa lądują na dnie emocje mnie nie opuściły. To chyba ta słynna Hitchcockowska zasada: najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie ma tylko rosnąć. Tu się to udało, w moim przypadku przynajmniej. Może miałam dobry dzień, bo przez parę dni odpoczęłam od oglądania filmów grozy wszelkiej maści, a może faktycznie mamy tu coś zaskakująco solidnego?

Filmy, w których mamy do czynienia z uwięzieniem bohaterów przez siły natury są chyba jednymi z moich ulubionych. Jedno niefortunne zdarzenie i jesteśmy w czarnej dupie. Co robić? No, ratować się za wszelką cenę.

Jako osoba skłonna do paniki, co może zaświadczyć każdy kto świadkował mojej histerii na Orlej w Tatrach, bardzo silnie utożsamiałam się z panikującą Lisą i z przyjemnością obserwowałam jej postępy w ogarnięciu się. Tu mamy sporo naciąganych sytuacji, ale szczęśliwie nie widzimy tu przemiany w Larę Craft. Postarano się nawet o ciekawy zwrot akcji.

in the deep

Filmowe zdarzenia są bardzo dynamiczne i praktycznie nie ma tu chwili wytchnienia. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, bo jak zacznę to już poleci.

Wszystko rozgrywa się pod wodą, więc naturalnie możemy powiedzieć tu o klaustrofobicznych nastrojach. Za chwilę nie będzie czym oddychać. No, chyba nie może być już gorzej.

Wizualnie wygląda to dobrze. Jeśli chodzi o rekiny to nie zachowują się jakoś nienormalnie, ale też po prawdzie nie na nich się tu skupiamy. Pojawiają się od czasu do czasu by wzbudzić jeszcze większy popłoch. Działa.

Aktorstwo jest okej, choć Mandy Moore raczej moją faworytka nigdy nie była.

“In the deep” spełnia oczekiwania jakie stawiam tego typu obrazom i jestem zadowolona, że tak skutecznie podniósł mi ciśnienie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:9

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Dwa MARATONY HORRORÓW – konkurs!

MARATON HORRORÓW – KONKURS

maraton strachu

Moi Drodzy, dnia 26 sierpnia w sieci kin Helios oraz sieci kin Cinema 3D odbędą się dwa maratony z filmowymi horrorami. Pech chce, że akurat wtedy będę z dala od cywilizacji, ale nie jestem egoistką i przynajmniej Was wyślę do kina.

Mam po trzy podwójne wejściówki na obydwa maratony. Trzy do Heliosa i trzy do Cinema 3D.

Jeśli jesteście chętni na ogarnięcie zaproszeń zgłaszajcie się tradycyjnie na maila: biblia_horroru@o2.pl

W treści maila napiszcie swoje imię, nazwisko i lokalizację interesującego Was kina (Helios lub Cinema 3D). W ramach zadania konkursowego podzielcie się ze mną refleksją na temat: Najstraszniejszej postaci w kulturze grozy. Chodzi mi tu głównie o bohaterów filmów i książek, ale kogo wybierzecie Wasza wola.

Na zgłoszenia czekam do wtorku (23.08), bo później wyjeżdżam.

A co będzie grane w czasie nocnych maratonów?

Cinema 3D (26.08. godz:22.00)

1. Blackburn

blaclburn

Grupa przyjaciół zmuszona przez szalejący pożar trafia do małego miasteczka na Alasce. Myślą, że znajdą tu schronienie i bezpieczeństwo. Jednak rzeczywistość jest inna, a ich sytuacja zmienia się w krwawy i mroczny koszmar. Głód krwi mieszkańców miasteczka z każdą minutą zyskują na sile….

