Miesięczne archiwum: Wrzesień 2016

Legendy japońskie

Kaidan/ Kwaidan, czyli opowieści niesamowite (1964)

kwaidan

Na fabułę “Kaidan” składają się cztery nieco baśniowe opowieści utrzymane w klimacie grozy. Wszystkie zaczerpnięto z klasycznego już XIX dzieła. Co ciekawe ich autorem wcale nie był rodowity Japończyk, lecz imigrant zza oceanu, który zakochał się w tym, co w owym czasie nie cieszyło się wielką popularnością – średniowieczne japońskie legendy. Lafcadio Hearna, który później zmienił nazwisko na Koizumi Yakumo zainspirował reżysera Masaki Kobayashi do nakręcenia jedynego w jego dorobku horroru, co ciekawe ten gatunkowy debiut został wyróżniony nominacją do Oscara.

Spośród szeregu opowiadań wybrano cztery i wystarczyły one na trzy godzinny film. Tak mili Państwo, jeśli zdecydujecie się na seans, musicie się z tym liczyć.

Pierwsza z opowieści “Czarne włosy” traktuje o Samuraju, który mając dość życia w biedzie porzuca Kioto i swoją oddaną żonę by w innym zakątku kraju zdobyć posadę i majętną żonę.

kwaidan

Bohaterowi nie udaje się zaznać szczęścia u bogu drugiej żony, wraca więc skruszony do swojej ‘opcji numer jeden’. Żona oczywiście czeka na niego z otwartymi ramionami, nadal piękna i wonna mimo iż minęło wiele lat…

Druga nowela “Kobieta Śniegu” to historia młodego drwala, który wraz ze swoim sędziwym nauczycielem gubi się w lesie w czasie śnieżnej zamieci. Co prawda mężczyźni znajdują schronienie, ale złowroga Pani Śniegu znajduje ich i tam. Przyjęła ona postać pięknej kobiety, która swoim mroźnym oddechem zdmuchnęła życie starszego z mężczyzn.

kwaidan

Pochyliła się zaś nad młodym. Znalazła w sobie litość nad nim i pozwoliła odejść, pod jednym tylko warunkiem: nigdy nie zdradzi historii spotkania z Panią Śniegu…

W trzeciej opowieści “Hoichi bez uszu” znowu obcujemy ze światem samurajskich wojowników. Rzecz odwołuje się do historii z przed blisko tysiąca lat kiedy to dwa wielkie Japońskie rody starły się w morskiej bitwie. Pokonani postanowili odejść z honorem toteż ocaleni włącznie z małym cesarzem popełnili samobójstwo. Od tamtej pory zatoka, gdzie rozegrała się bitwa cieszy się sławą nawiedzonej.

kwaidan

W zbudowanej w pobliżu świątyni posługę pełnią mnisi. W tym nasz tytułowy Hoichi, niewidomy młodzieniec obdarzony talentem do śpiewania ballad. To on staje się obiektem zainteresowania miejscowym duchów.

Ostatnia, najkrótsza opowieść nosi tytuł “W miseczce herbaty” i o owej miseczce opowiada. Pewnego dnia, pewien Samuraj dostrzega w miseczce herbaty obce odbicie. Mimo to wypija płyn i jeszcze tej samej nocy będzie miał okazję spotkać herbaciane widmo.

kwaidan

Jak sami widzicie film składa się z dość prostych i uniwersalnych opowieści. Jest tu ludowa moralność, sprawiedliwość dosięgająca zza grobu i pointa stawiają sprawę dość jasno: są na tym świecie rzeczy niesamowite.

Z tymi historiami doskonale współgra sposób ich opowiadania. Pomijając fakt, że stosownie po japońsku rozwijają się powoli i stosownie po japońsku mamy tu masę niedopowiedzeń, to ich baśniowość i niesamowitość odbija się we wszystkich elementach stricte technicznych.

Scenografia jest wspaniała. Trochę teatralna, miejscami przywodzi na myśl niemieckie kino ekspresjonistyczne, nawiązuje też do klasycznego teatru japońskiego, of course.

