Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

Jak nie zostać seryjnym mordercą

I am not a serial killer (2016)

iam not a serial killer

Nastoletni John ma specyficzne zainteresowania. Fascynują go psychopatyczni mordercy. Czuje, że ma z nimi sporo wspólnego biorąc pod uwagę to w jaki sposób postrzegali ich profilerzy. Z tego powodu chodzi na terapię, która ma sprawić, że zacznie współodczuwać z innymi jak normalna osoba. Bardzo boi się, że stanie się jednym z nich i skończy na krześle elektrycznym. Tymczasem jego spokój zakłóca coś jeszcze. W okolicy grasuje zabójca, który nie ograniczył się do jednorazowego wyskoku. John ma pewne podejrzenia względem jego tożsamości.

Jak dotąd miałam do czynienia z dwoma filmami Billy’ego O’Brien’a. Obydwa były dziwne. Nie inaczej jest w przypadku “I am not a serial killer”. A że lubię dziwne… Wszystkie te filmy przypadły mi do gustu. Jeśli chodzi o “I am not a serial killer” film byłby jeszcze lepszy gdyby nie finał tej historii, którego nie jestem w stanie zrozumieć i trudno mi go zaakceptować jako konsekwencje uprzednich filmowych wydarzeń. Natomiast cała reszta filmu jest bardzo dobra.

Nie jest to obraz z wartką akcją, ale rozwija się swoim tempem i posiada mocniejsze momenty. Wszyto sprowadza się do śledztwa Jona, który wierzy, że odkrył tożsamość sprawcy kilku zabójstw.

iam not a serial killer

Biorąc pod uwagę jego kondycje psychiczną możemy mieć sporo wątpliwości względem tego, co dzieje się naprawdę a co rozegrało się tylko w głowie bohatera. Sam bohater jest wielce interesujący. Jego postawa wobec innych może nam sugerować, że młody powinien obawiać się samego siebie. To właśnie ta jego świadomość swoich zapędów, jego próby ich stłumienia w zarodku czynią go interesującym. Jeśli ktoś potrafi w taki sposób utożsamić się chorym zabójcą, to albo zostanie jednym z nich, albo dzięki tej umiejętności będzie najlepszym łowcą takich typów. Bardzo podobał mi się fragment w którym John wyjaśnia swojemu ‘koledze’ jak mocno musi się powstrzymywać by nie zrobić mu krzywdy.

I w tym miejscu na pochwałę zasługuje kreacja aktorska Maxa Records’a, dobrze się zapowiada. Ogólny nastrój filmu jest nieco depresyjny. Szaroniebieska kolorystyka zdjęć, wydarzenia rozgrywające się zimową porą, szarobure miasto. I tylko ten finał…

iam not a serial killer

SPOILER: Kompletnie nie rozumiem co twórca chciał osiągnąć nagle zmieniając front w kierunku paranormalnego podłoża zdarzeń. Z ciała mordercy wydostaje się coś na kształt demona. Że niby co?, dziadzia był opętany? To ma być uzasadnienie jego czynów? Nie ma chorych zabójców, są tylko opętani zabójcy? Nie kupuję tego. Wolę myśleć, że ta scena był tylko projekcją umysłu John’a. KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 1/10

Bardzo martwa dziewczyna

The Autopsy of Jane Doe/ Autopsja Jane Doe (2016)

jane doe

Nazwiskiem Jane Doe zwykło określać się niezidentyfikowane zwłoki. Z takim właśnie przypadkiem ma do czynienia wdowiec Tony Tilden, któremu powierzono wykonanie sekcji zwłok młodej dziewczyny pochowanej w piwnicy pewnego domu. Gdy mężczyzna wraz z synem, Austinem, przystępuje do rutynowej autopsji okazuje się, że odkrycie okoliczności śmierci dziewczyny będzie trudniejsze niż mógł się spodziewać, co więcej w czasie sekcji zaczyna dochodzić do wydarzeń, które ciężko zracjonalizować.

O “Autopsji Jane Doe” było głośno już od jakiegoś czasu. Głównie za sprawą jej twórcy słynącego z raczej niesztampowego podejścia do gatunku. Ja swoim zwyczajem starałam się unikać szperania po newsach zdradzających coś więcej na temat tej produkcji. Miałam przeczucie, że będziemy tu mieli do czynienia z kolejnym body horrorem, ale to prawda tylko po części.

jane doe

Pierwsza połowa filmu zdecydowanie spodoba się fanom filmów grozy, gdzie hojnie eksponuje się ‘bardzo martwą naturę’. Możemy sobie zajrzeć do wnętrza martwego ciała przyglądając się pracy patologów – choć tak szczerze mówiąc nie wiem jaki zawód wykonywał Pan Tilden: koroner? Lekarz sądowy? Właściciel zakładu pogrzebowego?

