Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Samara w LCD

Rings (2017)

rings

Holt i Julia są parą. Gdy chłopak wyjeżdża na studia do innego miasta Julia cierpliwie czeka na każdą rozmowę i spotkanie. Jak się wkrótce okaże Holt pochłonięty studenckim życiem niefortunnie wplątał się w coś gorszego niż mogła przewidzieć jego dziewczyna.

Gdy Julia odbiera wiadomość od przerażonej koleżanki z roku Holta czym prędzej zjawia się na kampusie. W ten sposób okrywa, że Holt wziął udział w naukowym eksperymencie badającym znaną “taśmę śmierci”. W wyniku seansu z Samarą Morgan zostało mu tylko kilkanaście godzin życia. Julia podejmuje heroiczną walkę o życie swojego chłopaka.

rings

Długo przyszło nam czekać na kolejny sequelKręgu“. Dopiero po kilkunastu latach amerykańska wytwórnia podjęła próbę pociągnięcia tematu i tak, oto przed Państwem “The Rings”.

Jak wspomniałam najnowsza produkcja jest sequelem a więc kontynuacją wydarzeń jakie miały miejsce w “Kręgu” i “Kręgu 2” – mam tu oczywiście na myśli amerykańskie remake japońskich horrorów.

Nie zobaczymy tu jednak Naomi Wats i jej dziwacznego synka, lecz zupełnie nowych bohaterów: młodych, pięknych, zakochanych. Fabula ‘trójki’ jest powiązana z tym co widzieliśmy do tej pory. Mamy więc zabójczą kasetę po obejrzeniu, której delikwent umiera zabity przez ducha Samary Morgan, dziewczynki, którą zatroskana matka wrzuciła do studni. Jesteśmy też bogatsi o informacje zawarte w kontynuacji, czyli ‘dwójce’ – skopiowanie zabójczego nagrania i pokazanie go komuś oddala od Ciebie klątwę Samary.

Nasz młody bohater, Holt pod przewodnictwem profesora akademickiego obejrzał owe nagranie, podobnie jak parę innych biednych dusz. Widmo śmierci już nadciąga, gdy z odsieczą pojawia się jego ukochana, Julia.

Dziewczyna podejmuje heroiczną decyzję, że obejrzy skopiowane przez Holta nagranie i tym samym ochroni go. Zamiast jednak tą sama droga uratować siebie postanawia położyć kres klątwie i dociec prawdy o Samarze.

rings

Z uwagi na to, że wszytko co mogliśmy się o niej dowiedzieć zostało powiedziane w dwóch poprzednich częściach, tu scenarzyści postanowili wziąć w obroty biologiczną matkę Samary. Tak, tą która wedle poprzednik ustaleń miała powić dziecko ‘demona z głębin’. Scenarzyści ‘trójki’ obrali jednak inną ścieżkę. Czy mnie to dziwi? Nie.

Już zapowiedzi pojawienia się “Rings” po tylu latach od premiery ostatniego tytułu sprawiło, że nabrałam przekonania, że nic z tego nie będzie. Mało kiedy zdarza się, że kontynuacja nakręcona po takim czasie była dobra, a te kilkanaście lat poświecono na gruntowne przemyślenie sprawy. Najczęściej jest tak, że studio z braku lepszych komercyjnie pomysłów zleca wygrzebanie takiego trupa i do społu z zupełnie innymi ludźmi próbuje go reanimować. A, że minęło tyle i tyle czasu nikt nie zadaje sobie trudu by podejść poważnie do kontynuowania wcześniejszych filmowych założeń.

Nowy “Rings” praktycznie niczym nie przypomina starych “Ringów”. Klimat zniknął bez śladu, akcja poszła w zapomnienie.