2. The houses of halloween

hpuses halloween

Na kilka dni przed Halloween grupa przyjaciół rusza w podróż camperem w poszukiwaniu najbardziej przerażającego domu strachów w parkach rozrywki. Cała wyprawa jest przez nich dokumentowana amatorską kamerą wideo. Z czasem zaczyna dziać się coś dziwnego. Domy stają się coraz bardziej mroczne, a otoczenie coraz bardzie przerażające. Role zaczynają się odwracać, to nie oni szukają. Ktoś ich śledzi, ktoś z nimi gra w jakąś przerażającą grę…

3. Dead inside

dead inside

 Nastoletnia Sara zmaga się z rodzajem zaburzeń psychicznych – prześladują ją przerażające wizje. Pod nieobecność jej rodziców znajomi organizują imprezę, podczas której Sara dzieli się swymi mrocznymi wizjami. Widzi, jak goście mordują się wzajemnie w drastyczny sposób… Wizje, brane za chore omamy, zaczną się spełniać. Kto i co stoi za całym tym złem?

Helios (26.08. godz:23:00)

1.Kiedy zgasną światła

kiedy zgasna swiala

Kiedy Rebecca opuściła rodzinny dom, myślała, że wraz z nim pozostawiła za sobą lęki z dzieciństwa. Dorastając, nigdy nie miała całkowitej pewności, co było prawdziwe, a co nie, zwłaszcza kiedy gasły światła. Teraz jej młodszy brat, Martin, jest świadkiem tych samych niewyjaśnionych i przerażających sytuacji, które kiedyś wystawiały na próbę jej zdrowie psychiczne i zagrażały bezpieczeństwu. Przerażająca istota w tajemniczy sposób związana z matką rodzeństwa, Sophie, ponownie pojawiła się w ich życiu. Tym razem jednak, w miarę jak Rebecca zbliża się do odkrycia prawdy, nie ma wątpliwości, że ich życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo… zwłaszcza kiedy gasną światła.

2. Qeen of spades: the dark rite

dama pikowa

Czterech nastolatków zamieszkujących tak samo przerażające, jak i malownicze rosyjskie blokowisko pewnego dnia, w zupełnej ciemności staje przed lustrem i trzy razy wypowiada imię Damy Pikowej…
Kolejny żart zgranej paczki przyjaciół… Do czasu gdy jeden z nich umiera nagle na atak serca. Stopniowo dociera do nich, że przywołali coś śmiertelnie niebezpiecznego, a nie wszystkie legendy są pustym mitem… Przed nimi najstraszniejsze w ich życiu spotkanie… Spotkanie z Pikową Damą…

3. Summer Camp

summer camp

Troje wychowawców kolonijnych z USA przylatuje do Hiszpanii na obóz językowy. Zamiast spodziewanego wypoczynku i łatwych pieniędzy, czeka ich desperacka walka o przetrwanie. Wszystko przez zabójczy wirus, który zamienia ludzi w krwiożercze monstra. Kiedy choroba infekuje kolejne ofiary, a dawni przyjaciele robią wszystko, by wzajemnie rozerwać się na strzępy, przeżyć zdołają tylko nieliczni. Ci, którzy wykażą się odpowiednią siłą, przebiegłością i okrucieństwem przewyższającym nawet to, które cechuje stworzone przez wirus potwory.

4. Dark was the night

dark was he night

Maiden Woods to opuszczone i ciche miasto położone wśród lasów Północno-Wschodniej Ameryki. To miasto poczciwych ludzi. Coś jednak czai się w lasach otaczających wyizolowaną społeczność. Historie o drzewach i tym co mieszka wśród nich krążą od pokoleń. Zjawiska. Zniknięcia. Przemoc. Wszystko nazwane folklorem, aż do dziś. Po tym jak wycinki lasu niszczą jego zasoby, Paul Shields, szeryf Maiden Woods, zaczyna śledzić dziwne zdarzenia podejrzewając, że to jakieś żarty. Sześć miesięcy wcześniej, szeryf traci najstarszego syna i od tamtej pory cierpi, winiąc się za jego śmierć. W miarę postępu śledztwa, stawi czoła swoim demonom i odkryje prawdę, która kryje się w folklorze.

Do dzieła Moi Drodzy. Czekam na zgłoszenia!

Królestwo duchów

Kingdom Hospital/ Szpital “Królestwo” – Sezon 1 (2004)

szpital króletwo

Znany malarz Peter Rickman w wyniku wypadku trafia do szpitala. Jego rokowania nie są najlepsze, ale fakt, że trafił właśnie do tak osobliwej placówki jak Szpital “królestwo” wydaje się dawać nadzieje. Szpital królestwo jest bowiem nawiedzony. Krążą tam duchy dawno zmarłych osób, które szukając pomocy same mogą okazać się pomocne. Cała zgraja bohaterów i tych żywych i tych martwych bierze udział w przedsięwzięciu mającym ocalić “Królestwo” przed zagładą.

