Miesięczne archiwum: Październik 2016

Stojąc na minie

Land mine goes click aka Nagmi (2015)

land ine goes click

Narzeczeni Alice i Daniel w towarzystwie przyjaciela Chrisa zwiedzają dzikie tereny Gruzji. Jak bardzo dzikie, przekonają się bardzo szybko. Mina przeciwpiechotna, na której stanie Chris to początek. Próba uratowania przyjaciela będzie bardzo kosztowna dla jasnowłosej bohaterki, kiedy desperacko będzie szukać dla niego pomocy.

W zasadzie na tym opisie powinnam poprzestać, bo spoilery mogą bardzo zaszkodzić Waszemu odbiorowi tego filmu. A szkoda by było, bo ta historia ma szanse wzbudzić w Was silne emocje.

Słowem wstępu powiem, że jestem filmem bardzo mile zaskoczona. Moje ostatnie spotkanie z gruzińskim kinem grozy nie zaowocowało dobrą renomą jaką sobie u mnie mogli wyrobić. Co ciekawe nadziałam się tu na tego samego reżysera, Levana Bakhie, który zadebiutował survivalem w saunie w “247 F“. Już wtedy stwierdziłam, że facet ma dobre pomysły, ale wykonanie trąciło zbyt dużymi niedoróbkami, szczególnie na poziomie scenariusza.

land ine goes click

Nie wiem jaki był szeroki odbiór jego debiutu, ale widać gość zapału nie stracił i  dobrze, bo dzięki temu powstał “Land mine goes click”. Thriller, o którym nie mogę Wa powiedzieć wiele ponad to, że jest wart obejrzenia jak diabli.

Swoją strukturą przywodzi na myśl takie obrazy jak “Eden lake“, “Ostatni do po lewej“. Internety już krzyczą, że posługuje się formułą rape& revagne, plakaty nie pozostawiają wątpliwości, że dochodzi tu do tego rodzaju przemocy. Śledząc fabułę w pewnym momencie nie będziecie mieć już wątpliwości, że tragiczna sytuacja naszej bohaterki, Alice, zmierza właśnie do punktu, w którym stanie się obiektem seksualnym dla zwyrodnialca.

Ale po kolei. Film nie zapowiadał się jakoś wybitnie. Wstęp wskazywał na słaby slasher z trójką bohaterów w dziczy. Ktoś mógł ich napaść, wydymać i pozabijać. Ale nie. Ten film jako jeden z nielicznych pokazuje jak rodzą się takie chore sytuacje, jak z przypadku rodzi się premedytacja.

To jak nieszczęsny Chris znalazł się na minie zostawię w sferze niespodzianek, to będzie bardzo chora niespodzianka. Mamy więc Chrisa na minie i jego kumple Alice próbującą jakoś go z opresji wyratować. Chłopaczyna nawet nie może drgnąć, bo jeśli to uczyni ina wybuchnie. Są biedaczyska sami na pustkowiu dopóki z odsieczą nie przybędzie miejscowy pijaczek. Facet ma zakazaną mordę i nie po kolei w głowie. Sposób w jaki pogrywa sobie z młodymi turystami przywodzi na myśl zagrywki gnojków z “Funny games“. Myśleliście, że rzuci się na bidulkę, zedrze majtochy i zapuści swojego freda? Otóż nie. Szczęśliwie nie mamy tu do czynienia z długą sekwencją gwałtu jak w”Pluję na twój grób“, ale to nie znaczy, że jest przyjemnie jak na grzybobraniu. W pewnym momencie pomyślałam nawet, że Chris stojący na minie ma przed sobą o wiele radośniejszą perspektywę niż jego kumpela.

land ine goes click

Scenariusz Adriana Colussi dba by napięcie rosło powoli i mimo, że nikt nie ma złudzeń do czego ta sytuacja zmierza to i tak widz nie może być obojętny. Protagoniści mimo iż do ludzi kryształowych nie należą to jednak nie da się im nie współczuć. Nie da się też nie zakrzyknąć parokroć: ty głupia cipo, ty tchórzliwy pajacu. No cóż, emocje. Jesteśmy zmuszeni do moralnej oceny bohaterów, bo jak mówiłam świeci nie byli. Ich decyzje pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o racjonalne postrzeganie pewnych sytuacji, ale mogę powiedzieć, że mimo wszytko scenariusz zachowuje realizm na przyzwoitym poziomie.