Mamy więc nowy film złożony ze starych składników połączony z kilkoma nowymi i złożony w niekoniecznie konsekwentną całość. Gdyby nie migawki z kaset, które doskonale pamiętają fani “Kręgu” i kilku ujęć z Samarą nikt nie rozpoznałby w tym kontynuacji.

rings

Dla mnie film zupełnie zbędny. Szczęście w tym, że nie spodziewałam się, że będzie inaczej, więc nie mogę mówić o rozczarowaniu.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

Sama

Here Alone (2016)

here alone

Po wybuchu śmiercionośnej epidemii Anna znalazła schronienie w lesie z dala od cywilizacji. Kryjąc się przed ofiarami choroby prowadzi egzystencje skupioną na przetrwaniu. Pewnego dnia znajduje dwoje ocalałych, Olivię i jej niedoszłego ojczyma Chrisa.

“Here Alone” to kolejna próba stworzenia ambitnego, minimalistycznego zombie movie. Nie uświadczymy tu więc tego, z czym zwykł kojarzyć się ten podgatunek: wartkiej akcji i krwawych momentów.

Gotowa jestem jestem nawet podważyć przynależność tego obrazu do świata horroru,czy nawet thrillera, bo grozy też tu nie ma. To bardziej dołujący, nudnawy dramat, w który niewiele nam przekazuje.

Fabuła skupia się na relacji Anny z Chrisem i Olivią i kłopotów z niej wynikających.

here alone

Nie chodzi tu tylko kwestie różnych zapatrywań na przetrwanie. Wątek byłby nawet ciekawy, gdyby zarysować go trochę wyraźniej. Niestety wszytko jest tu bardzo ostrożne i przez to trąci nijakością.

Bieżące wydarzenia przeplatane są retrospekcjami z życia Anny tuż po wybuchu epidemii, gdy miała jeszcze u boku męża i maleńkie dziecko.

here alone

Akcja toczy się niespiesznie, bez konkretnego kierunku i nim się obejrzymy dobiegnie końca w równie niewyraźny sposób.

Jedynym wyraźnym plusem produkcji jest dobór plenerów, dzięki czemu mamy tu całkiem udane zdjęcia

Nie wiem nawet komu mogłabym polecić ten film. Wątpię by zadowolił apetyty fanów zombie movie i nie sądzę też bym fani kina bardziej stonowanego docenili ambicje twórców.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:1/10

Egozrcysta, od początku

Egzorcysta – William Peter Blatty

egzorcysta

W związku z zawodowymi zobowiązaniami, aktorka Chris McNeal wynajmuje dom w Georgetown, nieopodal siedziby Towarzystwa Jezusowego. Mieszka wraz z dwunastoletnią córką Regan, dwójką służących i sekretarką.

Pochłonięta pracą z trwoga dostrzega, że jej jedynaczka zaczyna zmieniać się nie do poznania. Wszytko od czasu rozpoczęcia zabaw z tabliczką Ouija i nawiązania za jej pośrednictwem znajomości z Kapitanem Howdy’m.

Zachowanie Regan ulega drastycznemu pogorszeniu, dochodzą do tego objawy, które z trudem można wyjaśnić medycznie. Szereg badań klinicznych nie przynosi oczekiwanych odpowiedzi.

Ostatecznie strapiona matka zwraca się o pomoc do jezuity, księdza Karrasa, który stara się dowiedzieć czy w chorobie Regan nie miały udziału nadnaturalne, demoniczne siły.

Czy są tu tacy, którzy nie znają “Egzorcysty“, filmu Wiliama Friedkina?

Nakręcony na początku lat siedemdziesiątych obraz okrzyknięto arcydziełem horroru. Do dziś filmowi twórcy starają się naśladować zawartą w nim koncepcję opętania i tym samym dorównać jego jakości. Mogę się mylić, ale jest to chyba pierwszy film o opętaniu przez demona.

Scenariusz powstał w oparciu o powieść amerykańskiego pisarza libańskiego pochodzenia Williama Petera Blatty’ego. Autor powieści jest jednocześnie autorem scenariusza co przekłada się na jego wierność powieściowemu pierwowzorowi.

egzrcysta

Oczywiście pewne różnice są, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nowe wydanie jest uzupełnione o, jak twierdzi autor, kilka dodatkowych ‘scen’, których rzecz jasna nie zobaczymy w filmie, ani nie spotkamy w pierwszym wydaniu powieści. Nie są to jednak różnice mające znaczący wpływ na odbiór całości. Ostatnim razem “Egzorcystę” oglądałam dość dawno, więc nie przywołam Wam żadnych konkretów.

