Miesięczne archiwum: Maj 2017

Nastąpi zmiana

Rupture/ Pęknięcie (2016)

rupture

Renee, samotna matka, zostaje uprowadzona przez grupę ludzi, którzy zamierzają poddać ją eksperymentowi naukowemu. Przerażona kobieta odkrywa, że nie jest jedyną ofiarą dziwnych naukowców.

Wkróce okaże się, że najważniejszym z elementów eksperymentu jest strach. Renee będzie miała okazję przestraszyć się jak nigdy dotąd.

Przyznam, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na Noomi Rapace w obsadzie. Opis fabuły średnio mnie zainteresował, choć finalnie muszę przyznać, że wcale nie był to najgorszy wybór – wbrew gminnej wieści, że film shitowy.

“Pęknięcie” to thriller sci -fi, traktujący o graniczących z szaleństwem eksperymentach naukowych. O ich konkretnym celu wolę nie mówić, żeby nie psuć Wam seansu. Ostatecznie prawdę o tym do czego zmierza ta historia mamy odkryć razem z jej bohaterką.

rupture

Przez znaczną część filmu nie wiemy więc o co chodzi. Podrzucane są nam szczątkowe informacje, które wskazują na coraz bardziej zakręcony pomysł twórców. Trzeba przyznać, że rzecz jest dość oryginalna, choć jeśli by się uparł w szukaniu nawiązań, to wątki z “Inwazji porywaczy” ciał w pewnym stopniu znajdują tu odzwierciedlenie. Ale tak to już jest z klasyką gatunku – jest wszechobecna.

Nasza bohaterka desperacko pragnie uciec, więc będziemy tu śledzić jej próby wydostania się z opresji. Charyzmatyczna Noomi Rapace doskonale wywiązała się ze swojej roli. Kibicujemy jej dzielnie i mamy z tego pewien ubaw. Ale doskonale nie jest.

Jak na film sci- fi nie zabraknie tu absurdu i moim zdaniem tego absurdu jest trochę za dużo. Mało naukowe to wszytko, ot co.

Jeśli chodzi o walory grozy, to też nie ma szału. Mnie przeraził wąż, ale mnie przerażają nawet liche zaskrońce w lesie więc, nie wiem czy można to uznać za błysk. Widzowie cierpiący na arachnofobię, jak nasza bohaterka, też znajdą tu coś dla siebie, bo jak wspomniałam celem naukowców jest wystraszenie Renee.

rupture

Cały konspekt historii, jak wspomniałam jest dość pomysłowy, ale zdałoby się dać tu trochę szlifów by efekt końcowy miał ręce i nogi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

Służąca, złodziejka, kochanka

Ah-ga-ssi/ Służąca (2016)

służąca

Sook-he, młoda Koreanka, sierota wychowana przez paserkę, zaczyna pracę w charakterze pokojówki u japońskiej arystokratki mieszkającej z wujem. Nawiązuje silną więź ze swoją chlebodawczynią mimo, że w jej domu znalazła się w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.

Gdy tylko pojawiała się informacja o nowym filmie Parka, wiedziałam, że będzie to dobry film, który muszę zobaczyć. Kiedy już wiedziałam, że będzie to film, którego akcja osadzona będzie na wschodzie wiedziałam, że będzie piękny. Lubię tego reżysera za to, że mimo sukcesów na zachodzie, mimo romansów z Hollywood nadal jest wierny temu co najlepsze w kinie koreańskim. “Stocker” bardzo przypadł mi do gustu, ale zdecydowanie wolę te filmy Parka, których akcja rozgrywa się w jego ojczyźnie.

służąca

Co ciekawe za inspirację dla scenariusza posłużyła powieść, której akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii w XIX wieku. Park wspólnie z Seo-Gyeong Jeong sprawnie przeniósł jej fabułę do Korei. Książkę z chęcią bym przeczytała zwłaszcza, że porównywana jest z twórczością Willkiego Collinsa, a ten to lubi dobre intrygi.