Emocji jest tu masa i to one budują ten film. Sporo niespodzianek, ale nie powyciąganych z tyłka tylko zmyślnie i konsekwentnie dorzucanych by, jak to się mówi, dolać oliwy do ognia. Napięcie nie słabnie do ostatnich scen. Za scenariusz należą się ukłony.

Co do wykonania, to tu też nie mam zarzutów. Aktorstwo okej, zwyrol jest niepospolicie obmierzły, ofiary są ofiarne. Nie ma tu jakiś szczególnych wygibasów z kamera, postawiono tu na naturalizm bez zbytków. Sceny, które mają wzbudzić gniew, czy tam strach są zrobione tak by to faktycznie działało. Mamy tu większą brutalność pod względem kontekstu niż wizualizacji, ale pewnych rzeczy, no cóż, uniknąć się nie dało.

Podsumowując, film dla tych co to nie lubią się nudzić, cenią wartką akcję, klimat zaszczucia i solidny dramatyzm sytuacyjny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

71/100

W skali brutalności:3/10

Przebranie na mordowanie

Dressed to kill/ W przebraniu mordercy (1980)

w przebraniu mordercy

Doktor Robert Elliott jest psychoanalitykiem, który w swoim gabinecie przyjmuje najróżniejszych pacjentów. Jednym z nich jest sfrustrowana seksualnie Kate, która pewnego dnia postanawia zerwać z małżeńską rutyną i zastosować klasyczny skok w bok. Jej niezobowiązująca znajomość znajduje szybki finał. Nie zdążywszy wrócić do męża Kate zostaje zamordowana w windzie. Świadkiem zbrodni jest prostytutka, Liz i to ona wspólnie z nastoletnim synem zamordowanej postanawia wytropić morderce. Oczy detektywów amatorów jak i policji szybko kierują się w stronę barwnej rzeszy pacjentów Roberta Elliotta.

w przebraniu mordercy

“W przepraniu mordercy” to dość klasyczny thriller z wątkami psychologicznymi i kryminalnymi. Nakręcił go nikt inny jak Brian De Palma na podstawie własnego scenariusza. W obsadzie po za świetnym Michaelem Cainem w roli psychiatry możemy też podziwiać filuterną Nancy Alen pierwszą żonę reżysera, którą wcześniej obsadził w roli wrednej Chris w “Carrie“.

w przebraniu mordercy

Fabuła filmu skupia się, co dość oczywiste, na rozwiązaniu zagadkowego zabójstwa. Głównymi tropicielami zbrodni jest Liz, która znalazła ofiarę i kątem oka dostrzegła kobietę – potencjalną sprawczynie oraz syn ofiary nastoletni Peter – jego też rozpoznacie jako gwiazdę wielu horrorów z lat ’80, chociażby “Christine”.

Sprawą zajmuje się też rzecz jasna policja. Z uwagi na to, że Kate mogła mieć styczność z innymi pacjentami swojego terapeuty policja zaprasza doktora Elliott’a do współpracy. Ten mimo niepokojących sygnałów odmawia ujawnienia tajemnicy lekarskiej.

Śledzimy tu więc potyczki detektywów amatorów i doktora, który może znać tożsamość sprawcy. Wszyscy są w niebezpieczeństwie, bo morderca jest nadal w grze.

Wnosząc po fabule mamy tu więc kawałek niezłej historii. W przeciwieństwie do typowego dla lat ’80 podejścia do tematyki seryjnych morderców nie mamy tu do czynienia ze zgraja sisiumajtków latających po lesie, a z inteligentną zagadką kryminalną. De Palma ma dla widzów niespodziankę, dość solidną aczkolwiek nie medalową. W epilogu poznamy podłoże działań zabójcy, pokuszono się tu o całkiem ciekawe studium psychologiczne.

w przebraniu mordercy

Na dużą pochwałę zasługują też zdjęcia, jak zawsze w filach De Palmy nie ma tu przypadkowych ujęć, wszytko jest bardzo konsekwentne, każdy detal odgrywa tu rolę. Scena zabójstwa często porównywana jest do tej którą Hitchcock przedstawił w “Psychozie“. Film więc spokojnie można zaliczyć do grona tych bardziej udanych produkcji w temacie chorych morderców.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie: 6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Krótkie opowieści o szaleństwie

Patient seven (2016)

patient seven

Psychiatra, doktor Daniel Marcus przybywa do szpitala Spring Valley szukając materiałów do nowej publikacji. Inspiracją mają być historie sześciu pacjentów placówki, którzy wedle teorii lekarza wcale nie są obłąkani a psychoza jest mechanizmem obronnym przed traumą i poczuciem winy. Doktor Marcus przesłuchuje kolejnych pacjentów śmiało udowadniając swoje przekonania.