Rzecz najważniejsza, czy książka jest lepsza od filmu? Statystycznie rzadko się zdarza by filmowa wersja spotkała się z lepszym odbiorem niż książkowy oryginał, ale zdarzają się takie przypadki.

Jeśli chodzi o “Egzorcystę” jestem bliska stwierdzenia, że film jest lepszy. Zaczynając książkę nijak nie mogłam się przekonać do stylu autora, może to kwestia tłumaczenia, nie wiem, ale wydawał mi się mało literacki, bardziej reportażowy.

Charakterystyka głównych postaci nieco mnie zawiodła, nie znalazłam tu nawet zaczątków jakiejś głębszej analizy postaw bohaterów. Mam tu na myśli szczególnie matkę Regan, Chris. Trochę lepiej ma się sprawa z młodym księdzem psychiatrą, ale i tak najbardziej w pamięć zapadł mi plączący się pod nogami detektyw.

Jeśli chodzi o ewidentne plusy książki to z pewnością jest to wątek naukowy, albo ‘pseudonaukowy’ jak kto woli, czyli dociekania księdza psychiatry na temat autentyczności przypadku Regan.

W porównaniu z filmem sam rytuał egzorcyzmu jest tu zaledwie wisienką na torcie, a większość powieściowych stronic poświecono na rozwiązanie kwestii, czy w ogóle mamy tu do czynienia z opętaniem.

Szczęśliwie się złożyło, z nasz klecha nie był człowiekiem silnej wiary toteż obyło się bez moralizowania i jak na książkę z tak silnym motywem religijnym nie szczególnie odczuwamy tu wpływ Stwórcy. Zupełnie inaczej niż w przypadku książki “Zbaw nas ode złego”, gdzie wszystkim jakby rozum odjęło.

Teraz już chyba rozumiecie dlaczego ciężko przyznać mi wyższość którejkolwiek z wersji tej historii. I film i książka mają swoje zalety. Uważam, że obie wersje warto poznać, chociażby po to by porównać je z tymi wszystkimi nowymi trendami rządzącymi światem horroru religijnego.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

 

vesper

Prawdziwe burgery z prawdziwych Amerykanów

American Burger/ Amerykański burger (2014)

amerykanski burger

Uczniowie amerykańskiej szkoły są na wycieczce kulturoznawczej w Europie. W planie wycieczki jest zwiedzanie przedsiębiorstwa produkującego amerykańskie burgery.

Jak się okazuje właściciel przybytku burgery robi nieco inaczej niż nakazywałaby amerykańska tradycja – robi je z ludzi, ściśle hołdując zasadzie: prawdziwe amerykańskie burgery robi się z prawdziwych amerykanów.

amerykanski burger

“Amerykański burger” o dziwo nie jest filmem amerykańskim. Jest to produkcja szwedów, którzy bardzo dosłownie potraktowali mit amerykańskiego konsumpcjonizmu.

Jest to horror komediowy, więc spokojnie. Ukazuje w przejaskrawiony sposób motywy zaczerpnięte za teen slasherów made in USA.

Jak na horror komediowy przystało mamy tu spora dawkę czarnego humoru, nabijkę ze stereotypów i nielogicznych schematów.

amerykanski burger

O dobry pastisz kina grozy wcale nie jest tak łatwo jak mogłoby się wydawać, to też i do “Amerykańskiego burgera” trzeba podejść z rezerwą.

Wasz odbiór filmu zależy w zasadzie od oczekiwań, dobrej woli i dobrego nastroju. Jeśli akurat macie ochotę na coś, na serio, co faktycznie ma szansę zmrozić krew w żyłach będziecie sobie pluć w brodę, że sięgnęliście po taki shit. Jeśli natomiast cechuje Was dystans do horrorowego świata przedstawionego, macie dzień na głupawkę, proszę bardzo, “Amerykański burger” nie będzie złą opcją.

Generalnie jestem zwolenniczką takiego prześmiewczego podejścia i uważam, że trochę czarnego humoru od czasu do czasu nie zaszkodzi.

amerykanski burger

“Amerykański burger” od początku do końca jest nastawiony na szydzenie z tego co zwykle ma budzić lęk. Wszytko do konstrukcji postaci, po zaprezentowany tu ciąg zdarzeń zostało ukazane w krzywym zwierciadle. Do tego dochodzi mocno ograniczony budżet filmowców. I cóż, albo to do Was trafi albo nie. Dla mnie było to całkiem niezłe.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

W piekle wszyscy lubią popcorn

31 (2016)

31 film

Przeddzień Halloween grupa pięciorga pracowników wesołego miasteczka zostaje uprowadzona przez zorganizowaną grupę amatorów tortur i morderstw. Trafiają do siedziby prawdziwych świrów, którzy to planują zabawić się z nimi przez kolejne dwanaście godzin.

Mojego uwielbienia do pierwszych filmów Roba Zombiego nigdy nie kryłam. Tak jak nie kryłam tego, że kondycja jego późniejszych dokonań, kierunek jego rozwoju, że tak ujmę nie napawa mnie większym optymizmem.

Pomysł na “31” wydawał mi się powrotem do źródła, do starej estetyki w której nakręcono “Dom 1000 trupów” i “Bękartów diabła“. Niestety między mną a “31” nie zaiskrzyło. Oczywiście, jest to chory i pojebany film, ale zabrakło mi tu tego pierwiastka obłędu, który tak mocno przywiązał mnie do rodziny Firefly, że płakałam nad ich losem w sequelu.

Nie wiem na co mam zrzucić winę za taki stan rzeczy?

Początek filmu to wejście w temat, czyli zapoznanie z protagonistami o wulgarnym usposobieniu i swawolnej naturze. Na ich czele staje Charly  – oczywiście żonka reżysera Sherii Moon Zombie. w tej części filmu widać starania twórcy by wystylizowć realia na lata 70, stroje, muzyka, kolorystyka zdjęć etc. Jest całkiem przyjemnie, jest całkiem dobrze.

31 film

Jednak gdy akcja wchodzi we właściwy etap wszytko co dobre znika. Przenosimy się do jakiejś ciemnej nory, kolorystyka nabiera metalicznego odcienia, znika ziarnistość z obrazu i oto lata 70 w magiczny i niezrozumiały dla mnie sposób idą w zapomnienie.

31 film

Rozpoczyna się sekwencja kolejnych pozrywanych zdjęć tworzących jakaś dziwną rozsypankę ujęć, montażysta tnie jak szalony i dłuższych ujęć nie mamy tu prawie wcale aż do finałowej sceny, gdy znowu wracamy na amerykańskie pustkowie. Cały ciężar fabuły spoczywa więc na nieracjonalnych, nielogicznych potyczkach bohaterów z antybohaterami, nakręconymi tak nieudolnie, że w pewnych momentach nie wiedziałam kto zabija a kto jest zbijany.

Nie byłam w stanie skupić się na śledzeniu akcji i bardzo niewiele mnie ona obchodziła. Tak dotrwałam do finału, który podobnie jak początkowa partia filmu dorobił się u mnie plusika. Bardzo dobra scena finałowa nie rekompensuje jednak dużych braków w całokształcie.

31 film

Widać, że Zombiemu nadal nie brakuje pomysłów na ciekawe charakterystyki pojebańców, ale niestety w tym wszechobecnym nieprzemyślanym chaosie nie zdołałam ich zbyt dobrze poznać, co stwierdzam z żalem.

Dodam, że film udało mi się obejrzeć w całości dopiero przy drugim podejściu. Niezbyt dobrze.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:3/10