Barwy obrazu są żywe, choć szczerze mówiąc wolałabym dorwać wersje w czarno-bieli. Muzyka – hipnotyzująca. Aktorstwo, po japońsku bardziej milczące niż krzyczące, żadnej nadekspresji, niepotrzebnych manieryzmów. Kostiumy i charakteryzacja to już klasa sama w sobie, i chociażby dla nich wato na ten film zerknąć. Doskonale oddają ducha średniowiecznej Japonii, przynajmniej na tyle na ile po laicku mogę stwierdzić. Kiedyś czytałam że zamożne Japonki w średniowieczu specjalnie ‘malowały’ sobie zęby na czarno i faktycznie, można się tu tego dopatrzeć.

No, piękny film, co tu dużo mówić. Szczególnie fani współczesnego skośnego kina powinni poczuć się w obowiązku by zobaczyć ten film. Z pewnością dostrzeżecie tu całe gro elementów, które wykorzystywane są do dziś.

Moja ocena:

“Czarne włosy”:9/10

“Kobieta śniegu”:9/10

“Hoichi bez uszu”: 8/10

“W misce herbaty”:8/10

Mój mąż, pedofil

Wdowa – Fiona Barton

wdowa

Na przedmieściach Londynu zostaje uprowadzona kilkuletnia dziewczynka, Bella. Policja pod wodzą detektywa Boba Sparkes’a robi wszytko by znaleźć jakikolwiek trop prowadzący do dziewczynki i sprawcy uprowadzenia. W ten sposób trafiają na niejakiego Glen’a Taylora, który jak wskazuje zawartość jego komputera lubi małe dziewczynki. Podejrzenia to jednak za mało, dowodów brak. Sprawę pogarsza dodatkowo nagła śmierć oskarżonego. Nici z przyznania się do winy. Czy istnieje ktoś kto mógł znać prawdę o zniknięciu Belli? Ktoś komu Taylor mógł zwierzyć się ze swojej tajemnicy, a może o zgrozo, dzielić chore zainteresowania? W ten sposób oczy wszystkich zainteresowanych kierują się w stronę wdowy po Glenie, cichej Jean.

“Wdowa” jest debiutem literackim dziennikarki Fiony Batron. Jak przyznaje sama autorka do napisania powieści zainspirowały ją setki, a może i tysiące milczących świadków zbrodni. Te wszytki kobiety, matki, żony, kochanki oskarżonych o okrutne czyny mężczyzn. Te kobiety o kamiennych twarzach, nie rzadko trwające u bogu oskarżonych na salach sądowych, zapewniające o niewinności ukochanych.

Fiona, podobnie jak reszta społeczeństwa wielokrotnie zastanawiała się jaka rola przypadła w zbrodni tym niemym świadkom? Gdy prawda wychodzi na jaw, mąż okazuje się bezwzględnym potworem, co z nimi? Ile z nich było współwinnych? Ile z nich faktycznie nic nie wiedziało? Ile milczało ze strachu? Kiedy dotarła do nich prawda? Sama często się nad tym zastanawiałam i nie chciało mi się wierzyć, że dzieląc z kimś życie, w tak intymnej relacji jaką jest małżeństwo można przez trzydzieści lat nie mieć pojęcia kim jest ta druga osoba.

Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, ale Fiona Barton w powieści “Wdowa” bardzo stara się przybliżyć nam sylwetkę fikcyjnej żony, której mąż został oskarżony o zbrodnie chyba najokrutniejszą z możliwych, zabicie dziecka.

Tytułowa “Wdowa” jest jedną z narratorek powieści, ale nie myślcie, że w pierwszym zdaniu opowie Wam jak to wszytko było. Nic z tego, nasza Jean sprawia wrażenie pogubionej. Coś wie, ale mam wrażenie, ze nie chce się do tego przyznać nawet przed samą sobą. W finale wszytko stanie się jasne, ale do tej pory, Moi Mili, cierpliwości.