Widzimy jaka nasza Jane Doe jest krojona zgodnie z procedurą, którą znają wszyscy miłośnicy seriali typu “Doktor G. Lekarz sądowy”. Widoki są całkiem znośnie, choć można to nazwać estetyką gore.Cały proces wypada bardzo naturalistycznie.

jane doe

Produkcji od początku towarzyszy mroczny nastrój, a atmosfera gęstnieje w miarę rozwoju fabuły. Krok po kroku Tilden i syn odkrywają coraz to dziwniejsze tajemnice ciała Jane Doe, a wokół nich, w piwnicy gdzie mieści się kostnica, zaczynają dziać się tak zwane dziwne rzeczy.

Nie ma tu sztampy jeśli chodzi o sposób straszenia widza mimo iż twórca posłużył się raczej standardowymi chwytami. Drygnęło mi się kilkakrotnie w czasie tych zabiegów co odnotowuje na plus, bo jump scenki mało kiedy na mnie działają.

Nie uraczę Was szczegółami tych zdarzeń, co by nie psuć efektu. Można jednak stwierdzić, że fabuła filmu wyraźnie dzieli się na dwie części: Tę bardziej kryminalną i tę paranormalną. Mimo, że nie lubię tego typu przeskoków i zazwyczaj wypadają one biednie i psują realizm, tu jakość to przyjęłam bez większych sprzeciwów. Zapewne to zasługa dobrej konstrukcji fabuły i konsekwentnie budowanego nastroju, co sprawie, że zmiana frontu nie kojarzy się z wydumanym na siłę upchniętym twistem, a jest raczej efektem uprzedniej rozwagi.

jane doe

Fabuła jest więc zadowalająca, choć nie powalająca. Dużo większe wrażenie zrobiła na mnie realizacja. Wygląd martwej dziewczyny, lokalizacja, aktorstwo Briana Coxa i nawet takie szczegóły jak oświetlenie- mam na tym punkcie autentycznego świra.

Wszytko to sprawia, że film ma swój całkiem oryginalny klimat, który spokojnie można sprzedać zarówno niedzielnemu zjadaczowi horrorów jak tym, którzy ten gatunek mają w stałej diecie.

Dobry film. Wchodzi do kin w styczniu, więc jeśli chcecie go zobaczyć na dużym ekranie, to spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Zupełnie inny miesiąc miodowy

Luna de miel/ Miesiąc miodowy (2015)

miesiac miodowy

Isabel wpada w oko swojemu sąsiadowi Jorge. Zamężna kobieta nie zwraca jednak na niego uwagi. Jorge marzący o poślubieniu ukochanej postanawia więc przejść do bardziej drastycznych metod i ostatecznie Isabel ląduje w piwnicy jego domu. Szybka ceremonia zaślubin i można przejść do miesiąca miodowego…

“Luna de miel” to horror prosto z Meksyku wykorzystujący znany z latynoskich telenowel motyw wielkiej namiętności, oczywiście w bardziej drastycznym wydaniu.

Jest zrobiony poprawnie choć widać, że twórcy nie mają wielkiego doświadczenia. Fabuła oparta jest na znanym schemacie psychopaty, który rości sobie prawo do posiadania wybranej przez siebie kobiety choćby wbrew jej woli.

miesiac miodowy

Szkielet historii jest więc bardzo prosty i w zasadzie nie ma tu miejsca na elementy zaskoczenia. Widzowi pozostaje jedynie śledzenie nierównej walki pomiędzy oprawca a ofiarą. Mimo dużej dozy oczywistości jest tu parę elementów, które można pochwalić, jak chociażby pomysłowość antagonisty. Jorge, trzeba mu przyznać doskonale przemyślał system kar i nagród dla swojej oblubienicy i sądziłam, że sprawa rozwinie się w stronę syndromu sztokholmskiego, jednak nic z tego. Isabel pozostaje fight’erką do końca, a nasz psychol pozostaje psycholem. Psychologia postaci nie rozwija się tu praktycznie wcale i nie uzyskamy głębszego wglądu w tą sytuację.

miesiac miodowy

Zamiast tego suche fakty, cały proces dręczenie i karania Isabel za nierespektowanie małżeńskiej przysięgi. Dziewczyna jest rażona prądem, jej palce zostają precyzyjnie obdarte ze skóry, etc. Mamy tu więc sporo nieciekawych widoków i w pewnym stopniu jest to plus, bo gdyby nie dosadna wizualizacja nie byłoby w tym filmie już nic interesującego. To na bazie tej dosłowności budowana jest cały filmowy nastrój, obfitujący w przemoc i brud. Finał historii wzmocniony na siłę w imię kolejnego schematu.

Na pewno nie jest to film dla każdego, nawet ja nie jest do niego przekonana. Obejrzeć można, ale nie zaspokoi on większych apetytów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:5

Oryginalność: 4

To coś:5

50/100

W skali brutalności:4/10

I wszytko się zawaliło

Teo-neol/ Tunel (2015)

tunnel

Jeong-soo po pracy spieszy się do domu by zdążyć na urodziny córeczki. By uniknąć korków wybiera trasę przez nowo wybudowany tunel na obrzeżach miasta. Pech chce, że dokładnie w momencie gdy będzie przez niego przejeżdżał tunel zawali się. Jeong-soo zostaje uwięziony w przygniecionym samochodzie na długie dni.