Na fabułę “Patient seven” składają się właśnie owe opowieści obłąkanych bohaterów.

patient seven

Na pierwszy ogień idzie Jil i jej opowieść o obłąkanej matce. W segmencie “Visitant” mamy do czynienia z dość klasyczną opowieścią o potworze, który czai się w domu pewnej samotnej matki. Problem w tym, że potwora widzi tylko mamusia, a walka z nim w pewnym momencie zmusza córkę do zamordowania mamy. Fabularnie jak najbardziej spoko, ale trochę tu przegięli z charakterystyką maminego widziadła. Moja ocena: 6/10

“Body“, historia drugiego pacjenta, to mój zdecydowany faworyt w tej antologii. Wszytko zaczyna się od pacjenta i jego lęki przed…folią. Skąd się wziął? Tu przechodzimy do sceny zbrodni. Morderca uśmierciwszy swoją ofiarę owija ją w folię i rusza z trupem w miasto. Akurat jest Halloween, toteż widok umazanego krwią gościa nikogo nie dziwi, zaś posiadany przez niego rekwizyt w postaci zafoliowanych zwłok budzi powszechny entuzjazm – sama nie wymyśliłabym lepszego stroju na Halloween. Historia mocno trąci czarnym humorem i jest najbardziej pomysłowa ze wszystkich tu przedstawionych. Moja ocena:8/10

“Undying love” to historia pacjentki oskarżonej o zabójstwo nowej dziewczyny swojego chłopaka. Co ciekawe kiedy przechodzimy do retrospekcji z tych wydarzeń wątek przewodni w zasadzie znika. Jakby ten film był na siłę doklejony do antologii. Nie podobał mi się:  zombie, nuda, zombie nuda. Plusa mogę dać za miejsce akcji, klimatyczną Islandię.  Moja ocena: 3/10

“Sleeping plot” to druga już historia nieletniej morderczyni. Jej bohaterka została oskarżona o zabicie kumpeli. Podobał mi się sposób narracji tego segmentu. Duży plus za skupienie się na perspektywie głównej bohaterki. Wszyscy po za nią znajdują się poza kadrem. Niczym w świecie rasowego psychopaty, są nieistotni. Historia z nieco makabrycznym humorem. Moja ocena: 7/10

“Banshing” to rzecz o starym, dobrym opętaniu przez demona. Opowieść więc bardzo klasyczna, ale mocno nadrabiająca formą. Na plus. Moja ocena:6/10

“Dead scenes” na odwrót – słaby technicznie, ciekawy fabularnie. Jej bohaterem jest pacjent, który wierzy w wampiry. Za samą wiarę w nie, nie trafiłby do psychiatryka, jednakże stało się tak, że owa wiara pchnęła go do roli pogromcy wampirów.

patient seven

Wcielający się w tę rolę aktor wypadł bardzo przekonująco, jednak segmentowi zaszkodziły słabe efekty, a konkretniej charakteryzacja wampirycznych bohaterów – wyglądali jak z serialu “Buffy postrach wampirów”, czyli dziadowo. Moja ocena:6/10

I na koniec siódmy pacjent, czyli rzekoma niespodzianka, która wcale wielką niespodzianką nie nie jest. Segment nosi tytuł “Evaded” ponownie porusza wątek zaczerpnięty z zombie movie. Ma fajny, zimowy klimat, ale fabularnie jest strasznie chaotyczny. Na siłę chciano tu namieszać widzowi w głowie. Moja ocena:4/10

Podsumowując, mamy tu więc dość zróżnicowany poziom, ale tak to jest kiedy jeden film ma kilkunastu twórców. Pomysł z historiami pacjentów psychiatryka jako klamry scalającej antologię jest dobry, ale mam poczucie, że niektóre segmenty znalazły się tu bardzo przypadkiem i to zepsuło całość.

