Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Noc z Anną

El cadáver de Anna Fritz/ Ciało Anny Fritz (2015)

ciało anny fritz

Piękna hiszpańska aktorka i celebrytka trafia martwa do kostnicy, w której pracuje młody Paul. Tej samej nocy chłopak postanawia podzielić się sensacyjną nowiną z dwoma kumplami, który odwiedzają kostnice Paula w drodze na imprezę. Wszytko po to by zobaczy nagusieńkie ciało martwej Anny Fritz. Imprezowy nastrój młodzieńców sprawia, że w końcu wpadają na niecodzienny pomysł. Tak ciało martwej aktorki staje się ich seksualnym obiektem.

Hiszpański thriller “Ciało Anny Fritz” dotarł do nas ze sporym opóźnieniem, a ja sama miałam ten tytuł na oku od dłuższego już czasu.

Motyw przewodni filmu jaki obrali młodzi twórcy jest na tyle kontrowersyjny by przyciągnąć uwagę jednak nie znaczy to, że stanowi nowość w gatunku.

Krótki opis fabuły szybko nasunie Wam skojarzenie z “Martwą dziewczyną“, gdzie również mamy do czynienia z przypadkiem nekrofilii jakiej dopuszczają się młodzi mężczyźni. Mimo iż założenie w obydwu produkcjach jest podobne różnią się one w znacznym stopniu. Nie da się ukryć, że “Martwa dziewczyna” prezentowała swego rodzaju cuchnący, czarny humor, którego nie spotkamy u Hiszpanów, którzy swoją historię opowiadają całkiem na serio.

Jak wspomniałam akcja filmu rozgrywa się w kostnicy, co również nie jest szczególnie oryginalnym wyborem, nie mniej jednak, jak na kino grozy, jest to miejscówka już sprawdzona. Z automatu budzi obawę, gdyż dla większości z nas jest to miejsce niedostępne, miejsce zarezerwowane dla śmierci.

Otoczenie zimno metalicznego wyposażenia kostnicy samo w sobie robi dużą robotę, do tego dochodzą rzędy zwłok zakrytych białymi prześcieradłami. Wśród nich piękna Anna, która szybko skupia na sobie całą uwagę zarówno ‘żywych bohaterów’ jak i widza.

ciało anny fritz

Dowiadujemy się, że przedwcześnie zmarła była znaną i uwielbiana aktorką, piękną i niedostępną dla przeciętnego amatora jej wdzięków. Tymczasem leży zupełnie bezwładna i dalej kusząco atrakcyjna. Z wypowiedzi Paula i jednego z jego kolegów wynika, że zbrodnie nekrofilii nie są niczym nadzwyczajnym. Każdy skorzystałby z takiej okazji.

Przygnębiająca perspektywa…

Po wciągnięciu paru kresek dla animuszu najbardziej napalony z trójcy dosiada nieszczęsną Anne i skończywszy swój bluźnierczy akt zachęca do niego pozostałych dwóch gości.

Tu następuje najbardziej znaczące rozminięcie fabularne ze skojarzonym tytułem “Martwej dziewczyny”. Mogę powiedzieć, że z tą chwilą dobiegła końca najbardziej kontrowersyjna partia filmu. Reszta to już faza thrillera z fabularnym twistem.

Nie powiem, były momenty większego napięcia jednakże nie ukrywam rozczarowania tak, w gruncie rzeczy, prostym zastosowanym tu chwytem.

Dalej wszytko sprowadza się do próby ukrycia karygodnego czynu. Mimo iż każdy z bohaterów prezentuje inną postawę: jest ten dobry, jest ten zły i jest ten pomiędzy, który musi podjąć trudną decyzję, to ich działania biegną w jednym kierunku i jego wynik jest do przewidzenia.

ciało anny fritz

Nie da się ukryć, że pułapka twistu fabularnego jest tu narzędziem obusiecznym. Z jednej strony łapie się w nią widz, z drugiej twórcy filmu, którzy jakby zapomnieli o jego konsekwentnym przeprowadzeniu.