Koreańczycy z południa  wydają mi się bardzo zdystansowanym narodem. W ich produkcjach bardzo często pojawiają się elementy satyryczne, obśmiewające mentalność narodu, niedoskonałość władz i idiotyzm mediów.

W przypadku thrillera “Tunel” mamy do czynienia z niezwykle dramatyczną historią, która ze względu na przedstawione realia społeczne, przedstawione w sposób prześmiewczy, nabiera jeszcze większej mocy. Musicie wiedzieć, że w przypadku “Tunelu” nie będziecie mieli okazji obserwować brawury w stylu amerykańskim gdzie jakiś McGywer ratuje uwięzionego człowieka za pomocą paczki zapałek. Zamiast tego mamy człowieka w beznadziejnej sytuacji, zostawionego na pastwę nieogarniętej grupy ratowniczej, dziennikarzy, którzy liczą, że uda im się nagrać na żywo jak uwięziony człowiek kona z głodu i pragnienia i władz naciskanych prze społeczeństwo, dla którego bardziej liczy się finalizacja projektu budowlanego niż ludzkie życie.

tunnel

W pewnym momentach sytuacja robi się tak absurdalna że aż śmieszna. O wypadku Jeong-soo jego małżonka dowiaduje się z telewizji, a po przybyciu na miejsce musi się fotografować z całą ekipą ratowniczą i połową ministerstwa nim ktokolwiek powie jej co będzie dalej z jej małżonkiem. Oczywiście jest tego więcej, ale nie chce Was raczyć zbyt wyraźnymi spoilerami.

Humor humorem, ale nei zabraknie tu też solidnie budowanego napięcia i zwrotów akcji. Technicznie, jak zwykle, Koreańczycy wyśmienicie dają sobie radę. Od ujęć samej katastrofy po sceny w zawalonym już tunelu, nie możemy narzekać na brak realizmu.

tunnel

Scenariusz film powstał w oparciu o powieść, która pewnie nigdy nie ukarze się w Polsce. Dobrze chociaż, że Koreańskie kino dociera do nas coraz częściej.

“Tunel” oczywiście polecam, bo chyba nie może być inaczej:)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

Całe morze smutku

Rzeka podziemna – Tomasz Jastrun

rzeka podziemna

Czytajcie opisy książek, Moi Drodzy, zanim po nie sięgniecie;)

Rada taka dość oczywista, a jednak nie zastosowałam się do niej i widząc książkę z okładkę, na której widnieje twarz zanurzona w wodzie, z góry uznałam, że to kryminał- raczej nie inaczej, jeszcze roiłam sobie, że pewno taki w skandynawskim klimacie, bo kolorystyka taka oO.

Gdy byłam w połowie lektury zorientowałam się, że bardziej zanosi się tu na samobójstwo niż na morderstwo, bo powieść Tomasza Jastruna to książka z rodzaju tych mini spowiedzi gdzie autor wylewa gorzkie żale na świat przy pomocy narratora nihilisty. Tak, to nie kryminał. Głupia ja.

Nie mniej jednak ta niespodzianka towarzysząca odrywaniu prawdziwego pisarskiego zamysłu autora nie była niespodzianką przykrą. Faktem jest, że w pewnym momencie przerwałam czytanie i Jastrun leżakował na półce przez miesiąc, czekając aż mój nastrój znajdzie się na orbicie zbliżonej do jego bohatera, ale wróciłam do niej i zmierzyłam się z przykrą rzeczywistością świata przedstawionego “Rzeki podziemnej”.

Pomyślałam sobie, że za parę lat to pisarze z mojego pokolenia będą mogli tak dobitne rozliczać się z nieciekawą przeszłością- dzisiejszą teraźniejszością i pomyślało mi się jeszcze, że nasza samotność i frustracja będzie jeszcze większa – jak na pokolenie nadmiaru przystało;)

“Rzeka podziemia” w wielkim uproszczeniu to powieść o depresji, o ile dobitne dostrzeganie brzydoty świata można zaliczyć jako jednostkę chorobową. Jej bohaterem jest starzejący się, wylniały nieco playboy, który desperacko ucieka przed pustką. Pustkę wokół siebie dostrzegł dość wcześnie, ale dopiero teraz jakby przestał zaklinać rzeczywistość. Depresyjna natura i hipochondria zaczęła wygrywać i rzec można, że nasz narrator znalazł się pod ścianą.

Język powieści jak mi się wydaje jest połączeniem bezwzględnego realizmu z ulotnym poetyckim duchem. To doskonale pasuje do refleksyjnej natury książki. Jej wadą i zaletą jednocześnie – zależy kto czego szuka, jest to, że skutecznie potrafi przygnębić. Nie łatwo czyta się przemyślenia faceta, który jak twierdzi gnije mu dusza, zwłaszcza, gdy odkrywamy, że możemy dzielić z nim pewne myśli. Ale co tam, jeśli chcecie trochę podumać w depresyjnym tonie, jest to coś dla Was.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca