Miesięczne archiwum: Październik 2016

Stojąc na minie

Land mine goes click aka Nagmi (2015)

land ine goes click

Narzeczeni Alice i Daniel w towarzystwie przyjaciela Chrisa zwiedzają dzikie tereny Gruzji. Jak bardzo dzikie, przekonają się bardzo szybko. Mina przeciwpiechotna, na której stanie Chris to początek. Próba uratowania przyjaciela będzie bardzo kosztowna dla jasnowłosej bohaterki, kiedy desperacko będzie szukać dla niego pomocy.

W zasadzie na tym opisie powinnam poprzestać, bo spoilery mogą bardzo zaszkodzić Waszemu odbiorowi tego filmu. A szkoda by było, bo ta historia ma szanse wzbudzić w Was silne emocje.

Słowem wstępu powiem, że jestem filmem bardzo mile zaskoczona. Moje ostatnie spotkanie z gruzińskim kinem grozy nie zaowocowało dobrą renomą jaką sobie u mnie mogli wyrobić. Co ciekawe nadziałam się tu na tego samego reżysera, Levana Bakhie, który zadebiutował survivalem w saunie w “247 F“. Już wtedy stwierdziłam, że facet ma dobre pomysły, ale wykonanie trąciło zbyt dużymi niedoróbkami, szczególnie na poziomie scenariusza.

land ine goes click

Nie wiem jaki był szeroki odbiór jego debiutu, ale widać gość zapału nie stracił i  dobrze, bo dzięki temu powstał “Land mine goes click”. Thriller, o którym nie mogę Wa powiedzieć wiele ponad to, że jest wart obejrzenia jak diabli.

Swoją strukturą przywodzi na myśl takie obrazy jak “Eden lake“, “Ostatni do po lewej“. Internety już krzyczą, że posługuje się formułą rape& revagne, plakaty nie pozostawiają wątpliwości, że dochodzi tu do tego rodzaju przemocy. Śledząc fabułę w pewnym momencie nie będziecie mieć już wątpliwości, że tragiczna sytuacja naszej bohaterki, Alice, zmierza właśnie do punktu, w którym stanie się obiektem seksualnym dla zwyrodnialca.

Ale po kolei. Film nie zapowiadał się jakoś wybitnie. Wstęp wskazywał na słaby slasher z trójką bohaterów w dziczy. Ktoś mógł ich napaść, wydymać i pozabijać. Ale nie. Ten film jako jeden z nielicznych pokazuje jak rodzą się takie chore sytuacje, jak z przypadku rodzi się premedytacja.

To jak nieszczęsny Chris znalazł się na minie zostawię w sferze niespodzianek, to będzie bardzo chora niespodzianka. Mamy więc Chrisa na minie i jego kumple Alice próbującą jakoś go z opresji wyratować. Chłopaczyna nawet nie może drgnąć, bo jeśli to uczyni ina wybuchnie. Są biedaczyska sami na pustkowiu dopóki z odsieczą nie przybędzie miejscowy pijaczek. Facet ma zakazaną mordę i nie po kolei w głowie. Sposób w jaki pogrywa sobie z młodymi turystami przywodzi na myśl zagrywki gnojków z “Funny games“. Myśleliście, że rzuci się na bidulkę, zedrze majtochy i zapuści swojego freda? Otóż nie. Szczęśliwie nie mamy tu do czynienia z długą sekwencją gwałtu jak w”Pluję na twój grób“, ale to nie znaczy, że jest przyjemnie jak na grzybobraniu. W pewnym momencie pomyślałam nawet, że Chris stojący na minie ma przed sobą o wiele radośniejszą perspektywę niż jego kumpela.

land ine goes click

Scenariusz Adriana Colussi dba by napięcie rosło powoli i mimo, że nikt nie ma złudzeń do czego ta sytuacja zmierza to i tak widz nie może być obojętny. Protagoniści mimo iż do ludzi kryształowych nie należą to jednak nie da się im nie współczuć. Nie da się też nie zakrzyknąć parokroć: ty głupia cipo, ty tchórzliwy pajacu. No cóż, emocje. Jesteśmy zmuszeni do moralnej oceny bohaterów, bo jak mówiłam świeci nie byli. Ich decyzje pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o racjonalne postrzeganie pewnych sytuacji, ale mogę powiedzieć, że mimo wszytko scenariusz zachowuje realizm na przyzwoitym poziomie.