Jean poznajemy stopniowo, jako zahukaną szarą myszkę, tą gorszą połówkę. Glen całkowicie nad nią dominuje i to w taki sposób by zachować pozory szczerej miłości. Nie jest tyranem, on jest opiekuńczy. Wszystkie przesłanki mówiące, że coś z nim nie tak, Jean traktuje jako ‘bzdurki’. Jest tego całkiem sporo, tych jego bzdur.

Poznajemy ją już po śmierci męża kiedy inna narratorka powieści przybywa do niej w celu wyłudzenia sensacji. Dziennikarka Katie jest w tym naprawdę dobra. Mimo iż mogłaby się jawić jako bezwzględna hiena żerująca na cudzym nieszczęściu, wcale nie łatwo tak ją ocenić. Tu duży plus dla autorki, nikt nie lubi czarno białych postaci.

Narratorem będzie też detektyw Bob Sparkes, prowadzący sprawę Belli. I jego postać przypadła mi do gustu, co dziwne bo książkowi detektywi przeważnie wypadają niezwykle sztucznie. Widać autorka miała do czynienia z detektywami z krwi i kości, dlatego uniknęła książkowego schematu.

Taka zmienna narracja pozwala poznać sprawę z wielu perspektyw, ale stanowi tez niebezpieczną pułapkę dla autora kryminału, który musi zadbać o element zaskoczenia, nawet jeśli pozornie wszytko jest jasne. I wiecie co, nic tu nie jest jasne 🙂

“Wdowa” mocno wciąga, intryguje, ciekawi. Dziennikarski styp pozwala uniknąć dłużyzn, a dyscyplina nie pozwala na zdradzanie tego co powinno pozostać tajemnicą do końca. Czekam na więcej, Fiono Barton.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca

I zniknęła w środku dnia

And soon the darkness/ I zapadła ciemność (1970)

and soon the darkness

Jane i Cathy, dwie młode angielki spędzają wakacje na wycieczce rowerowej po mało popularnych trasach we Francji. W słoneczny dzień w czasie krótkiego postoju w niewielkim zagajniku przy drodze dochodzi między nimi do kłótni w efekcie czego dziewczyny się rozdzielają. Cathy zostaje na miejscu, a Jane rusza dalej. Po drodze zaniepokojona niejasnym ostrzeżeniem miejscowej kobiety postanawia zawrócić po przyjaciółkę. Tej już jednak nie ma. Wkrótce okazuje się, że odludna trasa już raz była miejscem zbrodni na młodej kobiecie. Sprawcy czynu nie odnaleziono.

and soon the darkness

“I zapadła ciemność” jest kolejnym filmem poleconym mi przez czytelnika bloga w zakładce “Jaki film polecasz“. Dziękuję Wam za wszystkie filmowe oferty, szczególnie za te tak trafne, jak ta.

Wcześniej nie słyszałam o tym obrazie, choć jak się okazuje, miałam okazję oglądać jego remake z 2010 roku. Remake jako to remake nastawiony był uwspółcześnienie filmu i to też uczyniono.

Tak naprawdę fabularnie obydwa filmy mają ze sobą niewiele wspólnego. Łączy je wątek dwóch dziewcząt samotnie zwiedzających obcy kraj i motyw uprowadzenia. W nowszym filmie nie mieliśmy do czynienia z tajemniczym mordercą, lecz zorganizowaną grupą handlarzy żywym towarem, toteż wydźwięk obydwu produkcji jest całkiem inny. Inne są też środki wyrazu. Robert Fuest postawił na minimalizm, zaś twórcy remake wspierani przez scenarzystę oryginału wytoczyli potężne działa wartkiej akcji. Remake Średnio mi się podobał, ale odniósł dużo większy sukces komercyjny niż oryginał.

Dziś jednak olewam remake i skupiam się na oryginale. Co tu mamy fajnego, po za tym, że wszytko?

Ujmujący jest klimat filmu, angażujący zmysły widza już od pierwszych minut. Pastelowa kolorystyka, jasne słońce i skontrastowana z tym dość mocna ścieżka dźwiękowa dają nam czytelny znak, że powinniśmy zachować czujność, bo jeszcze przed zachodem słońca coś się wydarzy.