“Szpital królestwo” to serial powstały na podstawie innej produkcji, duńskiego miniserialu Larsa von Tiera. Oryginał jest znacznie krótszy, bo pierwszy sezon można zaliczyć w ciągu czterech godzin, zaś wersja amerykańska to zgoła trzynastoodcinkowa przeprawa z czego każdy odcinek to blisko godzina.

Nie mam pojęcia jak fabularnie jeden ma się do drugiego, ale obstawiam w ciemno, że duńska wersja spodobała by mi się bardziej- skandynawski klimat, żadnych Kingowskich dłużyzn, brak hollywoodzkiego zacięcia do efektów specjalnych.

Jednak jak na razie obejrzałam tylko amerykańskie “Królestwo” i jestem dość zadowolona.

To dość przyjemny serial. Wykorzystuje powszechnie lubiane motywy. Z uwagi na to, że autorem scenariusza jest ? Stephen King znajdziemy tu wiele elementów typowych dla jego prozy. Narracja też jest typowo Kingowska. Pewne jest że ortodoksyjni fani jego prozy byliby serialem zachwyceni.

Tematem przewodnim jest tu wątek strapionych dusz. Na pierwszym planie mamy ducha małej dziewczynki Mary Jensen, której wątek rozwija się niespiesznie. Jej historie poznamy tak na dobrą sprawę dopiero w finałowym odcinku.

szpital króletwo

W między czasie obserwujemy dążenia miejscowej medium do nawiązania kontaktu z duchami szpitala królestwo. Z pomocą przyjdzie jej część przychylnie nastawionego personelu, a utrudniać sprawę będzie czarny charakter.

Przekonamy się, że szpital istnieje jakby w dwóch wymiarach: pierwszym rzeczywistym i drugim nadnaturalnym, gdzie korytarzami snuje się mała dziewczynka, jej złośliwy wróg i… olbrzymi gadający mrówkojad. Tak, mrówkojad, bardzo ciekawa postać. Praktycznie w każdym odcinku pojawia się jakaś nowa postać, najczęściej pacjent – trochę jak w serialu “Dr. House”. Wszyscy z miejsca zostają uwikłani w sprawki duchów, ciągani o na jasną to na ciemną stronę Królestwa.

Nie zabraknie tu barwnych postaci. Każdy bohater ma tu swoje za uszami, choć nie trudno wyłonić tu autentycznie czarne charaktery. Pojawia się sporo sytuacji z goła satyrycznych, komediowych, trącących czarnym humorem.

szpital króletwo

Jedno co można powiedzieć o “Królestwie”, to jest to zdecydowanie dziwne miejsce.

Kilka elementów fabuły nie było dla mnie do końca czytelnych, ale myślę że to zabieg celowy by pociągnąć temat na drugi sezon. Na drug sezon, którego już chyba raczej nie będzie, bo od 2004 roku minęło trochę czasu, a produkcja nie zdobyła aż takiej popularności by rozgrzebywać temat po takim czasie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

w skali brutalności:1/10

Urodzisz małego wikinga

Shelley (2016)

shelley

Samotna matka Elena znajduje zatrudnienie na ekologicznej farmie duńskiego małżeństwa. By móc wrócić do swojego synka do Rumunii musi zgromadzić sporą sumę pieniędzy. Pracodawczyni wychodzi do niej z propozycją, która pomoże zarówno Elenie jak i im. Louise nie może urodzić upragnionego dziecka. Jedyną opcją by ona i jej mąż Kasper zostali rodzicami jest usługa surogatki. Elena zgadza się zostać ‘inkubatorem’ dla ich dziecka. Niestety ta decyzja ma poważne konsekwencje. Ciąża okazuje się dla kobiety wyjątkowo wyniszczająca, na tyle, że ta nabiera przekonania, że dziecko chce są zabić.