Emocji jest tu masa i to one budują ten film. Sporo niespodzianek, ale nie powyciąganych z tyłka tylko zmyślnie i konsekwentnie dorzucanych by, jak to się mówi, dolać oliwy do ognia. Napięcie nie słabnie do ostatnich scen. Za scenariusz należą się ukłony.

Co do wykonania, to tu też nie mam zarzutów. Aktorstwo okej, zwyrol jest niepospolicie obmierzły, ofiary są ofiarne. Nie ma tu jakiś szczególnych wygibasów z kamera, postawiono tu na naturalizm bez zbytków. Sceny, które mają wzbudzić gniew, czy tam strach są zrobione tak by to faktycznie działało. Mamy tu większą brutalność pod względem kontekstu niż wizualizacji, ale pewnych rzeczy, no cóż, uniknąć się nie dało.

Podsumowując, film dla tych co to nie lubią się nudzić, cenią wartką akcję, klimat zaszczucia i solidny dramatyzm sytuacyjny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

71/100

W skali brutalności:3/10

Przebranie na mordowanie

Dressed to kill/ W przebraniu mordercy (1980)

w przebraniu mordercy

Doktor Robert Elliott jest psychoanalitykiem, który w swoim gabinecie przyjmuje najróżniejszych pacjentów. Jednym z nich jest sfrustrowana seksualnie Kate, która pewnego dnia postanawia zerwać z małżeńską rutyną i zastosować klasyczny skok w bok. Jej niezobowiązująca znajomość znajduje szybki finał. Nie zdążywszy wrócić do męża Kate zostaje zamordowana w windzie. Świadkiem zbrodni jest prostytutka, Liz i to ona wspólnie z nastoletnim synem zamordowanej postanawia wytropić morderce. Oczy detektywów amatorów jak i policji szybko kierują się w stronę barwnej rzeszy pacjentów Roberta Elliotta.

w przebraniu mordercy

“W przepraniu mordercy” to dość klasyczny thriller z wątkami psychologicznymi i kryminalnymi. Nakręcił go nikt inny jak Brian De Palma na podstawie własnego scenariusza. W obsadzie po za świetnym Michaelem Cainem w roli psychiatry możemy też podziwiać filuterną Nancy Alen pierwszą żonę reżysera, którą wcześniej obsadził w roli wrednej Chris w “Carrie“.

w przebraniu mordercy

Fabuła filmu skupia się, co dość oczywiste, na rozwiązaniu zagadkowego zabójstwa. Głównymi tropicielami zbrodni jest Liz, która znalazła ofiarę i kątem oka dostrzegła kobietę – potencjalną sprawczynie oraz syn ofiary nastoletni Peter – jego też rozpoznacie jako gwiazdę wielu horrorów z lat ’80, chociażby “Christine”.

Sprawą zajmuje się też rzecz jasna policja. Z uwagi na to, że Kate mogła mieć styczność z innymi pacjentami swojego terapeuty policja zaprasza doktora Elliott’a do współpracy. Ten mimo niepokojących sygnałów odmawia ujawnienia tajemnicy lekarskiej.

Śledzimy tu więc potyczki detektywów amatorów i doktora, który może znać tożsamość sprawcy. Wszyscy są w niebezpieczeństwie, bo morderca jest nadal w grze.

Wnosząc po fabule mamy tu więc kawałek niezłej historii. W przeciwieństwie do typowego dla lat ’80 podejścia do tematyki seryjnych morderców nie mamy tu do czynienia ze zgraja sisiumajtków latających po lesie, a z inteligentną zagadką kryminalną. De Palma ma dla widzów niespodziankę, dość solidną aczkolwiek nie medalową. W epilogu poznamy podłoże działań zabójcy, pokuszono się tu o całkiem ciekawe studium psychologiczne.

w przebraniu mordercy

Na dużą pochwałę zasługują też zdjęcia, jak zawsze w filach De Palmy nie ma tu przypadkowych ujęć, wszytko jest bardzo konsekwentne, każdy detal odgrywa tu rolę. Scena zabójstwa często porównywana jest do tej którą Hitchcock przedstawił w “Psychozie“. Film więc spokojnie można zaliczyć do grona tych bardziej udanych produkcji w temacie chorych morderców.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie: 6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Krótkie opowieści o szaleństwie

Patient seven (2016)

patient seven

Psychiatra, doktor Daniel Marcus przybywa do szpitala Spring Valley szukając materiałów do nowej publikacji. Inspiracją mają być historie sześciu pacjentów placówki, którzy wedle teorii lekarza wcale nie są obłąkani a psychoza jest mechanizmem obronnym przed traumą i poczuciem winy. Doktor Marcus przesłuchuje kolejnych pacjentów śmiało udowadniając swoje przekonania.