Finał też mnie nie zachwycił i z przykrością muszę przyznać, że po mocnym początku emocje wcale nie rosną.

Miałam wrażenie, że twórcy zawstydzeni takim rzutem na taśmę dalej całkowicie zrezygnowali z silniejszego przekazu na rzecz zabawy w kotka i myszkę. Wspominam o tym, nie dlatego, że film uważam za rozczarowanie generalnie, lecz z uwagi na, w mojej ocenie, nie pełne wykorzystanie potencjału tej historii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

Kroniki zła

Ak-eui yeon-dae-gi aka Chronicles of evil (2015)

chronicles of evil

Komendant policji Chang-sik Choi wkrótce spodziewa się obiecanego awansu. Jedyne co ma zrobić by zrealizować zamierzenie, to nie podpaść szefowi policji ‘robiąc coś głupiego’. Pech chce, że wracając z imprezy zostaje zaatakowany przez człowieka chcącego pozbawić go życia. Komendant zabija go w obronie własnej. Zamiast wezwać kolegów po fachu ucieka z miejsca zdarzenia. Następnego dnia okazuje się, że ukrycie sprawy nic nie dało, bo ktoś wyeksponował jego dzieło zawieszając trupa na dźwigu tuż obok siedziby policji. Chang-sik nabiera przekonania, że ktoś mocno che mu nabruździć, a atak nie był przypadkowy.

Kolejny koreański thriller, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Jak na koreańskie kino przystało produkcja bardzo udana.

chronicles of evil

Mamy tu do czynienia z dobrze przemyślaną intrygą skupiającą się wokół osoby docenianego komendanta. Poznajemy go jako osobę zdeterminowaną by osiągnąć sukces, postrzeganą jako prawą i konsekwentną. Dla kontrastu obok niego kręci się młody adept szkoły policyjnej, któremu nie brakuje instynktu i który bardziej niż na uszczęśliwianiu przełożonych skupia się na poszukiwaniu prawdy.

chronicles of evil

W filmowym wstępie pojawiają się enigmatyczne sceny dotyczące sprawy z przeszłości i jak się domyślacie ma ona związek z głównym bohaterem. Cóż więcej mogę zdradzić? Chyba nic.

Zakładam, że film przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom koreańskiego kina, bo posiada wszystkie jego zalety. Dobrze napisany scenariusz, który zastawia na widza sporo pułapek i pozwala mu pogłówkować nad filmową zagadką. Akcja jest wartka i wciągająca. Pomysł wyjściowy ciekawy, choć z nóg Was nie zwali, Koreańczycy miewają znacznie bardziej wymyśle patenty na zawiązanie akcji. Wysoki poziom realizacji od zdjęć przez montaż aż do muzyki. Solidne aktorstwo. Muszę przyznać, że kiedyś zupełnie rozróżniałam azjatyckich aktorów, teraz mogę powiedzieć, że się to zmieniło i mam już nawet swoich ulubieńców.

“Kroniki zła”, bo pewnie tak by brzmiał polski tytuł, ogląda się bardzo przyjemnie i no cóż, jest kolejnym dowodem na niezawodność Korei Południowej w tej dziedzinie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie: 8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności: 1/10

Narodziny Frankensteina

Frankenstein – Mary Shelley,

Pogrzeb – George Byron,

Wampir – John William Polidori,

Dziennik z Gnewy. Opowieści o duchach – Percy Bysshe Shelley

frankenstein

Wydawnictwo Vesper w ostatnim czasie ucieszyło swoich czytelników kolejnym wydawniczym wznowieniem klasycznej literatury gotyckiej, tym razem padło na “Frankensteina” opowieść o protoplaście szalonych naukowców i jego dziele, samotnym potworze. Podobnie jak w przypadku opowiadań Lovecrafta z tego samego wydawnictwa, przekład powierzono nieocenionemu Maciejowi Płazie. Z resztą wydanie zostało uzupełnione o posłowie jego autorstwa, w którym krótko, ale wnikliwie analizuje on najważniejsze książkowe motywy oraz biografie samej autorki.