Filmy grozy o kobietach w ciąży trochę wieją nudą. Prędzej czy później, jakkolwiek kombinowano by nad fabularnym tłem, pojawia się kalka nieśmiertelnego “Dziecka Rosemary“. Tak też jest w przypadku “Shelley”.

Początek filmu całkowicie odgradza się od estetyki jaką serwował Roman Polański. Jednak w końcu i tak pojawia się nienarodzone dziecko i jacyś oni, którzy mocno interesują się dzieckiem mając głęboko w poważaniu stan zdrowia matki.

Co prawda myk jaki zastosowano w tym przypadku nie wskazuje jednoznacznie na złe intencje małżonków, którym Elena ma urodzić dziecko. Bardziej podejrzana wydaje się Elena. Tudzież dziecko w jej łonie. Tu mamy klasyczną zagrywkę paranoid thrillera: czy dziecko faktycznie jest trefne, czy może Elena za bardzo się nakręciła?

shelley

Tu mogę Wam zdradzić, że jak na skandynawski thriller przystało sprawa nie zostanie jednoznacznie rozstrzygnięta.

Fabula “Shelley” to więc nic specjalnego. Ciekawie prezentuje się natomiast forma. Bardzo nastrojowe kadry w pierwszej części filmu i sporo dosłownej brutalności w drugiej. To zdecydowanie może się podobać, ale wcale nie musi. Dlaczego? Ano dlatego, że to wyjątkowo stonowany film. Dzieje się tu niewiele tak naprawdę, a wydarzenia przebiegają żółwim tempem. Nie mamy tu skoków napięcia, wszytko idzie jednym rytmem.

Widzowie przyzwyczajeni do bardziej dynamicznych akcji mogą złapać drzemkę. Nie pojawiają się tu nagłe zwroty akcji, ani żadne inne wydarzenia których nie bylibyśmy w stanie przewidzieć. Nie mniej jednak film ogląda się przyjemnie, główne ze względu na jego walory estetyczne w postaci plenerów, scenografii, czy charakteryzacji bohaterów.

shelley

Technicznie to bardzo dobry obraz. Doskonale wykorzystuje motyw przewodni scenariusza: naturę. Wszytko jest tu bardzo naturalistyczne. Problem w tym, że mimo wszytko jest nieco nudnawy. Bardzo komercyjny wątek w bardzo nie komercyjnej ramie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:4

To coś:5

58/100

W skali brutalności:1/10

Nawet najmarniejszy kot jest arcydziełem

Koty w kinie grozy

koty w horrorach

W poniższym wpisie postanowiłam wyróżnić jednego z uniwersalnych bohaterów kina grozy. Tym bohaterem jest kot.

Wątki związane z kocimi postaciami pojawiają się horrorach od zawsze. Nawet jeśli tylko przemykają pod nogami, albo robią za ‘fałszywy alarm’ w pełnej napięcia scenie.

Często funkcjonują w świecie przedstawionym na zasadzie symbolu. Koty, występują we wszystkich kulturach. Gdzie ludzi tam i koty. Wielu wielkich artystów doceniało kocich przyjaciół, często stawały się inspiracją dla ich twórczości. Weźmy chociażby Lovecrafta, czy Poego.

Osobiście, gdy tylko w jakimś filmie, w jakiejś książce wypatrzę kota, z miejsca dostaje ona/on u mnie kilka punktów. A niech tylko twórca spróbuje go skrzywdzić! Potrafię wyłączyć dobrze zapowiadający się film jeśli jego reżyser uraczy mnie sceną śmierci, albo jakiejkolwiek innej krzywdy jakiej doświadcza kot. Co prawda koty nie stanowią tu wyjątku, mam podobnie z innymi zwierzętami, ale koty z jakiejś przyczyny zawsze bardziej przyciągają moją uwagę.

koty w horrorach

Myślę, że wielu ludzi podziela mój zachwyt nad tymi zwierzętami stąd gro filmowych opowieści, gdzie pojawiają się koty.