Moja ocena:

Całość: 5+/10

W skali brutalności: 2/10

Wyniki konkursu 2

WYNIKI KONKURSU HALLOWEENOWEGO

Konkurs rozstrzygnięty. Podwójne zaproszenia na maratony horrorów w Helios otrzymują:

Konrad Bielsko Biała

Kasia Legnica

Mateusz Bielsko Biała

Rafał Olsztyn

Zaproszenie do Cinema 3 D wędrują do Patrycji i Aurelii z Gdańska

 

Pamiętajcie, żeby odpisać na radosne maile, które do Was poszły, inaczej zaproszenia idą w diabły, tzn. idą do kogoś innego.

W pewnej kamienicy

Jericho Mansions/ Kamienica (2003)

kamienica

W kamienicy Jericho Mansions mieszka kilku lokatorów. Każdy wiedzie swoje życie, niekiedy pełne udręk i różnego kalibru kłopotów. Wszystkich lokatorów dobrze zna dozorca, Leonard. Mężczyzna od lat nie opuszcza murów budynku, ponieważ cierpi na agorafobie. Do tego dokuczają mu nawracające zaniki pamięci.

Od pewnego czasu w kamienicy zaczyna źle się dziać. Właścicielka budynku, o wszystko obwinia dozorce. W końcu dochodzi do morderstwa, którego ofiarą pada jeden z lokatorów. Leonard postanawia dowiedzieć się co tak naprawdę wyprawia się w jego maluczkim świecie. 

kamienica

Już pewnie zauważyliście, że lubię filmy, których akcja rozgrywa się w starych kamienicach. Takie stare budynki mają zazwyczaj długa historię, skrywają w swoich murach nie jeden sekret. Stanowią doskonałą przestrzeń do zbudowania nieco klaustrofobicznego klimatu, bo twórców rzadko interesuje co dzieje się na zewnątrz.

Na takiej oszczędnej przestrzeni, żyje grupa filmowych bohaterów. Co ciekawe w filmowych kamienicach zazwyczaj żyją jacyś odszczepieńcy i dziwacy. Tworzą barwne stado, a ich wzajemne relacje są dużo bardziej pogmatwane niż można by się spodziewać. Każdy pilnuje swojego kawałka podłogi jak niepodległości, i często ma do ukrycia bardzo brzydkie sekreciki.

kamienica

Nie inaczej jest w przypadku “Kamienicy” Alberto Sciammy. Ten film jest do prawdy mocno zakręcony. Opowiedziany pół żartem, pół serio tworzy dramatyczną historię kilku bohaterów, których losy splotły się za sprawą jednego budynku.

Najciekawsza postacią jest Leonard i to z nim będzie wiązać się najwięcej filmowych niespodzianek. Aktorska kreacja James’a Cann’a bardzo się tu przysłużyła. Nie wiemy, czy oto mamy przed sobą czarny charakter, twórcę całej intrygi, świra i mordercę, czy ofiarę spisku kogoś z lokatorów. Musimy sięgnąć daleko w historię kamienicy, przyjrzeć się z bliska każdemu z bohaterów, zwracać uwagę na szczegóły, by zrozumieć motywacje i połączyć ją ze skutkiem. Tak z marszu nie jest to wcale proste i to czyni ten obraz bardzo intrygującym.

kamienica

“Kamienicę” nie łatwo przydzielić do jednego, konkretnego filmowego gatunku, bo mamy tu sporo część składowych, a każda pasuje gdzie indziej. Z jednej strony krwawy mord, tajemnica, złożone portrety psychologiczne, z drugiej spora porcja groteski, satyry, czarnego humoru. Myślę, że tworząc ten miszmasz twórcy nieco wzorowali się na “Delicatessen“. Idąc na kompromis można ten film określić thrillerem, ale pamiętajcie, że gatunkowe ramy są tu chwiejne.

Czy film się spodoba każdemu, tego w żadne sposób nie jestem w stanie zagwarantować. Jest dość dziwny, także narracyjnie, dużo tu niejasności i niektórych widzów może to zniechęcić. Jak dla mnie film całkiem dobry i godny uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Impreza z trupem

Body/ Denat (2016)

body

Trzy młode przyjaciółki spędzają przedświąteczny wieczór w domu jednej z nich. Znudzone postanawiają zmienić miejscówkę. Jedna z nich, Cali, proponuje przeniesienie imprezy do wypasionej willi jej wuja. Dziewczyny są już w szampańskich nastrojach, gdy okazuje się, że dom wuja wcale nie jest domem wuja, a ich obecność została zauważona przez stróża. Gdy facet postanawia przegnać intruzów z domu dochodzi do niefortunnego wypadku.