Zadbano o to by czytelnik miał możliwość zapoznać się nie tylko z gotowym dziełem jakim jest powieść “Frankenstein”, ale też okoliczności towarzyszące jej powstaniu. W tym wydaniu zawarto także przedmowę napisaną przez małżonka autorki, także pisarza Percy’ego Shelley’a, której wcześniej nie miałam okazji przeczytać. Znajdziemy tu też  kilka słów od samej autorki stanowiących dodatek wyjaśniający wprowadzane w kolejnych wznowieniach powieści zmiany.

Dzięki tym dodatkom czytelnik, jak wspomniałam, poznaje okoliczności powstania słynnej powieści. Okoliczności te jak mniemam są już Wam znane, ostatecznie napomknęłam o nich przy starej recenzji innego wydania tej powieści. Chodzi tu o słynne wakacje nad jeziorem Genewskim gdzie grupa pisarzy pod przewodnictwem Lorda Byrona zabawiała się wymyślając historie o duchach.

Wydawnictwo Vesper poszło jeszcze o krok dalej serwując nam w tym wydaniu “Frankensteina” dodatki w postaci pozostałych, spisanych w owe wakacyjne wieczory strasznych opowieści. Wyborny pomysł, jeśli chcecie znać moje zdanie.

Z radością przeczytałam słynnego “Wampira”, którego autorstwo mylnie przypisywano Byronowi, podczas gdy był on dziełem jego znajomomego, Wiliama Polidorii, który spisał go właśnie w ramach zabawy w opowieści o duchach w lordowskim domu. Co ciekawe, a czego dowiecie się dzięki posłowie Macieja Płazy, Polidorii nieco zakpił z gospodarza imprezy tworząc swojego antybohatera, tytułowego Wampira na wzór Lorda Byrona. Jego wampir bowiem nie jest straszydłem kryjącym się w mrocznym zamczysku, lecz dandysem salonowym lwem, którego jedyną rozrywką po za uzupełnianiem zapasu krwi w organizmie jest sprowadzanie na złą drogę osób ze swojego otoczenia.

Innym umieszczonym tu opowiadaniem jest króciutki “Pogrzeb” Byrona, opowieść tyle tajemnicza, po byronowsku egzotyczna, co moim zdaniem lekko niedokończona.

“Dziennik Genewski” spisany przez męża Shelley to w gruncie rzeczy wybór anegdot o fantastycznym zabarwieniu jakie przynieśli goście, w tym George Lewis, autor “Mnicha”, który jak się okazuje również pojawił się w letniskowy domu Byrona.

Wracając jeszcze do posłowia Płazy, rzuciła ona sporo światła na samą postać autorki, a same wakacje nad jeziorem Genwskim przedstawiają się dzięki temu jako być może najważniejszy moment w jej życiu. Człowiek przesądny powiedziałby, że narodziny “Frankensteina” były początkiem narodzin klątwy, która do końca życia ciążyła na Mary usyłając je trupami bliskich jej osób. Ostatecznie nim autorka dożyła wieku średniego wszyscy towarzysze ‘wieczorków z duchami’ wstąpili w ich szeregi.

Poza owymi literackimi dodatkami to wydanie “Frankensteina” kusi czymś jeszcze, ilustracjami samego Lynd’a Ward’a, o którym mówi się, że swoimi ilustracjami dał początek komisom. Jego drzeworyty zdobiły też niejedną powieść, w tym właśnie historię Mary Shelley, co skutecznie wykorzystał Vesper.

frankenstein

Wszytko to stanowi miły dodatek do dzieła, które zyskało niebagatelną sławę, czyli “Frankensteina”. Moje niegdysiejsze dywagacje na temat jego treści możecie przeczytać TU.

