Miesięczne archiwum: Listopad 2016

Oślizgła elita

Society/ Towarzystwo (1989)

society

Billy Whitney to nastolatek pochodzący z zamożnej rodziny, elity Beverly Hills. O ile jego krewniacy to urodzeni oligarchowie uwielbiający zaznaczać swoją klasową wyższość o tyle Billy jak najbardziej odstaje od schematu dziecka sukcesu. Boryka się z problemami natury psychicznej objawiającymi się paranoicznymi podejrzeniami wobec swoich rodziców i siostry. Sęk w tym, że to co wydaje się kryzysem emocjonalnym dorastającego chłopaczka zaczyna mieć realne podstawy.

“Towarzystwo” to reżyserski debiut twórcy takich obrazów jak “Dentysta”, czy “Narzeczona Reanimatora”.

Jego nakręcony jeszcze w latach osiemdziesiątych debiut jest solidny przykładem, że da się w jednym filmie połączyć i rozbuchaną formę i niegłupią treść. Mnie osobiście nasunęło się tu skojarzenie z “Substancją“, bo w jednym filmie mamy do czynienia z połączeniem społecznej satyry, ukazującej niefajne ludzkie cechy z estetyką gore, można nawet rzec body horroru, gdzie nie unikniemy widoków nastręczających do wymiotów. Pojawia się tu sporo czarnego humoru, ale też nie można zapomnieć o nastroju tajemnicy, typowym dla dreszczowca z rodzaju paranoid thrillera.

society

W pierwszej partii filmu poznajemy naszego głównego bohatera, Billy’ego, a także jego rodzinę, wypacykowaną matkę, ulizanego ojca i radosną jak poranek siostrę. Wszyscy oni, idealni do przesady budzą podejrzenia czarnej owcy, czyli Billy’ego. Jak sam mówi swojemu psychoterapeucie: z jego rodziną jest wszystko w porządku po za lekką paranoją i kazirodztwem.

society

Wkrótce jego podejrzenia potwierdzi nagranie z przyjęcia na cześć siostry i jej towarzyskiego debiutu z którego wynika iż cała familia wraz z lokalną elitą oddają się orgiom. To jednak nie wszytko. Wynaturzenie moralne towarzyszy dziwom fizycznym jakie Billy dostrzega u swoich bliskim i ich znajomym. Sprawa jednak nie jest oczywista, jak najbardziej należy brać tu pod uwagę wersję o obłędzie młodzika.

Punkt kulminacyjny dość jednoznacznie stawia sprawę. Mamy tu spore zaskoczenie jeśli nie powiedzieć szok. Prawda o naturze elitarnego towarzystwa Beverly Hills jest bardziej ohydna niż mogło się wydawać. Ta część filmu to miejsce na popis w stylu body horrorów. Do tej całej obrzydliwości dochodzi krańcowy absurd i wyjątkowo czarny humor. Niektórzy pewnie będą zniesmaczeni, inni będą się przednio bawić.

society

Jak wspomniałam teść filmu stanowi pewnego rodzaju satyrę na elity społeczne tego świata. Cały chwyt polega na tym by w absurdalnie dosłowny sposób pokazać jak wyższe sfery wykorzystują tych, którzy znajdują się po za nawiasem.

Dla mnie film bardzo oryginalny, dobry miszmasz gatunkowy, ciekawy pomysł  dobre wykonanie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie: 6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

Iran też ma swoje demony

Under the Shadow (2016)

under the shadow

W ogarniętym wojną Iranie wraz z mężem i córką żyje Shideh. Gdy jej małżonek zostaje wysłany do strefy intensywnych walk jako lekarz wojskowy kobieta zostaje sama z dzieckiem. Nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, czuje, że jej mąż po cichu wspiera rewolucję obyczajową w kraju, która sprowadza się do ograniczenia praw kobiet. Jest zmęczona byciem kurą domową, a na powrót na studia medyczne nie ma już co liczyć. Gdy jej córeczka Dorsa zaczyna chorować, a bogobojne kobiety z sąsiedztwa przypisują chorobie paranormalne pochodzenie, postanawia w końcu posłuchać męża i wyjechać z Teheranu. Ale nie może, bo niewiarygodne wydarzenia przejmują kontrolę nad jej życiem.