1. Kot -cień

Jak wspomniałam koty często robią bardziej za filmowy rekwizyt niż pełnoprawnego bohatera filmu. W obrazach takich jak “Legenda piekielnego domu”,czy “Grobowiec Ligei” po prostu przemykają gdzieś w zaciemnionym fragmencie kadru żyjąc swoim życiem, dając całkowite przyzwolenie na makabryczne wydarzenia jakie dzieją się wokół nich.

koty w horrorach

Są to zazwyczaj koty o czarnym futerku. Czarny kot ma przynosić pecha, jak twierdza niektórzy, choć moim zdaniem nie sądzę by kot jakkolwiek by go gloryfikować posiadał taką moc sprawczą:) Skąd więc ta uparta niechęć do kotów? Ochoczo zrzuciłabym winę na religię, ale prawda jest taka, ze ludzie zawsze bali się tego co nieznane. Koty przez setki lat towarzyszyły ludziom ale nigdy do końca nie dały się poznać. Mówi się, że to kot udomowił człowieka, a nie człowiek kota, dom należy do kota ty tylko spłacasz kredyt i jak czasami patrzę na mojego burego gada to myślę, no fakt.

W swojej rozprawie Lovecraft pokusił się o kilkanaście zjadliwych uwag kierowanych do osób, które w pogardzie mają koty. Warto się zapoznać.

Wracając do kotów w filmach, jako złowrogi symbol najczęściej pojawiają się w ghost story. Pojawienie się czarnego kota ma być sygnałem: ten dom jest nawiedzony.

koty w horrorach

2. Mój przyjaciel kot

Do tej pory nie udało mi się napisać recenzji serii “Alien”, a paradoksalnie znam ją już prawie na pamięć. Moja pierwsza styczność z “Obcym” miała miejsce wiele lat temu i tym co sprawiło, że tak polubiłam ten film jest jego rudy bohater, kot Jonsey – faktyczny ósmy pasażer Nostromo.

Fabuły filmu nikomu streszczać nie muszę jak podejrzewam, wystarczy, że powiem iż jego główna bohaterka Ellen Ripley walczy na statku kosmicznym o przetrwanie. Jej wrogiem jest obca forma życia, tak obrzydliwa jak to tylko możliwe, tak niebezpieczna, że wszyscy wokół pożegnali się z życiem. Ocalała jedynie kocia matka Ripley i jej futrzany przyjaciel.

koty w horrorach

Przez całym film z trwogą obserwowałam poczynania bohaterki, co chwilę krzycząc do niej: pamiętaj o kocie! Scena w której Jonsey staje pyskiem w pysk z Obcym to chyba największy katalizator skoku ciśnienia w całym filmie.

Miałam w dupie co się stanie z resztą załogi- ważne żeby przeżył kot. Kot też chyba był tego zdania, bo obojętność z jaką patrzył na śmierć jednego z bohaterów jest kwintesencją niewdzięcznej kociej natury.

koty w horrorach

Podobne schematy występują w wielu innych filmach, żeby nie szukać daleko, ostatnio kibicowałam perskiej kotce o wdzięcznym imieniu ‘Zdzira’ w thrillerze “Hush“, gdzie bohaterka walczyła o życie swoje i swojej przyjaciółki. Film taki sobie, ale kot przeżył i to najważniejsze.

3. Kot ma 9 żyć.

Stephen King, ‘jak każdy wielki człowiek’, również kocha koty i nie szczędzi klawiatury na opisanie ich przymiotów w swoich opowiadaniach i powieściach. Tu dobrym przykładem może być chociażby jeden z głównych bohaterów “Smętarza dla zwierząt“.

Zarówno w wersji filmowej jak i literackiej wszytko zaczyna się od śmierci kota, później jest tylko gorzej.

koty w horrorach

Dziecko nie może pogodzić się z nagłą śmiercią swojego kocura, Churcha. Jego ojciec wpada na fantastyczny pomysł wskrzeszenia zwierzęcia dzięki magii obecnej na dawnym indiańskim cmentarzu. Jak się okazuje, myk zadziałał. Kot wrócił, ale nie był już taki sam. Niemal roniłam łzy nad jego losem, bo jak to tak? Church nie odnajdywał się w nowym wcieleniu, zamiast budzić miłość zaczął budzić grozę. Ten film to przestroga. Martwe musi pozostać martwe. Nawet jeśli to ukochany kot. Kot pełnił tu więc rolę edukacyjną, ale był też niezłym straszakiem.

4. Koty są wredne

Głosy” to jedna z ciekawszych filmowych ofert ostatnich lat. Swój udział w sukcesie filmu też miał kot.

Bohater “Głosów” słyszy głosy. Słyszy głosy swoich zwierząt, kota i psa. Towarzyszą mu one w samotniczym życiu. Stanowią personifikacje dobrej i złej strony naszego bohatera. Kot oczywiście robi tu za czarny charakter. Bezdusznie krytykuje swojego pana, naśmiewa się z niego i podżega do zbrodni. Rudy futrzak jest doprawdy wredny, ale jakże barwny.

koty w horrorach

Wredne koty pojawiają się w wielu filmach, ale czy są na prawdę takie złe? Czy kot  w opowiadaniu Poego, i jego ekranizacji był zły, dlatego że przyczynił się do zdemaskowania zbrodni swojego pana? No cóż, pies na pewno by tego nie zrobił.Psy są wierne bez względu na to jaką kutwą jest ich pan. To urocze, ale śmierdzi frajerstwem;)

5. Kot na strażnicy dobra

Koty mimo ze nie cieszą się najlepszą opinią w wielu kręgach, szczególnie ludzi przesadnych, często łamią ten stereotyp i wile filmów podąża tym tropem. Tu wrócę jeszcze do Stephena Kinga. W ekranizacjach jego dzieł “Oko kot” i “Lunatycy” koty były postaciami jak najbardziej pozytywnymi.

Mówi się, że zwierzęta wyczuwają dobrych i złych ludzi. Koty w tych dwóch produkcjach robiły to wyśmienicie.

W “Oku kota” śledzimy przygody pewnego buraska, który z własnym sobie wdziękiem i swobodą pogrąża tych którzy na to zasłużyli i pomaga tym, który pomocy potrzebują.

koty w horrorach

Niekoniecznie trzeba się tu doszukiwać jakiś nadprzyrodzonych przymiotów w postaci kota jednak widać w tym pewną magie, dla nas obcą dla kotów naturalną.

“Lunatycy” opowieść o parze nadnaturalnych istot pożywiającej się ludźmi by zachować życie wieczne i wieczna młodość. Coś na zasadzie wampiryzmu. Ci mimo swojego po części kociego rodowodu muszą unikać kotów jak ognia. Kocie zadrapanie to dla nich rychły koniec.

koty w horrorach

W filmie możemy więc podziwiać jak zgraja dzielnych kocurów rozprawia si z antybohaterami robiąc im duże kuku.

6. Kot po azjatycku

Nie wiem na ile ma to związek z kulturą azjatycką a na ile było znakiem czasów, ale w przeszłości koty nie cieszyły się dużą popularnością w kraju Kwitnącej Wiśni.

W horrorze z lat ’60 “Czarny kot w lesie występuje nawiązanie do legendy mówiącej o duchach wracających pod postacią kotów, wracających by wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Był to nader popularny mit. Podobny pomysł występuje we współczesnym koreańskim ghost story “Kot. Jak wskazuje tytuł wszytko kręci się wokół kotów, kotów nawiedzonych, sprowadzających śmierć na ludzi. A ludzie, jak się okazało, jak najbardziej na ową śmierć zasłużyli. Kot, zwierzę magiczne potrafi wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Wspomniałabym jeszcze o obrazie “Ludzie koty” i jego remake, ale cóż, nie widziałam żadnego z nich, co z resztą będę musiała nadrobić.


Filmów z kocimi bohaterami znajdziemy znacznie więcej, nawet jeśli szukać tylko wśród kina grozy.

Niech żyje bal

Prom Night/ Bal maturalny (1980)

bal maturalny

W czasie zabawy w chowanego grupka dzieciaków przyczynia się do śmierci młodszej koleżanki. Obwiniony za to zostaje lokalny ciemny typ, który wyrokiem sądu trafia na leczenie psychiatryczne.

W sześć lat po tych zdarzeniach, młodzi przyjaciele, którzy zawarli pakt milczenia w kwestii swojego udziału w śmierci Robin przygotowują się do wyczekiwanego balu maturalnego. Tak się składa, że wariat osądzony za śmierć dziewczynki właśnie dał nogę z psychiatryka. Grupa przyjaciół zaczyna odbierać dziwne telefony.

Wygląda na to, że widmo zemsty za śmierć Robin zajrzy im w oczy.

Dawno nie pisałam o starych, dobrych slasher’ach. Tak się złożyło, że jak dotąd nie miałam okazji obejrzeć słynnego “Balu maturalnego”, chyba jedynego kanadyjskiego straszaka, który mógł konkurować ze szlagierowymi amerykańskimi slasherami z lat ’80.

Winę za moją ignorancję w kwestii tej produkcji ponoszą jak zawsze moje uprzedzenia. Lubię stare slashery, ale nie koniecznie te rozgrywające się w cywilizowanych miejscach. “Bal maturalny” omijałam więc z rozmysłem. Do drugiego czynnika decydującego o tym przyznam się z lekkim wstydem. Nie lubię Jamie Lee Curtis. Wiem, shame on me, to niekwestionowana Królowa Krzyku, solidna aktorka etc. Jednakże jej twarz nie budzi mojej sympatii, wręcz przeciwnie, nie podoba mi się i już. Głupi argument prosto z dupy, ale tak mam z niektórymi aktorami.

prom night

“Bal maturalny” podobnie jak większość dochodowych produkcji grozy doczekał się sequeliremake w roku 2008. Nie znam żadnego z nich.

Rzecz kluczowa, czy “Bal maturalny” przekonał mnie do siebie? Tak. Mimo, że ma pewne mankamenty, o których będzie później, uważam, że to całkiem przyzwoity slasher stanowiący dobrą rozrywkę, a o to przecież w tym gatunku chodzi.

Jamnie Lee Curtis tak bardzo mi nie przeszkadzała. Aktorska wciela się tu w postać powszechnie lubianej Kim, córki dyrektora, przyszłej królowej balu i… siostry zmarłej Robin.

bal maturalny

Kim nie zdaje sobie sprawy z okoliczności śmierci młodej, tym bardziej nie wie, że jej cudowny chłopak i przyjaciółki miały w tym zdarzeniu udział. Dowie się tego z ust oprawcy, który doprowadzi do masakry na balu maturalnym.

Tożsamość mordercy jest tajemnicą, ale już prolog filmu, w scenie śmierci Robin i następujących po niej zdarzeniach widz może mieć swoje podejrzenia. Błędne tropy to też rutyna w takiej sytuacji więc trzeba się ich spodziewać.

Mankamenty, tak. “Bal maturalny” jest wyjątkowo delikutaśny, nawet jak na slasher, wybitnie unika ukazywania scen śmierci. Gdy już takową ujrzymy jest już w zasadzie po fakcie. Brakowało mi trochę tych głupawych scen pościgów, mamy ich tu jak na lekarstwo. Za to bardzo dużą uwagę poświecono warstwie obyczajowej filmu. Zanim ktoś kogoś w końcu zabije dokładnie poznamy życie licealistów. Kto z kim śpi, kto z kim spać by chciał, kto kogo nie lubi, kto kogo kocha etc. Z uwagi na to, że grupa młodych bohaterów jest dość liczna będzie tego rodzaju wstawek sporo, żeby nie powiedzieć, że stanowią lwią część filmu. Patrzy się na to jednak przyjemnie. Lata ’80 mają swój urok nawet w tych elementach obyczajowych.

bal maturalny

Dużą uwagę poświecono tez muzyce. Gdy wreszcie dojdzie do balu, najpierw musimy obejrzeć popis taneczny naszej królowej liceum. Disco daje ostro po uszach i mimo iż dalekie to od moich podobań, fajnie integrowało się z ogólnym klimatem filmu. Ogólnie klimat jest, i jest typowo slasherowy, więc wszytko zgodnie z normami.

“Bal maturalny” raczej moim ulubieńcem wśród slasherów nie zostanie, bo dalej jestem wierna obozowym historyjkom, ale wypada bardzo dobrze. Fani tego rodzaju kina znać powinni.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10