Intryg w “Służącej” nie zabraknie. Opowieść dzieli się na trzy części z czego każda dostarcza nam nowych informacji, stanowi inteligentny fabularny twist i kończy się efektem zaskoczenia.

służąca

Taka historia musi dostarczyć sporo emocji, choć czytałam recenzje które zarzucają “Służącej” nudę. No nie wiem, z czego to może wynikać… Albo wiem, ale nie chce być uszczypliwa:)

Chyba mogę się zaliczyć do grona oszalałych i bezkrytycznych fanek koreańskiego kina więc w “Służącej” nie dostrzegam wad. Sprawy techniczne zostawię lepiej mądralom, które lepiej uzasadnią zachwyt efektem końcowym, dość, że przyznam, że całkowicie utknęłam w świecie przedstawionym. Film jest piękny, historia fascynująca. Nie zabraknie tu ani sensualności, ani humoru ani suspensu. Dla mnie bomba. Tyle, że to nie horror:)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:10

aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

80/100

W skali brutalności:0/10

Zmyślona miłość i prawdziwe zbrodnie

Rillington Place – sezon 1 (2016)

rillibgton place

John Christie mieszka wraz z żoną Ethel w mieszkaniu przy Rillington Place. Ich małżeństwo nie układa się zbytnio, bo John jest człowiekiem dosyć chłodnym w obejściu. Po pewnym czasie wspólnego pożycia, opartego głównie na kompromisach na jakie godziła się Ethel, kobieta zaczyna dostrzegać w mężu coś jeszcze. Jego zachowanie niepokoi ją.

O Johnie Christim usłyszałam po raz pierwszy dzięki filmowi z lat ’70 “Dom przy Rillington Place”. Jego bohater jest postacią autentyczną, seryjnym mordercą kobiet, którego działalność przypadała na lata ’40 XX wieku.

“Rillington Place’ jest serialową wersją historii zabójcy. Serial ma tylko jeden składający się z trzech odcinków sezon, więc bardziej mamy tu do czynienia z mini serialem niż serialem jako takim.

Jak się zapewne spodziewacie ze względu na większe możliwości czasowe miniserial bardziej rozwija zbrodniczy fragment biografii Christiego niż robił to film. Ku mojemu zdziwieniu nie rozwija wcale tych fragmentów, na które mogliby liczyć fani horroru.

Jeśli chodzi o sceny morderstw, tak sugestywnie przedstawione w filmie z lat ’70, mini serial wymięka. Mamy tu bowiem zaprezentowany tylko jeden mordercy akt i to w dodatku na finiszu ostatniego odcinka. Ta scena zresztą mimo, że udana nie robi takie wrażenia jak morderstwa w starszym filmie.

Co więc oglądamy przez trzy ponad godzinne odcinki? Fabuła skupia się głównie na relacji Johna i Ethel. W tych rolach widzimy bardzo dobrych warsztatowo Tima Rotha i Samanthe Morton. Z ich aktorskich kreacji możemy wysnuć wiele wniosków na temat kreowanych postaci mimo iż scenariusz nie obfituje w większą dosłowność. Ethel postrzegałam jako desperatkę, myślącą życzeniowo i dającą się ponieść fikcyjnemu obrazowi męża i ich małżeństwa. Wcale nie była słaba na umyśle, stoczyła nie jedną wewnętrzną batalie by być wstanie przymknąć oko na coraz bardziej oczywiste i brutalne fakty.

rillibgton place

John z kolei to oschły osobnik, który pod płaszczem surowości moralne skutecznie ukrywa swoje występki. W jakiś sposób stworzył swój obraz samego siebie i dokładał starań by jak największej osób w niego uwierzyło. A że był niezłym manipulantem robił to skutecznie. Myślę, że w pewien sposób odcinał się od swojego prawdziwego ja i tylko na krótkie momenty, w których dokonywał aktów przemocy spuszczał je ze smyczy. W ten sposób dystansował się od odpowiedzialności.