I faktycznie tak jest. Sygnały o potencjalnym zagrożeniu czekającym na samotne turystki wysyłane są jeszcze przed punktem kulminacyjnym. Widzimy podejrzanego mężczyznę, który najwyraźniej śledzi nasze śliczne damy.

and soon the darkness

W końcu przełom, czyli rozstanie dziewczyn. Cathy zostaje sama na pustkowiu. Leżakuje w najlepsze wśród drzew gdy zaczyna być przez kogoś obserwowana. Kamera skrywa się za drzewami sugerując nam, że właśnie patrzymy na ofiarę oczami potencjalnego oprawcy. Chwyt stary jak świat, ale dzięki bardzo racjonalnie stopniowanemu napięciu działa tu jak należy, a nawet lepiej. Druga część filmu to potyczki Jane. Dziewczyna wraca po przyjaciółkę, ale jej nie zastaje. Wie, że nie pojechała dalej, bo spotkałyby się po drodze.

Na plan wkracza wcześniej wspomniany samotny mężczyzna. Oferuje Jane pomoc w odszukaniu koleżanki i tak dowiadują się, że kobieta nie zawróciła także do pobliskiego miasteczka. Wyparowała.

and soon the darkness

Po za Jane i Paulem mamy tu jeszcze kilku innych bohaterów, ale przestrzeń wydarzeń jest niewielka niewielu jest też potencjalny sprawców okrutnego czynu uprowadzenia Cathy, ale to spokojnie wystarcza.

Scenariusz jest na tyle sprany, że bez wysiłku potrafi zaintrygować. Tak, to w sumie prosta historia, ale opowiedziana w tak by zadowolić miłośników opowieści o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność: 7

To coś:8

70/100

W skali brutalności: 1/10

Na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak

Don’t breathe/ Nie oddychaj (2016)

don't breathe

Troje drobnych złodziejaszków szykuje się na skok życia. Ich łupem ma paść okrągła sumka odszkodowania jakie pewien ślepy staruszek otrzymał po tragiczny wypadku, w którym zginęła jego córka. Z uwagi na kalectwo ofiary włam ma być bułką z masłem, jednak pozory mylą, a w domu starszego mężczyzny złodziei czeka szereg niemiłych niespodzianek.

Nie oddychaj to dzieło twórcy remake “Martwego zła“. Zresztą pojawia się tu w roli głównej odtwórczyni roli Mii. Spodziewałam się więc, że będzie krwawo i efekciarsko, ale co gatunek to obyczaj i w przypadku “Nie oddychaj” mamy do czynienia z thrillerem, nie zaś horrorem.

Nadrzędnym celem fabuły jest więc utrzymanie widza w napięciu, choć nie powiem na mały straszek też jest tu szansa.

Nasi bohaterzy mimo, że przestępcy mają nam się jawić pozytywnie, możemy to wyczuć już w momencie przedstawiania ich sylwetek. Mamy współczuć przede wszystkim dziewczynie, Rocky. Kto więc będzie antagonistą? No chyba nie ślepy dziadek?

don't breathe

Tak drodzy Państwo fortuna kołem się toczy i już w początkowej partii filmu przekonamy się, że dziadek jest twardy jak głaz i gdyby nie ślepota włamywacze nie mieliby z nim żadnych szans. Całkowite odwrócenie konwencji home invasion.

Gdy na oczach dwójki bohaterów dziadek załatwia trzeciego z nich pozostaje im tylko modlić się o to by nie dowiedział się o ich obecności. Tak więc będziemy tu mieli do czynienia z zabawą w chowanego. Mroczne zakamarki domostwa sprzyjają bohaterom jednak sprawa nadal nie jest prosta.

Wystąpią dodatkowe komplikacje, które jeszcze bardziej wpędzą naszych dzielnych przestępców w popłoch. Dziadek wymiata, nie pogadasz.

don't breathe

Będziemy tu mieli okazji przyjrzeć się bliżej naszemu antagoniście doskonale wykreowanemu przez Stephena Langa. Ślepiec skrywa nie jedną tajemnicę i tak naprawdę włam do jego domu to proszenie się o najgorsze. Co i jak, sami się dowiecie. Może i sprawa nie jest szczególnie wymyślna, ale fanów podręcznikowo robionych thrillerów powinna zadowolić.