Na fabułę “Patient seven” składają się właśnie owe opowieści obłąkanych bohaterów.

patient seven

Na pierwszy ogień idzie Jil i jej opowieść o obłąkanej matce. W segmencie “Visitant” mamy do czynienia z dość klasyczną opowieścią o potworze, który czai się w domu pewnej samotnej matki. Problem w tym, że potwora widzi tylko mamusia, a walka z nim w pewnym momencie zmusza córkę do zamordowania mamy. Fabularnie jak najbardziej spoko, ale trochę tu przegięli z charakterystyką maminego widziadła. Moja ocena: 6/10

“Body“, historia drugiego pacjenta, to mój zdecydowany faworyt w tej antologii. Wszytko zaczyna się od pacjenta i jego lęki przed…folią. Skąd się wziął? Tu przechodzimy do sceny zbrodni. Morderca uśmierciwszy swoją ofiarę owija ją w folię i rusza z trupem w miasto. Akurat jest Halloween, toteż widok umazanego krwią gościa nikogo nie dziwi, zaś posiadany przez niego rekwizyt w postaci zafoliowanych zwłok budzi powszechny entuzjazm – sama nie wymyśliłabym lepszego stroju na Halloween. Historia mocno trąci czarnym humorem i jest najbardziej pomysłowa ze wszystkich tu przedstawionych. Moja ocena:8/10

“Undying love” to historia pacjentki oskarżonej o zabójstwo nowej dziewczyny swojego chłopaka. Co ciekawe kiedy przechodzimy do retrospekcji z tych wydarzeń wątek przewodni w zasadzie znika. Jakby ten film był na siłę doklejony do antologii. Nie podobał mi się:  zombie, nuda, zombie nuda. Plusa mogę dać za miejsce akcji, klimatyczną Islandię.  Moja ocena: 3/10

“Sleeping plot” to druga już historia nieletniej morderczyni. Jej bohaterka została oskarżona o zabicie kumpeli. Podobał mi się sposób narracji tego segmentu. Duży plus za skupienie się na perspektywie głównej bohaterki. Wszyscy po za nią znajdują się poza kadrem. Niczym w świecie rasowego psychopaty, są nieistotni. Historia z nieco makabrycznym humorem. Moja ocena: 7/10

“Banshing” to rzecz o starym, dobrym opętaniu przez demona. Opowieść więc bardzo klasyczna, ale mocno nadrabiająca formą. Na plus. Moja ocena:6/10

“Dead scenes” na odwrót – słaby technicznie, ciekawy fabularnie. Jej bohaterem jest pacjent, który wierzy w wampiry. Za samą wiarę w nie, nie trafiłby do psychiatryka, jednakże stało się tak, że owa wiara pchnęła go do roli pogromcy wampirów.

patient seven

Wcielający się w tę rolę aktor wypadł bardzo przekonująco, jednak segmentowi zaszkodziły słabe efekty, a konkretniej charakteryzacja wampirycznych bohaterów – wyglądali jak z serialu “Buffy postrach wampirów”, czyli dziadowo. Moja ocena:6/10

I na koniec siódmy pacjent, czyli rzekoma niespodzianka, która wcale wielką niespodzianką nie nie jest. Segment nosi tytuł “Evaded” ponownie porusza wątek zaczerpnięty z zombie movie. Ma fajny, zimowy klimat, ale fabularnie jest strasznie chaotyczny. Na siłę chciano tu namieszać widzowi w głowie. Moja ocena:4/10

Podsumowując, mamy tu więc dość zróżnicowany poziom, ale tak to jest kiedy jeden film ma kilkunastu twórców. Pomysł z historiami pacjentów psychiatryka jako klamry scalającej antologię jest dobry, ale mam poczucie, że niektóre segmenty znalazły się tu bardzo przypadkiem i to zepsuło całość.