Miałam ostatnio okazje oglądać niezbyt udany horror produkcji tureckiej. Trochę mnie to zniechęciło do filmów z bliskiego wschodu, ale nie ma co generalizować. Ostatecznie tamtejsza kultura jest bogata w elementy, które spokojnie można wykorzystać w kinie grozy. Zamiast demonów mamy Dżiny, zawsze to jakaś odmiana. W przypadku “Under the shadow” mamy nie tylko demoniczne siły ale też, a może przede wszystkim dobrze zarysowany kontekst kulturowy, obyczajowe tło tej historii, które w mojej ocenie spokojnie może konkurować o palmę pierwszeństwa z paranormalną warstwą filmu.

under the shadow

Elementy stricte horrorowe tego obrazu wcale nie muszą zadowolić fanów rozbuchanej hollywoodzkiej estetyki, choć szkielet fabularny jest dość zachodni: mamy samotną matkę, która musi uchronić dziecko przed wypływem demonicznej siły. Nie spotkamy tu zbyt wielu efektownych scen, w zasadzie sprawa ogranicza się do demona, który objawia się pod postacią pstrokatej chusty, falującą dziurę w suficie powstałą po uderzeniu Irackiego pocisku i podłogę zmieniającą się w grząskie bagno- jak dla mnie wyglądające jak ropa- czyżby jakaś aluzja?

W zderzeniu z tymi dość standardowymi zagraniami mamy warstwę dramatyczną, obraz Iranu w czasach gdy radykalny Islam już dominuje, a kobiety, często młode i ambitne jak nasza bohaterka muszą dostosować się do nowych obyczajów godzących w ich prawa obywatelskie. Zakładam, że to ze względu na te właśnie elementy fabuły film został nominowany do Oscara w kategorii filmów nie anglojęzycznych. Szanse ma marne, ale nie jest to zły obraz. Generalnie nie poczułam się nim rozczarowana, bo też nie miałam wobec niego szczególnych oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

53/100

W skali brutalności:1/10

Zombie po duńsku

Sorgenfri aka What we become (2015)

sorgefri

W urokliwym miasteczku Sorgenfri w Danii mieszka czteroosobowa rodzina Johanssonów. Wiodą idylliczne życie do chwili, gdy na światło dzienne wychodzi informacja o szerzącej się dokoła epidemii nieznanej choroby. Wkrótce miasto zostaje objęte kwarantanną a chcące zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa władze decydują się na radykalne kroki.

Nie ukrywam, że z ochotą sięgam po horrory pochodzące z mniej popularnych źródeł. Na Duńczykach do tej pory się nie zawiodłam, choć widziałam za mało filmów ich produkcji by uznać to za stałą tendencję. Dlatego też sięgnęłam po “Sorgenfri” mimo, że  zombie movie zbrzydły mi niemożebnie. Ostatnio przełamałam się dla Koreańczyków i ich “Pociągu do Puusan” co okazało się bardzo dobrą decyzją. Jak było w przypadku Duńczyków?

Ano, trochę nijak. Nie da się ukryć, że europejskie kino cechuje większy minimalizm niż produkcje made in Hollywood, ale w przypadku tej produkcji film o zombie okazał się… tylko filmem o zombie.

sorgefri

Nie był wyładowany zawrotnie prędką akcją i spektakularnymi scenami, ale też nie oferował wiele w zamian. Fabuła “Sorgenfri” jest w gruncie rzeczy silnie oparta na schemacie. Bohaterzy postawieni wobec dramatycznej sytuacji nie unikają ani jednego ze standardowych błędów jakie zwykły czynić ich hollywoodzkie odpowiedniki. Tak, trzymają w domu zwłoki, które wkrótce zmienią się w krwiożerczego potwora. Tak, liczą, że ugryzienie nie skończy się śmiercią. W obliczu śmierci hormony buzują, a rozum zanika. Trochę mnie to już znudziło. Wąskie pole działania jakie mają do dyspozycji bohaterzy powinno plusować na rzecz klaustrofobicznego klimatu, jednak wcale nie odebrałam tego w ten sposób.