Sporo uwagi poświęcono również Timowi, mężowi jednej z ofiar, który niefartownie zawierzył mordercy  i nie tylko stracił żonę i córeczkę, że o nienarodzonym dziecku nie wspomnę, ale skończył na szubienicy obwiniony za zbrodnie Christiego.

rillibgton place

Niewiele dowiadujemy się zaś o samych ofiarach i muszę przyznać, że gdyby nie uprzedni seans z “Domem przy Rillingotn place” nie wiele bym wiedziała o samym modus operandi sprawcy.

Twórcy serialu pozostawili wiele przestrzeni na domysły, co ma zarówno swoje zalety jak i wady. Zależy czego oczekuje widz. Serial nie wątpliwie ujmuje klimatem, wspaniale odzwierciedlającym realia tamtych czasów. Jeśli zaś chodzi o samą historię Christiego to bardziej polecam zapoznanie się ze starszą produkcją.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

Zamek krwi i makbry

Danza macabra aka Castle of blood (1964)

danza macabra

W karczmie w Londynie spotykają się trzej jegomoście. Jednym z nich jest Allan Foster dziennikarz pragnący zrobić wywiad z Edgarem Allanem Poe, który akurat bawi w Anglii, drugim jest sam powieściopisarz, zaś trzecim lord Blackwood posiadacz okazałego i owianego złą sławą zamku.

Tocząca się przy drinkach rozmowa dotyczy teorii życia po śmierci, w które zdają się wierzyć wszyscy mężczyźni po za dziennikarzem. Lord Blackwood proponuje Fosterowi zakład, którego przedmiotem miało być spędzenie przez niego nocy w we wspomnianym nawiedzonym pałacu. Foster przyjmuje zakład i przed północą w wigilię Wszystkich Świętych melduje się w nawiedzonym zamku.

danza macabra

“Danza Macabra” to włoski horror utrzymany w klimacie gotyku. Ma prostą ale nie głupią fabułę, szczególnie dla fanów bardzo klasycznego podejścia.

Wspomniani fani powinni być filmem zachwyceni, bo posiada wszystkie przymioty dobrego, starego kina z gatunku. I uwaga, mimo, że jest to produkcja włoska nie zobaczymy tu typowej dla włoskich produkcji nad ekspresji. Pewna teatralność – owszem, ale wszytko w granicach normy.

Jej głównym twórcą jest Antonio Margheriti, którego postrzegam jako taki włoski odpowiednik Cormana. Styl pracy, jeśli wierzyć legendom w przypadku obydwu panów był bardzo podobny. Obydwaj doskonale pracowali na niskim budżecie i operowali klasycznymi wątkami.

Oczywiście Margheriti nie żył samym horrorem, ale wiele osób twierdzi, że to w tym gatunku spisywał się najlepiej. “Daza macabra” to jego pierwszy horror, do którego udało mu się zaprosić gwiazdę włoskiego kina grozy Barbarę Steel. Barbara to aktorka ponadczasowa. Do tej pory można ją spotkać w jakimś straszaku. Jej niegdysiejsza uroda nabrała z wiekiem jeszcze demoniczniejszego rysu więc cały czas doskonale wpisuje się w gatunek.

danza macabra

W “Danza macabra” wciela się w postać ducha Elizabeth Blackwood, pięknej i bardzo zmysłowej kobiety, której rozliczne namiętności doprowadziły do zgonu co najmniej kilka osób.

W noc, w której Allan Foster zjawia się w pałacu z miejsca staje się obiektem jej uczuć. Wedle teorii, która cały czas odbija się echem w filmowej fabule, silne emocje dają ludziom pewien rodzaj nieśmiertelności. Elizabeth, jak sama mówi, żyje tylko gdy kocha.