“Denat” to thriller, który zaczyna się od przypadkowej śmierci, a później jest już tylko gorzej. Napędzane lękiem przed karą młode dziewczyny podejmują szereg złych decyzji w konsekwencji czego kwalifikacja ich przestępczego czynu ulega znacznej zmianie.

Fabuła nieco skojarzyła mi się z filmem “Stuck”, choć “Denat” robi znacznie mniejsze wrażenie. Nie wywołał u mnie wielkich emocji, choć trzeba przyznać, że scenariusz starał się takowe wzbudzić.

Wszytko sprowadza się tu do moralnego dylematu. Co zrobić by uniknąć kary, ale zachować przy tym resztki przyzwoitości.

body

Rozgrywka w tej sprawie toczy się między trzema bohaterkami. Cali przywódczyni całej rebelii najchętniej zwiałaby z miejsca wypadku. Ten pomysł, może okrutny i tak był chyba lepszy niż to co panny wymyśliły później…

Holly naciska na przyjaciółki by wezwać policję i przyznać się do wszystkiego. Widmo hańby jaka spłynęłaby na nią i jej rodzinę sprawa, że godzi się na inny, moim zdaniem, jeszcze bardziej pokręcony pomysł. Zaś Mel, przyszła prawniczka, godzi się w zasadzie na każdą durnotę jako wymyśla jej dwie zdesperowane przyjaciółki.

Tak więc cała akcja napędzana jest prze kolejne wymysły dwóch dziewczyn aż do twisu, który jeszcze pogorszy ich położenie. Gorsze położenie to kolejna zmiana planu na… jeszcze głupszy. I tak to się drodzy Państwo rozkręca aż bohaterki znajdą się w kolosalnie czarnej dupie.

Finał tej historii jest więc łatwy do przewidzenia, choć może nie oczywisty. Nie oczywisty ze względu na sprytne zwody w scenariuszu ,ale ze względu na zaskakujący poziom głupoty młodych bohaterek. Możemy tu więc zobaczyć, w jak dziwny sposób ludzie potrafią reagować na sytuacje kryzysowe.

Jak wspomniałam wielkich emocji i silnych wrażeń tu nie ma, ale ogląda się to nieźle. “Denat” z pewnością posiada walory rozrywkowe, nie można narzekać na brak akcji, a większych aspiracji raczej i tak nie miał.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

Braterska więź

Seconds Apart (2011)

second apart

Nastoletni bliźniacy Seth i Jonah tworzą niezwykły duet. Po za tym, że posiadają niezwykłe zdolności parapsychiczne z zamiłowaniem przyglądają się ludzkim nieszczęściom. Śmierć, to ciekawi ich najbardziej. W ramach eksperymentu nazywanego enigmatycznie ‘projektem’ sprawdzają swoją czułość na różnego rodzaju makabryczne bodźce. Niestety wygląda na to, że nic ich nie rusza. Dopiero pojawienie się między nimi dziewczyny budzi falę nieoczekiwanych emocji.

“Seconds apart” jest horrorem nakręconym przez twórcę wielu produkcji telewizyjnych. Nie przebił się szczególnie, nie było o nim głośno i myślę, że mógł umknąć wielu miłośnikom gatunku, a szkoda.

To, co w tym filmie stanowi główny nośnik fabuły to motyw bliźniąt. Ludzi od dawna podejrzewają bliźniacze rodzeństwa o specyficzny rodzaj łączących ich więzi. Mówi się o telepatii, silnym współodczuwaniu.

Twórcy “Seconds Apart” poszli o krok do przodu i obdarzyli filmowych bliźniaków pakietem dodatkowych właściwości.

second apart

Więź miedzy braćmi okraszona jest cechami nadnaturalnymi, wspólnie potrafią wpływać na ludzi i siłą sugestii przekonać ich do najbardziej makabrycznych czynów. Obaj posiadają też pewien defekt, kompletny brak empatii. Jedyne uczucie, to to jakie ich łączy. Ciężko to jednak nazwać miłością, raczej przywiązaniem. Widzowie kilkakrotnie będą świadkami ich popisów, z czego niektóre są wyjątkowo udane.

W pierwszej partii filmu poznamy też detektywa badającego sprawę w którą Jonah i Seth są zamieszani. To właśnie jego udziałem będzie zgłębienie mrocznej tajemnicy bliźniaków.

Wspomniałam o dziewczynie. Ładniutka i bardzo chętna nastolatka wchodzi między braci. Interesują się jednym z nich, co nie podoba się temu drugiemu. Zazdrość mocno nadwątla braterską więź.

second apart

Realizacyjnie film stoi na dobrym poziomie, choć nie ma walorów, które mogłyby powalić. Na pewno największą zaletą jest tu gra aktorska naszych bliźniaków. Obaj odnajdują się w kinie grozy i nie da się ukryć, że ich aparycja temu sprzyja.

“Seconds Apart” arcydziełem na pewno nie jest, niestety momentami za mocno zajeżdża teen horrorem i przez to gubi klimat, ale ogólnie jest dosyć przyjemny i warto się z nim zapoznać.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Obcy

Gok-seong aka The Wailing (2016)

wailing

W małej koreańskiej wiosce masowo wzrasta liczba niewyjaśnionych zgonów. Podejrzenia w tej sprawie spadają na nowego mieszkańca, Japończyka, który osiedlił się na obrzeżach wioski. Dalsze wydarzenia zaczynają wskazywać na ingerencje sił nieczystych. Czara goryczy przelewa się gdy ofiarą staje się córka miejscowego policjanta.

No i mamy kolejny dobry koreański horror. Zastanawiam się, czy nie zostanę niebawem posądzona o stronniczość w kwestii ocen produkcji z tego rejonu świata, bo jak widać 90% koreańskich filmów grozy budzi mój zachwyt. Co poradzić, jak Koreańczycy naprawdę dają radę? Trzeba się tylko cieszyć. I oglądać.

W przypadku “The Wailing” mamy do czynienia z ghost story z licznymi watkami dramatycznymi, dobrze zarysowanym tłem społecznym i psychologiczną oceną postaw bohaterów.

Po azjatycku film rozkręca się powoli i tak na dobrą sprawę dopiero po godzinie przechodzimy do konkretów. Film trwa ponad dwie, więc wymaga cierpliwości.

Sama historia opiera się na motywie małej społeczności, której członkowie zostają postawieni wobec zdarzeń, których nie rozumieją. Jak zazwyczaj w takich sytuacjach pojawia się wątpliwość, czy to aby nie są diabelskie sztuczki. Ludzie umierają. Miejsca domniemanych zbrodni prezentują się dość makabrycznie. Policjant, na którego barki spada cała sprawa to człowiek prosty, nie da się ukryć, nerwowy.

wailing

Wiejska społeczność widzi w tym ingerencję sił nadprzyrodzonych. Odżywają zapomniane lokalne legendy, a miejscowi mężczyźni coraz uważniej przyglądają się ‘obcemu’, czyli Japończykowi żyjącemu na marginesie społeczności, nie znający ich języka i obyczajów. Na to kim jest mają masę pomysłów i domysłów, ale praktycznie wszyscy zgodni są w typowaniu go na winowajce wszystkich nieszczęść.

Sytuacja dramatycznie się pogarsza gdy córka komendanta zaczyna chorować. Jej dziwny stan jeszcze pogłębia domysły ojca i reszty mieszkańców. Pojawia się egzorcysta, a my bliżej przyglądamy się Japończykowi. Co też on kombinuje? A kim jest bezimienna kobieta, która podrzuca niejasne tropy?

wailing

Sprawa jest niejasna tak naprawdę do samego końca i nie łatwo tu o przewidzenie zamysłu scenarzysty. A jeśli mam być szczera to i finał nie wyjaśnia do końca z czym mamy tu do czynienia. Masa symboli, za pewne zrozumiałych dla ludzi wychowanych w tamtej kulturze, mi nie ułatwiła sprawy, a tylko bardziej namieszała w głowie.

Faktem jest, że w pierwszej połowie film się trochę wlecze, ale w drugiej następuje już przełom i wszytko nabiera wyraźnego kształtu. Desperacja bohaterów rośnie, wraz z nią rośnie napięcie.

Obsada nie szczędzi energii by wyraźnie zaznaczyć jak poważna to sprawa. Klimat, który budowany jest od pierwszych ujęć zaczyna ewoluować w coraz to mroczniejszy. Koreańska wioseczka staje się polem bitwy, choć nie wiadomo kto tak naprawdę jest wrogiem. Możecie być pewni, że nie będzie tu sztampy.

wailing

Dla mnie film, może nie medalowy, bo jednak jego długość poraża, ale jednak bardzo udany. Na tle zachodnich produkcji wypada niewątpliwie oryginalnie i poszukiwaczy takich właśnie wrażeń zachęcam do seansu z nim.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

Bliżej mordercy

Angst (1983)

angst

Bezimienny mężczyzna po odsiedzeniu dziesięcioletniego wyroku za morderstwo zostaje zwolniony z więzienia. Resocjalizacja najwyraźniej nie powiodła się, bo jedyne o czym myśli  to sadystyczny gwałt i morderstwo na kobietach.

Szukając wymarzonej ofiary, najlepiej w liczbie mnogiej, trafia do okazałej rezydencji, gdzie przyczaja się na nic niepodejrzewającą rodzinę.

“Angst” jest porażająco realistycznym zapisem dwóch dni z życia mordercy. W najdrobniejszych szczegółach prezentuje planowanie i przebieg zamachu na życie pewnej rodziny.

Reżyserem filmu jest austryjak Gerald Kargl, jednak to nasz rodak Zbigniew Rybczyński, odwalił tu najlepszą robotę. Był nie tylko współtwórcą scenariusz, ale także głównym operatorem i to właśnie dzięki jego zdjęciom możemy przyjrzeć się mordercy z tak bliska jak to nigdy przedtem ani nigdy potem nie zostało uczynione.

angst

Fabuła filmu jest prosta. Siedź i patrz, a ja będę mordował.

Inspiracją dla postaci głównego bohatera był schwytany w 1980 roku Werner Kniesek, którego autentyczna zbrodnia do złudzenia przypomina to czego dokonał bohater “Angst”. Zbliżone są też biografie obydwu ‘panów’.

“Angst” to bardzo minimalistyczny i naturalistyczny obraz. Morderca nie jest żadnym Hannibalem Lecterem, który błyszczy inteligencją (i zębami). Mamy tu gościa w typie narwańca, który gorąco pragnie szybko rozładować swoje seksualne napięcie. Opuściwszy więzienie czym prędzej napada na rodzinę, która ma dostarczyć mu oczekiwanych wrażeń. Wszytko rozgrywa się naprawdę szybko.

Obrazom towarzyszy narrator, który robi tu za głos mordercy. Opowiada nam o swojej przeszłości, planach i na bieżąco komentuje dokonywane czyny. To sprawia, że nie tylko obserwujemy morderce, jesteśmy też w jego głowie – jakkolwiek to brzmi. Efekt jest bardzo dobry zwłaszcza, że scenariusz nie przewidział jakiś hollywoodzkich udziwnień w sylwetce zabójcy.

Nie robiłoby to tak piorunującego wrażenia gdyby nie zdjęcia. Jak wspomniałam ich autorem jest polak lubujący się w niekonwencjonalnych formach. To co wyprawia z kamerą to po prostu szok. Zdjęcia są tak żywe i precyzyjne, że strach. Zbliżamy się do mordercy i jego ofiar o milimetry. Prawie czułam smród kiełbachy, którą łapczywie pożerał bohater. Nie wspominając już o wrażeniach przy scenach mordów…

angst

Film emanuje brutalnością, ale nie taką w hollywoodzkim stylu. Nie przejaskrawia sprawy. Wszytko wydaje się bardzo realne, choć ciężko mi to wnioskować na własnym doświadczeniu, ostatecznie nigdy nikogo nie mordowałam.

angst

Poczynania bohatera autentycznie budzą popłoch. Jest tak czubowaty i niebezpieczny, że przypomina dzikie zwierze, które ruszyło na żer. Do tego z takim spokojem o wszystkim opowiada.

W roli narratora mamy innego aktora niż ten, który występuje przed kamerą, niemniej jednak tworzą doskonały duet. Nawet ofiary wypadają naturalnie w swoich niewdzięcznych rolach, bez nad ekspresji i sztucznych emocji.

No, szok. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, zarówno samego konceptu jak i wykonania.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:8

82/100

W skali brutalności: 4/10

Kim jest Robert Durst?

The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst/ Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta – odc. 1-6 (2015)

jinx

Wszytko zaczyna się w Galveston w Teksasie, gdzie miejscowa policja wyławia z zatoki czarne worki z rozczłonkowanymi ludzkimi zwłokami. Strzępek gazety z zapisanym adresem doprowadza śledczych do ofiary i potencjalnego sprawcy. Zamordowany to Morris Black, zwykły starszy mężczyzna, jednak tożsamość potencjalnego sprawcy stawia na nogi całą Amerykę.

w 1982 roku bez śladu zniknęła piękna Katheelyn Durst młoda żona multimilionera z rodziny deweloperskiej z Nowego Yorku. Wiele osób jako podejrzanego o zniknięcie kobiety wskazało jej małżonka, ekscentrycznego Boba. Jednak mijały lata a sprawa pozostała zagadką. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Byli jednak tacy, którzy się nie poddawali i w okolicy roku 2000 na nowo otwarto prawe zaginięcia Kathy. Wkrótce po tym śmierć poniosła przyjaciółka małżonków Durst, Susan, a później w Teksasie na powierzchnie wody wypłynęły zwłoki Morrisa Blacka. I tu na nowo pojawia się nazwisko Robert Durst.

W sześcioodcinkowym dokumencie mało znanego reżysera Andrew Jareckiego, poznamy zupełnie nowy rodzaj serialu o mordercy.

jinx

Przyznam, że po raz kolejny prawda okazała się dziwniejsza od fikcji.

Pamiętam jak niedawno śledziłam wieloletnią batalię o wolność Stevena Avery’a w serialu “Making a murder” i szczerze wątpiłam, że w niedługim czasie będzie mi dane obejrzeć coś równie ekscytującego.

Dla wielu widzów “Jinx…” okarze się nawet lepszy niż serial Neflixa z tego względu, że nie można mu zarzucić tak ogromnej stronniczości.

W przypadku “Jinx” wraz z reżyserem i uczestnikiem dokumentu w jednej osobie, poznajemy Roberta Dursta i wraz z nim spadamy z krzesła gdy na światło dzienne wychodzą coraz to nowe fakty. W przypadku tego serialu raczej nie możemy już liczyć na kontynuacje, choć w patrząc na zawiłość losów Dursta wszytko jest możliwe.

jinx

Jak wspomniałam serial otwierają sceny ze śledztwa w sprawie morderstwa Morrisa Blacka, następnie przechodzimy do procesu w tej sprawie.

Anderw Jarecki jest reżyserem raczej mało popularnego filmu fabularnego o małżeństwie Roberta Dursta i Kathy Durst. Tak się złożyło, że ów film miał okazję obejrzeć sam zainteresowany, Robert Durst i wkrótce po tym sam zgłosił się do reżysera z ofertą wywiadu. To miał być pierwszy wywiad z Durstem. Czujecie to, mieć możliwość porozmawiać z facetem podejrzanym o trzy brutalne morderstwa, wolnym jak ptaszek pląsającym po Central Parku.

Muszę przyznać, że sylwetka Roberta Dursta robi tu największe wrażenie. Nie mamy tu żadnego fikcyjnego bohatera. Mamy prawdziwego Dursta. Poznamy historię jego życia opowiedzianą z jego perspektywy.

Bardzo ciężko było mi ocenić tego człowieka i sądzę, że nie tylko mnie. Diaboliczny, czy pogubiony? Największy pechowiec świata, czy największy farciarz wśród zabójców? Jest on tak przedziwnym człowiekiem, że nie przyśniłby się najlepszym hollywoodzkim scenarzystom. Sam Durst to jednak nie wszytko, poznajcie jego rodzinkę…

Na serial, po za wywiadem z Durstem- wisienką na torcie – składają się nagrania z prowadzonych dochodzeń, wywiady ze świadkami, uczestnikami procesu, krewnymi. Wszytko jest żywe, autentyczne. A finał tego przedsięwzięcia, myślę, zaskoczył nawet twórców serialu.

jinx

Czapki z głów, Drodzy Państwo.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:10

Zabawa:10

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:10

Oryginalność:7

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10