“Frankenstein” jest jedną z moich ulubionych książek, szczególnie jeśli ramy ulubienia ograniczę do klasycznych horrorów. Stanowi ona przykład na to, jak ważną gałęzią literatury jest groza.

Mówi się, że życiem człowieka kierują dwie siły eros i thanatos, czyli miłość i śmierć. Ja uważam, że rządzi nim lęk. To lęk jest przyczyną największych odkryć i największych zniszczeń. Dlatego tak śmieszy mnie gdy ktoś stara się bagatelizować rolę grozy, czy to filmowej czy literackiej, czy w jakikolwiek sposób obecnej w sztuce i kulturze. Uważam, że literatura, grozy i tu “Frankenstein” jest dobrym przykładem, mówi o człowieku więcej niż najsłynniejsze traktaty filozoficzne. Nie można jego wartości sprowadzić tylko do ‘mitotwórczego potencjału’.

Moja ocena:10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Halo, mówi Zodiak

Zodiac/ Zodiak (2007)

zodiak

W latach ’60 i ’70 XX wieku w San Francisco grasował seryjny morderca o pseudonimie Zodiak. Był to pierwszy seryjny morderca ‘celebryta’. Pisał listy do gazet, rozmawiał przez telefon na żywo na antenie telewizyjnej, sam wymyślił swój pseudonim opatrzony stosownym symbolem i nieustannie domagał się atencji społeczeństwa. Przyznał się do zabicia blisko 40 osób, jednak jego bezpośredni udział udowodniono tylko w pięciu. Jego legenda urosła tym bardziej, gdyż nigdy nie został oficjalnie zidentyfikowany. Nikt nie odpowiedział za brodnie Zodiaka i po dziś dzień wokół jego tożsamości narastają domysły.

David Fincher nieodmiennie kojarzy się z ciemną stroną kina. Zwykł kręcić mroczne thrillery o mrocznych ludziach. Jego najbardziej znanym filmem jest “Siedem”, opowieść o seryjnym zabójcy. “Zodiak” to poniekąd powrót do tego czym zasłynął.

Scenariusz filmu stara się nam przybliży nie tyle sylwetkę tytułowego bohatera, która jakby nie patrzeć pozostaje w sferze domniemań, ile przebieg wieloletniego śledztwa kilku osób zdeterminowanych by schwytać szaleńca.

Pan Zodiak, jeśli wziąć pod uwagę modus operandi i liche informacje na temat jego sylwetki, które zechciał nam zdradzić nie stawiają go szczególnie wysoko w statystyce amerykańskich top czubków. Nie był sadystą, nie mordował dzieci. Strzelał do swoich ofiar z pistoletu często chybiając i pozostawiając je przy życiu. Jak poinformował opinie publiczną, zabijał, bo pomagało mu to na ból głowy. Bardzo zależało mu na tym, by zwrócić na siebie uwagę. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie złapano, choć pozostawił po sobie krwawy ślad i obszerną korespondencję, zginął by w tłumie bardziej barwnych amerykańskich antybohaterów. Z tego też powodu nigdy szczególnie się nim nie interesowałam.

zodiak

Po film Finchera sięgnęłam głównie ze względu na zainteresowanie poprzednimi jego filmowymi dokonaniami, Jake’m Gyllenhallem w obsadzie i niejakim poczuciem obowiązku.

Muszę przyznać, że obraz nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak na większości widzów, jak wynika z krążących w necie opinii. Obejrzałam film z zainteresowaniem, ale bez wypieków na twarzy, niczym dobrej jakości dokument na ID.

Nie umniejszam jego filmowym walorom, bo nie da się ukryć, że scenarzysta odwalił kawal dobrej roboty prezentując nam tak złożoną i niejasną historię w bardzo przystępny sposób. Traktuję go bardziej jako film o ludziach, w których życiu Zodiak odegrał jakąś istotna rolę. O wpływie jego zbrodni, o wpływie desperackiej chęci schwytania go na ich życie.