Moja ocena:

Całość: 5+/10

W skali brutalności: 2/10

Wyniki konkursu

WYNIKI KONKURSU HALLOWEENOWEGO

Konkurs rozstrzygnięty. Podwójne zaproszenia na maratony horrorów w Helios otrzymują:

Konrad Bielsko Biała

Kasia Legnica

Mateusz Bielsko Biała

Rafał Olsztyn

Zaproszenie do Cinema 3 D wędrują do Patrycji i Aurelii z Gdańska

 

Pamiętajcie, żeby odpisać na radosne maile, które do Was poszły, inaczej zaproszenia idą w diabły, tzn. idą do kogoś innego.

W pewnej kamienicy

Jericho Mansions/ Kamienica (2003)

kamienica

W kamienicy Jericho Mansions mieszka kilku lokatorów. Każdy wiedzie swoje życie, niekiedy pełne udręk i różnego kalibru kłopotów. Wszystkich lokatorów dobrze zna dozorca, Leonard. Mężczyzna od lat nie opuszcza murów budynku, ponieważ cierpi na agorafobie. Do tego dokuczają mu nawracające zaniki pamięci.

Od pewnego czasu w kamienicy zaczyna źle się dziać. Właścicielka budynku, o wszystko obwinia dozorce. W końcu dochodzi do morderstwa, którego ofiarą pada jeden z lokatorów. Leonard postanawia dowiedzieć się co tak naprawdę wyprawia się w jego maluczkim świecie. 

kamienica

Już pewnie zauważyliście, że lubię filmy, których akcja rozgrywa się w starych kamienicach. Takie stare budynki mają zazwyczaj długa historię, skrywają w swoich murach nie jeden sekret. Stanowią doskonałą przestrzeń do zbudowania nieco klaustrofobicznego klimatu, bo twórców rzadko interesuje co dzieje się na zewnątrz.

Na takiej oszczędnej przestrzeni, żyje grupa filmowych bohaterów. Co ciekawe w filmowych kamienicach zazwyczaj żyją jacyś odszczepieńcy i dziwacy. Tworzą barwne stado, a ich wzajemne relacje są dużo bardziej pogmatwane niż można by się spodziewać. Każdy pilnuje swojego kawałka podłogi jak niepodległości, i często ma do ukrycia bardzo brzydkie sekreciki.

kamienica

Nie inaczej jest w przypadku “Kamienicy” Alberto Sciammy. Ten film jest do prawdy mocno zakręcony. Opowiedziany pół żartem, pół serio tworzy dramatyczną historię kilku bohaterów, których losy splotły się za sprawą jednego budynku.

Najciekawsza postacią jest Leonard i to z nim będzie wiązać się najwięcej filmowych niespodzianek. Aktorska kreacja James’a Cann’a bardzo się tu przysłużyła. Nie wiemy, czy oto mamy przed sobą czarny charakter, twórcę całej intrygi, świra i mordercę, czy ofiarę spisku kogoś z lokatorów. Musimy sięgnąć daleko w historię kamienicy, przyjrzeć się z bliska każdemu z bohaterów, zwracać uwagę na szczegóły, by zrozumieć motywacje i połączyć ją ze skutkiem. Tak z marszu nie jest to wcale proste i to czyni ten obraz bardzo intrygującym.

kamienica

“Kamienicę” nie łatwo przydzielić do jednego, konkretnego filmowego gatunku, bo mamy tu sporo część składowych, a każda pasuje gdzie indziej. Z jednej strony krwawy mord, tajemnica, złożone portrety psychologiczne, z drugiej spora porcja groteski, satyry, czarnego humoru. Myślę, że tworząc ten miszmasz twórcy nieco wzorowali się na “Delicatessen“. Idąc na kompromis można ten film określić thrillerem, ale pamiętajcie, że gatunkowe ramy są tu chwiejne.

Czy film się spodoba każdemu, tego w żadne sposób nie jestem w stanie zagwarantować. Jest dość dziwny, także narracyjnie, dużo tu niejasności i niektórych widzów może to zniechęcić. Jak dla mnie film całkiem dobry i godny uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10