Jak wspomniałam, postawiono tu na napięcie, dość wartką akcję, gdzie poczucie zagrożenia utrzymuje się nieustannie. To duży plus. Nie wiem tylko, czy proponowane tu rozwiązania nie są czasem za mocno osadzone w schemacie. Film można polecić ze spokojnym sumieniem, bo raczej nikt nie uzna go za wybitnie nieudany. Pytanie tylko, czy znajdą się tacy, którzy z kolei będą mogli się nim wybitnie zachwycić.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

Koniecznie opisz to na fejsie

Friend Request (2016)

friend request

Popularna studentka Laura chętnie dzieli się swoim prywatnym życiem z pokaźną liczbą facebookowych znajomych. Niebawem do ich grona dołącza nieśmiała, Marina, która jak wynika z jej profilu nie posiada żadnych przyjaciół. Do tej pory cały swój czas poświęcała tworzeniu mrocznych animacji, teraz całodobowo zabiega o uwagę Laury. Dziewczyna ma dość natrętnej znajomej, w której zachowaniu widzi wiele niepokojących sygnałów. W końcu Laura zrywa znajomość. Marina reaguje na ten fakt… samobójstwem. Wiesza się przed ekranem swojego laptopa rejestrując całe zdarzenie i puszczając je do sieci, na profil Laury. Ale to wcale nie koniec kłopotów naszej bohaterki.

W ostatnim czasie mamy do czynienia wręcz z nawałem produkcji poruszających temat cyberstalkingu, internetowych znajomości i internetowego ekshibicjonizmu uprawianemu na portalach społecznościowych.

“Friend Request” dołącza do grona filmów pokroju “Cyberbully”, “The Den“, “Antisocial“, czy “Unfriended” ukazując konsekwencje uzależniania swojej egzystencji od internetu.

Sądziłam, że obraz będzie utrzymany w klimacie thrillera: będziemy mieć internetową ofiarę i internetowego prześladowce. Tak to się w sumie zaczyna, jednak “Friend Request” wyraźnie zmienia tor i zmierza w stronę horroru opartego na paranormalnym zagrożeniu.

Dzieje się to z chwilą śmierci Mariny. Zwichrowana panna umiera, ale jej aktywność na facebooku nadal istnieje, co więcej, zmierza ona w stronę zniszczenia reputacji Laury. Jak ktoś martwy może zhakować konto na fejsie? To jednak ni wszystko.

friend request

Można to zrzucić na traumę, ale Laura zaczyna odczuwać fizyczną obecność Mariny nocami w swoim domu, co więcej dziewczyna prześladuje ją w snach. Laura czuje się zagrożona, ale to jej bliscy muszą obawiać się o swojej życie, bo martwa Marina rozpoczyna morderczą krucjatę w szeregach najbliższych Laury.

Wspomniałam, że zdarzenia mają wymiar paranormalny i na dowód tej tezy film wysunie nam kilka nowych wątków związanych z osobą antagonistki.

friend request

Moim zdaniem całkiem dobrze zostało to rozegrane. W efekcie mamy zadowalającą i dość wciągająca fabułę. Oczywiście “Friend Request” nie grzeszy oryginalnością, ale też nie stanowi bezrozumnej kalki. Technicznie wypada bardzo ładnie, głównie dzięki sprytnemu wykorzystaniu prostych animacji z profilu Mariny, które po jej śmierci jakby ożywają w realnym świecie. To miła odmiana wobec topornych efektów jakie zwykły królować we współczesnych horrorach.

Obsada aktorska też jak najbardziej daje radę dzięki czemu całość tworzy przyjemny efekt. Film jak najbardziej do obejrzenia, ale nie szalejcie zbytnio z oczekiwaniami, bo na pewno nie będzie to film roku 😉

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10