Jak dla mnie było tu trochę za mało tytułowego Zodiaka, ale jak wspomniałam – nie ma się czemu dziwić skoro niewiele o nim wiadomo, a reżyser jak sądzę starał się trzymać faktów.

zodiak

Jeśli chodzi o watek dominujący w filmie, czyli przedstawione tu realia śledztwa to są zdecydowanie mocnym punktem programu i gdyby nie to, że mnie nie szczególnie interesują sprytni detektywi i bystrze dziennikarze to mój odbiór byłby zdecydowanie bardziej entuzjastyczny. Czyli mamy dobry film, do sensu z którym zachęcam, niemniej jednak uważam, że rozminął się z moimi zainteresowaniami.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:5

60/100

W skali brutalności:1/10

Co się zdarzyło na Lemon Tree Passage?

Lemon Tree Passage/ Spustoszenie (2015)

lemon tree pasage

Grupa turystów, Australijczycy Geordie i Oscar i zapoznani niedawno Amerykanie Maya, Amelia i Toby spędzają wakacje w Nowej Południowej Walii gdzie znana jest legenda o duchu motocyklisty, którego spotkać można na drodze Lemon Tree.

Młodzi postanawiają przekonać się o prawdziwości legendy i pod osłoną nocy wybierają się do nawiedzonego miejsca. Udaje im się zauważyć kulę światła, którą biorą za ducha. Od tego spotkania wszytko zaczyna zmierzać w złym kierunku.

“Spustoszenie” to reżyserski debiut dwóch Australijczyków, którego jednak do udanych ciężko zaliczyć. Oczywiście na tle większość mocno przeciętnych, albo wręcz słabych filmowych horrorów nie wypada jakoś wybitnie źle, ale też nie wybija się ponad niski poziom.

Fabularny wstęp kazał mi sądzić, że będę tu miała do czynienia ze slasherem. Australijskie rąbanki często gęsto wypadają bardziej makabrycznie niż te amerykańskie, więc tego też oczekiwałam.

Mamy grupę pięknych i młodych, którzy dokazują razem na plaży, a później snują straszne opowieści przy ognisku – slasher jak w mordę strzelił – a jednak.

lemon tree pasage

Legenda jaką tu usłyszymy jest jedną z wielu urban legends, opowiadanych ku przestrodze. Ta dotyczy zbyt hulaszczej jazdy na odcinku drogi zwanej Lemon Tree Passage. Bohaterzy postawiają sprawdzić, czy stosując się do wskazówek zawartych w strasznej opowieści o duchu motocyklisty uda im się zobaczyć prawdziwe dziwo. I cóż, Drodzy Państwo, udaje im się i na tym się nie kończy.

Ciemną nocą nie napotkają w na odludnej drodze świra uzbrojonego w lewarek, tu zaczyna się ghost story, które jest właściwym gatunkiem dla tego filmu.

lemon tree pasage

Szybko przechodzimy do upiornych wizji jakich doświadcza jedna z bohaterek. Jej makabryczne sny stają się coraz bardziej realne aż do finału, który przebiega szybko i gładko. Dowiadujemy się oczywiście co też zdarzyło się w okolicy Lemon Tree Passage i jest to historia jakich wiele w gatunku, nie oczekujcie zaskoczenia.

Główne założenia fabularne oparte są na znanych schematach i twórcy próżno próbowali od nich uciec kombinując nieco z narracją. Z tego kombinowania wyszedł niezły bigos i jeśli o mnie chodzi szybko odechciało mi się szukać logiki w tym chaosie.

Nie dostrzegłam w tej produkcji żadnego elementu zasługującego na szczególną uwagę, czegoś co warto by pochwalić. Horror jakich wiele, zerknąć można jednym okiem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

 46/100

W skali brutalności:1/10