Jej relacje z otoczeniem są nieźle pogmatwane, jak dowiadujemy się dzięki retrospekcjom. Pojawia się nawet wątek lesbijski. Wszystko sprowadza się jednak do starego jak świat schematu: nawiedzony dom, nieszczęśliwe duchy i uwięziony żywy. 

Atmosfera jest bardzo gęsta, kipi i grozą i erotyzmem zarazem co można uznać za zaletę.

Od strony technicznej jest po Cormanowskiemu. Teatralnie odstrojona scenografia, wyrazista charakteryzacja, tylko światła jakby mniej. Ogląda się go bardzo przyjemnie.

danza macabra

Podobnie jak filmy Cormana nawiązuje do twórczości Poego, choć ciężko mi ocenić jakie konkretne dzieło wzięto tu na tapetę. Generalnie nie przypomina to niczego co bym znała choć ogólny duch twórczości Poego jest jak najbardziej wyczuwalny.

Dla fanów tego rodzaju estetyki oferta jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

66/100

W skali brutalności:1/10

Demon w Bangkoku

P aka Possession (2005)

p

Młodziutka dziewczyna opuszcza tajlandzką wioskę i przybywa do Bangkoku by zarobić na lekarstwa dla chorej babci. Na miejscu trafia do klubu go-go i przyjmując imię Dau zostaje prostytutką.

W niewdzięcznym świecie pomaga sobie za pomocą magii, której nauczyła ją stara babcia. Niestety Dau nie przestrzega zasad jakie rządzą światem czarów i wkrótce wpada w kłopoty.

“P” w języku tajskim oznacza tyle co “duch”. Duchów jednak w tym filmie niewiele, choć nadal mieni się on mianem horroru.

Dużo większą uwagę, przynajmniej tak było w moim przypadku, przykuwa warstwa dramatyczna filmu. Tajlandia słynie z seks turystyki i to ona jest przewodnim tematem filmu Paula Spurriera. Tak, jest to film napisany i nakręcony przez Brytola, ale  w języku tajskim i z tajską, przynajmniej w większości, obsadą. To chyba generalnie ewenement. Sama sięgnęłam po niego by trochę bardziej przyjrzeć się tajskiemu kinowi grozy.

“P” na tle znanych mi produkcji z tego kraju wcale nie wypada najgorzej, choć pewne uwagi mam. Efekty chociażby, nie obyło się bez nich w drugiej partii filmu gdzie tytułowy duch zaczyna działać, i mogłyby być  lepsze technicznie.

Druga rzecz, to mało horroru w horrorze. Warstwa dramatyczna, to powiedzmy, tło społeczne, praktycznie zdominowało resztę wątków w tym wątek paranormalny. Mówię o tym tylko dlatego, że miłośnicy czystości gatunkowej mogą kręcić nosem. Sama jestem zdania, że takie rozbudowanie wątków obyczajowych wyszło filmowi na zdrowie. W porównaniu z częścią filmu skupioną na klątwie jaka spadła na Dau wypadają dużo ciekawiej.

p

Jeśli więc chodzi o tą najbardziej interesująca Was część, czyli to co nadnaturalne w fabule, to mamy tu generalnie średniawkę. Nie chcę Wam w tym miejscu zdradzić szczegółów tego co stało się z Dau, ale raczej nikt z Was nie padnie z zachwytu nad takim zagraniem.

P

Całość ogląda się bardzo sympatycznie. Mamy tu sporo ciekawych bohaterów, także tych z dalszego planu, niezłe dialogi i aktorstwo oraz świetną muzykę. Serio, soundtracki powinny przykuć Wasza uwagę. Ogólny klimat filmu jest dość przygnębiający, ale nie może być inaczej jeśli mowa jest o ciemnej stronie atrakcji turystycznych Azji. Zdjęcia fajnie portretują tą ciemną stronę.

Dla mnie jak najbardziej okej, choć ze swoją oceną będę raczej w mniejszości.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skal brutalności:2/10