Nie działo się tu nic czego nie widzieliśmy już sto razy. Jeśli więc lubujecie się we współczesnych zombie movie, będziecie mieli okazję zobaczyć to po raz sto pierwszy.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

Skad biora się nawiedzone domy

Unspoken (2015)

unspoken

Nastoletnia Angela ma podjąć pracę opiekunki w nawiedzonym domu zwanym Briar. Okoliczni mieszkańcy w tym ojciec dziewczyny radzą jej trzymać się od niego z dala, jednak są i tacy, którym obecność Angeli w Briar ułatwi pewne sprawy. Ostatecznie Angela przystaje na ofertę pracy. Tak dziewczyna poznaje małego Adriana, który od śmierci ojca nie odzywa się ani słowem, oraz jego troskliwą mamę Jeanie. Wkrótce legenda Briar daje o sobie znać w postaci niewyjaśnionych i złowrogich zjawisk których światkiem jest Angela.

“Unspoken” to jeden z kilku filmów Sheldona Wilsona, które ostatnio zmajstrował. Nie da się ukryć, że niezły z niego pracuś, niestety jak dotąd żaden nich nie zbliżył się do przyzwoitego poziomu szczególnie jeśli chodzi o realizację.

Facet ma niebywałą głowę do pogrążania dobrych pomysłów. Weźmy choćby jego “Płytki grób”, czy pomysł wyjściowy nie był oryginalny i ciekawy? Według mnie był. Czy w związku z tym powstał na jego bazie dobry straszak? Niestety nie.

Tak też dzieje się w przypadku “Unspoken”, choć muszę przyznać, że geniusz zamysłu ujawnia się dopiero na finiszu tej historii, można wręcz rzec w epilogu. Widząc w jaki sposób Wilson wykorzystał motyw nawiedzonych domów z aprobata pokiwałam głową. Fani zrytych pomysłów przyznają mi rację, niestety ten mały psikus to za mało by zrekompensować nudę i niedoróbki zarówno na poziomie scenariusza jak i jego przekładu na obraz.

unspoken

Widząc sceny otwierające fabułę, retrospekcje z przed lat pokazującą jak narodziła się zła sława domu Briar już wiedziałam, że nie mam tu do czynienia z profesjonalistami. Widziałam słaby technicznie banał.

Gdybym wcześniej skojarzyła nazwisko twórcy z potworkiem pod tytułem “Hollow” (nie mylić z “Hallow“) zapewne już odstawiłabym ten film. Ale nie skojarzyłam. Zobaczyłam za to Jodelle Ferland, dobrze zapowiadającą się aktorkę młodego pokolenia. Ona zatrzymała mnie przed ekranem i tylko ona z całej obsady tak naprawdę coś tu sobą reprezentowała.

unspoken

Fabuła “Unspoken” jest bogata w watki poboczne. Tu tajny lesbijski romans, tu handlarze dragami, tu problemy finansowe samotnego ojca i w tym wszystkim- nawiedzony dom. Scenariusz bardzo dba byśmy się nie nudzili, co w moim przypadku dało efekt odwrotny.

Jak na film o nawiedzonym domu przystało zobaczymy tu szereg cudów i dziwów związanych z paranormalną aktywnością. Wszystkie tego rodzaju sceny nakręcone są z niebywała precyzją i staraniem. Już widzę jak Wilson godzinami ślęczy na filmami Wana i ze stoperem w ręku odmierza ile powinien trwać powolnym przejazd kamerą przed nagłym ‘jump’.

Wiele to nie dało, bo ani to nie wygląda ani nie działa. Oczywiście nie jest tak źle jak w przypadku “Hollow” kiedy to obcowałam nie tylko z niebywale chujowym aktorstwem, ale też najbardziej dziadowskimi efektami specjalnymi jakie mógł stworzyć ktoś uważający się za profesjonalistę w tej dziedzinie.

Tu techniczna strona efektów jest całkiem w porządku. Jednak w  tym wszystkim brak polotu. W efekcie mamy film może nie najgorszy, ale w najlepszym przypadku średni.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:4

51/100

W skali brutalności:1/10

Co się zdarzyło w Roanoke?

American horror story: Roanoke – Sezon 6 (2016)

ahas roanoke

Matt i Shelby mieli dość miastowego zgiełku i jego zagrożeń więc postanowili rozpocząć nowe życie na wsi. Wsi spokojna, wsi wesoła, to jednak mit w miejscu gdzie się postanawiają się osiedlić. Para kupuje starą farmę w Roanoke, gdzie od wielu lat dochodzi do niewytłumaczalnych zjawisk w noce krwawych pełni księżyca. Wkrótce do pary dołącza także problematyczna siostra Matta Lee Harris wraz z córeczką Florą którą wbrew sądowemu nakazowi odebrała ojcu. Zaginięcie dziewczynki to początek serii tragicznych zdarzeń za które odpowiadają złe duchy Roanoke.

Z sezonu na sezon obserwuje spadek formy u twórców  serii “American horror story”.

Każdy z kolejnych sezonów stanowi odrębni mini serial złożony z dziesięciu odcinków. Każdy ma innych bohaterów, inne miejsce akcji i inną fabułę. Tym razem, w przypadku sezonu szóstego zmieniono także formułę serialu, tworząc film filmie, bowiem oglądając przygody Shelby i Matta mamy do czynienia z odgrywanymi przez aktorów retrospekcjami z wydarzeń, którym świadkowali właściwi bohaterzy.

ahas roanoke

Brzmi to dość porąbanie i takie właśnie jest. Styl jaki przyjęli twórcy AHS miał kojarzyć się ze znanymi dokumentami o zjawiskach paranormalnych jakie możemy oglądać na większości stacji pokroju CI Polsat czy Discovery Investigation. Każdy kto widziała choć jeden z tego rodzaju dokumentów wie, że nie są to seriale wysokich lotów, zyskują jednak sporą popularność. tak też dzieje się w przypadku serialu “Mój koszmar w Roanoke”.

Skupiamy się na nim przez pierwsze pięć odcinków, później zaś następuje zwrot akcji i śledzimy wydarzenia po emisji “Mojego koszmaru w Roanoke”. Te pierwsze pięć odcinków przyjęłam może nie z zachwytem, ale jednak z pobłażliwą akceptacją. Akcja nieco przypomniała mi wydarzenia w domu morderstw z pierwszego sezonu, jednak owa właściwa akcja- jak wspomniała odgrywana przez aktorów ‘aktorów’ była nagminnie przerywana i uzupełniania przez wypowiedzi ‘prawdziwych’ bohaterów. Wprowadza to spore zamieszanie i w mojej ocenie psuje to klimat.

ahas roanoke

Od odcinka szóstego przechodzimy do jeszcze dziwniejszej serialowej rzeczywistości, gdzie aktorzy biorący udział w dokumencie “Mój koszmar w Roanoke” spotykają się w nawiedzonym domu z prawdziwymi bohaterami tych wydarzeń. Po co? Ano po to by wszystko zdarzyło się raz jeszcze. By można było dokręcić jeszcze parę odcinków w myśl nieśmiertelnego zamiłowania do sequeli.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym sezonem twórcy parodiują sami siebie. Chcąc być przesprytni narażają się na śmieszność. Dla mnie te sezon jest wynikiem braku lepszego pomysłu, desperacją próbą ożywienia formuły i wrócenia do czasów świetności serialu. Niestety zapomniało im się o tym, że czasem mniej znaczy więcej, a odgrzewany kotlet nie smakuje tak samo.

ahas roanoke

Mimo, że pomysł wyjściowy z wykorzystaniem motywu legendy o zaginionej koloni purytan w Roanoke był jak najbardziej dobry, to kierunek w jakim się z nim udali doprowadził ich do zguby. W tym wielkim zamieszaniu jakie stworzyli pojawiają się co prawda stare dobre momenty z duchami, morderstwami i barwnymi czarnymi charakterami, jednak są zaledwie echem dawnego stylu całkowicie stłamszone przez nowatorskie rozwiązania.

Twórcy w namiętnej próbie ulepszania swojej produkcji stopniowo wycinają z niej to co było ich znakiem firmowym. Najpierw pozbawili się Jessiki Lange, teraz wycieli serialową wejściówkę- to co zawsze, bez względu na poziom sezonu oglądało się z przyjemnością. Co będzie dalej?

Powiem szczerze, że w pewnym momencie już po prostu nie chciało mi się tego oglądać. Nie wyczekiwałam następnego odcinka. Dotrwałam do końca z poczucia obowiązku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

53/100

W skali brutalności:3/10